Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #246 (07.05.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 7 maja 2012Numer 19/2012 (246)



"Avengers Vs X-Men" rozwija się w pełni. Na szczęście nie jesteśmy skazani wyłącznie na ten event. W minioną środę rozpoczął się crossover "Exiled", w dalszym ciągu możemy śledzić "Ends of the Earth" i nie należy zapominać o pozostałych komiksach, nie powiązanych z jakimś większym wydarzeniem.



Age Of Apocalypse #3
Krzycer: Dobrze, że mamy wspomniane, że wskrzeszaniu towarzyszy mieszanie w głowie, inaczej można by się przyczepić do Cyclopsa (nie wspominając o widocznych na okładce X-Manach, którzy też mają być przywróceni do życia).
A poza tym... X-Terminated powoli padają, więc może prędzej czy później w tytule zostaną same postaci, które mnie obchodzą, jak Jean czy Sabretooth. W każdym razie nadal jest nieźle.
Gil: Zdążyłem już na tyle przywyknąć do warunków tej serii, że wyrobiłem sobie podejście, które gwarantuje pewien level satysfakcji podczas czytania. Zasada brzmi: ignoruj nowe postacie, skup się na starych. Nie jest to łatwe, gdy ci nowi zajmują ponad połowę objętości zeszytu, ale jednak się opłaca. Interesuje mnie cały wątek przywracania do życia nieboszczyków ze starego AOA, to co się dzieje z Jean i Creedem, nawet pojawienie się Bannera, ale do czeredy Strykera jakoś nie mogę się przekonać. Toleruję ich i czekam, aż wydarzy się coś naprawdę interesującego. Dlatego nadal moja ocena pozostanie w niższych rejonach 6/10.

Amazing Spider-Man #685
Krzycer: Bleh. "Wielkie odkrycie" zamiarów Octopusa niczym nie zaskakuje... no, może jednym - jakoś nigdy nie miałem Ottona za kogoś, kto naprawdę chciałby zniszczyć cały świat. Ale może to filmowy Octopus zaburzył mi odbiór postaci.
A poza tym jest wyjątkowo przeciętnie. No i jakim cudem reszta Avengers jeszcze nie uciekła? W ich własnym tytule zajęłoby to trzy strony...
EndrjuSzopen: O, kolejny numer ze Spider-Manem. O, znów ratuje świat przed wielkim kataklizmem! O, ale brzydka zbroja...!
Szczerze powiedziawszy, życzę serdecznie tej serii, żeby przejął ją inny scenarzysta, bo mimo potencjału historii przez niego wymyślanych są one prowadzone wręcz dziecinnie, w sposób często naiwny i bez polotu. Od trzydziestu numerów, jak zacząłem znowu czytać Pająka na bieżąco nie było jeszcze momentu, żebym był zadowolony po przeczytaniu TASM. Chyba. Ale i tak to jest chyba do tej pory najlepszy numer "Ends of the Earth".
Gil: No nieeee…!!! Nie może być!!! Octopus okazał się zły?!? Pusty śmiech mnie bierze na myśl, że ktoś w ogóle kupił tę jego pozę, a tu nam jeszcze wmawiają, że nawet SHIELD wysłali mu do pomocy. Puh-liz! Rozumiem budowanie dramaturgii i kreowanie rozmachu, ale bez przesady. Przegięli też, angażując w to łotrzyków i herosów z całego świata – ruch wykonany ewidentnie po to, by wycisnąć dodatkowy grosz z 1-shota. A żeby było jeszcze bardziej dramatycznie, dorzucili zupełnie oderwaną od czegokolwiek scenę, w której Sable przymila się do Pajęczaka. Najpierw ukradła samolot Wonder Woman, teraz zachowuje się jak nie ona… zaczynam coś podejrzewać. Na plus nie mogę też zaliczyć rysunków Ramosa, który zmienił Octopusa w skrzyżowanie purchawki z E.T. Będzie więc 4/10.

Avengers Academy #29
Hotaru: Tracę zaufanie do Gage'a. Nie wiem, co się z nim dzieje - w przeszłości zdarzało mu się pisać naprawdę dobre i mocne historie, a teraz dramatycznie obniżył loty, zarówno w autorskim Avengers Academy, jak i w X-Men: Legacy. Jego skryptom brak polotu, a dialogi są sztuczne jak najbardziej rozpoznawalne części ciała Pameli Anderson. To, w jaki sposób prowadzi Laurę, jest wręcz nie do pomyślenia - on ją wręcz cofa w rozwoju, burząc to, co udało się zbudować Kyle'owi, Yostowi i Liu. Na domiar złego, szata graficzna też niedomaga. Tom Grummet zdołał utrzymać jakiś poziom tylko przez kilka pierwszych stronic. Odpuścił sobie szczególnie przy rysowaniu twarzy - wszyscy wyglądają podobnie i - co gorsza - brzydko. Nie liczę nawet, że kolejny numer będzie lepszy.
Krzycer: Przede wszystkim: ...kiedy to się dzieje? Niby Cap i Logan mogli zostawić młodych zanim potłukli się nad Antarktydą, ale coś mi się nie zgadza jeśli chodzi o to, którzy Avengerzy byli w Akademii a którzy na Utopii.
Przechodząc do komiksu: boli coraz bardziej ewidentne cofnięcie X-23 w rozwoju. Ale rozmowa z Dust była całkiem, całkiem. Sympatycznie wypada surfujący Mettle. Ale historia jest niezręcznie poprowadzona. Szczęśliwa koegzystencja przerwana wybuchem Velocidada - praktycznie wszystko jest tu nienaturalne. A sam wybuch powinien paść zaraz po sugestii Herculesa.
A skoro o tym mowa - Hercules i Sebastian Shaw to najjaśniejsze punkty w tym numerze.
Lotar: Komiks z postaciami, których nie znam i które w ogóle mnie nie obchodzą. To smutne, że Grummett na stare lata zaczął tak bazgrolić. Ciekawe czy Shaw ma zamiar pomóc Hope, czy wraca na starą ścieżkę? Ostatnia strona jest fajnym nawiązaniem do klasyki. Lubię takie smaczki jeśli mają jakiś sens. A tu ma.
Wilsonon: Gage nie umie pisać dialogów. W jego wykonaniu są one, dla mnie, denne i sztuczne. I do tego co robi z X-23 dogłębnie mnie irytuje. Rysownik też nie zachwyca. Postaci co chwile są mniejsze, większe, średnie względem siebie i nie wspominam już o słodkich pyzowatych twarzach.
Gil: Parafrazując pewne powiedzenie: i Hercules dupa, gdy z komiksu kupa. Zaniechałem kontaktów z tym tytułem gdzieś po dziesiątym numerze, bo absolutnie niczym nie zdołał mnie do siebie przekonać i teraz widzę, że była to słuszna decyzja. Okładka i zapowiedź wyglądały interesująco, więc dałem się nabrać i okropnie się zawiodłem. Powiem więcej: żałuję tego kroku. Jeśli przyjąć, że poziom, jaki Gage pokazuje w Legacy jest mierny, to tutaj nurzamy się w mule. Ten komiks jest po prostu durny. Od pierwszego panelu - za który Herc wylądowałby niechybnie w pudle za molestowanie nieletnich w prawdziwym świecie – aż po ostatni, który nadużywa wzorca dobrze znanej sceny. A między nimi? Łopatologiczna ekspozycja, infantylne gagi, postacie wyprane z charakteru, średnie rysunki i nic, absolutnie nic interesującego. Chyba jednak wrócę do ignorowania tego i zostawię z oceną 2/10.

avalonpulse0246b%20%5B1600x1200%5D.JPGAvengers Vs X-Men #3
Hotaru: Nie spodziewałem się, że to powiem, ale jestem pozytywnie zaskoczony tym numerem. Sam nie wiem, jak to się stało. W mojej pamięci Ed Brubaker nigdy nie popisał się podczas pisania historii zespołowych, a John Romita Jr. jest... no wiecie - sobą. Pierwsza połowa numeru jest tak dobra, że kiepska druga część nie zdołała jej zepsuć. Cieszę się, że Magik wytarła Strange'em podłogę, i że Rachel jest jednak lojalna wobec ojca. Najbardziej kiepską sceną jest starcie pewnego blond buca z pewnym bucem brunetem, ale - jak wspomniałem - nie dominuje to nad zeszytem. Aha, i Romita nie zepsuł tyle, ile by mógł. Następny numer pisze Hickman - czy to oznacza, że będzie jeszcze lepiej?
Krzycer: Początek - do ucieczki X-Men - wypadł dobrze. Podobała mi się też podwójna gra Rachel (to logiczne, że padło akurat na nią). Podział Avengers na zespoły wydaje mi się dziwny... Spider-Man i Spider-Woman sami w Latverii? Idiotyczne - jak wpadną na Dooma to po nich, poza tym żadne z nich nie ma umiejętności, które mogłyby pomóc znaleźć Hope (niby Jessica była prywatnym detektywem kiedyśtam, ale jakoś nie widzę, żeby te poszukiwania miały z tego skorzystać).
Potem konfrontacja Capa z Wolverine'em. Wypada nieźle i kończy się - znowu padnie słowo klucz - logicznie (poza detalem z przecinaniem pasków bez muśnięcia ręki). Ale samo to, jak została wywołana... Rogers ni z tego ni z owego rąbie Logana w twarz? To do niego niepodobne. A jeśli to wszystko były elementy genialnego planu to wystarczyłoby go wypchnąć na samym początku i oszczędzić sobie wysiłku.
Ale poza tym to faktycznie najlepszy jak dotąd numer. Najmniej rzeczy do czepiania się. I do tego albo ja się zaczynam przyzwyczajać, albo JRJR się poprawia - niektóre kadry mi się spodobał (głównie te z Hope).
Wilsonon: Uf! Dobrze, że zbyt dużo walki nie było, przez co uniknięto nielogicznych sytuacji. Bałem się, że jako pisał to Brubaker to kiepsko będzie wyglądała praca zespołowa poszczególnych teamów, ale na szczęście do tego nie doszło. Cyclops w końcu zaczyna myśleć i zyskuje na czasie w pościgu po Hope. CA dalej szerzy swoją hegemonie i nieomylność co jest strasznie wkurzające. Mam nadzieję, że go ktoś zabije czy coś.
Jedyne co w walce Wolvie vs. Cap mi się nie podobało, to sytuacja z przecięciem pasków tarczy. Powinien przy okazji rozorać mu rękę.
Hah, Cap ma opory przed zabiciem nastolatki będącej zagrożeniem dla wszechświata, ale wywalenie gościa z samolotu lecącego z prędkością kilku machów już nie. Ach, ci hipokryci. Widać spotkanie z Annihilators niczego nie nauczyło tego starego capa.
Lotar: Ed wziął się za pisanie i od razu dostaliśmy najlepszy numer. Dodatkowo ekipa odpowiedzialna za rysunki postanowiła nie być gorsza i dorównała poziomem rysunków. Cyclops fajnie wyrolował buca, który musiał wszystko odreagować na Loganie, który w tym numerze już mnie tak nie wnerwiał i ma u mnie plusa za obicie gęby Rogersowi. Rosomak działający na własną rękę, mający przeciwko sobie wszystkich, to o wiele ciekawsza postać niż Rosomak na pasku Kapitan Ameryki. Ciekawe kto go jeszcze wystawi z jego własnej ekipy.
wolvie111: No już nie mogłem się doczekać, kiedy Wolverine odłączy się od Capa, bo tylko to może uratować tę postać, w tym evencie. Teraz będzie podążał samotnie, a co z tego będzie to zobaczymy. Było mało walki w tym numerze, a jak na razie mniej walki oznacza lepszy numer. Podobało mi się to, że Magik skopała tyłek Doctora Strange'a... przynajmniej ona nie dała ciała, ale z drugiej strony może oznaczać to jego ostateczny triumf przy drugim spotkaniu. Brakowało mi jakiegokolwiek pociągnięcia sprawy małżeństwa Storm i Black Panthera. Zostaje to całkiem ominięte. Trochę zbyt łatwo dali się wykiwać Mściciele z tą ucieczką X-Men i w sumie to czemu Magik zabrała tak małą grupę ze sobą. Wiem, że dzieciaki trafiły do Avengers Academy, ale co z takimi New Mutants albo Psylocke, czy Dezzler, która ma na Utopii rolę tak jakby ich mentorki?
Bardzo na plus wypada podwójna gra Rachel. Widzę, że będzie miała w tym evencie ważniejszą rolę niż tylko nieprzytomnej, byłej nosicielki Phoenix Force. Mam nadzieję, że reszta szkoły wreszcie się dołączy do akcji. Scena walki Wolverine'a i Captaina Ameryki wygląda średnio, za to sam jej rezultat całkiem zadowalający.
Graficznie w sumie niby nie najgorzej i wiem, że to co oglądam to Romita u szczytów możliwości, ale i tak odliczam czas kiedy rysunkami do AvX zajmie się ktoś inny. Po prostu nie mogę do niego przywyknąć i choć czasem coś mu wyjdzie, to przez większość numeru psuje mi odbiór... Ogólnie to chyba najlepszy numer z AvX, ale mimo to nie dam więcej niż 7/10.avalonpulse0246c%20%5B1600x1200%5D.JPG
EndrjuSzopen: Podszedłem do tego eventu jako człowiek, który z Marvela orientuje się tylko w Spider-Manie i tylko z nim komiksy czyta (abstrahując już od poziomu jaki reprezentuje taki TASM). Miałem nadzieję, że wprowadzi mnie trochę w Avengersów i X-Menów, żeby po nim zapoznać się szerzej z uniwersum Marvela i póki co wiem trochę więcej niż wiedziałem i to daję jako plus tej serii.
Może też dlatego, iż nie znałem się prawie w ogóle na obu stronach konfliktu daje mi inne spojrzenie na cały event, który bardzo mi się podoba. Tzn. nie ma szału macicy i póki co nic za bardzo nie urywa; ten numer nawet trochę zgasił moje zaangażowanie w tą serię, ale rozwija ciekawie różne wątki mogące mieć duży wpływ na całość - np. najbardziej wyeksponowany dotyczący Wolverina. Czekajmy na ciąg dalszy, jeszcze tyle numerów do końca, jeszcze tyle może się zdarzyć...
Gil: Zadziwiające, ile może zdziałać wymiana scenarzysty. Wiem, że nie raz narzekałem na Brubakera, zwłaszcza w tytułach drużynowych, ale zawsze doceniałem jego warsztat. I tutaj właśnie on ratuje sytuację. Pierwszy numer był efekciarski, drugi debilny, a trzeci wreszcie dało się czytać bez chęci sięgnięcia po mocniejszy środek przeciwbólowy. Owszem, niektóre zagrania są mierne, ale za to odpowiada już twórczy kolektyw – Ed musiał sobie poradzić z tym jednym numerem i dał radę. W końcu dali sobie spokój z tą bezsensowną bijatyką i już to jest wielkim plusem. Podejrzewam, że jednak ten stan rzeczy długo się nie utrzyma, zwłaszcza gdy fabuła zmierza w stronę konsolowej bijatyki tag team z użyciem najbardziej oczywistych lokalizacji. Mam wrażenie, że jest to pisane nie tylko pod mini serię VS, ale też z myślą o jakiejś grze, która pewnie pojawi się po zamknięciu eventu. Druga głupota, jaka uderzyła mnie w tym numerze to wyrzucenie Logana z samolotu. Każdy przecież wie, że to go z gry nie wyeliminuje, więc przewiduję jakiś niezwykle istotny dla fabuły zbieg okoliczności w najbliższej przyszłości. Rzecz trzecia: właściwie wszystkie sceny z X-Men. Cyclops jest już przekozaczony do przesady z tą gotowością na wszystko, a ten przystanek w magazynie był po prostu durny i niepotrzebny. Poza wspomnianymi elementami jestem w stanie przełknąć resztę bez większego bólu. I nawet muszę przyznać, że Romita znów miał parę lepszych momentów, chociaż większość numeru to jego standard, a i parę wyjątkowych brzydactw się znalazło. Zaczynam podejrzewać, że mu inker pomaga miejscami. Innymi słowy, jest to najlepszy z trzech dotychczasowych numerów serii i da się go przyswoić, ale nadal nie znalazłem ani jednego punktu fabuły, który mógłbym pochwalić – jest po prostu mniej minusów, ale plusów nadal brakuje. Dlatego ocenię go na 3/10.
Gamer2002: Lepszy od 2 poprzednich numerów, choć urok crossovera taki, że muszę sięgnąć po jakiś komiks, by zobaczyć, co Cyclops powiedział światu, że związał ręce Capa.
Podoba mi się ucieczka X-men, to że Iron zaczyna wypominać Capowi, że ten zachowuje się jak on w CW, oraz że Cap wkurzył się na Logana, który w miarę wyjaśnił swoje pobudki. Choć to jak Cap z ni gruchy ni pietruchy go walną to było głupie. No, ale Wolvie dostał to na co zasłużył, za nasyłanie dwóch drużyn na siebie i go wywalili z samolotu. Taka karma.
O, scenarzyści jednak pamiętają o Rachel. Tylko dlaczego wcześniej z nią się nie skonsultowano w sprawie Phoenix Force?
Choć w sumie jest to 23 stron "musimy coś zrobić!" i takiej sobie młócki pomiędzy Capem i Wolvim. Nie dziwota, że potrzebują 12 zeszytów + multum innych, by opowiedzieć tą jedną historię. 5/10, może być.
Łukasz: Połowa pierwszego aktu nowego eventu za nami, akcji było w nim sporo. Zmiana scenarzysty to ogromny skok jakościowy względem poprzedniego numeru, ba nawet rysownikowi to się udzieliło, dzięki temu ujrzeliśmy moim zdaniem pełne emocji, wypełnione bardzo dynamicznymi i przepełnionymi emocjami kadry, które pokazują pojedynek między pierwszym harcerzykiem USA a mutantem wychowanym w dzikich odstępach, który wybuchł ni z gruchy ni z pietruchy. Bo nadal nie rozumiem motywacji Rogersa by zaatakować Logana, nie mając do tego żadnych konkretnych powodów. Reszta numeru to rozstawienie pionków na szachownicy wydarzeń czyli ruchy taktyczne te ze strony Mścicieli, jak i X-Menów. Mamy także wgląd na to, co porabiał Mesjasz Mutantów po tym jak ostatnio opuścił Utopię. Najbardziej, i nie tylko mnie sądząc po wypowiedziach innych forumowiczów, denerwuje zachowanie Logana. Nie wiem czemu tak usilnie pragnie śmierci rudowłosej nastolatki. Chyba jedyny słuszny powód, to ten by niezostała ona kolejną po Jean Grey osobą, której moc Feniksa zniszczyła życie oraz zagroziła jej bliskim oraz planecie na której żyje. Ale dlaczego robi to w pojedynkę? Przecież wie, że nie ma szans w starciu z tak ogromną potęgą, która w ciągu kilku sekund potrafi unicestwić miliardy istnień. Zachowanie tego bohatera uważam za idiotyczne pod każdym względem, zapewne za kilka numerów wyskoczy w najmniej spodziewanym momencie niczym diabeł z pudełka i zrobi spore zamieszanie. Denerwuje mnie, że w tym numerze nie ujrzeliśmy kluczowego momentu fabuły, czyli sytuacji w której doszło do poddania się jednej ze stron konfliktu, tylko dowiedzieliśmy się co zaszło z ust m.in Spider-Mana. Wydawca pewnie uraczy nas szerszym pokazaniem owego momentu w jednym z nadchodzących tie-inów. Numer o wiele ciekawszy niż poprzedni, akcja bardzo posunęła się do przodu. Sądziłem, że nadal będziemy świadkami bijatyki między superbohaterami a ludźmi obdarzonymi genem X, a tu niespodzianka. Akcja w pierwszej połowie nieco zwalnia, przychodzi czas podejmowania decyzji, oraz ucieczki z placu boju. Mamy też podwójnego agenta, którego takie zachowanie mogę w pełni przyjąć do wiadomości, skoro zależy mu na obu stronach konfliktu. Jak na razie ten cały pojedynkowy event to sinusoida pod względem scenariusza i rysunków. Pierwszy numer był dobry, drugi słaby, a obecny znów dobry. Mam nadzieję, że kolejne odsłony bardzo szeroko rozreklamowanego przez Marvel wydarzenia będą tylko lepsze. Panie Hickman liczę na pana, a może nawet Fraction mnie zaskoczy? Kto wie :) . Ocena to zawyżone nieco 7/10.

Daredevil vol. 3 #12
EndrjuSzopen: Cóż, jest to dopiero trzeci komiks z Daredevilem, który czytam i pierwszy, który czytam po prostu dla niego samego, a nie z powodu kolejnego crossovera ze Spider-Manem. Owszem, sytuacja związana z Omega Drive zaciekawiła mnie mocno potencjalnymi wydarzeniami jakie może przynieść dla Daredevila (crossover o tym zaciekawił mnie także postacią Punishera..). I mimo, że niewiele się dzieje tutaj rzeczy związanych z tymże, dostaliśmy bardzo fajny, ciekawy do przeczytania zeszyt - nie ma jakiejś wartkiej akcji, nie ma walk na śmierć i życie... Ot, fajna historia, która przyciąga uwagę. Proponuję popatrzeć panu Slottowi jak można robić dobre historie, że wcale nie potrzeba ciągłego ratowania świata przed wieloma kataklizmami.
Gil: Kolejny numer z tych całkiem fajnych, które na chwilę odrywają nas od przydługiego już wiodącego wątku serii. Składają się na niego dwa motywy: pierwsza randka i wynikający z niej flashback. Oba mają swoje smaczki i są poprowadzone bardzo przyjemnie, chociaż ta opowiastka Matta wydaje się lekko naciągana (ale może to celowe, więc nie będę się czepiał). Rysunki wpisują się w wykreowany przed crossem klimat, więc pomagają wrócić do równowagi. Warto też zwrócić uwagę na intrygującą okładkę. Całość oceniam na solidne 7/10.

Defenders vol. 4 #6
Krzycer: Czytam Defenders, bo jest tu Iron Fist (no i dlatego, że tytuł waha się pomiędzy "nawet znośnym" a "miejscami całkiem niezłym"). W tej historii najwyraźniej Rand i jego światek będzie jeszcze ważniejszy.
Więc to, co mnie najbardziej ubodło, to eliminacja poza kadrem trzech postaci z tego światka i spaskudzenie czwartej. Lubiłem ich!
Ale muszę przyznać, że poczytałbym więcej o Confederates of the Curious. Może dlatego, że każdy kadr z nimi mógłby być ilustracją do Wolsunga.
Gil: Z tego numeru Immortal Iron Fist dowiadujemy się… Waaait… mam déjà vu. I ciśnie mi się oczywiste pytanie: po co zamykali tę serię, skoro teraz tak bardzo by się przydała? No ale dobra, takie bulbotanie niczego nie zmieni, więc wróćmy do tematu. Intryga, która teraz skupia się wokół Iron Fista, prowadzi do odkrycia kilku kolejnych faktów na temat maszynerii i ujawnia co nieco na temat Immortal Weapons. I tu pojawia się kolejne pytanie: czy teraz Bendis z Fractionem wzajemnie nie strzelą sobie w kolana? Cóż, poczekamy-zobaczymy. Tymczasem jest całkiem nieźle i klimat zbliża się do wspomnianego Immortal Iron Fist, a ponieważ była to chyba najlepsza z prac Fractiona, jest to duży plus. Tym razem będzie z tego 6/10.

Exiled #1
Hotaru: Pomimo tego, że musiałem wygooglać to, kim jest jedna z kluczowych postaci tego numeru, bawiłem się przednio. Chyba po raz pierwszy, od kiedy DnA przejęli pisanie o New Mutants zaraz po lekturze nie rzucały mi się w twarz stracone okazje i po raz pierwszy od kilku miesięcy przeczytałem ich komiks od deski do deski, nie muszą walczyć z chęcią przekartkowania. Podejrzewam, że z jednej strony to zasługa Gillena, a z drugiej braku rysunków Fernandeza. Tak, wspominam o tym, bo czuję, że za kolejne dwa numery będę narzekał właśnie na to - brak Gillena i rysunki tego artysty. Tymczasem rozkoszuję się tą intrygującą historią.
Gil: Jest to całkiem fajny wstęp do mini-crossa między jedną z najlepszych ostatnio serii, a tytułem, który przechodzi poważny kryzys tożsamości. Byłby jednak zdecydowanie lepszy, gdyby nie trzy elementy: 1) rysownik, do którego od dawna nie mogę się przekonać, 2) nieprawdopodobny wprost zbieg okoliczności, jaki leży u podstaw historii, 3) czarnoskóry Asgardianin, czyli rzecz która całkowicie zrujnowała w moich oczach filmowego Thora. No i jeszcze nie musieli robić z tego 1-shota, ale wiadomo – ca$h! ca$h! Poza tymi rzeczami jednak muszę przyznać, że była to całkiem fajna lektura i chętnie zobaczę dalszy ciąg. Plusem jest to, że między tytułami istnieje już nić porozumienia, a wątki te jak dotąd nie zawiodły w żadnej historii, w której się pojawiły. Można też dać kredyt zaufania twórcom. Teoretycznie więc, Exiled jest historią, której nie można spieprzyć. Jak będzie w praktyce zobaczymy, ale trzymam kciuki i na dobry początek wystawiam 7/10.

Hulk Smash Avengers #1
Gil: O ile dobrze pamiętam z niusów czy zapowiedzi, seria ta ma opowiadać o pojedynkach Hulk vs. Avengers w różnych punktach historii. Pierwszy numer sięga do tej najbardziej odległej historii i za sprawą Sala Buscemy emuluje dość wiarygodnie klimat epoki. Ma to swoje plusy i minusy, bo ja na przykład nie przepadam za owocami tamtych lat. Symulacja byłaby jeszcze bardziej udana, gdyby dotyczyła również warstwy fabularnej, ale to już niestety (a może stety?) nie wyszło. Postacie nie zachowują się i nie mówią jak w komiksach z epoki, a styl prowadzenia fabuły również nie pasuje. Jak już wspomniałem, nie przepadam za Silver Age, ale skoro już zdecydowali się na taką symulację, to trzeba było poprowadzić ja wiarygodnie do końca. Tym bardziej, że fabuła jest słabowita i łatwiej byłoby to przełknąć, gdyby pozostała w roli. A tak, będzie 4/10 z kategorii komiksów zbędnych.

Invincible Iron Man #516
Gil: Okay, nie wiem dlaczego właściwie zdecydowałem się śledzić tę historię (pewnie dałem się złapać na "koniec Tośka", o ja naiwny!), ale coraz bardziej żałuję tego kroku. Bo im dalej w las, tym więcej drzew, a o każde drzewo rozbija się jakiś wątek. Armia złoczyńców służy tylko za pionki, żeby była jakaś pozbawiona sensu akcja, bo reszta jest przegadana. Mandarin świruje, a Zik brnie w stronę Emo, natomiast Antek ot tak sobie ogłasza, że już nie będzie ajronmanował. Nie, bo nie. Dil łit it. Dużo szumnych zapowiedzi, bicie piany, zbieranie armii, a teraz – kapiszon. Mam wrażenie, że 3/10 to zbyt wiele, ale niech im będzie.

Ultimate Comics Spider-Man #10
Hotaru: Kilka miesięcy temu kiedy pierwsze ziarna wątki Prowlera zostały zasiane, w moim cynicznym stylu przewidywałem, że będzie to najsłabszy element historii o Milesie. Jakże się nudziłem. Ten numer to przede wszystkim rozmowa Aarona z bratankiem, ale tyle wystarczyło, by Bendis uciszył wszelkie moje obawy o to, jak bardzo stereotypowy i naciągany okaże się to wątek. Kurcze, na przestrzeni kilkunastu stronic, Bendis przekuł mój pesymizm w entuzjazm. Nie wiem, czy udałoby mu się to, gdyby nie David Marquez. Jestem gotów upuścić sobie krwi na ołtarzu jakiegoś komiksowego bóstwa, by on i Pichelli zostali przy tej serii jak najdłużej.
avalonpulse0246d%20%5B1600x1200%5D.JPG
Venom vol. 2 #17
Krzycer: Thompson robi w tym numerze coś głupiego, więc Remendera trzeba pochwalić za to, że czyta się to dobrze i wszystko wydaje się naturalne.
Może poza jednym. Dwustronicowe wahanie Flasha czy nacisnąć spust. Gość jest żołnierzem. Myślałby kto, że jeśli już miałby się zmagać z wątpliwościami, zrobiłby to przed misją a nie w trakcie. Ale poza tym - kolejny dobry numer.
EndrjuSzopen: Tak naprawdę to chyba jedyna seria, której perspektywa czytania z tych niewielu serii, które z Marvela czytam, napawa mnie ekscytacją i nie mogę się doczekać kolejnych zeszytów. Nawet mimo tego, iż dla mnie Eddie Brock to był zawsze Venom i nigdy nie chciałem akceptować innej kombinacji, taka opcja mi się podoba - to musi znaczyć, że ta seria naprawdę jest na wysokim poziomie.
I ten numer też trzyma poziom całej serii, kontynuuje coraz cięższe losy Flasha (chyba jest coraz bliżej większego oddania się symbiotowi, bo ledwo się trzyma), a także kontynuuje wyczekiwany przeze mnie wątek z Eddiem (bo ten z Crime Masterem i resztą nie pociąga mnie aż tak bardzo) i Toxinem... No, znowu jest na co czekać!
Gil: Wracamy do wątku Crime Mastera, oh goodie… Jakoś za nim nie tęskniłem. Prawdę mówiąc, bardziej niż fabuła trzymają mnie przy tej serii momenty – jakieś jednorazowe wybryki Remendera, które zaskakują, bawią, szokują… Od poprzedniego numeru przyczynia się też Kev Walker, chociaż wolałbym go z powrotem w Thunderbolts. W każdym bądź razie, ten zeszyt ma swoje momenty. Szokujące? Nie specjalnie, bo Flash po prostu się wje… znaczy, wpadł po uszy w kłopoty. Zaskakujące? To już bardziej, bo nie spodziewałem się, że Eddie zostanie teraz Toxinem. Swoją drogą: czarny, biały, czerwony – zaczynam podejrzewać, że ktoś tu przyjął strategię "złap je wszystkie". A zabawne? Mucha i Dyniogłowy dość dobrze się o nie zatroszczyli. Tak więc, wykonane zostały 2/3 normy, a rysunki cieszą oko, więc to powinno wystarczyć na 7/10.

Wolverine And The X-Men: Alpha And Omega #5
Krzycer: Mi się podobało. Choć ostatecznie wylądowaliśmy w tym samym miejscu, gdzie byliśmy na początku. Poza tym zabrakło mi w końcówce Hisako. Myślałby kto, że byłą równorzędną bohaterką tej historii...
A tak poza tym poza tym to nie wiem, jak traktować ostatnią stronę. Ale wątpię, żeby to miał być problem, bo Aaron w WatXM i tak pewnie nie będzie się na to oglądał (choć kto wie, przy Genesisie współpracuje z Remenderem...)
Gil: Ależ tu się nic nie wydarzyło! I nawet nie jest to ani trochę zaskoczeniem. Rozwiązania tej serii mogły być dwa: albo się pozabijają, albo pogodzą. Wątpię, czy ktokolwiek wierzył w pierwsze, więc stąd absolutny brak zaskoczenia. Pozostawało pytanie, czy pretekstem do zgody będzie coś interesującego? Odpowiedź: nie. Nudno tu, nieciekawie i w większej części brzydko. Dlatego podsumuję całość oceną 3/10.

X-Factor #235
Hotaru: Można liczyć na PADa. Kto inny w jednym komiksie będzie jednocześnie nabijał się z fanboyów, jak i uciszał ich wątpliwości i lęki? I chociaż doceniam te mrugnięcia okiem w stronę twardego fandomu, o tyle jeszcze bardziej podoba mi się, jak David zrobił z tego, czego wszyscy się obawiali, jeden z wątków. Bo nie oszukujmy się - po cichu każdy obawiał się, że pojawienie się Havoka i Lorny zaburzy równowagę. Zaburzyło. I co z tego? Scenarzysta udowadnia, że potrafi upichcić świetne danie nawet z najmniej pasujących do siebie składników.
Krzycer: Kolejny fantastyczny numer. Na dodatek ślicznie wplata różne wątpliwości, które czytelnicy mogą mieć w związku z tytułem w dialogi postaci.
Tylko... cholera, naprawdę przydaliby się jacyś konkretni przeciwnicy w tej serii. Może Isolationist na takiego wyrośnie, bo na razie... Dość powiedzieć, że PAD sięga po nie-mam-pojęcia-kogo-ale-chyba-powstał-w-latach-90. Co pewnie będzie miało swoje zalety w postaci kolejnych wskazówek co do tego, kim według PADa są Shatterstar i Longshot i co ich łączy. Zobaczymy.
A w ogóle to brakuje mi Singularity Investigations i Trypa.
Gil: Czy zaskoczę kogoś, przyznając temu zeszytowi tytuł numeru tygodnia? Pewnie nie, bo tytuł zgarnia go prawie w każdej odsłonie. Tym razem wystarczyły pierwsze 4 strony, żebym nie miał co do tego wątpliwości. A jak już się expres PAD rozpędzi, to nic go nie zatrzyma, póki starczy kartek. Intryga jest świetna, nie brakuje genialnych tekstów i budujących napięcie momentów. Havok w końcu się przydaje do czegoś, czyli do podkręcania dynamiki. A na końcu pojawia się… Bloodstrike? Serio to nie mam pojęcia kto to jest, chociaż wygląda bardzo liefeldowo. A skoro już o rysunkach mowa, to Kirk powinien popracować nad profilami – cała reszta wychodzi mu świetnie. Co tu więcej dodać? Mocarne 7/10 się należy.
Łukasz: Scenarzysta tej serii od dawna już mnie przyzwyczaił , że pisani przez niego bohaterowie, to postacie pełne dynamiki, poczucia humoru, wad i zalet, czyli tego wszystkiego czego próżno znaleźć w innych seriach z Marvela. Tajemnicza siła, która mordowała przebierańców w poprzednim numerze, tutaj wychodzi z cienia, co nie wątpliwie odczuwa na własnej skórze jeden z członków X-Factor. Nie zabrakło w numerze sceny humorystycznej, tutaj był nią wspólny seans dokumentalnego filmu z serii gore, którego aktorom nie było dane dłużej pożyć na tym łez padole; a którego ekspertem ze znajomości tej tematyki okazał się być niespodziewanie Guido :) . W końcu widzimy większą niż dotąd interakcję między Havokiem a resztą zespołu, a także wyeliminowanie z gry przez tajemniczą siłę Longshota, ciekawe czy ma ona coś wspólnego z osobnikiem z końcówki numeru? W numerze zabrakło mi znów kogoś ze starej ekipy detektywów, a mianowicie Layli, czyżby nadal było w drodze z lokacji, w której widzieliśmy ją w ostatnim numerze? Czy może nie było uwzględniona jako istotna postać, w tej 2 odcinkowej historii? Mam nadzieję, że pojawi się w kolejnym numerze. Numer otrzymuje od de mnie zasłużoną ocenę 8,5/10 oraz tytuł numeru tygodnia.

X-Men vol. 2 #28
Hotaru: Wolę Skrulle od wampirów. I o wiele bardziej wolę Willa Conrada niż Jorge'a Molinę. Ten numer wygląda tak dobrze, że jestem gotów przymknąć oczy na mało porywającą fabułę. Wolę skupić się na przepięknej stronie graficznej. Conrad wykształcił styl bardzo podobny do Mike'a Deodato, na razie jednak nie stosuje aż tyle kresek do cieniowania, co bardzo mi odpowiada, bo czyni jego rysunki czytelniejszymi. Conrad marnuje się przy tym tytule.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0246a.jpgX-Men vol. 2 #28
Autor: Will Conrad

Hotaru: Wprawdzie okładka przedstawia Colossusa i Magik, których nie ma w ogóle w środku numeru, ale co z tego? Wygląda to wystarczająco mrocznie, przede wszystkim dzięki wyjątkowo organicznej pajęczej sieci i sposobowi, w jaki oświetlony został Spider-Man. Tak, to dzięki tym 2 elementom zdecydowałem się wyróżnić tą okładkę.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.05.02


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.