Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #240 (26.03.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 26 marca 2012Numer 13/2012 (240)



Rozrósł nam się w ten dzisiejszy Pulse, oj rozrósł. Ale i sytuacja temu sprzyjała. Skończyło się "X-Sanction", "Ends of Earth" właśnie się rozpoczęło i mieliśmy kilka innych interesujących pozycji. Dlatego nie przeciągając, zapraszam do czytania.



avalonpulse240b%20%5B1600x1200%5D.JPGAmazing Spider-Man #682
Krzycer: Myślałby kto, że po "Circle of Four" lata dziewięćdziesiąte na chwilę przycichną... ale nie, dostajemy spider-glider i powerranger-zbroję.
Poza tym numer jest niezły - każe się spodziewać, że Pająk wyjdzie na idiotę, bo podejrzewa Octopusa o najgorsze, podczas gdy dobry doktor chce tylko ocalić świat... mając za plecami Sinister Six. Makes perfect sense, nic dziwnego, że Iron Man przemawia na jego korzyść, w końcu wie, jak smakują jego macki...
Ok, głupie to. Ale może będzie lepiej.
Mr. M.: Zaczyna się "Ends of Earth" i, jak to ostatnio bywa u Pajęczaka, historia pozostawia sporo do życzenia, ale po kolei. Po pierwsze: Spider-Goblin. Lubiłem SpiderMobila - wiem, że jestem w (zdecydowanej) mniejszości, lecz był to miło absurdalny pomysł, który dział się w komiksie o facecie przebranym za pająka. Trochę absurdu w komiksie nie zawadzi, co jakiś czas. A do tego przecież przypominał pojazdy innych herosów. O ile jednak SpiderMobil był traktowany jako żart nawet w samym świecie przedstawionym, o tyle Spider-Goblin jest pokazany całkiem na poważnie. Wygląda na to, że Slottowi brakuje trochę dystansu do swego tworu, choć przyznam, że nie jestem wrogiem takich pomysłów. Kilka stron Spidey'a działającego jak członek rodziny goblinów nie zaszkodzi, zawsze to coś innego. Wykonanie jednak mogłoby być lepsze. Po drugie: octavian lens. Tego już nie jestem w stanie przełknąć. Natychmiastowy efekt cieplarniany? I ludzie nagle zwijają się w bólach, po to by kilka minut później polubić Octaviusa? Dlatego, że im obiecał zwalczenie efektu cieplarnianego? Głupota! Jeśli ludzie doświadczyli przed chwilą dość traumatycznych i bolesnych wydarzeń to raczej nie będą usatysfakcjonowani wizją, że polepszy się coś, czego nawet nie odczuwają. A przynajmniej wydaje im się, że nie odczuwają. Taki jest przecież problem z efektem cieplarnianym. Wszyscy wiedzą, że postępuje, ale wydaje się tak odległy i, przez to, abstrakcyjny, że mało kto się nim przejmuje na poważnie. A ludzie w ASM po ataku Otta nagle zaczynają go lubić, bo powstrzyma coś, czego nie widzą. Nie mówiąc już o tym, że wszyscy lub prawie wszyscy powinni pamiętać o przeszłych przestępstwach Octopusa i nie mają pewności by mu wierzyć niezależnie czy mówi o ociepleniu, o pomocy czy o własnym zgonie. Pracownicy Horizon też nie grzeszą inteligencją. W tym kontekście nawet mógłbym kibicować Jamesonowi, gdyby nie to, że jego pobudki są niesłuszne i skrajnie subiektywne. Nie przystające człowiekowi na jego stanowisku. Dalej: Otto może odwrócić efekt cieplarniany? Strasznie naciągane. W tym momencie wieloramienny doktor staje się mądrzejszy niż Richards, Stark, Pym i kto tam jeszcze. A Avengers są gotowi przyklasnąć jego idei. Nie wszyscy jednak. Hawkeye zachował trochę rozumu. Po czwarte: nowa zbroja Pająka. To jest już irytujące. Jak kiedyś Spider-Man otrzymał nowe, interesujące moce, to mu je odebrali. Zamiast tego teraz Slott wyskakuje, co jakiś czas z nowym kostiumem. Co się stało ze starą zbroją? Dlaczego Peter nie używał stroju a la TRON? Przecież oba dają mu przewagę nad przeciwnikiem, szczególnie ten drugi, w normalnym starciu, jest nieoceniony. Nic to jednak, bo Parker wymyślił nową zbroję, tym razem czerwoną. A i tak za kilka numerów nikt nie będzie o niej pamiętał. W kontekście mocy i zdolności, czy to naturalnych czy mechanicznych, Pająka przydałby się jakiś progres, ale na pewno nie taki, jaki serwuje Slott. Plusy (oprócz tego, o czym pisałem na początku): scena, w której widzimy, że wynalazki Petera wpływają na życie innych oraz rysunki.
Szczepi: Peterowi Parkerowi zaczynają kończyć się pomysły i zaczyna zżynać je od swoich wrogów, jak niegdyś Punisher pióra Remendera „pożyczał” sprzęt od bohaterów i łotrów na swoją krucjatę przeciw zbrodni. Do tego jeszcze ten strój przeciwko Sinister Six, który wygląda jak zbroja użytkownika futurystycznej deskorolki. Wszyscy ci, którzy zbierają figurki bohaterów pewnie nie będą mogli się doczekać Spider-Skatera do kolekcji:) No dobrze, teraz to, co mi się podobało – wzmianka o wynalazkach Parkera, które weszły do publicznego użytku, ochrzanienie Avengers za ich debatę zamiast natychmiastowe działanie przeciwko Octopusowi (minus zbroja) oraz cała ta akcja z kosmicznym szkłem powiększającym, pomimo jej absurdalności wytkniętej przez moich przedmówców. Cóż, Peterowi przyszło żyć w świecie, gdzie rodzą się ludzie o nadprzyrodzonych zdolnościach, można wywołać kosmiczną ciążę ze zgrają Brood zamiast dziecka, a bomba gamma może z ciebie zrobić zielonego osiłka. Trzeba po prostu przejść nad tym do porządku i tyle. Mimo to, nie mogę się doczekać rozwinięcia i dalej będę śledził tę historię.
Gil: Ledwie się to-to zaczęło, a mnie już głowa boli. Po pierwsze: Spider-Goblin?!? WTF?!? Co to w ogóle ma być? Jak mu kiedyś dali samochodzik, to się potem z niego dwie dekady śmiali, a teraz wyskakują z takim crapem? Poza tym, Spidey używający sprzętów wzorowanych na goblinowych, to obraza majestatu ma miarę Batmana we fioletowym garniaku i zielonej czapce. Dwa: Octavian Lens. Yyy… że co to niby robi? Efekt cieplarniany instant? Nawet jak na marvel-science to grube przegięcie, a w realnej nauce absolutna bzdura. Tym bardziej, że działa w obie strony. Zrozumiałbym jeszcze, że soczewka skupia światło i ogrzewa ziemię – ta część jest okay. Ale jak u diabła może działać w drugą stronę? Odbicie czy rozproszenie światła słonecznego nie wpłynie ot tak na klimat. Trzy: oni chcą negocjować z Octopusem. Jeszcze mógłbym to puścić płazem jakimś przygłupom w metrze, ale Avengers? Oni dobrze wiedzą, z kim mają do czynienia. Zresztą, niedawno rzucili się na Osborna tylko za to, że łeb wystawił, więc ta wstrzemięźliwość jest wyjątkowo nie na miejscu. Cztery: nowy kostium jest paskudny. Pięć: Stefano Caselli. A nie, sorry – akurat on jeden zasłużył tu na pochwały. Jest tylko jeden minus: ten cholerny szlafrok Chameleona. Tak więc tym razem będzie to 5/10, ale podciągnięte mocno za grafikę.
Meister: Spidey się zorganizował i przygotował na starcie z każdym ze swoich klasycznych przeciwników. Już dawno powinien tak zrobić. Jednorazowe zapewne wykorzystanie sprzętu Goblina jakoś mi nie przeszkadza, gorzej gdy zostało tak już na stałe i gdyby Parker wybuchał nagle niekontrolowanym, demonicznym śmiechem :P . Plan Octopusa nie zachwyca, tak jakby wymyślony na siłę, żeby tylko był jakiś silnik napędzający historię. Nie rozumiem tylko zachwytu nowym kostiumem. W trakcie ostatniego roku Spidey zakładał z 10 nowych strojów na różne okazję, więc kolejny nie robi już na mnie wrażenia, tym bardziej, że na pewno zaraz zostanie zapomniany.
Arachnid: Idiotyzmów tutaj na pewno nie zabrakło, aczkolwiek czytało mi się to całkiem nie najgorzej. Nowy kostium jest beznadziejny i nie wróżę mu świetlanej przyszłości. Myślę, że będzie to kostium jednej historii. Po zakończeniu będziemy mogli o nim szybko zapomnieć. Mam taką nadzieję. Koleją bzdurą jest oczywiście Spider-Goblin. Skoro scenarzysta wyskakuje z czymś takim, to wkrótce pewnie zobaczymy pająka z mackami Octopusa, z ogonem Scorpiona, skrzydłami Vultur'a czy też wibracyjnymi urządzeniami Shockera. Co do misternego planu Octopusa, to nie dość, że jego realizacja jest mocno naciągana (urządzenia, które potrafią błyskawicznie przyspieszyć efekt cieplarniany, a także go zatrzymać - że też nikt wcześniej tego nie wymyślił), to jeszcze na dodatek ludzie (w tym także Avengers) to kupują. Co do rysunków to nie mam większych zastrzeżeń. Podsumowując jest to numer średni. Jeżeli przymknąć oko na te wszechobecne bzdury to czyta sie to całkiem nieźle.

Avengers: X-Sanction #4
Hotaru: Byłem w stanie zrozumieć, dlaczego Logan tak bardzo chciał ukatrupić Scarlet Witch, kiedy wróciła. Nie jestem jednak w stanie pojąć, dlaczego jest taki cięty na Cable'a. Ten numer, podobnie jak cała miniseria, był nudny, rozwlekły, wyprany z emocji i z sensu. Służył tylko temu, by wprowadzić Nathana na mapę tylnymi drzwiami. Ale kolory są ładne, to już coś.
Krzycer: ...ojej, ależ to było całkiem bezcelowe. Zwłaszcza, że ostatecznie i tak tylko pogadali. Kto wie, co by się stało, gdyby Cable od razu spróbował pogadać? Może oszczędzono by nam trzech numerów łupaniny? I może - może - superzaawansowana broń której widok w Avengers Mansion tak przeraził Cable'a w przyszłości nie trafiłaby do Avengers Mansion w teraźniejszości? Ach te paradoksy podróży w czasie, kto by się mógł spodziewać? Ojej, ten tydzień nie zaczął się dobrze.
avalonpulse240c%20%5B1600x1200%5D.JPGSzczepi: Odnoszę wrażenie, że ta seria powstała tylko dlatego, aby Loeb wraz z McGuinnessem się spotkali i znów coś wspólnie narysowali. Na miejscu wydawców zamiast czteroczęściowej mini serii zleciłbym im napisanie czterdziestokilkustronicowego one-shota i tyle. A tak przez cztery zeszyty dostaliśmy bezsensowną naparzankę z Avengers, dziką walkę Cable’a z Wolverinem oraz z techno wirusem w ostatnim numerze, dowiedzieliśmy się też, że Hope jest Phoenix (szok!!!) i potrafi czynić cuda oraz poznaliśmy, co się dalej będzie działo z Natem. Obawiam się jednak, że wszystkie te wydarzenia nie znajdą swego odniesienia w nadchodzącym AvX. Szczerze mówiąc, ta seria jako całość ani mnie ziębi, ani grzeje. Ot takie sobie czytadło, nic więcej.
Gil: Eee… Eee… Co ja pacze? Co tu się właściwie stało? Bo na moje oko to nic. Pobili się i rozeszli do domów. Nie chce mi się teraz rozpisywać o szczegółach i natłoku loebizmów (może któregoś dnia na forum, jak będę miał więcej czasu), więc powiem tylko tyle: Gdyby nazwali to „Countdown to AvX” albo „Cable Unplugged”, to może i bym się nie czepiał, ale ponieważ tytuł mówi, że jest to seria o Avengers, to muszę zauważyć, że NIE MA ABSOLUTNIE ŻADNYCH KONSEKWENCJI DLA AVENGERS! Odkablowali Kabla i to wsio. Poza tym nic, zero, null, nada. I powiem Wam szczerze, że bardziej niż czytaniem tego, zajęty byłem robieniem bolesnych min przy oglądaniu rysunków. Jakbym oglądał uciekinierkę ze starego anime na paradzie balonów. A te wykrzykniki były już ponad moje siły. Ale ponieważ w ramach tej samej mini widziałem już większe głupoty, to tym razem dam jej 3/10.
Lotar: Myślałem, że to niemożliwe, ale jednak byłem w błędzie. Ostatni numer był jeszcze gorszy niż poprzednie. Doskonale podsumował poziom tej słabej miniserii.
Cyclops (tatuś) i Hope (córeczka) palcem nie kiwną jak ich ukochana osoba jest masakrowana przez Avengers, choć oczywiście kilka dymków trzeba było poświecić, by uświadomić czytelnikom ile Nathan dla nich znaczy.
Loganowi już kompletnie odbiło. Tak to jest jak się zadajesz z Avengers. Można by pomyśleć, że w przednich numerach, Cable wykosił co najmniej połowę składu Mścicieli. Rysunki to kwestia gustu, ale ja jestem na nie.
W sumie można wychwyciłem tylko dwa plusiki tego numeru. 1. Kiedy Cyclops każe spadać pajączkowi. 2. Końcowa scena z dwoma liderami i potraktowanie Scotta przez Steve'a. Prawie słyszałem zgrzytanie zębów Summersa.
Jeżeli prolog jest zapowiedzią poziomu całego eventu, to biada nam.
Skoro Cable odzyskał moce, to jakim cudem Avengers mają to wygrać? Mimo, że jest w "śpiączce", to jego umysł jest sprawny czego dowodzi połączenie ze Scottem. Sama jego telepatia wystarczy na zgraję Rogersa.

Fear Itself: The Fearless #11
Hotaru: Cały numer poświęcony niczemu nie budującej bitce. Poziom rysunków spadł, kolory wyszły jakieś takie wyblakłe, a scenariusz... cóż, zachował trend spadkowy. Dość wcześnie okazało się, że ten projekt nie spełni pokładanych w nim oczekiwań. Na tym etapie nie mam już żadnych, więc nie mogę powiedzieć, że się zawiodłem. Zastanawia mnie tylko, jaki jest sens w robieniu cliff-hangera na "śmierci" Val, kiedy od miesięcy wiemy, że wyruszy z Thorem w kosmos zatrzymać Phoenix Force?
Krzycer: Tu przynajmniej głupot mało, bo i dialogów niewiele. I nawet Crossbonesa ruszyło czarne serduszko - przynajmniej to było lepiej umotywowane od zmiany stron przez Hellstroma. Na wyjaśnienie czego, swoją drogą, został już tylko jeden numer. Zaczynam się bać.
Gil: No i co tu recenzować? Cały numer się tłuką. I do tego potrzeba było trzech autorów plus dwóch rysowników. Poziom grafiki jest różny – od całkiem dobrej po nie wiadomo, co się dzieje. Zwłaszcza na ostatniej stronie nie mam pojęcia, co się wydarzyło. A jedyny postęp fabularny jest taki, że Crossbones postanowił opuścić piaskownice i oddał swoje grabki Strange’owi. Innymi słowy, jest to rozpierducha, która ma uzasadnić twierdzenia, że seria jest ważna i ma rozmach. Mnie nie przekonała. Dam 5/10.
Arachnid: Na brak walk w tym numerze nie można narzekać. Czy to jednak dobrze? Z jednej strony tak. Skoro przez cały numer się naparzają, to złych dialogów i głupich sytuacji jest zdecydowanie mniej. Najciekawszym momentem była oczywiście zmiana stron przez Crossbones'a. Naprawdę nie spodziewałem się. Ale poza tym to seria ta nadal utrzymuje raczej niski poziom. Został jeszcze jeden numer. Mam nadzieję, dużą nadzieję, że chociaż w tym ostatnim numerze nastąpi progres i wszystkie niejasności zostaną wyjaśnione.

Generation Hope #17
Hotaru: Kolejna seria, po której nie będę płakał. Podobnie jak mutanci po Kenjim, chociaż od lat Marvel wmawia czytelnikom, jak bardzo cenne jest życie każdego mutanta teraz, kiedy została ich na świecie garstka. Nie wymagajmy konsekwencji. Za to bardzo podobał mi się kadr, w którym Martha zrobiła to, co do niej należało. Miyazawa ma potencjał, szkoda tylko, że nie korzysta z niego częściej.
Krzycer: Tyle dobrego, że przynajmniej Kenji ogłupił mutantów. Bo jeszcze by się okazało, że naprawdę go słuchali, i dopiero by było.
Mimo wszystko potencjał historii - i postaci - został zaprzepaszczony. Może ktoś zdolniejszy do tego wróci. Tylko czemu Nemesis i Danger do spółki nie mogą zbudować Marcie jakiegoś robo-ciała pozostanie dla mnie taką zagadką, jak to, czemu nikt nie zdołał wyczarować Hellionowi rąk przed Legionem/Moirą.
Poza plusik dla autora za prowadzenie Shawa - jest lepiej, niż się spodziewałem.
Gil: No dobra, nie było to złe, ale idealnie pasuje do sytuacji, w której mawia się, że góra zrodziła mysz. Tetsuo… oj, przepraszam – Kenji kontroluje prawie wszystkich na Utopii (chociaż niby nie do końca), ale i tak nie potrafi zrobić nic poza gadaniem. Potem pięć osób zatrzymuje ich wszystkich i właśnie na tym rozbija się cała koncepcja tego „niby nie do końca”. Bo miałoby to więcej sensu, gdyby cała ta ekipa dostała po dupie dlatego, że Kanji nie umiał ich kontrolować jak należy, niż przy tłumaczeniu, że niby zachowali kontrolę nad sobą, a on tylko ich podjudzał. Za to motyw z Marthą wyszedł bardzo fajnie. A ostateczny los Tet… Kenjiego? No właśnie – dlatego ciągle mi się kojarzy z Tetsuo. I właściwie nie jest to żadne rozwiązanie, bo marne są szanse, żeby zginął w ten sposób. Jak tak pomyśleć, to najciekawszymi postaciami są tu Martha i Shaw, plus ewentualnie Pixie. Reszta sobie jest i tyle. Co do rysunków, to nie zmieniłem zdania od poprzedniego razu. Mogę dać średnio-słabowite 6/10, ale nie więcej.

Invincible Iron Man #514
Gil: Jak zwykle nudne to i przegadane, a wniosek ten sam. Tosiek jest idiotą, bo dał się podejść jak ostatni amator, chociaż pułapka była oczywista od samego początku. Dla odmiany, Mandarin również jest idiotą, bo dorobiwszy się armii antytośkowych łotrów, nasyła na niego jednego, drugiego wysyła, żeby zrobił rozpierduchę, a resztę chowa do szuflady. Teraz dla odmiany obiecują, że wykończą Rhodesa. Marvel miałby ogromne szanse na karierę polityczną, gdyby zarejestrował się jako partia w Polsce. Obiecują dużo, a wychodzi jak zawsze. Tym razem wyszło 4/10.

New Mutants vol. 3 #39
Hotaru: Jeśli "Exiled" nie okaże się fenomenalnym crossoverem, rzucam tą serię. DnA nie przekonali mnie, że są właściwymi osobami na właściwym stołku. Wynudziłem się koszmarnie. Nie pomaga też, że ten komiks wygląda tak, jak wygląda. Czyli jest szkaradnie narysowany i jeszcze brzydziej pokolorowany. Zeb Wells - wróć!
Krzycer:Warlock-przywódca był zabawny, trochę rozwinięto związki w drużynie... właściwie to materiału było całkiem sporo. Więc czemu mam wrażenie, że to wszystko jest jakieś wybrakowane? Na razie obwiniam o to nudnego przeciwnika. Re-animowany Ani-Mator jest... nijaki. Dodajmy do tego poprzednią historię o opętanym zespole i zaczynam, po pierwsze, wątpić w możliwości DnA kiedy przychodzi do wymyślania/wyboru przeciwników a po drugie - tęsknić za złym Magneto.
Gil: Przynajmniej w tym numerze znalazłem wreszcie coś, z czym mogę się identyfikować: sztuczny uśmiech Warlocka. Czytam i uśmiecham się życzliwie, bo nadal mam w pamięci wyczyny Zeba Wellsa i wiem, jak duży potencjał ma ta grupa. A tymczasem nie tylko czuję, ale i wiem, że tytuł jest już w czarnej dupie i pewnie kwestią czasu jest, kiedy zostanie spłukany. No bo niestety, w tej chwili nie ma się czym bronić. Nawet zmiana Ani-Matora w Swamp Thinga nie robi wrażenia, choć mogłaby być interesująca w innej oprawie. Jedynie Warlock coś tu wnosi i tylko dzięki temu ocena nie spadnie poniżej 5/10.

Supercrooks #1
Mr. M.: Właściwie to wiele powiedzieć o tym numerze nie można. Kilku drobnych superbandziorów w państwie pełnym superbohaterów nie ma szans na udane kradzieże. Postanawiają więc udać się tam, gdzie herosów nie ma. I o tym jest cały numer. Póki co nie zaciekawił mnie, ani fabułą, ani postaciami. Choć w przyszłości chyba będzie więcej Preatoriana, on wyglądał intrygująco. Mam tylko nadzieję, że miniseria nie będzie teraz opowiadała o napadzie na bank w jakimś europejskim kraju. Jeśli jednak, to niech wybiorą się do Francji, francuskie filmy o napadach zawsze bardziej mi się podobały.
Gil: To znaczy, że co? Że teraz Millar pisze swoją wersję Ocean’s 11 z mocami? Boo-hoo… We are not impressed. Może jeszcze tym razem nie wyciągnę Aarona z kozami, ale zdecydowanie nie jest to warte szumu, jaki zrobiły wokół tego strony tematyczne. Takie to wszystko mi się wydaje na siłę robione. Może jeszcze nie jest to poziom tego scenarzysty, do którego nas przyzwyczaił i na który spluwam z niechęcią, ale już zaczynają się pojawiać próby szokowania na siłę i szukania back-story w kontrowersyjnych tematach. Jakby ktoś pytał, to pewnie jeszcze numer, albo dwa i będą przypały jak w jakiś Nemesisach i Kick-assach. Za to nie mogę odmówić plusa Leinilowi Yu, który całkiem dobrze się tu spisał. Póki co, ostrożnie dam 4/10, które w tym przypadku oznacza, że to nie moja bajka.

Thunderbolts #171
Krzycer: Fajny numer, tylko na samym początku skojarzył mi się z podobnym odcinkiem X-Factor z porwaniem Siryn i to porównanie nie dało mi spokoju do końca. Bo na tle komiksu PADa ten numer wypadł cokolwiek sztampowo.
Co nie znaczy, że źle. Wręcz przeciwnie, czytało mi się go świetnie, poza tym Songbird jest jedną z moich ulubionych marvelowych bohaterek. Tylko tak sobie myślę, że za łatwo jej poszło. Mniejsza o to. Dobry numer.
Mr. M.: Jeff Parker ponownie nie zawodzi. Songbird nigdy nie była bohaterką, za którą szczególnie bym przepadał, lecz w tym numerze naprawdę jej kibicowałem, co tylko świadczy pozytywnie o zdolnościach scenarzysty. Laboratorium, poczynania i wygląd Dorcasa są świetne. Zagrożenie momentami wydaje się być blisko, a motyw zdrady wypadł bardzo udanie, o co nie jest łatwo zważywszy na fakt, że zdradza człowiek, którego dopiero co poznaliśmy. Aż chciało się zobaczyć, jak Songbird zemści się na Kei'u. Do tego nie wiedziałem, że niektóre mutanto-ryby mają fetysze. Wyszło więc dość intensywnie, pomysłowo i zajmująco. "Thunderbolts" trzymają formę.
Gil: Nawet nie zauważyłem kiedy to się stało, ale od jakiegoś czasu ten tytuł stał się jednym z moich ulubionych i każdy kolejny numer łykam z przyjemnością. Tak samo było z tym. Właściwie to spodziewałem się tego, bo Melissa również jest w czołówce moich ulubionych bohaterek, a jej solowe historie zawsze były bardzo dobre. I reguła się potwierdza. Jak na historię zmieszczoną w jednym numerze, jest świetnie. Krótki, sielankowy wstęp, skręt w stronę akcji (spodziewałem się czegoś na tej wyspie, ale było to raczej coś z menażerii Mole Mana), ciekawy revamp zapomnianego złoczyńcy i fajne rozwiązanie. Duży plus też dla Kevina Walkera, który szybko awansuje na mojej liście. Zwłaszcza za te sielankowe i miłe dla oka sceny na początku. A i tak cały numer skradł Ferrig i scena z lizaniem stóp! Rozwaliła mnie zupełnie :D . W sumie, to co im będę żałował? Dam 8/10.

Uncanny X-Men vol. 2 #9
Hotaru: Było całkiem fajnie, póki Abigail Brand w stylu księżniczki Leii nie wysłała hologramu z wołaniem o pomoc. Potem była już tylko nudna naparzanka, której nie uratowało pojawienie się Mścicieli, i ciekawszy wątek Unita. Mam nadzieję, że to dopiero preludium i Gillen nie zamknie go jeszcze przed AvX. Unit to ciekawsza postać wprowadzona w S.W.O..R.D. i ma potencjał, by porządnie namieszać.
Krzycer:Gillen miał pomysł na tę historię od dłuższego czasu. Pewnie zobaczylibyśmy ją w jakiejś formie gdyby "S.W.O.R.D." się lepiej sprzedał i został przedłużony. Więc kiedy w końcu dostajemy ją tutaj... żałuję, że z uwagi na AvX została tak ściśnięta. Bo w tej postaci pojedyncze epizody z łapaniem kosmitów - choć fajne - zaczynają drażnić jako zapychacz, podczas gdy chciałbym przeczytać więcej o Unicie, albo o jakiejś scysji Cyclopsa z Wolverine'em...
Ale i tak jest dobrze. P.S. Czy tylko mi Cyclops w wykonaniu Pacheco przypomina młodego Jeffa Goldbluma?
avalonpulse240d%20%5B1600x1200%5D.JPGSzczepi: Bardzo fajna historia z X-Men, Avengers, S.W.O.R.D. i Unitem w rolach głównych. Kieron Gillen wyrasta na naprawdę dobrego scenarzystę komiksowego, który doskonale czuje pisanych przez siebie bohaterów. Bardzo mi się podobało to, jak scenarzysta uczynił z postaci, takich jak Danger czy Unit narratorów poszczególnych epizodów komiksu, szczególnie uwiódł mnie ten drugi, który swoim postępowaniem faktycznie przypomina mechanicznego Hannibala Lectera – minus zjadanie ludzi ;) . Fajny był też ten kadr, na którym Cyclops i Wolverine w znaczący sposób patrzą sobie w oczy, gdy przywódca Utopii mówi o współpracy między X-Men a Avengers jako konieczności na uratowanie Ziemi. Żałuję tylko, że w tak szybki sposób obie drużyny musiały się rozprawić z uciekinierami z więzienia S.W.O.R.D. Niemniej bardzo dobrze mi się to czytało. Panie Gillen, oby tak dalej.
Gil: Gillen potrafi zrobić coś, czego żaden inny scenarzysta nie tylko nie umie, ale tez nie stosuje: potrafi w jednym kadrze i kilku pudełkach narracji przedstawić historię bardziej interesującą, niż główny wątek. Zrobił to wcześniej, przy próbach zatrzymania Juggernauta, a teraz powtarza przy chwytaniu kosmitów. Jakoś wydało mi się to bardziej interesujące niż przydługi wstęp i monologi Laptopa Lectera. Nie zrozumcie mnie źle – one też wypadły całkiem nieźle i momentami były ciekawe, ale jakoś mniej. No i nie da się ukryć (zresztą, sam autor tego nie ukrywa), że spotkanie z Avengers tutaj jest prologiem do AvX. Rysunki może nie najwyższych lotów, ale przynajmniej to nie Land. 7/10, mniej więcej tej samej wartości co X-Factor.
Meister: Całkiem ciekawy numer. Niestety ze względu na małą ilość miejsca, historia upakowana na maksa. Czyli poza Unitem, dostajemy tylko ogólną bitkę z innymi zbiegami. A ten pierwszy wymieniony, najwyraźniej będzie miał bezpośredni wpływ na nadchodzące AvX.
Rysunki Pacheco dobre, ale półnaga Emma jakoś mnie nie zachwyciła (może to wina tego, że kolejni artyści prześcigają się w rozbieraniu Frost), natomiast Magik jakaś taka mało podobna do samej siebie.
Arachnid: Całkiem przyzwoity numer. Nie narysował go Land, więc rysunki pomimo iż może nie są rozkoszą dla wzroku, to stanowią dobrą oprawę dla tego numeru. Co do fabuły to jest ona ciekawa. Bardzo podobał mi się wątek współpracy z Avengers przy łapaniu kosmitów, aczkolwiek chciałbym zobaczyć więcej relacji na linii Cyclops - Wolverine. Ale ogólnie podobało mi się. Bardzo dobra lektura.

Wolverine #303
Krzycer: Sabretooth z jetpackiem, kieszonkowy helikopter Yukio - do tego ninja umysłu, yakuza w pieluchach z piłami maszynowymi i inne cudactwa z poprzednich numerów - a jednak mam wrażenie, że w umyśle Jasona Aarona mam odbierać tę historię na poważnie. Nie rozumiem tego człowieka. Po prostu tego nie rozumiem.
Nie rozumiem również jak Sabretooth przekonał Lorda Deathstrike'a, by dla niego pracował (chyba, że LD pracował dla niego od początku). Nie rozumiem tym bardziej jakim cudem Mystique - najbardziej mściwa kobieta w Marvelverse - jest skłonna pracować z LD ramię w ramię.
Ogółem: to była dziwna historia. A raczej - standardowa historia podana w dziwny sposób. Moim zdaniem to połączenie się zupełnie nie sprawdza.

X-Factor #233
Hotaru: Hmm, to było... ok. Tylko i aż. Nie łudzę się, wiem że Peter David nie robi niczego bez dobrego powodu i najprawdopodobniej ta oderwana akcja detektywów pod dowództwem Havoka okaże się istotna za numer, dziesięć lub dwadzieścia, to tymczasem nie wywołała u mnie przyspieszonego bicia serca. Podobnie jak rysunki Kirka, które za mocno zaczęły zalatywać stylem Immonena.
Krzycer: Izolator wraca! Tym razem wespół zespół z jakimś diabelskim niewiadomo co. Ale że piekielne wątki ciągną się od dłuższego czasu, ani przez chwilę nie mam wątpliwości, że to wszystko czemuś służy.
Natomiast zastanawiam się, czy oczyszczanie obozowiska OburzonychNaMutantów służy tylko podkreśleniu tego, o ile skuteczniejszy jest X-Factor pod dowództwem Lorny i Aleksa - i o ile lepszym dowódcą jest Havok. Bo jeśli tak, to będę odrobinę rozczarowany. Choć ogląda się to nieźle.
Natomiast wszystko, co dzieje się siedzibie X-Factor to standardowy, rewelacyjny poziom.
I znowu - to, że ołówek w rękach Kirka oznacza obniżenie poziomu rysunków świadczy tylko o tym, jak świetny jest od jakiegoś czasu ten poziom.
Szczepi: W moim odczuciu numer ten napisany został tak na pól gwizdka. Z jednej strony fajne są pościelowe rozmowy pomiędzy Laylą a Madroxem, które wprowadzają go w obecne realia po tym, jak ex-szef X-Factor zmartwychwstał, z drugiej strony zaś jest mało frapująca akcja grupy pod wodzą Havoca i Polaris z mutant haterami w roli głównej. Ot, kolejna superbohaterska akcja mutantów, jakich wiele wśród innych tytułów. Nawet wątek Isolationsta z tajemniczą demoniczną panną jakoś mną nie zachwycił, skojarzył mi się za to z postacią Arthasa z Warcrafta, który siedzi sobie na mroźnym tronie i włada lodowym pustkowiem. Mam szczerą nadzieję, że to tylko wypadek przy pracy i PAD wróci do dawnej formy. Liczę na to, że w nadchodzących numerach w ciekawy sposób przedstawi konfrontację byłego i obecnych przywódców agencji detektywistycznej.
Gil: Hm… może to tylko moje subiektywne odczucie, ale mam jakieś takie wrażenie, że skończyło się rumakowanie. Ten numer jest jakiś taki… inny. Najlepsze zdecydowanie są sceny z Madroxem i Laylą, a cała reszta… Jest bardzo zorientowana na akcję i przez to czegoś jej brakuje. Wygląda prawie jak point one, który prezentuje możliwości grupy i zapowiada coś na przyszłość – powrót Izolacjonisty. Mam jakieś dziwne obawy, że wprowadzenie Havoka i Polaris zmieni charakter tytułu. Oby tylko kolejne numery nie straciły dawnego polotu. No i zmiana rysownika też nie wypada, moim zdaniem, na plus. Nadal dam 7/10, ale będzie znacznie słabsze niż wcześniej.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse240a.jpgAmazing Spider-Man #682
Autor: Giuseppe Camuncoli

Hotaru: Ten tydzień nie dostarczył zbyt wielu dobrych okładek i musiałem zastanowić się dwa razy, zanim wybrałem tą. Nie musiałbym, gdyby nie ten obrzydliwie wielki, zaburzający kompozycję napis z tytułem historii. Wystarczy sobie jednak wyobrazić, że go tam nie ma, i już okładka ukazuje się nam w całej wspaniałości.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.03.21


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.