Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1960 - Cisza przed rewolucją

1960 - Cisza przed rewolucją

Pozornie wszystko jest po staremu: w ofercie Marvela dominują horrory, westerny i komiksy o nastolatkach, ale już widać pierwsze jaskółki zmian, które czekają Dom Pomysłów w latach sześćdziesiątych. Próżno na razie szukać komiksów o superbohaterach, ale wśród debiutujących postaci pojawia się kilka znajomych twarzy, w tym słynny Hulk.

No dobrze, może nie jest to najsłynniejszy marvelowski Hulk, ale lepsze to niż nic. Zanim jednak zajmiemy się debiutantami z 1960 roku, którzy na trwale weszli do świata Marvela, przyjrzyjmy się zmianom w ofercie wydawnictwa. Battle #70 ostatecznie zakończył erę komiksów wojennych, a jego miejsce w szesnastce serii zajęła powracająca My Girl Pearl, czyli kolejna seria o nastolatkach. Wyatt Earp ustąpił miejsca innemu westernowi - do sprzedaży, po trzyletniej przerwie, powrócił Rawhide Kid. Dodatkowo A Date With Millie przemianowano na Life With Millie, a My Own Romance na Teen-Age Romance, w obu przypadkach zachowując numerację.

Warto również zwrócić uwagę na zmianę w częstotliwości wydawania kilku serii. W 1958 i 1959 roku układ z dystrybutorem był jasny - Martin Goodman mógł wydawać szesnaście dwumiesięczników, czyli osiem komiksów miesięcznie. W 1960 roku utrzymano limit serii, ale cztery z nich stały się miesięcznikami. To z kolei sprawiło, że Marvel wydał nie 96 zeszytów, jak w latach poprzednich, ale o dziesięć więcej. Zmiany tempa wydawania wprowadzono w połowie roku, a czwórką szczęśliwców okazały się horrory Journey Into Mystery, Strange Tales i Tales to Astonish oraz western Kid Colt. Ten ostatni jeszcze przed końcem roku wrócił do roli dwumiesięcznika, tracąc uprzywilejowaną pozycję na rzecz Tales of Suspense.

xemnus.jpgW ostatnich dniach lipca do sklepów trafił 62. numer Journey Into Mystery, w którym zadebiutował wspomniany już Hulk. Tak właśnie wielkiego, nieprzytomnego stwora nazwał Joe Harper, elektryk z małego miasta. Ożywił go, podłączając do prądu (tak, podłączając go do prądu) i dopiero wtedy okazało się, że kosmita nazywa się Xemnu i jest zbiegiem z galaktycznego więzienia. Harper ostatecznie pokonał potwora i to nie na łamach jednej historii, ale dwóch - walka z Hulkiem zajęła ponad połowę tego numeru JITM (ciągle standardem były cztery od 5- do 7-stronnicowe opowieści). Spokój na Ziemi nie trwał długo, bo już w #66 Xemnu powrócił i znów dzielny elektryk musiał go pokonać w historii o podwójnej objętości. W ówczesnych komiksach Marvela potwory debiutowały jeden za drugim. Tym, co wyróżnia Xemnu, jest fakt, że pojawiał się i dalej pojawia się w komiksach Domu Pomysłów. Stawał na drodze Defenders, She-Hulk, pojawił się w Annihilation, a ostatnio gościł w Hulk vol. 2 #30. Co ciekawe, gdy w latach siedemdziesiątych przedrukowywano JITM, zmieniono przydomek "Hulk" na "Titan", żeby nie mylił się z Brucem Bannerem. Spośród złoczyńców debiutujących w 1960 roku podobnym sukcesem może pochwalić się również Chondu the Mystic oraz w mniejszym stopniu Goom.

W Tales to Astonish #13 zadebiutował Groot, którego fani kosmosu na pewno kojarzą z udziału w Annihilation: Conquest i późniejszych przygód Guardians of Galaxy. Początki tej postaci były jednak dalekie od szlachetnych - przybysz z kosmosu nie miał dobrych intencji i siał terror. Udało się go pokonać dzięki termitom, po czym znikł na dłuższy czas. Bardzo sporadycznie pojawiał się w latach 70. i 80., aż w końcu powrócił na dobre w miniserii Nick Fury's Howling Commandos w 2005 roku.

W 1960 roku narodziła się jeszcze jedna, bardzo sympatyczna postać, która później stała się częstym gościem przygód Fantastic Four. Willie Lumpkin, bo o nim mowa, zadebiutował w pasku gazetowym autorstwa Stana Lee i Dana DeCarlo. W pierwotnej wersji sympatyczny listonosz był dużo młodszy i pracował w Gleenville, a nie w Nowym Jorku. Zabawny Willie nie zrobił kariery i po kilku miesiącach zniknął z łam prasy, ale widocznie Lee polubił go na tyle, że jego nowa wersja powróciła w Fantastic Four #11 w 1962 roku. A jak dobrze wiemy, w filmowej ekranizacji przygód FF sam Lee zagrał epizodyczną rolę Williego.

lumpkins.jpg

Na koniec najciekawsze, czyli polskie akcenty w Marvelu. Jak pisał Gil w tekście o geografii w świecie Marvela:
"Teraz zaczynają się ciekawostki. Oto bowiem, podpunkt "aktywność pozaziemska" ujawnia, że zły kosmita Gor-Kill próbował nam zniszczyć Kraków, ale powstrzymał go niejaki Hans Grubnik (a miało to miejsce w Tales of Suspense #12). Mieszkańcy ponoć nic o tym nie wiedzą, więc podkreślam ten fakt i wzywam do postawienia Hansowi pomnika, chociaż brzmi on cokolwiek z niemiecka."
Jak już wówczas pisałem:
grubniks.jpg"Postanowiliśmy z Adim odszukać więcej informacji na temat bohaterskiego Hansa Grubnika i natrafiliśmy na pewne nieścisłości. Okazało się, że jego triumf nad Gor-Killem miał miejsce nad krakowską tamą. Niedaleko Krakowa mamy kilka tam, ale gdy okazało się, że rzecz dzieje się niedaleko ujścia rzeki do oceanu, pojawiły się wątpliwości (w okolicy Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa istnieje niewiele oceanów naziemnych). Wszystko wskazuje na to, że autor miał na myśli Krakow am See, miasto na niemieckim wybrzeżu, co zresztą potwierdza imię głównego pozytywnego bohatera (Hans). "
Skoro jednak Dom Pomysłów w oficjalnym Marvel Atlas twierdzi, że działo się to na naszej ziemi, to przyjmijmy, że tak było - taka mała zemsta z naszej strony za próby odebrania nam Magneto.
Co ciekawe, historia Hansa Grubnika to nie jedyny akcent "krakowski". Otóż w Tales to Astonish #14 mamy opowieść o naukowcu, który przybywa do Europy, bo do opracowania swej mikstury potrzebuje ekstraktu z kory "Krakow Tree". I tutaj pojawia się pytanie - czy chodzi o drzewa rosnące w okolicach Krakowa czy też o gatunek drzewa? Według mojej botanicznej wiedzy nie istnieje coś takiego jak drzewo Krakow, ale po przybyciu do Europy bohater skierował się do "region of the Krakow Trees". Niestety brak informacji gdzie dokładnie znajduje się ten obszar, więc trudno powiedzieć, czy chodziło o ziemię krakowską. U celu odnajduje zamek, górujący nad miastem, o którym niewiele się dowiadujemy. Jedyny nazwany tubylec ma na imię Ludwig, co też nie pozwala potwierdzić bądź wykluczyć, że akcja dzieje się w Polsce. Czy jednak w amerykańskim komiksie nie powinno paść określenie "Cracow", a nie "Krakow"? Niekoniecznie, bo czasem zachowywano oryginalną nazwę zagranicznych miast.
Może więc podejdźmy do sprawy od innej strony - kto odpowiada za wprowadzenia Krakowa do ToA #14 oraz do ToS #12? Tu też niestety nie jest łatwo... Dwie informacje są pewne: szkice obu wspomnianych historii stworzył Jack Kirby, a tusz nałożył Dick Ayers. Niestety nie znamy nazwisk scenarzysty oraz liternika... Niektóre źródła wskazują, że tym pierwszym był Stan Lee, a drugim Artie Simek, ale nie można tego na 100% potwierdzić. Trzeba też wziąć poprawkę na datę publikacji - w tamtych czasach nie było jasnego podziału i czasem zdarzało się, że scenarzysta dawał rysownikowi tylko ogólne wskazówki na temat fabuły i pozostawał wielką swobodę. Bywało również tak, że rysownik przynosił gotowy komiks scenarzyście, który jedynie odpowiadał za uzupełnienie dymków. Możliwe, że po prostu komuś spodobało się słowo Krakow i uznał je za na tyle egzotyczne, że może odnosić się do europejskiego regionu/gatunku drzewa, ale pojawienie się tego słowa w dwóch niezależnych komiksach wydanych w odstępie miesiąca to dość zaskakująca sprawa.

Lex

Korekta: Aruna
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.