Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #231 (23.01.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 23 stycznia 2012Numer 4/2012 (231)



Dużo się działo w poprzednim tygodniu. Pojawiło się dużo waszych opinii i dlatego znów nasz Pulse dłuższy. Mutanci zdominowali ten numer. I to zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym. Zapraszam.



Amazing Spider-Man #678
Szczepi:
Bardzo ciekawy pomysł z tymi drzwiami czasowymi. Do tego współpraca Pająka i Grady’ego Scrapsa została w bardzo fajny sposób przedstawiona. Jednak numer ukradło nagłe pojawienie się Julii Carpenter i pogawędka z Peterem, a później jej rozmowa z córką w domu. Do tego powrót Silver Sable i jej wrogów z Ultimatum spowodowało, że mój mały wewnętrzny fan boy z lat dziecinnych obudził się i wydał delikatny dźwięk zachwytu :) . Jestem ciekaw jak to zostanie rozwiązane.
Gil:
Nie powiem, żeby pomysł był bardzo oryginalny, bo wydaje mi się znajomy (chociaż nie mogę sobie przypomnieć, skąd). Muszę jednak przyznać, że podoba mi się. Wprowadzenie opiera się wprawdzie na dosyć naiwnej idei, ale na to można przymknąć oko – w końcu to komiks i nie takie dziwy już widzieliśmy. Najważniejsze, że realizacja daje radę. Jest autentycznie zabawnie i to tak samo na płaszczyźnie sytuacyjnej, jak i dialogowej. Świetny występ zaliczyła Julia Carpenter, a walka z czasem dostarczyła fajnych momentów. Śmiem nawet stwierdzić, że pomogło również oderwanie od zwyczajowego ostatnimi czasy tonu serii na rzecz czegoś lżejszego. I chociaż nie jestem fanem kreski Ramosa, tutaj nawet mi ona pasowała. Tak więc dam bardzo pozytywne 7/10.

Arachnid: Całkiem niezły numer. Fajny pomysł na historię, może niezbyt oryginalny, ale ten motyw zawsze mi się podobał. No i wątek ten jest dobrze prowadzony. Poza tym jest całkiem zabawnie. Najbardziej podobał mi się motyw z Julią Carpenter. Rewelacyjny występ, który strasznie mnie rozbawił. Jedynie rysunki mi się nie za bardzo podobały, ale można tutaj przymknąć na to oko. Ogólnie numer lekki, łatwy i całkiem przyjemny. Dobre dialogi i ciekawa fabuła. Pozytywne zaskoczenie.

avalonpulse231b%20%5B1600x1200%5D.JPGAvengers vol. 4 #21
Hotaru: Co za jedna wielka kupa miernoty. Z przewagą kupy. Jako zatwardziały wieloletni fanboy Storm nie mogę ocenić tego numeru inaczej. Kiedy zapowiedzi głoszą szumnie "Storm Mścicielem", a okładkę zdobi władająca żywiołami kobita w bad-assowej pozie, to mam prawo oczekiwać, że w środku zobaczę więcej, niż 4 kadry, na których owa kobita leży i się ślini. Na domiar złego, wszystkie pozostałe wątki też się ślimaczą. Strasznie - to zdekompresowane i bez pomyślunku.
Krzycer:
Pamiętacie, że w poprzednim numerze Avengers podzielili się na zespoły i zostali udupieni? Pamiętacie? Pamiętacie? Jeśli nie pamiętacie, to teraz zapamiętacie, bo przez 24 strony nie dzieje się nic innego. No, możemy jeszcze dowiedzieć się z ust agenta Hydry/Hammer, że Spider-Woman jest bardziej pociągająco na żywo niż na zdjęciach.
Co za strata czasu.
A jeśli ktoś sięgnął po ten komiks, bo zobaczył Storm kozaczącą na okładce, to dopiero poczuje się jak dureń, bo Storm kozaczy tylko na okładce. W środku leży i ślini się na podłogę. Yay!
Żeby nie było: nie mam nic przeciwko komiksom o tym, jak pozytywni bohaterowie zbierają wciry. Z bendisowych Avengers najbardziej lubię numery o Hoodzie. Ale tutaj... przez 24 strony oglądamy cliffhanger poprzedniego numeru. Akcja nie posuwa się na krok.

Gil: I nie stało się nic… Kilka losowo dobranych par herosów dostało po dupie od kilku z czapki wyjętych, bezimiennych, generycznych łotrzyków o losowo skrzyżowanych mocach oryginalnych Avengers. Rzeczywiście, sensacja… nie widzieliśmy czegoś podobnego od czasów Secret Invasion. Ok, jestem w stanie zrozumieć, że to pierwsza ich misja w tym składzie i trzeba jakoś wymusić dynamikę, trzeba nowym czytelnikom pokazać, kto zacz, ale kurde, można to chyba zrobić bez przynudzania, nie? A jeśli dodamy do tego zupełnie nieznanego rysownika na średnim poziomie, to ostatecznie dostaniemy wielkie MEH! I ocenę 4/10.
Arachnid:
Cały numer o tym jak najpotężniejsi bohaterowie ziemi dostają łupnia od osobników nieznanego pochodzenia, o mocach Hulka, Giant – Mana i Wasp. Ale chwileczkę, przecież to już było w poprzednim numerze. Co nowego dostajemy w tym numerze? Aboslutnie nic. Czy Bendis już naprawdę nie potrafi wymyślić czegoś oryginalnego? Tutaj podróbki wyżej wymienionych postaci, w New Avengers mamy mroczną grupę Osborna, czyli zespół nieudanych podróbek. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Rysunki nienajgorsze, powiedziałbym, że nawet średnie. Ogólnie bardzo, ale to bardzo słaby numer.

Avenging Spider-Man #3
Krzycer:
Było zabawniej niż oczekiwałem. Zakończenie zdecydowanie lepsze od poprzednich dwóch numerów.
Tylko w końcówce Jameson rozmawia twarzą w twarz z Peterem, któremu zostało tylko ćwierć maski na twarzy i czytelnik ma uwierzyć, że nie jest w stanie go rozpoznać?
Kadr numeru: zaczernione sylwetki Spidera i Rulka i tekst o zranionych uczuciach.

Gil:
O tym tytule nie miałem okazji jeszcze pisać, więc pozwolę sobie zacząć od podzielenia się uczuciem, które towarzyszy mi od jego premiery. A mianowicie, to uczucie uparcie podpowiada mi, że jest to zakamuflowane pod pajęczym szyldem kolejne podejście do Marvel Team-Up, w którym zresztą Ścianołaz również grał pierwsze skrzypce. Poprzednie dwa numery przyjąłem z takim samym entuzjazmem, jak najnowszą odsłonę zakamuflowanej Magdy M w TVN. Problem polegał na wymuszonej oryginalności zestawienia Spidey + Rulk + Mole Man + Yellow Subterrenian Doomsday Wannabe. Zeb Wells zwykle do mnie trafia, ale tym razem coś nie wyszło. Aż do tego numeru, gdzie wreszcie coś zaskoczyło i autentycznie się uśmiałem. Historia może nie była rewelacyjna, ale rozwiązanie okazało się dobre, bo przez swój absurd, stworzyło fajny kontrast z poprzednimi wydarzeniami. No i wyglądało też całkiem dobrze, więc dostanie 6/10.

Daredevil vol. 3 #8
Szczepi:
Zakończenie team-upu ze Spider-Manem i Black Cat, które… nie wyjaśniło niczego. Utwierdziło tylko fanów w przekonaniu, że Matt Murdock to pies na baby i żadna spódniczka mu się nie oprze. Mało było też tej szumnie zapowiadanej współpracy pomiędzy adwokatem a Ścianołazem, więcej interakcji miał z Felicją, ale o tym już pisałem linijkę wcześniej ;) . Intrygująca jest za to ostatnia strona, która zmusi Śmiałka do zejścia do podziemi. I to dosłownie.
Gil:
Nie wiem, jakim cudem w oficjalnym opisie zdolności Daredevila nie znalazło się jeszcze obracanie wszystkiego co nosi spandex i miseczkę C lub większą…? ;) W każdym razie, historia okazała się niewybitna. Szwindel goni szwindel i wychodzi na to, że ma ona związek z jakąś większą całością, o której to Waid raczył wspomnieć. I pewnie jakoś wiąże się to z… Asbestos Manem? Przynajmniej tak zgaduję, bo brak tu wyraźnego rozwiązania. I jakoś kuleje ta dynamika między PP a MM, którą zwykle tak lubię. Jedyny moment, który autentycznie mnie rozśmieszył, to „super villain origin”. No i niestety, rysunki w tej serii nie są z mojej bajki. Tak więc, ostatecznie dam 5/10.

Arachnid: Bardzo lubię współpracę Spider–Mana z Daredevilem, ale tutaj w tej współpracy czegoś mi zabrakło. W poprzedniej części mieliśmy napalonego Spider – mana, tutaj mamy napaloną Black Cat. A i Daredevil nie zamierza przepuścić nadarzającej się okazji. Interakcje między bohaterami wypadają całkiem nieźle, oprócz relacji Spidey – Daredevil. Tutaj oczekiwałem czegoś lepszego. Kilka momentów bardzo mnie rozbawiło. Przede wszystkim tekst: „I think this is my super villain origin”, a także spostrzeżenie dlaczego Daredevil niezbyt często współpracuje ze Spider–Manem. Niestety rysunki także nie zachwycają. Ogólnie spodziewałem się czegoś znacznie lepszego, ale i tak nie jest najgorzej.

Fear Itself: The Fearless #7
Hotaru: Nie jestem jakoś emocjonalnie związany z historią Valkyrie - po prawdzie, ten tytuł coraz bardziej mnie nuży. Ale w tym numerze jest jeden moment, w którym pomyślałem "o, a to jest ciekawe". Nie łudzę się, że teraz będzie już tylko lepiej, ale kto wie - może nie będzie gorzej.
Krzycer:
Ta bezpłciowa seria nagle mnie zaintrygowała. Wystarczyło, by Hellstorm z zaskoczenia sfajczył Logana. A i starcie Logana z Crossbonesem było całkiem satysfakcjonujące.
Czyli najsłabszą częścią pozostaje wszystko, co ma związek z Walkirią. No trudno.

Gil: Da frag? Od początku zachodzę w głowę, o co chodzi w tej serii, poza kolekcjonowaniem młotków i teraz już zupełnie się zgubiłem. Wszyscy się tłuką na kupę, aż w końcu nie wiadomo, kto z kim. Owszem, przyznam, że starcie Wolverine vs. Crossbones było całkiem fajne, ale potem Hellstorm wyskoczył jak diabeł z pudełka, odgrywając Brutusa i w końcu nic już nie wiem. Nawet nie wiem, czy chcę wiedzieć. Ale pewnie będę dalej śledził jednym okiem, ot tak, żeby wiedzieć. A tym razem, ze względu na wspomnianą walkę dam łaskawie 5/10.
Arachnid: Seria trzyma poziom. Szkoda tylko, że bardzo niski. Cała ta zabawa z młotkami, z numeru na numer robi się coraz mniej interesująca. Nie wiem też co mają na celu te początkowe historyjki z przeszłości Valkyrie, dotyczące złotych jabłek. A dokładniej jaki mają one związek z główną historią. Jest jednak w tym numerze coś, co naprawdę mi się podobało. Mianowicie pojedynek Wolverine’a z Crossbones’em. No i zdrada Hellstorma szczerze mnie zaskoczyła. A tak poza tym, to cała reszta wypada raczej słabo.

Generation Hope #15
Hotaru: Cóż, Timothy Green II zdecydowanie lepiej rodzi sobie przy historiach, w których bohaterami są kosmici i stworzenia nie-człekokształtne. Jego postaci ludzkie nie są do końca zgodne z estetycznymi standardami, chociaż muszę zauważyć, że w tym komiksie i tak wyglądają lepiej, niż w one-shotach osadzonych w świecie Endera, które ten artysta ilustrował. Ale nie narzekam, bo fabuła jest jeszcze gorsza niż rysunki - do tej pory to Hope była irytująca, teraz wkurza mnie większość obsady tego tytułu. Jeśli to prawda, że seria będzie się kończyć podczas "Avengers vs. X-Men", to znaczy, że chociaż raz od dłuższego czasu Marvel podjął dobrą decyzję.
Krzycer:
Numer zaczyna się z wykopem... i od razu jest źle. Ostatnio Fraction tak się popisał, kiedy Xavier przywitał Magneto na Utopii telepatycznym wylewem. Wtedy przynajmniej ktoś go przywołał do porządku, tutaj wszyscy ogłupieli... poza Hope, która w ten prostacki sposób jest kreowana na głos rozsądku.
Potem kłóci się z rodzicami a Emma ją policzkuje. I choć jako czytelnik odczułem przy tym pewną satysfakcję, to trochę kłóci mi się to z charakterem Emmy, którą obrażali profesjonaliści i nigdy się takim wybuchem nie skalała. Z drugiej strony praktycznie od samego Second Coming mamy podkreślane, że nie cierpi mikrorudzielca, więc...
Plusy w numerze - pretensje trzecioplanowych Morlocków, część dialogów ("Did you call her a MILF?" - co chyba ma sens tylko w druku, ale i tak mi się spodobało) i zdecydowanie końcówka. Asmus rozwinął wątek podporządkowania Światełek Hope, który prowadził Gillen, i otrzymał bardzo ciekawy rezultat. Gillen wykorzystywał to do kwestionowania relacji Hope ze Światełkami, trochę się boję, że Asmus wykorzysta to tylko do bijatyki z Kenjim, ale na razie mnie zaintrygował.
Poza tym w tym numerze ktoś uprawia seks na Utopii. Niespotykane! (Poza Emmą i Scottem.) I trochę obrzydliwe - nie ze względu na mechanikę, a na obraz Marty, jaki ta scena buduje. Z drugiej strony Rogue też skorzystała z pierwszej okazji, kiedy pozbawiono ją mocy, więc co kto lubi.

Szczepi: Taki sobie numer. Wydawało mi się, że konfrontacja na linii Scott-Hope rozegra się w zupełnie inny sposób. Chociaż przy scenie, kiedy Emma uderza pyskatego rudzielca, pewnie niejednemu z Was pojawił się uśmiech na twarzy. Walka „zreformowanych” złoczyńców z Lights była dość chaotyczna, zresztą pretensje dawnych M.L.F. dotyczące ich obecności i działań poza Utopią są wyjęte z kapelusza. Zapowiedź kolejnego numeru wygląda intrygująco, ale pewnie znów cała idea zostanie jakoś rozmyta.avalonpulse231c%20%5B1600x1200%5D.JPG
venom: Sam nie wiem, co mam myśleć o tym numerze. Rysunki na pewno gorsze niż były ostatnio. Do minusów zaliczam też denerwującą Hope. Z każdym numerem coraz bardziej mnie drażni, dziwię się, że nikt (oprócz Emmy) nie próbował jej zabić. Choć chyba akurat to niedługo się zmieni – przynajmniej to sugeruje ostatnia strona. Co do pozostałych bohaterów – Światełka dość lubię właściwie, ich potyczka z innymi mieszkańcami Utopii nawet mnie bawiła. Co do przyłączenia Sebastiana do Światełek, to jestem na nie. Nie podoba mi się ten pomysł, w ogóle pomysł z jego brakiem pamięci mi się nie podoba. Poza tym widać, że na Utopii rządzi już praktycznie Hope a nie Cyclops, niedługo Scott zostanie zwykłym pomywaczem – tak jak Toad w szkole Wolverine’a... heh...
wolvie11:
Nie mam żadnych zarzutów do scenariusza. To mógłby być na prawdę świetny numer. Niestety mógłby, ale rysunki po prostu zabiły całą historię. Po prostu były okropne, nie znam tego rysownika ale mam nadzieję, że nie pozostanie przy tej serii... przy żadnej serii w Marvelu... Emma z wężami na głowie po prostu mnie rozwaliła.
Ciężko było zauważyć przez "szatę graficzną" jakieś plusy, ale całkiem ciekawie wyszedł pojedynek Światełek ze złoczyńcami Utopii, to jak Hope jedzie po Emmie i trochę szkoda, że tego porządnie nie zilustrowano. Wolałbym już chyba Romitę.

Gil: Spadek formy i to na dwóch płaszczyznach. Od razu rzuca się w oczy grafika. Green ma swój oryginalny styl, który czasami wypada świetnie, ale w tej oprawie kolorów i tuszu nie sprawdza się zupełnie. Zwłaszcza twarze nie mają wyrazu. Fabularnie natomiast, numer jest wypełniony papką. I tak wiemy już, że Shaw zostanie, więc gadanie jest na nic i tak naprawdę o niczym, bo kręci się w kółko. Akcja jest wymuszona i właściwie zmierza tylko do ostatniej strony. No dobra, zapowiedź jest interesująca, ale cały wstęp zupełnie niepotrzebny. Tym razem 4/10.

Moon Knight vol. 6 #9
Krzycer:
Fajne starcie. Tylko za dużo tych głosów w głowie Spectora. Rozumiem, że widmowy Spider-Man nie może się zamknąć, ale Captain America? Szkoda, że Bendis się trochę nie ograniczył - tak naprawdę retrospekcje z Buckiem i krótka rozmowa z Echo wystarczyłyby na cały numer. Ten nadmiar tekstu można interpretować jako próbę ukazania, że to, co dzieje się w głowie Spectora nie wpływa pozytywnie na żaden aspekt jego życia, w tym superbohaterowanie, ale to chyba po prostu wyraz tego, że Bendis nie może się zamknąć i pozwolić, by rysunki opowiadały historię. No trudno.
Ale poza tym to całkiem porządne starcie. Dwa ale:
- kupuję wyjaśnienie, czemu Nefaria się z nimi bawi w bijatykę, ale tylko do pewnego momentu. Jeśli w następnym numerze nie spróbuje spopielić MK to będzie przesada.
- mam nadzieję, że Bendis nie wrzucił Echo do tego tytułu tylko po to, by jej śmierć popchnęła MK do działania. Maya zasługuje na więcej.

Gil:
Tutaj Bendis w lepszej formie, chociaż z pewnością nie w najwyższej. Serię czyta się całkiem fajnie, ale tak naprawdę cały czas wisi nad nią wielki znak zapytania, bo nie pasuje właściwie do niczego, co aktualnie dzieje się w reszcie uniwersum. Za to w tym numerze dzieje się całkiem sporo i wypada dorzucić tu słowo: nareszcie. Bijatyka jest trochę naciągana, bo Nefaria cacka się ze Spectorem nie wiadomo po co, ale za to są w niej niezłe momenty. I może w końcu przyjdzie pora na finał, bo chyba Moonie się wkurzył jak mu kobitę strzałem z monokla zabili. No i jak zawsze plus dla Maleeva, czyli w sumie 6/10.


New Mutants vol. 3 #36
Hotaru: To chyba najgorszy tytuł o mutantach, który znajduje się obecnie na rynku. Nawet Wolverine and the X-Men czyta mi się lepiej. DnA nie mają pomysłu na tę serię, zagrożenie w tej historii było niedorzeczne, a kilka fajnych interakcji między postaciami to zdecydowanie za mało, by usprawiedliwić dalsze wydawanie tego tytułu. Do tego strona graficzna jest równie kiepska, co scenariusz. Nie zdziwię się, jeśli anulują ta serię razem z Generation Hope - trochę szkoda, mając na uwadze, jak zaczął Zeb Wells.
avalonpulse231d%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Ależ to było nijakie! Nijaka akcja, nijakie rysunki, nijacy przeciwnicy, nijakie rozwiązanie. Albo nie, rozwiązanie było głupie. Może gdyby DnA bardziej skupili się na Wielkim Przedwiecznym, a mniej na chaotycznych muzykach, coś mogłoby z tego wyjść, a tak...
Mam tylko nadzieję, że Blink nie zgubi się w Limbo i ktoś ją w Westchester sportretuje.

venom:
Liczyłem na coś innego. Gdyby nie sympatia do niektórych postaci z tego numeru to chyba sobie bym dał spokój. Ogólnie początek historii podobał mi się, ale przebieg i zakończenie zupełnie nie w moim stylu (poza tym miałem nadzieje, że Blink dołączy do zespołu). Na szczęście to już chyba w przyszłym numerze Magma idzie na randkę z Diabłem, więc może przynajmniej zabawnie będzie, heh...
Gil: Cieszyłem się wizją powrotu Blink na dłużej i przyłączeniem jej do składu, a tu się okazuje, że nic z tego. Szkoda. I niestety, nie jest to jedyne rozczarowanie, bo numer ogólnie wypadł słabo. Wyjaśnienie sprawy katastroficznej kapeli zupełnie mnie nie zadowoliło, pojedynek wyszedł marny, a rozwiązanie kwestii mackowatego czegoś z pudełka było wręcz głupie („Jesteśmy bohaterami, rozwiązujemy problemy, wyrzucając je jak najdalej od nas. Yay, team!”). No i po raz kolejny rozczarowują rysunki, zupełnie pozbawione dynamiki. Niestety, tym razem Nowi dostaną 4/10.

Thunderbolts #169
Gil: A to jest mój numer tygodnia. Pod względem fabuły, rysunków i okładki. Zwykle nie lubię marvelowych odniesień do Camelot, ale tutaj wszystko zagrało tak dobrze, że zwyczajnie chcę więcej. Czytało mi się świetnie, bo i akcja i dialogi płyną swobodnie i naturalnie, zaś intryga jest wciągająca. Najwięcej jednak pochwał muszę wysłać pod adres imć Walkera, rysownika, bo jego design postaci jest wprost genialny (nawet lepszy od wersji steampunkowej sprzed paru numerów), a Merlin wygląda wprost powalająco. I chyba się nie mylę zakładając, że to jest ten zły Merlin a.k.a. Maha Yogi, right? W każdym razie, za całokształt mogę dać nawet 9/10.


Superior #7
bastek66: Najlepsze co Millar zrobił od lat. Wreszcie napisał komiks pozbawiony kretynizmu i wymuszonej efekciarstwa. Prosta historia ze szczęśliwym zakończeniem, odwołująca się do Supermana. Mnie taki koniec odpowiada, bo bałem się że Mareczek dowali czymś na koniec. Leinill Yu miał dużo czasu to się postarał. No cóż, trzeba naszykować pieniądze i miejsce na półeczce.


Ultimate Comics Spider-Man vol. 2 #6
Hotaru: Chris Samnee to jednak nie Sara Pichelli. Stara się, ale trudno nie zauważyć topornych kresek i nadmiaru tuszu. Kolory też jakieś takie bardziej monochromatyczne, brakuje im nasycenia. Na kilku kadrach Miles wygląda całkiem ok, ale jednak większość numeru mnie drażni, kiedy pomyślę, czego wcześniej dokonywała rysowniczka z Italii. Fabularnie jest ok, sceną numeru jest rozmowa Milesa z mamą, która wypadła bardzo naturalnie i pozwoliła nam wejrzeć zarówno do duszy tytułowego bohaterka, jak i jego rodzicielki. Ciekawi mnie też, co zrobi Jonah Jameson. Prowler na razie mnie nie zaintrygował.
Krzycer:
Fajny numer. Dobre proporcje bijatyki na ulicy, rozmów z mamą i Ganke oraz przebitek z Meksyku. Całkowicie kupuję, że Miles na początku podłożył się złodziejom - pokonanie Electro pokazuje, na co go stać, ta scena pokazuje, ile mu brakuje, jak bardzo musi się postarać i co mu grozi.
Mimo to... w kostiumie wciąż jest zbyt podobny do Parkera (ramki z myślami, teksty). Poza kostiumem jest osobną postacią, w kostiumie - mam wrażenie, że Bendis wciąż pisze tego samego bohatera. Może się czepiam.

Spartan:
Ten numer nazwałbym solidnym. Akcja powoli rusza do przodu, poznajemy nowego Scorpiona i dowiadujemy się więcej o Prowlerze. Także Miles dowiaduje się że mieć pajęcze moce to nie wszystko. Plus fajna rozmowa z mamą :) . Rysunkom wiele brakuje do Pichelli, ale prezentują porządny poziom. Ogólnie mocne 7.

Uncanny X-Force #20
Hotaru: Rysunki są tragiczne - nieczytelne, niespójne i toporne. Chciałoby się powiedzieć, że szkoda fabuły. Ale nie szkoda. Bo - o dziwo - osią tego numeru jest coś tak niedorzecznego, że cały czas spodziewałem się jakiegoś drugiego dna, prawdziwego motywu, czegoś... sensownego. Bez skutku. Rozumiem, że to komiksy i dużo może ujść scenarzyście na sucho, ale chyba tym razem Remender się przeliczył.
Krzycer:
Mam wrażenie, że Remender jest zbyt inteligentny by ustami którejś z postaci nie zwrócić uwagi na to, że działania Korpusu nie mają sensu. Nie mają dowodów na to, że istnienie Fantomeksa jest zagrożeniem dla multiwersum i chcą się go pozbyć tylko dlatego, że jest unikalny. Bo wątpię, żeby mieli czas sądzić wszystkich, którym zdarzyło się kiedyś zabić dziecko.
Mam nadzieję, że się na Remenderze nie zawiodę. Bo na razie ta historia jest mocno nijaka. A jak dodamy do tego to, że nigdy nie przepadałem za Korpusem i jego otoczką, mając ją za kolejne claremontowe dziwadła (niczego nie zmienia fakt, że oryginalnie są to dziwadła Alana Moore'a) to otrzymujemy numer, w którym jedynym interesującym mnie elementem było podkreślanie różnic między Nightcrawlerem z AoA a oryginałem. I w ogóle scena w Danger Pubie była sympatyczna. Mam nadzieję, że relacja Deadpoola z Kurtem będzie dalej się rozwijała tak, jak na tych dwóch-trzech kadrach. To mi się podobało.
Hm. Numer UXF w którym podoba mi się tylko jedna scena? To grozi powtórką z Deathlok Nation.

Szczepi:
Nie podobał mi się ten numer. Po pierwsze sama fabuła. Jak już wcześniej zauważyli moi przedmówcy, jak mogą istoty mieszkające w Otherworld organizować rozprawę sądową na rzekomym zbrodniarzu, gdy za oknem toczy się regularna wojna z nieznanym najeźdźcą. Nie kupuję też wytłumaczenia, że Fantomex istnieje tylko w jednej rzeczywistości, więc stanowi zagrożenie dla innych wymiarów. Kolejnym minusem są rysunki Grega Tocchini, zwłaszcza na początku komiksu, gdzie rysuje on główne postacie nieco z dołu, z tzw. "widoku żaby”. Wiem z doświadczenia, że zdjęcia robione osobom pod takim kątem przedstawiają fotografowanych w niekorzystnym świetle. Widać dotyczy to również i rysunków. Jedyne, co mi się podobało to konfrontacja Deadpoola i AoA Nightcrawlera w Danger Pubie. Tym razem słabiutko Mr. Remender, liczę że jakoś to zostanie sensownie poskładane w następnych numerach.
Wilsonon:
"Hej mamy wojnę! Ale mimo to zgromadźmy się i osądźmy jakąś anomalie. Zabił dziecko!". Nie podoba mi się ta głupia logika. Ciekawe czy pedofilów z taka samą zawziętością ścigają w innych universach.
Rysownik... Hm... Nie wychodzą mu sceny walki. Staje sie niezdarny, niestaranny, jakby rysował na kolanie. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy problem.

Gil: Nie lubię wątków rodziny Braddocków, Captain Britain Corps i Otherworldu. Swego czasu Claremont zrobił tam taki bajzel, że do dziś nie mogę (i właściwie wcale nie mam ochoty) go ogarnąć. Tym bardziej nie podoba mi się w tym wydaniu, bo cofa wszystko, co w postaci Briana zmienił Cornell. Czytając uczepiłem się więc nadziei, że może na ostatniej stronie okaże się, że tajemniczymi przeciwnikami Brytów są Exiles, ale nic z tego. Pojawił się za to magiczny baran. Boo-hoo… Nie lubię też kreski Tocchiniego, więc tym bardziej ciężko mi było przebrnąć przez te strony. Czy więc znalazłem tu coś, co mi się podobało? Owszem – wprowadzanie Nightrawlera w tutejsze realia wypadło fajnie. Ale to za mało na ocenę wyższą niż średnie 5/10.
Arachnid: Z lekka się rozczarowałem. Proces Fantomexa wypada bardzo kiepsko. Nigdy nie interesowałem się postacią Captaina Britain, ani tym co z nim związane (Korpusy, Otherworldy i takie tam), a po lekturze tego numeru, nadal mnie to nie interesuje. Jedyne co podobało mi się w tym numerze to scena w barze. Relacje Nightcrawler – Deadpool wypadła bardzo przyzwoicie. No i samo wprowadzenie Nightcrawlera wypada fajnie. „...stop calling me „elf”. It’s effeminate”. A tak poza tym to rysunki bardzo słabe, a główna historia jak na razie też nie zachwyca. Miejmy nadzieję, że będzie lepiej i Remender nas nie zawiedzie.

Uncanny X-Men vol. 2 #5
Hotaru: Podoba mi się, jak gładko Kieron Gillen podjął wątek z Uncanny X-Force - dobrze widzieć, że x-świat jest spójny, a flagowy tytuł nie tylko kreuje swoje, ale i reaguje na wątki innych scenarzystów. Podobała mi się rozmowa Magneto i Psylocke - uznaję ją za najlepszy moment numeru. Nie podoba mi się za to, jak nonszalancko Storm pogrywa sobie z Cyclopsem - po pierwsze, to nie leży w jej charakterze, a po drugie, sytuacja jest zdecydowanie zbyt poważna na takie psoty. Nie podobają mi się też porn-face'y Landa, ale to zrozumiałe.

Krzycer: Nie licząc plastikowo-obrzydliwych rysunków Landa (te straszne, straszne wyszczerzone zęby... będą mi się śnić) to był całkiem przyjemny numer. Podobało mi się, że Gillen dał wreszcie chwilę bohaterom, których wybrał do zespołu. Złośliwości Storm, rozmowa Magneto z Psylocke i - zwłaszcza - scena w której Colosuss pokazuje, że nie zmienił się całkowicie były super. Do PADa jeszcze trochę brakuje, do fajności interakcji z Journey Into Mystery też, ale zdecydowanie był to krok w dobrym kierunku.
No i oba najważniejsze mutancie tytuły podejmują wątki z Dark Angel Saga. Takie zgranie tytułów mi się podoba (w przeciwieństwie do zgrania, które polega na tym, że redaktor każe autorowi pisać tie-iny do różnych rzeczy).
Podsumowując: to nie był dobry tydzień dla fanów mutantów. Nie był też zły. Był rozczarowujący.

avalonpulse231e%20%5B1600x1200%5D.JPGSzczepi: Tutaj z kolei jest bardzo dobrze. Rozpoczyna się nowa przygoda, nowe wyzwanie, no i do „Dark Angel Saga” jest nawiązanie. Świetnie została przedstawiona interakcja między poszczególnymi członkami drużyn, zwłaszcza między Cyclopsem i Storm oraz Magneto i Psylocke. Tylko Hope w swoich próbach poderwania Namora była zabawna. Znamienna była też rozmowa Scotta i Steve’a Rogersa odnośnie ich wzajemnego zaufania. A wiemy już, że w przyszłości to zaufanie zostanie, delikatnie mówiąc, wystawione na próbę. Do tego wiemy, że Extincion Team dba o swoje uzębienie, a to za sprawą dentystycznych rysunków Grega Landa. Anyway, bardzo udany numer, który, przynajmniej mnie osobiście, zachęcił do sięgnięcia po jego kolejną część.
Wilsonon: Plus dla Gillena, że możemy odczuć efekty ostatnich poczynań X-Force. Budowanie relacji pomiędzy członkami ekipy idzie mu dobrze, czuć że mamy do czynienia z największymi koksami wśród X-Menów. Jednak największe wrażenie robi na mnie Scott prezentowany jako świetny strateg, myślący o wszystkim w tym samym momencie. Przyciągać może też eksploracyjno-podróżnicza fabuła, za którą strasznie tęsknie.
Rysunki Landa były zjadliwe od zakrycia nieba przez Storm (zmiana kolorysty?) i od momentu jak przestałem spoglądać na kobiece twarze.

venom: Jakoś strasznie drażni mnie sposób rysowania kobiet w tym komiksie, na przykład w tym numerze ciągle się uśmiechają, wszystkie mają identyczny uśmiech, identyczne twarze. To tak jak w kiepskim przedstawieniu, w którym jeden aktor gra kilku bohaterów na raz i zmienia tylko peruki i stroje by można się zorientować kto jest kim... Dla zrównoważenia – co mi się podobało może... Podobają mi się relacje pomiędzy niektórymi bohaterami np. Ilyana - Peter, Magneto - Psylocke, nawet Storm - Cyclops. Podoba mi się Scott, który zachowuje się jak przywódca. Podoba mi się też to, że mało widzę Hope w tym numerze i jest tak jakby mniej pyskata niż w Generation Hope. Do tego bardzo spodobała mi się historyjka o wzięciu mutantów za bogów... (skojarzyło mi się to troszkę z mitologią grecką, którą bardzo lubię). Ogólnie nic więcej na chwilę obecną nie mogę powiedzieć o tym komiksie, ale jestem nawet zaciekawiony jak akcja się rozwinie, więc sięgnę po kolejny numer na pewno a to już jakiś sukces tej serii.
łukasz: Kolejną przygodę oddziału Cyclopsa czas zacząć. Przy okazji dostajemy, dzięki rysownikowi Gregowi Landowi, chodzące i szczerzące się do siebie postacie niczym z reklamy past do zębów znanych marek. Jedynie to przede wszystkim razi mnie w jego kresce, bo reszta jest nad wyraz dobrze oddana. Wyprawa drużyny Summersa; w której w składzie zamiast rannej po poprzednim starciu z Sinisterem Emmy Frost pojawia się inna telepatka czyli Psyclopse; zaprowadzi bohaterów do tajemniczego obszaru "Tabula Rasa" (by dowiedzieć się jak doszło do jego powstania, odsyłam do numer #14 serii Uncanny X-Force Ricka Remendera). Bardzo dobre interakcje między bohaterami, ciekawy podział na mniejsze podgrupy, by odszukać ludzi, którzy weszli na nieznany obsza,r a po których słuch zaginął. W miarę równy podział akcji na każdą z nich (znaczy podgrup). Niebezpieczeństwo czyhające wszędzie, tak w wodzie, jak i na powierzchni. Historia zaczęła się bardzo ciekawie, przypominając mi najlepsze elementy z runów Claremonta, Byrne i Romity Juniora. Atmosfera podobna jest do tej z wypraw X-men do Savage Land :) . A końcówka sprawia, że z niecierpliwością czekam na kolejny numer.
Gil: Zacznijmy od bardzo prostego pytania: dlaczego Psylocke poszła po pomoc do teamu Cyclopsa? Dlaczego? Skoro team Wolverine’a jest powiązany z X-Force i ma dosyć zasobów, żeby zająć się odpowiednio i Warrenem i Genesisem, po kiego czorta iść do konkurencji i bujać się z ukrywaniem prawdy? Jedyna logiczna odpowiedź brzmi: bo nikomu poza Gillenem się nie chciało podjąć wątku. Chwała mu za to, ale chyba można było rozegrać to bardziej logicznie. Tak samo jak można było darować sobie Hope flirtująca z Namorem i Cyclopsa wsiorbanego i wydalonego przez żywą górę nawozu. To było wręcz… fractionowe. A do tego jeszcze wygibasy Landa dochodzą. Czy ten osobnik na końcu to ma być Genocide? Bo jest do Julia nie podobny… No cóż, tutaj też 5/10 damy i to mocno naciągnięte.
Arachnid: Bardzo mi się podobało. Podział na podgrupy i relacje między poszczególnymi bohaterami wypadły bardzo przyzwoicie. Żaden z bohaterów nie jest traktowany po macoszemu. Każdy dostaje swoje pięć minut. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie Cyclops w roli przywódcy i świetnego stratega. Na plus zaliczyłbym jeszcze kontynuowanie wątków z Dark Angel Saga. Pod względem fabularnym było świetnie, ale rysunki wołają o pomstę do nieba. Land powinien dostać sądowy nakaz zaprzestania rysowania kobiecych twarzy. Ale poza tym numer bardzo przyzwoity.

Venom vol. 2 #12
Szczepi:
Myślałem, że misja Venoma i Jacka O’Lanterna rozegra się w mniej niszczycielski sposób, mimo to gonitwa Flasha za jego „opiekunem” była niezwykle widowiskowa i bolesna dla tego drugiego. Nawet nie przeszkadzało mi to, że symbiont postanowił sobie wyhodować paszcze z jęzorami zamiast uszu, co wyglądało dość komicznie. Jestem ciekaw, na co Crime Masterowi symbiont Toxina. Czyżby Mulligan to szef Jacka? Być może dopiero Circle of Four rzuci nieco światła na tę sprawę. Poczekamy, zobaczymy.
Wilsonon: Ah, miło jest czytać walkę Flasha z symbiontem. Plus dodatkowe dwie paszcze finalnej formy robią wrażenie. Rysunki dobrze się komponują z mrocznym charakterem serii, ale czuć było drobny spadek formy. Remender wciąż nie schodzi poniżej bardzo dobrego poziomu i nie mogę się doczekać kolejnego miesiąca, gdzie będziemy mieli do czynienia z 5-oma numerami
:) .
Gil: Hej, patrzcie – Toxin się znalazł! Ciekawe, co się stało z Mulliganem? Mam nadzieje, że ten wątek będzie kontynuowany, bo jest w nim potencjał. Chociaż z drugiej strony zapowiada się odłożenie części wątków na później lub plan dalszy, więc kto wie? Poza tym, fajnie wypadła ta utrata kontroli nad symbiontem… aż do momentu, kiedy Venomowi zaczęły dyndać języki z uszu. Dyniogłowy nieźle oberwał i też fajnie to wyglądało. I to chyba wszystko, co można powiedzieć na temat tego numeru – całkiem fajne czytadło. Może dostać mocne 6/10.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse231a.jpgUltimate Comics Spider-Man vol. 2 #6
Autor: Kaare Andrews

Hotaru: Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo Kaare Andrews zmienił swój styl. W miniseriach Astonishing X-Men jego kreska była odważna, kreskówkowa i rozpoznawalna. Okładki Ultimate zaś to zupełnie inna para kaloszy, ukłon w stronę fotorealizmu. Wybrałem ten cover, bo jest lekki i zabawny, co pasuje mi do tej serii.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.01.18


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.