Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #153 - Nova vol. 1: Annihilation - Conquest TP

lt%20153s.jpgNova vol. 1: Annihilation - Conquest TP
Scenariusz: Dan Abnett, Andy Lanning
Rysunki: Sean Chen, Brian Denham
Okładka: Adi Granov
Ilość stron: 168
Cena okładkowa: $17,99
Rok wydania: 2007
Zawiera: Nova vol. 4 #1-7

Demogorgon: Wielu twierdzi, że w dzisiejszych czasach ciężko jest zrobić komiks przystępny dla nowego czytelnika, przynajmniej jeśli chodzi o światy dwóch największych wydawnictw. Narzekają na bagaż poprzednich historii, na to, że muszą zwracać uwagę na obecne wydarzenia, twierdząc, że tak duże continuity ogranicza ich swobodę artystyczną, a dla nowego odbiorcy jest niezrozumiałe. Na szczęście są wciąż autorzy tacy jak niezapomniany duet Dana Abnetta i Andy’ego Lanninga. Abnett to autor mający doświadczenie w pisaniu historii osadzonych w większym świecie – jest znany jako autor powieści ze świata Warhammer 40,000 i jest powszechnie uważany za dowód, że nawet w nim można stworzyć historie będące czymś więcej, niż tylko wieczną orgią bezsensownej przemocy, której nie powstydziłby się Michael Bay. Dzięki temu doświadczeniu wie, jak należy lawirować w continuity i jak grać kartami, które mu dano do ręki.

A omawiany tu komiks nie miał łatwego zadania. Nie tylko czwarta seria Novy zastała bohatera po zakończeniu wielkiego eventu, "Annihilation", ale też szybko przenosi się na Ziemię, gdzie bohatera czeka spotkanie się z rzeczywistością po innym wielkim wydarzeniu, "Civil War". A potem tytuł wystrzeliwuje od razu w kolejne wielkie wydarzenie – "Annihilation: Conquest". Nowy odbiorca łatwo mógłby się w tym wszystkim pogubić. Na szczęście DnA potrafią wykorzystać to tylko dla wzmocnienia historii. Wydarzenia z "Annihilation" są dla Richarda tragicznymi wspomnieniami, które wolałby zostawić za sobą i raczej nie zagłębia się w nie bardziej, niż jest to konieczne. Co więcej, między tym wydarzeniem a "Civil War" zostaje zbudowany wspaniały kontrast. Przy ogromie kosmosu i przy skali zniszczeń jakich dokonała inwazja z Negative Zone, przy zagrożeniu, którego powstrzymanie wymagało zjednoczenia sił wielu ras i kultur, często wręcz śmiertelnych wrogów, wydarzenia na Ziemi wydają się małe, pozbawione znaczenia, a nawet upokarzające – Richard rzuca Iron Manowi w twarz, że kiedy "Najwięksi Bohaterowie Ziemi" wdawali się w bezsensowne bójki o kawałek papierka, on ocalił Wszechświat przed morderczym maniakiem.

Jest coś smutnego w całej sytuacji, przypominającego trochę wydarzenia z ostatniego tomu "Władcy Pierścieni" – tak jak Frodo i Sam, ocaliwszy Śródziemie przed Sauronem, wrócili do Shire tylko po to, by zastać je podbite, a sielski styl życia, za którym tak tęsknili, wypleniony, tak Nova powraca do domu, by odkryć, że nie jest on taki, jakim go zapamiętał. Tak naprawdę pierwsze trzy numery tej serii nie są początkiem, ale końcem. Wedle Campbellowskiego schematu Podróży Bohatera, to jest ostatni akt – Powrót Do Domu. Jednakże Nova nie przechodzi go w pełni. Najpierw podręcznikowo przechodzi przez dwa pierwsze etapy – Odmowę Powrotu i Magiczny Lot, spędzając większość pierwszego numeru najpierw nie chcąc wrócić na ojczystą planetę, potem trafiając na nią w wyniku wypadku. Jednakże nie może przejść przez dalsze etapy – przeżywa szok, zdając sobie sprawę, jak bardzo świat się zmienił i jak wielka przemiana zaszła w nim samym, ale nie ma kogoś, kto mógłby mu pomóc mu powrócić do życia wśród swoich, chociaż wiele osób próbuje. Nie potrafi przekroczyć progu potrzebnego, aby móc się zaadaptować i wykorzystać zdobyte doświadczenie. Mógłby odbudować Nova Corps na Ziemi, mógłby współpracować z Inicjatywą, ale wykorzystać swoje doświadczenie, by obalić Akt Rejestracyjny? Ale nie jest na to gotowy, nie potrafi wejść w ziemskie życie, więc powraca do gwiazd, zaczynając kolejną przygodę. To smutne, ale przerósł Ziemię – albo to ona skarlała pod jego nieobecność – i stał się zbyt wielki, aby móc na niej wytrzymać. Dzięki Annihilusowi dorósł, a z herosami, na którym kiedyś spoglądał z podziwem, teraz może porozmawiać jak równy z równym i dostrzec, że nie są tacy wyjątkowi, za jakich ich miał. Kiedy skorumpowany świat najbardziej potrzebowałby jego idealizmu i czystego serca, Nova nie może na nim wytrzymać, uważa powrót za błąd i nie potrafi rozmawiać o błahostkach, jakimi żyją wszyscy wokół.

I tak zaczyna się jego kolejna wędrówka w kosmos. Tam czeka go starcie z Phalanx, klęska, śmierć, a następnie odrodzenie. Tu po raz kolejny większy obraz wydarzeń widzimy wyłącznie z perspektywy Novy – dowiadujemy się o inwazji Phalanx tyle, ile dowiaduje się o niej Richard, a nie jest tego tak wiele. Dzięki temu autorzy mogą wykorzystać wydarzenia by opowiedzieć historie, którą chcą opowiedzieć, ale nie zanudzać czytelnika górą odniesień do wydarzeń z komiksu, którego mógł nawet nie kupić. Dzięki temu możemy odczuć lepiej, że nasz bohater nie wie, co się dzieje. Oczywiście później przyjdzie mu stawić czoła infekcji techno organicznych obcych. Wątek ten podkreśla chyba to, co najważniejsze w charakterze tego bohatera – to, jak silnie wierzy on w robienie zawsze tego, co uważa za właściwe. Nova nie wierzy, że cel uświeca środki i nawet kontrolowany przez Phalanx, dalej toczy wewnętrzną walkę ze samym sobą.

Bohater nie miałby szansy zabłysnąć, gdyby nie inne postaci. Worldmind, komputer-mentor, który Richard słyszy jako głos w swojej głowie, buduje z bohaterem skomplikowane relacje – obaj są bardzo od siebie zależni, ale różnice ich charakterów sprawiają, że ich współpraca często zgrzyta. W wielu sytuacjach obydwaj uważają za właściwe podejmowanie odmiennych decyzji i muszą nauczyć się sobie ufać i rozumieć się nawzajem. Rodzice Richarda – zmartwieni o swojego syna, ale ulegający też ogólnym nastrojom anty-superbohaterskim, co wcale ich synowi nie pomaga. Gamora – najniebezpieczniejsza kobieta w galaktyce, teraz na usługach Phalanx, wciąż jednak pamiętająca, co jeszcze niedawno łączyło ją z Riderem. Wreszcie Ko-Rel, zdeterminowana kapitan rasy Kree, postać niezwykle interesująca – bardzo łatwo udało się autorom wzbudzić moją sympatię do niej, dając jej wiarygodne motywy i wielką dozę determinacji – to kobieta oddana swoim obowiązkom, dążąca uparcie do celu, zdolna poświęcić się dla dobra sprawy. To naprawdę wielka szkoda, że nie było jej więcej, chociaż wiem, że powróci w dalszych tomach serii. Od razu widać, że wyszła ona z rąk człowieka, który nawet w ponurej przyszłości czterdziestego tysiąclecia potrafił znaleźć więcej niż tylko jego sloganową wojnę – prawdziwych ludzi i ich własne walki i tragedie.

Rysunki są realistyczne – to najlepsze określenie. Bohaterowie wyglądają jak ludzie, a rysownicy unikają niepotrzebnych przerysowań, za co im chwała – bardziej kreskówkowy styl nie pasowałby do opowiadanej historii. Jednocześnie robią wszystko, aby uczynić sceny bardziej imponującymi, dzięki czemu komiks robi wrażenie, jak superbohaterska space opera powinna. Należą się też brawa za uniform Ko-Rel – miło zobaczyć, że ktoś w tej branży potrafi zaprojektować kostium, który nie wygląda jakby był namalowany na skórze.

Pierwszy tom Novy to świetna, dostarczająca sporo rozrywki lektura, w której można doszukać się o wiele więcej, niż przeciętny czytelnik spodziewałby się zastać. Zdecydowanie jest warta polecenia, szczególnie miłośnikom kosmicznych przygód.

Sc0agar4k: "Annihilation" spowodowało, że we Wszechświecie został tylko jeden przedstawiciel Nova Force: Richard Rider, człowiek z Long Island. I to na jego barkach spoczywa zadanie obrony tego Wszechświata. Nova dzięki Anihilacji powrócił na łamy własnej, solowej serii. Odpowiedzialni za to Dan Abnett i Andy Lanning pokusili się również o jego powrót do domu.

Czytając pierwsze trzy numery (to właśnie one dzieją się na Ziemi), cały czas mam skojarzenia z pierwszym filmem o Rambo. Żołnierz wracający do domu, który nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości, nie może dostać najzwyklejszej pracy. Tutaj sytuacja jest podobna. Richard powrócił w czasie, gdy Inicjatywa działała już pełną parą. Tam, w odległej galaktyce walczył i pokonał Annihilusa, tutaj nie może nawet poruszać się spokojnie, ponieważ nie jest zarejestrowany. Autorzy w doskonały sposób ukazali jak trudno jest odnaleźć się w nowym systemie.

Kolejne cztery numery to zmagania Novy z rasą Phalanx i ich transmodowym wirusem. Wchodzą one w skład kolejnego kosmicznego eventu "Annihilation: Conquest". Tutaj akcja nabiera większego tempa. Rider zostaje zainfekowany, pojawia się nowy rekrut, a na koniec wielka ucieczka w nieznane. DnA postawili w tej części na emocje. I tak mamy tutaj: oddanie, poświęcenie, namiętność i w dalszym ciągu samotność. Bo choć Richard posiada całą historię i dziedzictwo Xandaru, to tak naprawdę pozostaje sam.

Nova vol. 1 to początek najnowszej historii Richarda "Novy" Ridera. Historii, która mocno wbiła się w moją pamięć i która to miała wiele, ale to naprawdę wiele ekscytujących momentów. Dlatego polecam tę pozycję każdemu, kto chce poznać jego losy, ponieważ będzie to wspaniała podróż przez cały Wszechświat, pełna niezapomnianych wrażeń. Możecie być tego pewni.

lt_45pts.png


Korekta: Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.