Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #149 - Ender's Game: Command School HC

Ender's Game: Command School HC  lt149s.jpg
Scenariusz: Chris Yost, na podstawie powieści Orsona Scott Carda 
Rysunki: Pasqual Ferry, Frank D'Armata 
Okładka: Pasqual Ferry
Ilość stron: 120
Cena okładkowa: $24,99
Rok wydania: 2010
Zawiera: Ender's Game: Command School #1-5

Hotaru: "Ender's Game: Command School" zawiera drugą część komiksowej adaptacji bestsellerowej powieści "Gra Endera" Orsona Scott Carda. Wygrywającej drużyny się nie zmienia, dlatego też – podobnie jak w "Ender's Game: Battle School" – za komiks odpowiada scenarzysta Chris Yost, rysownik Pasqual Ferry i Frank D'Armata, który nałożył kolory. Zaznaczam jednak, że tytuł może być trochę mylący, bo tak wyeksponowana Szkoła Dowodzenia pojawia się dopiero w drugiej połowie tej historii. Zaznajomieni z książką nie powinni być tym zaskoczeni, jednak pozostali mogą drapać się po głowie. 

Skoro zacząłem już mówić o fabule, to pójdę tym tropem dalej. Komiks podejmuje akcję tam, gdzie poprzednik ją zostawił. Ender dostaje dowództwo nowo-utworzonej Armii Smoka, która została przez nauczycieli wyciągnięta z niebytu tylko po to, by zasilić ją młodzikami i weteranami, których inni dowódcy postanowili się pozbyć. Andrew ma uczynić z tej hałastry karną armię i szybko bierze się do roboty. Oczywiście, gdyby gra miała być fair, byłoby nudno, więc będziemy świadkami kolejnych nieczystych zagrań, zarówno nauczycieli, jak i innych uczniów. Działający przez lata system walk w Szkole Bojowej zostanie nagięty, a w końcu wyrzucony w próżnię tylko po to, by zmusić Andrew do osiągnięcia pełni jego potencjału. Potencjału, przed którym sam zainteresowany się wzdryga, ponieważ jego implikacje za bardzo przypominają mu jego starszego brata-sadystę. Ender będzie poddawany coraz większej presji, zdając sobie sprawę z tego, że w tej placówce nie może uczyć się na swoich błędach – bo po prostu nie wolno mu żadnego popełnić. Ukończenie szkoły będzie dla chłopca i jego żołnierzy pozbawione poczucia tryumfu. Zastąpi je strach, chwilowa ulga i wreszcie rezygnacja. A to dopiero połowa komiksu. 

Przez dowództwo Międzynarodowej Floty, Ender został wybrany jako najbardziej obiecujący kandydat na dowódcę, który pozwoli ludzkiej rasie przetrwać kolejne starcie z Formidami. Czas goni, termin walk zbliża się nieubłaganie, dlatego chłopca poddaje się represyjnemu wręcz szkoleniu. Nikt nie dba, w jakim będzie stanie po zakończeniu konfliktu z obcymi – jeśli przegra, cała ludzkość będzie zgubiona, a jeśli wygra, to... cóż, czymże jest zdrowie i życie jednego dziecka w porównaniu do istnień miliardów? Flota tak samo przestaje się troszczyć o Szkołę Bojową – rozwala wypracowany system, bo i tak nie będzie już czasu na wyszkolenie kolejnych absolwentów. Andrew musi więc funkcjonować w stanie permanentnej niepewności, każde nowe wyzwanie łamie kolejne nienaruszalne wcześniej zasady, a on sam z nadludzką wręcz determinacją próbuje stać się tym, kim nauczyciele chcą żeby był... chociaż coraz mocniej nienawidzi tego, kim się staje. 

Podobnie jak w "Battle School", i tutaj bitwy – te w nieważkości w Szkole Bojowej, jak i te na symulatorze w Szkole Dowodzenia – są drugorzędne. To Ender jest najważniejszy i wokół niego kręci się cały świat. Szybko staje się celebrytą na korytarzach szkoły, bo jest najlepszy w rankingach. Andrew jednak to nie cieszy. Choć na początku ma wsparcie w przyjaciołach, to rychło nauczyciele odbierają mu i tą asekurację. W walce z Formidami będzie sam, więc czemu teraz miałby korzystać z pomocy? Wrażliwy, pełen empatii chłopiec zostaje dosłownie sam w tłumie – odseparowany od swojej armii murem autorytetu, od swoich przyjaciół murem podziwu i szacunku, od zwykłych uczniów murem sławy, a od swoich wrogów – murem zawiści. Parcie ze strony Floty, by uczynić z niego jak najlepszego dowódcę sprawia, że chłopiec powoli zapomina, po co w ogóle ma walczyć. A wtedy Flota wyciągnie z rękawa asa – siostrę Endera Valentine, jedynego człowieka, dla którego chłopiec może zdecydować się na dalsze nieludzkie szkolenie. 

Christopher Yost bardzo sprawnie poradził sobie z adaptacją do komiksowego medium. Prawie wszystkie istotne elementy fabuły powieści znalazły się też w komiksie. Zachowano wzorowane na książce plansze dialogowe na początku każdego z rozdziałów, które pozwalają na wgląd w zamysły decydentów Floty. Dzięki temu antagonista, którym w tej historii są dorośli, a nie kosmici, zostaje ukazany z drugiej strony. Nauczyciele nie są bezdusznymi sadystami, zdają sobie sprawę z tego, co robią – są jednak postawieni pod ścianą, nie mogą sobie pozwolić na litość, współczucie i empatię, jeśli rasa ludzka ma przetrwać. 

Jedyne moje zastrzeżenie, to brak epilogu. Po momencie finałowym widzimy praktycznie jedną stronę – spotkanie Endera z dziećmi, którymi dowodził. Jego przyjaciółmi. Zabrakło bardzo ważnego wątku, na którym zbudowano cały dalszy ciąg sagi Endera, a mianowicie rewelacji o naturze i motywach Formidów, a także o ich powiązaniu z Andrew. Rozumiem, że wątek ten został do pewnego stopnia podjęty w kolejnej miniserii ("Ender's Game: Speaker for the Dead"), lecz to, że zabrakło go tutaj, ograbiło finał z części głębi. Owszem, zdajemy sobie sprawę z tego, że Andrew nie cieszy się ze zwycięstwa i z tego, że został zmanipulowany, ale nie znamy ogromu tragizmu i winy, która będzie mu towarzyszyć do końca życia i która zdeterminuje praktycznie wszystkie jego czyny, aż do śmierci. 

Po raz kolejny muszę zwrócić uwagę na rewelacyjną oprawę graficzną. Nigdzie nie widziałem lepiej przedstawionej nieważkości, w tym w klasycznym Universal War One. Brawo za odwagę i dotrzymanie wierności oryginałowi w kwestii warunków ostatniego starcia Endera i Bonzo – obawiałem się trochę, że zostanie ono złagodzone, podobnie jak infilitracyjne wypady Groszka w "Ender's Shadow". Każde ze środowisk ma unikalny klimat. Korytarze i sale treningowe Szkoły Bojowej oglądaliśmy już wcześniej. Tutaj mamy dodatkowo naznaczone futurystycznym błękitem Greensboro i ciemne, opresyjne, zabarwione nutką czerwieni wykute w skale pomieszczenia Szkoły Dowodzenia na Erosie. Jeśli nie czytaliście książki to uwierzcie mi na słowo – Pasqual Ferry i Frank i D'Armata niczego nie pozostawili przypadkowi. 

Materiały dodatkowe w tym wydaniu, podobnie jak i w "Battle School", są praktycznie nieistniejące. Wydawca zaprezentował dwie stronice wybranych bez ładu i składu szkiców artysty, które nie stanowią wielkiej wartości dodanej. Ale nie oszukujmy się, jeśli do zakupu wydawnictwa nie zachęci sama zawarta w nim historia, to i sto stron szkiców nie zrobiło by różnicy. 

Wraz z "Battle School", "Ender's Game: Command School" to jeden z najlepszych komiksów, jakie czytałem i oglądałem. Komiksów, będących na dodatek adaptacją jednej z najlepszych powieści, jaką kiedykolwiek czytałem, a czytuję dużo. Dlatego równie gorąco polecać będę zarówno komiks, który jest przedmiotem tej recenzji, jak i książkę, na której się opiera. Dopóki Marvelowi będzie udawało się od czasu do czasu publikować takie perełki, dopóty przymykać będę oko na kolejne sensacyjne i wstrząsające eventy pokroju "Fear Itself".

lt_5pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.