Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Niesamowity Spider-Man" - Hotaru

Może i "Niesamowity Spider-Man" nie jest szczególnie dobrym filmem, ale wyszedłem z kina usatysfakcjonowany. Co więcej, im dłużej się nad tym zastanawiam, im więcej luk i niekonsekwencji odkrywam, tym bardziej mi się on podoba. A zanosiło się na katastrofę.

Recenzja filmu "Niesamowity Spider-Man" - Hotaru

asm_review.jpg

Może i "Niesamowity Spider-Man" nie jest szczególnie dobrym filmem, ale wyszedłem z kina usatysfakcjonowany. Co więcej, im dłużej się nad tym zastanawiam, im więcej luk i niekonsekwencji odkrywam, tym bardziej mi się on podoba. A zanosiło się na katastrofę.

Nie jestem fanem komiksowego Spider-Mana. Peter Parker z uniwersum 616 to postać, która mnie nie fascynuje, ale też mi zbytnio nie wadzi. Co innego wersja Ultimate, którą polubiłem, czy też Miles Morales, którego przygody od niespełna roku śledzę z zapartym tchem. Ale to nie o afro-latynoskim nastolatku jest ten obraz. O ile jednak standardowy Ścianołaz nie budzi we mnie większych emocji, o tyle dotychczasowa filmowa jego inkarnacja wzbudzała we mnie bardzo konkretną i bardzo silną emocję. Nienawiść.

Kiedy podchodziłem do pierwszego "Spider-Mana" Sama Raimiego nie miałem najlepszego nastawienia. W końcu wszem i wobec trąbiono, że to pierwsza prawdziwa nowożytna ekranizacja komiksu. Jakby zapomniano o moim ukochanym "X-Men" Bryana Singera. Tak być nie mogło i mogłem wyrazić mój protest chociażby skwaszoną miną w ciemnym kinie. No co – każdy orze, jak może. W trakcie seansu jednak okazało się, że moje uprzedzenie były niepotrzebne, bo film sam świetnie sobie radzi wzbudzając we mnie zażenowanie.

Przyczyna, z powodu której tak namiętnie nie cierpiałem trylogii Raimiego, przez którą obejrzałem tylko półtora filmu i przez którą szlag mnie trafia za każdym razem, kiedy ktoś twierdzi że to najlepsza ekranizacja komiksu w ogóle, jest jedna – Tobey Maguire.

Maguire w ogóle nie wygląda tak, jak w moim wyobrażeniu powinien był wyglądać Peter Parker. Krzywy zgryz może wyglądać uroczo u Liv Tyler czy Cate Blanchett, ale nie pod pajęczą maską. Do tego te spojrzenie... Rozumiem, że Sam Raimi próbował pokazać, że Peter jest ofiarą losu, ale Maguire przestrzelił o kosmos. W jego wykonaniu Parker nie jest wyrzutkiem szkolnego społeczeństwa, o nie. Jest upośledzonym umysłowo chłoptasiem, który wygląda jakby za chwilę miał się poryczeć i polecieć do mamy. Chyba że się uśmiecha, bo wtedy nieobecne spojrzenie sprawia, że wygląda, jakby miał kisiel w majtach. Nie dokończyłem oglądania drugiej części "Spider-mana" Raimiego, ponieważ nawet siedząc sam przed telewizorem nie byłem w stanie zapanować nad zażenowaniem przy każdej scenie, w której pojawiał się tytułowy bohater.

spiderman_fb_cover_skyline.jpg
© 2012 Columbia Pictures

Ale dlaczego o tym piszę przy okazji recenzji "Niesamowitego Spider-Mana"? Ponieważ już na starcie Andrew Garfield miał w moich oczach jedną, niezaprzeczalną zaletę – nie był Tobey'em Maguire'em.

Teraz tylko wystarczyło, żeby Garfield w filmie ogarnął trochę swoje włosy, które na zdjęciach promocyjnych dominowały nad jego kształtną buźką i czyniły kostium Spider-Mana totalnie nierealistycznym (bo za Chiny ludowe ten fryz nie zmieściłby się pod maską) i byłbym ukontentowany. I tak się stało.

Jak sami widzicie, nie miałem wysokich wymagań do nowego aktora wcielającego się w Parkera, stąd łatwo było je spełnić. Ale Garfield nie zadowolił się spełnieniem planu minimum. Jego Parker jest chłopakiem z krwi i kości – samolubnym, egocentrycznym, mściwym, czasem irytującym, napędzanym przez hormony, ale też kochającym, inteligentnym, dowcipnym i zdeterminowanym. Wielu może nie podobać się, że w filmie Marca Webba Peter nie przebywa drogi od przeciętności do ideału, ale mi się bardzo podoba, że nagle bohater nie został wyleczony ze skaz. Co więcej, te skazy przejawia nawet na samym końcu, co pozwala mieć pewność, że droga, jaką będzie musiał przebyć, dopiero się rozpoczęła. W cywilu Peter jest nastolatkiem z krwi i kości, nie jakimś wykastrowanym z głębi maminsynkiem.

W kostiumie też jest dobrze. Huśtanie się na linie jeszcze nigdy nie wyglądało tak dobrze i tak innowacyjnie. Pomysł na tropienie Lizarda w kanałach wzbudził mój podziw, podobnie jak użycie sieci niczym gumek w procy, w której sam bohater jest pociskiem. Dowcipkowanie podczas akcji, zachwyt nad własnymi możliwościami, empatia w stosunku do ludzi i zniecierpliwienie brakiem zrozumienia ze strony policjantów – wszystko wypadło naturalnie. Tylko czasami efekty komputerowe były zbyt nachalne, co można było zaobserwować albo nagłą zmianą postury bohatera, albo błyszczącym kostiumem, niby pokrytym laminatem, ale było to dosłownie tylko kilka scen.

spiderman_fb_cover_gwen_hall.jpg
© 2012 Columbia Pictures

Tytułowego bohatera świetnie uzupełnia Emma Stone w roli Gwen Stacy. Dziewczyna Parkera nie jest teraz jedynie pretekstem, żeby Ścianołaz miał komu ruszyć na ratunek. Zabawna, pomysłowa, twarda, inteligentna, a jednocześnie nastolatka pełną gębą. Bardzo się cieszę, że jej historia nie zakończyła się na tym jednym filmie.

Chemia pomiędzy Stone a Garfieldem jest namacalna. Rozumiem plotki, że aktorzy są parą w życiu prywatnym. Ostatnim razem takie iskrzenie na ekranie zaobserwowałem między Angeliną Jolie a Bradem Pittem w "Pan i Pani Smith", a wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Wątek romantyczny jest w "Niesamowitym Spider-Manie" świetnie poprowadzony i jeszcze lepiej zagrany. Na kilku scenach autentycznie się wzruszyłem. Śmiem nawet twierdzić, że jest najważniejszy w całym filmie. Co nie jest znów takie naciągane, kiedy uzmysłowimy sobie, jak kiepski jest wątek Lizarda.

No właśnie. Chociaż Rhys Ifans spisał się bardzo dobrze jako rozdzierany emocjami doktor Curtis Connors, to nie oszukujmy się – jego plan to najsłabsza część tego filmu. Wątek jest tak sztampowy, że aż karykaturalny, z mnóstwem luk i niedopowiedzeń. I chociaż niedopowiedzenia w pozostałych wątkach mogą nieść ze sobą pewną elegancję i potencjał do wykorzystania w przyszłości, o tyle "genialny plan" Connorsa nie powinien był się zrodzić w głowie rzekomo inteligentnego naukowca. Ale zaczynam podejrzewać, że to celowy zabieg twórców, którzy nie chcieli odwracać naszej uwagi od tego, co tak naprawdę jest w tym filmie istotne.

Te wspomniane wyżej "pozostałe wątki" to oczywiście rodzice Petera i zakres wiedzy cioci May. W opiniach pisanych w internecie często brak rezolucji dla tych wątków jest wspominany jako zarzut, a mi się bardzo podoba, że twórcy zostawili sobie tyle piłeczek do żonglowania w kolejnym obrazie. Dzięki temu nowa trylogia ma szansę być tak spójną, jak to rzadko się zdarza, a rodzice Petera i ciocia May mogą dostać taką ekspozycję, na jaką zasługują teraz, kiedy sprawę ponownej introdukcji bohaterów mamy już za sobą.

Nie powinniśmy rozpatrywać "Niesamowitego Spider-Mana" porównując go do "The Avengers". Twórcy obu obrazów postawili sobie kompletnie inne cele, więc nie powinien dziwić też osiągnięty przez nich rezultat. Podczas gdy Joss Whedon dążył w kierunku świetnej frajdy na poziomie akcji i dialogów, nie obrażającej przy tym zbytnio inteligencji przeciętnego widza, Marc Webb skupił się na rozstawieniu pionków na szachownicy, akcję traktując jego obowiązkowy, ale mało istotny fragment całości. Może to znaczy, że się starzeję, ale jestem w stanie to zrozumieć i docenić.

spiderman_fb_cover_wall.jpg
© 2012 Columbia Pictures

Autor: Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.