Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #254 (02.07.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 lipiec 2012Numer 27/2012 (254)


Urodziny za nami, czas wracać do pracy. A że tak się składa, iż moje osobiste również przypadły w ten weekend, tym samym trudność ta jest podwójna. Dzisiejszy numer, z oczywistych względów skromniejszy, ale ciekawych recenzji na pewno w nim nie brakuje. Zapraszam do lektury.

Amazing Spider-Man #688
Krzycer: Wątki w cywilu nudnawe - ot, to samo, co Slott wałkuje od wielu, wielu numerów. Ale wątki kostiumowe były niczego sobie. Końcówka była przewidywalna, ale i tak wolę takie rozwiązanie niż pełny sukces (do którego i tak pewnie prędzej czy później dojdzie). Na razie daleko do poziomu "Shed", ale - kto wie? Jestem dobrej myśli.
Ze szczegółów - narracja otwierająca numer jest przedramatyzowana, biorąc pod uwagę to, że Pająk poszedł do tych kanałów ze wsparciem i z konkretnym planem.
Volf: Slottowi zdecydowanie lepiej idzie, kiedy swoich historii nie napompowuje do wielkich ogólnoświatowych kryzysów. Mamy ciekawą rozmowę z MJ i kolejne spotkanie z nowym Lizardem, a ten jest jednym z najlepszych "odnowionych" przeciwników Spidera. Sympatyczne czytadło.
EndrjuSzopen: Hm. Na całe szczęście mamy koniec globalnych kryzysów, które w praniu wychodzą na dziecinne i niepoważne, dlatego może i jest lepiej. No dobrze, jest lepiej. Jednak nie popadajmy w taki hurraoptymizm jak w przypadku AvX #6, gdzie nagle jeden numer był lepszy i wszyscy dają mu wysokie noty - TASM #688 jest lepszy niż poprzednie numery, ale nic nie urywa, jakoś specjalnie nie intryguje. Ot, kolejny zeszyt z Pająkiem do przeczytania.

Hit-Girl #1
Volf: Nie jestem pewien czy to prequel do Kick-Assa 2 czy może sam Millar uznał, że dwójka była tak słaba, że lepiej uznać, że się nie wydarzyła. Stawiam na to pierwsze. A sam numer bez szału i typowej dla Millara "kulszczyzny". Nawet trupów za dużo nie było. Ale za to jest sporo Hit-Girl, a ta nawet jak nic nie robi jest fajna.

Incredible Hulk vol. 4 #10
Krzycer: Zcyborgizowane kosmiczne niedźwiedzie, brodaty radziecki superżołnierz, gromadka dzieci dorastająca na stacji kosmicznej... Nie da się ukryć, że to kolejne dziełko pióra Jasona Aarona. Absurdalnie głupie, a jednak ma to swój urok.
Dodatkowe punkty za rytuał przejścia z oglądaniem matki. Fajna scena.
Wciąż mam nadzieję, że plan Bannera będzie czymś naprawdę zaskakującym, bo te losowe przygody prędzej czy później zaczną mnie nużyć. Ale na razie jest ciekawie.

Marvel Zombies: Destroy #4
Krzycer: Nie jest to humor najwyższych lotów, ale jest go tu sporo. Od Howarda wyłudzającego piwo od swoich kompanów po apel Red Skulla do żołnierzy. Liczyłem na większy udział Lokiego, a sprowadził się on do paru stron ekspozycji. Może w następnym numerze...

Spider-Men #2
Hotaru: Pierwszy numer był tylko w porządku. Na szczęście już teraz zaczynam rozumieć, dlaczego Marvel zdecydował się na ten projekt. Jest o wiele lepiej. Zaczęło się od wyjaśnienia kim, a właściwie czym jest Ultimate Mysterio, które świetnie powiązało się ze starszymi historiami z tą postacią. Potem dostaliśmy wyborną interakcję między Peterem a Milesem. Ale niespodziewaną wisienką na torcie okazał się dla mnie Nick Fury. Niby wiemy, że czuje się winny śmierci Spider-Mana, ale jakoś nie przewidziałem, że również na niego pojawienie się Parkera z innego świata będzie miało taki wpływ. Brawa dla Bendisa. Brawa też dla Sary Pichelli, która rysuje Spider-Manów tak, że podkreśla różnice w ich charakterach, wieku i doświadczeniu. Mam nadzieję, że tendencja wzrostowa zostanie utrzymana w kolejnym numerze. Nie mogę doczekać się pojawienia May Parker.
Krzycer: Więc jest tylko jeden Mysterio. To... ciekawe. I autentycznie zaskakujące (choć założę się, że Bendis wymyślił to na potrzeby tej mini). Mimo to wolałbym, żeby się nie wtryniał w sprawy Spider-Manów już teraz, bo Peter i Miles dopiero co się rozkręcali.
W każdym razie - jest dobrze, szkoda, że cały poprzedni numer został poświęcony na rozbiegówkę. Mam nadzieję, że trend się utrzyma i każdy kolejny numer będzie lepszy.
Na marginesie - czy to tylko moje skojarzenie, czy Sara Pitchelli rysuje tu Fury'ego bardziej w typie Morgana Freemana niż Samuela Jacksona?

avalonpulse0254b%20%5B1600x1200%5D.JPGUltimate Comics: The Ultimates #12
Hotaru: Jestem wybitnie niezadowolony. W poprzednich numerach Jonathan Hickman narysował Richardsa i jego Children of Tomorrow jako gigantyczne zagrożenie, z którym nawet Magneto nie może się równać. Rozwiązanie tego wątku w jednym numerze, za pomocą jednego tylko zabiegu z guzem Starka, jest dla mnie tak nieadekwatne do przedstawionej wcześniej skali, że aż nie mieści mi się w głowie. Świetnie pamiętam wcześniejsze epickie momenty - atak na Asgard, bitwa z Zornem i Xornem, zniszczenie Waszyngtonu - ale tego zakończenia po prostu nie potrafię zapamiętać. Przed napisaniem tej opinii musiałem przeczytać ten komiks po raz drugi, bo w 2 dni po lekturze nie wiedziałem już, co się w nim działo. Epicki zawód.
Krzycer: Jednego nie można temu komiksowi odmówić: zaskakuje. No bo kto się tego spodziewał?
To niestety nie oznacza, że wszystko jest super. Jak na tak gigantyczne zagrożenie, rozwiązanie rozczarowuje prostotą. Choć wprowadzenie w finale Susan zdecydowanie pomogło.
Do tego rysunki. Trzech artystów zafundowało nam magiczne majtki Hulka, rozciągające się na dwa piętra, oraz Reeda Richardsa zamieniającego się w węża, względnie - azjatyckiego smoka.
Aż nie chcę tego pisać, bo poprzednie 11 zeszytów robiło ogromne wrażenie, ale ten... rozczarowuje. Po prostu rozczarowuje. To nadal niezły komiks, ale oczekiwania miałem dużo, dużo większe.
Volf: Ok, tego się zdecydowanie nie spodziewałem. I nie do końca kupuję taką deus ex machinę. Albo inaczej - kupuję cały plan pokonania Reeda za pomocą jego własnego tworu, nie do końca jednak podoba mi się tajna broń Starka, która to wszystko zapoczątkowała. Strasznie z kapelusza wyciągnięte rozwiązanie. No, ale trzeba było czegoś przekombinowanego, żeby pokonać tak przekombinowane zagrożenie. I nie jest to aż taka głupota, żeby psuć mi przyjemność z czytania, więc numer jak i całą serię wciąż oceniam bardzo pozytywnie.
Wilsonon: Zawiodłem się. Nie zaskoczyło mnie to (No oprócz guza a'la Ex Machina). Było jak zakładałem. Stark specjalnie dał się złapać. 1000-letni Reed zachowuje się jak poryty nastolatek. I to poniżenie na koniec w wykonaniu Susan... Nie trawię tego. Irytuje mnie już ta kobieta. Czemu Maker musiał zostać tak poniżony i zbłaźniony? "I still love you"? Arghh!
Tak, przekonanie Dzieci i Miasta było rozsądnym wyjściem i czułem, że zapędy i działania Reeda przeciwstawią wobec niego całe miasto, ale tak intelektualnie rozwinięte istoty ze wsparciem sztucznej inteligencji same by do tego doszły.
Plus Hulk, który zostaje ściągnięty na dwa hity... Żenujące.
Cały run Hickmana zasługuje na 9/10. Byłoby lepiej gdyby nie finał. Trzymałem kciuki za Richardsa.
Poprawka. Run Hickmana zasługuje na 10/10. Ostatnie numery były pisane wyłącznie przez Humphriesa. Przeczytałem jeszcze raz całe Ultimates i w tym numerze jest tak dużo dziur i ogłupienia postaci oraz sztucznych inteligencji, że moja wcześniejsza opinia jest zbyt łagodna. Tego numeru, dla mnie, nie było. Dalej będę czekał na zakończenie tej historii.

Wolverine And The X-Men #12
Hotaru: Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tęskniłem za tak przedstawianą Rachel. Nie oszukujmy się, ostatnio służyła głównie za tło i cieszę się, że Aaron wydobył ją na pierwszy plan. Nie tylko skupił się na niej, ale też dał nam w co się wgryźć. Rachel jest skonfliktowana, nawiedzana przez swą przeszłość, zmuszona tropić przyjaciół i kłamać rodzinie, a przy tym jest na tyle potężna, żeby dać w bęcki Thorowi. Scena jej spotkania z Hope była taka, jak być powinna, a nie oszukujmy się - w AvX mało rzeczy jest takimi, jakimi być powinny, więc to komplement. Nawet Chris Bachalo poprawił czytelność swoich rysunków i stosunkowo mało kadrów trudno rozgryźć na pierwszy rzut oka. Tylko do kolorów mógłby się bardziej przyłożyć.
Krzycer: Aj. Dotąd event służył temu tytułowi. Teraz... Fajnie, że osią numeru jest Rachel. Ale to kolejny tie-in wyprzedający główną miniserię. Do tego robi to w sposób, który sprawia, że zaczynam znowu się obawiać o rozwój wydarzeń w evencie. No bo ci dobrzy i prawi, przynoszący światu pokój X-Meni teraz biegają po całym świecie, wyciągając zaszczutych Avengerów spod metaforycznych podłóg? I wszyscy kupują wyjaśnienie "bo Avengers są uparci i nie widzą, że chcemy pomóc"? Serio? Może przynajmniej ludzie będą po ich stronie, bo docenią to, co robią, i obrócą się przeciw Avengers? Zobaczymy.
W każdym razie, te zarzuty mogą poczekać na następny numer głównej miniserii. Teraz skupmy się na tym komiksie. Abstrahując od wymowy tego wszystkiego, mamy tu to, co zwykle - trochę fajnego humoru, trochę przekombinowanych akcji (Beast vs Iceman... zaraz, myślałem, że Beast się obraził na Avengers?) i mnóstwo chaotycznego Bachalo. A, i spaloną ziemię, kwitnącą po przejściu Cyclopsa.
...yeah, that happened. Comics are weird.
Ale możemy przyjrzeć się Rachel. I choć nie podoba mi się sytuacja wyjściowa - to, że w ogóle dała się wcisnąć w rolę tropiciela Avengerów - to sytuacja, w której znajduje się na końcu numeru wydaje się bardziej do niej pasować.
Ogólnie - wracamy do poziomu sprzed rozpoczęcia eventu. To chyba jedyna seria w wypadku której to źle.

X-Men vol. 2 #31
Hotaru: Chyba teraz wszyscy już mają takie odczucia - historia proto-mutantów to tylko pretekst, by przedstawić napięcia w zespole. A tych jest mnóstwo i są tak wybitnie pokazane, że można się nimi rozkoszować. Kontrowersyjna decyzja Storm o zatajeniu prawdy przed Scottem z poprzedniego numeru wychodzi na jaw i nie wszyscy są gotowi podzielić rację swej dowódczyni. W tym kierunku powinno było pójść Astonishing X-Men Warrena Ellisa. Brian Wood mnie kompletnie i pozytywnie zaskoczył. Chcę więcej!
Krzycer: ...tsk. W zasadzie oba główne wątki - braku zaufania Storm do Cyclopsa i dziwnych potworów - zostają rozwinięte poprzez zalanie czytelnika masą tekstu. W obu wypadkach to źle. Choć nadal czyta się to nieźle. A może to Gischler tak obniżył oczekiwania co do tego tytułu.
I jeszcze: może to tylko moja obsesja na punkcie absurdalności "kostiumu" Psylocke, ale kładzenie się w czymś takim na ziemię w lesie to idiotyczny pomysł. Aż mnie szczypie na myśl o tych wszystkich igłach, szyszkach i mrówkach...
Volf: Wydawało mi się, że zasada działania impulsów E.M.P. jest taka, że eliminują wszelką elektrykę, nie tykając istot żywych. Tutaj zadziałało na odwrót. Ktoś przekombinował. Sam komiks znowu skupił się na dwóch wątkach. Wątek wielkich potworów zrobił się ciekawszy i nawet zainteresował, natomiast wątek konfliktu Storm - Cyclops nieco siadł, ale wciąż jest najciekawszą częścią numeru. Dobre czytadło się z tego robi.

avalonpulse0254c%20%5B1600x1200%5D.JPGX-Men: Legacy #269
Hotaru: Rozumiem podejście, jakie przybrali redaktorzy Marvela powołując do życia Phoenix Five. Jak długo jednostka będzie w stanie zachować swe człowieczeństwo, kiedy zyska boską moc? To odgrzewany kotlet, ale może być zjadliwy, jeśli zostanie przyrządzony dobrze. Jeśli degradacja empatii zostanie przedstawiona subtelnie. Christos Gage tego nie zrobił. W przeciągu kilku stron przeszedł z "Phoenix Five wybawicieli" do "Phoenix Five oprawców". Niestety, takim zagraniem wytrącił z puli mnóstwo potencjału, który mógł uczynić tę historię lepszą. Wielka szkoda.
Krzycer: Ojej. Ojej. Aj waj. Dobra, najpierw pozytywy. Widzimy zwykłych ludzi, cieszących się z tego, że Rogue udziela im pomocy. To dobrze, bo w głównej serii te wszystkie "koniec wojen, koniec głodu, koniec strachu" są przedstawione dość abstrakcyjnie, twórcy każą nam się domyślać jak ludzkość reaguje na swoich zmutowanych zbawicieli. Tak, jak każą nam się domyślać, co w tej chwili myślą o Avengers. Poza tym... Pozytywy, pozytywy... no, okładka jest rewelacyjna. To naprawdę fajna okładka.
Ale wreszcie trzeba ją przewrócić i przejść do treści. I co tu mamy? Carol chce tylko pogadać z Rogue, naprawdę! Więc te 3/4 komiksu, przez które się obijają, to nie służąca niczemu wata. Ale, hej, to komiks! W komiksach zawsze jest więcej bijatyk niż treści, prawda?
Tylko czemu tej bijatyce towarzyszy taki straszny słowotok? I to jeszcze naćkany tymi koszmarnymi "ojej, Rogue, jesteś taka wspaniała", "kurczę, zazdroszczę jej", "tyle osiągnęłaś!", "no, fajnie, nie? Jak niefajnie, jak fajnie? Nie?".
...ok, może przesadzam. Ale Gage zaczyna mnie już naprawdę, naprawdę wkurzać. Ma w tym tytule sporo - może nawet większość - moich absolutnie ulubionych mutantów, i regularnie wypluwa coś, co czasami ledwo da się czytać.
Ok. Ok. Spokojnie. Dobrnijmy do końca. Więc co Carol chciała koniecznie powiedzieć Rogue? "Uważaj". Oczywiście, zajmuje jej to kilka przepełnionych dymkami stron, ale do tego się sprowadza. I w tym momencie naprawdę byłoby miło, gdyby Gage zechciał sięgnąć po ostatni numer runu Carey'a i przeczytać pożegnanie Rogue z Cyclopsem.
Ok. Spokojnie. Dobrnijmy do końca. Już tylko dwie ostatnie strony i... no żeż $&$^&! Subtelności, na imię ci Christos N. Gage. Jasne, w odkryciu, że Phoenix Five tracą kontakt z rzeczywistością i tak naprawdę są źli, choć może nie zdają sobie z tego sprawy, nie ma nic szczególnie zaskakującego, ale... serio? Serio? Dlaczego wyrywałem się do streszczania tej serii? F*ck (czyt. foch).

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0254a.jpgSpider-Men #2 (Pichelli Variant)
Autor: Sara Pichelli

Hotaru: Świetna okładka idealnie clou tego numeru. Kompletny brak tła pozwala nam skupić się na tym, co istotne. To dwóch Spider-Manów, różniących się wiekiem, wyglądem, doświadczeniem, światami. Ciekawych siebie nawzajem. Nie wiedzących, czego spodziewać się po tym drugim, ale gotowych sobie zaufać. Zero tła, jeden kadr, dwie postaci, setki znaczeń.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.06.27

Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.