Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #243 (16.04.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 16 kwietnia 2012Numer 16/2012 (243)



Choć i tak trafił się komiks powiązany z "Avengers Vs. X-Men", to można powiedzieć, że poprzedni tydzień dał nam chwilę wytchnienia od eventu. W dzisiejszym numerze mam więc wiele innych, ciekawych pozycji.



Avengers Assemble #2
Gil: Drugi numer okazał się lepszy od pierwszego. Może nie powinienem się dziwić, bo to nie pierwszy taki przypadek, a jednak ktoś powinien się nad tym zastanowić, skoro wielkie jedynki mają przyciągać i zachęcać nowych czytelników. Chociaż tak prawdę mówiąc, to nie bohaterowie mnie tu zainteresowali, ale ich przeciwnicy. Przy okazji poprzedniego numeru wspomniałem o niesławnych poprzednikach Zodiaców, a tym razem pojawiła się szansa na inkarnację tej grupy, która nie będzie pośmiewiskiem. No dobra – nie będzie nim przynajmniej przy swoim debiucie. Zaintrygował mnie origin tej grupy, sugerujący ingerencję sił kosmicznych i chwyciło to wystarczająco, żebym prześledził historię do końca lub przynajmniej do momentu ujawnienia tajemniczego sponsora, jeśli będzie wyjątkowo kiepska. Póki co, nie jest. Są w niej elementy na tyle niespójne, że scenariusz sam zwraca na to uwagę, ale mimo wszystko jest przyzwoicie opowiedziana. Dlatego tym razem dostanie ode mnie 6/10.
Arachnid: Podobało mi się. Oczywiście mogłoby być zdecydowanie lepiej, ale i tak jest ok. Przeciwnicy, czyli grupa Zodiac, prezentują się bardzo ciekawie, a pokonanie ich nie przyjdzie zbyt łatwo naszym bohaterom. Podoba mi się sposób w jaki przedstawiony jest Hulk. Trochę przypomina mi on Hulka z Avengers: Earth’s Mightiest Heroes. Ogólnie numer jest średni, choć ma potencjał. Mam nadzieję, że twórcy go wykorzystają. Rysunki całkiem niezłe.

Avenging Spider-Man #6
Krzycer: Taki prosty i oczywisty crossover. Na razie spełnia wszystkie nadzieje, jakie w nim pokładałem, w przeciwieństwie do niektórych innych ulicznych crossoverów.
Pytanie, czy w następnych rozdziałach czymś nas zaskoczy? A jeśli tak, to jak bardzo? Na razie zdziwię się, jeśli Punisher do samego końca będzie grał według zasad Pająka...
Gil: Całkiem fajny początek tego małego street-levelovego crossa. Byłby jeszcze fajniejszy, gdyby nie rysunki, bo gorzej narysowanego kostiumu Daredevila jeszcze nie widziałem. Ale fabularnie jest dobrze. Lepiej niż przy niedawnym spotkaniu Petera z Mattem, bo tutaj dialogi między nimi bardziej się kleją. Punisher jest tutaj trochę egzotycznym dodatkiem, jak kwiatek do kożucha, ale da się to przeżyć. Ja zwyczajnie go nie lubię i ignoruję. Wątek super-dysku za to nieźle się rozwija, chociaż mógłbym pomyśleć o kilku pewniejszych sposobach ochrony go, niż noszenie na szyi. Z innym rysownikiem ocena byłaby wyższa, ale tak będzie mocne 6/10 tuż przy granicy z siódemką.

Carnage, U.S.A. #5
Krzycer: Czegoś mi zabrakło w finale. Można się było domyślić, że scenarzysta nie zdecyduje się odstrzelić Cletusa, ale mimo wszystko czyjaś krew mogła się polać. A tak... czegoś mi zabrakło.
Ale dostaliśmy kadr na którym Ben Grimm mocuje się z żyrafą. Zawsze coś.
Szczepi: Koniec harców Carnage’a i jego chorego pomysłu na ustanowienie własnego państwa. Koniec, który był mało widowiskowy, jednak zapowiadający dalszy ciąg przyszłego zagrożenia jakie niesie ze sobą Cletus Kasady. Walka posiadaczy symbiontów pozbawionych swoich kosmitów jak i kończyn była dość fajnie przedstawiona. Z kolei starcie Avengers i mieszkańców miasteczka wypadło komicznie. Sama końcówka zaś to pyrrusowe zwycięstwo bohaterów nad szaleństwem, czego dowodem jest rozmowa Hawkeye’a i Wolverine’a na ostatnich kadrach komiksu pośród tego, co zostało z pewnego sennego miasteczka, do którego niewinnych mieszkańców przybył chaos, szaleństwo i zniszczenie.
Gil: Jeśli ktoś spodziewał się fajerwerków na zakończenie, może się zawieść. Ale jeśli ktoś ma świadomość, że to fragment większej całości… po prostu przejdzie nad zakończeniem do porządku dziennego. Cóż, nie da się ukryć, że jest słabiej. Dwaj nieco przykrótcy panowie walczą w parterze, podczas gdy symbionty rozłażą się na dzikie zwierzęta (pokłosie mało subtelnego forshadowingu sprzed paru numerów). Potem wielkie bum i zapowiedź ciągu dalszego na tle moralnie zaniepokojonego finału. I mam wrażenie, że zakończenie uległo zmianie, gdy zapadła decyzja o kontynuacji, bo jakoś nie widzę tu spójności. Co więcej, grafika również osłabła i wygląda jakby ktoś się bawił akwarelami. Całość jest po prostu poziom niżej od poprzednich części, więc ostatecznie będzie kolejne w tym tygodniu 6/10.

Fantastic Four #605
Krzycer: Ładna końcówka. Tylko czy naprawdę potrzebowaliśmy przez cały numer patrzeć, jak Thingowi rośnie broda (przez stulecia), żeby ta końcówka mogła zaistnieć?
Poza tym jak ta cała wyprawa w przyszłość ma się do tego, że przyszłość zmienna jest i w ogóle?
Gil: To jedna z tych historii, które właściwie nie mają racji bytu, a jednak są tak fajne, że nie można im się oprzeć. No, bo wszyscy wiemy, że przyszłość w Marvelu zmienia się częściej niż pogoda, więc taka wyprawa jest niczym więcej jak impresją autora na temat. I jakoś ciężko mi uwierzyć, że Thing mógłby przeżyć 4 tysiące lat, nawet przy takim uzasadnieniu. Ale, kurde, jednak fajne to jest! Miałem banana na twarzy i czekałem, co pokażą w każdym kolejnym skoku, a w końcówce westchnąłem sobie z sympatią. Tak po prostu, fajne i przyjemne to było, a przy tym całkiem dobrze wyglądało. Na 7/10 zasługuje.

Formic Wars: Silent Strike #5
Misiael: Narzekałem na tę serię. Choć mój entuzjazm dla wszystkiego, co z Enderverse nawet mnie wydawał się nieskończony, kroniki Pierwszej Inwazji Formidów podziałały niczym kubeł zimnej wody na głowę. Przewidywalna, oparta na najbardziej ogranych kliszach tysiące razy wykorzystywanych w tego typu opowieściach, z kulejącymi dialogami i dość przeciętnie skrojonymi postaciami. Jakby tego było mało, oprawa graficzna również nie zachwycała - choć charakterystyczna, to jednak nieoddająca pełnego klimatu opowieści.
A jednak - mimo wszystkich przytoczonych przeze mnie wad, czytało się zaskakująco przyjemnie. Stare chwyty działały, postacie mimo wszystko dawały się polubić, opowieść wciągała i - pomijając przykry spadek formy w ostatnich zeszytach - niepozostawiająca czytelnika obojętnym. Nie jest to oczywiście poziom Ender's Game czy Ender's Shadow, ale dorównanie tym pozycjom to i tak zadanie niemal niemożliwe. Summa summarum całą, przedstawioną w dwóch miniseriach opowieść, oceniam raczej pozytywnie. Może to moje Cardowe fanbojstwo, może rezultat niskich oczekiwań - ale czytało mi się przyjemnie.
Zwłaszcza, że ostatni numer znacząco podniósł poziom całości. Kosmiczna naparzanka wypadła jak należy - bez fajerwerków i kiczowatych, chwytających za serce zwrotów akcji, ale w sumie porządnie - jednak prawdziwym smakołykiem jest druga część zeszytu, która przedstawia nowy układ sił na Ziemi. Widzimy genezę Międzynarodowej Folty, Hegemonii, ujawnione zostaje istnienie Strategosa, zaś główni bohaterowie dramatu zostają porozstawiani na szachownicy, w oczekiwaniu na dalsze wydarzenia. Nie mogę się już doczekać. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy i Marvel przedstawi nam także historię Drugiej Inwazji i będzie ona o wiele lepsza, niż to, co widzieliśmy do tej pory. A - któż to wie? - może i wydarzenia z "Chłopca z Polski" załapią się na adaptacje? Byłoby bardzo miło.

Journey Into Mystery #636
Hotaru: Fajne zakończenie naprawdę fajnej historii. Sposób, w jaki Loki rozprawił się z Nightmare'em jest po prostu błyskotliwy i jakże w jego stylu. Nie mogę wyjść z podziwu nad tym, co Kieronowi Gillenowi udało się w tej serii osiągnąć. Cieszę się z każdego nowego numeru i już jest mi strasznie przykro, że scenarzysta nie zostanie przy tej serii po wsze czasu. Nie tylko główny bohater błyszczy - Leah wyrasta na naprawdę intrygującą postać, której przygody chętnie będę śledził, ale taki "komediowy przerywnik", jakim jest piekielny piesek, nosi w sobie ogromny potencjał. Jedna z lepszych wydawanych przez Marvela serii, nie mam co do tego wątpliwości.
Krzycer: Piękne zakończenie rewelacyjnej historii. I po raz kolejny przy tym tytule miałem skojarzenie z Asteriksem - tym razem rozkładówka z grą planszową jakoś miło mi przypomniała... co to było... historię wojen Gotów?
Nieważne, ważne, że mi się miło kojarzy. JIM to zdecydowanie jeden z najfajniejszych, najbardziej specyficznych marvelowych tytułów. Oby tak dalej.
Gil: Świetne zakończenie świetnej historii. Bardzo w stylu Lokiego. I z udziałem wszystkich Fear Lordów. Więcej zdradzić się nie godzi, skoro wszystko opiera się na podstępie, prawda? Powiem więc tylko tyle, że naprawdę warto przekonać się samemu, co ten Loki znów wymyślił. I poczytać dobrze prowadzonego Hellstorma. Ha, warto zajrzeć choćby dla samej pierwszej strony. Tutaj nie ma miejsca na żadne ‘meh’, wszystko jest bardzo dobre i zasługuje na mocarne 7/10.

Mighty Thor #12.1
Gil: Niedawno kupiłem sobie mitologię germańską (opracowanie A.Szrejtera – bardzo fajne) i zaledwie przedwczoraj czytałem opowieść o tym „jak Thor Mjolnira odzyskiwał”. I oto siurpryza jakich mało: dokładnie ta sama historia jest jedną ze składowych tego numeru! Znajomy jest też fragment o Lokim i wężu, a pewnie i inne składowe – no, może oprócz tej z Volstaggiem – są zaadaptowane z mitologii. Nie podejrzewałbym Fractiona o sięganie do materiałów źródłowych, ale w tej sytuacji muszę mu oddać szacun. Owszem, można było rozwinąć te adaptacje, ale i tak wypadają nieźle. No i hej – kiedy ostatnio widzieliście szczupłego, wysportowanego Volstagga? W tym przypadku dam 7/10 za dobrze odrobioną pracę domową.

avalonpulse243b%20%5B1600x1200%5D.JPGNew Avengers vol. 2 #24
Hotaru: Wiele scen mnie w tym komiksie zirytowało: Rulk rozkazujący Mścicielom, Luke płaszczący się przed kamerami, Storm opuszczająca zebranie zanim dowiedziała się, w czym tak naprawdę jest rzecz. Ale koniec końców, oceniam ten komiks pozytywnie. Chyba pożegnanie Cage'a z rodziną wydało mi się na tyle autentyczne, że wybaczyłem Bendisowi pozostałe grzeszki. Deodato nadal rysuje nierówno, ale w tym zeszycie więcej razy mu się udawało, niż nie. Jako tie-in do AvX nie wnosi niczego, ale jako dalsza część opowieści o związku Cage'a i Jones - daje radę.
Krzycer: Rulk jest strategiem Avengers? Niby Ross jest generałem, ale mimo wszystko... poza Daredevilem wszyscy obecni mają dłuższy staż w Avengers od niego, więc to jakoś dziwnie wypada.
Co poza tym? Uzupełnianie wydarzeń z AvX - nic nadzwyczajnego. Ale przesilenie w stosunkach Cage'a i Jessici, zajmujące większość numeru, wypadło całkiem, całkiem.
Wciąż żałuję, że Jessica straciła pazury, które miała w "Alias", ale nie można mieć wszystkiego.
Szczepi: Odnoszę wrażenie, że im bliżej do końca runu Bendisa we wszelkich Avengerowych seriach, tym lepsze historie on tworzy. Po koszmarkach z Osbornem i H.A.M.M.E.R. w rolach głównych BMB napisał bardzo dobry komiks ukazujący zarówno przygotowania do ataku na Utopię (rozwaliła mnie gadka Spider-Mana na temat szkoły Wolverine’a tuż przed zgromadzeniem wszystkich Avengers), jak i osobisty dramat rodziny Cage’ów, który naprawdę mną poruszył. Gdyby moja rodzina była nieustannie narażona na ataki ze strony superzłoczyńców, również starałbym się zapewnić im bezpieczeństwo, nawet kosztem zmiany pracy. Tak jak to zrobiła Jessica, która miała już dość życia z tarczą strzelecką umieszczoną na jej domu i postanowiła dać sobie spokój z superbohaterstwem. Wracając do AvX wybór Red Hulka na głównego stratega drużyny jest dobry, choć może wydawać się trochę kuriozalny, gdyż większość Mścicieli nie wie kto kryje się pod tą czerwoną skórą. Ale cóż, skoro Cap mu ufa, to czemu inni nie mogą. BTW Ciekawe co się stało z osiami od kombajnów, które Avengers trzymali w AvX #1?
Gil: No proszę, a to niespodzianka – wreszcie numer, który przypomina o starych, dobrych czasach i co więcej, zawiera to, czego brakowało w pierwszym numerze eventu. Mamy tu właściwie prolog do pojawienia się Avengers na Utopii. W centrum historii stoją Cage i Jessica, a to jest dla mnie wielkim plusem. Why? Because I care! Śledzę losy tej pary od początku i uważam, że to jedna z niewielu rzeczy, które Bendis wciąż robi dobrze. Tutaj również, bo konflikt akurat trafia w sedno ich prywatnego kryzysu. Do tego mamy kilka innych cukierków, jak na przykład wątpliwości Thinga, których większość czytelników oczekiwała, sądząc po wypowiedziach na forum. Trochę zaskakuje rola Rulka, chociaż z drugiej strony – w końcu jest generałem. Prawdę mówiąc, poza niezbyt ciekawym banterem przy stole, nie mam się czego przyczepić, za to mogę postawić kilka plusów. Dostrzegam też lekki trend zwyżkowy w rysunkach. Po raz pierwszy od dawna, mogę z czystym sumieniem dać temu tytułowi 7/10.
Arachnid: To był naprawdę bardzo dobry numer, skupiający się na postaciach Jessici Jones i jej kuloodpornego męża. I wątek ten jest bardzo dobrze prowadzony. Porusza bardzo istotne kwestie, dotyczące wychowywania dziecka, w przypadku gdy rodzicami są superbohaterowie, którzy nader często narażają swoje zdrowie i życie. Co do reszty numeru to bardzo podobało mi się oczekiwanie Avengersów i ich pogawędki na pokładzie Helicarriera. Rozmowa Spider–Mana z Wolverinem na temat szkoły bardzo mnie rozbawiła. Wątpliwości Thinga również na bardzo duży plus. Co do Rulka – Stratega, to wygląda to trochę dziwnie, ale jest jak najbardziej logiczne. Ma on przecież największe doświadczenie na tym polu. Rysunki również bardzo dobre. Najlepszy numer z tej serii od bardzo dłuższego czasu.

Scarlet Spider vol. 2 #4
tig3000: Ten komiks jest świetny... Poza pewną nielogicznością... Ktoś mi wyjaśni... Cholera. Dlaczego Donald i ten jego partner włamują się do mieszkania bogacza-faceta z poprzedniego numeru, który napuścił na Donalda Gildię Zabójców? No kurde... To jest tak głupie, że brak mi słów! Nie da się zapukać, dryndnąć dzwonkiem, czy co? Facet by podszedł do drzwi, ucieliby sobie pogadankę i tak dalej... Ale nie. Scenarzysta najwyraźniej chciał pokazać jak członek Gildii Zabójców ukrywa się w cieniu i w tym cieniu znika. Pfff...
Ale poza tym? Super akcja, świetne dialogi, piękne rysunki...
Okazuje się, że Aracely może być ważną postacią, nie tylko dziewczyną, która będzie ciążyć głównemu bohaterowi, bo ją uratował i jest teraz za nią odpowiedzialny. Ten wątek mi się podoba, jestem ciekaw, jaką tajemnicę skrywa Aracely.
Wracając jednak do acji, czyli najogólniej rzecz ujmując, walki Scarlet Spidera z wysłannikami Gildii Zabójców. Podoba mi się, jak Kaine z nimi walczył. Podoba mi się, że jest on tak różną postacią od Petera Parkera, dzięki czemu mamy tak fajnie poprowadzoną walkę. Jednemu łamie dłonie, drugiemu odcina nogę, trzeciego zrzuca z budynku (dosyć wysokiego)... Kaine nie cacka się. Zobaczymy co wyniknie z tej umowy z Belladonną.
Bardzo dobra seria, a rysunki stoją na najwyższym poziomie. Mam wielką nadzieję, że Ryan Stegman długo zagrzeje stołek artysty w tej serii.
Gil: Meh, zupełnie bez polotu ten numer. Tłuką się i tyle. Jedynie w wątku dziewczyny pozbawionej pamięci, coś interesującego się dzieje. Zgaduję, że starcie z Gildią i deal, jaki zawarł Kaine miały pokazać czytelnikowi, że wciąż ma jakąś mroczną stronę, ale mnie to zupełnie nie ruszyło. W dodatku coś złego stało się z rysunkami. Absolutnie brak im klimatu, a miejscami (np. megabarf na przedostatniej stronie) są niezamierzenie komiczne. Tym razem więcej jak 4/10 nie mogę dać.

Secret Avengers #25
Krzycer: Podwójny blef z O'Grady'm zabolał. Przynajmniej domyśliłem się prawdy przed odkryciem kart, co trochę złagodziło rozczarowanie, ale i tak - szkoda.
A poza tym... no, przynajmniej wiemy już konkretnie, kim jest Father i o co chodzi, do tego mamy wspomniane Orb of Necromancy, czyli kolejne związki z Uncanny X-Force. Podobno to wszystko prowadzi do czegoś większego.
Pożyjemy - zobaczymy. Ta historia była przegadana.
Gil: Największą bolączką tego numeru są rysunki. Od fatalnej okładki, aż do ostatniej strony są mało czytelne, niedbałe, a miejscami same się ośmieszają (patrz: macki Venoma). Fabularnie jest nieco lepiej, bo przynajmniej suspens w końcu zadziałał, a ostatnia strona podtrzymała go udanie. I momenty z udziałem Venoma wyszły całkiem dobrze (widać, kto jest pupilkiem autora). Ale są też elementy, które ciężko zaliczyć na plus. Przeciwnicy są momentami nazbyt udziwnieni, niektóre zagrania wymuszone, a jak wiadomo, oryginalny Human Torch musi zostać rozwalony najpóźniej w rok po swoim powrocie. Taki nawyk. I w ostateczności wychodzi nam z tego średniawka. Taka na 5/10, gdzie nie da się wskazać ani w górę, ani w dół.

Ultimate Comics: X-Men #10
Hotaru: Fabularnie jest całkiem mocno. Na tyle mocno, że pomimo moich wcześniejszych wątpliwości, lękam się chwili, kiedy tytuł przejmie Brian Wood. Chyba wolę diabła znanego, od nieznanego (tym bardziej, że Alpha & Omega nie rzuciło mnie na kolana). Za to rysunki się nam trochę popsuły, szczególnie w drugiej części numeru. Storm w wykonaniu Mediny puchła z kadru na kadr - pod koniec jej głowa była praktycznie szersza, niż wyższa, a jej obwód w barach zawstydziłby nawet Schwarzeneggera. Nadal jednak to całkiem przyjemny komiks.
Krzycer: Nie łapię kadru ze śpiącym Colossusem, któremu przygląda się Storm. Normalnie widząc taki kadr nie miałbym wątpliwości, że bohaterowie spędzili wspólnie noc. W tym momencie zastanawiam się, czy Sencer pamięta, że Ultimate Colossus jest gejem.
Poza tym jest nieźle. Zwłaszcza w końcówce. Choć z drugiej strony jeszcze Millar przeprowadził identyczne zagranie, i to również z Colossusem. Tylko wtedy ktoś go powstrzymał.
wolvie111: Niewątpliwym atutem serii Ulitimate zawsze było to, że mogą się tu wydarzyć rzeczy, które nie miałyby szans ukazać się w normalnym uniwersum 616. I tak w przypadku tego numeru scenarzysta mógł zaskoczyć. Numer czyta się szybko, rysunki są całkiem dobre, a finał wstrząsający. Po całej pięknej przemowie Storm, kiedy to byłem już pewien jaki będzie finał, przychodzi czas na wybór Piotra.
Ogólnie seria podoba mi się coraz bardziej, jestem ciekawy jak się dalej potoczy, ale widać, że idzie w dobrym kierunku. Dałbym 7/10.

avalonpulse243c%20%5B1600x1200%5D.JPGUncanny X-Men vol. 2 #10
Hotaru: Gwiazdą tego numeru jest Unit. Tylko dzięki jego obecności ten numer zaliczam do znośnych, bo (niestety) Gillen nie popisał się w każdym innym aspekcie. Przede wszystkim, scenarzysta mówił, że ta historia ma zastąpić rok fabuł o współpracy Avengers i X-Men, by przygotować grunt pod AvX. W tym aspekcie poległ sromotnie. Do tego Abigail Brand zachowała się wyjątkowo głupio - nie musiała przecież odkrywać kart przez Cyclopsem, wtedy miałaby nad nim przewagę. Do tej pory była zbyt cyniczna, by przepuścić taką okazję, więc ten ruch odebrałem jako całkowicie przeczący jej dotychczasowemu zachowaniu. W swojej przemowie do Unita Namor wypadł żałośnie. Cieszę się jednak, że Unit nie trafił w odstawkę i jeszcze wróci, by namieszać. To żelastwo ma naprawdę ogromny potencjał.
Krzycer: I tyle? Spodziewałem się po Unicie więcej. No, ale przynajmniej umieszczenie go w X-Brigu sugeruje, że będziemy go częściej oglądać a to był tylko wstęp...
Co nie zmienia tego, że byłem trochę rozczarowany. A już zupełnie rozczarowany byłem tym, że historię reklamowano jako opowieść o współpracy X-Men z Avengers i rodzących się niesnaskach między nimi i co tam jeszcze, a w sumie oprócz przemowy Capa z końcówki nic z tego nie wyszło. Ale to nie wina Gillena jak mu komiks reklamują.
Gil: Oh, goodie… X-Men zostali kolektywnie wydymani przez Hannibala Tostera. Czy teraz on będzie się pojawiał nad grupą jako lewitująca głowa z tekstem: „To me, my X-Men”? Ja już sam nie wiem, jak to jest z tym Gillenem – w tym samym tygodniu wychwalam go pod niebiosa w jednym tytule, a w innym mam ogromną ochotę zmieszać z błotem. Czy to jakaś klątwa, która dotknęła Uncanny po Austenie, Claremoncie i Fractionie? Czy może X-Men znaleźli się w takim dole, że nie da się już wycisnąć z nich dobrej historii? Czy może każdy scenarzysta ma jakiegoś swojego przekozaka, stworzonego tylko po to, by wkurzać nim czytelników, którzy widzą, jak bardzo jest przemunchkinowany? Okay, jest tu parę fajnych momentów i niezłych tekstów, ale całość psuje zakończenie w stylu „wygrałem, zanim jeszcze zaczęliśmy”. Nie lubię takich zagrywek. A rysunki są co najwyżej średnie. Śmieszy mnie przeciwnik, wyglądający jak deska do prasowania z rękami i głową. Zwłaszcza, gdy ta deska jest centralnym punktem okładki. Tutaj dam 4/10.
Arachnid: Ciąg dalszy przygody z Unitem. I o ile wygląd tej postaci mi się nie podoba, gdyż przypomina mi skrzyżowanie Silver Surfera z jego własną deską, to sposób w jaki pokonuje on swoich przeciwników jest naprawdę imponujący. Szybkie wyeliminowanie Magneto i Colossusa. No i bardzo ciekawe rozwiązanie w sprawie Emmy i Namora. Mam nadzieję, że postać Unita pojawi się jeszcze w jakiejś historii, bo to naprawdę ciekawa postać. Co do samego numeru to podobał mi się, choć większych rewelacji nie było. Szkoda, że współpraca z Avengers skończyła się tak szybko. Jeżeli chodzi o rysunki to bardzo mi się podobały. Ogólnie całkiem niezły numer.

Winter Soldier #4
Gil: Nadal dobrze. Niełatwy sojusz między Buckym i Doomem wypada bardzo fajnie i całkiem naturalnie. Jest w nim coś zabawnego, ale na szczęście nie został napisany pod tym katem i nie jest przerysowany. Jedna część historii dobiegła końca, ale dużo jeszcze przed nami. I wygląda na to, że czeka nas więcej funu z gorylami. Jupi. Mimo wszystko, intryga jest na tyle solidna, że nie zaszkodziłoby jej nawet, gdyby James miał walczyć z królem Julianem. Ale i tak najbardziej cieszą mnie tu rysunki. W tym numerze zwłaszcza deszczowe sceny i rozbrajający uśmiech Natashy. Podtrzymuję ocenę 7/10.

Wolverine #304
Krzycer: Z jednej strony miło zobaczyć Sabretootha z ambicjami. No i ma to sens z narracyjnego punktu widzenia - Wolverine zbudował szkołę, więc dla równowagi Creed zostaje supertajnym lordem zabójcą, shogunem nadszyszkownikiem i co tam jeszcze.
Tylko... jak? To, że zabił wierchuszkę gangsterów nijak nie przekłada się na to, że ich podwładni będą teraz wykonywać jego polecenia.
Ale jeśli przymkniemy na to oko... to to nadal jest numer w którym Logan w pojedynkę rozwala lokal wypełniony ludźmi, z którymi poprzednie starcia były materiałem na całe historie. Innymi słowy: on nie miał szans tego zrobić.
I znowu mam problem z Aaronem - niby mamy traktować tę historię poważnie, ale... no jak, skoro się nie da?
Szczepi: Zakończenie runu Aarona w tej serii jest takie… typowo Aaronowe. Dla tych, którzy do tej pory nie śledzili losów Logana pod batutą tego scenarzysty komiks może się wydawać niezrozumiały. Sama fabuła ma charakter nieco teledyskowy, gdzie reżyser chciał do swojej produkcji siłą wepchnąć wszystkie postacie, jakie stworzył, nawet w małe, epizodyczne role. Również zmiany rysowników co kilka stron spowalniały nieco tempo komiksu i lekko irytowały. Z drugiej strony cieszy fakt, że brodaty scenarzysta nie zapomniał o swoich „dzieciach”, które pojawiły się jeszcze za czasów Wolverine: Weapon X, czyli niedobitkach Strikeforce X (myślałem, że Wolverine wyciął ich wszystkich), Dr Rot (zabawna scena z badaniem czaszki ochroniarza) czy Maverick z samobójczymi myślami. Podobała mi się też wzmianka o urodzinach i obietnicy Logana, że co roku będzie Victorowi dawał taki sam prezent urodzinowy, jaki Sabretooth mu ofiarowywał w czasie jego urodzin. Na koniec mojego wywodu pozostaje mieć nadzieję, że Cullen Bunn jakoś sensownie pozbiera te wątki pozostawione przez swojego poprzednika i coś dobrego z nimi zrobi. Jednak, patrząc na jego Fear Itself: The Fearless




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse243a.jpgUltimate Comics X-Men #10
Autor: Kaare Andrews

Hotaru: Osoba, która wpadła na pomysł, by to właśnie Andrews odpowiadał za okładki linii Ultimate musi być z siebie dumna - to był strzał w dziesiątkę. Rzut oka na tą okładkę wystarczy, bym nie musiał tłumaczyć, dlaczego. To tak epickie i "filmowe" ujęcie, że praktycznie w głowie słyszę obłędną muzykę, kiedy na nie patrzę.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.04.11


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.