Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "The Avengers" - Kminek

Równo godzinę temu zakończył się seans "The Avengers". W tym czasie wypaliłem papierosa i wysłuchałem wiadomości wracając do domu. Przywitałem się z rodzicami, włączyłem laptopa i... zacząłem się zastanawiać, jak zacząć poniższą recenzję. Szczerze mówiąc, dalej nie wiem, bo jak zrecenzować film będący spełnieniem marzeń każdego fana Marvela?
avengerslogo2.png

Recenzja filmu "The Avengers"


Równo godzinę temu zakończył się seans "The Avengers". W tym czasie wypaliłem papierosa i wysłuchałem wiadomości wracając do domu. Przywitałem się z rodzicami, włączyłem laptopa i... zacząłem się zastanawiać, jak zacząć poniższą recenzję. Szczerze mówiąc, dalej nie wiem, bo jak zrecenzować film będący spełnieniem marzeń każdego fana Marvela? Owszem, film nie jest idealny... i może właśnie od tego zacznę.

Nie wszyscy aktorzy dali radę. Samuel L. Jackson gra dla mnie zbyt zachowawczo, jakby nie do końca wiedział, jak zbudować swoją rolę. W poprzedzających "The Avengers" filmach bawił się odtwarzaniem Nicka Fury’ego, a teraz, wyrastając na jedną z czołowych postaci, nie udźwignął ciężaru bez potknięć. Drugim słabszym punktem jest, po wielokroć już krytykowana, Scarlett Johansson. Ciekawym doświadczeniem było słuchanie jej rosyjskiego, jednak... mimikę twarzy ograniczyła do minimum. Zachwyt, zdziwienie, radość, smutek, nawet miłość zlewa się w jej wykonaniu w jedno.

Co do fabuły, to moim zdaniem scenarzyści przekombinowali z tymi tajemnicami na tajemnicach. Rozumiem, że służyło to tylko do logicznego wyjaśnienia, czemu Avengers chcą być niezależną od S.H.I.E.L.D. grupą, ale tajemnicza "Faza Druga" okazuje się w gruncie rzeczy łatwa do przewidzenia. Mało spójne jest także pojawienie się Thora na Ziemi i przybycie Bannera do obleganego Nowego Jorku.  Powyższe wątki zostały ograniczone do minimum i niestety przez to cały film traci na spoistości.

W pierwszej części filmu kuleją także dialogi. Scena kłótni pomiędzy Mścicielami jest sztuczna, nawet bardzo... Aktorzy rzucają teksty bez przekonania, Captain denerwuje kolejną kwestią "Załóż strój", a Thor tylko stara się być ironiczny. Boli, bo scena mogła być najlepszą w całym filmie.

NIC TO!

Nic to, przy ogromnej ilości plusów. Nic to przy genialnych efektach specjalnych, przy sporych zaskoczeniach i przy akcji, która wywołuje dwu i półgodzinny uśmiech.

04.jpg

Na sam początek Tony Stark. Robert Downey Jr. po raz kolejny udowadnia, że nie znudziła mu się rola Człowieka z Żelaza. Jego przybycie, poprzedzone mocną, wyrazistą nutą zwiastuje niemały kataklizm. Stark bez krztyny litości ironizuje, wyszydza i olew... ekhm, przepraszam, traktuje z góry resztę drużyny. W tym filmie poznajemy także jego dwa nowe oblicza – zakochanego amanta i wzruszonego mężczyzny, któremu po raz pierwszy w życiu prawdziwie na czymś zależy.

Kolejnym, wartym uwagi Mścicielem, jest Captain America. Chris Evans gra dużo pewniej niż w pierwszym filmie, jego Steve jest odrobinę wyobcowanym, ale pełnym ideałów i gorliwości żołnierzem. Genialnym rozwiązaniem reżysera i scenarzysty była sekwencja scen, w której Rogers pokazuje dwóm "mózgowcom" przewagę "starej szkoły" nad rozwiązaniem prywatnego śledztwa za pomocą nowinek technicznych. Jako twardy, zdecydowany dowódca drużyny jest przekonujący, a jego tekst "Bóg jest tylko jeden i na pewno tak się nie ubiera" powinien przejść do historii kina.

Thor, Loki i Hawkeye stoją o szczebel niżej niż dwaj powyżsi panowie, ale trzymają fason.

Syn Odyna jest krnąbrniejszy i bardziej przekonujący jako bóg miłujący Ziemię. Podoba mi się, że charakteryzatorzy nie posunęli się tak daleko, jak w solowym filmie – włosy i zarost boga piorunów wyglądają naturalnie i zdecydowanie lepiej, niż poprzednio. Walka w jego wykonaniu jest niezwykle widowiskowa. Scenarzyści wykorzystali wszystkie zalety Mjolnira opisane w mitach nordyckich ludów, tworząc przewrotne połączenia.

Tom Hiddleston stabilnie kreuje postać skrzywdzonego syna Odyna, dążącego do zagłady naszej planety. Tym razem, dla smaczku dodał jeszcze odrobinę obłędu i - co ciekawe - element humorystyczny [Nikt nie będzie pomiatał bogiem?].

Jeremy Renner przekonuje swoim Hawkeye'em, ale reżyser nie dał mu pełnego pola do popisu. Jego rola polega głównie na prezentowaniu swoich umiejętności strzeleckich i gimnastyki, co jest widowiskowe, ale nie ukazuje całkowicie postaci niepokornego łucznika.

01.jpg

Na koniec zostawiłem największe pozytywne zaskoczenie "The Avengers". To całkiem nowy Bruce Banner. Mark Ruffalo stworzył genialnego bohatera, balansującego na granicy złości i spokoju. Patrząc na niego nie czułem się pewnie (w pozytywnym znaczeniu tego stwierdzenia). W moim odczuciu Bruce Banner rzeczywiście jest tykającą bombą... A Hulk? To gigantyczna, umięśniona apokalipsa niszcząca na swojej drodze dosłownie wszystko. Kiedy trzeba jest straszny, nawet przerażający, momentami zabawny, ale nie śmieszny. W scenach walki jest bez zarzutu. Urzeka w scenie, gdy zdarzyło mu się rozsmarować na posadzce asgardzkiego boga.

O efektach specjalnych nie będę się wypowiadał za dużo. Miażdżą "Avatara" i Harry'ego Pottera starannością i dbałością o szczegóły. Hulk, Iron Man, atak Chitauri - to tylko niektóre z prawdziwych filmowych perełek. Podobnie jest z subtelnymi smaczkami skierowanymi do prawdziwych fanów komiksu. Nie będę ich wymieniał, nie chcę psuć zabawy tym, którzy nie widzieli filmu. Zdradzę tylko, by zachować czujność do końca, bowiem w każdej chwili może pojawić się Stan Lee – ojciec sukcesu Marvela i twórca większości Avengers. Końcówka filmu także jest ukłonem w stronę wiernych fanów.

Nim skończę swoją wypowiedź, nie mogę nie wspomnieć o trzech epickich scenach, które sprawiają, że film ogląda się z wypiekami na twarzy. Pierwsza to rozmowa Tony'ego z Lokim. Ich wymiana zdań jest najlepiej napisanym dialogiem w całym obrazie, a niedwuznaczna uwaga Iron Mana o tym, czego nie może bóg kłamstwa, jest majstersztykiem. Druga scena to sekwencja, w której ukazani są wszyscy walczący Avengers. Od pędzącej w powietrzu Widow, przez tandem Stark – Rogers, aż po Thora i Hulka oraz nieoczekiwany finał ich współpracy. No i finis koronat opus, czyli znany już ze wszystkich trailerów, krąg Avengers. Zjednoczeni, mający wspólny cel i gotowi do walki. Prawdziwi Mściciele, na których czekaliśmy od 2008 roku.

Film jest idealny na piątkowy wieczór, by odreagować stresy całego tygodnia. To rozrywka w najczystszej postaci z najwyższej półki. Gorąco polecam!


Autor: Kminek
Korekta: Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.