Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #257 (23.07.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 23 lipiec 2012Numer 30/2012 (257)


To już nasze trzydzieste spotkanie w tym roku. Co tym razem zaoferowało nam wydawnictwo Marvel? Mutantów, dużą dawkę X-Menów. A między nimi jedna pozycja, która zdołała przykuć równie dużo uwagi: Carol Danvers i jej debiut w roli Kapitana Marvela. Zapraszam.

Avengers Academy #33
Hotaru: Nie spodziewałem się takiego zakończenia. Zakładałem, że w jakiś sposób kompletnie odwiodą Emmę od niszczenia Sentinela, a tu taki psikus. Byłem autentycznie zaskoczony, kiedy robot został zniszczony. Niestety, Gage całkowicie to zaprzepaścił odbudowując go kilka stron dalej. O ile byłbym w stanie przełknąć podmienienie mózgów elektronowych, to tak szybka naprawa jest dla mnie przegięciem - wolałbym, żeby Juston przez następnych kilka numerów pracował nad odbudową przyjaciela. Za to rysunki Greena nadal bardzo pozytywnie mnie zaskakują. Nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo mainstreamowe się stały, bo mam w pamięci jego oryginalne dokonania przy one-shotach ze świata "Ender's game".
Krzycer: Słabe to. Niby wiadomo, co Gage chciał zrobić, ale... przepotężna Emma strasznie długo się cacka z jednym Sentinelem, niewzruszony Pietro się wzrusza (a jego zgoda na przetopienie robota była najlepszą częścią komiksu) a wszyscy zachowują się tak, jakby Sentinel był pierwszym robotem jakiego w życiu widzą i nie obcowali na co dzień z różnymi Jocastami, Visionami i Danger.

Avengers Vs. X-Men #8
Hotaru: Nie jest źle. Adam Kubert może nie tworzy tak estetycznych rysunków, jak Oliver Coipel, ale jednak ma klasę i niektóre stronice i kadry reprezentują naprawdę wysoki poziom. Chciałby się, żeby poziom fabuły był wyższy, ale zaczynam powoli dochodzić do wniosku, że w tym evencie się tego nie doczekam. To kolejny numer, który jedynie przygotowuje grunt pod przyszłe "mocne uderzenia", ale nie jestem pewien, czy zostaną ode zadane we właściwy sposób i we właściwym momencie. Pożyjemy, zobaczymy.avalonpulse0257b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Krzycer: Kiedy Avengers napadają na czyjeś państewko, to jest to słuszne. Kiedy robią to mutanci to jest to samo zło.
Jasne, jest różnica między intencjami jednych i drugich, ale obiektywnie... Ech.
Przynajmniej rysunki są niezłe, poza paroma babolami (telepatyczne wejście Charlesa jest świetne! Mniejsza o to, że Chuck jest nieco ogłupiony przez scenarzystę), dostajemy też parę fajnych momentów (Namor rozwalający Rulka).
Ogólnie: nie jest tragicznie, powodów do zachwytu też nie ma. Czytadło.
Wilsonon: Co tam do jasnej cholery robił Beast? Czy Thor nie został już pojmany? Czy da sie X-Menów pokazać z jeszcze gorszej strony? Czy aktem wojny nie było wpadnięcie Helicarierem na Utopię i późniejszy atak w celu odbicia (Tfu! Porwania.) Hope, gdzie na poczatek znokautowano samych nastolatków? Czy CA może być jeszcze większym hipokrytą? Czemu wszystkie winy spadają na Scotta? Czemu Xavier zachowuje się jak idiota czerpiący informację tylko z jednego źródła danych? Czemu to jest taki gówniany event?
Co do rysownika to od razu widać róźnicę. Niektóre kadry są świetne, ale najbardziej boli dysproporcja i nienaturalne pozycję ludzkich ciał. Szczególnie jest to widoczne przy walce Namora z Rulkiem gdzie oprócz złamania kości ma się wrażenie, że wyrwał Namor czerwonemu jeszcze żuchwę. Słaby komiks. Słaba ocena 2/10.
EndrjuSzopen: Ech. Są komiksy, które są dobrze poprowadzone i są dobrze robione od początku; wtedy denerwuje mnie, jeśli się narzeka na fabułę, że jest nie tak jak czytelnicy tego chcą... Jeśli komiks prowadzony jest dobrze, to fabułę trzeba przyjąć na klatę jak życie - nie zawsze ma się wszystko jak chce (przykład - ostatni Batman i jedynie szczątkowe wytłumaczenie wtf). Event AvX nie jest jednym z tych komiksów. Szczerze powiedziawszy, ten event jest prowadzony przerażająco źle jak na wydarzenie tej skali. Korzystając z metafory Bilbo Bagginsa - to wszystko jest jak kawałek masła rozsmarowany po zbyt wielu kromkach chleba. A do tego dzieje się tyle wymyślonych na siłę rzeczy, że aż trudno to wszystko przyjąć do wiadomości... Ludzie chwalili poprzednie numery za coś, czego nie dostrzegłem ja, ale być może ten numer znowu ich nawróci i zobaczą, że to nie ma głębszego sensu. Jedyne na co teraz trzeba czekać to to, co ten event przyniesie na końcu - bo to co się dzieje w jego trakcie można śmiało odłożyć na bok.
wolvie111: Tak jak byłem zadowolony dwa tygodnie temu, tak mam całkiem inne odczucia teraz. Chyba nie było tak powierzchownie sklejonego numeru tej miniserii jak ten. Dialogi beznadziejne, logika...jaka logika? Nic tu nie jest logiczne. Tak np. Namor dostaje po kolei po pysku od każdego z Avnegers, podchodzi Rulk i nagle Namor wyłamuje mu łapę. Nie łatwiej było wcześniej wyłamać w pół Valkyrie albo Visiona? Poza tym czy atak Namora serio jest takim zaskoczeniem? To chyba pierwszy taki wjazd na chatę ze strony X-men. Jak już ktoś wspomniał, przecież to wszystko się zaczęło od Utopii...i to dwa razy. Poza tym mamy Profesor X. Jestem otwarcie po stronie X-men w tym evecie, więc naturalnie jego wejście na scenę wydaje się żałosne i niezrozumiałe.
Mamy też nowy wątek co do Phoenix Five. Jak widzimy,gdy jeden polegnie to jego moc przechodzi na resztę i powiększa ich moc. Patrząc na minę Emmy po upadku Namora podejrzewam, że to właśnie może być przyczyną konfliktu między nią, a Scottem. Może będzie chciała więcej i więcej....
Od strony graficznej jest nie najlepiej. Różnica między ostatnimi numerami jest ogromna. W scenach walki pozy niektórych bohaterów są masakryczne. Jedyne co wygląda dobrze to rysunki plenerowe, rozłożone na dwie strony.
Ocena ogólna niska, bo ostatni numer, który dał mi trochę nadziei sprawił, że ten jest jednym wielkim zawodem... 4/10.
Muminek: Wow! Mówiąc szczerze całkowicie zapomniałem o tym komiksie (wgłębiając się w New 52 z DC), a spotkało mnie tutaj spore zaskoczenie. To mi się podoba! Wyładowałem całą swoją złość na poprzednim numerze, a ten jest naprawdę fajny. Minusy? Od zawsze śmieszą mnie te portale uruchamiane z zegarków. Plusy? Wszystko inne! Naprawdę wkręciłem się widząc panel, na którym poddani Namora ścigają przerażonych mieszkańców Wakandy. Namor okazał się kawałem twardego skur&^#% i aż miło było patrzeć jak się z nim męczą, co pięknie skwitował T'Challa. mówiąc, że żeby skopać mu dupę musieli dać z siebie wszystko, a było ich tam ponad dziesięciu. Fajnie widzieć jest też Capa, do którego w końcu dociera jak wielkie kłopoty mają. Wisienką na torcie jest dialog Tonego o energii, Emma podsumowująca swoją zdradę stwierdzeniem, że przyspieszyła nieuchronną furię Namora, w końcu Cap krzyczący "Avengers Assemble!" na widok twarzy Namora, na której maluje się obłęd. Uff, dużo tych wisienek. Hope jest super. Nie mogę doczekać się kolejnego numeru i tego, co zrobi Xavier. Pal licho wszystkie nieścisłości. Przymykam na nie oko, jeżeli komiks obfituje w tyle emocji.
Arachnid: Było Phoenix Five, teraz jest już Phoenix Four. Jeżeli twórcy podążają w myśl zasady z filmu „Nieśmiertelny”, czyli „There can be only one”, to wkrótce pozostanie tylko jeden mega przekozaczony nosiciel Phoenix Force. Ale wracając do tego numeru, to niej tak najgorzej. Nie jest to może jakieś rewelacyjne arcydzieło, ale całkiem przyzwoita lektura. Nadal nie podoba mi się przedstawianie X – menów jako tych złych, oj bardzo złych. Poza tym obecność niektórych postaci jest sporym błędem. Chyba, że schwytanie Thora nastąpi dopiero po tym numerze. Cały atak na Wakandę i walka z Namorem bardzo mi się podobały. Rysunki też całkiem niezłe, choć znalazłoby się kilka niedociągnięć. Ogólnie tragedii nie ma.
Gamer2002: Dupkowatość Namora jest in character, więc okay z tą inwazją.
Cap nakręcający się że w końcu udało mu się sprowokować Phoenix Five to jedno. Xavier, który dopiero po tym jak Namor zrobił coś kretyńskiego postanowił ruszyć się i pogrozić łysinką, zamiast wcześniej próbować mediować pomiędzy Xami a Avami, to drugie.
Ogólnie pada jeden z Phoenix Five i w sumie był to dobry wybór. Tylko że jak w grach, gdy pokonujesz jednego z opcjonalnych bossów, resztę czyni to silniejszą. Bywa. 5/10.

Captain Marvel vol. 6 #1
Hotaru: Nie czytałem serii Ms. Marvel Briana Reeda, więc jestem zielony jeśli chodzi o solowe przygody Carol Danvers. Nie wiedziałem, czego się spodziewać... i w dalszym ciągu nie wiem. Ogólne wrażenie ten numer zostawił pozytywne, ale wytknę mu kilka rzeczy, które mnie uwierało. Po pierwsze, oprawa graficzna. Dexter Soy ma specyficzny styl. Całkiem estetyczny i ładny, miejscami przypominający panele Sany Takedy. Niestety, stronice nie są równie dobrze czytelne i trochę czasu musiałem spędzić rozgryzając to, co tak naprawdę w kadrach się dzieje. Nie jestem też pewien, czy przekomarzania ze Spider-Manem są zgodne z charakterem Carol. No i sama sprawa nowego pseudonimu została potraktowana po macoszemu - najpierw zasugerowano, że to coś naprawdę wielkiego, a potem sprawę zamknięto jeszcze w tym samym numerze. Oczekiwałbym, że co najmniej cała pierwsza historia przedstawi, dlaczego Carol zdecydowała się zmienić pseudonim. Nic to, zobaczymy, jak będzie później.
avalonpulse0257c%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: To było... nietypowe. No bo co my tu mamy - walkę z Absorbing Manem, Capa podjudzającego Carol do działania, zabawny trening z Pająkiem, rozmowy z chorą na raka przyjaciółką, pogrzeb mentorki, dywagacje w kosmosie, retrospekcje... A mimo to numer nie sprawia wrażenia przeładowanego. Od typowych komiksów superhero wyróżnia go chyba jeszcze brak wyraźnego wprowadzenia jakiegoś głównego złego na ostatniej stronie.
Innymi słowy: pierwszy numer sugeruje ciekawą, wielowątkową opowieść o całkiem wiarygodnej superbohaterce. I jeśli następne numery nie zawiodą, to możemy mieć do czynienia z prawdziwym przebojem.
Pewna w tym zasługa i rysunków, które znowu mogę opisać wyłącznie jako specyficzne. Podobały mi się, ale i zaskoczyły - spodziewałem się czegoś zupełnie innego.
A gdybym miał się czepiać, to sięgając po ostatnie hasła Demogorgona - bohaterka dostała nowy kostium, żeby nie wyglądać jak tematyczna striptizerka, co nie przeszkadza rysownikowi wypinać ją tyłkiem do odbiorcy na zbyt wielu kadrach. Najwyraźniej nie można mieć wszystkiego.
EndrjuSzopen: Po ostatnim Avenging Spider-Man postanowiłem sięgnąć po tą serię, tako też zrobiłem. I jak pierwszy numer? Nie znałem wcześniej tej postaci, także opieram się jedynie na pierwszych wrażeniach jej dotyczących. I jak na razie jest pozytywnie. Nie ma sensu oczekiwać czegoś wielkiego po #1 jakiejkolwiek serii, bo jest to przede wszystkim wprowadzenie wprowadzenia; ale wprowadzenie całkiem miłe i nie mam obiekcji do sięgnięcia po kolejne numery. A, i rysunki ciekawe.
Arachnid: Pierwszy numer nowej serii ma za zadanie zachęcić do sięgnięcia po kolejne. I w tym wypadku zadanie zostało wykonane, gdyż z chęcią poczytam o przygodach Ms. to znaczy Captain Marvel. W numerze tym mamy wiele wątków, ale nie są one chaotyczne i są prowadzone odpowiednio. Walka z Absorbing Manem wypada bardzo fajnie. Trening ze Spider – Manem jest niezwykle zabawny, a relacje między sparingpartnerami są świetne. Retrospekcje, wspomnienia i rozterki na temat przyjęcia nowego pseudonimu także bardzo ciekawie przedstawione. Rysunki także bardzo dobre. Ogólnie bardzo mi się podobało.

Daredevil vol. 3 #15
EndrjuSzopen: Nie wiem ile razy już odbierano - częściowo czy też całkowicie - super zmysły Daredevila, także nie jestem w stanie porównać tego numeru do innych; ale mi się podobało. Wydaje mi się, że lepszy numer niż ostatnio, całkiem ciekawa koncepcja, fajnie pokazana, fajny pomysł, fajnie wykonany. A do tego zbliża się coś większego, co narasta od jakiegoś czasu, także z niecierpliwością, pobudzony tym zeszytem, czekam na kolejną część.

Fantastic Four #608
Krzycer: Ale... ale co? Nic nie rozumiem. Co się stało z mistyczną podróżą Sue, Ororo i Shuri? Osiągnęły cokolwiek czy nie? I co właściwie oznacza wyrok Bast? T'Challa znowu jest jedynym Black Pantherem, czy rozróżnienie na władanie żywymi i zmarłymi oznacza, że i on, i Shuri są BP jednocześnie?
Znaczy... komiks podobał mi się, przynajmniej wątek T'Challi i Reeda, ale nie mam pojęcia co właściwie się dokonało.

Journey Into Mystery #641
Hotaru: Świetny numer. Świetny numer, który nie powinien był się ukazać. Ponieważ oznacza, że Kieron Gillen powoli zaczyna zamykać wprowadzone przez siebie wątki, co z kolei przypomina, że niedługo skończy przygodę z Journey into Mystery. Trudno mi się z tym pogodzić. Wprawdzie plotki towarzyszące jednemu z teaserów Marvel Now! point One pozwalają mieć nadzieję, że Loki nadal będzie w jego dobrych rękach, ale póki nie będę miał tego na piśmie będę drżał o losy młodego boga kłamstwa. I Richa Elsona również, bo nie oszukujmy się - świetnie odnalazł się w narysowanej przez Gillena konwencji.
Krzycer: O choroba. Tego się nie spodziewałem. Ładne domknięcie wątków w Otherworldzie, ujawnienie działania znanego nam pana w miarę zaskakujące, ale końcówka... Ojej. Przykro.
Z drugiej strony... tytuł zmierza do końca, jeśli Loki ma trafić do Young Avengers... diabli wiedzą, kto to będzie pisał, chyba wolę, żeby Gillen definitywnie pozamykał swoje wątki, inaczej bym się męczył patrząc, jak ktoś to marnuje. (*ekhu*X-Men: Legacy *khe-khe*)
Gamer2002:Ta historia była za fajna by tak szybko się skończyła. Ale jednak zakończenie zgrabne i sensowne. Jesteśmy legionem hyhyhy.
Ale jednak nie wszystko skończyło się szczęśliwie. To było nagła i silna scena. Świetne rysunki pięknie oddały uczucia przy wiadomym momencie, tak samo jak gdy Loki wcześniej zdjął maskę.
Teraz czas na ostatnią historię runu, czyli crossover z Mighty Thorem. Choć Marvel zaspoilerował już los Lokiego po tej historii.

New Mutants vol. 3 #46
Krzycer: Lepiej niż ostatnio. Wątpię, by DnA mieli końcówką runu sprawić, żebyśmy zaczęli postrzegać całość w innym świetle... ale kiepskie oceny tego tytułu biorą się chyba z zawyżonych oczekiwań wobec autorów. Obiektywnie to całkiem niezły komiks.
Po prostu DnA potrafią dużo więcej.
EndrjuSzopen: Ok, wbiłem w świat X-Menów z buciorami nagle i nic o nich nie wiedząc. A ten numer tej serii to mój dopiero trzeci z kolei, także postaci nie ogarniam prawie w ogóle. Ale przeczytałem całą historię Fear the Future i... Tak jak uważam, że świat X-Menów w Marvelu jest mało przyjazny dla nowych czytelników i w Marvel NOW oraz konsekwencjach wątpliwie dobrego AvX upatruję poprawy sytuacji, tak New Mutants nawet mnie zainteresowało i teraz jestem ciekaw ciągu dalszego w postaci Fight the Future. Ale też może być tak, że skoro nie znam postaci, to nie widzę ewentualnej bezsensowności tego komiksu i podchodzę do niego zbyt optymistycznie... Kto wie, toć to X-Meni.

Uncanny X-Men vol. 2 #16
Hotaru: Awatary Phoenix Force wydają się w tym komiksie wyjątkowo mało boskie. Rozumiem, że to celowy zabieg Gillena, który w ten sposób chce wprowadzić do akcji pozostałych członków Extinction Team, ale mam wrażenie, że mogłoby to być odrobinę bardziej subtelne. Co się tyczy strony graficznej, to w sumie nie mam uwag. Daniel Acuna ma specyficzny styl i wystarczy to przyjąć na klatę, żeby móc z nim współpracować i czerpać przyjemność z jego kadrów. Kadrów, które są tu o wiele lepsze, niż w Avengers Bendisa.
Krzycer: Ciekawe, czy gdziekolwiek w evencie zobaczymy taką skalę wydarzeń, co tutaj. Niby Namor topi Wakandę, ale nigdzie Phoenix Five nie korzystają z mocy tak kreatywnie, jak tutaj. Gdybym miał się czepiać wyraziłbym życzenie, by ilustrował to ktoś inny, ale szczerze mówiąc rysunki Acuny też zrobił na mnie wrażenie w paru miejscach.
Dobra rzecz. Bez związku z wydarzeniami z głównej minii, ale jak to czasem z tie-inami bywa - warto po nie sięgnąć, by wyobrazić sobie, czym event mógłby być, gdyby pisali go lepiej dobrani ludzie/redaktorzy.

Wolverine #309
Krzycer: Hm. Nie zrozumiałem zapowiedzi, myślałem, że w tym komiksie wróci Elixir, a to wszystko retrospekcja. Do tego będąca niejaką kontynuacją wydarzeń z miniserii (oneshota?) której nie znam.
Co nie zmienia tego, że to było dobre. Takie tam tradycyjne wolverinowate "jak żyć, gdy zabiło się tylu, tylu, tylu", ale skupienie uwagi na Elixirze pomaga nadać temu pozory świeżości. Podobało mi się.

X-Factor #240
Hotaru: Jestem pod wrażeniem, jak bardzo Neal Edwards dostosował swój styl do tego wyznaczonego przez Lupacchino i de Landro. Prawdę mówiąc, z początku nie zwróciłem nawet uwagi na to, że to kompletnie nowy artysta. Peter David też wrócił do formy. Analogie do "Run Lola run" są przesmaczne, bieg Layli ulicami Nowego Jorku z alternatywnymi flash-forwardami również. Znając scenarzystę, to tylko z pozoru one-shot i zarysowane tu wątki jeszcze wrócą w sposób, jakiego nie jestem w stanie przewidzieć. I to kocham w tej serii. A, i na koniec - kolejna mistrzowska okładka Yardina.
Krzycer: O, Lola. I festiwal Toma Tykwera. Na wypadek, gdyby ktoś nie załapał po tytule, o co biega.
...ale jak nie załapie po tytule, to te trzy kadry nic mu nie powiedzą. Mniejsza o to.
Fajny numer. Widzimy jak to jest być Laylą, z czym się zmaga, no i mamy przebitki dwóch przyszłości, zarysowujących niecodzienne zagrożenie wiszące nad Madroksem.
...i tu coś mi zgrzyta. A konkretnie zgrzyta mi coś sprzed kilkudziesięciu numerów - wyjaśnienie skąd Layla "wie stuff". Skoro starsza Layla - obecna - wstrzyknęła wiedzę swojemu młodszemu odpowiednikowi... skąd wie rzeczy, które dla niej - starszej Layli - są przyszłością? Niby coś tam było, że będąc w przyszłości dowiedziała się ile tylko mogła o przeszłości, ale... skąd w takim razie wiedza o konsekwencjach różnych wersji zdarzeń, które widzimy w tym numerze? Nie rozumiem.
Oczywiście, nic z tego nie przekreśla tego, że to był fajny numer.
EndrjuSzopen: Ta seria zdecydowanie przeszła próbę jaką ją poddałem sprawdzając czy warto wchodzić w świat z X-Menów tak nagle. Po trzech numerach jestem zadowolony. A ten numer przedstawia całkiem ciekawą historię, którą fajnie się czyta, ciekawie poprowadzona i wciągająca; nawet mimo tego, że w sumie jest to tylko jednorazowa historyjka. Także tak, X-Factor jest tą serią, którą chce się czytać.

avalonpulse0257d%20%5B1600x1200%5D.JPGX-Men vol. 2 #32
Hotaru: Z każdym kolejnym numerem tej serii, bardziej podoba mi się to, co Brian Wood tu osiągnął. W Ultimate Comics X-Men tego nie widać, ale ten scenarzysta naprawdę ma talent. Z miejsca narysował naprawdę wyraźne i autentyczne konflikty, a teraz je tylko pogłębia i nimi zagrywa - czyta się to naprawdę fenomenalnie. Rysunki Lopeza może tym razem nie są tak czyste, jak ostatnio, ale układ kadrów i sam storytelling na tym nie ucierpiały. Naprawdę dobry komiks.
Krzycer: Wood fajnie rozgrywa konflikty w zespole. Jego największym osiągnięciem jest to, że wydają się naturalne, co w tym wypadku chyba nie było proste. Jeśli czegoś mi brakuje, to odpowiedzi na temat pana złego naukowca. Najwyższa już pora, byśmy dowiedzieli się, po co to wszystko robi.
Wilsonon: I tutaj jest piekielny skok jakościowy. Podoba mi sie ten sfeminizowany skład i jego dynamika. Storm brnie dalej z ta swoją małą intrygą, Collossus jest samcem alfa, Pixie jako najmłodszy członek składu nie wyraża swoich opinii. Czekam na więcej czasu antenowego dla Domino i Psylocke.
Jeżeli chodzi o fabułę to nie mogę się doczekać dalszego rozwoju sytuacji. Plus dla pamięci zapisywanej w DNA. Strasznie interesujący wątek.
U rysownika podobaja mi się dwie rzeczy: ułożenie paneli - bardzo płynnie czyta się historię oraz sposób rysowania Pixie - jest tak słodka, że moja trzustka nie nadąża z produkcją insuliny. Czekam na kolejny numer i rozwinięcie interakcji w grupie. 8/10.
wolvie111: Szkoda, że ta seria będzie anulowana z nadejściem Marvel NOW. Pod przywództwem Storm rozwija się coraz bardziej. Historia proto-mutantów, która zapowiadała się, przynajmniej dla mnie na nudną, bardzo fajnie się rozwinęła. Cała sytuacja w ekipie, relacje Storm- Collosus- Cyclops, wejście Magik na pokład i końcowe odkrycie Psylocke sprawiło, że ten numer czytało się świetnie. Rysownik też mi się podoba, wydaję się dobrze dopasowany stylem do tego feministycznego składu drużyny.
A tak już na końcu to dobrze widzieć Storm w jakiejś odpowiedzialnej roli. Dam 8/10.
EndrjuSzopen: Ta seria jest jeszcze lepsza niż inne, które zacząłem czytać o mutantach - jestem dopiero po dwóch numerach, a już wiem, że w to wsiąknę. Nawet jeśli niedługo będzie jej koniec. Ale nie mając zielonego pojęcia na temat mutantów i ich bohaterach bardzo dobrze się to czyta i ma się ochotę najwięcej. Zdecydowanie mogę postawić to obok X-Factor i New Mutants jako serie warte czytania.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0257a.jpgX-Factor #240
Autor: David Yardin

Hotaru: Kolejna fenomenalna okładka Davida Yardina. Nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak wielką pomysłowością i błyskotliwością ten artysta się wykazuje tworząc covery do tej serii. Trudno mi wyobrazić sobie coś lepszego - ten cover jest pod każdym względem perfekcyjny.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.07.18
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.