Avalon » Publicystyka » Artykuł

Mike Carey i X-Men (Legacy) - podsumowanie

Pośród komiksów, które ukazały się w ostatnim tygodniu 2011 roku, znajdował się X-Men: Legacy #260 – ostatni numer tej serii, do którego scenariusz napisał Mike Carey. Było to zwieńczenie jego liczącej ponad pięć lat pracy przy tym komiksie, zapoczątkowanej, zanim jeszcze tytuł wydłużył się o dopisek "Legacy". W tym czasie, napisał siedemdziesiąt trzy regularne numery oraz dwa annuale, a X-Men/X-Men: Legacy było częścią czterech crossoverów ("Messiah CompleX", "Original Sin", "Second Coming" i "Age of X") oraz przedstawiało historie będące tie-inami do dwóch kolejnych ("Utopia" i "Necrosha"). Żegnając Carey'a, przydałoby się jakoś to wszystko podsumować.

Mike Carey i X-Men (Legacy) - podsumowanie

01.jpg
Mike Carey

Pośród komiksów, które ukazały się w ostatnim tygodniu 2011 roku, znajdował się X-Men: Legacy #260 – ostatni numer tej serii, do którego scenariusz napisał Mike Carey. Było to zwieńczenie jego liczącej ponad pięć lat pracy przy tym komiksie, zapoczątkowanej, zanim jeszcze tytuł wydłużył się o dopisek "Legacy". W tym czasie, napisał siedemdziesiąt trzy regularne numery oraz dwa annuale, a X-Men/X-Men: Legacy było częścią czterech crossoverów ("Messiah CompleX", "Original Sin", "Second Coming" i "Age of X") oraz przedstawiało historie będące tie-inami do dwóch kolejnych ("Utopia" i "Necrosha"). Żegnając Carey'a, przydałoby się jakoś to wszystko podsumować.

02.jpg
Okładka X-Men #188, pierwszego numeru napisanego przez Careya

Kiedy ktoś prosi o rekomendację książki/filmu/komiksu, możemy opowiadać o kunszcie autorów i innych aspektach formy, ale prędzej czy później te wywody zostaną nam przerwane niecierpliwym pytaniem o treść. "Ale o czym to jest?" O czym jest run Mike'a Carey'a? O czym przez pięć lat opowiadał autor? Najprościej: o Rogue. Wziął ją pod swoje skrzydła niedługo po zakończeniu jej krótkiej solowej serii, postawił na czele zespołu, przepuścił przez piekło, wynagrodził opanowaniem mocy i znowu postawił na czele zespołu, bogatszą o tamte doświadczenia.

No tak, ale po drodze, przez około półtora roku, Rogue się niemal w tym tytule nie pojawiała. I to sugeruje pierwszy problem X-Men: Legacy, o którym więcej za chwilę.

05_res.jpg

06_res.jpg 07_res.jpg
Okładki jubileuszowego X-Men #200 - początek "Blinded by the Light"

W pierwszej części runu, przed zmianą nazwy, X-Men wyrosło na najważniejszy komiks o mutantach. Wiele wątków kontynuowanych w "Messiah CompleX" miało swój początek w tej serii (jak współpraca Exodusa z Sinisterem czy "śmierć" Cable'a). Na jej łamach ukazała się również historia "Blinded by the Light", będąca bezpośrednim wprowadzeniem do crossoveru, i kluczowe punkty samego "Messiah CompleX", w tym finał historii.

A potem seria zaczęła opowiadać o tym, jak Profesor Xavier szuka samego siebie, co jest jednocześnie przejawem pierwszego i drugiego problemu.

Problem pierwszy to częste zmiany charakteru serii – mam wrażenie, że przynajmniej część z nich była narzucona przez redaktorów. W trakcie runu Carey'a, X-Men (Legacy) było po kolei: komiksem drużynowym, solową serią Profesora Xaviera, serią skupiającą się na Rogue w roli opiekunki młodych mutantów i wreszcie ponownie komiksem drużynowym. Po drodze miał jeszcze skupiać się na przeszłości X-Men, co tylko w pewnym stopniu miało miejsce, kiedy bohaterem został Profesor.

Problem drugi, który stał się przyczyną powyższych zmian, to zepchnięcie serii do drugiej ligii po "Messiah CompleX". Wraz z zakończeniem crossoveru główną serią stało się Uncanny X-Men – tam wykuwano status quo mutantów, a X-Men: Legacy musiało się przystosowywać do pokazywanych tam zmian. Być może to spadek znaczenia tytułu sprawił, że to, co działo się na jego łamach było ignorowane przez innych scenarzystów. Najjaskrawszym przykładem było chyba to, co wydarzyło się między ostatnim numerem, którego bohaterem był profesor Xavier, a crossoverem "Utopia". Xavier pisany piórem Carey'a musiał zmierzyć się z niektórymi wydarzeniami ze swojej przeszłości; pokazywał, jaką bronią jest telepatia, jeśli autor scenariusza jest pomysłowy; wreszcie, w ostatnim numerze, rozbił Acolytes, po prostu przekonując członków grupy, że ich walka nie ma już sensu. Słowem: Carey pokazał potencjał tkwiący w Xavierze, którego rola w komiksach z ostatnich lat ograniczała się do bycia oskarżanym o kolejne wątpliwe decyzje.

03_res.jpg 04_res.jpg 08_res.jpg
Rogue, Xavier i inni

Kiedy zobaczyliśmy Profesora następnym razem, siedział w celi Normana Osborna. Po uwolnieniu przebywał głównie poza kadrem, dopóki znów nie zaczął być pisany przez Carey'a.

Czy to wady, które wpływają na ocenę pracy Mike'a Carey'a? Nie. Sprawiają, że jego historie nie zajmują takiego miejsca w całej franczyzie komiksów z "X", na jakie zasługują, ale niczego nie odbierają samym komiksom. Ich siłą jest podejście autora do postaci, które opisuje. Dobrze rozumie ich charaktery (oraz umiejętności, co jest ważne w komiksie superbohaterskim) i potrafi tak pokierować ich poczynaniami, że nawet wciśnięte w obcisłe kostiumy, podczas bijatyki na tle eksplozji, będą się wydawały naturalne i ludzkie. Z krwi i kości, mimo, że narysowane.

Warto zwrócić uwagę na to, że dzieje się tak niezależnie od tego, czy dana postać pojawia się od dwudziestu numerów, czy występuje tylko na kilku stronach. Carey'owi obce jest, zbyt częste u innych autorów, ogłupianie postaci tylko dlatego, że nie są bohaterami komiksu, w którym występują.

Co zapamiętam z runu Carey'a? Wiele. Z sentymentem wspominam pierwszy, dziwaczny zespół, który przedstawił: z Mystique, Lady Mastermind i Sabretoothem. Szkoda, że tak krótko dane nam było czytać jego przygody – i że latający tankowiec, który był jego bazą, tak szybko się rozbił – ale nieubłaganie zbliżał się crossover. W tym samym czasie zadebiutowali Children of the Vault – dziwni, niepokojący przeciwnicy i pierwsi właściciele ww. tankowca.

Oczywiście, zapamiętam również "Messiah CompleX" – bez Carey'a to nie była by ta sama historia (moim zdaniem to najlepszy crossover z mutantami).

12_res.jpg
Okładka X-Men: Legacy #241, gdzie zabłysnęli młodzi mutanci

Potem autorowi udało się odświeżyć profesora Xaviera, naprawić Gambita, dać Rogue kontrolę nad jej mutancią mocą i sprowadzić Danger w szeregi X-Men.

Choć kolejny status quo serii –"Rogue pomaga młodym mutantom" – obejmuje tylko dwie historie (na dodatek rozdzielone tie-inem do "Necroshy" i częścią "Second Coming"), to Carey'owi chwali się to, że dał w swojej serii miejsce tymże młodym mutantom, zepchniętym na margines po zamknięciu New X-Men (Young X-Men pomińmy milczeniem). Do tego poświęcił chwilę Trance, Loi, Bling! czy Indrze – postaciom, które nawet w New X-Men służyły za tło.

Wreszcie bardzo dobry tegoroczny crossover "Age of X" – ta stworzona w całości przez Carey'a historia, jest chyba najlepszym przykładem tego, jak dobrze poznał mutantów. Dał bohaterom nowe historie i wizerunki, a jednocześnie sprawił, że w głębi pozostali tymi samymi postaciami, które znamy od lat. Na dodatek, w odróżnieniu od wielu historii rozgrywających się w alternatywnych światach, odkrycie, że to właśnie ci, "nasi" bohaterowie zostali wciśnięci w nowy świat sprawia, że ta historia ma dla nich znaczenie i konsekwencje. A przynajmniej powinna je mieć... jak to z nimi w końcu było – patrz problem drugi. Ostały się głównie ręce Helliona i Frenzy w szeregach X-Men.

09_res.jpg 10_res.jpg
"Age of X" - teasery Oliviera Coipela i Claya Manna

Końcówka runu to głównie konsekwencje "Age of X". Carey pokazał potencjał tkwiący w Legionie, uczynił go członkiem zespołu (nawet, jeśli tylko na jedną historię), popchnął Frenzy – dawną popleczniczkę Magneto, Apocalypse'a i Exodusa – na drogę do bohaterstwa, a na końcu ściągnął na Ziemię X-Manów, których w kosmosie zostawił jeszcze Ed Brubaker, i pokazał, że można przeprowadzić podział mutantów nie zamieniając którejś ze stron Schizmy w pieniaczy i bufonów.

No i wskrzesił Ariel. Sympatia autora do tej bardzo mało znanej postaci, która w latach 80. Wystąpiła w jednej miniserii, pozostaje dla mnie kompletnie niezrozumiała, ale każdy ma swojego konika.

Carey zrobił wiele – ale chciał zrobić więcej. O częstych zmianach status quo już pisałem. Autor wspominał w wywiadach, że chciał napisać jeszcze kilka historii z pierwszym zespołem, widać było, że ma również wiele pomysłów na młodych mutantów, których nie dane mu było zrealizować. Miał również zamiar napisać historię z Chamberem – mam nadzieję, że kiedyś wróci do pisania mutantów i jeszcze się jej doczekam.

To rzeczy, które chciał zrobić, ale nawet nie zaczął. Poza tym pozostawił niedokończone wątki, a niektóre pomysły rzucał chyba tylko po to, by kiedyś mogli się nimi zająć inni scenarzyści. Tajemniczy brat Blindfold; druga osobowość Gambita; druga strona osobowości Pixie; Chamber, któremu przywrócił pierwotną postać na marginesie "Age of X"; Legion i jego nieustanne zmagania ze swoim umysłem, czy Frenzy i jej dążenie do bycia lepszą – wszystkie te wątki i postaci czekają, aż jakiś scenarzysta się nimi zainteresuje. (Jest jeszcze Gul Damar; stacja kosmiczna zamieszkana przez miliard kosmitów, umieszczona na orbicie okołoziemskiej, może się wydawać ogromna, ale to chyba jeden z tych detali, które znikają z komiksów bez słowa wyjaśnienia.)

11_res.jpg
Okładka X-Men: Legacy #260, ostatniego numeru napisanego przez Careya

Bez wątpienia, przynajmniej niektóre z tych wątków będzie kontynuował Christos Gage, który przejmuje X-Men: Legacy. Życzę mu powodzenia – nie będzie miał łatwo. Mike Carey może się okazać niezastąpiony.

Krzycer
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.