Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #232 (30.01.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 30 stycznia 2012Numer 5/2012 (232)



W poprzednim tygodniu Marvel nas nie rozpieszczał pod względem ilości nowych komiksów, ale trzeba przyznać, że spisali się nasi recenzenci, ponieważ do kompletu opinii zabrakło tylko dwóch numerów więc mimo wszystko jest co czytać. Najwięcej uwagi znów poświęcono mutantom, ale i inne pozycje nie są daleko w tyle. Zapraszam do czytania.



Alpha Flight vol. 4 #8
Gil: Która to już była odsłona Alfy? Czwarta? Cóż, chyba tylko pierwsza odniosła jako-taki sukces, bo o kolejnych słuch szybko zaginął. O tej też zaginie, bo właściwie nic się w niej nie wydarzyło. Potłukli się trochę i tyle. Było wprawdzie nieco gry na emocjach postaci, ale powiedzmy sobie szczerze: czy kogoś one w ogóle obchodzą? Może ewentualnie Northstar i Aurora, bo się kręcą koło X-Men czasami, ale taka Marrina? A kto w ogóle słyszał o takim złoczyńcy jak Master of the World? Zważywszy ambitny przydomek i fakt, że kręci się w tle już od dłuższego czasu, niby powinniśmy go znać… Ale jednak nie. Najwyżej z handbooków. I z tych właśnie powodów, seria okazała się kapiszonem. Czy była zła? Nie. Nawet fajnie narysowana była. Ale nie miała szans. Ja też dam neutralne 5/10 i szybko zapomnę.
venom:
Pewnie jestem jednym z nielicznych, ale żałuję, że to ostatni numer tej serii. Fakt, że super złoczyńca z tego numeru nie powala na łopatki, właściwie to zaraz po skończeniu czytania o nim zapomniałem, ale były momenty, zarówno w tym numerze jak i całej serii, które zostają w pamięci na troszkę dłużej. Nie wiem jakie były poprzednie serie Alpha Flight, ale ta mi się podobała. W tym numerze podobała mi się relacja Guardiana z jego żoną. Zakończenie numeru też jest ciekawe, Guardian odniósł gorzkie zwycięstwo, z jednej strony wróg pokonany, z drugiej córka i żona odeszły. Co jeszcze mi się podobało? Postać Marriny, jak dla mnie, jest to jedna z najciekawszych postaci w tej drużynie, w tym numerze jakoś rozbawiła mnie jej reakcja, kiedy Northstar wpadł w objęcia swego chłopaka. Podobało mi się to, że w końcu ktoś sprał Northstara, bo ostatnio jakoś mnie drażnił, co prawda już na kolejnym kadrze nie miał siniaków, cudownie zniknęły, ale cóż... Ciekawie została też przedstawiona postać Aurory i jej problemów ze sobą. Uważam, że to był całkiem w porządku numer, do tego nieźle narysowany, co też jest dużym plusem.

Astonishing X-Men vol. 3 #46
Hotaru: Trochę nam się pokręciła ta fabuła i nie wiem teraz, co o niej sądzić. Umknął mi gdzieś sens tego, by alternatywna Storm była omnipatką. Tak, rozumiem, że jej silna wola by temu podołała, przecież widzieliśmy wcześniej, jak służy za aparat do podtrzymywania Nieskończoności. Ale po kiego grzyba potrzebne jest, by cały czas odczuwała, co się dzieje w głowach wszystkich ludzi? Za to rysunki Mike McKone'a mi się podobają, przez co zgrzytam zębami na te nienatchnione kolory. Koniec końców wyszło średnio, a w kolejnym numerze równie dobrze może się stoczyć, jak i rehabilitować.
Gil: Nie pierwszy już raz czytając twórczość imć Grega Paka odnoszę wrażenie, że celując w punkt, sieje śrutem jak z fuzji wszędzie, tylko nie tam gdzie powinien. Bo widzę, do czego zmierzał i dostrzegam potencjał w tym pomyśle. Przy innym, bardziej sensownym wykonaniu, mógłby nawet konkurować z Ruins Ellisa, ale w tym sprawia, że przewracam oczami z irytacją. Dlaczego? To będzie dłuższy wywód…avalonpulse232b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Raz: Historia ma nas poruszyć i zaszokować faktem, że w maszynie Saviora zginęły nie wiadomo jakie rzesze mutantów. Tymczasem wpada w autoparodie, gdy Summers otwiera kolejne szafy, a z nich wysypują się niezliczone pamiątki po zużytych X-Menach. Stos wizjerów z poprzedniego numeru odegrał swoją rolę, ale tutaj zwyczajnie przesadzili. „I’m Greg Pak! I make holocaust look like summer camp!” Co za dużo to niezdrowo.
Dwa: Ciąg przyczynowo-skutkowy. Okay, mogę przełknąć naiwną historyjkę, że Magneto rozpękł ziemię i zniszczył magnetosferę. Jest głupia, ale też nie bardziej niż inne pomysły. Jednak na tym historia się nie kończy, lecz zaczyna. W dalszym ciągu retrospekcji, Blondaś opowiada, że zbudowali maszynerię, a ich najpotężniejsi bohaterowie naprawili problem. W następnym zdaniu zaprzecza jednak sam sobie, żeby usprawiedliwić ściąganie bateryjek z innych światów. Jeszcze dalej sugerują nam, że Storm jest w jakiś sposób związana z utrzymywaniem tego świata w formie, więc jak i dlaczego na samym początku wysłali ją ot tak do innego świata, po Cyclopsa? Jeśli mogła go opuścić (i to pewnie nie raz), to znaczy, że wcale nie jest taka niezbędna lub sytuacja taka krytyczna.
Trzy: Dobór postaci. Skoro zostało podkreślone, że do zasilenia maszynerii potrzebni są najpotężniejsi mutanci, a kolekcja Charliego sugeruje, że chodzi o tych, władających energią, to po jaką cholerę znalazły się tu kopie Wolverine’a, Nightcrawlera, Kitty i Emmy? Żadne z nich nie pasuje do schematu. Co więcej, historia sugeruje prostsze rozwiązanie: Magneto popsuł, niech Magneto naprawi. Zresztą skoro problemem jest utrzymanie obecnego stanu i zajmuje się tym Storm, to odpowiedzią jest: więcej Storm.
Cztery: Brak spójności świata. Najbardziej istotne elementy otoczenia wskazują, że prym wieść powinna stylizacja steampunkowa. Tak sugeruje maszyneria, architektura, część ubiorów i zachowanie postaci. Z drugiej strony pojawiają się jednak samoloty, spandexy i generyczni storm-trooperzy Charliego. Bałagan i tyle.
Pięć: Klisze. StarTrek wprowadził groteskową kliszę evil goatie, która tutaj pojawia się w postaci bujnej grzywy Charliego. Obawiam się, że ten motyw będzie nas prześladował. Dla odmiany, gdy tylko ktoś zostaje dźgnięty pazurami, to zostaje dźgnięty w ramię. Serio? Summers i Howlett przy każdej okazji porównują długość penisów. Emmeline jest tokenem tej grupy. Całość mogła się zakończyć już w tym numerze, ale cliffhanger został przeciągnięty do oporu.
Ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że mimo wszystkich tych zarzutów, lektura może być przyjemna dla czytelnika, który nie próbuje się głowić nad konstrukcją fabuły. Mi też przy pierwszym kontakcie weszło całkiem nieźle, więc po długim wahaniu zdecydowałem się wystawić 4/10.

Captain America and Bucky #626
Gil: I tutaj znalazłem to, czego brakuje mi ostatnio w serii z Kapitanem bez towarzystwa w tytule, a mianowicie chwytliwą fabułę. Wątek jest dobrze obsadzony, a zagadka całkiem interesująca, chociaż retrospekcje zdążyły co nieco zasugerować. Co więcej, zakręt fabuły zdołał mnie zaskoczyć, bo nie w tym miejscu spodziewałem się tego kroku. Muszę też dorzucić małego plusa za stylizację germańskiego akcentu na pierwszej stronie. A grafika, chociaż dosyć toporna, pasuje mi do całości wystarczająco, by się jej nie czepiać. I mogę dać mocne 6/10.

Daken: Dark Wolverine #20
Krzycer: Całkiem ciekawy numer o parze bardzo nienormalnych ludzi. Jego największą zaletą jest to, że pozostaje wiarygodny. No, może bunt agentki Kieł przychodzi zaskakująco późno, ale jeśli przyjąć, że Daken nie do końca się co do niej mylił to wystarcza za uzasadnienie.
Najsłabiej wypadają strony na których Daken celuje/strzela z gigantycznej snajperki maszynowej (?).
Natomiast rysunki były słabe. Twarze bohaterów wyglądały, jakby wyszły spod ręki Jimmy'ego Cheunga kiedy miał gorszy dzień, i to najlepsze co mogę napisać o rysunkach.


Fantastic Four #602
Krzycer:
Nie da się ukryć, skala wydarzeń jest duża. Przywołanie Galactusa, zaskoczenie, że nie po to bał Richardsowi dzwonek i odsłonięcie kart w finale - wszystko super.
Nadal nie wiem, co Inhumans tu robią, ale już mniejsza o to.

Gil:
W tym tygodniu mamy dwie odsłony epopei Hickmana i już sam ten fakt jest dużym plusem, bo wzajemnie się uzupełniają. Przypadek sprawił, że tę cześć przeczytałem najpierw i po fakcie myślę, że to była właściwa kolejność, bo dzięki temu wydarzenia z FF tworzą przyjemne rozjaśnienie, ale nie wyprzedzają faktów. Bijatyka jest epicka. Może nawet bardziej niż medium na to pozwala. Ale przynajmniej czuć tę epickość w powietrzu o wiele bardziej niż w innych seriach, które bezużytecznie silą się na nią. Ponadto, całość wygląda naprawdę fajnie i czyta się bardzo płynnie. Czekam na ciąg dalszy, a tymczasem wystawiam zasłużone i mocne 7/10.

FF #14
Krzycer:
Czyli kulisy tego, co dzieje się w Fantastic Four #602. I choć pomysł jest fajny, to jakoś... nie wiem, mam wrażenie, że powiedziano nam o co chodzi a nie pokazano.
No i rysunki nadal są, ojej, taaakie brzydkie. Bobillo z każdym numerem przebija samego siebie, jego zapijaczona Valeria jest... słów mi brak.
Gil: Druga z odsłon hickamowej fantastycznej epopei w tym tygodniu służy przede wszystkim wyjaśnieniu, co działo się na drugim froncie i jakaż to nadzieja leżała całkowicie w rękach Dooma. To kawał dobrej historii, z Valerią i wujkiem Victorem w roli głównej, prowadzącej wprost do finalnego kadru F4 #602. Naprawdę dobrze się ją czyta i nawet rysunki pana Bobillo nie przeszkadzają mi zbytnio w odbiorze (choć pikne to one nie są). Jest tylko jedno ale… I will not accept the fact that Doom has fallen! No, ale solidne 7/10 się należy.

Mighty Thor #10
Gil: Musze przyznać (z pewnym zdziwieniem), że pojawił się w tej historii element, który może się okazać ciekawy… jeśli oczywiście Fraction go nie spartoli. Chodzi mianowicie o Tanarusa i spisek trolli z Karnillą. Może wyjść z tego coś fajnego, ale nie chcę się czepiać tej nadziei, bo wszyscy wiemy, jak jest. A poza tym jednym wątkiem jest słabo. Fraction zupełnie nie rozumie idei Demogorge’a i przedstawia go w sposób, który kupy się nie trzyma. A cała reszta biega w kółko i pogrąża się w chaosie. Dodatkowo rozbroiły mnie znikające spodnie Surfera i obecność na kongresie goblina wprost od Gringotta (w dodatku podającego się za Krasnoluda). Bałagan i tyle. Ale za przebłysk nadziei tym razem dam 4/10.

 Secret Avengers #21.1
Krzycer:
Nuda, panie. Zapamiętałem głównie pierwsze strony, na których Remender zafundował najbardziej naciąganą ekspozycję ostatnich miesięcy. Cap i Hawkeye rozmawiają, mówiąc sobie coś, co obaj wiedzą, żeby poinformować o tym czytelnika. Straszne pójście na łatwiznę.
avalonpulse232c%20%5B1600x1200%5D.JPGA dalej nic ciekawego. Niezła akcja, nic ponad to. Hawkeye za dużo gada jak na szpiega, może ktoś mu to później wytknie. A na razie - z relacji Capa z Hawkeye'em da się wyciągnąć dużo więcej niż tutaj.
Po sześciu ślicznych jednostrzałówkach Ellisa ta rozczarowuje, i to mocno.

Gil:
Mam szczerą nadzieję, że ten numer nie jest wyznacznikiem charakteru runu Remendera w tej serii. Bo mi się nie podobał
wcale, a wcale. Większą jego część zajmuje niby tajna misja, połączona z bulbotaniem o wszystkim i o niczym, a potem nagle sru! i Vengeance out of friggin’ nowhere. Max Fury tworzy nowych Masters Of Evil, ponieważ… bo tak! W skład wchodzą parodia Ghost Ridera, guggenheimowy Whiplash i Princess Python, którą ostatnio widzieliśmy wylatującą w powietrze. Soł yyywil! No i jest jeszcze finał, czyli Hawkeye tu de reskju. Zawsze śmieszy mnie, jak ktoś do kogoś mierzy z łuku w pozycji point blank, ale jeszcze bardziej rozśmieszył mnie odlot na odrzutowej strzale. A wiecie co było najgorsze? To, że narysował to Patrick Zircher - w sposób tak paskudny, że nawet nie rozpoznałem jego stylu (chociaż jest bardzo prawdopodobne, że grafika została zamordowana kiepskim tuszem i fatalnymi kolorami). Oby regularne numery były lepsze, bo ten może dostać najwyżej 3/10.
łukasz:
Prolog do runu Remendera w jednym z miesięczników o Avengers. Co mamy na początek, wycieczkę (misję) dwóch Mścicieli do kraju Red Light Nation. Następnie chwila przerwy na koktajl party, potyczka z panem "senatorem". Kolejne strony i kadry to ciągła akcja, przeplatana spokojniejszymi scenami. Max Fury i jego nowi Masters of Evil stają się niespodziewanymi przeciwnikami Łucznika i Kapitana Ameryka. Komiks średnio porywa od strony fabularnej.
Kilka wątków wrzuconych do jednego numeru, z których część zapewne zostanie rozwinięta w kolejnych numerach Sekretnych Mścicieli, niezbyt zachęca do sięgnięcia po kolejne zeszyty z tej serii. Rysunki na średnim poziomie, Patrick Zicher mógłby się bardziej postarać. Zbyt dużo ciemnych barw psuło mi odbiór strony wizualnej.
Mam nadzieję, że kolejne regularne numery z tej serii, nie tak jak ten
.1, będą na poziomie takim, jaki prezentuje inna seria Ricka czyli Uncanny X-Force.

Ultimate Comics: The Ultimates #6
Krzycer:
Kolejny numer wyciszający sytuację. Kiedy znowu będzie akcja? Kiedy dowiemy się, czy Polska została zaanektowana przez Miasto? Kiedy wreszcie zobaczymy Kapitana Polskę?
Nabijam się, ale to był bardzo fajny numer. Tylko... faktycznie trochę już brakuje mi akcji. Znowu - Hickman nie PAD, czymś to trzeba rozruszać.

Spartan: Kolejny dobry numer. Fajne sceny z Tonym, Braddockiem i ostatnia z Monicą. Zaskoczyło mnie również to że Fury'emu nie udała się misja rekrutacyjna. Oczekiwałem, że w tym numerze Ultimates wykonają jakiś ruch, ale jak widać trzeba poczekać do następnego numeru co, o dziwno, wcale mi nie przeszkadza :) . Rysunki również bardzo dobre. Ribić to klasa a Petersona też zawsze lubiłem, teraz dodatkowo zyskał dzięki innemu niż zwyczajowo, koloryście :D . Takich Ultimates chciałbym widzieć zawsze :D .

avalonpulse232d%20%5B1600x1200%5D.JPGX-Men: Legacy #261
Hotaru: Niestety zgodzę się z wnioskami Delirium. Ten numer był wybitnie nienatchniony. Wręcz toporny. To dopiero drugi numer Gage'a, a już się powtarza - to co będzie w kolejnym? Nawet te wątki, które niosą ze sobą jakiś potencjał, jakoś go nie wykorzystują. Wszystko jest szyte grubymi nićmi i jakieś takie niezgrabne. Podobnie jak twarze rysowane przez Davida Baldeona. Nie chcę się go czepiać, po facet bezdyskusyjnie ma talent, ale błagam, niech popracuje nad twarzami, bo psują cały efekt. Może wtedy i Gage trochę lepiej się wczuje.
Krzycer: Gage też nie PAD, i on akurat swój komiks rozruszał. Tą samą formułą, co poprzedni. Ups? Ale muszę przyznać, że podobało mi się i to, jak Rogue wykorzystała swoje umiejętności, i finał, przy którym się uśmiechnąłem.
Co mi się nie podobało? Carey robił z Rogue gwiazdę, ale logicznie, pozwalając wykazać się wszystkim. Gage robi z Rogue gwiazdę w ten sposób, że inni nic nie robią.

Gil: Na wypadek gdyby ktoś nie widział ostatniego point.one tej serii, mamy tutaj jego całkowitą kalkę. Przez pół numeru nie dzieje się nic. No dobra, nic poza zarzynaniem wątków pozostawionych przez Careya. Dyskusje o związkach niby mają coś wnieść, ale są tak płytkie, że nie sięgają nawet poziomu licealnego. Wypełniacz – nic więcej. Potem mamy zapowiedź, że coś się wydarzy i wydarza się: złoczyńca puka do drzwi, przedstawia swoje groźby i dodaje obowiązkowe: or else… Więc pakujemy wszystkich studentów do bunkra i udajemy, że nic się nie dzieje. Dorośli próbują szczęścia w strategii „kupą panowie”, ale nic im z tego nie wychodzi, póki Rogue ponownie nie skorzysta z wypożyczalni mocy, jaką są uczniowie i samodzielnie nie skopie zaplecza Exodusowi. A żeby było zabawniej, niechcący napuszczają go na Utopię i pewnie dopiero teraz zacznie się pościg w stylu Benny Hilla. No, ale dobra, żeby sprawiedliwości stało się zadość muszę dodać, że całkiem nieźle wykorzystano obecność Blindfold, a i same poczynania Rogue mogą się podobać mimo absurdu. To jednak nie zmienia faktu, że numer jest w najlepszym razie infantylny i nie ma za grosz klimatu. W dodatku rysunki mieszczą się w zakresie od kiepskich do paskudnych (zwłaszcza twarze lub ich brak w niektórych miejscach). Mamy więc wtórność, płytkość i kiepskość – trzy wyznaczniki tego numeru. Stąd ocena 3/10.
venom:
Muszę powiedzieć, że całkiem podobał mi się ten numer. Może rzeczywiście za bardzo wszystkie światła skierowane są na Rogue, niestety przez to czasami mam dość tej postaci, ale spisała się. Końcówka, podobnie jak ktoś już napisał, wywołała uśmiech również na mojej twarzy, bo na serio zabawnie to wyszło. Największe "ale" mam do X dzieciaków. Przecież są tam wśród nich Rockslide, Hellion, Kid Gladiator, Anole, dzieciaki żądne przygód, niektórzy z nich należeli do New X-men przecież, niektórzy z nich wymykali się potajemnie z Utopii i walczyli ze złoczyńcami, a tu co? Posłusznie chowają się, nie są ciekawi co dzieje się na zewnątrz, wszyscy jak te owieczki przeprowadzani są z jednego miejsca na inne, jakby ktoś pozabierał charaktery tym dzieciakom... Tego mi brakuje. Poza tym uważam, że jest nieźle i może być jeszcze ciekawiej w następnym numerze.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse232a.jpgAlpha Flight vol. 4 #8
Autor: Carlo Pagulayan

Hotaru: Nie spodziewałem się, że wytypuję tą okładkę, ale podeszła mnie z zaskoczenia. Kiedy już raz zwróciłem uwagę na to, jak bardzo jest dynamiczna i dramatyczna, to już nie mogłem wybrać niczego innego. Niemal czuć ból i słychać wrzask w reakcji na zobrazowany atak. Bardzo mocne.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.01.25


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.