Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #150 - Special

Living Tribunal - wszechpotężny i wszechwiedzący kosmiczny byt, stworzony, aby sprawować *!Snikt!*... Living Tribunal "wziął wolne". Konsultacje odwołane. Zamiast poddawać pod ocenę, garstka redaktorów Avalonu korzystając z jubileuszu postanowiła podzielić się tym co najlepsze. Każdy z nas ma taki komiks to którego zawsze wraca. Ten jeden jedyny, najlepszy. Oto najlepsze wydania zbiorcze redakcyjnej ekipy.


Spell
Daredevil: The Man Without Fear TP 
lt150_as.jpg
Scenariusz: Frank Miller 
Rysunki: John Romita Jr.
Okładka: John Romita Jr.
Liczba stron: 160
Cena okładkowa: $19.99
Zawiera: Daredevil: The Man Without Fear #1-5 
Rok Wydania: 2010

Jubileuszowy numer LT, więc i opowieści o szczególnych komiksach. Z tą historią oczywiście jak wielu z was spotkałem się dzięki TM-Semic. To nazwa, która z pewnością w tym numerze LT padnie nie raz. O czym jest ten komiks i czy jest dobry mogliście przeczytać w numerze 26 naszej kolumny. Nie będę się więc nad tym rozwodził i skupię się na tym, czym była i jest dla mnie ta niesamowita historia. 

Lata 90 dla wielu z nas były pierwszą okazją do zetknięcia się z komiksami o superbohaterach. TM-Semic to ogromna część mojej młodości, której nie da się przecenić. Nie wiem, czy wszyscy potrafią to sobie wyobrazić, ale kiedyś Internetu nie było. Jeśli zakochałeś się w Spider-Manie lub X-Men i chciałeś się dowiedzieć czegoś więcej, to miałeś do tego tylko strony klubowe w komiksach. W krótkich wstępach redaktorzy, a właściwie jeden redaktor, przemycał dla nas skromne okruchy wiedzy o ogromnym uniwersum Marvela. Kilka ciekawych rzeczy można było się też dowiedzieć z odpowiedzi na listy czytelników. Zawsze miałem za złe redakcji, że nie odpowiedzieli na żaden z moich. 

Mega Marvel był czymś szczególnym. Wydawany raz na kwartał przybliżał nam historię o bohaterach, o których nie mieliśmy szansy przeczytać w regularnych seriach. Poziom był różny. Dostawaliśmy takie historie jak "Weapon X" czy "Torment", a z drugiej "New Warriors". Przeważały jednak prawdziwe perełki. Komiks ten - Daredevil: The Man Without Fear - wpadł w moje ręce i pochłonąłem go w ciągu chwili. Po chwili zrobiłem to jeszcze raz i kolejny i kolejny. Po kilku latach mój egzemplarz był w strzępach. Na szczęście, Internet zawitał już do Polski, a wraz z nim wspaniałe Allegro. 

Historia jest niezwykła. Miller stworzył wspaniałe dzieło. Komiks o superbohaterach bez kolesi latających w kalesonach i lateksie. Prawdziwy street level niemal w klimacie noir. TM-Semic padło między innymi dlatego, że entuzjastów komiksu było zbyt mało. I tak było w rzeczywistości. Wiele osób wyśmiewało moje zainteresowania. Dla nich komiks = Myszka Mickey. Jednak w pewnym momencie otrzymałem tajną broń. Po przeczytaniu "The Man Without Fear" nikt się już nie śmiał. To pokazuje siłę tej historii.

Kiedy pierwszy raz to czytałem, nie miałem pojęcia ile innych wspaniałych dzieł stworzył jeszcze ten scenarzysta. Nie wiedziałem, że tworzy historie, które wydają się być niemal filmem. Pewnego czasu usłyszałem, że kręcą film o rogatym bohaterze i scenarzyści mają zamiar czerpać z mojego ulubionego komiksu garściami. Jaki byłem szczęśliwy. A jaki byłem załamany, kiedy to zobaczyłem. Twórcy tego badziewia nie wpadli na pomysł, że mają w rękach gotowy scenariusz. Nie zrozumieli, że trzeba to po prostu nakręcić. Zrozumieli to dopiero inni i dlatego możemy dziś oglądać "300" czy "Sin City".

Hotaru
Ender's Game: Battle School HC 
lt150_bs.jpg
Scenariusz: Orson Scott Card, Christopher Yost
Rysunki: Pasqual Ferry
Okładka: Pasqual Ferry
Ilośc stron: 120
Cena okładkowa: $24,99
Zawiera: Ender's Game: Battle School #1-5
Rok wydania: 2009

Długo zastanawiałem się, jaki komiks wybrać jako mój absolutnie ulubiony. Wahałem się pomiędzy tak oczywistymi pozycjami, jak "The Dark Phoenix Saga", czy "Weapon X", po "Life Death" i "The Fall of the Mutants". To dzięki nim w ogóle jeszcze zajmuje się komiksami. Przez moment rozważałem "Young Avengers", który jako pierwszy przekonał mnie do Mścicieli. Potem jednak uzmysłowiłem sobie, że to nie do nich zaglądam w tych rzadkich chwilach, kiedy mam do zabicia kilka minut, a nie chce mi się gapić ani w komputerowy ekran, ani w książkę.

W tych momentach sięgam po którąś z adaptacji książek "Gra Endera" lub "Cień Endera" Orsona Scott Carda, i ostrożnie - żeby przez przypadek nie pognieść stronicy ani nie zostawić odcisku palucha - kartkuję do moich ulubionych scen i się nimi napawam. Czy są to przepiękne wnętrza domu Wigginów w pierwszym rozdziale, spektakularne ujęcie na Szkołą Bojową w drugim, pierwsza bitwa w nieważkości, gra "Napój Olbrzyma", pierwsze pojawienie się Petry i Alaia, na koszmarach Endera z Peterem w roli głównej kończąc - są to świadectwa wielkiego kunsztu twórców.

Tak, zdaję sobie sprawę, że spoglądam na te komiksy przez pryzmat powieści, które - nie przesadzając - są w pierwszej piątce najlepszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałem. Ale co z tego?

Wprawdzie wyróżniam teraz pierwszą miniserię, ale równie dobrze mogłaby tu być druga pozycja napisana przez Chrisa Yosta, jak i obie autorstwa duetu Mike Carey/Sebastian Fiumara. Już kiedyś to mówiłem, a teraz powtórzę - dzięki takim komiksom Marvel udowadnia, że ma jeszcze potencjał.

Demogorgon
lt150_cs.jpg
Nextwave: Agents of H.A.T.E. Ultimate Collection
Scenariusz:Warren Ellis
Rysunki:Stuart Immonen
Okładka: Stuar Immonen
Ilośc stron: 304
Cena okładkowa: $34,99
Zawiera: Nextwave: Agents of H.A.T.E. #1-12
Rok wydania: 2010

Nie wiedziałem za bardzo, co wybrać - jest tyle dobrych komiksów, ale miałbym wskazać najlepszy? Potwornie trudne. W końcu zdecydowałem się na Nextwave. Nie wiem czy jest to najlepszy komiks Marvela, ale z całą pewnością jest najzabawniejszy. Czego tu nie ma! Trening Elsy Bloodstone, strzelające hamburgerami Elvis-MODOKI, słodkie misie ZAGŁADY, Aaron Stack pełen wielu użytecznych urządzeń, sado-maso dzieci w maskach Iron Mana, "Victim?! Do you think this letter on my chest stands for America?!", DIRK ANGER. Wspaniały scenariusz Warrena Ellisa, wspaniałe rysunki Stuarta Immoena, Nextwave to dwanaście numerów niepowstrzymanej salwy śmiechu. Polecam gorąco.





lt150_ds.jpgSc0agar4k, ArtX
X-Men: Upadek Mutantów #2-3/94 (Wydanie Polskie)
Scenariusz: Chris Claremont
Rysunki: Marc Silvestri
Rok wydania: 1994

Sc0agar4k: Dokładnie osiemnaście lat temu, w lutym roku 1994, mój świat uległ przemianie i od tamtej pory już nic nie miało być tak jak kiedyś. Właśnie w tym miesiącu na polskim rynku pojawił się komiks, który rozpoczął moją przygodę z Marvelem. Chodzi oczywiście o "X-Men" 2/94, wydany przez wydawnictwo TM-Semic i pierwszą część historii "Upadek Mutantów".

W tym, jak i również w następnym numerze, miała miejsce jedna z lepszych opowieści o mutantach, jakie dane mi było przeczytać. W oryginale miała ona miejsce w numerach #224-227 Uncanny X-Men na przełomie '88 i '89 roku. Za jej stworzenie odpowiadał duet Chris Claremont i Marc Silvestri.

Co urzekło dziesięciolatka w tym komiksie? Zupełnie inny rodzaj bohaterów niż ten, z którymi stykał się do tej pory (Colossus w dalszym ciągu jest jedną z moich ulubionych postaci). Historia, która mówi o zagładzie świata ludzi. Oraz oczywiście rysunki: żywe, dynamiczne, z których aż bije emocjami.

To co również zapadło mi w pamięć przez te wszystkie lata, to niektóre kadry czy sytuacje. Na przykład: Blob lądujący na Loganie, by ten za chwilę wbił mu swoje ostrza w tyłek i dodatkowo trafił na pięść Colossusa; ten sam Wolverine leczący się na pierwszej stronie "X-Men" 3/94; ujeżdżanie wiatru przez Longshota i last but not least "śmierć" X-Menów z końca tego numeru. Te sceny pamiętam do dziś i długo ich nie zapomnę.

Od tego czasu przeczytałem wiele lepszych bądź gorszych historii. Poszerzyłem swoją wiedzę o mutantach, jak i o całym, ogromnym uniwersum Marvela. Jednak sentyment do "The Fall of the Mutants" pozostał i zajmuje szczególne miejsce w moim sercu.

Pragnę jeszcze dodać, że w numerze 4/94 rozpoczęła się historia "X-Tinction Agenda" i wtedy wpadłem już po same uszy. I tak oto dziesięciolatek poznał swoją nową pasję, którą pielęgnuje do dzisiaj.

ArtX: Sco wspomina w swojej recenzji pierwsze zetknięcie z Mutantami Marvela. Miał wielkie szczęście trafić na wydane przez TM-Semic komiksy "X-Men" 2-3/94, w których zaprezentowano "Upadek Mutantów". Opowieść ta również w moim mniemaniu jest jedną z najlepszych przygód Mutantów, mimo iż od tamtego czasu ukazało się całe mnóstwo świetnych komiksów z X-Men. Sam nie wiem dlaczego... może to dzieciak we mnie, który (podobnie jak Sco) aż się wzrusza na wspomnienie czasów, które już bezpowrotnie przeminęły? Nie wiem, ale za każdą lekturą tego komiksu zagrożenie ze strony Adversary wydaje mi się autentyczne, historia trudnej miłości Storm i Forge'a wywołuje ból serca, a przygody i bohaterstwo (z patosem, ale nie przesadzonym) X-Men rozpala moją dziecięcą wyobraźnię. Relacje między postaciami (Rogue – Mystique, Forge - Storm) wydają mi się wyraźnie ukazane i interesujące. Również niespodziewana współpraca między Freedom Force i X-Men w obliczu zagrożenia jest budująca.

Może gdybym zapoznał się z tym komiksem dopiero teraz, oceniłbym go inaczej. Z drugiej strony regularnie wracam do niego, będąc już po trzydziestce. To chyba wystarczający dowód na to, że jest to po prostu kawał dobrego komiksu, który trafi do wyobraźni zarówno dziecka jak i dorosłego, w którym zachowała się cząstka dziecka. Gorąco polecam! 

Undercik
Wonderful Wizard of Oz HC 
lt150_es.jpg
Scenariusz:Eric Shanower
Rysunki:Skottie Young
Okładka: Skottie Young
Ilośc stron: 216
Cena okładkowa: $29,99
Zawiera: The Wonderful Wizard of Oz #1-8
Rok wydania:2009

Początkowo zastanawiałem się, czy nie wybrać jakiejś pozycji, od której zaczęła się moja przygoda z komiksem. Jednak po chwili zastanowienia stwierdziłem, że zarówno "The Amazing Spider-Man: Coming Home", jak i "Astonishing X-Men" Whedona były już wychwalane w Living Tribunal. Wonderful Wizard of Oz - mimo, że to pozycja niszowa, to warto o niej wspomnieć, gdyż zawiera w sobie całe piękno historii obrazkowych. Po pierwsze - świetnie przełożona przez Shanowera na język komiksu baśń o Czarnoksiężniku z krainy Oz. Po drugie i najważniejsze - Scottie Young! To, co rysownik zrobił w tej miniserii, to arcydzieło. To on w swoich pracach przelał cały baśniowy klimat Oz. Mógłbym pisać i pisać wymieniając różne przymiotniki o pracy Younga - fenomenalna, genialna, rewelacyjna, niesamowita, itd. Mogę tak długo, ale po co? Lepiej samemu zobaczyć i tak jak ja zakochać się w Wonderful Wizard of Oz od pierwszego wejrzenia. A to dopiero początek, bo Marvel w zanadrzu ma jeszcze kolejne miniserie.


Korekta: Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.