Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #266 (24.09.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 24 wrzesień 2012Numer 39/2012 (266)


W tym tygodniu przodują Mściciele. Trzy pozycje z nimi w roli głównej. Do tego dochodzi zakończenie Spider-Men oraz ciąg dalszy rozłamu w X-Factor. A na dokładkę: ktoś odnalazł drogę do domu.

Avengers Academy #37
Hotaru: Historia "Final Exam" miała kilka dobrych momentów. Mam na myśli to, co działo się z Hazmat i Mettle'em i decyzję Finesse z tego numeru. Ogólnie rzecz biorąc jednak, nie było to nic nadzwyczajnego. Zdawałem sobie sprawę z tego, jakie emocje scenarzysta próbuje wywołać, ale ich już nie czułem. Nie wydaje się mi też, że Tom Grummett, a w szczególności kolorysta Chris Sotomayor, zrozumieli intencje Gage'a, przez co warstwa graficzna zamiast wspomagać scenariusz, jeszcze go tłumi. Jest zbyt cukierkowo. Przykro mówić, ale Avengers Academy będzie jednym z tych tytułów, za którymi nie będę tęsknić, kiedy już Marvel Now! go zamknie.
S_O: Pamiętacie czasy, gdy fraza "Lepszy z tegodniowych tytułów Avengerowych" cokolwiek znaczyła?
Może kiedyś wrócą.
"Egzamin końcowy" za nami i nie jestem pewien, czy Gage go zdał. Cała ta historia była boleśnie przewidywalna, czemu nie pomagało niezdarne wprowadzanie elementów fabularnych [W TYM MIEJSCU PODKREŚLĘ, ŻE MÓJ MAGICZNY INHIBITOR MOCY DZIAŁA TYLKO RAZ, WIĘC JEŚLI KTÓREKOLWIEK Z WAS Z JAKIEJŚ NIEWYTŁUMACZONEJ PRZYCZYNY MNIE ZDRADZI, JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE MIAŁ SZANSY NA POWRÓT DO NORMALNOŚCI. Just sayin']. Kolejną rzeczą są postacie. Moment, w którym Jailbaitress, bez większego powodu, postanowiła zabrać swoje zabawki i wyteleportować się z piaskownicy, o mało mnie nie powalił. No i jest jeszcze moja ulubienica, White Tiger, która mimo prób wprowadzenia jakiegoś konfliktu do końca pozostała całkowicie nienatchnioną postacią, której jedyną cechą jest ciągłe wołanie "Jestem siostrą oryginalnego White Tigera! Legacy Hero! Latino Pride!"
Ale, jak wspomniałem, to lepszy z tegotygodniowych tytułów Avengerowych. Przynajmniej coś się DZIEJE.
Krzycer: Mogło być gorzej, mogło być dużo lepiej. Ostateczne starcie z Jeremym Briggsem było mocno nijakie a o samym Briggsie za moment nikt nie będzie pamiętał. Co prawda zabrakło równie nieudolnych scen jak przemowa Lightspeed z poprzedniego numeru, choć Finesse atakująca Briggsa nieprzytomną X-23 jest... kuriozalna.
Tak czy inaczej - doczytam serię do końca, ale nie będę płakał po Akademii, bo poza dwoma-trzema naprawdę dobrymi historiami ten tytuł Gage'owi nie wyszedł najlepiej. A to był kolejny nijaki numer.
colossus28: Jedyny plus tej historii to to, że właśnie się skończyła. Gage nie potrafi budować napięcia, no bo przecież kwestia odzyskania ludzkiego wyglądu Mettle'a i zanik radioaktywności Hazmat to wątki, które pojawiały się praktycznie od początku serii. Można było na tym fundamencie zbudować solidną historię a tutaj, no cóż...potencjał został zmarnowany. No i rozmowa lecącej pewnie z prędkością dźwięku Lightspeed przez komórkę to już szczyt. Fajnie jedynie wypadło zachowanie Finesse na końcu. 4/10.

Avengers vol. 4 #30
Hotaru: Po raz kolejny seria ta bezwstydnie wykorzystuje banner AvX podczas gdy w rzeczywistości nie ma z tym eventem niczego wspólnego. Ten numer jest tak kiepski, że wręcz ciągnie "marvelowy event roku" w dół, a wszyscy dobrze wiemy, że do dna wcale tak dużo mu nie brakuje. Podejrzewam, że Bendis już kilka miesięcy temu dał sobie spokój ze Mścicielami i już w ogóle mu nie zależy. To widać. Rysunków rozplanowanych przez Simonsona i dokończonych przez Hannę nawet nie skomentuję.
S_O: Avengers kończą swój tie-in do tegorocznego wielkiego eventu tak, jak zaczęli - czymś całkowicie niezwiązanym. Tym razem mamy do czynienia z kłótnią między ukochanymi z walką przeciw syndykatowi zbrodni w tle.
Bardzo dalekim tle.
Prawdę powiedziawszy, nie mam pojęcia, co się wydarzyło. Serio. Ktoś mógłby pomyśleć, że skoro napisałem streszczenie (na stronie prędzej czy później) to powinienem. Ale tak nie jest. Jedyne wytłumaczenie, które wydaje mi się logiczne, to że Spider-Woman dostała w pewnym momencie w łeb, co obróciło jej osobowość o 180 stopni.
Przynajmniej jak to zrobili w Muppetach, to był tam jakiś dowcip.
avalonpulse0266b%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Popatrzmy, co my tu mamy:
1) Para bohaterów kłóci się w czasie walki. Bendisowski standard.
2) Historię o tym, co robią złoczyńcy, gdy superbohaterowie są zajęci waleniem się po łbach. Mieliśmy to przy okazji "Civil War" i jeszcze parę razy później, w różnych odmianach. Ale ok, ujdzie.
3) Postać zapomina, że dysponuje jakąś mocą. W tym wypadku - Mr Negative, który nawet nie próbuje skorzystać ze swojej sztuczki z praniem mózgu za pomocą dotknięcia. Bendisowski standard.
4) Rysownik nie potrafi przedstawić ruchu - Spider-Woman wygląda, jakby się rozciągała/przewracała, kiedy wyprowadza kopnięcie, Viper się przeciąga, gdy hajluje... I w ogóle te rysunki jakieś nie teges.
Ogólnie: słabo. Parę kwestii jest wystarczająco dobrych, żeby się uśmiechnąć, ale cały numer jest do zapomnienia.
colossus28: Ten numer to kwintesencja złej formy Bendisa, totalny zapychacz, który ma nam uświadomić, że związek Bartona z Jessicą to nie bułka z masłem, a sama Spider-Woman to herod-baba z której nie warto stroić sobie żartów. Mr Negative z którym Spider-Man wielokrotnie się już stykał i nie były to łatwe starcia tutaj dostaje po gębie między kolejnymi prztyczkami w nos zakochanej pary. Do tego wszystkiego okropne rysunki Simonsona. 3/10.
Arachnid: Ten numer był w moim przekonaniu całkowicie zbędny. Oczywiście czasem są potrzebne również takie tzw. „zapychacze”, ale nie w tym przypadku. To numer z tych o których z łatwością się zapomina. Głównym celem numeru było ukazanie relacji Spider-Woman i Hawkeye’a. I choć nie jestem entuzjastą ich związku, to ich wzajemne relacje ukazane w tym numerze wypadają świetnie. Ale oprócz kłócącej się pary (podczas walki) więcej zalet w tym numerze nie znalazłem. Mr Negative i jego wesoła grupka są tylko tłem i równie dobrze mogliby być zastąpieni kimkolwiek innym. Co do rysunków to jest kiepsko, zwłaszcza przeciągająca się, tzn. „Hailująca” Viper zapada w pamięć. Co oczywiście do zalet numeru nie należy. Ogólnie numer nie jest zły, ale do ulubionych też bym go nie zaliczył. Według mnie jest całkowicie niepotrzebny, ale skoro już został wydany, to niech sobie będzie.
Gil: Kolejny numer serii, który trzeba było czymś zapchać, żeby nie przeszkadzał w evencie. Tym razem chytry pomysł Bendisa polegał na wypchaniu go watą ze sprzeczki kochanków. Z jednej strony, należy mu się za to mały kudos, bo wychodzi ona absurdalnie naturalnie i czegoś takiego raczej się w komiksach nie widuje. No wiecie, superbohaterki nie miewają okresów, nie bywają bezsensownie zazdrosne i drażliwe bez powodu... Pokazanie Jessiki od tej strony nadaje jej czegoś prawdziwego. ALE – i to jest chyba największy problem (no, może oprócz paskudnych rysunków) – cały numer jest niezwykle wręcz irytujący. I teraz nie jestem pewien, czy dlatego, że po prostu jest irytujący, czy dlatego, że sięgając po tak escapistyczną rozrywkę jak komiks, nie mam ochoty na czytanie wynurzeń zazdrosnej dziewczyny? No cóż, z małym plusem za odwagę i minusem za odrzucającą grafikę, wystawię 5/10.

Daredevil vol. 3 #18
S_O: Jestem trochę zdziwiony, że w świecie, w którym co dziesiąta postać potrafi stawać się niewidzialnym, przenikać przez ściany, zmniejszać się do rozmiarów mrówki, zmieniać kształ lub po prostu zabić kogoś na odległość, nikt nie wpadł na to, że osoba, która nie byłaby w stanie dokonać zbrodni, a w każdym razie schować gdzieś pięciu litrów krwi, może być niewinna. Rany boskie, przecież mamy nawet postać, której całe istnienie polega na tym, że potrafi zabić gościa, do którego nie ma się jak dostać (i noszeniu maski z Trzech Małolatów Ninja). To jednak na razie mój jedyny problem, historia bowiem wygląda całkiem intersująco, nawet wziąwszy pod uwagę, że igranie z głową Śmiałka jest jednym z najbardziej ogranych numerów w tym medium.

Dark Avengers vol. 2 #181
S_O: Zauważyliście, że ekranizacje komiksów często mają niemały wpływ na same komiksy? Popatrzmy - po "Avengers" mamy Avengers Assemble, po "ASM" mieliśmy Lizarda w serii, a teraz u T-Boltów mamy sędziego Dredda.
Zaraz...
(Mam nadzieję że jestem jednym z pierwszych dziesięciu osób na stronie, które użyły tego dowcipu).
Zbliżamy się do końca historii, pora więc na wyjaśnienia. I... no... mają... sens? Trochę mnie gryzie, że nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o tych "Wenderach", zwłaszcza, że Parker jest mistrzem forshadowingu. No i pomysł z serii "Najedźmy państwo na Bliskim Wschodzie dla ich źródeł energii"... Nie wiem, co gorsze - czy jeśli jest to świadomy komentarz polityczno-społeczny, czy jeśli analogia jest całkowicie przypadkowa.
colossus28: Ta historia już tak strasznie mi się dłuży, że zaczynam gubić się w wątkach. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, czasowy misz-masz a w tym wszystkim zagubieni nasi bohaterowie. No i Dredd, eee, znaczy się Cage z zaciętą miną. Słabe to się strasznie zrobiło. 3/10.
Gil: Zawiodłem się, bo myślałem, że to już będzie koniec i wszystkie wątki się ładnie splotą. Zamiast tego, dostaliśmy kolejne rozciągnięcie, jeszcze więcej waty i trocin. O ile jeszcze wątki w teraźniejszości kontynuują tendencję zmierzająca do celu, tak przyszłościowa część historii nadal zjada własny ogon. Bijatyka jest bez polotu i czytając myślałem tylko o tym, żeby wreszcie wrócili do swojego czasu. Rysunki są raczej średnie, a właściwie wachają się od kiepskich do całkiem znośnych. Tym razem wystawię 4/10.

Mighty Thor #20
Hotaru: Nie czytywałem Mighty Thora, to zrozumiałe. Dlatego podoba mi się, że "Everything Burns" w tak dużym stopniu opiera się na tym, co fenomenalny Kieron Gillen stworzył w Journey Into Mystery. Loki - chociaż młody - jest tak diabelsko przebiegły, że oszukał nawet samego siebie. Co nie znaczy, że jest dość przebiegły. Numer czytało mi się dobrze. Sceny z Sif odebrałem wprawdzie jako wciśnięte na siłę, żeby podbudować jej profil przed tym, jak przejmie całą serię JiM, a kolory w dalszym ciągu ranią mi oczy, ale jest w porządku.
S_O: Loki trolluje wszystkich.
Tyle streszczenia.
I, mimo tego, co czuję do Fractiona, muszę powiedzieć, że nawet mi się podobało. Nie w takim samym stopniu, co Journey into Majstersztyk, ale zawsze. Gdyby jeszcze Gillen pomógł Mattowi z dialogami, to by było świetnie.
Krzycer: Ojej, ależ Alan Davis krzywdzi Lokiego. Przynajmniej niewinnego Lokiego, zły Loki wychodzi mu trochę lepiej.
Fabularnie jest trochę słabo - fantastyczne odkrycie kart z poprzedniego numeru zostaje trochę za szybko zaprzepaszczone tutaj, osobiście wolałbym trochę dłużej pożyć w niepewności.
(Z drugiej strony, ile można żyć w niepewności, gdy mamy już teasery nowej serii z Lokim?)
Przynajmniej Gillen domyka wątki ze swojego runu, więc nawet, jeśli historia nie wyjdzie najlepiej - będzie z tego jakaś korzyść.
Gamer2002: Wszystko idzie z dymem, ale Fraction nie umie budować napięcia. Tak samo jak w prologu nie było tak czuć zmagań Thora z niegasnącym pożarem, tak i tutaj informacje o przebiegu wojny są suche w porównaniu z tym co było w lepszej części crossa.
Ale jest to najlepszy numer gorszej części crossa. Nie do końca wiadomo, co jest w głowie Lokiego, który pokazuje, że potrafi wszystko zrujnować jeśli zechce, ale wciąż przeciwdziała Surturowi. Interesujące jest, czy Leah jest wciąż częścią jego spisku, pewnie tak. No i niezły cliffhanger sięgający po kolejny wątek runa Gillena, ale w końcu wiadomo, którego scenarzystę chwalić za rozplanowanie tej historii.
Tylko że rysunki bywają już wręcz okropne. 6/10.
Gil: Treści w tym numerze nie było wiele, ale społnił on swoje zadanie o tyle, że nie popsuł dobrego wrażenia, zbudowanego przez poprzednią część. Asgardczycy znów zaczynają się bić między sobą o pierdołę, ale można to zupełnie zignorować i zająć sie Lokim, bo u niego dzieje się więcej i ciekawiej. Widać, że ma jakiś plan, ale interesujące jest też podejście Surtura, który się tego spodziewa i za wczasu przygotował odpowiedź. Innymi słowy – nadal jest ciekawie przynajmniej w jednym z dwóch zasadniczych wątków. W rysunkach natomiast nie bardzo. Tym razem 6/10.

New Mutants vol. 3 #49
S_O: PAS-Kudna oprawa graficzna. Nie byłem w stanie odczytać, co się dzieje. W ogóle. Co zupełnie odebrało przyjemność z czytania.
Nie, żeby z innym artystą przyjemności byłoby wiele. Historia była do bólu sztampowna i nienatchniona, a rozwiązaniem wszystkich problemów okazało się się wbicie magicznego miecza w odpowiednią osobę, co najwyraźniej przeniosło wszystkich do właściwej rzeczywistości, a Dani, dodatkowo z powrotem w czasie.
Najwyraźniej penetracja jest dobra na wszystko.
Krzycer: Chciałem napisać "rozczarowujący numer rozczarowującej historii", ale jestem tą historią już tak rozczarowany, że ten numer nie rozczarował mnie bardziej. To... dobrze?
Ano nie, było słabo, jest słabo, w ogóle nie ma tu tej magii DnA. Nawet Heroes/Villains for Hire było zdecydowanie lepsze.
colossus28: Finał tej historii ciut lepszy niż jej wcześniejsze części. Ośmiornicowaty Cypher dalej wygląda komicznie, ale już sposób w jaki prawdziwy Doug wystrychnął na dudka swoje przyszłe wcielenie nawet mi się podobało. No i znowu wychodzi, że w tej Czejence Moonstone prawie wszyscy się kochają. 5/10.
Gil: Ależ to było mdłe. Tyle budowania akcji, stawiania pytań, wplatania mackowatych stworów i odpryskowych rzeczywistości, żeby na końcu sprowadzić wszystko do banalnego „a wszystko to, bo ciebie kocham”. No i oczywiście musiało być nawrócenie w ostatniej chwili. I wycofanie drastycznych zmian, które już wcześniej przepowiadałem. Na szczęście nie pozbyli się Douga w tym procesie, bo to już byłoby przegięcie. A jeśli dorzucimy do tego worka kiepskie rysunki, to szybko okaże się, co ciągnie serię na dno. Ocena tym razem to 3/10.
avalonpulse0266c%20%5B1600x1200%5D.JPG
Spider-Men #5
Hotaru: W poprzednim numerze Miles zszedł trochę na drugi plan i ucieszyłem się, że w tej odsłonie wrócił do pierwszego szeregu. Scena pożegnania Petera i Milesa była świetna (żeby nie użyć określenia "urocza"), ale koniec końców jestem zły na Bendisa. Jak on mógł mi to zrobić? Przez tą ostatnią stronę cały czas zastanawiam się, co takiego Peter znalazł w Sieci. To nie fair! Acha, rysunki Sary Pichelli są w dalszym ciągu bezbłędne. Nie widać, że ma kontuzjowany nadgarstek.
S_O: I... to jest wielka konkluzja crossovera, na który fani (nie) czekali przez ponad dekadę? "Dajmy Mysterio w mordę"? Toż... ech.
Nieważne. Mogę jedynie mieć nadzieję, że ta seria nie prezentuje zwykłego poziomu USM. Inaczej, rany, dobrze, że trzymam się zwykle z daleka od Ultimate.
Najważniejszym odkryciem tego numeru jest fakt, że najwyraźniej Miles Morales istnieje również w starym, dobrym 616. A zważywszy na fakt, że w Ultiverse jest on tylko o kilka lat młodszy od Petera, stoję murem za teorią, że tak jest też w głównym uniwersum. I że jest gwiazdą porno.
Najlepiej post-op trannie, bo mniejszości się domagają własnych herosów. Trzeba być progresywnym.
Krzycer: Fajna końcówka. I znowu, tak jak przez całą serię (z wyjątkiem numeru z rozmowami z Gwen i ciocią May), mam wrażenie, że można było z tego wycisnąć więcej. Ale - gdyby Bendis chciał z tego wycisnąć więcej, może przesadziłby w drugą stronę? A tak - skończyłem czytać, i mam ochotę na więcej. To chyba najlepsza recenzja, na jaką autor może liczyć?
Gil: Ktoś tam kiedyś narzekał, że crossover między regularnym uniwersum a Ultimate to koniec świata. Jeśli tak, to ja poproszę o więcej takich końców świata, bo była to jedna z lepszych historii, jakie w tym roku czytałem. Ten numer zawierał konkluzję, która co prawda była dość oczywista, ale powiedzmy sobie szczerze – nie o to tutaj chodziło. Cała esencja historii zawarła się w jej środkowych numerach, a tutaj dostaliśmy przyzwoite domknięcie. Więcej niż przyzwoite – bardzo dobre i uwieńczone wisienką na torcie. Wielki plus należy się również za rysunki i całą resztę oprawy. Bez chwili zastanowienia przyznam tytuł numeru tygodnia i wystawię za całokształt zacne 8/10.
 
Ultimate Comics: Spider-Man #15
Hotaru: Numer tygodnia. Bendis uderza we wszystkie właściwe klawisze, lektura tego numeru dostarczyła mi niebywałą frajdę. Po raz pierwszy za to rysunki Davida Marqueza nie były nieskazitelne, szczególnie pierwsza scena w dormitorium wydała mi się nieco za mało dokładna. Potem jednak jest już fenomenalnie. Przesłuchanie Milesa przez Marię Hill to mistrzostwo świata - poczynając od skulonej pozy chłopca ściskającego plecak, poprzez język ciała jego taty, który jest wściekły, jak i jego mamy, która chce go chronić, aż po detektyw Marię Hill, która - nie mam wątpliwości - wie więcej, niż mówi. A gra oczami w tej scenie godna jest nominacji do Oscara. Cudeńko!
Krzycer: Dwa kadry - Miles i Ganke po zabawie siecią, gdy rozlega się pukanie do drzwi i Spider-Man przeciągnięty po szybie Triskellionu - wyszły wspaniale. Reszta komiksu nie jest daleko w tyle. Jeśli miałbym się czepiać - Ultimate Maria Hill jest strasznie gadatliwa... zwłaszcza w sytuacji, w której opowiada trzynastolatkowi o okolicznościach śmierci jego wujka.
Chyba, że to zmyłka, i MH wie/podejrzewa, że Miles jest nowym Pająkiem. Zobaczymy.

Ultimate Comics: The Ultimates #15
Hotaru: Nie podoba mi się. Poczynając od charakterystycznych rysunków Billy'ego Tana, do których chyba nigdy nie przywyknę, po miejscami przyciężkawą, miejscami przygłupią fabułę. Osadzony w realiach s-f thriller polityczny kompletnie Humphriesowi nie wychodzi. Brak to równowagi, organicznego budowania wątków i ich zgrabnego przenikania się. Tęsknię za Hickmanem...
Krzycer: Meh. Sam Humhpries dobrze opisuje rozpadającą się Ameryką, ale nie jest w stanie sprawić, bym poczuł, że Ameryka się rozpada a sytuacja jest dramatyczna. Ma tym trudniejsze zadanie, że Hickmanowi to jedno wyszło doskonale.
Ale ostatnia strona komiksu była całkiem, całkiem.

Venom vol. 2 #25
S_O: Jednego nie rozumiem. Dobra, nie rozumiem wielu rzeczy, ale najważniejszą jest to: Czemu, mając do dyspozycji pewnie koło setki potworów z czasów Atlas comics, Bunn uznał, że musi stworzyć nowe?
Wracając do fabuły. Najwyraźniej Son of Satan połączył siły z bandą szaleńców, odprawiał mroczne rytuały, dokonywał ludzkich poświęceń, wprowadzał do "naszego" świata demony etcetera... Bo będzie się toczyła bitwa o stolik w Piekle, a jeśli on na nim zasiądzie, może nie będzie tak źle, bo tak naprawdę cały czas jest dobry, srsly you guys! Po prostu czasem trzeba zniszczyć ten świat, żeby go ocalić.
Ale największą głupotą jest zrobienie z Venoma Zaklinacza Demonów. Zrozumiałbym, jeśli znaczek Mephisto oznaczał tyle, że Flash (tak jak reszta zgrai z "Circle of Four") jest już zaklepany, ale nie, najwyraźniej nasz stary, dobry, Gienek awansował na Syna Szatana in spe. Yeah, whatever.
Również, daję im pół roku, nim Flash wstrzyknie SWÓJ jad w tę cycatą reporterkę. If you catch my drift.
Krzycer: ...no, przynajmniej wyjaśniło się, czemu Hellstorm się zeźlił ostatnio. I można łyknąć to wyjaśnienie, i nie jest ono jakieś bardzo złe.
To tyle, co mam dobrego do powiedzenia. Reszta jest nijaka/nudna/taka Bunnowo-Gage'owa.
colossus28: Pierwsza historia Bunna za nami i na razie jest mocno średnio. Jakoś brakło mi pomysłu na starcie z Daimonem więc żeby narobić szumu wytrzasnął bandę potworów: ognistogębęgo byczka, trzygłowego sfinksa, gigantyczną dżdżownicę, czarownika z wodogłowiem i niech się naparzają. Jak przeprowadzka do Philadelphi i spotkanie z Carnagem nie będzie lepsze to chyba trzeba będzie się pożegnać z tą serią. 4/10.
Gil: Aha, więc teraz w piekle toczy się rywalizacja o to, który czarcik zostanie prawdziwym diabłem i stąd całe to zamieszanie. A Hellstorm zgrywa ywil kozaka, bo chce odegrać piekielnego Konrada Wallenroda... Bullshit! To uzasadnienie jest po prostu głupie. Najbardziej oczywisty powód: dobre intencje z góry dyskwalifikują w pretendowaniu do roli największego zła. Poza tym, Ellis już napisał całą serię o tym, jak Daimon przejął władzę w piekle i to tutaj bulbotanie może jej pięty wylizać. A Venom? Gdzieś tam się przewinął i został na siłę wciśnięty w tę głupią intrygę. Jest to tym bardziej bez sensu, jeśli ktoś sobie przypomni stare starcia Venoma z Ghost Riderem i jego wyjątkowe uczulenie na piekielny ogień. I właśnie w ten sposób dochodzimy do nowego określenia na tego typu bzdury: Bunnshit! I 3/10.
 
X-Factor #244
Hotaru: Coś mi tu nie gra. Wprawdzie Peter David jest genialny, jak zwykle, i czyta się to świetnie i z zapartym tchem, nie rozumiem jednak, dlaczego nagle Teresa postanowiła tyle poświęcić dla Lorny. Jeśli między tymi kobietami jest jakaś nić przyjaźni, to do tej pory pozostałem na nią ślepy i uznaję to za niedopatrzenie PADa, że nie zwrócił na to mojej uwagi. Rysunki Kirka są dobre, ale jego Havok po cywilnemu za bardzo przypomina Cannonballa.
avalonpulse0266d%20%5B1600x1200%5D.JPGS_O: Ostatnio Terry zaczęła skajpić z Darwinem i dowiedziała się, że bycie półbogiem jest całkiem fajną sprawą, dlatego postanowiła wypróbować sama. I przy okazji załatwiła sobie zbrojoną arafatkę, bo hej, skoro Cyclops może, to czemu nie ona?
Tymczasem Alex przeżywa kryzys egzystencjalny z powodu swoich kompleksów. Woda nadal mokra, śnieg nadal zimny.
Czyli PAD poniżej zwyczajowego poziomu. Co nadal znaczy, że jest to jeden z lepszych numerów w tygodniu.
Krzycer: Ooo, PAD padł ofiarą własnej pomysłowości. A konkretnie - przekombinował. To jest dobry numer, ale nie powinien być częścią Breaking Points. Gdyby odsunąć go trochę w czasie, pociągnąć wątek Morrigan i problemów Terry - to byłaby fajna, satysfakcjonująca konkluzja tego wątku. Tymczasem Morrigan ledwo co się pojawiła, i ten numer zaskakuje w niewłaściwy sposób. Bo nie pytam "ojej, to się naprawdę stało?", tylko "ojej, wracamy do tej historii? Ale jak to?".
Więc, w ramach serii - zgrzyt. Ale sam numer, jak zwykle, bardzo dobry.
jdtennesse: Jak zwykle nie mogłem się doczekać kolejnego numeru X-Factor, ostatnio ten tytuł przyzwyczaił mnie do dobrej lektury. No i właśnie chyba trochę mnie rozczarował. To co podoba się w tej serii, to, przynajmniej mi, akcent na wątki osobiste, ogromne poczucie humoru, sensownie prowadzone postaci, zazwyczaj niezłe lub świetne rysunki. Ale tym razem, no nie wiem... Wątek osobisty niby jest, ale jakoś straciłem wiarę w uzasadnione postępowanie bohaterów. Siryn i jej poświęcenie dla "koleżanki", która pojawiła się zaledwie kilka numerów temu (i też z wątpliwym uzasadnieniem). Nigdy nie przepadałem za Lorną, a po ostatnim numerze nareszcie zaczęła do mnie przemawiać jako postać. A w tym numerze znowu przestałem ją lubić. Zawsze byłem fanem Siryn (a wcześniej jej ojca). I dlatego nie rozumiem jej postępowania. A nierozwiązane problemy z ojcem... Hmm... Trochę wyolbrzymione, i pojawiły się akurat teraz? W trakcie historii pięciu dni, które zmienią oblicze X-Factor...? Ale jedno mi się bardzo podobało - zgadzam się z Alexem, że lepiej by im było w kosmosie. Havok już od dawna nie jest tą postacią co kiedyś (anyone remember "The Fall of the Mutants"? "X-Tinction Agenda"? "Mutant X"?) Może się czepiam. 6/10.
Gil: Na początek muszę wspomnieć o rewelacyjnej okładce. Niestety, tym razem na tym moje zachwyty się zakończą. Nie zrozumcie mnie źle – numer trzyma standardowy poziom bardzo dobrej lektury, ale w tym punkcie moje oczekiwania i plany Petera Davida rozjechały się jak nigdy wcześniej. Terry jest moją ulubioną postacią z X-Factor i na tej podstawie roszczę sobie prawo do strzelenia focha na wieść o jej usunięciu z regularnej obsady. Pewnie jeszcze się pojawi, ale to już nie będzie to samo. Dostrzegam potencjał w kierunku, jaki dla niej obrano, ale nie musi mi się to podobać. Oprócz tego, mam takie same zastrzeżenia do rysunków, jak w numerze poprzednim – bardzo nierówne. Ale wypadałoby się zachować profesjonalnie, zdusić focha i wystawić zasłużone 7/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0266a.jpgX-Factor #244
Autor: David Yardin

Hotaru: X-Factor jest oficjalnie marvelową serią z najlepszymi okładkami. Wszystko dzięki Davidowi Yardinowi. Artysta tworzy proste, ale przemawiające uniwersalnym językiem i trafiające w sedno okładki. To Talent przez duże "T", bez dwóch zdań.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.09.19
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.