Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #255 (09.07.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 9 lipiec 2012Numer 28/2012 (255)


Siódmy już numer historii "Avengers Versus X-Men" przyciągnął w mimionym tygodniu najwięcej uwagi. Co warte podkreślenia, pojawiają się o nim zupełnie skrajne opinie. Co bardziej zaskakujące, podobne emocje wzbudził najnowszy numer X-Factor.

Age Of Apocalypse #5
Krzycer: Całkiem fajny ten AoA Quire. Szkoda, że już po nim... chyba, że zaraz zostanie wskrzeszony. Poza tym - córka Killgrave'a? Moonshadow?...zaraz, Mesmero?
Przyznam, że AoA czytałem dawno temu i tylko raz, więc szczegóły się zatarły, ale... przede wszystkim, czy Apocalypse nie przedrylował głów wszystkim telepatom? Absolutnie wszystkim, do tego stopnia, że Emma Frost musiała się poddać lobotomii i stracić moce, by móc mu się wymknąć?
Ale może się czepiam. Quire był fajny, Jean dość ciekawie się prezentuje... no i zobaczyliśmy AoA Evana. Przez chwilę. X-Terminated wciąż mnie nie obchodzą, ale czyta się to fajnie.

Amazing Spider-Man #689
Krzycer: No proszę, jest lepiej. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie narracja Lizarda. Gdybyśmy od końcówki poprzedniego numeru mogli się tylko domyślać, co dzieje się w jego głowie, byłoby o wiele, wiele lepiej. No, ale Slott tak to sobie wymyślił, trudno.
Rzecz w tym, że widząc, co Lizard myśli i robi, mam wrażenie, że Pająk znowu daje się głupiutko zrobić na szaro. No trudno.
EndrjuSzopen: Pająka czytam na bieżąco od roku. Wcześniej orientowałem co się u niego dzieje (od początku "Civil War"), jednak dopiero od roku (#665, tuż przed wielkim "Spider Island") czytam osobiście, na bieżąco. Ten numer w sumie reprezentuje cały ten rok, a moje odczucia co do niego także - jest średnio, i to tak średnio niedobrze. Rozumiem, że Pająk poszedł w stronę lekkich historii, żeby mogły być czytane także przez młodszych czytelników - i obawiam się, że w tą samą stronę poszedł film... - ale mimo wszystko Dan Slott robi to w sposób nieciekawy, naiwny, często wymyśla coś na siłę, Peter jest jakiś taki dziwny... Mimo tego zawsze to jest pierwszy komiks, po który sięgam, bo Pająk to moja ulubiona postać od wielu lat i wciąż żyję nadzieją, że dostaniemy w ręce porządną historię, która będzie interesująca, składna, może nawet i szokująca, ale w taki logiczny sposób. I wcale nie musi to być historia, w której Pająk będzie ratował cały świat.

Avengers Vs. X-Men #7
Hotaru: Jeśli rozpatrywać poszczególne sceny, to komiks ten jest bardzo dobry: unieszkodliwienie Hawkeye'a, walka Wandy z Magik, Emmą i Namorem, Black Panther uderzający Tony'ego, namiętny moment między Emmą a Sub-Marinerem. Niestety, pojedyncze elementy układanki nie układają się w równie dobrą całość. Równowaga nie została zachowana, zabrakło subtelności i szarej strefy między dwoma stronami konfliktu. Poziom rysunków też nieznaczenie spadł, ale nadal Coipel jest kilka klas wyżej nad Romitą.avalonpulse0255b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Undercik: Za bardzo nie chce mi się pisać co mi się podobało a co nie, dlatego jeden plus. Bałem się, że scenarzyści zdecydują się na to, że Scott straci kontrolę nad Phoenixem, zapominając kompletnie o tym jak Summers radził już sobie z Apo w głowie i bez problemu zamknął Voida głęboko w umyśle, tak aby się nie wydostał. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że Cyclops jako jedyny będzie potrafił tłumić Feniksa.
Krzycer: Szału nie ma, ale mogło być gorzej. Przynajmniej dostaliśmy Black Panthera policzkującego Starka. Chciałbym zobaczyć ten przekształcony świat, bo w tym momencie nadal nie wiemy, czy słowa Phoenix Five o tym, że świat ich ubóstwia i nie ufa Avengers to opis sytuacji, czy są tak oderwani od rzeczywistości.
Poza tym znowu - Black Panther ramię w ramię z Avengers, daje im schronienie w Wakandzie, podczas gdy przed chwilą chciał pozostać neutralny... Mutanci rzucający się na Avengers, bo Phoenix Five tak mówią... Łopatologiczne unaocznianie tego, że Phoenix Five stają się źli... Ale i tak - mogło być gorzej, a do poziomu "Fear Itself" jeszcze daleko.
Volf: No tak. Numer Fractionowy. Koniec nawet z próbowaniem udawania, że X-Men nie są w tej historii złoczyńcami. Spopielają biednego Hawkeye'a, wyłapują Avengers jak zwierzynę, zdradzają się nawzajem, bawią się w wojnę. I panicznie boją się Wandy. Do tego wciąż bucowaty Cap, Black Panther kij wie kiedy zmienił nastawienie do Phoenix Five i jeden tylko Scott zdaje się wiedzieć, jak panować nad posiadaną mocą - tylko co z tego, skoro reszta go nie zamierza słuchać. Przynajmniej rysunki są okej.
wolvie111: Już nawet nie będę rozmyślał się nad tym, że X-Men są pokazani jako złoczyńcy i na pewno przegrają cały event. Mniejsza z tym, do tej myśli już przywykłem. Numer jest po prostu epicki. Naprawdę świetny jak dla mnie. Rysownik Coipel i pani kolorystka dostarczyli mi pięknych wrażeń estetycznych. Uwielbiam tę nieco Emo-wersje Magik, uwielbiam tę seksowną Emmę, uwielbiam te przesterzenne, pełne mocy i monumentalne sceny, które nam zaserwowano. Nawet z najgorszym scenariuszem numer wypadłby przyzwoicie, a tu nie jest z nim najgorzej. Dawno nie widziałem Avengersów w takich tarapatach i choć wiem, że niebawem z nich wyjdą cało, to podoba mi się ta sytuacja. Phoenix Five też wypada dobrze (poza tym, że są łotrami). Magik i Emma pochłonięte mocą - świetne. Podoba mi się to, że choć ta piątka posiada ogromną moc, to nie zmieniła się zbytnio. Pozostały w nich te ludzkie pierwiastki. I tak mamy znowu dumnego i nieokiełznanego Namora i intrygantkę Emmę. Nie za bardzo podoba mi się to, jakie dziecko zrobili z Hope. Niech już zacznie grać ważniejszą rolę w evencie, bo narazie wypada kiepsko i mało wiarygodnie. Dobrze, że Wanda stoi po stronie Mścicieli. Chyba tylko ona może się równać z Phoenix Five, a bez niej nie mieliby szans.
Co mi się jeszcze nie podobało? Avengers chcą wygrać za pomocą hologramów Wandy; spalony żywcem Clint (trochę zbyt brutalnie i znowu padło na niego); Wanda mówiąca do Namora "Forgive me"... to jest w końcu wojna, nie?
Co mi się jeszcze podobało? "Namor, Go Away", Namor się wychyla i w bardzo imponujący sposób atakuje Wakandę (taka wojna w wojnie), seksowna Emma (tak wiem, powtarzam się), Havok i Polaris rozwalający Visiona (tak wiem, jestem stronniczy, ale nigdy za nim nie przepadałem).
Ogólnie jest nieźle. Jak dla mnie ten event, który w pierwszym akcie był żałosny, odrodził się na nowo, niczym feniks (mimo, że na końcu i tak X-Men przegrają). Dam 9/10, tak na świeżo po.
LeGoL: Cieżko ten komiks ocenić, więc pójdę na łatwiznę i zacznę od rzeczy pewnych i oczywistych: Coipel rządzi!. Rysunki w tym numerze są wyśmienite. Styl tego artysty idealnie przekazuje epickość scen, jak i ogram starć pomiedzy Wandą i Phoenix'ami.
I tu zaczynają się zgrzyty. Fabularne twisty? Do przewidzenia było, że ognista piątka zacznie tracić kontrolę. Również do przewidzenia było to, że głosem rozsądku pośród nich będzie Cyke, zważywszy na dalszą lub bliższą przeszłość jak i charaktery pozostałych. Do tego, czy przypadkiem Witch nie straciła "tej" mocy w Children's Crusade? Dialogi Fractiona... Dialogi Fractiona są pełne napięcia niczym rozgrywki trzeciej ligi hokeja w Polsce i tylko wyżej wspomniane rysunki nadają ton opowieści. Może dzięki temu ta część eventu ogólnie wypada na plus?
Tu jest właśnie ta "ciężkość oceny". Bo kurczę no... Podobało mi się to! Pomimo tego, że główna seria to tak naprawdę tylko introdukcje do tie-inów i jest tu tona absurdów kompletnie nie trzymających się continuum... Obawiam się, że możemy tylko dywagować, który scenarzysta coś opisał, a jak rysownik narysował coś innego, a na prawdziwą ocenę AvX przyjdzie nam poczekać na koniec tej serii i wszystkich eventów. Bo na chwilę obecną, to tak naprawdę mogę tylko Marvelowi zarzucić nierówną formę i niepotrzebne rozciąganie historii.
avalonpulse0255c%20%5B1600x1200%5D.JPGMuminek: Jest coraz gorzej i nie ratują tego nawet rysunki. Już dawno przestałem zaprzątać sobie głowę problemem bohaterów, którzy w większych crossach Marvela chcą wyłącznie prać się po mordach i jest mi się trudniej z nimi zżyć..., którzy okazują na kartkach coraz mniej innych uczuć, w czym współgrają żenujące, bezuczuciowe dialogi. Wiem, wiem - ktoś powie: czytanie między wierszami, wychwytywanie smaczków, komunikacja niewerbalna... Rany boskie! Przecież nie siedzę z kobietą, tylko nad kilkoma kartkami papieru.
Akcja skacze z miejsca na miejsce, a ja totalnie tego nie czuję. Ukraina to pola, zabudowa pamiętająca wiele przeszłych dziesięcioleci, Ocean to mnóstwo wody, Koło podbiegunowe to lód, lód, lód, wieeele drzew, drewniane domki i jeszcze więcej drzew i lodu. Nie to, co pokazują w komiksie, czyli wielu bohaterów na marnych tłach, z których każdy dostaje jedną marną kwestię.
Nic w tym komiksie nie jest takie jakie się spodziewałem i jestem już pewny, że Wanda nie padnie trupem, a tylko to mogłoby mnie uszczęśliwić. To taka wojna, nie wojna, z jednym wyjątkiem: Clintem, którego akurat lubię. Dlaczego (znowu) on? Policzek wymierzony Tonemu, Iron Fist i jego zabawny kolega Lei Kung Tu Tunk Sunk DoonT (ponosi mnie...). W końcu mniej "boska" Phoenix Five, której moce i dostojność maleją z każdym kolejnym panelem. Może i od początku nie mieli być Jean a.k.a. Dark Phoenix, której opętańczy wzrok i uśmiech straszył mnie wiele lat temu, ale nie tak sobie ich wyobrażałem. Jakim cudem nie mogą poradzić sobie z bucowatym Rogersem i resztą jego bandy z cyrkowymi sztuczkami? Po co Namorowi jego armia śmiertelników? I dlaczego Hope znowu ma 9/10 lat?
Gamer2002: Dzieje się, ale jest w sumie chaotycznie i wszystko w sumie sprowadza się do tego, że wkurzone Phoenix Five jest jeszcze bardziej wkurzone. Dobrze że jednak Cyclops posiada samokontrolę. A Fraction nie miał miejsca by w panelach wcisnąć narratora, już wystarczą mi jego dialogi. Rysunki niezłe, jedynie Hope jest za młoda.
Generalnie potencjał sytuacji superbohaterów z boskimi mocami znowu został zmarnowany do młócki niedojrzałych primadonn. Jeszcze tylko Cyclops zostawia nadzieję, ale pewnie i tak to schrzanią. 5/10, przynajmniej dobrze wygląda.
EndrjuSzopen: Ochów i achów na temat tego oraz poprzedniego numeru kompletnie nie rozumiem - jest coraz gorzej, zasadniczo toto nie ma żadnej mocnej historii, bohaterowie cały czas tylko szukają pretekstu do naparzania się po facjatach, bo trzeba wypełnić dwanaście numerów... Serio, moja cierpliwość się powoli kończy, mimo iż dawałem spory kredyt zaufania temu eventowi, to jest on prowadzony w sposób co najmniej nieudolny i, tak jak w przypadku TASM, zbyt wiele rzeczy jest tutaj robionych na siłę. No more Avengers vs X-Men!

Punisher vol. 5 #13
EndrjuSzopen: Dość ciekawy numer, aczkolwiek nie przyciągnął aż tak mocno jak poprzednie, ale akcja się powoli rozwija, a do tego mamy naprawdę mocno zarysowane dwie postacie, które mają wiele wspólnego, ale też wieloma rzeczami się różnią, co widać np. gdy Cole widzi morderczynię ze swojego ślubu. Klimat też mi się podoba, chociaż z tymi rysunkami nie jest on oddawany tak dobrze jak poprzednie numery. Tak czy siak - czekam na kolejny numer.

Ultimate Comics: Spider-Man vol. 2 #12
Hotaru: Cóż, takiego finału się nie spodziewałem. Spektakularnego (to zasługa Marqueza) i emocjonalnego (brawa dla Bendisa). Nie myślałem, ze historia podąży w tak mrocznym kierunku i już nie mogę się doczekać na myśl o tym, jak Miles będzie sobie radził z tym, co zaszło. Do tego Bendis powrzucał małe smaczki - kim jest dziewczyna przysłuchująca się rozmowie Milesa i Ganke? Czy Miles zdradził rodzicom podczas kolacji swój sekret? Tyle ciekawych wątków a tak mało numerów!
Krzycer: Jak zwykle świetne rysunki Davida Marqueza, ale... Wujka Aarona jakoś strasznie dziwnie wygina i w ogóle obdarzyła go dziwną sylwetką.
A poza tym - ekstra klasa. Wiadomo było, że do tej konfrontacji wreszcie dojdzie, ale końcówka robi wrażenie.
No i pozostaje pytanie, co wydarzyło się, kiedy Miles został z rodzicami. I czy w ogóle coś się wtedy wydarzyło.
EndrjuSzopen: Podoba mi się sposób w jaki rozwija się osoba Prowlera - jego zmiana stosunku do swojego bratanka tylko dlatego, że może użyć jego mocy do swoich własnych planów. Naprawdę, Bendis prowadzi serię w dobrą stronę bardzo dobrze przedstawiając historię - bo niektórzy scenarzyści mają tendencję do przesadzania i chęci komplikacji wszystkiego na siłę, przez co wiele komiksów wręcz trudno jest czytać, one męczą. Pająk Ultimate jest przykładem komiksu, który może czytać osoba młoda, a starsza nie pufnie na to z zażenowaniem widząc naiwność i dziecinność historii - czyli to, czego Dan Slott nie potrafi osiągnąć w ASM.

Uncanny X-Men vol. 2 #15
Hotaru: Po spektakularnych rysunkach Dustina Weavera w poprzednim numerze, trochę żal patrzeć na charakterystyczną kreskę Danila Acuny. Kreskę, która może się podobać, ale która do mnie nie przemawia. Nie jestem też pewien, czy odpowiada mi kierunek, który dla tej historii wyznaczył Kieron Gillen. Phoenix Five pojawia się w innych tie-inach i w głównej miniserii, tutaj wolałbym skupienia się na pozostałych członkach Extinction Team. Te kilka scen z ich udziałem zdecydowanie jest najlepszych w tym numerze. Chociaż przyznaję, że pertraktacje Colossusa z Cyttorakiem też były świetne.
Krzycer: Bez rewelacji - zakładam, że na to będzie pora w następnym numerze. Ot, po prostu rozwinięcie wątków. Choć przykro się robi na widok nie mających nic do roboty Magneto, Storm, Psylocke i Danger.
Poza tym... "To the Siege Courageous!". Jakie to... ojej. Czy tylko mi się wydaje, że jak dotąd ten event przede wszystkim pokazuje, że Cyclops zawsze chciał być Robinem?

Wolverine #310
Krzycer: Sięgnąłem po to, bo w końcu mamy się dowiedzieć, skąd się wziął odrodzony Sabretooth. No i... Romulus. Od razu się zniechęciłem, ale zostańmy przy pozytywach. Nie można narzekać na nudę, Loeb sporo zmieścił w tym numerze. Mógłbym się pastwić nad loebyzmami, ale większość sprowadzałaby się do pytania "czemu Logan nie wezwie któregoś z piętnastu zespołów do których należy, aby zapewnili mu wsparcie", a ten zarzut można postawić prawie każdemu komiksowi Marvela, więc nie ma po co.
Ot, czytadło z Wolverinem. Było sporo lepszych, było bardzo wiele gorszych.
Muminek: Po co ja po to sięgnąłem, co ja paczę? Przywyknąłem, że w swojej własnej serii Pan "Najlepszy w tym co robi" zawsze wygląda jak kulturysta, a inni pojawiają się tylko po to, żeby mógł ich pouczyć (przyjaciele), bądź po prostu nakopać do dupy (wrogowie, ale też czasami i przyjaciele), co tylko ponawia się w tym numerze. Czasami nawet nieźle się to czytało, ale ile jeszcze razy Logan, zmuszony będzie niszczyć kolejne Weapon X, które znowu produkuje swoje ścierwo klony. Kilka pierwszych stron daje radę, nie można się nie uśmiechnąć słysząc opowieści o monecie, która puszczona z wysoka, ma w sobie dość siły, żeby zniszczyć całą ulicę. Potem jest już tylko gorzej... Pada kilka oklepanych tekstów, brzydkie panele nie przenoszą dynamiki pojedynku, a dzięki zakończeniu wiem, że nie sięgnę po kolejne numery tej historii. Niech Cloak i Dagger szybko ewakuują się z tej serii. PS: skąd Logan bierze te wszystkie pojazdy? Przecież zapożyczył się, żeby móc wykładać w szkole.avalonpulse0255d%20%5B1600x1200%5D.JPG

X-Factor #239
Hotaru: Oj, nie podobało mi się. Nie wierzę, że to pisze w kontekście X-Factor, ale taka jest smutna prawda. Zarówno pod względem graficznym (co jest zrozumiałe, mając na uwadze osobę rysownika), jak i (o zgrozo!) fabularnym. Odniosłem wrażenie, że ta historia to tylko pretekst, by ujawnić detektywom postać związaną z kompletnie innym wątkiem. Havok był zbędny, na dobrą sprawę Teresa i wątek banshee również. Peter David powinien był to rozegrać bardziej organicznie, bo wyszła mu kiepska zapchaj-dziura.
Krzycer: No proszę, nawet rysunki już mi tak nie przeszkadzały. Może poza tym, jak pan artysta widzi Guido, ale mniejsza o to.
Scena z Guido i M jest w tym numerze najlepsza, ale na innych frontach też jest nieźle. Śledztwo jest króciutkie, ale fajne, a konfrontacja... stawia nowe pytania. O ewentualny związek Banshee z czymkolwiek mistycznym, a przede wszystkim o to, kim jest i o co chodzi Jezebel. I fajnie.
Volf: Guido wymiata. Bezduszność wyszła mu na zdrowie. A mała wiedźma dziwnie spokojnie przyjęła fakt, że może sobie od ręki przywoływać boginie, które mordują członków jej rodziny. Ale za jak zwykle świetne dialogi i interakcje między postaciami, spokojnie numer tygodnia.
EndrjuSzopen: Przeczytałem dopiero drugi numer tej serii, bo staram się zapoznać bliżej z mutantami, więc wypowiem się jako osoba, która wchodzi dopiero co w to z buciorami - seria zaciekawia i ma się chęć po sięgnięcie po więcej, ale potrzebne jest jeszcze kilka numerów, żeby się z nią do końca dotrzeć.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0255a.jpgAvengers Vs. X-Men #7
Autor: Jimmy Cheung

Hotaru: Wprawdzie ta okładka jest jeszcze bardziej jednostronna, niż fabuła w środku zeszytu, ale to tylko jeden obrazek, więc mi to nie wadzi. Tym bardziej, że jest najwyższej jakości, do której zresztą Jimmy Cheung nas przyzwyczaił. I nie mówię tak tylko dlatego, że lubię patrzeć, jak Wolverine obrywa.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.07.04
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.