Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1961 - Silver Age!

1961 - Silver Age!

Rok 1961 to dla wielu fanów Marvela magiczna data - moment, od którego Dom Pomysłów rozpoczął pochód po palmę lidera rynku. Opublikowany w sierpniu Fantastic Four #1 na zawsze odmienił oblicze naszego ulubionego wydawnictwa.

Debiut przygód Fantastycznej Czwórki uważa się za początek nowej ery w historii Marvela, tak zwanego Silver Age. Złoty Okres zakończył się dla Marvela w 1949 roku, gdy zamknięte zostały ostatnie serie o superbohaterach. Na ich triumfalny powrót trzeba więc było czekać ponad piętnaście lat. Jak do niego doszło? Po nieudanych i krótkotrwałych eksperymentach w połowie lat pięćdziesiątych nic nie wskazywało na rychły powrót herosów do oferty Marvela (która na dodatek została ograniczona do kilkunastu serii). Podobno zadecydował przypadek, a dokładniej - luźna rozmowa przy partyjce golfa. Szef Marvela, Martin Goodman, miał usłyszeć od Jeffa Liebowitza (wydawca ówczesnego DC Comics), że bardzo dobrze sprzedaje się Justice League of America. DC już od kilku lat z sukcesami stawiało na superbohaterów - przyjmuje się, że Silver Age dla tego wydawnictwa zaczął się już w 1956 roku, wraz z wydaniem Showcase #4, w którym zadebiutował nowy Flash. W kolejnych latach DC wprowadzało nowe wersje herosów znanych z Golden Age (m.in. Green Lantern, Hawkman), a także zmieniało sporo w świecie swojej sztandarowej trójcy: Superman, Batman i Wonder Woman. Na początku lat 60. przyszła pora na powrót Justice Society of America, czyli grupy zrzeszającej czołowych herosów DC. Tu również wprowadzono jednak powiew świeżości i "Society" zastąpiła "League". Tytuł okazał się wielkim hitem, więc Goodman po raz kolejny postanowił pójść w ślady konkurencji i zlecił Stanowi Lee stworzenie analogicznej serii.

ff1as.jpgWedług anegdoty, którą lubi opowiadać Stan Lee, był on w tamtej chwili o krok od rezygnacji z pracy w branży komiksowej. Sfrustrowany brakiem przełomowego sukcesu w latach pięćdziesiątych miał spróbować swych sił w "poważniejszym" zawodzie. Na dodatek przeszkadzał mu brak wolności twórczej, bo mimo roli redaktora naczelnego musiał realizować polecenia Goodmana. Do stworzenia pożegnalnej serii miała namówić go żona, która użyła argumentu "jeśli masz odejść, to na koniec zrób komiks w sposób, który podoba się tobie, a nie innym". Taką wersję można znaleźć w wielu książkach i publikacjach, chociaż osobiście uważam ją za niezbyt wiarygodną. Jej źródłem jest sam Lee, który niewątpliwie ma wiele zalet, ale nie należy do nich dobra pamięć. Jego ciągoty do upiększania historii, fantazjowania i przypisywania sobie zasług innych powodują, że w moim odczuciu nie jest wiarygodny (stąd ze zdumieniem i zatrwożeniem przyjąłem wyrok w sprawie Marvel vs. Kirby). Na początku lat 60. Lee był o krok od czterdziestki - biorąc pod uwagę jego charakter, trudne czasy dla twórców oraz ciepłą posadkę u "wujka Martina", nie sądzę, żeby na poważnie chciał odejść z Marvela. Owszem, mógł mówić żonie, że ma już dość komiksów, ale pewnie takie narzekanie trwało kilka lat, a groźba odejścia nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. W każdym razie w annałach komiksowej historii obowiązuje wersja "gdyby FF #1 nie było takim hitem, to Stan Lee odszedłby z Marvela". Nikomu nie zabraniam w to wierzyć, ale pozostaję przy swoim zdaniu.

Przejdźmy jednak do faktów i do kulisów powstania pierwszego numeru Fantastic Four. Lee nie sięgnął ff1bs.jpgpo herosów z Golden Age, tylko stworzył zupełnie nowe postacie. Czwórka bohaterów miała zyskać nadludzkie moce w wyniku promieniowania kosmicznego, na które naraził ich lot rakietą. Szczegółową genezę pewnie wielu z Was zna doskonale, a resztę zachęcam do lektury streszczenia. Skupmy się na tym, co NIE znalazło się ostatecznie w debiucie FF. Pierwotnie Sue miała być aktorką i, co ważniejsze, po transformacji miała być trwale niewidzialna, czyli nie posiadać kontroli nad swą mocą. Z kolei Ben Grimm miał być w niej mocno zakochany, co miało być osią jego rywalizacji z Reedem, tymczasem konflikt ten szybko stracił na znaczeniu. Część zmian w scenariuszu wprowadził rysownik Jack Kirby - między innymi zdecydował o tym, że Sue będzie panowała nad swoimi zdolnościami (Lee chciał, żeby nosiła maskę prezentującą jej dawną twarz). Również wygląd Thinga był pomysłem Jacka i był on znacznie inny niż ten, który zaczął dominować później. Rysownik chciał, żeby Ben miał skórę przypominającą trochę dinozaurzą. Kolejni inkerzy nie rozumieli, bądź nie akceptowali tej koncepcji i przerabiali szkice Kirby'ego na swój sposób. Dlatego powłoka Thinga zmieniła się wkrótce w bardziej chropowatą, przypominającą kamienie bądź skały.

Komiks Lee i Kirby'ego stał się wielkim hitem, zaskakując autorów i Goodmana. W porównaniu z JLA miał szereg zalet: przede wszystkim bohaterowie byli bardziej "ludzcy". W FF nie brakowało napięć między spokojnym Reedem, narwanym i nieodpowiedzialnym Johnnym oraz trzymającym się z boku Benem. Postacie bardzo różniły się charakterami i ta dynamika była zaletą serii. Dodatkowym plusem było osadzenie serii w realnym mieście (Nowym Jorku), podczas gdy konkurenci działali w fikcyjnych lokalizacjach. Historie nie były też tak grzeczne jak przygody JLA, a kolejną nowością było nieukrywanie tożsamości przez członków grupy. Marvel został zalany listami zachwyconych czytelników - taka sytuacja nie miała miejsca od czasów II Wojny Światowej.

Oczywiście tytuł momentalnie stał się flagową serią wydawnictwa. Po sierpniowym debiucie, w październiku ukazał się numer drugi, a w grudniu trzeci. W obu nie brakowało nowości: najpierw pojawili się Skrullowie - kosmiczna rasa zmiennokształtnych, która przez kolejne dekady będzie mieszała w losach ziemskich herosów, z kulminacją w Secret Invasion. Z kolei w trzecim numerze członkowie FF założyli charakterystyczne niebieskie kostiumy (podobno na żądanie fanów). Zaprojektował je Kirby, ale Lee wymyślił i dodał świetnie znaną dziś "4" na piersi (ponownie pojawił się pomysł masek, który jednak upadł). Zadebiutował także charakterystyczny latający pojazd grupy, a na koniec numeru Human Torch opuścił zespół. Inną nowością była cena - po raz pierwszy od początku działalności została ona podniesiona. Od końcówki 1961 roku za zeszyt trzeba było płacić nie 10, a 12 centów. Zmiana wydaje się niewielka, ale w rzeczywistości miała poważne konsekwencje. Cenę podniosły właściwie wszystkie wydawnictwa i wyraźnie odbiło się to na ich wynikach sprzedaży. Z dostępnych danych wynika, że spadły one średnio o kilkanaście procent, chociaż taki spadek przy jednoczesnym zwiększeniu przychodów o 20% ciągle dawał zysk wydawcom. W Marvelu mocno oberwały horrory, których sprzedaż spadła nawet o 30%. Kolejna podwyżka ceny (na 15 centów) nastąpiła dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych.

ff1cs.jpg


5 faktów, które zasłużyły na przynajmniej akapitowy opis, ale miały pecha, przypadając na 1961 rok:

- tuż przed FF #1 pojawił się Fin Fang Foom (Strange Tales #89)
- okładka FF #1 została narysowana przez Jacka Kirby'ego, ale uległa modyfikacji (prawdopodobnie na polecenie Stana Lee). Poniżej odpowiednio oryginał, który ukazał się w 1961 roku, oraz okładka wykorzystywana później przy kolejnych wydaniach (czyli stworzona wyłącznie przez Kirby'ego). Miłego odnajdywania różnic. ;)


W nagrodę nieopublikowana okładka #3 - standardowa, z potworem w centrum rysunku. Marvel w końcu postanowił, że ważniejsi od wroga są bohaterowie.

ff3s.jpg

- znów zmodyfikowano listę wydawanych serii: zniknęła My Girl Pearl oraz Teen-Age Romance, a pojawiły się Amazing Adventures (od #7 Amazing Adult Fantasy), Linda Carter - Student Nurse i oczywiście Fantastic Four.
- w Tales To Astonish #27 zadebiutował Ant-Man! Więcej o nim w kolejnym odcinku, bo w 1962 roku stał się głównym i regularnym bohaterem TtA.
-
skoro mówimy o przyszłych członkach Avengers: w Amazing Adventures zadebiutował Doctor Druid.

5 faktów, które nie zasłużyły na akapitowy opis, nawet gdyby wydarzyły się rok wcześniej:

- Trull The Mighty podbiłby Ziemię, gdyby nie pewien słoń... (Tales to Astonish #21)
- Rok po tatusiu, z kosmosu przybył równie uroczy synek. (Tales of Suspense #17)
- Zadebiutował posiadacz największych oczu w świecie Marvela (Strange Tales #90)
- Żywa skała z kosmosu zahipnotyzowała wieśniaków, zmuszając ich do budowy wielkiego dynama - uratował nas geolog w metalowym kasku (dającym odporność na telepatię), który zmienił dynamo w rakietę kosmiczną. Naprawdę. (Journey Into Mystery #68)
- Tymczasem w ZSRR... Kosmita wszedł w ciało posągu i trochę namieszał. (Tales of Suspense #14)

Lex


Korekta: Aruna
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.