Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #250 (05.06.2012)

avalonpulse0.png
Wtorek, 5 czerwiec 2012Numer 23/2012 (250)


Jak najlepiej uczcić numer jubileuszowy? Wydać go dzień później, by tym bardziej zachęcić innych do sięgnięcia po niego. A jubileusz to nie byle jaki, bo to już ćwierć tysięczny numer. I jakby nie patrzeć, jest to powód do świętowania.

avalonpulse0250b%20%28Kopiowanie%29.JPGAmazing Spider-Man Annual #39
Krzycer: Całkiem ładna historyjka, nawet pomimo tego, że sensu w niej brak. Ani mechanizm tej podróży po alternatywnej czasoprzestrzeni nie został wyjaśniony, ani - i to jest lekki strzał w stopę - tak do końca nie zostałem przekonany o tym, że świat bez Spider-Mana wcale nie byłby lepszy.
Ale poza tym to ładna historyjka i sympatycznie się ją czyta. No i już od dawna nikt nie "wskrzeszał" wujka Bena na pół numeru, po to, żeby potem zaprowadzić go z powrotem w zaświaty.
EndrjuSzopen: Ampfh... W sumie nie mogłem spodziewać się niczego nadzwyczajnego od grubszego, one-shotowego wydania serii o Pająku zwłaszcza kiedy w tym samym czasie to w TASM dzieją się rzeczy potencjalnie wielkie i mające duży wpływ na życie Spider-Mana. Także przygotowany byłem raczej na luźne potraktowanie koncepcji wymazania Petera z obiegu czasowego i tak też się stało, dodając do tego wielkie przymrużenie oka na temat przez scenarzystę i potraktowanie tego jako bajeczkę dla dzieci. Nie ma nawet sensu zastanawianie się "czemu, co i jak", nie ma sensu próba wytłumaczenia wielu wydarzeń tam zawartych, bo nie ma dla nich żadnego (nawet jak na komiksy) wytłumaczenie - po prostu musimy przyjąć wszystkie rozwiązania ze spokojem, bo inaczej zauważymy jak absurdalna ta historia jest. Moja cierpliwość do Pająka jest już tak mocno zniszczona, że po prostu czytam komiksy z nim z takim dystansem, że ho-ho... Ale w tym zeszycie i tak pojawiło się coś co mnie niezmiernie wkurzyło, czyli całe to powalone Horizon Labs - tam się dzieją takie czary, takie cuda tam budują od ręki...! I to jest takie normalne...! Mam nadzieję, że Slott chociaż trochę mądry się okaże i poprowadzi wątek Horizon w stronę jego definitywnego zamknięcia.
Gil: No proszę, jednak da się jeszcze wyciągnąć coś i z annuala i z historii o zmianie historii. Pomysł niby lekko zużyty, ale przedstawiony na tyle subtelnie, że wnosi coś świeżego do koncepcji. Zwykle taka zmiana przedstawiana jest jako coś na wielką skalę, a tutaj nie ma przegięć i to jest największy plus. Owszem, są zmiany, ale o dziwo w większości pozytywne, co prowadzi do pewnej dwuznaczności w rozstrzygnięciu. I ogólnie miło się to czyta, co uświadomiło mi, że tęskniłem do skryptów Briana Reeda. Rysunki też całkiem niezłe, więc należy się 7/10.

FF #18
Volf: Okej, wiadomo było, że do tego dojdzie. Ale w taki sposób? Kapitalne! I do tego totalnie nieoczekiwane. Plus ładne rozstawienie Inhumans i Kree na swoich miejscach przed wydarzeniami z AvX. Dobry numer. Rysunki tylko mogły być lepsze, ale że tragiczne nie są, to nie narzekam.
Łukasz: Johny Storm wykładowcą dzieciaków w Future Foundation, to nie może się dobrze skończyć ;p . Mamy wycieczkę do Negative Zone, wybory oraz ich nieoczekiwany wynik. Mamy ważną rozmowę Black Bolta (nie mylić z tym z forum Avalonu, bo to całkim inny kolo ;) ) ze starszą wersją Franklina . Odcinek głównie komediowy, a kreska Nicka Dragotty bardzo pasuje do scenariusza.
Gil: Po niedawnym średnio udanym numerze z Johnnym i Peterem w rolach głównych, miałem pewne obawy odnośnie tego, jak ten pan o ognistym nie tylko temperamencie sprawdzi się w roli nauczyciela. O dziwo, wyszło świetnie. Nie jest to jednak zasługa Torcha, ale dzieciaków, które reagują na niego we właściwy sposób i całej tej czeredy z Negative Zone, której przynoszą amerykańską demokrację. I jak zwykle wisienką na torcie jest pointa całego numeru, która tym razem dodaje całemu numerowi znaczenia. Bardzo fajnie się bawiłem przy lekturze, więc wystawię równie fajne 7/10.

Hulk Smash Avengers #5
Gil: Zapachniało loebowymi czasami, kiedy to czerwona sałata służyła tylko do wycierania podłogi każdym, kto się nawinie. Fred van Lente zdołał wcisnąć tu trochę humoru, ale też wcisnął się w konwencję i trochę zbyt skutecznie emulował Loeba, więc ostatecznie nie można uznać skryptu za dobry. Najwyżej niezbyt zły. Ale też czego innego się tu spodziewać? Natomiast jeśli chodzi o Oeminga, to ja już wolę kiedy on pisze, niż kiedy rysuje. Nie tylko dla tego numeru, ale i dla całej mini serii więcej niż 3/10 nie da się wycisnąć.

Incredible Hulk vol. 4 #8
Krzycer: Ok. Ten numer wreszcie mi uświadomił po co właściwie Banner musiał zostać pieniącym się szaleńcem - dopiero teraz odwrócenie sytuacji (należy się bać, kiedy Hulk zmienia się w Bannera) nabiera rumieńców. Czekam na więcej, a w międzyczasie nie przeszkadza mi nawet meksykański człekopies handlujący narkotykami. Najwyraźniej Aaron po prostu nie potrafi inaczej pisać komiksów.
Gil: Dawno nie widziałem rysunków Dillona i zdążyłem już zapomnieć jak bardzo ich nie trawie. Teraz żałuję, że sobie przypomniałem. Hulk wygląda jak pomalowany Mike Tyson, Punisher jak Ahmabinejad, a wszystkie inne gęby widzieliśmy już na wcześniejszych rysunkach tego pana. Do tego absolutny brak dynamiki, który całkowicie dobija i tak mierną historię. Zaśmiałem się tylko kiedy pojawił się niejaki Pittbull, ale niestety był to tylko uśmiech politowania, bo ten pomysł był tak do bólu oczywisty, że aż żałosny. Właściwie to nie wiem, po co to czytałem. Chyba tylko dlatego, że nie bardzo było co czytać w tym tygodniu. Następnym razem lepiej wezmę Strażnicę od starszej pani na dworcu, bo tego tytułu nie chcę dotykać, póki nie zmieni się ekipa twórcza. Będzie 1/10.

New Mutants vol. 3 #43
Hotaru: Dobry finał średniej historii. Wreszcie New Mutants na coś się przydali, chociaż nie oszukujmy się, dla fabuły istotna była tylko Dani. Cieszy mnie też nawiązanie do wątku romansu Amary i Mefisto, chociaż nie myślałem, że tak będzie. Nowy status Disir otwiera drzwi pod nowe fabuły, chociaż nie łudzę się, że szybko spotkamy te panienki ponownie.
Krzycer: Fajny finał crossoveru, który zrobił się naprawdę fajny dopiero od przedostatniego numeru. Lepiej późno, niż wcale.
To samo hasło przyświeca również mojemu pytaniu z zeszłego tygodnia o sens udziału New Mutants w tym wszystkim. W tym numerze wreszcie odczułem, że byli tam potrzebni.
Ok, że Dani była tam potrzebna.
Gil: No i wyszło nam całkiem fajne zakończenie. Co prawda nie było zgodne z cliffhangerem poprzedniej części crossa, ale to nawet lepiej. New Mutants, a właściwie to Dani na coś w końcu się przydała i popchnęła wydarzenia na nowe tory, które pozostawiły nam bardzo ciekawe rozstawienie na szachownicy. Nie da się przy tym ukryć, że finał o wiele bardziej służy serii Journey Into Mystery niż samym New Mutants, chociaż obecność Mephisto ma wpływ także na ten tytuł. Swoją drogą, właśnie cameo Mephisto było tu najfajniejszą częścią. Aha, możemy już wymawiać słowo Disir bez obawy o pożarcie – życie staje się łatwiejsze ;) . W miarę rozwoju wydarzeń nawet rysunki przestały mi przeszkadzać (czy raczej: nauczyłem się je ignorować), więc mogę wystawić na koniec 7/10.

Ultimate Comics Ultimates #11
Hotaru: Od razu zaznaczam, że nie będę opiniował oprawy graficznej tego numeru. Tylu artystom przyszło rysować po kilka stron, że nie wiedziałbym, od czego zacząć. Powiem tylko, że ten zabieg nie przypadł mi do gustu i źle odbił się na spójności zeszytu. Nawet, jeśli każdy z rysowników z osobna jest dobrym rzemieślnikiem. Fabuła też tym razem nie rzuciła mnie na kolana - numer odebrałem jako zbyt przegadany i zbyt... chaotyczny. Zniknęło gdzieś przekonanie o wielkim planie scenarzysty i zaczynam podejrzewać, że teraz tylko odwala fuszerkę by dotrwać do ostatniego numeru. Mogę się jednak mylić i może to być zwiastun tego, co szykuje Humphries. Jeśli tak, to... it was fun while it lasted.
avalonpulse0250c%20%28Kopiowanie%29.JPGKrzycer: Dobry numer. I nawet wolałbym, żeby dostarczenie Starka do City nie było częścią jego planu. Bo wtedy mamy Ultimate prezydenta USA, który zachowuje się tak, jak zrobiłby to prawdziwy prezydent w podobnej sytuacji. Nie ma mowy o heroizmie, jest układanie się z przeciwnikiem. I superbohaterowie muszą się jakoś w tej zbliżonej do realizmu sytuacji odnaleźć, i to jest dla mnie kluczowe w świecie Ultimate. Bo taki był na początku - w pierwszych Ultimates i U. X-Men Millara. Potem stał się po prostu kolejną alternatywną rzeczywistością. Ale teraz najwyraźniej wraca na tamte tory. I bardzo dobrze, będę temu kibicował.
Pytanie, czy następca Hickmana to utrzyma. Niedługo się przekonamy.
Na marginesie: czterech rysowników? Z czego trzech narysowało tylko po dwie strony? Co jest, po kolei kładła ich świńska grypa? Nie rozumiem. Nie rozumiem. Nie rozumiem.
Wilsonon: Podobało się. Trochę spokojniej się zrobiło. Kilka walk Ultimates z siłami tarczy, trochę negocjacji i na koniec ciekawe rozwinięcie. Intrygujące jest to jak coraz to bardziej niestabilnym krajem stają się Stany i jak wszyscy powoli zaczynaja korzystać z ich chwil słabości.
Mogłoby się wydawać, że taki lekki zeszyt nie skonfunduję mnie za bardzo, ale nie należy nie doceniać Hickmana. Widzę dwa rozwiązania tej historii: albo Reed dał się wrobić (pojmanie Starka było częścią planu Starka) i zostanie zgładzony, albo Reed tylko na chwilę odszedł od swojego nowego, "wyrafinowanego" wyglądu w celu upewnienia Starka, że jest aroganckim, dumnym człekiem, tak jak zakładał. Pewnie Reed wie o planie IM-a. W końcu wspominał że obserwuje świat.
Rysunki dostają ode mnie małego minusa, a to tylko dlatego, żę nie podobały mi się kolory na kilku ostatnich stronach.
Spartan: Poza dziwną zagrywką z rysownikami jest świetnie. Tzn. rysunki w sumie też nie są złe, ale żeby aż 4 gości rysowało, to przegięcie. Sam numer bardzo dobry i mam tylko nadzieję że Humphries tego nie spartoli. Hickman odwalił mnóstwo świetnej roboty i jego Ultimates są nie gorsi niż Ci Millara. Czekam na powrót Capa i na to co zrobi Tony Stark bez Iron Mana.
Łukasz: Numer, który charakteryzuje się tym, że stroną graficzną zajęło się aż 4 rysowników. Najlepiej z nich zaprezentował się Leonard Kirk; choć narysował raptem 2 strony; najgorzej (moim zdaniem) Patrick Zircher, którego bazgrozły są mi już znane z serii Secret Avengers. Pod względem scenariuszowym jest jak zwykle znakomicie, mało się dzieje względem poprzednich numerów, ale to cisza przed burzą. Już nie mogę się doczekać, kto i w jaki sposób pokona złego Reeda Richardsa, którego tak bardzo nie lubię. Co świadczy dobrze o scenarzyście, któremu udało się wprost idealnie wykreaować nowego viliana.
Bezapelacyjnie numer tygodnia.

Wolverine #307
Gil: Mimo moich narzekań na Jasona Aarona, muszę przyznać, że jego wersja Rota miała coś fajnego w swoim pokręconym klimacie. Bunn niestety nie umie tego uchwycić. Mam wrażenie, jakby próbował pisać Jokera, ale nie bardzo wiedział jak i wychodzi mu coś mdłego. Dwa numery wstecz wyrażałem się pochlebnie o zmianie scenarzysty, więc teraz muszę przyznać się do błędu. Zamienili nam jednego kiepskiego scenarzystę na innego, który nieudolnie próbuje podrabiać tego pierwszego. Efekt jest mierny i nudny, a w dodatku mam wrażenie, że niekorzystnie wpływa na rysownika. Dlatego będzie 2/10.

Wolverine And The X-Men #11
Hotaru: Nick Bradshaw nie pasuje do AvX. Odnoszę wrażenie, że ta historia ciągnie go w dół. Tak, to znaczy że po raz kolejny "event roku" nie rzucił mnie na kolana. Pojedynek Hope i Logana z Death Commandos, coś na co się napaliłem, okazał się nudny i nienatchniony. Chciałbym wierzyć, że będzie rewanż, ale nie łudzę się. Może Gladiatora Aaron wykorzysta lepiej?
Krzycer: Kolejny ładny tie-in. I znowu - można się nie zgadzać, można na niego psioczyć, ale przynajmniej teraz wiemy, czemu Logan wycyckał Hope. To ważny element układanki. Miło by było go zobaczyć w głównej miniserii.
Niestety poza tym w komiksie nie dzieje się wiele. Starcie z Death Commandos jest szybkie (przynajmniej na początku nadrabia brutalnością, ale zakończenie było takie sobie - niby ich przypaliła, ale wygląda na to, że to tylko pozbawiło ich przytomności), przebitki z pięciu aren starcia tak jak w każdym innym komiksie, w którym je mieliśmy - bezcelowe.
Choć muszę przyznać, że starcie Rulka z Icemanem to bym akurat chętnie zobaczył rozwinięte w AvX. Tylko że - tak jak niemal wszystkie - zakończyło się interwencją, czyli bez konkretnego rezultatu.
A skoro już o tym mowa, bo na coś opisując WatXM ponarzekać trzeba (;)), skąd Qubark wiedział, że z orbity ma zlecieć na Wundagore?
Łukasz: Numer, w którym dzieje się sporo. Dużo więcej i dużo lepiej niż w głównej serii eventu do którego ten zeszyt jest tie-inem. Choć akcja mogłaby się bardziej skupić na wątku Logana i Hope, to scenariusz nie nuży. Liczyłem na ciekawy pojedynek między Icemanem a Red Hulkiem, początkowo taki był, ale niestety został zakłócony. Największą bolączką tych wszystkich pojedynków, które ukazuje ten zeszyt jest fakt, że zostają one zredukowane do zaledwie kilku kadrów.
Gil: Obawiam się, że pozytywny wpływ eventu na ten tytuł zaczyna się wyczerpywać. Jest trochę skakania pomiędzy różnymi rozsianymi po świecie bitkami, trochę światła na podróż Wolvieka i Hope oraz sporo waty do wypchania stron. Tylko ten drugi element wart jest uwagi, bo naprawdę co nieco rozjaśnia. Niestety, jest też sporo bzdur, z których największą jest fakt, że wszystkie pojedynki są transmitowane live w telewizji i necie. Serio? Toż to miał być wielki sikret. No i oczywiście nijak ma się to do wydarzeń z Legacy. Minus też za rysunki, bo już nabrałem ochoty na rozwałkę w stylu Bachalo, a wymienili go na tego, co to żyły rysował jako tunele z cegieł. I nie łudźcie się – tutaj nie radzi sobie ani trochę lepiej. Tak więc ostatecznie zdecyduję się na ocenę 4/10.

X-Men vol. 2 #29
Hotaru: Litości! Pixie jako główna bohaterka w ogóle się nie sprawdza. Nie mam pojęcia, co Gischler próbował tym numerem osiągnąć. W ogóle do mnie nie trafił. Nawet oprawa graficzna Willa Conrada zaczęła mnie irytować, że jest za dobra na taką historię. Zgroza.
Krzycer: Jest bardzo możliwe, że na mojej opinii zaciążyło to, że bardzo lubię Pixie, ale mniejsza z tym.
Gischler kończy swój run najlepszym numerem jaki w jego ramach napisał. Miejscami jest zabawny, nic w nim szczególnie nie irytuje, akcja jest bardzo wartka (może tylko motyw ze sterowaniem statkiem prowadzi donikąd i w sumie nawet nie wiem, czy temu Skrullowi się udało czy nie) a Megan ma okazję zabłyszczeć.
A wszystko to zostało całkiem ładnie narysowane przez Conrada. Gdyby cały run był taki, byłbym usatysfakcjonowany. Nie był, ale przynajmniej będę go cieplej wspominał za końcówkę.

avalonpulse0250d%20%28Kopiowanie%29.JPGX-Men: Legacy #267
Hotaru: O, dla odmiany to Rogue była główną bohaterką tego numeru. Gdyby nie Rogue, nie mielibyśmy kliku epickich kadrów i jeszcze bardziej epickich mówek. Ech, ktoś wreszcie powinien przemówić go Gage'a i wyjaśnić, że Legacy to nie Rogue and the X-Men, toż nawet Aaron pisze bardziej wyważone scenariusze w serii zespołowej Logana. I chociaż uwielbiam Sandovala, powinien zmienić Rogue uczesanie, bo wygląda jak hełm.
Krzycer: Jak zwykle mamy tu trochę za dużo tekstu - i to pomimo tego, że cały numer wypełnia walka - ale przynajmniej ogólna konstrukcja zgadza się z przesłaniem (wygłoszonym verbatim przez Rogue w końcówce, bo Gage najwyraźniej inaczej nie potrafi, ale mniejsza z tym).
Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Takich jak kwestia o tym, że "Iron Man mógłby sam ich wszystkich pokonać". Albo wrzuceniu Chambera do komiksu i zdjęciu go z pola bez wikłania w walkę (a jeśli ktokolwiek mógłby tu samemu zdjąć stronę przeciwną to właśnie Jono). Albo idiotycznej zagrywce Moon Knighta, która zresztą opiera się na rewelacji o tym, jak teraz działają moce Rogue (tzn. najidiotyczniejsza była w tym momencie reakcja Rogue, bo po pierwsze, jeśli ktoś się rzuca oddać moc to nie należy wyrzekać się podejrzeń na zasadzie "no tak, on jest szalony", a po drugie - Moon Knight nawet nie ma mocy, które warto byłoby odbierać; ani nie jest takim zagrożeniem, żeby pozbawiać go przytomności i ryzykować kolejny głos w głowie).
Na koniec duży szczegół, ale raczej do konstrukcji całego eventu a nie osobiście do Gage'a: ależ ci Avengers są idiotami. Sami się prosili o to, żeby mniej więcej 1/3 mutantów zrezygnowała z neutralności i dołączyła do walki. Wciąż spodziewam się, że pod koniec eventu wyjdzie na to, że X-Men byli w błędzie, ale naprawdę zastanawiam się, jak Marvel będzie próbował to sprzedać.
Kompletnie na marginesie: na razie największym przegranym eventu jest Gambit. Dostał już bęcki od Kapitana Ameryki i zdalnie sterowanego Iron Mana. Będę niepocieszony, jeśli do końca AvX nie będzie miał okazji przynajmniej sprać Thora.
Gil: Tak, panie Gage, wiemy, że Rogue jest super awesome i pewnie masz pan jakiegoś fan-crusha na jej punkcie. Nie trzeba nam tego wykładać na każdej stronie. I wiem, że Mike Carey taż stawiał ją w centrum, ale przynajmniej robił to subtelniej i z wyczuciem. Tutaj Rogue robi za jednoosobową armię i jest zwyczajnie przekozaczona. A nie podoba mi się to tym bardziej, że cofa jej charakter w rozwoju. A końcówki nie rozumiem – postanawiają zmienić stroną z powodu bitki, którą sami sprowokowali? No dajcie spokój… Jedyny fajny moment to ten, gdy Rogue przejmuje zaburzenia osobowości Moon Knighta i pewnie tylko dla tej sceny znalazł się on w komiksie. A po motywie z Falconem zaczynam drżeć przed konfrontacją między Rogue a Squirrel Girl. Rysunki średnie, więc nie obniżą oceny, ale i tak będzie nie więcej niż 3/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0250a.jpgIncredible Hulk vol. 4 #8
Autor:
Michael Komarck

Hotaru: To już przestało być śmieszne. Denerwuje mnie, że po raz kolejny to Hulk może pochwalić się najlepszą okładką. Na cześć postaci, której nie lubię i która mnie w ogóle nie interesuje, znów muszę pisać pochwalne teksty. Skandal.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.05.30


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.