Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #261 (21.08.2012)


avalonpulse0.png
Wtorek, 21 sierpień 2012Numer 34/2012 (261)


Czasami bywa tak, że natura nie jest dla nas łaskawa. Tak też było w dniu wczorajszym, kiedy to szalejąca nad większością Polski nawałnica uniemożliwiła publikację waszej ulubionej gazety. Na szczęście dzisiaj już nic nam nie szkodzi na przeszkodzie. Dlatego zapraszam do lektury.

Amazing Spider-Man #691
EndrjuSzopen: Uuuf, obyło się u mnie bez zgrzytania zębów i rzucania mięsem przy czytaniu tego numeru. Nie chodzi o to, że nagle Slott na poważnie podszedł do pisania o Pająku; po prostu w miarę godnie zakończył historię z Lizardem, a nawet mi się żal zrobiła Connorsa pod koniec. No ale... No ale co z tego, skoro pewnie poziom tych komiksów będzie wciąż utrzymywany na podobnym poziomie, który Pająkowi urąga? Mam tylko nadzieję, że Dan Slott postanowi mnie czymś zaskoczyć i chociaż raz komiks jego scenariusza mnie zafascynuje.

Avengers vol. 4 #29
Hotaru: Tie-in do Avengers vs. X-Men i komiks paralelny do Wolverine and the X-Men #12, przedstawiający te same wydarzenia z innej perspektywy. Z jakiegoś powodu, wolałbym żeby tak nie było. Niby wprost nie zaprzecza wydarzeniom pokazanym przez Jasona Aarona, a wręcz korzysta z tych samych linii dialogowych, jednak sposób ukazania Rachel jest uwłaczający. U Aarona Grey miała swe wątpliwości, była rozdarta, zaś u Bendisa jest fanatyczką, podobnie jak pozostali X-Men. Nie rozumiem też, czemu miało tu służyć użycie Profesora X. Najpierw Tony mówi, ze nie mogą ufać telepatom-mutantom, a za chwilę Cap dzwoni po Xaviera. Może za dużo oczekuję, kiedy chcę by Bendis pisał spójnie z innymi scenarzystami, ale chyba ze sobą samym mógłby spróbować?
Volf: Po pierwsze, rysunki są paskudne. Autentycznie paskudne i możliwe że to przez nie tak bardzo mi się ten numer nie spodobał. Bo nie spodobał. Avengers to znowu idioci, do tego Bendis postarał się, żeby do postaci jakie przestałem lubić przez ten event doszedł Hawkeye, a Professor X zachowuje się tutaj zupełnie inaczej niż w reszcie eventu - także w zeszłotygodniowym numerze NA pisanym przez tego samego autora. Kolejny beznadziejny numer beznadziejnej serii - przez 29 numerów flagowa seria domu pomysłów nie doczekała się nawet jednego numeru, który trzymałby solidny poziom.

Avengers Academy #35
Hotaru: Gage wyśrubował stawkę - być albo nie być wszystkich superherosów na świecie. Nie jest to może szczególnie oryginalne i kojarzy mi się z Civil War (ten sam cel, inny środek do niego), ale mieści się w konwencji. Dlaczego więc tak mało w tej historii emocji? Dlaczego nie czuję zagrożenia nie tylko tego globalnego, jak i personalnego wobec postaci, które mają być głównymi bohaterami tej serii. Niby składniki są podane na tacy, jednak nie tworzą w mych oczach spójnej absorbującej całości. Jeśli to ma być ostatnia historia w tej serii, to jak na razie jest poniżej oczekiwań.
Volf: Trzyma swój średni poziom. Gage napisał scenariusz, który aż kipi od dramatycznych scen, ale kiedy przychodzi do ukazania tego dramatyzmu, niestety zawodzi. Osaczenie i beznadziejność sytuacji bohaterów, nienawiść Laury, "nałóg" White Tiger, wreszcie dylemat Hazmat, Veil i Mettle'a - to wszystko brzmi świetnie w zarysie, ale kiedy się o tym czyta, nie robi wrażenia. Nie nudzi, ale też nie wciąga. Cóż, porównując do eventu roku, to i tak jestem wdzięczny, że chociaż nie razi głupotą.
EndrjuSzopen: Zalatuje naiwnością (zwłaszcza jeśli chodzi o motywacje niektórych postaci i ich rozterki), ale czyta się całkiem przyjemnie. Nie jest to historia wysokich lotów, a do tego kolejna seria z nagromadzeniem kolejnych ludzi z nadmocami, którzy niewielką rolę mają w uniwersum, ale młócić kolejne tytuły z Avengersami i X-Menami trzeba za wszelką cenę, przez co robi mi się niedobrze; ale suma sumarum zeszyt nie był zły, przyjąłem go.

avalonpulse0261b%20%5B1600x1200%5D.JPGAvengers Vs. X-Men #10
Hotaru: Cóż, nie jest to dobry komiks. Ale nie oszukujmy się, najgorszy też nie. Nie do końca rozumiem falę krytyki, która spadła na ten zeszyt - czy naprawdę po poprzednich dziewięciu numerach ktoś spodziewał się czegoś więcej? Podczas lektury kilak razy pomyślałem wprawdzie "bez sensu, nie podoba mi się to", lecz zaraz potem dodawałem "tak jak większość poprzednich zeszytów". Fabuła stoi na stałym średnio-niskim poziomie. Jeśli ktoś już musi narzekać, niech narzeka na rysunki. Są tak niestaranne, że zaczynam podejrzewać, że Kubert musiał rysować cały zeszyt od nowa, bo coś się zmieniło w scenariuszu. Co jeszcze gorzej wróży ostatnim dwóm numerom.
Krzycer: Po Xavierze siekącym demony psionicznymi mieczami (...nawet w latach 90. nie robił takich rzeczy!) myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy. Aż do nagłego i niespodziewanego ataku smoka.
Scena z Chaos Fist niczego sobie, odkrycie, że Hope przyswaja dowolne moce a nie tylko mutantów - też ciekawe. Moc Wandy, Feniksa i Shou-Lao - absurdalnie potężne. Na czysto teoretyczno-nerdowskim poziomie to jest fajne. Nie przesłania idiotycznego prowadzenia prawie wszystkich postaci, z najważniejszymi - Cyclopsem i Hope - na czele.
Emma-domina razi mnie mniej, bo akurat jej wątek był poruszony w poprzednim numerze. Choć dziwi, że żadni iksmani poza Magneto się jej nie stawiają... słowa Erica sugerują, że nie odebrała im wolnej woli, więc... No nic. Staram się skupić na pozytywach. Bo wady są oczywiste, i jest ich dużo.
Mam tylko nadzieję, że jak już wskrzeszą Xaviera (jego zgon/odesłanie do innego wymiaru/wydarcie Feniksa i zespolenie się z nim celem ratowania Cyclopsa wydaje się oczywiste...) to nie poślą go z powrotem na wózek, chodzący jest ciekawszy.
Gamer2002: Kolejny zeszyt który mógł być połową - Cyc wpada, daje łupnia, obrywa i wypada. Czy Hope pożycza moce każdego czy tylko mutantów? Bo rozumiem, że na Cyclopa użyła mocy smoka i Wandy.
Xavier, skończ chrzanić o mutantach podążających za niewłaściwymi ludźmi, przez cały konflikt miałeś okazje by robić to co powinieneś był, czyli mediować pomiędzy stronami. W sumie zdałem sobie sprawę, że Cap powinien od razu w kwestii Phoenix Force zwołać Illuminati i poradzić się Xaviera, a nie iść do Logana, który wiadomo że jest jest konfliktogenny. Chyba że o czymś nie wiem i dopiero od niedawna Xavier jest dostępny, ale to wciąż nie zmienia powyższego.
Szalejąca Emma to nie była zła rzecz, już wcześniej wiadomo, że świrowała a po ostatnim powerupie poszło to dalej. Przynajmniej miała dobry argument na Magneto.
Liczę, że scenarzyści nie są takimi kretynami i Scott po prostu leci po Emmę by razem zabrali Hope, a nie z zamiarem pobicia jej i zdobycia mocy. Choć zapewne zobaczy co wyprawia na Utopii i się wkurzy na nią, co wszyscy inni źle odczytają, bo robienie z każdego idioty to jedyny sposób na pchanie fabuły w tym evencie.
I jak fajnie, w rozpisce Watcher jest po stronie Mścicieli. 3/10.
Volf: Kontynuujemy festiwal głupoty. Spróbowałem uznać za fakt że X-Meni to villaini i mimo to cieszyć się komiksem. Nic z tego, bo o ile Emma faktycznie zachowuje się jak rasowa przestępczyni z dolnej półki, tak argumenty Summersa wciąż do mnie trafiają i Avengers nadal wychodzą na buców. Plus za Emmę jadącą po Magneto - chociaż robią z niej idiotkę niemal tak dużą jak z rodzeństwa Rasputinów w poprzednim numerze, to przynajmniej wciąż ma gadane. Dobrze, że jeszcze tylko dwa numery tej chały.
wolvie111: Wielkie nieporozumienie na każdej płaszczyźnie. Co event to coraz gorzej... z Marvelem nie najlepiej i czuję, że żadne Marvel NOW tego nie zmieni.
Numer to porażka od strony graficznej i od strony scenariusza. Nie chodzi o to, że strona, której kibicowałem się stacza. Jeżeli Cyclops ma być tym złym to chociaż mógłby polec w jakiejś porządnej, epickiej walce, a tu mamy wielką miernotę. Rysownik totalnie nie daje rady jak dla mnie. Tak wielki event jak AvX to praca nie dla niego. Poza tym numerowi brak tempa. Jeden wielki chaos wokół Hope, którą bez sensu atakuje Cyke, a ta znowu nie wiedząc co i jak pokonuje go... mam dosyć tego jej wielkiego zaskoczenia. Jak widać po woli staje się bohaterką Avengers, ale to chyba nie tak miało być, prawda? Messiah mutantów?
Po rozmowie Capa i Profesora jestem prawie pewny, że ofiarą następnego numeru nie będzie Emma jak przypuszczałem, a właśnie biedy Xavier. Łza Steve'a po dennym tekście Xaviera tak jakby wskazuje na niego. W skrócie znowu się zawiodłem.
avalonpulse0261c%20%5B1600x1200%5D%281%29.jpgFloreK: Jestem zdruzgotany poziomem tego eventu... najlepszy numer - ostatnie New Avengers - kompletnie nie ma odzwierciedlenia w innych seriach i odwrotnie. Łza na policzku Cap'a była z tyłka, scena kompletnie nie sugerowała jakiejś dramaturgii, a tekst Xaviera nie wycisnąłby łzy nawet z osoby o ogromnej empatii. Cyclop ganiający za Hope... ona sama przestraszona jak pięciolatka chociaż szkołę życia przeszła niemałą, potrafiąca wykorzystywać moc mutantów znajdujących się w pobliżu nie wie co robić i tylko kiedy dostaje szału atakuje sama nie wiedząc co się stało. Naprawdę czym my wszyscy na to zasłużyliśmy? Czy zwieńczenie historii Mesjasza musi stać na tak marnym poziomie? Czy potencjał zapoczątkowany przez House of M i Messiah Complex, kontynuowany w X-Force, Cable, Second Coming itd. musi zostać rozmieniony na drobne? Nie uważacie, że pisanie tak ważnej miniserii przez kilku scenarzystów, rysowanie przez kilku artystów to jedna wielka porażka? Mam wrażenie, że jeden z drugim rok temu nakreślili sobie z grubsza szkic, a teraz nie mają czasu przedzwonić do siebie żeby dogadać szczegóły, nakreślić profil postaci itd. Nie jestem jakimś wielkim znawcą rynku komiksowego, ale ostatnio sporo o mutantach czytam i jestem załamany tym co nam teraz sprezentowano... tylko i aż dwa numery do końca. Nie wiem jak przetrwam przez kolejne strony...
Avengers: Mi się Avengers vs. X-Men #10 bardzo podobało. Scenarzyści tego crossovera zaplanowali na ten numer dużo atrakcji. Hope pokazuje nowe możliwości, Cyclops przygotowuje się do zebrania całej mocy feniksa, Magneto wzywa profesora do broni, Iron Man dokonuje odkrycia na temat mocy feniksa. I CHAOS FIST.Podobało się. Mam nadzieję kolejne odcinki przyniosą co najmniej taką samą dawkę atrakcji.
EndrjuSzopen: Poziomy teoretycznie flagowych pozycji komiksowych Marvela wprowadziły mnie już w taki stan otępienia, tak mnie znieczuliły, że po prostu łykam co kolejne wyjdzie i nawet tego wszystkiego nie analizuję. No co tutaj mamy? No tak, mamy dalsze ciągnięcie bezsensowności i naciągania tego eventu, także trudno jest powiedzieć cokolwiek sensownego o samym zeszycie. Nagle mutanci klęczą przed Emmą? Hope nagle, ot tak, jest w stanie kontrolować Phoenixa będącego w Cyclopsie? Nie, no, idę przez ten event z myślą, jaka pojawiła mi się już wcześniej - przebrnąć przez głupoty w trakcie i poczekać na to, jakie zmiany ten event przyniesie, bo jego środek jest niewiele wart.
LeGoL: Ja serio patrzę przychylnym okiem na ten event, wiek i czas nie pozwalają mi już na dogłębne analizowanie każdej serii i historii. Jak można sobie sprawdzić kilkukrotnie chwaliłem wydarzenia z tej mini. ALE TERAZ NI CH*&A! WHAT THE FCUK!? To chyba jedyna sensowna wypowiedz jaka ciśnie mi się na usta, no ale spróbujmy... Hope, biedna Hope, mała... Ty naprawdę miałaś potencjał. Nie wiem jak można było tak to schrzanić... Nasza rudowłosa tutaj, ucieka, znowu. Ujeżdża smoka, a to jest nowość. Wybucha pieron wie jaką energią, ale to już chyba było? A na koniec odsyła Cyka, w stylu który też już był zastosowany w tej historii (Wanda vs. Namor). Profesorze... oj Profesorze... Jak mi przykro, że odwalisz kite w następnym numerze... Robią z Ciebie barana, kliszowato tragicznego, w dodatku Twój synek będzię centralną postacią innej serii, bo tu dziwnie o nim zapomnieli, tak samo jak o Tobie w zapowiedziach... Wniosek jest jeden. Twój drugi, przyszywany, syn to chyba jedyna jakaś przemawiająca do mnie postać w tym numerze. No chyba że, jak juz ktoś wspomniał, leci odebrać Emmie moc, zamiast, działać we dwójkę, a do bójki dojdzie bo zobaczy co ta wyprawia na Utopii. Jesli tak będzie, to już możecie brać moją wypowiedz na do następnej Spoilerowni w której będzie AVX 11. Ta wypowiedz będzie brzmieć: "WHAT THE FCUK!?". Reszta z tego numeru? Wolę już przemilczeć, bo jest tak bezsensowna, że nawet mój komentarz zaczyna tym zalatywać...

Captain Marvel vol. 6 #2
Hotaru: Sam nie wiem dlaczego, ale bardzo trzymam kciuki za tą serię. Może chciałbym, żeby w Marvelu w końcu zaczęto doceniać scenarzystki i do Marjorie Liu dołączyły w końcu Kelly Sue DeConnick i Kathryn Immonen, a może darzę sentymentem Carol jeszcze z czasów, kiedy jako Binary walczyła u boku X-Men. Niestety, na razie ta historia nie spełnia moich oczekiwań. Nie lubię podróży w czasie do przeszłości i nie lubię historii osadzonych w okresie drugiej wojny światowej. Dlatego poza rysunkami Soya ciężko jest mi na razie coś tutaj polubić. Ale nie skreślam Captain Marvel, następna historia musi być lepsza.
EndrjuSzopen: Mimo iż koncepcja cofnięcia się w czasie do 1943 roku (bodajże) wydawać by mi się mogła dość niedorzeczna (a zwłaszcza w Marvelu, bo tutaj z takich rzeczy wychodzą najgorsze z najgorszych rozwiązań), tak ten numer był na tyle dobrze zrobiony, że nie wykrzywiłem się w grymasie bólu mózgu i przyjąłem to do siebie. Początek serii, która zapowiada się co najmniej ciekawie, a rysunki tegoż intrygują.

Daredevil vol. 3 #17
EndrjuSzopen: Tutaj to nawet jak się dzieje niewiele, to i tak jest bardzo przyjemna rzecz do czytania, nie wiem czemu tak mało ludzi po to sięga. Bo (jak dla mnie, ale nie wiem czy mój gust nie jest czasem spaczony) historie opowiedziane są bez zbędnego wszczynania chaosu (co można zaobserwować przy wielu innych komiksach, którymi rządzi chaos - i po co?) i w przystępny sposób. No i ciekawie.

Dark Avengers vol. 2 #179
Volf: Próby powrotu do właściwych czasów, organizacje rządowe wciskające nosa w program Thunderbolts, oraz kolejny globalny kryzys do zażegnania - choć ta seria jest dość monotematyczna w ogólnym zarysie, to i tak czyta się to świetnie.
EndrjuSzopen: Jeden z tych komiksów, który z założenia ma być komiksem akcji, ale jest beznadziejnym chaosem, z którego czasem wyłaniają się promyczki pozytywnego światła. Czy muszę też wspominać o beznadziejności inwencji twórczej ludzi z Marvela, którzy muszę kopiować swoich herosów jako bad-assów tylko po to, żeby stworzyć kolejną serię...? A fuj.

New Mutants vol. 3 #47
EndrjuSzopen: Nie znam ludzi, sposób polityki komiksowej Marvela związany z mutantami i mścicielami mnie ostro denerwuje, ale mimo wszystko komiks wciąga. Kontynuacja historii z poprzednich trzech numerów, która rozwija się w dość niespodziewany sposób i ciekaw jestem jak to się rozwinie. Także zeszyt swoją rolę odhaczył, zainteresował mnie.

Uncanny X-Force #29
Hotaru: Najlepsze historie to takie, w których jesteśmy w stanie czuć empatię zarówno do protagonistów, jak i antagonistów. Niestety, ta fabuła do takich nie należy. kompletnie nie kupuję motywacji rodem z "Raportu mniejszości" i nie rozumiem, jakim cudem nasi bohaterowie dali sobie to wcisnąć. Remender wypełnia stronice pięknymi dialogami, ale choć smakowite, są one wyprane z treści niczym fast-foody z wartości odżywczych. Chociaż wygląda to całkiem znośnie...
Volf: Sinusoida, jaka charakteryzuje tę serię znowu ma szczytowe wartości. Chociaż numer koncentruje się na dialogach, to są to dialogi najwyższych lotów - zarówno te poważne, jak i humorystyczne. W pierwszej kategorii dominuje dialog między dwiema wersjami Psylocke, ale numer zjada Frank - spoilery z przeszłości/przyszłości oraz pytanie o to, jak ważny dla linii czasowej jest Deadpool skradły numer.

X-Factor #242
Hotaru: Czy mi się wydaje, czy Leonard Kirk podrasował trochę swój styl, by przypominał kreskę Emanueli Lupacchino? Podoba mi się! Znaczy, Kirk zawsze potrafił estetycznie rysować, ale jakoś ten numer podoba mi się wyjątkowo. Peter David obiecywał powrotu Darwina i dotrzymał słowa. Nie jestem fanem tej postaci, ale jakoś w rękach PADa staje się bardziej znośna i nawet... głęboka. Aż się boję pomyśleć, co by się stało, gdyby David dostał w swoje ręce Hope Summers - pewno nawet ją bym polubił.

X-Men vol. 2 #34
Hotaru: O ile w dalszym ciągu podoba mi się scenariusz Wooda - w szczególności tarcia na linii Storm-Cyclops - o tyle zmiana rysownika wybitnie mi się nie spodobała. Lopez przekonał mnie do siebie świetnymi scenami które aż ociekały od napięcia, a Boschi... cóż, w ogóle mnie do siebie nie przekonał. Każdy kadr to kolejna stracona okazja, kolejny wyrzut i kolejne zaciśnięcie zębów z mrukliwym "to mogło wyglądać o wiele lepiej". Mam wrażenie, ze takim wyborem rysownika Marvel próbuje zarżnąć tą serię. Akurat wtedy, kiedy zaczynała być dobra...

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0261a.jpgAvengers Academy #35
Autor:
Giuseppe Camuncoli

Hotaru: Ale dramaturgia! White Tiger ze źródłem swoich mocy niemal w zasięgu ręki. Świetna poza, świetne graffiti i genialna mimika - nie mamy wątpliwości, że bohaterka jest kompletnie świadoma tego, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazła. Ta okładka ma więcej emocji, niż cały numer.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.08.15
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.