Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse Movie Special #3: The Avengers

avalonpulse0.png
Środa, 16 maja 2012Filmowe wydanie specjalne #3



Najbardziej oczekiwany film wśród fanów Marvela wreszcie trafił do kin. Avengers triumfalnie przchodzą przez kina świata i na chwilę zatrzymali się na Avalonie, aby posłuchać co o nich napisali użytkownicy największej polskiej strony o komiksach Marvela. Chcesz dołączyć do nich? Tylko uważaj, w środku możesz zastać grube spoilery.



The Avengers


Uxer: Film Whedona to idealna mieszanka tego, co nie tylko powinien polubić komiksowy nerd, ale też normalny bywalec kina - zwłaszcza rozrywkowego: inteligentnej akcji, wysokiej klasy efektów specjalnych, stosownego humoru, solidnych dialogów, świetnego aktorstwa i dobrze poprowadzonej fabuły. Ta ostatnia może nie należy do specjalnie skomplikowanych i zawiłych, jednak w żadnym razie nie zmienia to faktu, że film nie jest pozbawioną sensu sieczką, o co można by go było posądzać, kierując się tylko pozorami. Opowiada nam historię, która ma w sobie więcej głębi, a jej bohaterowie są bardziej barwni niż w niejednej produkcji tego gatunku. Wiele kontrowersji przed oficjalną premierą budziła kwestia rasy kosmitów, których główny bad-guy, to jest bóg kłamstw Loki, wykorzysta do ataku na Ziemię. Tymczasem po seansie czuje się, że mimo epickiej finalnej bitwy, którą bez wątpienia można nazwać największą taką walką w historii kina komiksowego, to nie jest film opowiadający o inwazji i podboju planety przez owładniętego żądzą zemsty oraz władzy za każdą cenę, pokrzywdzonego i zakompleksionego Asgardianina, lecz film opowiadający o walce między poszczególnymi herosami. Nieodzownym elementem "Avengers" jest ukazanie relacji tych ludzi, ich konfliktów oraz emocji. Aż w końcu, jak w imię wyższych wartości decydują się stawić czoło wspólnemu wrogowi. Gdzieś na forum czytałem opinię o filmie "X-Men: First Class". Wówczas autor zachwycał się tym - skądinąd genialnym - obrazem o mutantach. Wyraził on zainteresowanie, czy "Avengers" da radę przedstawić tak dobrze działania zespołowe, jak to uczyniła wspomniana "Pierwsza klasa". Teraz mogę mu odpowiedzieć, że nie tylko "Avengers" się to udało, ale też poprawił dzieło poprzednika.

01%20%28Kopiowanie%29.jpgŁukasz: Scarlett bardzo dobrze nauczyła się kilku kwestii w języku rosyjskim a moment gdy wie, że to jej przypadnie rekrutowanie Bannera i słowa które przy tym wypowiada, czyli "Boze moj" jest znakomity. Wcześniejsze sceny gdy rozmawia z nią Skolimowski który gra rosyjskiego pułkownika, są też znakomite, napięcie podczas ich dialogu czuć w powietrzu.
Najśmieszniejszy jest dla mnie duet Iron Man/Hulk. Szczególnie scena końcowa gdzie Iron Man po uratowaniu świata i przy okazji NY, leży zdawało by się martwy, a Hulk na niego krzyczy, co sprawia, że Tony otwiera oczy, a słowa które z jego ust (Tony'ego Starka) w tedy padają wywołują bana na twarzy.
Szkoda mi, że tak mało czasu ekranowego otrzymał Hawkeye, ale mam nadzieję, że jego postać rozwinie jeszcze skrzydła w drugiej części. Tu a to na początku filmu go Loki zaczarował robiąc z niego kukiełkę wykonującą posłusznie rozkazy, a to dostał po głowie od Nataszy, a to znów bardzo się poobijał ratując się przed atakiem obcych. Wątek Nataszy bardzo dobrze poprowadzony która razem, a zarazem niezależnie od Iron Mana przyczyniła się do zamknięcia portalu przez który kosmiczna armia dostała się do naszego świata.
Film widziałem już kilkukrotnie, wielu już może się domyśliło w jakiej wersji, ale po prostu nie wytrzymałem i musiałem go obejrzeć.
Nabijanie z się z Thora przez Starka, fenomenalne: "Szekspir w parku"
Moja ocen 9,7/10.
Bardzo dobrze też pokazano alternatywne, błyskawiczne zakładanie zbroi Iron Mana przez Starka, które nastąpiło w nieco ponad 10 sekund. A to dlatego, że jeśli nie ubrał by się w nią to została by po nim tylko mokra plama na chodniku przez jego STARK TOWER.

Volf: No i obejrzane. Zdecydowanie najlepszy film Marvel Studios, równie dobry co X-Men First Class i nieco słabszy niż Dark Knight i Kick-Ass. Mimo że zwiastuny pokazywały sporo akcji, to na szczęście naprawdę dużo zostało zachowane na sam seans. 3D zrobione zostało na tyle solidnie, że to, że dystrybutor zmusza nas do oglądania filmu właśnie w tej wersji nie doskwiera aż tak bardzo. Efekty specjalne na najwyższym poziomie, ich ilość również satysfakcjonuje. Zawiązanie akcji całkiem sensowne, no i przede wszystkim - wszyscy bohaterowie zostali odpowiednio wyeksponowani. Każdy ma kilka badassowych scen, doskonale nakreślony charakter (no może Hawkeye ciut odstaje od reszty), a sceny interakcji między poszczególnymi postaciami są zwyczajnie świetne. Nie brakuje też mrugnięć do fana komiksów - Hulk Smash Puny God jest chyba najlepszym. Ogólnie zbalansowanie humoru jest świetne - kilka razy parsknąłem śmiechem, ale żadna poważna scena nie została zepsuta gagiem, ani też w żadnym momencie nie czułem, że ktoś zbyt usilnie próbuje mnie rozśmieszyć i mu to nie wychodzi. Generalnie to film jest dwugodzinnym nerdgazmem.
Jeszcze słówko o tłumaczeniu (oglądałem jedyną słuszną wersję, czyli z napisami). Tłumacze poradzili sobie całkiem nieźle, żadnych gigantycznych wtop nie stwierdzono, choć pojawiały się momenty, kiedy mój zawodowy zmysł podpowiadał, że "to można było przetłumaczyć lepiej". Ale ogólnie - robota wykonana solidnie.
No i scena po napisach - uśmiech Thanosa po usłyszeniu, że będzie mógł poigrać ze Śmiercią był kapitalny

Arachnid: Gdzie widzisz siebie za kilka lat? Co będziesz robić? To pytania na które niespecjalnie lubię odpowiadać, gdyż zazwyczaj moja odpowiedź ogranicza się do "a skąd niby mam to wiedzieć". Ale nie zawsze tak jest. Kiedy 4 lata temu podczas seansu "Iron Mana", z ust Samuela L. Jacksona, grającego Nicka Fury'ego padły legendarne słowa: "I'm here to talk to you about the Avenger Initiative", dokładnie wiedziałem, że w niedalekiej przyszłości będę siedział w kinie i rozkoszował się filmem "The Avengers". Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że po drodze czeka mnie jeszcze kilka filmów z solowymi przygodami poszczególnych bohaterów, ale z każdym filmem utwierdzałem się w przekonaniu, że film "The Avengers" muszę obejrzeć i to koniecznie.
I nareszcie po pięciu niesamowitych filmach nadeszła pora na ukoronowanie pracy Marvel Studios. Wisienkę na torcie, którą bez wątpienia jest film "The Avengers". Film na który z niecierpliwością czekaliśmy od kilku lat. Czy było warto czekać? OCZYWIŚCIE.
Film ten jest rewelacyjny. Reżyser Joss Whedon, który dał nam wspaniałe "Astonishing X – men", również i tym razem odwalił kawał dobrej roboty. Nie tylko udało mu się wrzucić do jednego filmu indywidualności, takie jak Stark, Hulk, Thor czy Cap, ale niezwykły sposób ukazał relacje łączące poszczególnych bohaterów.
Świetna gra aktorska to fenomen tego dzieła. Robert Downey Jr. po raz kolejny pokazuje, że obsadzenie go w roli Tony’ego Starka było strzałem w dziesiątkę. Jest zabawny, sprytny, chwilami nieodpowiedzialny, ale też skory do największych poświęceń.
Chris Evans jako Captain America również wypada świetnie. Jego kostium z solowego filmu podobał mi się dużo bardziej, ale i do tego szybko się przyzwyczaiłem. Ponadto bardzo podobała mi się scena, w której wspomina swoją przeszłość, odreagowując swój gniew na worku treningowym.
Chris Hemsworth potwierdził, że jest stworzony do roli Thora. Jego konfrontacje z Capem, Iron Manem, i przede wszystkim z Hulkiem wypadają znakomicie.
Bardzo ciekawiło mnie jak Mark Ruffalo poradzi sobie z rolą Bruce'a Bannera i czy uda mu się godnie zastąpić Edwarda Nortona w tej roli. Otóż udało mu się. Hulk w tym filmie miażdży dosłownie i w przenośni. Sceny z jego udziałem zapadają w pamięć, zwłaszcza scena z Lokim.
Scarlett Johansson w roli Black Widow wypada tutaj o niebo lepiej niż w sequelu Iron Mana. Bardzo rozwinięto jej postać, co bardzo mnie cieszy. Pokazała nie tylko swoją zwinność i umiejętność walki, ale również niezwykłą zdolność uzyskiwania potrzebnych informacji. Do tego jeszcze tajemnicza przeszłość i rosyjskie pochodzenie. Naprawdę bardzo pozytywne zaskoczenie jeżeli chodzi o tę postać.
Jeremy Renner jako Hawkeye prezentuje się również bardzo dobrze, choć w porównaniu do pozostałych wypada dosyć blado. Aczkolwiek w finałowej walce jest całkiem niezły.
Nick Fury wypada również bardzo dobrze. Maria Hill całkiem przyzwoicie. A agent Coulson ze swoim zamiłowaniem do bohaterów jest po prostu rewelacyjny.
Ale czymże byliby bohaterowie bez swoich przeciwników? Cóż, zapewne nadal byliby bohaterami, tyle że mniej zajętymi ratowaniem świata itp. Tutaj ponownie głównym "złym" jest Loki. I o ile rola ta bardzo podobała mi się w "Thorze", tak tutaj podoba mi się ona jeszcze bardziej. Loki w wykonaniu Toma Hiddelstona jest genialny.
Postaci jest dużo, ale nikt się wybija. Nie ma centralnej postaci, tylko każdy dostaje odpowiednią ilość czasu ekranowego. I tak właśnie powinno być w filmie opowiadającym o drużynie.
W "The Avengers" dostajemy bardzo dużo akcji i sporą dawkę humoru. Przy niektórych scenach widzowie na sali wybuchali gromkim śmiechem. Humor nie jest tutaj wymuszony, a zabawne sceny są rewelacyjne. Oprócz sceny, w której Hulk poniewiera Lokim, do moich ulubionych zaliczyłbym Starka nabijającego się z Thora, w szekspirowski stylu, oraz tekst Capa: "To jest zasilane elektrycznie" – bezcenne.
Jak już wspominałem na brak akcji nie można narzekać. Dodajmy do tego świetne walki, zwłaszcza tę ostatnią i niesamowicie przedstawioną współpracę zespołu, a otrzymamy niezwykłe arcydzieło.
W samym zakończeniu bardzo podobało mi się zbliżenie na zniszczoną Stark Tower, z której poodpadały dwie pierwsze i dwie ostatnie literki i dzięki temu wiemy gdzie będą mieli swoją siedzibę nasi bohaterowie. Taki mały Avengers Tower Origin.
Co do sceny po napisach, to dosłownie szczęka mi opadła. Spodziewałem się zbliżenia na jakieś laboratorium, na którego drzwiach widniałoby nazwisko Pym. Jakieś zbliżenie na mrówkę. Albo nawet zbliżenie na posąg pantery w pewnym afrykańskim kraju. Przy takich scenach również byłbym zaskoczony, ale obecności Thanosa w życiu bym się nie spodziewał. Szkoda, że w kinie nie pokazali drugiej sceny, mniej zaskakującej, ale zabawniejszej.
Podsumowując The Avengers jest filmem wyjątkowym. Ponad dwie godziny, a ani przez ułamek sekundy się nie dłuży. Dużo akcji, świetne aktorstwo, niezwykłe interakcje miedzy bohaterami, rewelacyjne walki i spora dawka humoru. Zalety tego filmu można wymieniać bez końca.
Jeszcze kilka lat temu nikt nie przypuszczał, że Mściciele zagoszczą na dużym ekranie. Jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie przypuszczał, że film ten osiągnie tak niewyobrażalnie ogromny sukces. A jednak udało się. Niedawno życzyliśmy sobie na forum, aby film "The Avengers" nie zawiódł naszych oczekiwań. I udało się. Nie tylko nie zawiódł, ale przekroczył najśmielsze oczekiwania. Ten film to arcydzieło.
11 maj to dzień, w którym spełniło się marzenie niejednego fana Marvela w Polsce. Dzień na który czekaliśmy od wspomnianej już przeze mnie sceny końcowej z "Iron Mana". I jest tylko jedno wyrażenie, którym chciałbym zakończyć tę recenzję: AVENGERS ASSEMBLE!!!!!

question: Czekałem na ten film od 4 lat. Kiedy dowiedziałem się że za kamera stanie Whedon (którego dokonania uwielbiam) zacząłem się naprawdę ekscytować. Dlaczego? Bo Joss udowodnił już wielokrotnie że rozumie "dynamikę grupy",czyli że potrafi konstruować fabułę w której każda postać jest równie ważna i ma swój moment w którym może zabłyszczeć. Dlatego też filmowi mściciele uniknęli kompleksu na który cierpi np trylogia opowiadająca o przygodach X-Men, gdzie na głównym planie jest Wolverine, a cała reszta mutantów odgrywa role drugoplanowe.
Tutaj każda z postaci jest równie ważna, a przeciwników udaje się pokonać dopiero dzięki grze zespołowej. Kolejna rzecz która wypadła świetnie to droga którą bohaterowie muszą pokonać by naprawdę stać się zespołem. W The Avengers mamy przecież do czynienia nie z bandą wyrzutków których jednoczy wspólna sprawa, ale z gromadą silnych osobowości, które zderzają się ze sobą. Prowadzi to do dwóch rzeczy. Kiedy w końcu przestają się kłócić i jednoczą siły przeciwko Lokiemu, widz ma wrażenie że widzi postacie z krwi i kości a nie gromadkę stereotypów w mundurkach Power Rangers. Poza tym każdy fan chce zobaczyć na ekranie pojedynek Thora z Hulkiem, czy Thora z Iron Manem.
Kolejnym pozytywnym posunięciem jest fakt że cały film został okraszony sporą ilością humoru. Zaczynając od kąśliwej wymiany zdań z której słynie Whedon, a kończąc na czystym slapsticku ("puny god"). Spójrzmy prawdzie w oczy, taki film jak "The Avengers" ciężko traktować poważnie.
W podsumowaniu ten film jest świetny. Dla fanów komiksów Marvela to spełnienie marzeń, dwugodzinny orgazm który kończy czteroletni stosunek seksualny. Dla ludzi nie mających pojęcia o komiksowym pierwowzorze - świetna rozrywka. A jeśli choć jeden z nich bo wyjściu z kina sięgnie po komiks, wygrywają wszyscy. No może poza udziałowcami Warner Bros, którzy właśnie myślą kogo zwolnić.

1%20%28Kopiowanie%29.jpgTosca: Ojej, jaki ładny film. Lubię filmy akcji, w których nie ma przynudzania i tu się nie zawiodłem. Dialogi były konkretne i w odpowiednim momencie przerywane akcją (najlepiej to widać w zdmuchnięciu Thora przez Starka).
Na seansie w Bałtyku o 18:00 garstka ludzi, więc oglądało się całkiem miło. Poza tym ludzie chyba kumali świat komiksowy, bo właściwie ( ) reagowali na to co zobaczyliśmy na ekranie. Moja niepodzielna uwaga (nadwyrężona przez 3D, podziwianie efektów i czytanie napisów) nie pozwoliła na zwrócenie uwagi na muzykę, szkoda.
Zamiast pisać, że to "najlepszy film na podstawie komiksów" (błagam, ochłońmy trochę; nie piszmy tego pod wpływem chwili), napiszę o scenach, które - jak w każdym filmie - być muszą i są tak naciągane i banalne, że mała bania.
1. W jaki sposób Kapitan dostał się tam, gdzie się dostał? Po helicarrierze Shield ot tak można sobie chodzić i wchodzić do magazynu broni? Rozumiem, gdyby wywalił się tam Hulk albo Thor podczas bójki, ale sam jeden Cap?
2. Druga sprawa to zakończenie: Chitauri mogli nie dysponować bronią masowego rażenia (chociaż pewnie mogli, prawda?), ale że nie zestrzelili pocisku i Iron Mana gdy wleciał w ich przestrzeń? Mieli go na dłoni, a przepuścili taką szmatę między statkami i pozwolili mu eksplodować w jakimś statku-bazie. Głupie to było. Poza tym pocisk miał eksplodować nad Manhattanem, a zdążył jeszcze przelecieć spory kawał drogi.
Więcej grzechów nie pamiętam. Na film pewnie pójdę jeszcze raz, więc może coś tam wypatrzę, chociaż nie chcę się czepiać fikcji, bo w końcu jest fikcją. No ale brak logiki jest brakiem logiki i to trzeba plenić.
Dziękuję. Zaliczone.

evans: Co do rakiety to nie wiadomo czy miała ona ustawioną detonację na czas czy na kontakt z czymś. Jeśli na to drugie to normalne, że wybuchła dopiero jak w coś uderzyła. A czemu nikt jej ani Starka nie atakował? Armia Lokiego była przygotowana na ofensywę, mają portal, wlatują i rozwalają wszystko. Raczej mało kto w takiej sytuacji, szczególnie, że się nie spodziewali wyrównanej walki po stronie ziemian, że czuli się o wiele silniejsi, będzie się bronił po drugiej stronie portalu. Będzie obserwował czy nie leci w niego jakiś nieznany obiekt. Takie jest moje zdanie.
Z kolei ja wyłapałem literkę "A" z wieży Starka która spada przy okazji walki Lokiego i Thora (chyba ich, ale spada na pewno) a po walce jest na wieży już tylko ona. Wiadomo, nawiązanie do przyszłej siedziby Avengers ale nie potrzebnie pokazywali, że akurat A spada.
I widziałem sporo opinii, że Hawkeye mało pokazał, że go było mało przez to, że go Loki opanował na początku. Według mnie bzdura. Każdy miał mniej więcej tyle samo czasu. I Clint wypadł świetnie. Chociaż szkoda, że go Natasza pokonała ale ogólnie mi się podobało jego zachowanie w filmie. Miał swoje teksty. Fajnie też pokazali jak się zaczął przejmować szkodami jakie wyrządził będąc pod kontrolą Lokiego. No i strzała lecącą prosto w oko Lokiego... i bum

Gieferg: W kinie morda mi się nie przestawała cieszyć przez sporą część seansu, ubaw po pachy, Michael Bay powinien sobie załatwić u Whedona korepetycje w zakresie kręcenia filmu z humorem, który autentycznie bawi, a nie żenuje. Whedon za to powinien się nauczyć paru kwestii technicznych; lekcja 1 - takich blockbusterów się nie kręci w gównianym 1.85:1 (którego ciasnota psuła mi radość z seansu bardziej niż jakiekolwiek inne wady). Poza tym mamy bardzo mało lokacji, a spora część filmu dzieje się w nocy co też potęguje jakąś taką, irytującą kameralność. Dlatego ten film nigdy nie będzie miał u mnie 10/10. Po prostu od strony prezentacji/strony wizualnej pozostawia wiele do życzenia. Szczególnie bolesne gdy wziąć pod uwagę, że poprzednie filmy z MCU nie miały takich problemów. W tym aspekcie Michael Bay Whedona zwyczajnie przeżuwa i wypluwa. Ale tylko w tym.
Największym plusem jest czwórka głównych bohaterów pozytywnych, jeden negatywny i świetnie przedstawione relacje między nimi, na dokładkę Fury, Wdowa, Hawkeye i Coulson, którzy też spisują się jak należy. Boli jednak to, że tak świetnie przedstawieni bohaterowie nie mają poza Lokim żadnych wartych uwagi przeciwników, bo masa anonimowych kosmitów, którzy jedynie groźnie wyglądają i nie potrafią w sumie nikomu zrobić krzywdy trochę psuje wrażenie. Brak też jakiegoś rzeczywiście epickiego finałowego pojedynku, ale za tym nie płaczę, bo ostatni pojedynek w tym filmie , choć krótki, po prostu wymiata
Hulk jest lepszy niż kiedykolwiek przedtem, z tym że The Incredible Hulk jako film jest teraz zdecydowanie najmniej potrzebną częścią całości. Raz, że zmieniono aktora grającego Bannera, dwa - zmieniono design samego Hulka, trzy - sama historia z TIH ma najmniej związku z Avengers spośród wszystkich filmów z serii. W przeciwieństwie do Irona Mana, Thora, czy CA:FA, zabierając się za Avengers ten film można spokojnie pominąć i niewiele się straci. Nawet scena ze Starkiem nie wydaje się do niczego pasować - shorcik pt "Konsultant" wygląda mi teraz na próbę dopisania do niej sensu po tym jak twórcom zmieniła się cała koncepcja, bo scena rozmowy z Rossem, sugerowała jak dla mnie zupełnie co innego niż próbują nam wmawiać w "Konsultancie".
A samo Avengers to mimo wyżej wymienionych wad i tak najlepszy film w całym MCU, choć tylko trochę przed pierwszym Iron Manem.
8/10 ze sporą szansą na 9 po drugim seansie (bez gównianego 3D).

ZERO: Widziałem film dwa dni temu ale dopiero teraz emocje opadły na tyle że mogę napisać coś więcej niż "ŁAAAAAAAAAAŁ".
Akcja jest idealnie rozłożona, nie ma nudnych i niepotrzebnych scen, żarty wstawione w odpowiednich momentach sprawiają, że film nie jest infantylny co jest naprawdę trudnym wyzwaniem przy tej tematyce.
Jest wszystko to, co nerdy kochają najbardziej, pełno smaczków i postacie żywcem przeniesione z kart komiksu a dla zwykłego widza po porostu wielka porcja czystej rozrywki, każdy tu znajdzie coś dla siebie.
Wiadomo że nie było idealnie, znalazło się parę drobnych wtop (np. Fury strzelający z bazooki do samolotu z bombą atomową). Początek moim zdaniem trochę zbyt chaotyczny ale z czasem jest już tylko coraz lepiej i zapomina się o tym wszystkim. Niektórzy mogą powiedzieć że za dużo patosu ale tutaj było to akurat niezbędne, przecież to film o Avengers, musi być epicko!
Muszę przyznać, że bardzo bałem się o to czy uda się przedstawić aż tyle postaci w jednym filmie tak żeby każda była wiarygodna i żeby przy tym fabuła się nie rozlazła jak to miało miejsce np. w "X-Men 3". Na szczęście moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebne. Whedon udźwignął ciężar doskonale, każda postać ma swój charakter i historię. Każda zupełnie inna wyjęta ze swojego świata, wydaje się że nie mają szans na to by stworzyć drużynę.
Tony zarozumiały i nie podchodzący do niczego poważnie, Steve staroświecki i zagubiony w tych dziwnych czasach, skomplikowana relacja Thora z Lokim. Hawkeye i Black Widow zdecydowanie zasługują na własny film. Hulk miał wszystko to czego brakowało mi w poprzednich jego filmowych kreacjach. Każdy miał swoje momenty.
Avengers to niezaprzeczalnie kamień milowy kina superbohaterskiego, konkurencji ciężko będzie to przebić. Whedon otworzył też mnóstwo możliwości jeśli chodzi o przyszłe produkcje Marvela. Na pewno będę musiał jeszcze parę razy obejrzeć żeby wszystko przetrawić. Wciąż ciężko mi jest uwierzyć że obejrzałem film o którego powstaniu kiedyś nawet nie śmiałem marzyć, po prostu ciągnąca się seria nerdgazmów.
THANOS! mózg roz...any! nigdy bym nie uwierzył że poruszą akurat taki wątek. Szykuje się kosmiczna saga na miarę gwiezdnych wojen jeśli nie lepiej.

2%20%28Kopiowanie%29.jpgDelirium: Oczywiście musiałem zaliczyć pokaz w dniu premiery, bo rozsadzała mnie ciekawość i oczekiwania. Niestety, moje oczekiwania przerosły rzeczywistość do tego stopnia, że film praktycznie nie był w stanie im sprostać Powiem więcej: nie zdołał przeskoczyć poprzeczki, którą wysoko ustawił pierwszy Iron Man. Jest dobry, nawet bardzo dobry, ale nie genialny – a taki właśnie miał być.
No dobrze, to teraz parę konkretów i uwaga na spoilery, jeśli ktoś jeszcze nie oglądał.
Główny wątek fabularny jest dobry i dobrze poprowadzony. Loki w swoim zapędzie do władzy skumał się z kosmitami, którzy stanęli za jego plecami w poszukiwaniu jeszcze większej potęgi i władzy. Pozostaje tylko pytanie, jak w tym filmowym uniwersum umiejscowiony jest Asgard? Bo tutaj wygląda to tak, jakby był jedną z wielu planet, a nie innowymiarową siedzibą bogów. Zachowania Lokiego z jednej strony pasują do jego charakteru, ale z drugiej są trochę dziwne. Wyglądają jakby celowo działał od początku w kierunku rozbicia Avengers, tylko skąd w ogóle wiedział, że oni powstaną i to w takim właśnie składzie? To prowadzi do kilku sytuacji, w których aż ciśnie się na usta pytanie: jak to możliwe? Na przykład w kilku momentach zostawiają Lokiego samego, a on nie wykorzystuje okazji, żeby zwiać, albo coś namącić. Największą dziurą jest natomiast zniknięcie z radaru złych gości podczas ataku na Hellicarrier. Atakują, a film skupia się całkowicie na bohaterach na kilkanaście minut, całkowicie ignorując inne wydarzenia, jakby ci źli dali im czas na pozbieranie się, popijając kawę. Nie podobały mi się też manipulacje Hawkeye'm. Loki go macnął i wszyscy przeszli do porządku dziennego nad tym, że teraz jest zły, a potem uderzył się w głowę, przeszło mu i nikt nie zadawał pytań. No i najważniejsze: kwestia śmiertelności w tym filmie. Jest to przedstawione tak, jakby Coulson był jedyną ofiarą całej tej nawalanki, podczas gdy jest praktycznie niemożliwe, by nikt inny nie zginął ani podczas ataku na Hellicarrier, ani podczas wielkiej bitwy w NYC. Albo po prostu nie ma to znaczenia, bo tylko śmierć Coulsona jest ważna dla fabuły. (Swoją drogą, ciekawe czy to definitywny koniec, czy zobaczymy go w kolejnych filmach np. jako LMD?) I na koniec jeszcze jedna rzecz, której mi brakowało, to porządna ścieżka dźwiękowa. Za sprawą zwiastunów, wyczekiwałem na moment, kiedy podczas wielkiej rozróby zabrzmi "We're In This Together Now" NIN, a tu dupa. No i niestety trafiłem na seans 3D, więc się męczyłem w tych głupich brylach podczas gdy efekty powalające nie były.
A teraz o tym, co mi się podobało. Po pierwsze: Hulk. Obawiałem się, jak zostanie tu poprowadzony, a okazało się, że nie tylko Banner, ale i Hulk wybijają się przed resztę obsady. Zwłaszcza starcie Hulk vs. Loki było zajebiste! A i podczas finałowej bitwy sprawdził się świetnie. Po drugie: Iron Man. Nie ma wątpliwości, że Robert Downey jr. jest gwiazdą tej obsady i nie tylko gra Tośka, ale wręcz staje się nim całkowicie. W tym filmie to on jest bohaterem dynamicznym, który z kpiarza zmienia się w bohatera gotowego poświęcić się dla dobra wszystkich. No i ma u boku Pepper, co również punktuje mu na plus. Po trzecie: humor. Jest właśnie taki, jakiego spodziewałem się po filmie Whedona i absolutnie nie zawodzi. Może nie było zbyt wielu mrugnięć w kierunku geeków, ale za to nie raz cała sala ryczała ze śmiechu. W dalszej kolejności wymieniłbym Black Widow, która ma wiele niezłych momentów, bardzo efektowne pojedynki, brak przesadnego patosu i klisz oraz kilka miłych dla oka szczegółów (jak start Hellicarriera, wzmianka o Jane Foster, migawki z poprzednich filmów na ekranach itd.). No i oczywiście Thanos. Chociaż podejrzewam, że większość kinowej publiczności nie miała zielonego pojęcia, kto zacz (i nadal czekała na jakąś zaskakującą scenę po napisach).
Tak więc, w ogólnym rozrachunku jest dobrze, chociaż byłoby o wiele lepiej, gdyby nie diabełki, tkwiące w szczegółach. Nie mam jednak wątpliwości, że film będzie hitem i zarobi kupę kasy. Nie mam też wątpliwości, że niektórzy nazwą go najlepszym z komiksowych filmów, bo może się podobać. Ba, nawet może budzić reakcje emocjonalne, bo dwie dziewczyny siedzące obok mnie prawie się poryczały, jak Antoś spadł z nieba i nie dawał znaków życia Innymi słowy: jak najbardziej polecam, tylko zróbcie sobie przysługę i przed seansem zostawcie oczekiwania w domu

Skulker: OK, wszyscy wiemy że Avengers byli boscy. Dla mnie 9/10 moje 9,5 (Drugi najlepszy film komiksowy po "Dark Knight", ale jeszcze nie oglądałem "Kick-Ass", więc to może się zmienić). Nie ma sensu pisać co mi się podobało bo raz że wszyscy już wymienili najlepsze momenty, dwa że to zajęłoby by zbyt długo. Zamiast tego przyczepię się do kilku szczególików.
1. Czas ekranowy. Wiedziałem że nie można było dać wszystkim równego czasu i że Stark ukradnie największy kawałek ciasta. Co mnie lekko nie zadowoliło to Hawkeye. W Thorze miał jedną scenę, więc myślałem że teraz to poprawią. A tu rozczarowanie. Na szczęście Clint nie jest moim ulubieńcem.
2. Pamiętacie jak w późniejszej części walki Steve mocno dostał? Albo Hulk wpadł w deszcz laserów. Myślę że chcieli wtedy pokazać jak beznadziejna jest sytuacja, że mimo wszystko nie mogą wygrać (myślę ze była jakaś smutna muzyka wtedy). I to było by niezłe, ale przed chwilą powiedzieli nam jak zamknąć portal. Po co taki dramat skoro wiemy jak zaraz wygrają. Myślę że powinni zamienić te sceny miejscami.
3. Loki. Na początku był bardzo dobrym przestępcą (nawet lubiłem jego filozofię o wyższości nad ludźmi, choć była dziwna). Ale w czasie tej wielkiej bitwy nie zrobił nic. Po prostu nie czuł się jak ktoś godny stawić czoła Avengers. Jak Hulk pomiatał nim po sali to było super (jedna z najlepszych scen) ale mógł chwilę wcześniej postrzelać laserami czy coś.
4. Najmniejsza uwaga: Jak Thor uwolnił się z tego kontenera, skoro to miało utrzymać Hulka? I skąd w ogóle pomysł że o by go zabiło, już raz coś takiego przeżył. Poza tym mógł po prostu polecieć.

czarny_samael: Co do poprzednich opinii dodałbym jednak, że to Iron Man był - i to zdecydowanie - głównym bohaterem filmu. Hulk i Thor to były śmieszne koksy, z których Stark mógł się pośmiać. Najbardziej ludzki, główna scena filmu była jego, to on zajął się rozpracowaniem SHIELD itd.
Hawkeye miał swoje momenty, może nie z punktu widzenia charakteru, ale dla jego fanów ta supercelność była zapewne ważniejsza. Najmniej w tym kontekście było widać Capa, którego fanów mi prawie żal, choć nie znoszę jego komiksowej wersji, Thora który był po prostu bratem Lokiego i - tu ubolewam najbardziej - samego Lokiego. Byłem chyba jedyną osobą która nie śmiała się gdy Loki oberwał od Hulka. Fanboyism wygrał i jeden z moich ulubionych villainów po prostu miał pokazać jak jest niebezpieczny. Ostro mnie to ubodło.
Jednak bonus... Ten cudowny bonus... Mógłbym połowy filmu nie widzieć, ale przedstawienie Thanosa jako kolejnego wroga daje 10/10. Po prostu.
I wiem, że jak w następnym filmie Mad Titan, nie skopie tyłków tym Avengers, wszystkim naraz i to jeszcze gdy będą się wzmacniać jakimiś atomówkami, to kolejny film dostanie 0/100 Mają użyć jakiejś super broni, czy innego taniego chwytu - nie wiem. Badassowość Tytana ma być podkreślona i koniec

3%20%28Kopiowanie%29.jpgadolf: O filmie powiedziano już wszystko. Ja powiem tylko to czego nie powiedziano. Nie podobało mi się, że było tak mało Hawkeya, ale za to jego kołczan był genialny. Duży - pomieści sporo amunicji, sterowany przyciskiem na łuku, który dopasowywał groty, no i lina wystrzeliła z niego, a nie ze strzały. Realizm pełną gębą, Green Arrow się może schować.
Śmierć Coulstona to bolesne przeżycie. Wywołało u mnie koszmary. Dlatego uważam ten moment za genialny. Nie chce wnikać czy przeżył, czy nie, to się okaże kiedyś. A sam fakt, że się zastanawiamy to już dodatkowy plus za tajemniczość i niejasności (karty w szafie).
Dużo pytań zostało bez odpowiedzi. Co się stało z War-Machine? Pewnie w jakimś komiksie będzie pokazane jak walczył gdzieś na przedmieściach, ale fani mogli odczuć jego brak w filmie. Najpierw na siłę się go wprowadza w dwójce, a teraz nawet wzmianki?;
W filmie pojawiło się małe nawiązanie do innego bohatera. Można się kłócić, że to nie nawiązanie, ale ja nie wierzę w przypadek: "Ty mrówka, ja but". Dodatkowo potraktowano to w formie humorystycznej odwracając słowa Lokiego.

Recenzje



Foxdie: Od roku nie czytam niczego ze stajni Marvela, bo poziom ich komiksów w ostatnich latach spadł na pysk i wbił się zębami w glebę. Mimo to na film szedłem podjarany myślą, że marzenie każdego Marvel-fana za chwilę może się urzeczywistnić. Po seansie już wiem, że gdyby komiksy trzymały poziom adaptacji, nadal byłbym stałym czytelnikiem. Czytaj dalej...

Kminek: Równo godzinę temu zakończył się seans "The Avengers". W tym czasie wypaliłem papierosa i wysłuchałem wiadomości wracając do domu. Przywitałem się z rodzicami, włączyłem laptopa i... zacząłem się zastanawiać, jak zacząć poniższą recenzję. Szczerze mówiąc, dalej nie wiem, bo jak zrecenzować film będący spełnieniem marzeń każdego fana Marvela? Czytaj dalej... 

Krzycer: "The Avengers". Film jest dobry. Film jest fajny. Może nawet najfajniejszy z dotychczasowych ekranizacji komiksów Marvela. Ale najlepszy? Idealny? Bez przesady. Czytaj dalej...

Undercik: W momencie kiedy wychodziłem z kina czułem, że czegoś mi zabrakło. Nie żeby film mi się nie podobał, bo był fenomenalny, ale fakt, że po tylu pozytywnych recenzjach nabuzowałem się na nie wiadomo co. Od pierwszego seansu upłynęło trochę czasu i czuję, że to był naprawdę dobry kawał kina superbohaterskiego. A po tym, jak wróciłem z seansu w IMAX-ie uważam, że to idealny film akcji. Czytaj dalej...

Loganek: Joss Whedon może spać spokojnie. Nie dość, że stworzył świetny film, który przyniesie mu sławę, to przypomniał jak powinny i mogą wyglądać adaptacje komiksów – ostatnie dzieła Marvel Studios do najlepszych nie należały. Jedyne zagrożenie może poczuć ze strony Christophera Nolana i nowej odsłony przygód Mrocznego Rycerza. Czytaj dalej...

Uwagi drobne

Foxdie: Ja chciałbym tylko napisać, że scena w której Hulk ciska Lokim na lewo i prawo jak szmatą, po czym rzuca "Puny God" jest jak dla mnie najlepszą sceną ze wszystkich Avengersowych filmów. Czysta esencja komiksowego humoru.

Kisiel: Dokładnie! Mało nie zlałem się ze śmiechu.. ;D

Xavier83: Dodam to tego cios Hulka w Thora po udanej współpracy - uśmiech długo nie schodził mi z ust.

Undercik: Thanos? Ja już chcę GUARDIANS OF THE GALAXY!

Kisiel: Co do tłumaczenia to przetłumaczyli "freaks" jako "mutanci" co tyczyło się avengersów i sporo innych baboli było. Ten kto się tym zajmuje powinien wchodzić na portale o danej tematyce. W tym wypadku powinien wpaść na forum Avalonu. ;P

Gibon: Dokładnie. Wiele razy byłem zadowolony z tego, że znam angielski wystarczająco, żeby samemu sobie przetłumaczyć  I jedno, co mnie denerwowało, to cały czas tłumaczenie S.H.I.E.L.D. jako Tarcza. Ja wiem, że to to znaczy, ale nie mogli zostawić S.H.I.E.L.D.?

ZERO: Znalazło się parę drobnych wtop (np. Fury strzelający z bazuki do samolotu z bombą atomową).

Uxer: Co z tego za wtopa? Może się mylę, ale strzał z bazooki to chyba za mało, by odpalić pocisk w takim myśliwcu, jeśli o to Tobie chodzi.

Gibon: Też mi się wydaje, że pewnie w takim pocisku jest parę zabezpieczeń, żeby nie wybuchnął w sytuacji, kiedy ktoś zestrzeli samolot, który go przenosi.

Idanow: Też mi się wydaje, że pewnie w takim pocisku jest parę zabezpieczeń, żeby nie wybuchnął w sytuacji, kiedy ktoś zestrzeli samolot, który go przenosi.

ZERO: No ale jakby trafił w bombę to trochę słabo by było.

Uxer: Fury działał impulsywnie. Zależało mu na szybkim zatrzymaniu myśliwca i jestem pewien, że nawet będąc świadomym możliwości wybuchu byłby skłonny poświęcić siebie i resztę agentów wokół, by ocalić cywilów lub przynajmniej zmniejszyć siłę zagrożenia.

Idanow: Oj tam, odrobina promieniowania jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. Wystarczy spojrzeć na Bannera.  A tak serio to nawet przy bezpośrednim trafieniu skażenie byłoby niewielkie, bo Amerykanie narozbijali trochę swoich bombowców i generalnie skażeniu ulegał wrak oraz najbliższe kilkadziesiąt metrów. Myślę również, że była to taktyczna głowica, a nie pełnorozmiarowa "atomówka".
A kiedy startuje drugi samolot to dobrze, że Whedon nie "przebadassował" Nicka i ten nie zestrzelił go pistoletem. 

Wilsonon: Tego typu pociski nie wybuchną dopóki się ich nie uzbroi przed wystrzałem. Thor nawet mógłby ją młotkiem naparzać i by nie wybuchła.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie The Avengers


Redaktor naczelny: Undercik
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.