Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse Movie Special #4: Niesamowity Spider-Man

avalonpulse0.png
Środa, 11 lipca 2012Filmowe wydanie specjalne #4



Jesteśmy juz tydzień po premierze odnowionych przygód naszego przyjaciela z sąsiedztwa. Jak tym razem wypadł Spider-Man na dużym ekranie? Czy nowy film może się równać z poprzednią trylogią? Czy zmiana aktora wyszła na lepsze? Czy jest warto iść do kina? Na te i na inne pytania możecie znaleźć odpowiedzi wśród opini naszych forumowiczów. Na co jeszcze czekacie?



The Amazing Spider-Man

 

aXavier83: Właśnie wróciłem z filmu i muszę przyznać, że na usta ciśnie mi się słowo "gwałt". Już wyjaśniam: wiem, że chcieli zrobić restart, ale żeby całkowicie origin zmieniać? To już wolę pierwszą trylogię bo przynajmniej w tym aspekcie trzymała się komiksu. Może się czepiam, ponieważ wiem jak to w komiksach było, ale taka jest moja opinia na gorąco.
Sam aktor - w porządku. Szkoda, że to nie on grał w pierwszej trylogii.
Gwen - bardzo pozytywne zaskoczenie na plus. Mało krzyczała i myślała co robi.
Umierający Norman Osborn i ani razu nie pokazali go z twarzy? Pewnie zrobią to w dwójce, ale tak jakoś słabiutki wątek.
Według mnie to raczej nie on jest w scenie po napisach. Jeżeli naprawdę umiera, i ma mało czasu do swojego końca to pewnie nie może się ruszać. A tu ktoś wychodzi z cienia jednej ściany tylko po to aby po pogawędce przejść przez drugą. To musi być ktoś z jakimiś zdolnościami lub fikuśnym urządzeniem, które to umożliwia. Plus ten ktoś ma bujne włosy. 
Otto Octavius pojawił się chyba na rozpisce pracowników, która pojawiła się na komputerze.
Lizard ma nawet logiczne motywy, jak na szalonego naukowca.
Absolutne zero powodów aby ten film był w 3D.
Urokiem filmu są dowcipy Spider-Mana oraz naturalnie Gwen.
Ogólna ocena: 3/10 [te 3 punkty to powyższe uroki... plus może scena po napisach, która się udała]
Film głównie dla tych, którym nie przeszkadza origin zmieniony w porównaniu z komiksami i chcą rozrywki na upalne dni.

Inkwizytor: Film, mimo że faktycznie robiony pod młodszego odbiorcę mega mi się podobał. Fajnie zagrany, z humorem tam gdzie trzeba i starym dobrym Pająkiem. Jaszczur mimo obaw wypadł całkiem ok. Gwen rewelacja - Emma Stone podobała mi się w Zombieland, a po TASM zakochałem się w niej (pst - nie mówicie mojej żonie).
Czekam na kontynuacje - wiem, że wielu będzie psioczyć jak pojawi się Goblin, ale jak dla mnie to konieczność. Mamy Gwen - musi być Goblin i epicka scena na moście (wiem, to już było), ale Raimi tak skopał Goblina (jedynie gra Dafoe jakoś go ratowała), że bardziej się nie da i trzeba to naprawić.
Co do sceny po napisach - wątpię, żeby to był Osborn. Istnieje szansa że zdążył już namieszać z serum Connorsa, wyzdrowieć i zyskać "moce" ale ten gość ewidentnie albo przechodził przez ściany, albo znikał - trochę mi to na Goblina nie pasuje.
Skojarzył mi się z takim szalonym doktorkiem (nie pamiętam jak się nazywał), z wczesnych TM-Semicowskich komiksów, (chyba jeszcze z '89) który siedząc w więzieniu przenosił swój umysł do drugiego ciała poza więzieniem - ale to tylko luźne skojarzenie

bZERO: Świetny film! Było parę kiczowatych scen ale wiadomo: amerykańska produkcja. Do fabuły nie mogę się przyczepić, wszystko jest spójne i logiczne, nie to co w filmach Raimiego. Peter jest bardziej wiarygodny, jest nerdem, ale nie jest też taką cipowatą ofiarą. Nie ma też irytującej użalającej się nad sobą MJ. Za to Gwen... <3 Ogromnym plusem są też sceny walk i bujania się na sieci, są o wiele bardziej realistyczne, widać, że grafika komputerowa nie zawsze jest lepsza niż stare dobre popisy kaskaderskie. Są spore odstępstwa od komiksowego originu, ale nie oszukujmy się, ten origin był napisany 50 lat temu, trzeba było go dopasować do obecnych realiów aby nie wypadł groteskowo i śmiesznie, w pełni uzasadniony zabieg. Jest to historia o Spider-Manie na miarę naszych czasów. Świetna rozrywka, polecam każdemu kto się jeszcze wacha czy pójść do kina.
A teraz konkretniej. Bardzo podobała mi się walka w szkole, wątek trochę zaczerpnięty z serii Ultimate ale scena w której Spider oplata Lizarda jak pająki swoje ofiary spowodowała u mnie nerdgazm porównywalny do tego, który miałem przy pierwszym locie Starka w "Iron man". Wątek z rodzicami też fajnie wypadł, dzięki temu miałem wrażenie, że Peterowi od zawsze był pisany taki los, a nie, że jest lamusem. Żeby tak nie słodzić, wątek z dźwigami był przegięty, wywaliłbym te sceny ale chyba tu każdy się ze mną zgodzi. Kapitan Stacy musiał zginąć żeby pokazać z jakim ryzykiem związane jest bycie superbohaterem, a żeby nie uśmiercać Gwen tak szybko.

Nadia: Hej, dlaczego nikt nie chwali cameo Stana Lee? Było epickie. 
I mi się podobała akcja z dźwigami, wpasowała się idealnie w konwencje. W końcu to street level, bohater znajdujący pomoc u budowniczych to takie... kanoniczne.

adolf: To już wszystko było nie tak dawno temu. Znowu mamy origin, śmierć wuja itp. To nic, że lekko zmienione, ja to już widziałem. A na dodatek tu jest bardziej ograniczone. W poprzedniej trylogii Peter się przyczepiał do ścian, bo wyszły mu mikro haczyki na skórze, a tu chyba ma klej w rękach. Strój nawet nie był taki zły jak się na początku wydawało i to był plus. Za to żarty nie do końca w filmie wychodziły. To, że Peter wszystko niszczył dla mnie nie było śmieszne. Wolę żarty w stylu genialnego camea Stana Lee. No i Peter w kostiumie przez chwilę nawet sobie luzacko żartował, ale tylko przez chwilę.
Najlepsze co było to oczywiście tajemnice przeszłości i wątki Oscorpu. Dla mnie oczywiste jest, że ten idealnie dobry dr Connors ma brudy za uszami, a nawet to on może odpowiadać za śmierć rodziców Petera, w końcu wyrzuty sumienia sprawiły by, że nie odzywał się do niego przez te 15 lat.
No i z filmu dowiadujemy się takich rzeczy jak to, że na moście w Nowym Yorku nie ma zasięgu, za to w kanałach mają zasięg, ale to takie drobnostki. Bo rana postrzałowa sama się uleczyła, ale tylko uważni widzowie widzieli, jak rany mu się same goją. No i dlaczego Connors musiał go złapać żeby nie spadł, przecież powinien się przylepić do ściany, nawet jeśli miał zniszczone wyrzutnie pajęczyny. A co do tych wyrzutni, to przydał by się jeszcze wątek, że musi wymieniać w nich pigułkę z pajęczyną, bo ta się przecież kiedyś kończy.

cInkwizytor: jestem po drugim seansie - tym razem z dubbingiem. Całkiem nieźle im to wyszło. Głos Parkera bardzo dobrze wypadł. Nie bardzo podeszła mi Gwen, ale też widać (tzn. słychać), że dopasowywali aktorkę specjalnie pod Emme Stone (lekko zachrypnięty głos). Gdzieniegdzie musieli zmienić treść, ale nie popsuli niczego za bardzo (chyba najbardziej rzuciło mi się w ucho "Zostaw ją w spokoju", zamiast "trzymaj ją od tego z dala" w kwestii kapitana Stacy w scenie jego śmierci).
Skupiłem się też bardziej na muzyce. Przyznam szczerze, że mimo że swego czasu bardzo mocno siedziałem w scorach filmowych to ostatnio temat jest mi odległy i nawet nie sprawdzałem, kto robi muzę do TASM. Dopiero w napisach końcowych zobaczyłem Jamsa Hornera. Wtedy jasne się dla mnie stało, czemu początek sceny z dźwigami skojarzył mi się z "Titanikiem".
Oprócz tej właśnie pompatycznej sceny stwierdzam, że muzyka w filmie jest rewelacyjna. A momenty z Connorsem/Lizardem (w kanałach i w Oscorpie) wymiatają (i pachną lekko Hichcokiem).
Przy drugim podejściu sceny z Pająkiem robią równie duże wrażanie. Czekam na kontynuacje i Green Goblina (+ śmierć Gwen).

Burzol: A ja jestem przeciw. Podstawowym problemem filmu jest scenariusz. Niestety ten film jest filmem głęboko studiowym, to nie reżyser czy aktorzy decydowali o jego losie, ale wysoko postawieni producenci. I to widać z daleka, chociażby po tym, że według napisów napisało go trzech scenarzystów - oznacza to, że tak naprawdę sam scenariusz pisało kilkanaście osób. Wnioskując ze zwiastunów trzeba zauważyć, że w panice tuż przed premierą, film został mocno przemontowany, przez co wycięto z niego kilka ważnych wątków fabularnych (szczegoły tutaj), przez co z filmu zrobiła się poprawna, ale nudna adaptacja komiksu... z nadmiarem niepotrzebnych i nierozwiązanych wzmianek i postaci.
Andrew Garfield jest fajnym Spajdim, Emma Stone jest uroczą (i niezależną!) Gwen. Niestety filmowy Peter Parker to... może nie gnojek, ale głęboko irytująca postać, w niczym nie sprawiająca wrażenia, że można go lubić. W dodatku relacja między nimi jako parą po prostu nie istnieje, najlepszy przykład to fakt, że Peter został zaproszony na rodzinną kolację Stacych, gdy Gwen jeszcze w ogóle nie znał (a po kolacji nagle są już idealną zakochaną filmową parą). Niepotrzebny wątek rodziców sprawił że ciocia May w tym filmie praktycznie nie istnieje. Z tego wszystkiego najlepszą i jednocześnie najwierniejszą postacią jest Flash.
Fabularnie film jest niestety żmudnym powtórzeniem "Spider-Mana" z 2002 roku, oraz kilku innych filmów przedstawiających początki superbohaterów. Oto idzie wujek Ben (z resztą nudny i opowiadający banały) ulicą i wiemy, że zaraz zginie. Nawet wątek Lizarda został spłaszczony i w sumie jest powtórzeniem Goblina w wersji Willema Dafoe. Jak zwykle w filmie za mało jest samego Spider-Mana: za często biega on w zwykłym ubraniu, za często zdejmuje maskę, za mało biega w stroju. W filmie szczerze podobała mi się jedyna fajna sekwencja pogoni policji za Spiderem, gdy rzuca on wesołe teksty i wtedy faktycznie czuć klimat prawdziwego Spider-Mana. Niestety pozostałe sceny są może widowiskowe, ale już nie tak fajne. Scena z dźwigami jest pompatyczna, a ja takie lubię, ale w sumie widzieliśmy to już w "Spider-Manie 2".
Szkoda, zmarnowano potencjał, teraz po nudnym rebócie spodziewam się tylko nudnych sequeli.

avalonpulsemoviespecial0004d.jpgtosca: A ja też jestem przeciw. Bo mnie się nawet podobał film. A ponieważ to reboot, to należy sobie darować porównania do wcześniejszych filmów. Ale gdyby już porównywać:
- Nowy Jork nie jest tak "ciężki", jak u Raimiego. Może przez to, że większość akcji dzieje się w nocy, miasto nie przytłacza; nie jest pokazane w skali makro, skupiono się na bohaterze śmigającym na jednym budynku, drugim i trzecim, w kilku zaułkach, w kanałach. I dobrze - street level w końcu.
- wujek Ben jest od tego, żeby dyrdymalić i nie miejmy pretensji, że gada tak, jak przed dziesięcioma laty. Chociaż tak naprawdę gada trochę inaczej i ten mi się bardziej podobał - kwestie tamtego (2002) to dopiero była sztuczność.
- ciocia May jest świeżą wdową; darujmy jej to, że nie chce się jej gadać. Może trochę obwinia Petera, że przez jego foch wujek Ben wyszedł na miasto...
- druga osobowość Connorsa. Eee, no dobra, to mi trochę przeszkadzało, bo przypominało Goblina. Ale mimo, że to dość ograny motyw, to jednak chwytliwy.
Możnaby tak sobie porównywać bez końca, ale po co, skoro reboot jest rebootem, pewne elementy są nieodłączne.
Patetyczne sceny, gdzie ich nie ma. Tutaj też, ale nie wywołały u mnie zażenowania. To po prostu był komiksowy film, więc takie zbiegi okoliczności (akcja dźwig) są dopuszczalne (może nawet oczekiwane przez widza). Towarzysząca im muzyka nie drażni. Co Wy gadacie, koledzy. Posłuchajcie muzyki w całym filmie. Ona w ogóle jest wyeksponowana, niejednokrotnie na pierwszy plan. Raz jest wesoło, raz wyniośle, raz smutno, czasem sama muzyka straszy (o ile dobrze pamiętam buszowanie Lizarda w Oscorpie, niezłe to było). Muzyka, jak w każdym innym filmie, tyle, że nieco głośniejsza.
W pewnym momencie pomyślałem o czymś naprawdę mocnym - thriller/horror medyczny, ale zaraz przestałem, bo to nie tędy droga. Niemniej pomysł Connorsa był niezły i nadawałby się na zrobienie dobrego horroru. Mimo tego były sceny, które wywoływały nieco strachu; najlepszą była chyba pierwsza walka S-M i L.
Co do 3D - oczywiście potrzebne jak gwóźdź w dupie. Rozumiem, że do rozpowszechnienia 3D jeszcze kawałek drogi, ale trzeba by się zdecydować, czy zrobić efektowny film 3D (który wizualnie w 2D wypadnie słabo), czy całkowicie olać 3D. W końcu w 2D też jeszcze się da zrobić jakieś efekty specjalne; bądź co bądź.
Co za różnica, czy "współczesny", czy "dawny" Parker? Jak dla mnie obaj są tak samo wkurzający. Jeden trochę roztrzepany, drugi zahukany. Nie wiem, co tu jeszcze napisać; obaj mnie przekonali (chociaż z żadnym się nie identyfikuję) i wg mnie nie ma co prowadzić rankingu, który jest bardziej wiarygodny.
Nie zastanawiałem się nad fabułą, ale sprawia wrażenie pociętej. Chociaż dla kogoś, kto zna choć trochę komiks, nie będzie problemu ze zrozumieniem, więc o co ten hałas? Podczas oglądania chwytałem wszystko w mig, z tym nigdy nie mam problemu, więc skupiłem się na kwestii wizualno-muzycznej. Dopiero po wyjściu z kina uświadomiłem sobie, że film ogląda się dość równo. To znaczy, jeśli chodzi o napięcie, to jest to równia pochyła w górę. Chyba dlatego nie poczułem nudy i czas w kinie tak szybko upłynął. Kolega, z którym byłem (okazjonalnie chodzi ze mną na kino superbohaterskie) stwierdził, że to najlepszy film, na jaki go zabrałem. Czyli chyba nie było tak źle.

Arachnid: Wczoraj byłem w kinie, w nagrodę za zdany egzamin. A dziś, jako świeżo upieczony magister inżynier Politechniki Wrocławskiej, postanowiłem podzielić się swoimi wrażeniami na temat nowego filmu o przygodach popularnego ścianołaza.
 Zacznę od tego, że nie czekałem z niecierpliwością na ten film. Czy byłby on zrealizowany za rok czy za 5 lat, to wcale by mi to nie przeszkadzało. Oczywiście wiedziałem, że i tak muszę go zobaczyć, ale obyło się bez jakiegoś większego entuzjazmu z mojej strony. Nie spodziewałem się też jakiegoś spektakularnego dzieła, które wbija w fotel, ale całkiem przyzwoitego i przyjemnego filmu.
I szczerze powiedziawszy nie zawiodłem się. Film nie porwał mnie, nie był specjalnie rewelacyjny, ale ogólnie bardzo mi się podobał. Nie ma sensu porównywać go do "Avengers", bo zupełnie inna para kaloszy. Tam film o drużynie, tutaj o pojedynczym herosie. Nie chciałbym też porównywać go do filmów Raimi'ego, choć tutaj jest to już trudniejsze zadanie. Bardzo lubię starą trylogię, więc nie chciałbym oceniać które podejście do Spider-Mana jest lepsze.
Wiele motywów jest bardzo podobnych, ale nie oszukujmy się, bo czym byłby Spider-Man bez wujka Bena gadającego o odpowiedzialności, bez jego tragicznej śmierci i bez obwiniania się Petera. Banałów i oklepanych zagrań, czyli tzw. klisz nie brakuje, ale specjalnie mnie to nie razi, w tego typu produkcjach. Oczywiście byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby było ich mniej, albo wcale, lecz mimo to film jest ok. Fabuła jest całkiem spójna i w miarę logiczna. Akcji też nie brakuje. Aktorstwo także na wysokim poziomie.
Andrew Garfield wypada świetnie w swojej roli. Jest bardzo przekonujący jako Peter i całkiem zabawny jako Spider-Man. Duży plus za kostium i wyrzutnie sieci. Ja również nigdy nie przepadałem za organiczną pajęczyną. Emma Stone jako Gwen to chyba największe pozytywne zaskoczenie tego filmu, jeżeli chodzi o aktorstwo. Nie jest kolejną "damą w potrzebie", którą trzeba ratować, ale twardą i niezależną postacią, którą trudno jest nie polubić. Postać Connorsa / Lizarda także bardzo przyzwoicie zagrana. Jego rozterki wewnętrzne choć bardzo przypominały rozterki Goblina z pierwszego Spidera, to tutaj wyszły również całkiem nieźle. Jedynie motywacja Lizarda, by zmienić wszystkich w gady jakoś nie do końca mnie przekonała. Rewelacyjne cameo Stana Lee chyba zaliczy się do ścisłej czołówki najlepszych gościnnych występów.
Ogólnie film nie porywa swoją doskonałością. Nie jest specjalnie rewelacyjny i nie wbija w fotel. Nie oznacza jednak, że jest zły. Wręcz przeciwnie. Jest bardzo dobrym, świetnie zagranym filmem. Ma wiele wad, ale i sporo zalet. Z pewnością jest filmem godnym polecenia. Mnie osobiście film nie rozczarował. Z kina wyszedłem zadowolony, gdyż "The Amazing Spider-Man" bardzo mi się podobał.

Recenzje



Undercik: Film w sumie mi się naprawdę podobał i moje serce sympatyka Spider-Mana (które po "OMD" się ochłodziło) cieszyło się z seansu. Jest jednak jedno duże "ale". "Niesamowity Spider-Man" ma kiepskiego scenarzystę, co naprawdę czuć po dużej ilości ogranych schematów. Czytaj dalej...

Krzycer: "Niesamowity Spider-Man" obiecywał "nieznaną historię". Ten tagline – "the untold story" – można włożyć między bajki. Film pokrywa ten sam materiał, co pierwszy "Spider-Man" Sama Raimiego. Mamy innego przeciwnika i inną dziewczynę, ale identycznie poprowadzoną fabułę. Kłopoty w cywilu, ugryzienie pająka, odkrywanie mocy i – wreszcie – nauka o odpowiedzialności, która musi z tą mocą iść w parze. To ten sam film. Czytaj dalej...

Hotaru: Może i "Niesamowity Spider-Man" nie jest szczególnie dobrym filmem, ale wyszedłem z kina usatysfakcjonowany. Co więcej, im dłużej się nad tym zastanawiam, im więcej luk i niekonsekwencji odkrywam, tym bardziej mi się on podoba. A zanosiło się na katastrofę. Czytaj dalej...



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie The Amazing Spider-Man.


Redaktor naczelny: Undercik
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.