Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #256 (16.07.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 16 lipiec 2012Numer 29/2012 (256)


Ostatnie kilka dni upłynęło nam pod znakiem Comic Conu trwającego w San Diego od czwartku. Nie należy jednak zapominać, że komiksowy tydzień zaczął się dzień wcześniej, wraz z nową porcją pozycji od Marvela. Jeżeli akurat byliście w Kaliforni i nie mieliście okazji się z nimi zapoznać, to zapraszam do lektury tego numeru Pulsa, gdzie znajdziecie recenzje wszystkich najważniejszych komiksów.

Avengers Assemble #5
Krzycer: No dobra, trzeba zacząć od dwóch spraw. Po pierwsze: jakim cudem Star-Lord żyje? Jakim cudem Thanos żyje? Czemu Guardians of the Galaxy wyciągnęli z szaf swoje stare ciuchy? Gdzie są Groot, Mantis i Cosmo? Odpowiedzi, potrzebuję odpowiedzi!
Po drugie: to nie jest tylko "Hawkeye, przecież ty masz dziewczynę", to powinno być przede wszystkim "zaraz, przecież mam chłopaka". Taki mały upsik. Albo nie upsik, tylko Bendis celowo robi z Black Widow latawicę. (Albo w następnym numerze spod dywanu wyskoczy jakiś Psycho-Man, Purple Man czy inny Toying-with-emotions Man).
Ale poza tymi drobnymi irytacjami... GotG fajnie Bendisowi wychodzą i są największą zaletą tego komiksu. Może to kwestia tego, że mi bardzo brakowało tego zespołu, ale nawet jeśli, to co z tego? Jest dobrze.
Wprowadzenie do gry Cosmic Cube nie jest jakimś szczególnym zaskoczeniem... może poza tym, że armia ją upiekła. Byłem jakoś mgliście przekonany, że Cosmic Cuby to jakieś mistyczno-kosmiczne artefakty, a nie coś, co byle Ziemianie mogą zrobić, ale mniejsza z tym, może się nie znam.
Rysunki Bagley'a nadal są bardzo takie sobie, poza tym nie jestem fanem starych kostiumów GotGów i naprawdę wolałbym ich z powrotem w granatowo-czerwonych mundurkach, ale można się przyzwyczaić. I choć brakuje mi odpowiedzi, a Bendis nawet nie daje nadziei, że ich udzieli, to sama obecność Strażników wystarcza mi, bym wystawił zawyżone 8/10.
Arachnid: Świetny występ Guardians of the Galaxy. Nie znam zbyt dobrze tej grupy, ale już zaczynam rozumieć czemu szop cieszy się taką popularnością. Jest rewelacyjny. Ogólnie numer mi się podobał. Rysunki, choć bez rewelacji, to nie przeszkadzały mi w odbiorze. Nie podobał mi się wątek Hawkeye’a i Black Widow. Jeżeli w grę wchodzi jakaś kontrola umysłów, to jeszcze ujdzie, ale jeżeli jest to tylko nagły atak żądzy to już nie za bardzo. „You have a girlfriend Clint Barton” – ciekawi mnie czy miała na myśli Spider – Woman czy też Mockingbird. Stawiałbym na tę pierwszą, ale skoro Widow nie pamięta o Buckym, to też nie jest zbyt pewne z kim tam się Hawkeye teraz prowadza. Ale ogólnie bardzo przyjemna lektura.

avalonpulse0256b%20%5B1600x1200%5D.JPGAvX: Versus #4
Hotaru: Kolejne zapewnienie Axela Alonso można włożyć między bajki. Redaktor naczelny zapowiadał, że każdy z pojedynków będzie miał konkretnego zwycięzcę. Nie tym razem. O ile sama walka Daredevila z Psylocke mogła być fajna, o tyle w ogóle nie trafia do mnie, czym niby Matt zmusił Betsy do myślenia i zawahania się. Chociaż rysunki są w porządku. Jestem bardzo niemiło zaskoczony drugą historią. Kaare Andrews w moich oczach tworzył specyficzne historie, ale zawsze miały one "to coś" - zarówno, kiedy pisał scenariusze, jak i wtedy, kiedy zajmował się rysunkami. Tym razem tego czegoś zabrakło i mamy walkę kiepsko narysowaną, jeszcze gorzej pokolorowaną i średnio fascynującą, a co gorsza jednostronną. Wielka szkoda.
Krzycer: Ojej, jaki bzdurny remis w pierwszej rundzie. Psylocke niby pamięta, że jest telepatką, ale z jakiegoś powodu nie może wyłączyć Daredevila bez telepatycznego wąchania kwiatków jego zmysłami, a to jest bardzo trudne. Najwyraźniej. No dobra.
A potem jak już ma go potraktować psychicznym nożem - pozwala mu gadać. Choć dopiero co pokazał, że jest absurdalnie trudnym przeciwnikiem.
A to wszystko rysowane przez Brandona Petersona. Może nie wygląda to aż tak plastikowo, jak jego okładki (kwestia tuszu i kolorów pewnie), ale to i tak nie moja bajka.
Za to druga walka... Przeżyłbym bez narracji. Ale mamy i Emmę próbującą namówić Thora na małe S&M, i Thora rozbijającego Emmę na kawałki (dawno tego nie było), i odwrócenie sytuacji w końcówce. Też absurdalne, ale mniejsza o to, podobało mi się.
Choć rzecz jasna nie mam pojęcia, kiedy ta walka się dzieje. W tle jakieś myśliwce atakują Utopię, czyżby to było coś z trzeciego aktu, który zacznie się gdzieś za miesiąc? Mniejsza o to.
1 walka 3/10, 2 walka 8/10, ciągniemy w górę i wychodzi 6/10 dla całego komiksu.
Wilsonon: Aż nie wierzę, że pierwszy pojedynek napisał Remender. To było słabe i nędzne. Psylocke w ogóle nie myślała i dała się zgnoić jak szmata. Zapomniała nagle o psychicznych mieczykach i telekinezie? I remis? Marvel jesteście śmieszni.
Jak pojedynek z jednym z piątki powinien wyglądać dostaliśmy w zeszycie głównej serii pisanym przez Hickmana. Tylko Thor powinien obrywać a potem leżeć i kwiczeć.
Arachnid: Pierwszy pojedynek podobał mi się bardziej, chociażby ze względu na rysunki. Co do treści to jest podobnie jak w poprzednich pojedynkach. Rewelacji jakichkolwiek brak. Powiem więcej pierwsze starcie jest bardzo głupie. Nie wiedziałem, że umysł Daredevila jest aż takim wyzwaniem dla telepatów, ale w przeciwnym razie pojedynek ten skończyłby się w kilka sekund. Taka największa wada to moment w którym Psylocke ma zaatakować swoim Psychic Knife, ale jej brak zdecydowania (bo przecież trzeba wysłuchać co przeciwnik ma do powiedzenia) powoduje, że pojedynek kończy się tak jak się kończy. Drugie starcie pokazuje jak wielką moc daje 1/5 Phoenix Force. Rozbicie Emmy na kawałki (dosłownie) wypada całkiem nieźle, ale to nic w porównaniu do jej powrotu i do poniewierania Thorem. Ogólnie nie jest tak tragicznie, choć w drugim starciu rysunki nie za bardzo mi się podobały. Pojedynki te utrzymują się na raczej niskim poziomie.

Avenging Spider-Man #9
Krzycer: Lubię Ms. Marvel (pardon, Captain Marvel) i Spider-Mana w duecie. Fajnie się uzupełniają. I choć ta przygoda jest bardzo błaha, to nie mogę jej odmówić uroku. Jest zabawnie i absurdalnie. Przeżyłbym bez stereotypowego prywatnego podwykonawcy w pancerzu bojowym, ale już trudno, niech będzie. Rzucająca kliszami o niesubordynacji obywatelskiej dziewczyna jest za to autentycznie zabawna. Czekam na ciąg dalszy. 7/10.
EndrjuSzopen: Przyjemnie mi się tą serię czyta, mimo iż niezobowiązująca, przedstawiające krótkie historie z Pajakiem i jego różnymi hero-friendsami. Tako też było i z tym zeszytem. Ba! Myślę, że sięgnę także po pierwszy numer Captain Marvel za tydzień, a nie miałem tego oryginalnie w planach.

Dark Avengers vol. 2 #177
Krzycer: Wątek Thunderboltów był trochę rozdmuchany - nie ma tam wystarczająco materiału jak na ilość stron, które na niego przeznaczono - ale czytało się to jak zwykle fajnie, a końcówka zapowiadająca... Nawet nie wiem, jak to ująć. "Nieautoryzowany występ gościnny"? Bo to już nie jest nawiązanie, tylko porwanie Sędziego Dredda i wrzucenie go do marvelowego komiksu z przykazaniem, by siedział cicho. W każdym razie, końcówka intryguje.
Intryguje również wątek Dark Avengers. Fajnie, że wracamy do tego fikcyjnego pustynnego państewka, którego nazwy nie pamiętam. Fajnie, że DA ukrywają coś przed Cagem (nawet, jeśli robią to z miną czteroletniego dziecka które zjadło wszystkie cukierki i łudzi się, że rodzice się nie zorientują). Czekam na jakieś wyjaśnienia.
No i wciąż zmiana nazwy pozostaje całkowicie nieuzasadniona, ale trudno.

Defenders vol. 4 #8
Krzycer: Zapamiętałem głównie błąd montażowy - Black Cat mówi w pewnym momencie, że musi założyć tę magiczną rękawicę, choć na poprzedniej stronie ma ją na ręku.
A poza tym... seria nadal ma swój urok. Aman nadal nie podoba mi się w roli, którą wyznaczył mu Fraction. A silniki powinny wreszcie coś zrobić, bo czytanie o tym, jakie są ważne bez jakichkolwiek przesłanek dlaczego właściwie są ważne zaczyna trącić Loebem.

New Avengers vol. 2 #28
Hotaru: Całkiem fajny i przewrotny numer. Komplementował bym go bez zastrzeżeń, gdyby nie to, jak jednoznacznie przedstawia się tu stronę mutantów od kiedy Phoenix Force połączyła się z piątką z nich. Jedyna szara strefa pozwalająca czytelnikowi poczuć empatię ze stroną X-Men okazuje się oszustwem, ponownie mamy czerń i biel, zero subtelności. Dobrze, że chociaż zilustrowane zostało porządnie. Może poza końcówką, bo Phoenix Five w wykonaniu Deodato jakoś mi nie leży.
Krzycer: Tutaj wszyscy mutanci zapominają, że mają jakieś moce, ale końcówka numeru to tłumaczy. A jednocześnie zamienia wszystko w przykrą farsę, bo ci wspaniali, ratujący świat mutanci nie mają nic przeciwko stosowaniu nadzwyczajnych kar. Nie podoba mi się. Ale sam komiks jest całkiem niezły. Takie 7/10.
Wilsonon: Uf, już chciałem nabluzgać Bendisowi czemu Magma nie spaliła Bartonowi rączki i czemu dała sie podejść jak głupię dziecko, czemu X-Meni zachowywali sie jak idioci, którzy zapomnieli, że mają moce, a jak Cage zaczął żonglować Collossusem to prawie zwymiotowałem. Na szczęście dostaliśmy dobre zakończenie, więc moje negatywne myśli znikły.
Deodato nie jest (niestety) tym Deodato z DA czy chociażby z Thunderboltsów, ale jego styl nadaje sie świetnie do rysowania historii mrocznych, dziejących sie w ciasnych miejscach. Średni komiks, dlatego ocena 7/10.
Arachnid: To było mocne. Bardzo niemoralne i nieetyczne, ale naprawdę mocne. Mówię oczywiście o samym zakończeniu, bo sama ucieczka wypadła dosyć kiepsko. Nieużywanie mocy przez mutantów i niezwykle szybkie rozprawienie się z trójką z Phoenix Five, wypadło bardzo podejrzanie, ale przynajmniej końcówka wyjaśnia dlaczego tak było. Ogólnie numer całkiem niezły. Rysunki mogłyby być lepsze, ale specjalnie mi nie przeszkadzają. Jedyne co mi się nie podobało, to przedstawienie X-menów jako tych skrajnie złych, którzy nie przebierają w środkach i potrafią posunąć się tak sadystycznych metod postępowania.

New Mutants vol. 3 #45
Hotaru: New Mutants to jedna z tych serii, których mi nie będzie brakować, jeśli po "ostatnim" październikowym numerze zniknie na dobre. Po świetnych 20 numerach Zeba Wellsa i tie-inie do AvX, ta seria nie miała mi praktycznie nic do zaoferowania. Lanning i Abnett nie potrafią mnie zainteresować przygodami Dani i jej przyjaciół, a rysunki Fernandeza wcale nie pomagają. Dotrwam do końca i będę miał wreszcie spokój.
Krzycer: Bródka? Serio? Wiemy, że ta wersja jest zła, czy naprawdę trzeba mu dolepiać bródkę?
Poza tym jasny zarost jakoś się nie sprawdza w roli "evil twin beard".
A poza tym... niby jest tu parę ciekawych rzeczy, ale cały ten numer jest jakiś nieporadny. Cannonballs i Karma z przyszłości nie mogą wchodzić w interakcje z teraźniejszością. I fajnie.
I ich pomysłem na to jest... udawać, że nie widzą i nie słyszą teraźniejszych New Mutants? Serio?
A potem Cannonballs pokazuje obrazki z przyszłości przez dobrych parę minut. A chwilę potem dziwi się, że zbytnio ingerował w teraźniejszość? Serio?
Za dużo tych "serio?" jak na jeden numer, by wystawić mu pozytywną notę. DnA powinno się wykopać w kosmos, gdzie ich miejsce.

Scarlet Spider vol. 2 #7
Krzycer: Może i cały pomysł tej serii opiera się na frazie "bad boy Spider-Man", ale... Podoba mi się. Zwłaszcza w sytuacji, gdy Amazing Spider-Man pod kuratelą Slotta jest całkowicie wyprany z charakteru.
Więc... w numerze siódmym mamy więcej tego samego. Komu podobało się poprzednie sześć numerów będzie usatysfakcjonowany tym.
Za to w następnym numerze superbohaterowie będą się naparzać w wyniku nieporozumienia. Fani to uwielbiają, zwłaszcza, kiedy naparzają się tak znani i popularni bohaterowie jak Firebird, Texas Twister czy Living Lightning!
(Nie wiem jak wy, ale ja musiałem sprawdzić w guglu co to za jedni.)
EndrjuSzopen: Naprawdę chciałbym polecić tą serię wszystkim komiksowym czytelnikom, bo nie jest to odgrzewanie kotletów po Clone Saga i ten Scarlet Spider to zupełnie inna osoba niż ta, która nosiła ten sam pseudonim w zamierzchłych czasach. Nie mamy tutaj żadnej naleciałości z dziecinnie prowadzonego Amazing Spider-Man, nie ma tutaj naiwnego Petera Parkera... Jest Kaine Parker, który podchodzi do tego wszystkiego zupełnie inaczej, co widać także w tym numerze. A w tym numerze chyba zwłaszcza, bo nie jest stereotypowym bohaterem - stara się być, ale potrzebuje kilku chwil skupienia, żeby ogarniać na czym suberbohaterstwo polega i jak powinien zachowywać się w danych sytuacjach. Nie jest to może najmocniejszy numer, ale i tak seria jest perspektywiczna, z ciekawym bohaterem - warto się wciągnąć.

Space Punisher #1
Krzycer: ...nie mogę w to uwierzyć. Punisher w kosmosie to kompletnie poroniony pomysł. Ale Frank Tieri wziął go, wywrócił na drugą stronę, i stworzył coś pięknego. Castle jako kosmiczny zabijaka w świecie mocno przypominającym uniwersum Flasha Gordona? W którym Corsair prowadzi bar odwiedzany przez Thanosa i Annihilusa? A kosmiczną mafią dowodzą, między innymi, Magneto i Red Skull? Więcej, proszę, i to szybko. To była piękna, bezmyślna i przerysowana zabawa. 9/10.

Spider-Men #3
Hotaru: Pierwsza połowa tego numeru sprawiła, że zacząłem wątpić. Niepotrzebnie, ponieważ potem było tylko lepiej. Śledztwo Petera i reakcja na wieść, co stało się z lokalnym Spider-Manem, była autentyczna i emocjonalna, a potem wizyta u cioci May zapowiada nam wręcz lawinę emocji w kolejnym numerze. Zabrakło trochę w tym wszystkim Milesa, ale nie wątpię, że Bendis to nadrobi. No i po raz kolejny - rysunki Sary Pichelli są pierwsza klasa.
Krzycer: Rzecz w tym, że w tym obrzydliwym skoku na kasę i łamaniu obietnic dawanych fanom o niemieszaniu Ultimate z 616 tkwi kawał mięsa, jakim jest spotkanie Milesa z dużo bardziej doświadczonym Spider-Manem, konfrontacja Parkera ze światem, w którym żyje mała Gwen i reakcji tego świata na dorosłego Petera skądinąd. I Bendisowi te wątki wychodzą fantastycznie. Od dawna mam wrażenie, że Ultimate Spider-Man to jedyny komiks, w który BMB wkłada serce. A może nawet jedyny, przy którym w ogóle się stara.
I jeśli w tej sytuacji prawie połowę odcinka zajmuje walka, to nieważne, jak ciekawa by była - będzie to rozczarowujące, bo marnujemy czas na walkę zamiast wgryzanie się w to mięso.
Dla przypomnienia - zmarnowaliśmy na to już cały pierwszy numer i część drugiego. Zaczynam się obawiać, że po numerze piątym pozostanie niedosyt.
A, rysunki fantastyczne, Sara Pichelli jest świetna, yada yada yada.
EndrjuSzopen: No dobrze, spodobała mi się ta historia. Nie wiem czemu, ale poprzednie numery do mnie nie trafiły, natomiast numerek 3 wywołał we mnie w pełni pozytywną reakcję, także ciekaw jestem kolejnych - a także co takiego wstrząsająco-płaczliwego się szykuje, co zapowiadali już zanim ta seria zaczęła wychodzić. Poza tym Pichelli pięknie rysuje i o. I ładna sprawa.

Ultimate Comics: X-Men #14
Hotaru: Ale nudy! Po raz kolejny, kiedy numer skupia się wyłącznie na Kitty, chce mi się ziewać i muszę walczyć ze sobą, żeby w ogóle doczytać to do końca. O wiele za dużo tekstu, o wiele za mało treści. Jeśli to wyznacznik tego, czym ma być "Divided we fall", to węszę epicką klapę.
Krzycer: Ojej, ile tu tekstu. Z czego 90% to narracja. W gruncie rzeczy nie mam nic przeciwko narracji, jeśli jest uzasadniona... Nie można zaprzeczyć, że w głowie Kitty dzieje się teraz bardzo dużo.
Ale przedstawianie tego poprzez napisanie, co w tej głowie się dzieje, to pójście po najmniejszej linii oporu prosto na łatwiznę. A przecież Brian Wood potrafi dużo więcej, jak jasno wynika z "The Massive".
Ale kiedy narracja znika - komiks jest pierwszorzędny. Scena kontroli na przydrożnym posterunku była świetna, do samego końca nie miałem pojęcia, czy za moment polecą moce czy jednak nie. Świetnie zbudowane napięcie. Mam nadzieję, że im dalej w las tym więcej będzie takiego komiksu, a mniej - rozdmuchanej narracji.avalonpulse0256c%20%5B1600x1200%5D.JPG

Uncanny X-Force #27
Hotaru: Coraz bardziej zaczynają mi się podobać rysunki Phila Noto. Na kilku kadrach aż czuć od nich Openą. W tym przypadku zachowany został wyznaczony wcześniej styl i to jak najbardziej się chwali. Fabularnie też jest dobrze. Poświęcenie Fantomexa, śmierć Gatewaya i zaciskająca się szyjach bohaterów pętla - napięcie czuć na odległość. Jestem ciekaw, jaką rolę do odegrania będzie miał Genesis. Podejrzewam, że chłopak jeszcze nas zaskoczy.
Krzycer: Mniejsza Fantomex, Gateway! Co oni ci zrobili?! (Na moment udajmy, że Gateway'a nie zabił Carey przed Messiah CompleX i że Australijczyk nie zmartwychwstał potem bez słowa wyjaśnienia).
A poważnie - cholera, tego się nie spodziewałem. Remender był jedynym scenarzystą, który miał pomysł na Fantomeksa. (Nawet co do Morrisona mam wątpliwości.) W tej sytuacji naprawdę nie sądziłem, że może się do tego posunąć. A mówią, że mainstreamowe komiksy superbohaterskie niczym nie zaskakują.
To był dobry numer. I jeśli dotąd przeszkadzały mi podobieństwa w konstrukcji tej historii do Dark Angel Saga, to właśnie przeszliśmy na inny poziom. Remender zdolny jest.
A Phila Noto zdążyłem polubić jeszcze za... co to było... "X-23" chyba?
W każdym razie - świetny numer, pozostanie zapamiętany.
A włączając na moment fan mode - nowe Bractwo ma bardzo imponujący skład. Choć klony Omegi pewnie posłużą za mięso armatnie, bo już taki los różnej maści no-name'ów. No i obyłoby się bez Dakena. Choć będzie okazja znowu popatrzeć, jak obrywa, a to też coś.
Wilsonon: Ah! Smutek i ekscytacja! Od kilku tygodni moje ulubione postacie są uśmiercane. Abraham i Glen z WD, MM z Boys i teraz Fantomex. Ale na szczęście nie są to nielogiczne zgony czego nienawidzę. Dlatego ekscytacja. Historię są przez to dobre. Nie nudzą. Nie są przewidywalne. A jak jeszcze igrają na moich emocjach to jeszcze lepiej.
No i jego śmierć przyniosła to na co czekałem od przeczytania ostatnich numerów runu Morrisona w X-Men! Jej!
W tym zeszycie mieliśmy kilka ciekawych starć prowadzących do finału, który był odpowiedzią na pytanie "Czy kontrola nad Ultimatonem jest odpowiednia?Wystarczająca?". Bardzo ale to bardzo czarno widzę pojedynek drużyny Wolvie'ego z nowym Brotherhood.
Tan świetnie się sprawuje w zastępstwie Openy, ale wciąż wiele mu do niego brakuje. Podoba mi się sposób rysowania ludzi. Ich budowa, kształty z dalszej perspektywy. Jego ludzie są najbardziej ludzcy. Ale to co jest złe to pewne uczucie pustki w każdym z kadrów. Każdy z nich jest jałowy, jakby za dużo szczegółów zostało wyrzuconych z obrazu i rysownik nie oddaje całej ich pełni.
Jak na razie nr tygodnia i mocne 8,5/10.

Venom vol. 2 #20
Krzycer: Jak tak o tym myślę, to "Venom" równie dobrze mógłby być drugim tytułem o "bad boy Spider-Manie". Ale Remender robi z niego coś o wiele ciekawszego. Widzieliśmy już Flasha Thompsona na dnie - zapitego, wycofanego, unikającego konfrontacji. Teraz mamy Flasha doprowadzonego do ostateczności i... nie jest to ładny widok. I choć należałoby potępić bohatera - w dalszym ciągu się mu kibicuje. Choć nawet, jeśli tym razem uda mu się ocalić bliskich, coś mi mówi, że na dłuższą metę - przegra. Jedyna różnica między Flashem obecnym, a przejętym przez symbionta to to, przeciwko komu kieruje swoją agresję.
I tylko żal, że kontynuację tej historii napisze Culenn Bunn a nie Remender. Obawiam się, że nie podoła.
Wilsonon: Najbardziej cieszy mnie, że okładka następnego odcinka nie zdradza co się działo podczas wcześniejszych odcinków. Rodzina Flasha dolej jest targana z jednego miejsca do drugiego, co jest konsekwencją walki 1 na 6. Jestem zadowolony z finału walki z tą jaszczurką. Tak powinni kończyć degeneraci, którzy wciąż wracają do wykonywania niecnych rzeczy. Plus tortury, które w moim odczuciu pokazują jak powinien się zachowywać człowiek, którego rodzina jest zagrożona.
Dwie rzeczy mnie bolą: z taką ilością żelastwa jaka wyciągną Venom z kuchni jaszczurka powinna wyglądać jak sitko, przez które ktoś przeciskał pomidory. Po drugie, kałuża wymiocin Muchy powinna wyżreć się przez trzy piętra i zniknąć zostawiając za sobą tylko smugę zasad, które raczej Flashowi by nie pomogły.
Jako że nie znam postaci kryjącej się pod postacią Crimemastera, przyjmuję tą wiadomość bez mruknięcia okiem. 7/10.
EndrjuSzopen: Tuż przed przeczytaniem numeru wiadomo było, że dowiemy się kim jest Crime Master i nie było żadnych poszlak; jednakowoż dzięki retrospekcjom z początku tego zeszytu i takim, a nie innym prowadzeniu dalszej jego części, nie trzeba było być geniuszem, żeby się domyślić kto kryje się pod maską i ostatnie kadry nie są już aż tak zaskakujące, co trochę psuje odbiór komiksu. Jednak na szczęście jest to tylko trochę, bo sam w sobie jest bardzo dobry, Flash walczy o swoją rodzinę w brutalny sposób i widać na kilku kadrach, że powoli traci kontrolę nad symbiotem. Jednak jak na mój gust - zbyt powoli.

Wolverine And The X-Men #13
Hotaru: Rysunki Bradshawa i historia Warbird to te dwa elementy tego numeru, którym trudno jest cokolwiek zarzucić. Niestety główny wątek większej historii, czyli polowanie Shi'Ar na awatary Phoenix, poległ sromotnie. Nie mam pojęcia, czemu miałby służyć obicie Gladiatora przez Phoenix Five. Na co to komu? Bo jeśli dobrze kojarzę zapowiedzi, wątek zemsty Kid Gladiatora za ojca nie zostanie podjęty.
Krzycer: No, wreszcie coś o Warbird. Jej segmenty są całkiem fajne. Za to walka na Utopii... Raz, że nie ma nic wspólnego z eventem (poza coraz nudniejszym "łap Feniksa, niszcz Feniksa"), dwa, że Aaron ile, dwa numery kończył wielkim cliffhangerem z Gladiatorem których ten numer nijak nie uzasadnia... no i trzy, Iceman zapomina, że ma moce. Albo po prostu mu nie zależy.
Poza tym rysunki są niefajne. I nie rozumiem końcówki - z innych tytułów wynikało, że wszyscy mutanci poza Beastem i Wolverinem wrócili na łono Cyclopsa, a tu najwyraźniej wciąż działa neutralny/prologanowy (?) Instytut. Ciekaw jestem, czy w którymś z pozostałych tytułów będzie o tym wzmianka. Niech będzie 6/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0256a.jpgUncanny X-Force #27
Autor:
Jerome Opena

Hotaru: Bardzo dramatyczna i wymowna okładka. Podoba mi się nie tylko jej kompozycja, ale też kolory. Wiem, że wielokrotnie w przeszłości wieszałem psy na Deanie White, ale muszę przyznać, że bez niego Uncanny X-Force nie byłoby tak klimatyczne.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.07.11
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.