Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #249 (28.05.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 28 maja 2012Numer 22/2012 (249)


Po obfitych tygodniach pod względem AvX przyszedł czas na odpoczynek. W minioną środę wyszedł tylko jeden tie-in powiązany z tym eventem, co pozwoliło innym numerom zabłysnąć. Które z nich skorzystały z szansy? Przekonajcie się sami.

avalonpulse0249b%20%5B1600x1200%5D.JPGAmazing Spider-Man #686
Krzycer: Plusy - odkrycie prawdziwego losu Symkarii i rekrutacja Mysterio. No i wreszcie wiemy, co się stało z resztą Avengers. Poza tym rysunki są niezłe.
Minusy - ja wiem, że Spider-Man może ratować świat... ale to, jak Slott to sprzedaje sprawia, że wszystko wychodzi niewiarygodnie, od zachowania Pająka po to, że rządy wszystkich państw spijają słowa z dzióbka Octopusa.
Który sam wtrynia się do walki, dzięki czemu Pająk może uciec.
No i - hej, Parker znalazł sposób na to, by obwinić się o wszystko. Go him!
EndrjuSzopen: Trudne czasy przyszły. No bo co mamy myśleć o sytuacjach kiedy dowiadujemy się, że perspektywicznie dla fabuły rozpoczynająca rozwałka rozwinie się w taki miałki sposób...? Co mamy myśleć o Octopusie, który sam niszczy poczynania swoich podwładnych pomagając Pająkowi...? No i sam Pająk - skąd on jest taki domyślny, że prawie na podstawie niczego zauważył, że coś musi być nie tak? Byłem pozytywnie nastawiony do tego numeru, bo myślałem, że znajdziemy w nim coś poważnego, coś wielkiego, albo przynajmniej poważnego na mniejszą skalę, ale... Nie, nie otrzymaliśmy nic takiego. Już nawet cliffhanger, który otrzymaliśmy, nie emocjonuje ni trochę i kończąc ten zeszyt nie można już się doczekać końca tej rozdmuchanej przesadnie do sześciu numerów historii nie wnoszącej (póki co) nic do świata Spider-Mana. A dlaczego dodałem, że póki co...? Hm, tak jak mało już interesuje mnie czy Octopus umrze czy też nie, tak warto zwrócić uwagę na kadry (chociaż i tak dodane chaotycznie i wydające się być wyjęte z d**y z ciocią May i jej mężem, ojcem Jamesona, a także powiązać to ze słowami Madame Web, które powiedziała ona do Pająka po Spider-Island... Chociaż i tak nie byłoby to bezpośrednim wynikiem Ends of the Earth ani nie byłaby to tak wielka strata na jaką przygotowały nas właśnie te słowa.
Gil: Wreszcie jest coś, co mi sie podoba w tej historii, a mianowicie sposób, w jaki Spidey przeciągnął na swoją stronę Mysterio. To niełatwy sojusz i możemy być pewni, że długo nie przetrwa, ale przynajmniej wypada wiarygodnie i jest dobrze poprowadzony, a w dodatku Beck po stronie aniołków zapewnia pewien (bardzo potrzebny w tej patetycznej historii) comic relief. Całkiem nieźle wypadł też sam Octopus, który w końcu w charakterystyczny dla siebie sposób sypie piach w tryby własnego planu. To dobrze – przynajmniej jest zgodne z charakterem postaci. Natomiast fakt, że Avengers są tak łatwo kontrolowani jest koszmarnie naiwny, a końcowa "rewelacja" znów uderza w patos i w dodatku jest ograna. Za to kolejnym plusem jest powrót Caselliego, który znów zapewnia bonusowe punkty i dzięki niemu ostateczna ocena to 7/10.

Astonishing X-Men vol. 3 #50
Hotaru: Historia zatoczyła pełne koło i już wiemy, co się musiało stać, by pierwszy napisany przez Marjorie Liu numer tej serii miał tak dramatyczny prolog. Niestety, o wiele bardziej mi się to podobało, kiedy tego nie wiedziałem. potrawa, którą przygotowała Liu, wydaje mi się nienatchniona. Wątek, o którym większość będzie bez głębszej refleksji wspominać, też nieszczególnie mi się spodobał. Nie chodzi o samą jego egzekucję, bo słowa, jakie Liu wkłada w usta Jean-Paula i Kyle'a, uznaję za świetnie dobrane. Drażni mnie to, bo do tej pory ten związek widziałem na łamach może jednej historyjki w antologii "Nation X", więc z mojej perspektywy to wygląda tak, jakby bez zapowiedzi Liu wyciągnęła z kapelusza kapibarę, kiedy spodziewałem się królika.
Krzycer: ...za dużo Northstara, za mało X-Men. Choć Wolverine w kawiarni był rozczulający (chciałbym, żeby Warbird wreszcie dostała dla siebie więcej, niż pół strony).
Ale, skoro już o Northstarze mowa - fajnie, że sytuacja z oświadczynami rozwinęła się tak, jak się rozwinęła. Naturalnie i wiarygodnie, bez mała - prawdziwie.
Gil: Historia posuwa sie trochę naprzód i dogania w końcu momenty prezentowane we wcześniejszych flash-forwardach. Ale czy cokolwiek się rozjaśnia? No, niestety – nic a nic. Ot, X-Men wpakowali się w coś i dostali pod kontrolę kogoś. To było do przewidzenia, więc tak naprawdę nic tu się nie wydarzyło. Aaa nie, przepraszam – coś się wydarzyło. Northstar oświadczył się swojemu chłopakowi. Patrząc po komentarzach na przeróżnych stronach tematycznych jest to wydarzenie większe niż cały AvX z przybudówkami. Bo kontrowersyjne i w ogóle… Dla mnie kwestia związków jednopłciowych nie jest ani kontrowersyjna, ani szokująca, ani w ogóle nie jest żadnym wielkim tematem. Natomiast to, co widzę, to rozdmuchiwanie na siłę związku, który nie ma głębszych podstaw, ani historii, która sprawiłaby, że jest interesujący dla czytelnika. I mnie on zupełnie nie obchodzi. Zwłaszcza w świecie, gdzie bohaterowie sypiają z kosmitami, androidami i przedstawicielami licznych innych gatunków, nie odczuwam absolutnie żadnych emocji, gdy przedstawiany jest związek dwóch facetów. Cóż, przykro mi, pani Liu, ale w tym przypadku zamysł chybił o milę. Część bohaterska jest nijaka, a próba odciągnięcia uwagi od tej nijakości nieskuteczna. Dlatego dam 4/10 z etykietką: nietrafione.

Captain America vol. 6 #12
Gil: Tutaj również obiecujący wątek rozminął się z moimi oczekiwaniami. Nie powiem jednak, że zawiódł, bo nadal pozostaje interesujący. Nowe wcielenie HYDRY przekozaka Bravo ma macki sięgające daleko i działa niekonwencjonalnie, więc jest to na swój sposób ciekawe, a nawet miejscami oryginalne. Zaskoczył mnie sposób, w jaki wpleciono w to Gyricha i odkrycie, kto jest nowym Scourgem. Co prawda – jak już wspomniałem – miałem inne oczekiwania i nie do końca widzę potencjał w tej akurat postaci, ale może jeszcze coś z tego będzie. Żałuję za to, że ekipa odpowiedzialna za grafikę nie potrafi wyciągnąć więcej z rysunków Zirchera, bo mogłoby to wyglądać zdecydowanie lepiej. No ale dobra, na niższe rejony 7/10 się załapie.

Captain America And Hawkeye #631
Gil: Takimi numerami Cullen Bunn nie zmieni mojego mniemania o jego twórczości. Jest nudno. Skrajnie nudno. Tłuką się, zmieniają w te i we wte, odkrywają rzeczy już odkryte i obowiązkowo zmieniają punkt widzenia na temat, kto tu właściwie jest dobry, a kto zły, albo przynajmniej, jaki w danym momencie się wydaje. I nic się nie dzieje pomimo tego wszystkiego. Bo historia jest nudna, postacie płaskie, a pomysł niezbyt oryginalny. I rysunki nieciekawe. Takie mierne 3/10.

Fantastic Four #606
Krzycer: Zaskoczeń brak. Niby Hickman próbuje zrobić z tego tajemnicę, ale od początku wiadomo, o co chodzi. Ciekawe to to szczególnie nie jest, dialogi - standard. Ani nie wciąga, ani nie odrzuca.
A przynajmniej nie odrzucałoby, gdyby nie niefortunne implikacje. Fantastyczna Czwórka może uleczyć raka! Ale tylko, jeśli jesteś ich dobrym przyjacielem/zaufanym pracownikiem/listonoszem. Ups.
Łukasz: Numer opowiadający o tym, że Fantastyczna Rodzina dba o swoich, więc gdy medycyna zawodzi właśnie oni ruszają na ratunek. Numer bardzo mi się podobał, akcja nie jest przedstawiona chronologicznie, więc nie od razu było wiadomo kogo ratują. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i niedoszły chłopak cioci May (vide stare numery Pająka z TM- Semic), nadal jest ulubionym listonoszem Fantastic Four. A do tego rysunki Rona Garneya bardzo ładnie uzupełniają fabułę.

Hulk vol. 2 #52
Krzycer: Po Forgiven - Legion of Monsters. Niewielka poprawa, ale poprawa. No i dowiadujemy się kim jest Entity, który Rulka prześladował. I w tym momencie... no, nie powiem, że komiks się sypie, ale zdecydowanie robi się dziwnie. Ten pan nawet po śmierci nie ma szczęścia co do tego, co z nim robią scenarzyści. W ostatniej dekadzie chyba tylko jeden Ellis go poważnie potraktował (no i PAD, ale to był tylko jeden numer).
Gil: Zniknęły wampiry – zrobiło się znacznie lepiej. Pojawiły się za to potworni legioniści, którzy wnieśli odrobinę świeżości i humoru. Zaliczę to na plus, mimo że grupa ta ma wyjątkowo kreskówkowy charakter. Mam też wrażenie, że coś zmieniło się znacznie pomiędzy pierwszym a ostatnim numerem tej historii, bo na początku miałem wrażenie, że pójdzie ona w zupełnie innym kierunku, niż ostatecznie skręciła. No cóż, jakoś to przełknę. Tym bardziej, że pojawiła się szansa na posprzątanie części poloebowego bałaganu i jeśli kiedyś Len Samson powróci, będzie już normalnym sobą. Tymczasem ten numer zabrnął gdzieś w średnio-niższe rejony 6/10.

Hulk Smash Avengers #4
Gil: Miałem sobie darować, ale mam słabość do Joe Fixita, więc jeszcze zerknąłem. I okazało się, że jest o niebo lepiej. Bitka jak to bitka – tradycyjnie zaczęła się od nieporozumienia, a na końcu rozeszli się do swoich bajek. Ale było w niej parę fajnych momentów, na przykład w wymianie ciosów między Fixitem, a Wonder-Manem i finałowa pogadanką z Iron Manem. Rysunki trochę się wahały, ale ostatecznie dały radę. Czyli drugi Hulk w tym tygodniu zapracował sobie na 6/10.

Journey Into Mystery #638
Hotaru: Tym numerem historia się trochę zrehabilitowała. Wspólna historia Disir i Sigurda nadała jej głębi i trochę więcej sensu. Intryguje mnie, dlaczego Hela zareagowała tak żywiołowo, kiedy życie jej służki było zagrożone - czyżby Leah była kimś więcej, niż tylko dziewczyną na posyłki? Już zacieram ręce na myśl o komiksie, w którym Gillen opowie TĄ historię. Tymczasem - czeka nas kolejny ślub w Marvelu? A potem baby-boom?
Krzycer: Wreszcie zrobiło się naprawdę ciekawie. A zakończenie zwiastuje przepyszny kolejny numer, nie mogę się doczekać. Dwa ale.
Ale#1 - łatwiutko wyszło przywracanie pamięci.
Ale#2 - po cholerę to jest crossover? Nie dość, że "New Mutants" i tak cierpi na nadmiar crossoverów/tieinozę, to jeszcze New Mutants nic do tej historii nie wnoszą.
Gil: O, tutaj też w końcu coś się ruszyło i zrobiło się ciekawiej. Tym bardziej się cieszę, że twórcy nie poszli na łatwiznę i nie poszli torem, który przewidywałem. W końcu powiedzieli nam, kim tutaj jest Sigurd i jaka jest prawdziwa historia Disir, co doprowadziło do nieoczekiwanego zakończenia i otworzyło nowe możliwości. Zobaczymy, jak zostaną wykorzystane. Póki co, odnotuję duży krok naprzód, przyznam, że numer był dużo lepszy od poprzedniego i przyznam plusa za sposób rozprawienia się z narracją. Rysunków nie skomentuję. Dam za to 7/10.

Marvel Zombies: Destroy #2
Krzycer: Ależ to głupie. I chaotyczne. I kupy się nie trzyma. Ale od następnego numeru ster przejmuje PAD - może on zrobi z tego coś interesującego.
W międzyczasie jedyne, co mi się tu podoba, to to, że rysownik ciągle rysuje Howarda tak, że wychodzi mu Kaczor Donald.
Gil: No i skończyło się rumakowanie. Baaaardzo szybko. Została rozwałka zombiaków, jaką widzieliśmy już setki razy i kilka prób zaskoczenia czytelnika, które nie odnoszą większego skutku. Pomysł się wyczerpał. Teraz to już zajeżdżanie martwej kobyły. Czy raczej, zombie-kobyły. Pokładałem jeszcze jakieś nadzieje w rysunkach, ale tym razem obniżyły poziom i dłużej już mnie przy tym tytule nie zatrzymają. 3/10 to max ile mogę wycisnąć.

Mighty Thor #14
Gil: Mamy w tym numerze trzy wątki prowadzone równolegle, wszystkie do czegoś zmierzają, ale w żadnym nie wiemy, do czego. Thor z goblinem spacerują po koszmarkach, Enchantress obcina łeb Blake'owi, a jakiś emo-dzieciak ucieka z domu. Podejrzewam, że wątek pierwszy jakoś połączy się z trzecim, a drugi wypłynie gdzieś w jakiś dziwny sposób. Póki co jednak, ciężko spodziewać się czegokolwiek, a progres nie jest zbyt duży. A przy okazji, wbrew temu co sugeruje okładka, wątek Dona i Enchantress zajmuje najmniej miejsca. Mimo wszystko, nie ma tu też niczego, do czego można się przyczepić, więc ostatecznie wystawię neutralne 5/10.
avalonpulse0249c%20%5B1600x1200%5D.JPG
Secret Avengers #27
Hotaru: Nie mogę się zdecydować, czy rysunki Renato Geudesa mi się podobają, czy nie. Nad niektórymi kadrami zatrzymuję się na dłużej, uśmiechając się pod nosem podziwiając ciekawą kompozycję i wprawne wykonanie. Przy innych zaś mrużę oczy zastanawiając się, czy będą odrobinę bardziej znośne wtedy, kiedy ich praktycznie nie będę widział. Fabuła okazała się być czymś zupełnie innym, niż oczekiwałem. Spodziewałem się epickiego poświęcenia, walki przeciwko beznadziejnie potężnemu wrogowi, a dostałem... sprzeczki. Nudne, nieabsorbujące sprzeczki. Mar'Vella wolę pamiętać z ostatniej miniserii. Tam Brian Reed zrobił to jak należy.
Krzycer: Ok. Pranie mózgów. To wyjaśnia parę rzeczy.
Ale nie zmienia tego, że Ms Marvel jest niefortunnym wyborem do roli "pani, która po praniu mózgu zada się z obcym panem".
A poza tym... jest całkiem ciekawie. Ale zabij, nic tu na razie nie pasuje do tego, co dzieje się w "Avengers".
Gil: Jedyny w tym tygodniu tie-in do AvX nie pozwala nam zapomnieć, jak mierny jest cały ten event. O ile rysunki wypadają już trochę lepiej, to na pytanie "co jest nie tak ze skryptem?" zaproponowałbym odpowiedź: wszystko. Kolejny raz muszę podkreślić, że nie ma to praktycznie nic wspólnego z tym, co dzieje się w Avengers, chociaż podobno obie historie poruszają te same wątki. Z drugiej strony, właściwie wszystkie postacie są out of character. Tak, wiem, że pod koniec odkrywają istnienie czegoś, co kontroluje umysły chyba wszystkich na planecie i można tym wytłumaczyć dziwne zachowania Mar-Vella, Carol i Noh-Varra, ale cała reszta też zachowuje się jak nie oni absolutnie bez powodu. I historia jest nudna. Wspominałem już o tym? No więc, to największa wada całości. I w ten sposób dochodzimy do kolejnego 3/10 w tym tygodniu.
Łukasz: Cały event z bitką Mścicieli i X-Menów coraz bardziej jest mi obojętny. Nie zmienia tego nawet ten tie-in, może jest lepszy pod względem scenariusza od bezprzymiotnikowych Avengers, ale no właśnie to jest wielkie, ale. Przede wszystkim zmartwychwstały bohater narodu Kree, powinien mnie cokolwiek obchodzić, a jest odwrotnie, zastanawiam się jak szybko go ubiją. A chronologia eventu trzeszczy w szwach!

Ultimate Comics: X-Men #12
Hotaru: Nawet mi się spodobało. Znów poczułem klimat numerów Ultimate X-Men, nie tych Millara, ale Vaughana. Obawiam się trochę, ze to łabędzi śpiew tej serii, że Brian Wood będzie mógł potem tylko ją pogrążać, w wolniejszym lub szybszym tempie. Oczywiście, mogę się mylić i nawet chciałbym tego. Niestety, w ostatnich latach Marvel niezmiernie rzadko zaskakuje mnie pozytywnie.
Krzycer: Nic ciekawego nie dzieje dopóki nie zjawimy się w kwaterze Roxxon (choć szalony Havok, któremu widzi się Cyclops to ciekawy pomysł... tylko kiedy Havok oszalał? Czy to ma być rezultat tego, co go spotkało podczas Ultimatum?). A w kwaterze Roxxon mamy Laylę Miller (a la Bendis - przynajmniej ciągłość została zachowana) i... zaraz, czy on się nie zabił dawno temu? (ok, Marvel wiki mówi, że tylko próbował)
Poza tym Spencer nawet nie sili się na oryginalność, i w cliffhangerze kradnie patent z którego dawno temu skorzystał BKV. A skoro o Vaughanie mowa, to bierzcie się za "Sagę", jest świetna.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0249a.jpgSecret Avengers #27
Autor:
Alan Davis

Sc0agar4k: Zdecydowałem się na tą okładkę z sentymentu. Wciąż mam w pamięci pojawienie się Lorda Mar-Vella z Cancerverse. Tutaj pojawia się ten prawdziwy, odrodzony. To co daje najlepszy efekt na tej okładce, to postać Kapitana na tle płomieni, które jednoznacznie kojarzą się z Phoenix Force, a ta jak wiadomo jest wszechpotężna. I znów wracamy do wspomnianego Mar-Vella i jego potęgi. DnA wróć!






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.05.23


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.