Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #262 (27.08.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 27 sierpień 2012Numer 35/2012 (262)


Tym razem już bez problemów z naturą czyli jak zwykle w poniedziałek, najnowszy Avalon Pulse. A ten numer został w większości poświęcony Alphie. Nowemu bohaterowi w Marvel Universe.

Amazing Spider-Man #692
Hotaru: Zachęcony zapowiedziami redaktorów i twórców zdecydowałem się sięgnąć po ten numer, choć zwykle nie czytuję Amazing Spider-Man. Uznałem, że w tej historii młodego chłopaka nagle zdobywającego super-moce, może być potencjał. Przecież Brian Bendis i Sara Pichelli genialnie wprowadzili w ten sposób Milesa Moralesa. Niestety, Slott nie poradził sobie równie dobrze. Milesa polubiłem od pierwszego kadru, a z każdym kolejnym lubiłem go bardziej. Andy był z początku dla mnie nijaki. A potem zaczął mnie denerwować. Zabrakło tu pewnej dozy subtelności, w filmie "Amazing Spider-Man" Peter również nie był idealny, ale nie przekraczał pewnej granicy. Andy od początku na niej stał, a potem tylko rzucił się w złą stronę. Chociaż na rysunkach Humberto Ramosa dobrze jest zawiesić oko.avalonpulse0262b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Krzycer: Zastanawiam się, czy ta historia nie byłaby lepsza, gdyby odsunąć Parkera na bok. To ma być historia Alphy - zbyt szybko Pająk wchodzi na scenę, zbyt szybko przerzucamy się na jego perspektywę. Parker nie lubi Alphy i czytelnik nie lubi Alphy, bo nie ma szansy przekonać się do chłopaka.
Jakby tu zacząć... może tak: faktycznie w komiksie źródłem problemu jest nieodpowiedzialność Parkera. Ale to strasznie naciągana bzdura. Wiadomo, Pająk musi się zawsze obwiniać... problem w tym, że u Slotta obwinia się o rzeczy, które były poza jego kontrolą. Ot choćby w tym wypadku - wierchuszka Horizon Labs zgodziła się na pokaz, to ona ma zapewnić bezpieczeństwo, Parker nie miał z tym nic wspólnego. Co więcej, wielki Reed Richards wypomina mu dokonanie odkrycia - znowu, jeśli to taki "dżin w butelce", to odpowiedzialność nie spada na Petera, tylko jego szefa, Maksa Modella, nadzorującego jego pracę i aprobującego wszystkie projekty. Swoją drogą sam Reed wypada dla mnie jak wyjątkowy buc w tym numerze.
I może nie czepiałbym się tak bardzo, gdyby nie to, że Slott zrobił coś podobnego przy okazji śmierci Marli Jameson, gdzie towarzyszyło jej dwudziestu w pełni sprawnych Avengerów, ale winę bierze na siebie obity i pozbawiony części swoich mocy Pająk. Slott powinien pisać She-Hulk i tyle.
Volf: Niespodzianka. Zaskoczyło pozytywnie. Scenariusze Slotta w  Spiderze jak dotąd miały ten problem, że o ile w ogólnym zarysie wydawały się poważne, to ich wykonanie było dziecinne. Więc może właśnie tego było trzeba - wrzucić do głównej obsady jakiegoś dzieciaka, przy którym ta dziecinność nie będzie razić. Na razie jest całkiem nieźle, dzieciak ma wielką siłę i tylko czekać, aż nauczy się klasycznej lekcji o odpowiedzialności.
Gamer2002: Idea Pająka dostającego sidekicka wzbudziła we mnie dostateczne zainteresowanie by sięgnąć po jego komiks - pierwszy raz od OMD. Zainteresowanie nawet wzrosło, gdy przejrzałem zajawkę i upewniłem się, że nie poszli drogą banału dając mu Pająko-Dzieciaka.
Tak jak się spodziewałem, Andy ma publiczną tożsamość (nie dziwota, trafił go piorun nieznanej energii w miejscu publicznym) oraz poszedł po sławę i chwałę. Bohater naszych czasów - reklamówki, fanpage'y i fani jako pierwszy priorytet. Nie sądziłem jednak, że będzie tak potężny. Mówiąc wprost, Andy jest cichym przeciętnym fanboyem, który nagle zyskuje moce Gary Stu fanfika - może stać się najpotężniejszą istotą w universum. Jest entuzjastycznie głupi, przez to nie widzi fałszu "przecież zawsze kochającego" ojca, nie bierze sytuacji na poważnie, nadużywa mocy i widać, że zaraz źle to się skończy. Pośpiesznie go co prawda wprowadzono, ale oszczędzono nam to co w końcu widzieliśmy nie raz i poszliśmy do sedna sprawy - ten dzieciak to problem, dysponuje on przeogromną mocą i jest przeogromną odpowiedzialnością Spider-Mana.
Ta idea mi się podoba, może to zdefiniować na nowo Pajączka, dać mu nowy kierunek i w pełni nadaje się na wydarzenie z okazji jego 50-cio lecia. Źródłem problemu jest nieodpowiedzialność Parkera, wypowiada mu to Reed oraz on sam. Jest wyraźnie niezadowolony z tego jak Andy poczyna, ale na montażu treningowym nieźle wszedł w rolę starszego brata. Podoba mi się też co powiedziała MJ (jak dobrze, że ona wciąż jest na 50-lecie, pomimo OMD), że dzieciak robi po prostu to co on sam chciałby w liceum.
Mam jednak wątpliwość, gdyż potencjał siły Alphy... może stać się potężniejszy od Sentryego czy Phoenix Force? Rozumiem idę, moc i odpowiedzialność, ale naprawdę mam nadzieję, że Marvel po Sentrym tym razem wie co robi dając nam kolejnego Silver Age'owego Supermana. Choć mogę zobaczyć, jak mogą razem działać - coś jak radośniejszy Batman z jakimiś mocami i nastoletni Silver Age Superman. Przy całej mocy Alphy, Peter ma tą przewagę, że jest naukowcem a ponad to jest bardziej doświadczony.
7.5/10 jest to wprowadzenie prosto w sedno historii, nawet czasem zabawne. Naprawdę mam nadzieję, że Marvel tego nie popsuje.
EndrjuSzopen: Spider-Man od dzieciństwa był moim ulubionym superbohaterem; nawet wyprzedzał Supermana nawet mimo ciągłego oglądania serialu z tymże. Dlatego też zacząłem na bieżąco czytać komiksy, z powodu Pająka. I co? I przez ostatni rok, kiedy czytam każdy numer ze Spiderem wiele się zmieniło. Straciłem moje uwielbienie do tej postaci, jest mi bardziej obojętna... A wszystko dzięki wszechmocnemu Danowi Slottowi. Tym większe jest moje zdziwienie, że ten numer czytało mi się naprawdę dobrze. Nie ma jakiegoś wielkiego szału, ale ten zeszyt, po wielu innych, które wręcz od siebie odrzucały i już na początku dłuższych historii (Spider Island, Ends of the Earth, No turning back...) chciało się, żeby już się skończyły. Nie, tutaj jest inaczej i jestem pozytywnie zaskoczony. Naprawdę.

Astonishing X-Men vol. 3 #53
Hotaru: Powoli acz systematycznie tracę zainteresowanie tym tytułem. Niby Marjorie Liu nie zapomina o wszystkich składnikach dobrej fabuły, ale jakoś gotową potrawę ciężko mi przetrawić. Perypetie bohaterów spływają po mnie jak po kaczce i chociaż chciałbym zaangażować się w losy kilku bohaterów (np. Karmy i Cecilii), to nie potrafię. Tracę zainteresowanie.

Deadpool Kills The Marvel Universe #4
Krzycer: Końcówka była... przewidywalna okrutnie, ale nawet niezła. Ale wszystko, co do niej prowadziło - absolutnie niepotrzebne i absolutnie idiotyczne, jak to zwykle w wypadku takich elseworldów bywa. Autor w ogóle nie miał pomysłu jak pozabijać te wszystkie postaci, w związku z czym ginęły na idiotyczne i niedorzeczne sposoby. A to z kolei sprawia, że czytelnik ma wrażenie, jakby obcował z kiepskim fanficiem.
(Jakby kogo to interesowało, to Punisher Kills The MU oceniam identycznie.)

Punisher vol. 5 #14
Krzycer: Z jednej strony wolałbym, gdyby Rucka utrzymał Franka z dala od superbohaterów MU. Z drugiej strony ciągle wraca argument, że to idiotyczne, że ci superbohaterowie wciąż pozwalają Frankowi biegać po ulicach.
Wszystko, jak zwykle, zależy od tego, jak Rucka tę sytuację wykorzysta.
A ten numer był dobry. Jak zwykle. I nawet Frank na pajęczynie mi nie przeszkadzał.
EndrjuSzopen: Ta seria utrzymuje mnie w przekonaniu, że w Marvelu są jeszcze w stanie robić dobre komiksy, które utrzymują fabułą, postaciami, nawet jeżeli nie ma tam globalnych konfliktów, wielkich zagrożeń, itp. Czyli to co sprawia, że komiksy z DC czyta mi się lepiej niż te Marvela. Po prostu ta seria swoim poziomem w pewien sposób wybija się ponad inne marvelowskie twory. Polecam.

Secret Avengers #30
Krzycer: Meh. Ale przynajmniej Taskmastera było sporo. Secret Avengers od samego początku pozostaje raczej bezpłciową serią. X-Force od wszystkich innych x-tytułów wyróżnia tematyka i sięganie po ostateczne rozwiązanie. SA od reszty A-tytułów wyróżnia... dopisek "Secret"?
I wciąż mam wrażenie, że Warren Ellis wrzucił w swoje sześć numerów więcej pomysłów, niż Brubaker i Remender razem wzięci (tego tam zapychacza trzeciego nawet nie wspominam, bo nie pamiętam, kto to był ;) ).

Ultimate Comics: The Ultimates #14
Hotaru: Nie wiem, jakimi przesłankami kierowali się redaktorzy przydzielając temu zeszytowi dwóch rysowników. Powinien był być jeden - Timothy Green. Billy Tan jest znośny, ale tylko kiedy nie rysuje w swoim stylu. Sam Humphries też nie rzuca mnie na kolana. Niby dzieje się dużo, ale jakoś to rozwlekłe i mało emocjonujące. Zaczynam powoli tęsknić za Jonathanem Hickmanem.
Krzycer: ...Anthony w wykonaniu Hickmana był dziwny, ale interesujący. Anthony w wykonaniu Humphresa pozostaje dziwny, ale jest już tylko o krok od bycia irytującym. Do tego posprzątanie Teksasu w jeden numer wydaje się zbyt proste. Odświeżone Ultimate miało potencjał, ale zaczynam się obawiać, że za moment wróci status quo i Ult. Spider-Man będzie jedynym naprawdę ciekawym tytułem.
Volf: Całe napięcie i uczucie, że bohaterowie są w sytuacji bez wyjścia, jakie towarzyszyło tej serii za czasów Hickmana, prysnęło zupełnie. Bez tego seria ma niestety niewiele do zaoferowania, ot leją się, bohatersko ratują w ostatniej chwili miasto. Jedynie status quo świata Ultimate i to jak się wciąż zmienia wciąż zachęca do sięgania po kolejne numery.

Uncanny X-Men vol. 2 #17
Hotaru: Nie takiego zakończenia się spodziewałem. Extinction Team w osobach Magneto, Storm, Psylocke i Danger okazali się zwykłym mięsem armatnim, dywersją... i to nawet nie grzeszącą inteligencją. Głowny wątek Sinistera też w moich oczach nie doczekał się satysfakcjonującej konkluzji. Spodziewałem się po Kieronie Gillenie więcej. O wiele więcej. Jak w przypadku Ultimates i tutaj dano nam dwóch rysowników (plus jednego pomocnika), których style nie mogłyby być chyba bardziej odmienne. Nie świadczy to najlepiej o Nicku Lowe.
Krzycer: Hm. Z jednej strony poszło zbyt łatwo, z drugiej strony - Phoenix jest potężny, o czym mało kto w AvX pamięta, i gdyby Sinister improwizując długo stawiał opór nie byłoby tego tak wyraźnie widać.
Za to część z niesfeniksionymi członkami Extinction Team była bardzo przyjemna.
Volf: Nie podobało mi się. Zdecydowanie wolałbym, żeby zakończenie wątku Sinistra rozegrało się bez udziału phoenix force, tak mamy tylko kolejną historię, w której phoenix five zostaje drastycznie osłabione, żeby historia mogła mieć w ogóle jakiś sens. No i kwestia Madelyne totalnie zignorowana - liczyłem, że Gillen pociągnie to raczej w kierunku rozterek Cyclopsa. Za to elementy poza eventowe świetne - Unit jak zwykle zabłysnął, ale to Psylocke miała genialną scenę.
Avengers: Udane zakończenie wątku Sinistera wprowadzonego razem z pierwszym numerem serii. Zgodnie ze swoją obietnicą Cyclops doprowadził do uśmiercenia Sinistera, Creation Engine i wszystkie inne jego zabawki zostały zniszczone. Ta historia pokazuje jak wielkim zagrożeniem jest Phoenix Force i dlaczego trzeba ją powstrzymać. Świetnie komponuje się z tonem głównej serii Avengers Vs. X-Men. Z zaciekawieniem wyglądam końcówkę crossovera.

Web of Spider-Man #129.1
EndrjuSzopen: Widać było od razu, że więcej niż luźna historyjka nie ma się co spodziewać; ot, taki sobie numer z taką sobie historyjką. I ja nie wiem o co chodzi, ale czytało mi się to tak fajnie, że nie wierzę, że takie coś mogło mnie zainteresować. Tzn. zainteresować - nie odrzucić, itd. Po prostu, czytadełko na rozluźnienie. I będzie ciąg dalszy!

Wolverine #312
Krzycer: O, coś głupiego w komiksie Loeba? Kto by pomyślał. Do tego sugestie, że to Romulus wymazał Loganowi pamięć, przeczące temu, co widzieliśmy w crossoverze "Original Sin" (znaczy, że to Chuck to zrobił), ale to też nic nowego.
A do tego wszystkiego rysunki Bianchiego. Czytelniejsze niż kiedyś, ale mam wrażenie, że nie do końca pasują do skryptu, choć nie wiem, co konkretnie mi nie pasowało.
EndrjuSzopen: Hue hue hue. Albo niezła wkręta, albo wielki zwrot o 360 stopni w życiu Wolverina i zupełnie inne postrzeganie samego siebie. No, to teraz pewnie się zacznie - grzebanie w przeszłości, próby poznania prawdy, itp. ... Zapowiada się ciekawie - o ile to rzeczywiście nie jest wkręta. A do tego rysunki w tej serii bardzo mi się podobają, dlatego po okresie próbnym komiks na stałe pozostaje w mojej rozkładówce.

Wolverine Annual #1
EndrjuSzopen: OMG, was ist das...?! Po mało fajnym Annualu Daredevila mamy ciąg dalszy czegoś co tam się działo w Annualu Wolverine'a i... Ja nie mogę. Nie wiem, to było po prostu beznadziejne, albo ja nie lubię tego rodzaju historii. Czytałem wszystko po kolei przez jakieś 12 stron, kolejne 10 na szybko, a potem już kartkowałem do końca, bo nie mogłem zdzierżyć...

X-Men: Legacy #272
Hotaru: Rafa Sandoval rysuje ładnie. pomysłowo rozmieszcza kadry na stronie. Pamięta o dynamice nie odpuszczając samemu storytellingowi. To chyba jedyne, co mogę powiedzieć o tym numerze pozytywnego. Skrypt Christosa Gage'a to odgrzewany kotlet, który ciągnie się jak spaghetti. Rozumiem potrzebę wyłączenia Rogue z nurtu AvX, ale żeby robić to tak nieudolnie...?
Krzycer: Może to kwestia insektoidalnej rasy, ale nieodparcie kojarzy mi się ta historia z "Five Miles South of the Universe". I choć umieściłbym ją w słabszej połowie dorobku Carey'a w Legacy to i tak pozostaje o niebo lepsza od tej standardowej już, niestety, Gage'owej miernoty. Przykre.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0262a.jpgX-Men: Legacy #272
Autor:
Mark Brooks

Hotaru: Wahałem się, czy wyróżnić ta okładkę. Zdecydowałem jednak, że nie będę karał Marka Brooksa za to, że Christos Gage napisał kiepski scenariusz. Bo jak by na to nie spojrzeć, okładka jest pomysłowa i świetnie wykonana.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.08.22
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.