Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #258 (30.07.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 30 lipiec 2012Numer 31/2012 (258)


Półmetek letnich wakacji za nami. Większość z nas pewnie korzysta jeszcze z urlopów, bądź przynajmniej jeszcze przez miesiąc cieszy się wypoczynkiem. Niektórzy jednak mimo tego działają, by dostarczyć wam kolejną porcję opinii o najnowszych komiksach.
Zapraszam więc do lektury, czy jesteś nad morzem, w górach czy nad jeziorem.

Amazing Spider-Man #690
Szczepi: Przejście Lizarda do "ludzkiego" trybu faktycznie źle wpływa na jego umysł. Nie dość, że daje się wciągać w typowo ludzkie przyjemności (gry video i chipsy), to jeszcze ucina sobie nie tą rękę, co trzeba. Może miało to wypaść komicznie, jednak nie wypaliło. Inna rzecz, która mi się nie podobała to Pająk spuszczający srogi wpiernicz Morbiusowi, nie zwracający uwagi na otoczenie. Ja rozumiem to jego "no-one dies policy", ale to już jest przesada. Kolejna plama to ewentualna zapowiedź powrotu Silver Sable do świata żywych. Marvelu, seriously? Chyba, że to jakaś zmyłka w stylu Madame Webb. Ogólnie, średni numer.
EndrjuSzopen: Śmiechłem. I chyba to śmiechnięcie to już o śmiechnięcie za dużo. O dużo za dużo. No jak tu się nie śmiać na widok Curta Connorsa myślącego jak Lizard odcinającego sobie rękę przy próbach przywrócenia jaszczurzej postaci? Jak tu się nie śmiać kiedy jego problem/sprawa jest przedstawiona w banalny i dziecinny sposób, którego nie powstydziliby się twórcy kreskówek o suberbohaterach przeznaczonych dla najmłodszych widzów oglądających Disney Channel? Jak tu nie śmiechać kiedy Spider-Man nagle woli naparzać Morbiusa, zamiast wysłuchać jego wytłumaczeń, co robi w przypadku każdych wrogów? Ja wiem, że on miał go naparzać, żeby było go w tym czasie w Horizon Labs, ale pan Slott już mocno nadwyręża moją cierpliwość zmieniając zachowanie Petera/Pająka w zależności od tego co ma się stać za chwilę/co nie stać, żeby było łatwiej to wprowadzić w życie. Bo Dan Slott nie potrafi stworzyć scenariusza, który byłby wciągający, logiczny, wielowątkowy; musi niszczyć renomę Pająka po całej lini, bo by nie wytrzymał. A jest źle, bo skoro ja, osoba, która uwielbiała Spider-Mana zawsze (kurcze, no moja ulubiona postać!), nagle zaczynam patrzeć na niego coraz bardziej krzywym okiem... To jest coś nie tak. To nie jest prawdziwy Spider-Man, to jego (najwidoczniej nieświadoma) parodia.

Astonishing X-Men vol. 3 #52
Hotaru: Zaczęliśmy poznawać brakujące elementy układanki. Nie jestem ekspertem, jeśli chodzi o postać Karmy, ale coś mi tu nie pasuje - nie leży mi, że robi z siebie ofiarę, i że jej powierniczką jest Kitty, a nie Dani. Ale być może się czepiam. Za to warstwa graficzna jest spoko. Zabieg z dwoma rysownikami wyszedł całkiem dobrze i jestem prawie w stanie uwierzyć, że był podyktowany względami artystycznymi, a nie faktem, że Mike Perkins się nie wyrabiał. Prawie.

Avengers vol. 4 #28
Hotaru: Nie ważne, jak bardzo Brian Bendis i Walt Simmons są zasłużeni dla komiksowego medium, tym numerem cofają go dekady wstecz. Jest równie tępy, co brzydki. Nie śledzę postaci Rulka, więc może zachowywanie się idiotycznie to jego modus operandi. Ale jak X-Men mogli wysłać Rossa do Wakandy, skoro nie wiedzieli, że tam się ukrywają Avengers? Szczęśliwy traf? Czy kolejny już w tej serii brak spójności z resztą eventu? Najpierw Secret Avengers a teraz to...
Arachnid: Czy oni naprawdę myśleli, że ten plan zadziała? Strzał w głowę od snajpera i po wszystkim. Strasznie to było głupie. Swoją drogą bardzo się cieszę, że tego numeru nie pisał Loeb, bo wówczas mutanci ponieśliby zdecydowanie większe straty. Choć i tutaj według mnie czerwony zbyt dobrze sobie radził, ale na szczęści na koniec dostał bęcki. Co do oprawy graficznej, to ujdzie w tłumie, choć rewelacji nie ma. Ogólnie numer raczej słaby.

Dark Avengers #178
Szczepi: Straszne dłużyzny są w tym numerze. Na początku jest zapowiedź starcia Thunderbolts z hybrydą Cage'a/Ghost Ridera/Punishera/Judge Dreada/Iron Mana i kogo tam jeszcze wrzucili do jednej postaci oraz jakiś dziwnie znajomych mutantów. Zaś u Dark Avengers mamy bezpłciową walkę z avatarami Sultana Magusa, w której koniecznie musi paść trup oraz porozumiewawcze spojrzenia pomiędzy byłymi sługusami Osborna. Na co Cage i Skaar stwierdzają, że oni coś knują i stają się jeszcze bardziej podejrzliwi. Obawiam się, że takie historie na łamach tej serii to będzie chleb powszedni.
EndrjuSzopen:[kwatera główna Marvela, zebranie] No to co, jaki mamy plan wydawniczy? Ano, walniemy jeszcze jakieś trzy serie z X-Menami - pododawajcie jakieś tam przedrostki, Extreme, Mega-Extra-Super, Ultra-Gayly - a także dwie z Avengersami. Po co mamy robić coś nowego ciekawego? Mnóżmy ciągle to samo, skupiajmy się tylko na tych pozycjach, komplikujmy zależności między bohaterami, róbmy to jeszcze bardziej niedostępnym dla nowych czytelników... Nie, no dobrze, może trochę przesadzona wizja. Jednak moja frustracja związana z Marvelem rośnie z każdym tygodniem. Ja wiem, że łatwo jest mnożyć tytułu np. z X-Menami, bo nietrudno jest wymyślić jakieś super-moce i obdarować nimi jakiegoś człowieka, a potem wrzucić do jakiejś istniejącej grupy, albo stworzyć nową. No ale ludzie - żeby była grupa, która wygląda podobnie jak oryginalni Avengersi, mający podobne moce, tylko że wmawia się nam, iż z jakiegoś powodu oni są Mroczni? Przepraszam bardzo, przeczytałem trzy numery tego o tutaj tytułu i żadnej mroczności nie zauważyłem. Poza tym ciągła nawalanka w sumie o nic... Nie, to nie jest dobra pozycja. A przynajmniej nie jest dobra dla ludzi nie obeznanych (jakim jak jestem w tej materii), bo mnie jako nowego czytelnika ten tytuł odrzucił sromotnie wystawiając moje zaufanie do Marvela jeszcze mocniej dzisiaj. A zostało mi jeszcze kilka komiksów.

Ultimate Comics: The Ultimates #13
Hotaru: Fabularnie jest lepiej, może jestem nawet w stanie uwierzyć, że Humphries wie, co robi. Ale Billy Tan pojechał po bandzie. Po jego gościnnym występie w Uncanny X-Force zacząłem wierzyć, że jest w stanie pozbyć się tego charakterystycznego sposobu rysowania twarzy i nadmiernych pseudo-izometrycznych kadrowań, ale w tym numerze artysta wrócił do tych złych nawyków. Co gorsza, szatę graficzną dobijają kolory, które w ogóle nie pasują do dystopicznego świata Ultimate przedstawionego w tej serii. W kolejnym numerze ma się też udzielać Timothy Green II i jestem gotów się założyć, że zje Tana na śniadanie.
Spartan: Po rozczarowującym poprzednim numerze, ten znów wraca na właściwe tory. Captain wraca w mocnym stylu i w nowym fajnym kostiumie. Ciekawi Pan Morez i rola jaką odegra Carol Danvers (może zostanie Ultimate Miss Marvel). Nowa zbroja Iron Mana wygląda rewelacyjnie, podobnie jak cały komiks. Tan jak zawsze daje radę. Zwłaszcza kadr z pojawiającym się Nimrodem bardzo mi się spodobał. Myślę że Humphries nie zniszczy tej serii.

avalonpulse0258b%20%28Kopiowanie%29.jpgUncanny X-Force #28
Hotaru: Widząc kompletnie mi nieznane nazwisko rysownika na okładce, przygotowałem się na koszmar. Spotkała mnie naprawdę przyjemna niespodzianka, bo Totino Tedesco nie tylko okazał się dobrym rysownikiem, ale też - z pomocą Justina Ponsora, w którego wstąpił duch Deana White'a - świetnie wpasował się w klimat tej serii. Fabularnie też czuję się usatysfakcjonowany. Może kilka scen można było rozegrać trochę inaczej, by wydobyć na wierzch więcej emocji, ale koniec końców podoba mi się kierunek, w którym zmierza Remender. Nie łudzę się, że postać z ostatniej sceny pozostanie martwa na długo, ale nawet mając to na uwadze - scena była mocna.
Szczepi: To już wiemy co się stanie, jak mutanci wygrają w AvX. A tak na serio to historia dystopijnej przyszłości, w której słowo X-Force jest prawem była bardzo fajna. Przypomina mi to trochę film Minority Report, w którym też podjęte były podobne działania zmierzające do zapobiegania przestępstw. Fajne były tez cameo Punishera, Cable'a i Hope, oraz zmontowanie oddziałów działających na takiej samej zasadzie jak Sędziowie z Judge Dreada. Również Deathlok wypadł w miarę przekonująco, najpierw w roli przewodnika, później niedoszłego zabójcy X-Force. Nie podobało mi się jedynie to teatralne zagranie Psylocke z mieczem, ale to taki drobny zgrzyt. Jestem ciekaw jak to wszystko zostanie rozegrane, zważywszy na to, co się stało w teraźniejszości.
wolvie111: Całe szczęście nie wszystkie tytuły o mutantach są skażone AvX. Jak to dobrze, że jest jeszcze ta seria. Bardzo mi się podobał ten numer. Gdy zapowiadano, że zobaczymy drużynę w miejscu gdzie ich jeszcze nie było to pomyślałem, że może tym miejscem będzie przedszkole, bo przecież w jakiejś tam przyszłości już chyba kiedyś byli (Second Comming), ale alternatywnych wersji przyszłości jest dużo więc można się zgodzić. Ogólnie bardzo interesujący i wciągający numer. Cała historia, którą opowiada Deathlok. Dialogi dobre, rysunki jak zawsze klimatyczne i oczywiście mocne zakończenie. Wiem, że mówiłem to już parę razy ale uwielbiam Psylocke w wersji Remendera.
Co do Tedesco to bardzo fajnie wygląda takie miasto przyszłości w jego wersji. Nie pozostaje nic tylko czekać na więcej.
Wilsonon: Już sam nie wiem jak to jest z tymi podróżami w czasie. Czy Psylocke zniszczy tę linie czasową, czy każda taka zabawa z zabijaniem nie tworzy nowej równoległej rzeczywistości. Przecież wydarzenia poprzedzające sytuację w tym odcinku już sie wydarzyły. Ale mniejsza o to.
Początkowe budowanie zagrożenia ze strony "późniejszych ja" okazało się bezpodstawne. Dostajemy hipokrytę Locka, który w ogromie swojej miłości do innych popadł w drobne szaleństwo, Psylocke w kreacji biurowej dzidy i co było oczywiste komandera Punishera. W takiej ekstremalnej rzeczywistości nie trudno o szybką akceptację i nominację na Castle'a. Jedyne pytanie jakie się nasuwa odnośnie fabuły to czy Betsy musiała pobiec aż pod pomnik żeby się dźgnąć?
Mimo tylu scen najbardziej zapadła mi w głowie prośba Deadpoola o pauzę w opowieści w celu wyobrażenia sobie odpowiedniego flashbacka.
Rysunki nie były górnolotne, ale zjadliwe. Wizja strzelistej, monumentalnej i świecącej przyszłości jest miła dla oka, ale nie oryginalna. 7,5/10.

Venom vol. 2 #21
Szczepi: Strasznie szybko to zostało rozegrane. Liczyłem na jakieś epickie starcie pomiędzy Flashem a Crime Masterem, jakiegoś rozwinięcia originu głównego złego, dlaczego to on został wybrany na nowego "nosiciela" tego tytułu. A tak, agent Venom, niczym Solid Snake, wkracza na terytorium wroga, likwidując opozycję. Poza zapowiadanym ostatnim starciem z Jackiem O'Lanternem "Savage Six" skończyło się, a jego drugoplanowi bohaterowie pozostaną na razie w zawieszeniu. Chyba, że Bunn będzie miał na nich jakiś pomysł. Poczekamy, zobaczymy.
EndrjuSzopen: Jest brat Betty, i nie ma brata Betty. Mam wrażenie, jakby po ostatnich numerach mamy lekkie popuszczenie powietrza, atmosfera trochę opadła i nie uderza toto jak poprzednie części historii Savage Six, ale są dwie rzeczy, które nakreślają perspektywicznie przyszłość tej serii (a może i uniwersum Marvela jako takiego) - Toxin i Eddie Brock oraz Betty Brant nie mająca chęci znania Thompsona nigdy więcej. No co tu dużo mówić? Seria warta czytania, ciekawy bohater (a nie kolejna kalka kalki z kalki), kilka ciekawych rzeczy w perspektywie przyszłości... Warto, naprawdę warto.

Winter Soldier #8
Arachnid: Pierwszy plus to brak Phoenix Five, Four i całej tej otoczki związanej z AvX. Plan Novokov’a robi się coraz ciekawszy, choć może okazać się bardzo przewidywalny. Ale mam nadzieję, że scenarzysta nas nie zawiedzie. Główna część tego numeru ogranicza się do poszukiwania Black Widow. I według mnie jest to prowadzone bardzo sprawnie. Rysunki całkiem niezłe. Ogólnie bardzo mi się podobało. Bardzo przyjemna lektura, chociażby z tego względu o którym wspominałem na samym początku. Pozwala na chwilowe oderwanie się od eventu AvX.

avalonpulse0258c%20%28Kopiowanie%29.jpgWolverine And The X-Men #14
Hotaru: Nie podobał mi się ten numer. Nie podobały mi się brzydkie rysunki Moliny, wyprane z nasycenia kolory Hollowella, i toporny skrypt Aarona. Zaiste, czy można było w mniej subtelny sposób pokazać, jak moc Pheonix wypaczyła charaktery nosicieli i zniszczyć organiczny, wieloletni romans Kitty z Peterem?
wolvie111: Randka była jak najbardziej HOT, niemal wybuchowa. Przywykłem do tego, że teraz już kolejne numery tylko pogrążają Phoenix Five...sorry Four i tak w tym numerze mamy tego przykład. Piotr zdecydowanie nie panuje nad sobą, kolejni X-men porzucają walkę z Avengers i w sumie to tyle. Żadnego morału poza tym, że X-men idą w tej wojnie powoli na dno, mimo że są tacy pewni swojego zwycięstwa. Jakie to oczywiste i mało zaskakujące. Co do rysunków to są dobre i zdecydowanie najlepsze jakie się tej serii kiedykolwiek trafiły.
Wilsonon: Ohohohoho! Nie! Nie! Clollossus był z tej piątki jednym z dwójki najbardziej racjonalnych i pokojowo nastawionych hostów, unikającym jakiejkolwiek walki. Nawet mając Cyttoraka był w stanie logicznie myśleć i nie dać się zawładnąć emocjom.
Po drugie to nie był Piotr. To był wymysł; wariacja na jego temat Aarona.
Podobałaby mi się dyskusja Kolosa z Kitty gdyby nie było oczywiście tam Kolosa. Była to typowa dyskusja z kobietą: zarówno logika jak i racjonalne rozumowanie nie mają na nią żadnego wpływu. Nie bo nie.
Miło jest zobaczyć pracującą piątkę podczas uzdrawiania planety. Ale nie! X-Men są źli.
Avengers są jak małe wkurzające dzieci. Będą ci przeszkadzać, będą cię irytować, będą ci dokuczać i czasem posłużą sie przemocą, ale jak odpowiesz na wszelką ich agresję to polecą do mediów z krzykiem: Widzieliście? Pokazali swoją prawdziwą twarz!
Pracy rysownika nie potrafię przełknąć. Niby rysunki są estetyczne i w ogóle, ale najchętniej bym je spalił. 2/10.
Arachnid: Kolejny etap przedstawiania Phoenix Five, a w zasadzie to już Four jako tych złych, oj bardzo złych. Tym razem przyszła pora na chyba najbardziej spokojnego członka tej wesołej kompanii, czyli Colossusa. Oczywiście wszystko zmierza do tego, że Phoenix Four zatracają się w swojej mocy i powoli przestają nad sobą panować. Co z kolei powoduje, że ich sojusznicy zastanawiają się nad słusznością ich działań i zmieniają (lub zapewne w niedługim czasie zmienią) strony konfliktu. Co do numeru, to sama randka była całkiem w porządku, chociaż darowałbym sobie to mojżeszowe rozstąpienie wód. Co do rysunków to nie były złe, ale żeby działały na korzyść numeru, to nie powiem. Ogólnie numer bez rewelacji.

X-Men: Legacy #270
Hotaru: Gdyby nie końskie kobiece twarze stanowiące charakterystyczną cechę stylu Baldeona, byłbym całkowicie zadowolony z szaty graficznej. Kadrowania są ciekawe, sceny dynamiczne, postaci i tła dokładne, storytelling bez zarzutu. Tylko te facjaty... No i fabuła. Po raz kolejny toporna, pozbawiona subtelności i po prostu nienatchniona.
wolvie111: Ciąg dalszy zmiany stron i ciąg dalszy szaleństwa Phoenix Four. Szkoda tylko, że z zapowiadanych zmian, o których się mówi mamy je tylko z jednej strony. Magik chyba nie mogła być pokazana z gorszej strony w tym numerze. Kompletny brak obiektywności ze strony twórców. Wcześniej mieliśmy pokazany punkt widzenia Mścicieli w seriach z Avengers w nazwie, a punkt widzenia mutantów z tych z X w nazwie. Teraz już w każdej serii widzimy złych X-men. Cały pomysł z tym więzieniem jest dobrym wyjściem dla twórców, bo w sumie zacząłem wierzyć, że Rogue robi dobrze stając po stronie Avengers. Ciekawie mnie jak się to ma do więzienia,które pokazano nam w ostatnim numerze New Avengers...oj ta chronologia.
Co do strony graficznej to średnio. Nie za bardzo mogę się przekonać do tego rysownika.
Arachnid: Z całą pewnością nie był to dobry tydzień dla rodzeństwa Rasputin. Najpierw Colossus w Wolverine and the X–Men, a teraz Magic. Przedstawianie postaci z Phoenix Four jako tych skrajnie złych bardzo mi się nie podoba. W tym numerze dostajemy Magic i jej demoniczne więzienie. Przy okazji obecność Hawkeye’a, Spider–Woman i Luke’a Cage’a nijak się ma do ostatniego numeru New Avengers. Zakładam, że w grę wchodzi jakiś transport więźniów lub niedopatrzenie scenarzystów. Zmiana stron przez Rogue wydaje się w pełni uzasadniona. Przy takim przedstawianiu Phoenix Four pewnie wielu pójdzie w jej ślady. Co do rysunków to jest średnio. Nie zachwyca, ale też nie odrzuca. Ogólnie nie jest tragicznie, ale dobrze też nie.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0258a.jpgX-Men: Legacy #270
Autor: Mark Brooks

Hotaru: Ten tydzień był wyjątkowo ubogi w dobre okładki i z pewnym zażenowaniem muszę przyznać, ze wyróżniłem właśnie tą raczej z uwagi na koncepcję, niż wykonanie. Wykonanie, któremu bym nic nie zarzucił, gdyby tylko twarze bohaterek były bardziej pociągłe i mniej do siebie podobne.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.07.25
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.