Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalony 2011

Poznaliście już tych najgorszych, teraz czas na tych najlepszych. W Avalonach nie było jednak jakiejś wielkiej rywalizacji, zdominowała ją w sumie jedna seria. Jaka? Przekonacie się jak zajrzycie do tegorocznych Avalonów.

Najlepszy Ongoing

ongoing7%20%5B300%5D.jpg

a1.jpg

Wyraźną przewagę uzyskała seria Uncanny X-Force Ricka Remendera. Sądzac po głosach oddanych przez Was w innych kategoriach, nie jest to przypadek. Waszym zdaniem, Uncanny X-Force jest największym ubiegłorocznym sukcesem Marvel Comics.

Łukasz: Oczywiście bez zastanowienia głosuję na Uncanny X-Force. Bo Rick Remender zaczynał jako jeden z rysowników w runie Geoffa Johnsa w Avengers, a teraz jego talent błyszczy pełnym blaskiem. Może to on właśnie przejmie po Bendisie główne serie z "Avengers" w tytule? Jerome Opena to mistrz operowania ołówkiem, dynamiką przedstawiania pojedynków na kadrach komiksu (Remender i jego animatorskie doświadczenia też tu pomogły).
Vóyek: Bez dwóch zdań Uncanny X-Force. Działo się lepiej i ciekawiej niż w innych x-tytułach. Nie jest to może poziom tego co w X-Force wyczyniali Kyle do spółki z Yostem, ale wystarczająco, żeby sprawić, że był to jeden z niewielu tytułów, na które zawsze czekałem z niecierpliwością. No i ta seria nadała sens przywróceniu do życia Psylocke. ;)
Raptorius: No to po kolei:
FF - Ciekawa seria, widoczny jest plan scenarzysty wobec poszczególnych postaci, ale cały czas czegoś w niej brakuje - pewnego domykania wątków, zagadnień - przez odstępy czasu pomiędzy kolejnymi numerami ten plan umyka - trzeba poczekać na koniec runu obecnego scenarzysty, aby móc docenić tą serię tak, jak na to zasługuje.
Journey Into Mystery - Baśniowe wydanie nordyckich bohaterów i jedna z niewielu nastoletnich postaci Marvela z własną serią, której nie da się nie lubić. Czy trzeba czegoś więcej?
The Punisher - Ciekawe, odświeżone spojrzenie na Franka, umieszczające go znacznie lepiej w środku uniwersum, niż nieszczęsny run Remendera. Seria dobra, ale martwi mnie trochę wprowadzenie kolejnej wersji znanego bohatera w przeciwnej, tej piękniejszej wersji.
Thunderbolts - Nie czytam od czasu przekształcenia większości obsady w Dark Avengers, więc tu brak opinii.
Uncanny X-Force - Deus Ex Fantomex. Jeśli on czegoś nie naprawi, to grupkę ubranych na czarno moralnie jednoznacznych X-Manów może uratować jedynie interwencja scenarzysty. :) Poza tym - mimo dość nielicznego, niedysponującego szczególnie widowiskowymi mocami stałego składu, prezentowane historie są naprawdę zacne, a nawet epickie.
X-23 - Najlepsza seria przeznaczona przez Marvel do odstrzału. Pełne zrozumienie postaci, piękne rysunki i pokazanie, że Jubilee jako wampir jest nie irytującą (jak w X-Men TAS), a pełnokrwistą postacią.
X-Men: Legacy - Rogue. Rozwinięcie tej umieszczonej trochę w próżni postaci, pozamykanie parunastu wiszących wątków. Naprawdę żal, że to już koniec pracy Careya przy tym tytule.
X-Factor - Seria co roku nominowana, i słusznie - grupa trzecio- czy czwarto-ligowych mutantów, z których każdy jest traktowany jako pełna, trójwymiarowa postać. I tu ląduje mój głos. Niewiele jest serii, gdzie wystarczy umieścić bohaterów w tym samym pokoju i można czekać na fajerwerki. Niektórym scenarzystom to przestaje wychodzić, ale Peter David trzyma stały, wysoki poziom.
W związku z powyższym, naprawdę szkoda że można oddać tylko 1 głos - pójdzie on na serię która niezawodnie od paru lat bawi mam nadzieję nie tylko mnie, ale też innych: X-Factor. Na zaszczytnych drugim i trzecim miejscu z tej listy umieściłbym X-23 i Journey Into Mystery (w zamiennej kolejności). Brakuje mi w propozycjach Venoma.
Wilsonon: Jeżeli mam oceniać całość, to Uncanny X-Force jest najbardziej kompletna. Ze wszystkich wybranych serii, to właśnie dzieło Remendera, Openy i Ribicia sprawiało, że nie mogłem doczekać się kolejnych odcinków.
Wahałem się pomiędzy FF, Journey Into Mystery, Uncanny X-Force, X-Men: Legacy i X-Factor, lecz w każdej z nich czegoś mi brak. Tylko Uncanny posiadało odpowiednią dawkę akcji, odpowiedni rozwój postaci. Każdy zeszyt posiadał swoiste nieme podsumowanie przedstawiające wpływ historii na bohaterów serii. Plus genialny Opena! Nie znam nikogo, kto równie dobrze przedstawia dynamikę postaci, kto wie z jakiej perspektywy i w którym momencie przedstawić daną scenę. Ile pojedynczych kadrów zapragnąłem posiąść w wersji HD... Podsumowując: Rick trafił w me gusta i zdobył wiernego wyznawce.
redevil: FF - za uczynienie tego komiku innym od reszty tytułów jednocześnie pozostając związanym z uniwersum, continuity itp.
czarny_samael: Wszystko zostało powiedziane: Uncanny X-Force.
Krzycer: X-Factor, i ręka mi nie drgnęła. W Pulsie przy okazji pierwszego tegorocznego numeru napisałem, że jeszcze jedenaście zeszytów na tym poziomie i nominuję tę serię. PAD napisał nie jedenaście, a jeszcze siedemnaście zeszytów (wliczając 224.1) - i nie tylko trzymał poziom, ale i go przebił. Ta seria nie była tak dobra od pierwszych dwunastu zeszytów. Do tego dobre i świetne rysunki włoskich rysowniczek (i przynajmniej niezłe Kirka) i wystarczy.
Słowo o innych kandydaturach: Uncanny X-Force miało świetne "Dark Angel Saga", ale miało również takie sobie "Deathlok Nation". X-23 miała słabsze "kosmiczne" historie. Legacy po AoX zabrakło wyrazistości - i historia o Legionie i historia w kosmosie były fajne, ale na koniec runu chciałoby się czegoś większego. Journey Into Mystery było blisko, ale pamiętam, że parę razy ukazywało się w tym samym tygodniu, co X-Factor - i w bezpośrednim porównaniu X-Factor niemal zawsze był lepszy.
lastavenger: FF za zainteresowanie mnie pierwszą rodziną Marvela.
pawelx: X-Factor. Uzasadnienie proste: Ostatnia seria, która trzyma mnie przy Marvelu, zdefraudowanego przez wielkie bezsensowne eventy (jest jeszcze Ultimate, ale to wielka niewiadoma). PAD nie obraża intelektu odbiorcy, każda pisana przez tego scenarzystę postać jest wielowarstwowa, a dodatkowo ostatnio wrócił do najlepszej formy z czasów pierwszych kilkudziesięciu numerów X-Factor vol. 3 (na scenę z dwoma Madroxami z końca pewnego numeru otworzyłem szeroko gębę).
venom: Głos na X-Factor, bo zawsze czekam z niecierpliwością na kolejny numer. Nie to, co z innymi seriami, gdzie po przeczytaniu zaraz zapominam, co w nich było. Zatem wybór, jak dla mnie, był prosty.
Misiael: Ciężki wybór, ale ostatecznie mój głos idzie na X-23, serię, której skasowania długo nie będę w stanie odżałować. Śliczne rysunki, przejmująca, wymykająca się schematom fabuła, doskonałe rozwinięcie postaci Laury... Liu udowodniła, że jest znakomitą scenarzystką, która w przyszłości jeszcze niejeden raz pozytywnie nas zaskoczy.
Dżentelmen: Chciałem w sumie oddać głos na przygody Lokiego, ale za mało tego i wybrałem Uncanny X-Force. Wszystkie postaci świetnie ukazane, tylko Logan jest niepotrzebny.
colossus28: Uncanny X-Force w moim przekonaniu zdecydowanie wygrywa. Jeśli sobie dobrze przypominam, w zeszłym roku nie oddałem głosu na dzieło Remendera, bo wyszło tylko kilka numerów i stwierdziłem, że to trochę za mało, by dostać tytuł najlepszej serii. Po czasie stwierdzam, że dobrze się stało, bo w tym roku nie mam żadnych wątpliwości.
wolvie111: Decyzja jest na prawdę ciężka, bo prawie wszystkie te serie dostarczyły mi w ubiegłym roku dużo radości i dobrych momentów. Z góry odrzucić mogę Punishera, bo nie czytałem go i X-23 - tylko przeglądałem. Mocnymi punktami dla Journey Into Mystery i FF są odpowiednio świetnie prowadzeni Loki i Valeria. Jednak, jako zagorzały fan mutantów, odrzucam te pozycje. Nie będą to ani Pioruny ani drużyna Rogue, bo mimo sympatii muszę przyznać, że nie dorównują one X-Factor i Uncanny X-Force. I tak zostały mi te dwie serie, które zdecydowanie skradły moje serce tego roku i pewnie skradną większość głosów w reszcie kategorii. Po dłuuuugim zastanowieniu chyba postawię na Uncanny X-Force, a jedynym czynnikiem przeważającym będzie chyba rysownik, bo po prostu uwielbiam prace Jerome Openy. Cała drużyna jest zbudowana ze świetnych, wyrazistych postaci. Z niecierpliwością czekałem na każdy kolejny numer (tak jak na X-Factor). Głos na Uncanny X-Force.
Demogorgon: Journey Into Mystery. Uwielbiam Mephisto Gillena!
Szczepi: X-Factor. Początkowo miałem dylemat na którą serię komiksową się zdecydować – Uncanny X-Force, X-Factor czy X-Men: Legacy. Wszystkie te serie coś sobą wnoszą do dorobku spod znaku x, każda z nich ma świetnie napisanych bohaterów, którzy przeżywają niesamowite przygody. Wybieram jednak serię autorstwa Petera Davida z uwagi na to, w jaki sposób prowadzi swoich bohaterów, jak bardzo zakręcone historie są przez niego tworzone, oraz to, jacy są członkowie X-Factor Investigations. Większość z nich powstała w latach 90. i stanowiła raczej tło dla pierwszoplanowych X-Manów. Dzięki fantazji, pomysłowości i humorowi PAD-a, który stworzył z nich pełnokrwistych bohaterów, każdy z nich z osobna potrafiłby udźwignąć samodzielnie każdy odrębny numer serii. Do tego dochodzą jeszcze popkulturowe smaczki, które tak bardzo lubię. :D Szacunek, panie David.
Pariah: Uncanny X-Force. Mamy w tym roku sporo naprawdę dobrych ongoingów. Przyznam, że nie znam Journey Into Mystery i Punishera (nie moje klimaty), choć wiele dobrego o nich słyszałem, ale reszta to wyśmienite tytuły (poza Thunderbolts, który w obecnej formie jest raczej ambitnym średniakiem). Z jednej strony Peter David od lat nie zawodzi i trzyma równy poziom, ale w tym roku Rick Remender pokonał nawet jego. Każdy jego zeszyt jest już sam w sobie świetną lekturą. Historie są nieszablonowe i świetnie rozplanowane na wiele numerów naprzód. Bohaterowie są wiarygodni, ich przeciwnicy naprawdę groźni, a stawki wysokie i można to odczuć. Tego szukam w komiksach i dawno nie dostałem tego tak wiele.
Arachnid: Uncanny X-Force. Seria mroczna, ze świetnymi rysunkami. Rewelacyjne historie, mnóstwo akcji i dobre dialogi. Relacje między bohaterami również na bardzo wysokim poziomie. Postacie świetnie prowadzone, zwłaszcza Fantomex. Poza tym bardzo podobało mi się w tej serii to, że skład drużyny był niezmienny, a także to, że nie skupiono się wyłącznie na Wolverinie. No i oczywiście olbrzymi plus za "The Dark Angel Saga".
Archie: Głos na X-Factor. Wszyscy są pod wrażeniem, jak Remender prowadził Uncanny X-Force, ale PAD-owi należy się większe uznanie. Od 2005 roku tworzy przygody X-Factor składającego się z czwartoligowych postaci i w 2011 roku dalej ma siłę i dobre pomysły, żeby uatrakcyjniać tę serię.
medyk: Wow, naprawdę mocna obsada w tej kategorii! Trzeba będzie doszukiwać się minusów na siłę.
Boltów eliminuję już na starcie, bo akurat tutaj mam spore zaległości.
FF ma trochę zbyt rozwleczone wątki, ale ogólnie seria jak najbardziej w porządku.
X-Men: Legacy - zajebista ekipa mutantów, świetne historie! Boje się, co stanie się z tym tytułem po odejściu Careya. Seria niestety lekko ucierpiała po zmianie cyklu na 2-tygodnik (głównie chodzi mi o rysunki). Zabrakło mi również jakiejś interakcji na linii Magneto - Gambit (zapowiadało się na rywalizację o kobietę, ale Remy trochę olał sprawę), za to dostaliśmy świetną Frenzy.
X-23 - największa niespodzianka. Powtórzę po innych - kapitalne interakcje między postaciami, bardzo dobre rozwinięcie postaci Laury i najlepszy od dawna Gambit. Jak wspomniał Krzycer, słabsze "kosmiczne" historie (zarówno jeśli chodzi o skrypt, jak i rysunki). Będzie mi brakowało tej serii.
Punisher - tej serii dam jeszcze czas, pewnie zagłosuję na nią za rok, jeśli utrzyma obecny poziom. Uwielbiam rysunki Checchetto!
X-Factor - tu naprawdę nie ma do czego się przyczepić (no, chyba że do rysunków Kirka i kolorysty, którzy trochę psują odbiór ostatnich numerów). Świetnie prowadzone postacie (w szczególności Madrox, Layla i mój ulubieniec Shatterstar).
Journey Into Mystery - tu też do niczego się nie doczepię. Kapitalny Loki i niesamowity klimat.
Wybieram jednak Uncanny X-Force - głównie za "The Dark Angel Saga". Rok temu głos nie poszedł na serię Remendera, bo wyszły jej tylko 3 numery, na szczęście wysoki poziom został utrzymany. Epickie to, dobrze napisane i ładnie narysowane. No i występuje tu Fantomex - obecnie chyba moja ulubiona postać w komiksach Marvela (obok Gambita i Shatterstara).
Hotaru: Zagłosowałem na X-Factor. Co miesiąc rozpływam się w superlatywach na temat talentu Petera Davida, więc dziwnym byłoby, gdybym nie poparł jego serii, kiedy jest po temu okazja. W 2011, za sprawą skryptów PADa, okładek Yardina oraz rysunków Lappucchino i Kirka była to najspójniejsza, najładniejsza i po prostu najlepsza komiksowa seria. Gdybym miał komuś polecić tylko jeden marvelowy komiks, to byłby właśnie ten.
Ganfrod: Uncanny X-Force. Choć to nie był łatwy wybór. Powiem tylko tyle, że minimalnie przegrały tytuły X-23 i X-Factor. Wybór zdecydowanie za najlepszy skład, przywrócenie chociaż w małej części mojego ukochanego Nightcrawlera, no i najlepszą historię tego roku.
Sc0agar4k: Mój głos powędrował do X-Factor. Seria przez cały poprzedni rok miała wysoki poziom i nie zmieniała tego pułapu. Dopisali jej w tym roku rysownicy i była to seria kompletna, przez całe dwanaście miesięcy. Dlatego też oddaję swój głos na nich, bez najmniejszego wahania.
Undercik: X-23 pisane przez Liu mnie urzekło. Minimalnie niżej w moim rankingu znajduje się FF, X-Men: Legacy, Journey Into Mystery i X-Factor.



Najlepsza Miniseria

mini2%20%5B300%5D.jpg

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a2.jpg

Avengers: The Children's Crusade po prostu zmiażdżyło konkurencję. Przed głosowaniem na ten tytuł nie powstrzymały Was nawet równie epickie, jak jej fabuła, opóźnienia kolejnych numerów. Allan Heinberg i Jimmy Cheung zdobyli Wasze uznanie świetnymi interakcjami pomiędzy bohaterami i potraktowaniem Scarlet Witch z wyczuciem, którego zabrakło Brianowi Bendisowi, kiedy ostatnio pisał o Wandzie.

Łukasz: Avengers: The Children's Crusade. Za rysunki Jima Cheunga (obecnie mój numero uno wśród rysowników Marvela). Za scenariusz Allana Heinberga, który uporządkował cały bałagan związany z osobą Scarlet Witch napisany przez B. M. Bendisa. Ta mini to taka "wylewka"-podmurywka pod dom, czyli kolejny event Marvela w 2012 roku: Avengers vs. X-Men. Przymykam oko na ogromne opóźnienia w wydawaniu kolejnych zeszytów.
Raptorius: Fear Itself: Spider-Man. Za pokazanie, czym ten event tak naprawdę powinien być - opowieścią o różnych rodzajach strachu, a nie klasyczną młócką "tych złych" z "tymi dobrymi".
redevil: Avengers: The Children's Crusade - za epickość, świetne postaci młodych i berserkera Logana.
straznik: Avengers: The Children's Crusade - dobre rysunki, dobra obsada, epickość i jest szansa, że wydarzenia z tego komiksu zmienią co nieco w uniwersum.
czarny_samael: Jak wyżej, choć bez totalnego entuzjazmu. Jednak ta mini (Avengers: The Children's Crusade) miała pewne zgrzyty, które w trakcie czytania bardzo mi przeszkadzały i nie pozwalają mi jej czysto pochwalić.
Krzycer: Najpierw inne miejsca na moim podium: Astonishing Spider-Man/Wolverine - Aaron w najlepszym wydaniu, szalona jazda bez trzymanki. I choć sensu w tym nie było, to było zabawnie i efektownie - a przede wszystkim byli dobrze zarysowani bohaterowie i autentyczne emocje. Mam nadzieję, że to samo prędzej czy później znajdziemy w Wolverine and the X-Men.
Fear Itself: Spider-Man pokazał, czym mógłby być ten event w lepszych rękach - i wraz z kilkoma innymi tie-inami sprawił, że nie spisuję go kompletnie na straty.
Ale mój głos idzie na Osborna. Bendis powinien kupić sobie tę miniserię (oraz trade'y z runem Ellisa w Thunderboltach) i czytać do poduszki, aż zrozumie, jak powinno się pisać Normana. Swoją drogą, to kolejna pozycja na którą oddaję głos pomimo miernych rysunków.
lastavenger: Avengers: The Children's Crusade, bo już drugi rok głosujemy na tą pozycję w kategorii najlepszej miniserii.
Misiael: Avengers: The Children's Crusade jest w moim mniemaniu najlepszą ubiegłoroczną miniserią. Jest ważna z punktu widzenia całego świata Marvela, ma znakomite rysunki, niepozostawiający czasu na zaczerpnięcie oddechu, rozkładający na łopatki scenariusz i wszystko, co tylko fan komiksów Marvela mógłby sobie wymarzyć.
Dżentelmen: Astonishing Spider-Man/Wolverine - dużo zwariowanych pomysłów, fajna akcja, smutne zakończenie, no i powrót ojca.
Arachnid: Avengers: The Children's Crusade. Świetna fabuła, dobre dialogi i niesamowite rysunki. Jedyna wadą jest to, że trzeba tak długo czekać na kolejne numery. Ale z każdym kolejnym zeszytem stwierdzam, że warto jest na nie poczekać. Ciekawe wyjaśnienie wcześniejszych wątków z "Avengers Disassembled" oraz fajnie prowadzony powrót Scarlet Witch.
colossus28: Marvel Universe vs. Wolverine. Dużo lepsze niż podobny tytuł z Punisherem, krwawe, momentami obrzydliwe i dające dużo zabawy. A co mi tam, niech ma choć jeden głos.
wolvie111: Bez żadnych większych rozterek stawiam na Avengers: The Children's Crusade. Każdy numer na wysokim poziomie, seria ściągnęła największych bohaterów Marvela, epickość, pełno ważnych wydarzeń, świetne dialogi i jeden z moich ulubionych rysowników. Cała seria będzie miała ogromny wpływ na późniejsze losy Marvela, więc wyczekuje jej końca.
Darth: Powinienem wybrać Avengers: The Children's Crusade. Powinienem ale jest jeden mankament, w przypadku miniserii wyznaje zasadę "nie głosować na to, co jeszcze trwa". Choć pewnie musiałby się zdarzyć jakiś cud, aby wyszedł z tego nagle jakiś chłam albo szmira. Tak więc sorki, ale dopiero za rok. Myślałem o Annihilators, ale niestety nie zdołali oni osiągnąć takiego poziomu, jak inne dzieła Lanninga i Abnetta. Po dogłębnemu przyjrzeniu się reszcie pozycji, zdecydowałem się oddać głos na Wolverine and Jubilee. Skąd ta decyzja? A bo mam ostatnimi czasy ogromną awersję do wampirów, na wszystko z nimi związane reaguję zażenowaniem. Dlatego, gdy jakimś dziwnym zrządzeniem losu sięgnąłem po ową mini, byłem przekonany, że z powodu wampirzej Jubilee nie tylko szybko ją porzucę, ale i będę miał swego murowanego kandydata do Zvalonów. O dziwo, jednak spodobało mi się, nawet bardzo, na przekór wszystkiemu. Nawet pomimo faktu, że nie reprezentuje nic nadzwyczajnego. Ale właśnie dlatego, uznałem za stosowne wyróżnić właśnie tą mini, która mnie nie odrzuciła od siebie, choć miała wszystko, co trzeba, aby tak się stało.
Pariah: Głos na Osbrona, bo pomimo tego, że nie jest to opowieść epicka jak Avengers: The Children's Crusade, to jest to zdecydowanie najambitniejsza i najciekawsza z zaprezentowanych tutaj miniseri. Niewiele było takich pozycji w tym roku.
Hotaru: Avengers: The Children's Crusade. Przyznam, że pomimo duetu twórców Heinberg i Cheung, miniseria ta nie rzuca na kolana. Jest świetna, ale nie towarzyszą jej takie czyste emocje, jak w przypadku debiutu Young Avengers. Podejrzewam, że duża w tym wina opóźnień, jakie w drugiej połowie roku zafundowało nam wydawnictwo, by zsynchronizować zakończenie tego tytułu z planowanym startem Avengers vs. X-Men. Pomimo tego, to najlepsza miniseria, jaką w ubiegłym roku czytałem.
Ganfrod: Avengers: The Children's Crusade. Najczęściej postacie do komiksów przywracane są w sposób, który obraża czytelnika (patrz najnowszy powrót Visiona na łamach Mścicieli, przygłupi powrót Rogersa do żywych). A tutaj mamy dobrą historię, która po pierwsze przywróciła nam Wandę, a po drugie pchnęła dalej jedną z najfajniejszych drużyn w Marvelu, to znaczy Young Avengers. Do tego dochodzą super rysunki i dialogi na poziomie. Boję się, że ostatni numer nie spełni moich wysokich oczekiwań. Jednak na tą chwilę zdecydowanie zasługuje na Avalona, a - szczerze mówiąc - konkurencję ma dość dobrą.
Sc0agar4k: Mój głos wędruje w ręce Wolverine and Jubilee. Dlaczego? Sentyment, jaki mam do tej dwójki bohaterów, towarzyszy mi od dawna. Ten duet zawsze śmieszył swoimi rozmowami. A może po prostu lubię, gdy Logan przygarnia pod swoją opiekę młode, bezbronne dziewczęta i uczy je, jak sobie radzić w życiu.
Undercik: Wolverine and Jubilee - po prostu najbardziej mi się podobało.



Najlepszy Numer

fantastic_four_600@m.jpg

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a3.jpg

Fantastic Four #600, jubileuszowy numer komiksu o przygodach Pierwszej Rodziny Marvela, zdobył najwięcej głosów. Komplementujecie scenarzystę Jonathana Hickmana za świetne prowadzenie wątków. Na podium znalazły się jeszcze X-Factor #226, i śmierć Petera Parkera w Ultimate Comics Spider-Man #160.


Łukasz: Ultimate Comics Spider-Man #160 - każdy bohater w imię miłości jest gotów oddać nawet swe życie w obronie tych których kocha. :O
Wilsonon: Fantastic Four #600. Jak ktoś już powiedział, tak powinno się robić jubileuszowe numery.
Raptorius: Journey Into Mystery #630. Piękny epilog do nieudanego eventu. Pokazanie za pomocą opowieści dla dzieci historii o stracie nie tylko największego bohatera Asgardu, ale też bliskiego przyjaciela.
czarny_samael: Ok, w najlepszych seriach sobie odbiję - również z Fantastic Four #600.
Krzycer: X-23 #12. Laura, Jubilee, Gambit i Wolverine w Paryżu. Naturalne, piękne interakcje między postaciami. Śliczna kreska Sany Takedy. Wygłoszona przez Jubilee na czubku wieży Eiffle'a afirmacja życia, która sprawiła, że na nowo polubiłem tę - dawniej irytującą, teraz niepotrzebnie zwampirzoną - postać. Po prostu jedno z moich najfajniejszych przeżyć komiksowych tego roku. Na honorową wzmiankę zasługują:
X-Factor #226 - koronny przykład tego, jak znakomicie Peter David rozgrywa interakcje w drużynie, jak świetnie czuje swoich bohaterów - i jakie wspaniałe efekty potrafi osiągnąć wypełniając cały numer samymi rozmowami. Nie oddałem głosu tylko dlatego, że PAD robi to w niemal każdym numerze (i dlatego X-Factor jest moją serią roku).
Journey Into Mystery #630 - za coś innego. Za humor i powagę. Za skojarzenia z komiksami Renee Goscinny'ego.
Ultimate Comics Spider-Man #160 - za piękny last stand Petera Parkera. Obciążony idiotycznym wyłączeniem z walki Icemana i Human Torcha, którzy powinni byli zamieść podłogę całą Sinister Six, i jeszcze idiotyczniejszym wskrzeszeniem Normana Osborna, przekreślającym "Death of a Goblin" - najlepszy finał, jaki Bendis kiedykolwiek napisał.
lastavenger: Fantastic Four #600 - bo w głosowaniu na najlepszego scenarzystę dałem Mike'a Careya, to niech tutaj Jonathan Hickman sobie odbije.
Misiael: Mój głos idzie na Ultimate Comics Spider-Man #160, w którym Bendis wspiął się na szczyty swojego talentu i umiejętności pisania angażujących emocjonalnie scen. Śmierć Petera naprawdę sprawiła, że zaszkliły mi się oczy, czego kompletnie się nie wstydzę.
Dżentelmen: Ultimate Comics Spider-Man #160. Najlepiej pokazana śmierć (przynajmniej w Ultimate). Na serio wzruszające.
wolvie111: Nie zagłosowałem na X-Factor w najlepszym Ongoingu, więc teraz się zrewanżuję. Numer świetny, nie tyle pełen akcji, co świetnych i zabawnych dialogów, czyli wszystko to, co najlepsze w tej serii. X-Factor #226.
Darth: Bardzo skrzywdziłem Davida w tegorocznych Avalonach, dlatego choć trochę się zrewanżuję głosując na X-Factor #226. Sam numer to kwintesencja całej pracy, jaką David wkłada w tworzenie swej serii. Ciekawa historia, zabawne dialogi, relacje miedzy postaciami, dobre rysunki, świetny klimat i atmosfera. No i najlepsza okładka że wszystkich proponowanych. Mówiąc krótko, podręcznikowy przykład jak winien wyglądać znakomity komiks.
Arachnid: X-23 #12. Rewelacyjny numer z przepięknymi rysunkami. Niezwykłe relacje między bohaterami to największy plus tego zeszytu. Bohaterowie są ukazani we właściwy sposób. Chyba najlepiej pisany Gambit od dłuższego czasu. Świetna Laura, świetny Logan. Nawet Jubilee, której nie jestem wielkim fanem, tutaj wypada bardzo przyzwoicie. Bardzo przyjemna lektura.
Archie: Z ilością stron Fantastic Four #600 idzie też dobra jakość. Pojawiają się ciekawe wątki, które można dobrze rozwinąć w przyszłości i oczywiście Annihilus na smyczy :-D. Zmartwychwstanie Human Torcha było kwestią czasu, ale trzeba przyznać, że nie razi aż tak, jak mogło by razić. Mógłby na dłużej zostać władcą w Negative Zone.
Hotaru: Zagłosowałem na Ultimate Comics Spider-Man vol. 2 #1. Ten numer to świadectwo, że Brian Bendis potrafi fenomenalnie pisać i na to, że Marvel nie tworzy nowych pierwszoligowych postaci, nie dlatego, że to niemożliwe, a tylko dlatego, że wygodniej jest doić stare, kilkudziesięcioletnie krowy. Na dodatek Sara Pichelli, której styl do tej pory mi się podobał, ale który nie rzucał na kolana, rozwinęła tu skrzydła i udowodniła, że Włoszka potrafi lepiej oddać klimat Nowego Jorku, niż Amerykanie mieszkający tam na co dzień.
Sc0agar4k: X-23 vol. 2 #12. Pierwsza rzecz: kreska. Druga: bohaterowie. Trzecia: historia. I czwarta najważniejsza: ostatnia scena. Krótko i zwięźle.
Undercik: Nie wiem, po prostu nie wiem, na co tutaj zagłosować. Fantastic Four #600 było bardzo dobre, ale ze względu na ilość materiału. X-23 #12 było naprawdę przyjemnym numerem, w którym relacje bohaterów zostały rewelacyjnie przedstawione. Muszę jednak docenić, bo ostatni raz mam szansę - Ultimate Comics Spider-Man #160 i moją ulubioną postać w komiksach Marvela, czyli Ultimate Petera Parkera. Tęsknię zresztą za tą serią, która przez cały czas była fenomenalna. Za bohaterami tam występującymi także (i co z tego, że część jest w Ultimate Comics X-Men). Nie mniej rewelacyjne zakończenie niesamowitego runu Bendisa. Przygody nowego ścianołaza są fajne, ale nie tak jak to, co zakończyło się w pierwszym półroczu. To se ne vrati.



Najlepsza Historia

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a4.jpg

To zapewne za sprawą historii "The Dark Angel Saga" seria Uncanny X-Force zdobył tytuł najlepszej w 2011. Remenderowi udało stworzyć się idealne połączenie akcji i emocji, a dramatyczny finał przyniósł ze sobą ogromną satysfakcję z lektury. Druga w stawce "Age of X" Mike'a Careya zdobyła aż o połowę mniej głosów.


Lokus: Będzie krótko. "The Dark Angel Saga" to moim zdaniem jedyna większa historia w minionym roku, która warta była jakiejkolwiek uwagi. Zachwalanego tie-inu do "Fear Itself" z Journey Into Mystery nie czytałem, a "Age of X" mimo wszystko okazało się być w moim odczuciu ledwie udane. Więcej pozytywów w ubiegłym roku nie pamiętam.
Łukasz: "The Dark Angel Saga". Za zrobienie z Archangela megałotra, nikomu przed Remenderem nie udała się taka sztuka. Ten temat złej natury skrzydlatego mutanta był w przeszłości jedynie muśnięty przez innych scenarzystów.
Vóyek: Oj ciężki wybór w tej kategorii, ciężki. Długo wahałem się pomiędzy "Age of X" a "Dark Angel Saga". Ostatecznie jednak głos na "Age of X" za nieszablonowe podejście do tematu - niby inna rzeczywistość równoległa, a jednak nie do końca.
Raptorius: "The Dark Angel Saga". Powtórzę pewnie myśli wielu - Archangela uważałem za postać nudną i nieciekawą - Remender pokazał, że tkwi w nim moc bycia stawianym wśród największych arcyłotrów w świecie komiksów.
Wilsonon: "The Dark Angel Saga". Wahałem się pomiędzy "Age of X" i "The Dark Angel Saga". Przeważyły rysunki, gdzie duet z Uncanny X-Force prezentuje się lepiej, aniżeli Carey'owy, gdzie twórca odpowiedzialny za New Mutants (Steve Kurth - przyp. redakcji) się nie popisał.
czarny_samael: "The Dark Angel Saga". Najmroczniejsza historia z jednym z moich ulubionych bohaterów w roli głównej, w sumie więcej, nie trzeba. A jednak, ta historia miała wszystko to, co daje jej kolejne punkty. Ciekawe rozwiązania (szczególnie Genesis), zwroty akcji, znaczące zmiany i to nawet dla kilku innych tytułów (Beast wie o X-Force, Genesis idzie do szkoły Wolviego), czy ostateczne pożegnanie Angela i Betsy. Ta historia miażdży konkurencję.
becksior: Zdecydowanie "The Dark Angel Saga".
Krzycer: "The Dark Angel Saga" teraz kopie, ale nadal nie jestem przekonany do decyzji Remendera, by Warren ją przeżył. Nawet jeśli stracił pamięć i osobowość, i będzie dla Psylocke chodzącym przypomnieniem tego, co zrobiła.
"Age of X" było duże, świetnie rozplanowane, i jeśli czymkolwiek trąci, to nierównymi rysunkami (pan od New Mutants nie dorównywał Mannowi).
"Rise of the New Mutants" było świetnym ukoronowaniem niezbyt długiego, ale bardzo mocnego runu Zeba Wellsa w tym tytule.
Tie-in z Journey Into Mystery - zupełnie inny styl, trochę mniej akcji, mnóstwo przekrętów - i humoru. Ale bardzo "takie sobie" rysunki.
"Hard Labour" - takie sobie rysunki (poprawiły się wraz ze zmianą rysownika w połowie historii), a co więcej - w samym X-Factor były lepsze historie od tej; ot, choćby obecna. Ale kiedy zaczynały się redakcyjne głosowania, to nie było jeszcze takie oczywiste.
Anyway, historia, na którą chciałem zagłosować - krótka, zabawna, śliczna "Touching Darkness", czyli gościnny występ Jubilee i Wolverine'a w X-23 - nie trafiła do finału. A teraz nie potrafię wybrać między DAS, AoX i RotNM. Chyba dam sobie jeszcze trochę czasu do namysłu. (...) Niech będzie "Rise of the New Mutants", żeby tak nie odstawało.
lastavenger: "The Dark Angel Saga" to świetna historia z genialną oprawą graficzną. "Age of X" było blisko, ale rysunki były nierówne.
colossus28: Naprawdę ciężki wybór, ale zdecyduję się na "Age of X". Mimo, że rysunki to najsłabsza część tej opowieści, to scenariusz w zupełności to rekompensuje. Oczywiście, tworząc historię osadzoną w alternatywnej rzeczywistości scenarzysta ma ułatwione zadanie, może pofolgować swojej wyobraźni i nie trzymać się sztywno kanonu, to Mike Carey doprowadził tę sztukę do perfekcji.
Dżentelmen: "The Dark Angel Saga". Łącznie z pierwszą historią, która do tego przygotowywała, mamy historię w ponad dziesięciu aktach, która nie była robiona na siłę. Wszystko miało sens i dawało frajdę.
wolvie111: "The Dark Angel Saga". Zdecydowanie najlepsza historia w ubiegłym roku. Świetnie ilustrowana, zaskakująca, pełna akcji i czasem brutalna - jak na drużynę morderców przystało. Z niecierpliwością czekałem na każdy kolejny numer.
Arachnid: "The Dark Angel Saga". Rewelacyjna historia. Mroczna, trzymająca w napięciu, ze świetną oprawą graficzną. Mnóstwo akcji, niezwykłe zwroty oraz niesamowite relacje między bohaterami. Każdy kolejny numer był niesamowity. Każdy kolejny czytało się z zapartym tchem. Każdy kolejny nie tylko nie zawodził, ale dawał wiele radości z czytania. Pokazanie upadku bohatera i jego przejście na "ciemną stronę mocy" nie zawsze wychodzi dobrze i nie zawsze efekt jest w pełni zadowalający. A przypadku Archangela efekt był wyśmienity. Historia REWELACYJNA.
Darth: A niekwestionowanym zwycięzcą jest "The Dark Angel Saga". Zgoda, los Angela może trochę rozczarowywać, ale nie zmienia to ogólnej frajdy z czytania, kartkowania i obserwowania kolejnych zmagań bohaterów. Dodatkowo wszystko zostało ładnie rozplanowane, z epickimi scenami, ciekawymi rozwiązaniami, zwrotami akcji i klimatyczną warstwą graficzną. Wyrokuję, że będzie w przyszłości stawiana za wzór innym historiom. Specjalne wyróżnienie dla Journey Into Mystery Fear Itself tie-in, do którego zajrzałem tylko ze względu na "Fear Itself", a pokazał mi, jaki ten event i sam Serpent miał potencjał, oraz jak fajną postacią jest młody Loki.
Pariah: Miałem trudny orzech do zgryzienia. "The Dark Angel Saga" i "Age of X" to historie po prostu genialne. Ta pierwsza wydaje się mieć mocniejszy wydźwięk, ale "Age of X" ma ogromną wartość sentymentalną dla takiego fana X-Men, jak ja. Jest ukoronowaniem pracy Mike'a Careya nad mutantami. Jako, że Uncanny X-Force ma już ode mnie jeden głos, to ten idzie do X-Men: Legacy i "Age of X".
Archie: "The Dark Angel Saga" wzbudziło sporo emocji, dało ciekawe wizje Archangela, Apocalypse'a (Genesis), Bloba z AoA i wprowadziło Genocide'a, ale zagłosowałem na "Age of X". Archangel przeszedł na wyższy level bycia badassem, co jest ciekawym wątkiem tej postaci, ale nie chciałbym, żeby to przyjęło się na długo. Wolę, jak jest on wkurzonym Warrenem, a nie całkiem odmienną osobowością. Odwrócenie Apocalypse'a o 180 stopni było świetnym ruchem i oby ten wątek trwał długo. Blob zamiast być pokraką i tłem drużyny, grał w niej kluczową rolę i wychodziło mu to całkiem dobrze. No, a Genocide to zwykłe skopiowanie pomysłu Holocausta. Fajnie, że ta postać doczekała się swojego odpowiednika w 616. Niestety, ale Rickowi nie udali się Final Horsemen i Black Legion. Słaby był też wątek dorastania Genesisa na farmie. Scenarzystom trudno jest wymyślać nowe postacie, a co ważniejsze, przedstawić interesujące odpowiedniki dobrze znanych bohaterów. Jak wspomniałem wcześniej, Remender w Uncanny X-Force miał wzloty i upadki, ale Carey sprostał temu wyzwaniu i dodatkowo zrobił to w masowej ilości. Najbardziej podobają mi się Frenzy, Nightmare, Hellion, Legion, Basilisk oraz nowe wcielenie New Mutants. Wielka szkoda, że do głównej rzeczywistości trafiły tylko dwie pierwsze. Niestety, pewnie z alternatywnej osobowości Pixie nikt nie będzie korzystał, tak samo jak z przywróconego Chambera. Nie zmienia to faktu, że cała historia była ciekawa i nieszablonowa, a nowe wcielenie X-Men przyciągało bardziej niż oryginały, które spokojnie mogliby zastąpić. Oczywiście poza Loganem i Warrenem ;-).
Hotaru: Mój głos idzie na "Rise of the New Mutants". W tej historii Zeb Wells mistrzowsko wręcz pozamykał większość wprowadzonych przez siebie wątków. Na dodatek stawka była tak epicko wysoka, bohaterowie tak przemieleni przez okoliczności, a Illiana tak perfidna, że wprost nie potrafię nie zacierać rączek, kiedy sobie to wszystko przypominam.
Sc0agar4k: Zdecydowałem się oddać swój głos na historię "Hard Labour". Pokazuje ona dokładnie, jak ciężki bywa ten okres dla kobiety. Oczywiście, jest to wersja komiksowa, dlatego nie brakuje tu również magii. Za to wielki plus i mój głos. Gratulacje panie David.
Undercik: Historia Rocket Racoona i Grota w Annihilators! Nie ma jej? Naprawdę? To w takim razie głos na "Age of X", które jest kwintesencją Carey'a, a że w poprzednich latach go nie doceniałem, to teraz, skoro już kończy pracę nad Legacy, muszę w końcu to zrobić, a "Age of X" nadaje się do tego idealnie.



Najlepszy One-Shot

age_of_x_alpha@m.jpg

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a5.jpg

W kategorii "najlepsza historia" "Age of X" musiał uznać wyższość "The Dark Angel Saga". Zrekompensowaliście to tutaj, przyznając tie-inowi do tej historii, Age of X: Alpha, tytuł najlepszego one-shota 2011 roku. Na odległym drugim miejscu znalazł się Thanos Imperative: Devastation, ostatni tak wstrząsający komiks o kosmosie Marvela.


Wilsonon: Zgrupowanie największych koksów w 616, czy Magneto wyrywający wieżowce? Hah! To drugie połechtało mnie bardziej. Głos na Age of X: Alpha.
redevil: Age of X: Alpha. Bo to dobra mini była i one shot też zacny.
Krzycer: Uncanny X-Force #5.1 było świetną, zamkniętą historią, Thanos Imperative: Devastation dawało niezłego kopa, ale Age of X: Alpha wygrywa konstrukcją - poznajemy losy kolejnych mutantów w nowych wcieleniach, przy okazji co chwila słysząc o czymś, co Magneto zrobił, i czy aby go pięć razy nie zabili po drodze - co buduje niesamowity fundament pod scenę, w której wreszcie widzimy go na własne oczy. A wtedy Manhattan wzbija się w powietrze. Niestety, ten komiks miał nierówne, miejscami po prostu złe rysunki - ale bez problemu nadrabiał to scenariuszem.
lastavenger: Age of X: Alpha. Wahałem się pomiędzy tym, a Thanos Imperative: Devastation, ale świetnie pisany Magneto mnie przekonał.
colossus28: Age of X: Alpha, bo jest to dobry prolog do świetnej historii, jaką był "Age of X". A opowieść Basiliska to taki języczek u wagi.
Darth: Chyba jednak postawię na Age of X: Alpha. Co prawda samo "Age of X" - o dziwo - jakoś niespecjalnie zachowało się w mojej pamięci, ale sam numer posiada świetny klimat i to - wydawać by się mogło - przy znanym wszystkim schemacie dystopijnej rzeczywistości. Tak powinno tworzyć się numery wprowadzające do nowych alternatywnych światów. Aha, no i scena ukazująca potęgę Magneto. Niby nic nowego, ale sposób w jaki zostało to przeprowadzone, tworzy jedną z najlepszych scen roku. Wyróżnienie dla Spider-Island: Avengers, bo choć głównym bohaterem był Frog-Man, to przy jego lekturze bawiłem się wyśmienicie. Tak jest, czytając przygody gościa w stroju żaby.
Pariah: Z jednej strony Uncanny X-Force #5.1 było bardzo dobrą historią zamknięta w 1 zeszycie, ale Remender miał się o tyle łatwiej, że miał już oparcie na wcześniejszych numerach serii. Znacznie trudniejsze było stworzenie czegoś zupełnie oderwanego od otoczenia i do tego bazującego na niezłym syfie, jakim było w większości "Spider-Island". Yost podołał zadaniu, a ja miałem niesamowity ubaw czytając Spider-Island: Avenegers. Rzadko ostatnio mamy dobry humor w komiksach (FU Way) i dlatego tak lubię historie takie jak Ant-Man and Wasp, Taskmaster czy właśnie SI: Avengers.
Arachnid: Spider-Island: Avengers. Pomimo iż całe "Spider-Island" było bardzo słabe, tak ten numer był całkiem przyjemny. Yost w swojej dobrej formie. Lektura lekka, łatwa i przyjemna. Nawet występ tak absurdalnej na pierwszy rzut oka postaci, jak Frog Man, wyszedł bardzo fajnie. Świetny występ miały również Carol i Jessica, a męczący się z nowymi pajęczymi mocami Hawkeye wypadł całkiem zabawnie.
Archie: Głos idzie na Spider-Island: Avengers. Świetny one-shot i Yost idealnie pokazał, że potrafi zrobić z totalnie nieciekawej i idiotycznej postaci w stylu Frog-Mana bohatera, którego obecność na łamach komiksu nie żenuje, ale sprawia rozrywkę. Przy kimś takim mogłoby się to wydawać niemożliwe, a w optymistycznym wariancie bardzo trudne. Yostowi się udało. Dodatkowo, w tym one-shocie przedstawił w bardzo przystępny sposób znajomość continuity. Całość historii przywraca klimat zaczerpnięty prosto z Mighty Avengers Bendisa. Jest lekko, przyjemnie i zabawnie. Udany występ scenarzysty, który - mam nadzieję - zawita kiedyś do flagowej serii o Avengers.
Hotaru: Chociaż Age of X: Alpha nie rzucał na kolana, to jednak poznawanie alternatywnych (choć nie do końca) wersji moim ulubieńców okazało się całkiem fascynującym doświadczeniem. Wprawdzie oprawa graficzna mogła być lepsza, ale Mike Carey poradził sobie też bez rysunkowych fajerwerków. Dzięki temu one-shotowi przekonaliśmy się, jak dogłębnie Carey obmyślił swój mini event.
Ganfrod: Age of X: Alpha. Głównie dlatego, że sama historia "Age of X" musiała ustąpić lepszej, o zbuntowanym mrocznym aniele. Jednak sam one-shot idealnie spełnił swoje zadanie. Wciągająco przedstawił inną rzeczywistość, pochwalił się światem i postaciami, a wreszcie pozostawił olbrzymi głód na kolejną dawkę świata "Age of X".
Sc0agar4k: Bez zastanawiania się wybrałem The Thanos Imperative: Devastation. Przede wszystkim za Cosmo zbierającego drużynę Annihilators oraz ich pierwsze pojawienie się przed Blastaarem. Przepraszam, Królem Blastaarem i pozwolę sobie zacytować: >>Quasar: "Shall we take this outside?" Blastaar: "Oh sh--"<< I nic więcej nie trzeba dodawać.
Undercik: Age of X: Alpha było fenomenalne. Więcej nie muszę dodawać, bo już chyba wszyscy powyżej powiedzieli dlaczego.



Najlepszy Scenarzysta

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a6.jpg

Nie powinno dziwić, że twórca najlepszej serii i najlepszej historii zdobył też tytuł najlepszego scenarzysty. Rick Remender to wschodząca gwiazda Marvela, w tym roku ma dostać pod swe skrzydła kolejne projekty, na myśl o których wielu z Was się ślini. Szkoda trochę Petera Davida, który zawinił tylko tym, że pisze na stale wysokim poziomie, więc trudno wyróżnić jedną perełkę z jego dorobku.


Łukasz: Rick Remender. Jako zadeklarowany pacyfista (wspomina o tym w wywiadach), potrafi pisać tak krwiste historie, że człowiek zastanawia się, gdzie taki talent do tej pory się chował!
Vóyek: Remender, bo potrafił znaleźć godne zastosowanie dla Fantomexa, Deadpoola i Psylocke - postaci, na które nikt od dawna dobrego pomysłu nie miał.
Wilsonon: Przepraszam Ricka Remendera, ale muszę podziękować, przynajmniej w taki sposób, za kilka lat świetnego pisania, za wiele świetnych crossoverów i historii innemu scenarzyście. Głos na Mike'a Carey'a.
redevil: Najbardziej wyrównana stawka. Mój głos dostał jednak Jonathan Hickman - za planowanie i rozmach, bo na tym polu się wyróżnia.
czarny_samael: Remender, Hickman i David mają swoje świetne serie i wiele dobrego z nimi zrobili. Kieron Gillen natomiast sprawdził się po prostu świetnie ratując po Fractionie flagowe Uncanny X-Men i Journey Into Mystery. Pokazał, że to nie tylko kwestia dobrania jednego typu komiksu, co daje nam największe nadzieje na to, że na scenie pojawia się ktoś, komu nie balibyśmy się powierzyć ukochanej serii niezależnie od tego, jaka by one nie była.
Krzycer: Marjorie Liu i Peter David wiedzą, że pomimo obcisłych kostiumów i supermocy, siłą przewodnią każdej opowieści są bohaterowie. Pomimo obcisłych kostiumów i supermocy muszą wydawać się naturalni. Kieron Gillen wie o tym w Journey Into Mystery, na razie nie pokazał tego w Uncanny X-Men. Rick Remender potrafi na dodatek wpisać ich w robiące wrażenie sceny akcji. Mike Carey robi to wszystko - a na dodatek zawsze wie, do czego jego bohaterowie są zdolni, i jak nikt inny pozwala im wykorzystać pełen potencjał. Nie zawsze ma do pomocy rysowników, którzy są w stanie to należycie oddać, ale nie można mieć wszystkiego.
lastavenger: Mike Carey jako podziękowanie za wieloletnią pracę nad mutantami.
colossus28: Wahałem się długo między Remenderem, a Careyem. Czas Ricka dopiero nadchodzi, to co zrobił w ubiegłym roku daje nadzieję, że w tym to on zgarnie tę nagrodę, ale na chwilę obecną byłoby świństwem nie uczcić jednego z lepszych scenarzystów Marvela, tym bardziej, że żegna się z wydawnictwem. Miejmy nadzieję, że nie na długo. Mike Carey.
Demogorgon: Mike Carey. W tym roku zacząłem olewać sobie komiksy Marvela, brak czasu i tak dalej. Jeden, którego się trzymałem, to X-Men: Legacy. Inni scenarzyści nie potrafili mnie utrzymać przy swoich tytułach, zawsze je odkładałem na później, tak przez cały rok.
wolvie111: Pod uwagę brałem tylko dwie opcje: Peter David albo Rick Remender. Wybieram PAD-a, bo to, jak pisze swoich bohaterów, jest... genialnie. :)
Darth: Kolejny ciężki wybór. Peter David czy Rick Remender? Te dwa nazwiska przyszły mi na myśl na samym początku, a potem doszli jeszcze Mike Carey oraz Kieron Gillen, chyba najbardziej zapracowany scenarzysta z całej czwórki, z ubiegłego roku. Nie mniej ostateczny wybór nastąpi pomiędzy pierwszą dwójką, która owego przypomnienia nie potrzebowała (choć raczej wynika to z faktu, że ich ostatnie dzieła miałem jeszcze świeżo w pamięci). W kolejnej konfrontacji między X-Factor i Uncanny X-Force, ponownie wygrywa scenarzysta tego drugiego. A dlaczego właśnie Rick Remender? Bo on jeszcze pisze Venoma, najbardziej pozytywne zaskoczenie ubiegłego roku. Moim zdaniem, Rick 2011 rokiem awansował do pierwszej ligi scenarzystów Marvela, a Avalon za najlepszego scenarzystę, winny być tego ukoronowaniem.
Szczepi: Mój wybór pada na Petera Davida, bo:
1. Ciekawie są przedstawieni pisani przez niego bohaterowie, których z chęcią zaprosiłbym na browca (bezalkoholowego ;)) .
2. Historie są zakręcone jak świński ogonek.
3. Każda lektura dowolnego numeru X-Factor funduje mi świetny humor i dobrą zabawę.
Nuff' said.
Pariah: Trudny wybór. PAD, Gillen i Remender - wszyscy miewają genialne pomysły i ten głos mógłby dostać każdy z nich i żadnego bym nie żałował. Tym razem pójdzie on do Kierona Gillena. Jest niezwykle kreatywny i kiedy już złapie klimat tego, o czym pisze, potrafi idealnie trafić w gusta fanów.
Arachnid: Dlaczego Rick Remender? Bo miło nas zaskoczył świetnymi historiami, na czele z "The Dark Angel Saga". Bo pisane przez niego historie są naprawdę niesamowite, a relacje między bohaterami niezwykłe. No i nie bez przyczyny wśród wydarzeń roku znalazło się "Powierzenie różnych tajnych serii Rickowi Remenderowi". Głos dla niego, aby nadal nas nie zawodził.
Sc0agar4k: Głos padł łupem Petera Davida. Za konsekwentnie wysoki poziom jego scenariuszy na łamach X-Factor. Za całą gamę emocji, jaką wywołują pisane przez niego numery.
Undercik: Mocna stawka, dlatego głosując tutaj, żal się mi trochę robi, że nie doceniam innych. Mój wybór pada na Hickmana. Strasznie mi się podoba to, co Johnatan robi z FF/Fantastic Four. Nie dość, że jest to bardzo dobre czytadło, to widać ogromne rozplanowanie nie tylko historii, ale całego runu, który obecnie jest najlepszym runem w Marvelu.



Najlepszy Rysownik

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a7.jpg

Kolejny tryumf Uncanny X-Force. Najlepsza seria, z najlepszą historią, pisana przez najlepszego scenarzystę, miała szczęście być ilustrowaną przez najlepszego rysownika. Jerome Opena stworzył wyjątkowy klimat tego tytułu i tego nie można mu odmowić. Warto jednak zauważyć, że na pozostałych miejscach podium znalazły się przedstawicielki płci pięknej - Włoszka Sara Pichelli i Japonka Sana Takeda.


Łukasz: Jerome Opena. Dla mnie, to połączenie stylów Billa Sienkiewicza, Aleksa Saviuka i Sala Buscemy w jeden dynamiczny, ekspresyjny, naładowany energią talent. :)

Raptorius: Sana Takeda. Jeden z dwóch filarów jednej z lepszych serii tego roku.

Vóyek: Sana Takeda - nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem mangowej kreski w komiksach Marvela, ale rysunki w X-23 to po prostu uczta dla oka, zwłaszcza sposób, w jaki przedstawione są emocje na twarzach bohaterów.

redevil: Dałem Claya Manna. Ze względu na historię, przy jakiej tworzył, ale ta historia była genialna też dzięki jego rysunkom. Znalazł się w odpowiednim miejscu i zrobił to, co do niego należało.
Wilsonon: Jerome Opena. Za dynamikę, za perspektywę, za realizm, za geniusz!
Krzycer: Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem zachwyty nad Openą. Moim zdaniem jest bardzo porządny i tyle. Rozważałem Pelletiera, którego uwielbiam, ale w ubiegłym roku nie zachwycił niczym konkretnym. Sana Takeda zachwyciła mnie wielokrotnie, ale zbyt łatwo popada w przesłodzenie. Głos idzie na Claya Manna, który przerabiając mutantów na swoje widzimisię wykazał się niesamowitą pomysłowością, a jednocześnie sprawił, że pozostali sobą. A to duży talent. Jim Lee, jak miał wymyślić nowe stroje do relaunchu DC, dał wszystkim kołnierze i poszedł do domu. ;)
lastavenger: Jerome Opena. Jego dopracowane rysunki świetnie pasują do serii (Uncanny X-Force), tworząc genialną oprawę graficzną.
colossus28: Jerome Opena, bo tylko on rysuje sceny walki w taki sposób, że wydaje się, że postaci zaczną zaraz się poruszać. Niesamowite kadrowanie to jego znak szczególny, mnóstwo jego prac to małe dzieła sztuki. Bez żadnych wątpliwości numero uno w ubiegłym roku.
GrayFox: Jerome Opena, bo zaczynam mieć podejrzenia, że jest istotą stworzoną w supertajnym laboratorium przez szalonego naukowca-artystę, który dał mu niemożliwą do osiągnięcia zdolność tworzenia niesamowitych, pełnych napięcia i pięknych komiksowych plansz. Głosowałem na niego już w zeszłym roku, ale niech mnie cholera, jeśli z każdą narysowaną kreską ten facet nie jest jeszcze lepszy. Jako, że głos mogę oddać tylko jeden to chociaż w komentarzu to uwzględnię. Drugie miejsce dla Claya Manna, a argumentem niech będzie opinia Krzycera na temat pracy tego rysownika, z którą nie sposób się nie zgodzić.
wolvie111: Poza Mediną, wszyscy nominowani zasługują na głos. Ja nie byłbym sobą, gdybym nie zagłosował na Jerome Openę. Jego styl idealnie wpasowuje się w klimat Uncanny X-Force. Postacie są realistyczne, klimatyczne i bardzo dobrze oddaje ich ruch w akcji.
Darth: Tym razem wybór będzie prosty - Sana Takeda. Osobiście, od czasu do czasu, lubię sobie poczytać dobre mangi, więc kiedy pojawia się tego typu kreska w komiksie amerykańskim, to mi nie przeszkadza. Ale to, co wyczynia Takeda, to istna rewelacja, szczególnie gdy chodzi o postacie. Jej warstwa graficzna, to zdecydowanie jedna z głównych rzeczy, które zachęciły mnie do serii X-23, zachwyciły i przykleiły na dobre do przygód Laury.
Szczepi: Sana Takeda. Jej mangowe, wręcz baśniowe rysunki to prawdziwa uczta dla oczu każdego czytelnika. X-23 w jej wydaniu to prawdziwa sztuka komiksowa najwyższych lotów.
Arachnid: Sana Takeda. Jej rysunki są prześliczne. Jak już tu wielokrotnie wspominano są one prawdziwą ucztą dla oczu. Może i styl mangowy, ale czy to coś złego? Jej prace stanowią wspaniałą oprawę graficzną dla komiksów i zwiększają ich wartość. Są przepiękne i niesamowite. Prace Sany Takedy to nie są zwykłe rysunki. To są dzieła sztuki.
Archie: Dziwię się, że nie ma w tym zestawieniu Gabriela Dell'Otto. To, co wyczynia w Annualu o New Avengers jest świetne. Okładki z FF są również wysokich lotów. No, ale jak nie ma to nie ma. Nie mam się co wahać i wybór mam prosty. Głos poszedł na Openę za ciekawe kadrowanie, dynamiczne sceny walki i szczegóły w zbrojach Genocide'a oraz Archangela.
Sc0agar4k: Sana Takeda urzekła mnie już przy swoim występie na łamach Ms. Marvel vol. 2 i podobnie było w tym roku. W postaciach rysowanych przez nią (zwłaszcza kobiecych) nie sposób się nie zakochać. Zakochałem się wtedy w Carol, teraz zakochałem się w Laurze.
Undercik: Tekada jest świetna, muszę przyznać. Nawet miałem na nią z początku głosować. Nie mniej, to jednak Sara Pichelli urzekła mnie swoimi rysunkami w Ultimate Comics Spider-Man. Dlaczego? Rysunki Pichelli bardziej mi pasują do stylistyki komiksów. Poza tym, wybór ułatwił mi fakt, że i tak na Tekade poszło już od groma głosów i zapewne wygra, a chciałem po prostu docenić Sarę. Nie zmienia to jednak faktu, że jak dla mnie najlepszym rysownikiem już od długiego czasu jest Scottie Young. Strasznie mi go tutaj brakuje. To, co wyprawia w miniseriach z Oz, jest idealne, perfekcyjne, genialne itp. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Brakuje mi tu też Immonena, który za ten rok był u mnie na drugim miejscu. Cóż, mówi się trudno i głosuje się dalej.



Najlepsza Postać Męska

m1.jpg

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a8.jpg

Młody Loki, pupilek Kierona Gillena, którego bohaterski scenarzysta wyrwał ze szponów Matta Fractiona, zdobył Waszą sympatię. Na kolejnych miejscach mamy zaś remis pomiędzy Venomem (w interpretacji Ricka Remendera), a Magneto, któremu nie zaszkodziło nawet ugięcie kolana przed Cyclopsem.


Raptorius: Mimo mojego dziwnego sentymentu do Speedballa, to głos oddam jednak na nowego Venoma. Pełne przekształcenie z łotra na antybohatera, prawdziwe emocje i rozterki czynią z niego najciekawszą nową postać ubiegłego roku.
straznik: Loki, za chyba najlepsza metamorfozę w ubiegłym roku.
redevil: Magneto. Jedyna postać, której nie przeszkadza garnek na głowie, strzała w kolanie, fioletowy strój, ciągłe miotanie się pomiędzy jasną, a ciemną stroną mocy itp. On ciągle wzbudza szacunek i jest wiarygodny jako postać.
Krzycer: Choć uwielbiam Cajuna - to nie na niego idzie mój głos. I choć uwielbiam Madroksa, to Jaimie psim swędem dostał Avalona w zeszłym roku i wystarczy mu na długo. I choć uwielbiam Rocket Raccoona, to Szop w tym roku nie miał nic do roboty. Nie wspominając o tym, że wystąpił w ilu, pięciu komiksach na krzyż? Na wzmiankę zasługują jeszcze: Loki - który po raz pierwszy od nie wiem jak dawna dorasta do archetypu trickstera; Venom, który jest postacią (bo przecież nie zawsze bohaterem) z krwi i kości; Speedball - który w tym roku zakończył długą drogę, której początki sięgają Civil War. Nie można zapominać również o Legionie - Carey pokazał, jaki tkwi w nim potencjał.
Konkurencja jest bardzo silna (właściwie tylko Szop trochę mi przeszkadza w tym gronie; uwielbiam go, ale serio - on nic nie zrobił ciekawego w tym roku). Ale Magneto jest tylko jeden. Od "Age of X", przez ratowanie San Francisco, po zaliczenie Rogue i rozstawianie kosmitów po kątach - robił wrażenie. Słowami Frenzy: "Now that, right there... That's why I became an Acolyte."
lastavenger: Magneto. Za "Age of X".
colossus28: Venom. Wiadomo, że Magneto jest cool, wyrąbany w kosmos i w ogóle niesamowity, wygrał Avalonową Arenę i pewnie zawsze będzie na szczycie, ale w ubiegłym roku to Flash Thomson zakładając symbionta zasłużył na wyróżnienie. Remender na nowo nakreślił Venoma, zrobił go ciekawą, wielowymiarową postacią. Niewątpliwie jest to pozytywne zaskoczenie roku.
wolvie111: Speedball miał swoje momenty podczas "Fear Itself", ale nie jestem i nigdy nie byłem jego wielkim fanem. Jestem fanem mutantów, ale nie widzę większego sensu na umieszczenie tu Gambita i Legiona... nie mam nic przeciwko, ale niczym mnie nie zachwycili. Venoma nie czytałem, wydarzeń z kosmosu nie śledzę, więc Rocket odpada. Na pudle postawiłbym Magneto, a pierwsze miejsce dla świetnie odnowionego Lokiego lub Madroxa. Lubię serię o detektywach, ale mój głos powędruje jednak do Lokiego, błądzącego wciąż między ciemną i jasną stroną mocy. :D
Darth: Magneto miał w ubiegłym roku kilka naprawdę fajnych momentów. Jednakowoż mój głos trafi do kogoś innego. Nie będzie to jednak Venom/Flash Thompson, którego zmiana uczyniła go jedną z ciekawszych postaci tego roku. Zdecydowałem się postawić na młodego Lokiego. Gdyby nie "Fear Itself", pewnie w ogóle bym się nim nie zainteresował. A tak poznałem go na nowo, polubiłem i ciągle czekam na jego kolejne przygody. Gdy był dorosłym złoczyńcą to specjalnie za nim nie przepadałem, ale teraz jako dzieciak, miotający się miedzy ciemną a jasną stroną, stał sie jednym z moich ulubieńców. Szkoda, że pewnego dnia musi dorosnąć i ostatecznie się zdecydować, co do strony którą trzyma, ale niestety takie rzeczy są nieuniknione.
Szczepi: Po raz pierwszy od czasu Eddiego Brocka mamy naprawdę fajnego Venoma. Symbiont w wydaniu Scorpiona też był dobry, ale to rozterki Flasha Thompsona i jego walka z kosmitą o dominację nad własnym ciałem oraz kłopoty związane z jego podwójną tożsamością sprawiają, że z niecierpliwością czekam na wydanie kolejnego komiksu z tej serii. BTW, nie mogę się doczekać, gdy Agent Venom wstąpi w szeregi Secret Avengers pióra Ricka Remendera.
Pariah: Jamie Madrox nie zawodzi nigdy. Jest chyba najlepiej pokazaną i najbardziej rozbudowaną postacią męską w całym Marvelu.
Arachnid: Magneto. Początkowo miałem zagłosować na Gambita, ale na dobrą sprawę to oprócz rewelacyjnych występów w X-23 jakoś specjalnie to się Cajun nie popisał. A Magneto miał wiele fajnych momentów. Przede wszystkim był świetny w "Age of X", a jego relacje z Rogue były interesujące, choć osobiście jestem zwolennikiem związku Rogue - Gambit. Ponad to, postać Erica została rewelacyjnie zobrazowana przez Michaela Fassbendera w filmie "X-Men: First Class". Dlatego też Mistrz Magnetyzmu otrzymuje mój głos.
Archie: Młody Loki bezapelacyjnie królował w ubiegłym roku. Gillen świetnie zdefiniował tą postać. Piękne wyłamanie się ze schematu, jednocześnie będące mu bliskie. Nie wiemy, jak ostatecznie skończy Loki i czy znowu zostanie łotrem, czy może będzie grał w lidze dobrych. Postać ciągle porusza się w szarych obszarach i obie opcje są prawdopodobne. To wszystko napisane jest spójnie, zmyślnie i rzeczowo, a przy takim bohaterze nie jest to łatwe.
spideyx: Nowego Venoma niestety nie miałem okazji poznać. Magneto jest dobry, z tym się trzeba zgodzić. Ale na pewno głos należy się Lokiemu.
bastek66: Skoro nie mogę zagłosować na Anti-Venoma to głos na Flasha.
Hotaru: Skoro zagłosowałem na X-Factor jako najlepszą serię, tym razem zagłosuję na Lokiego. To postać, która nigdy mnie do siebie nie przekonywała, aż do chwili, kiedy w swoje wprawne łapki nie dostał go Kieron Gillen i wtedy zaczęły się prawdziwe czary. Journey into Mystery to najbardziej magiczna - w każdym możliwym sensie tego słowa - seria Marvela i jestem pewien, że duża w tym zasługa brata Odinsona.
Sc0agar4k: Mój głos poszedłby na Szopa, ale jak wspomniał Krzycer, niestety nie był to jego rok. Dlatego głosuję na Madroxa. Innych postaci po prostu nie lubię.
Undercik: Miał być Gambit za opiekę nad X-23, miał być Rocket Racoon za historyjkę w Annihilators, miał też być Venom, za nowe podejście do postaci. Jednak to wszystko i tak niknie przy genialnie pisanym przez Gillena Lokim. W zeszłym roku, kiedy pierwszy raz Ułamek zaprezentował nam małego boga kłamstw, nie wierzyłem, że coś może z tego wyjść. A teraz, pod skrzydłami Kierona, jest prowadzony wyśmienicie.



Najlepsza Postać Żeńska

m5.jpg

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a9.jpg

Panie, które znalazły się na podium zostawiły daleko w tyle pozostałe uczestniczki. Trofeum zgarnęła prowadzona przez Marjorie Liu X-23, ale to słodko-gorzki moment, bo głosując zdawaliście sobie sprawę, że w przyszłym roku nie będzie okazji na nią zagłosować. Wasze uznanie zdobyły też brawurowo prowadzona przez Mike'a Carey'a Rogue i Valeria Richards prowadzona za rączkę przez Jonathana Hickmana.


Łukasz: Valeria Richards. Za bycie najbardziej ciekawym, tajemniczym i inteligentnym dzieciakiem w teamie Future Foudation. :)
Raptorius: X-23. Podstać niesamowicie odświeżona przez Liu. Szkoda, że cofnie się w rozwoju do poziomu emo-Wolverine'a w wersji nastoletniej dziewczyny po przeniesieniu jej do Avengers Academy i anulowaniu jej aktualnej serii.
Vóyek: Głos na Frenzy. Moim zdaniem przemiana roku - całkowicie kupuję jej "nawrócenie" jako efekt "Age of X". No i pomimo tego, że teraz jest wśród tych dobrych, to jednak badassi tak jak inni zreformowani ("ekhm"Magneto"ekhm").
straznik: Valeria. Bo tak.
redevil: Jednak nie Frenzy, ale Valeria. Takie połączenie najlepszego Dooma z młodą Laylą Miller.
Krzycer: Frenzy jest świetna, ale jej historia dopiero się rozpoczęła - i teraz wszystko w rękach Gage'a, więc zaczynam się niepokoić. Jubilee w dobrym wydaniu było mało - w miniserii z Wolverinem i na występach gościnnych z X-23. Layla jest świetna, ale w tym roku znalazła się na ławce rezerwowych, pierwsze skrzypce grały M i Wolfsbane. Za Magik nie przepadam, a Pixie, którą wolę, nie znalazła się w finale. Norah jest super, ale już tylko w Punisherze, a tam jej mało było. Rogue kontynuuje dobrą passę, ale do niej należał poprzedni rok. Valeria jest świetna - ale na razie głównie jako comic relief. Czekam, aż Hickman odkryje karty. Za to X-23 - nieważne, czy opiekowała się Valerią i Franklinem, sama była niańczona przez Gambita, czy wyrywała paznokcie dyrektorowi Weapon X - czytałem jej przygody z zapartym tchem. Głos oddaję bez wahania.
lastavenger: X-23. Za cały poprzedni rok.
colossus28: Frenzy, bo Carey jak nikt inny potrafi wydobyć postać z niebytu i uczynić ją ciekawą. Jest bezczelna, arogancka, potężna, ma niewyparzony język - nie sposób przejść obok niej obojętnie.
wolvie111: Nie jakaś Norah, ani Jubilee, ani X-23, której solowej serii nie czytałem. Frenzy była fajnie prowadzona w ubiegłym roku, ale jednak nie. Rogue jest jedną z moich ulubionych postaci od dawna i sprawdza się jako główna bohaterka w X-Men: Legacy, jednak w tym roku największe wrażenie zrobiły na mnie trzy blondynki. Każda z nich ma podobną rolę w swojej drużynie - wszechwiedzącej i inteligentnej, czasem manipulantki. Chyba zagłosuję na Magik, za rolę jaką odegrała w "Rise of the New Mutants" i jej występy w nowym Uncanny X-Men. Sam chętnie zobaczyłbym ją kiedyś w Uncanny X-Force... może ktoś o tym pomyśli.
Arachnid: Dlaczego Laura? Bo nie jest tylko żeńskim odpowiednikiem Wolverine'a. Bo jej solowe przygody czytało się z zapartym tchem i dawały wiele radości z lektury. Bo przyjaźni się z Gambitem. Bo sprawdza się jako opiekunka do dzieci. Bo jest niesamowitą postacią. Można by było wymieniać jeszcze wiele, może nawet i 23 powody dla których X-23 zasługuje na miano najlepszej żeńskiej postaci roku 2011.
Darth: Hmmm. Najlepsza żeńska postać. Zdecydowanie X-23. Czy to ninaia, dziecko do opieki, sadystka czy zwykła dziewczyna - nadal jest świetna. To, co z nią zrobiono na łamach jej serii, to zdecydowany krok naprzód w jej charakterystyce. Niestety, wychodzi na to, że wkrótce zostanie on cofnięty, za sprawą Avengers Academy, ale póki co nagroda za najlepszą postać kobiecą, zdecydowanie należy się jej. Wyróżnienie dla Jubilee, która po zwampirzeniu była dla mnie skreślona na dobre, ale dzięki dobrym scenarzystom, znów stała mi się.... no, powiedzmy, że zaczęła mnie obchodzić.
Szczepi: Mój głos idzie na X-23. Czytając jej serię wydało mi się, że czytam przygody Pinokia, tyle tylko, że zamiast drewnianego chłopca, protagonistką jest maszyna do zabijania, przez całe swoje życie wykorzystywana przez innych, by w końcu zmienić się w czułą, wrażliwą dziewczynę (fajne byłoby takie zakończenie, nieprawdaż?)... Niestety, w najbliższej przyszłości Laura znów zostanie spłaszczona do roli zabójczyni, a jej solowa seria pójdzie w niebyt. Marvelu, wstydź się! :(
Pariah: Głos na "It's Magik. We don't have to explain it." :D Jest w tym wiele prawdy, bo ta postać ma ostatnio taki urok, że żal po prostu nie zagłosować. Postacie żeńskie to ciekawy fenomen. Wszystkie ich solowe serie padają, a mamy naprawdę wiele znakomitych postaci w tej kategorii, co widać w nominacjach.
Archie: Mike Carey świetnie przywrócił na łamy komiksów Frenzy i uczynił z niej pełnowartościową postać. Nie rozpacza przez kilka numerów, jak to została skrzywdzona przez los, ale obiera sobie jasny cel, bierze się w garść i podąża wybraną drogą. W łaski X-Men nie chce wkupić się poprzez przymilanie się i manipulacje, ale dzięki udowodnieniu swojej prawdziwej wartości.
Sc0agar4k: Swój głos oddaję na jedyną postać w tym zestawieniu, która z roku na rok przyciąga mnie do siebie coraz bardziej i bardziej. I wokół której losów autentycznie nie przechodzę obojętnie. Głos na Laurę Kinney.
Undercik: Miałem zagłosować na Valerię za świetne występy w FF i za stworzenie miecza świetlnego. Nie mniej to jednak X-23 najbardziej mi się spodobała w swojej serii. Strasznie się przywiązałem do Laury w ostatnim roku i aż żal, że anulowali jej ongoing.



Najlepszy Villain

m1.jpg

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a10.jpg

Cóż, w tej kategorii mamy do czynienia z knock-outem. Nawet Doctor Doom nie podskoczył do kolan Dark Archangelowi - nowemu złoczyńcy występującemu na łamach najlepszej serii, będącemu centralną postacią najlepszej historii, napisanej przez najlepszego scenarzystę i zilustrowanej przez najlepszego rysownika. Jak mogło być inaczej?


Undercik: Annihilus. Za to! Patrząc na tą stronę miałem po prostu chęć wejść do komiksu i przywalić jak najmocniej w jego owadzią mordkę.
Łukasz: Dzięki Undercik za przypomnienie mi tych jakże wymownych kadrów. :) Czyli krótko i na temat (i to wszystko na jednej stronie komiksu)! Annihilus.
Vóyek: Archangel - za to że nie był tylko wk****onym Warrenem i za plan z rozmachem. Szkoda tylko, że to co się w Uncanny X-Force działo, będzie zmarginalizowane w innych seriach.
redevil: Doom. Niedługo trzeba będzie Victora wykluczyć z takich rankingów, bowiem poziom jego zajebistości staje się zbyt duży - występy w FF i numer ze Scarlet Witch dają po oczach.
czarny_samael: Dark Archangel. Bez najmniejszych wątpliwości. Większość z nominowanych nie zrobiła nic godnego uwagi. Już Serpenta widzę tu bardziej niż Annihilusa, Osborna, czy Dooma. Dark Archangel miał najlepszą historię w najlepszej serii, a były one takimi właśnie dzięki dziedzicowi Apocalypse'a. Był mroczny, nieprzewidywalny, w świetny sposób zebrał swoich pomagierów i - co ważne - nie miał jakichś wyraźnych niezrozumiałych potknięć. Przegrał, bo inni też byli mocni i mieli broń (która nie była wyciągnięta z kapelusza, a była obecna w historii od początku), która mogła go zabić. Tak powinien wyglądać villain z prawdziwego zdarzenia.
Krzycer: Dark Archangel. Samael ładnie opisał, czemu. A co do pozostałych - Annihilus niczego nie osiągnął i dał się pokonać jak pipa, Crime-Master tylko pociąga za sznurki (co innego, gdyby do finału trafił Jack-O-Lantern - po ostatnim numerze Venoma mogłaby mi ręka zadrżeć przy oddawaniu głosu), Doom w FF nie villainił w ogóle, Friendless miał jeden dobry występ i pewnie już nigdy się nie pojawi, Moirze brakowało trochę wyrazu (z osobowości Legiona Styx ją pobił pod tym względem), Sinistera było za mało - jeszcze nie wiadomo, kim on będzie. A Osborn miał tylko jeden dobry występ - miniserię roku Kelly Sue DeConnick. I tamta nominacja mu wystarczy.
lastavenger: Dark Archangel - Uncanny X-Force w tym roku zdobywa same laury w tym za najlepszego villain'a.
colossus28: Dark Archangel - chociażby za to, że to pewnie jego jednorazowy wyskok w byciu badassem, więc tym bardziej trzeba docenić, w jak wielkim stylu napsuł krwi bohaterom. Był zimny, wyrachowany i bezwzględny, coraz rzadziej czarny charakter może się pochalić tymi cechami, które jednoznacznie określają villaina.
Darth: Zwyciezcą zostaje Dark Archangel, jeden z najbardzej niespodziewnaych bad guyów ubiegłego roku. To zaskakujące, że potrzeba było Remendera, aby wyciągnąć pełny potencjał zła, jaki krył się w tej postaci już od tylu lat. Bezwzględny, brutalny, nieprzewidywalny i - jak wspomniano wyżej - przegrał, bo przeciwnicy okazali się lepsi i wykorzystali broń, która nie pojawiła się znikąd. Zresztą, jak patrzę na konkurencję, to żaden z nich nie zrobił nic, dzięki czemu mógł by zagrozić jego pozycji. No, może Annihilus za przywołany kadr, tyle że niedawne "hold my Annihilus", wyzerowało jego wskaźnik baddasowości, który wcześniej miał dość wysoko. Z innych typów Doom zbyt mało "villainił", Crime-Master nic takiego nie pokazał, Osborn cosik robił, ale nie za dobrze to wygląda, nowy Mr. Sinister ma w sobie "to coś", ale za krótko występował, a o Friendless i Moirze coś zbyt łatwo zapomniałem.
Pariah: Głos na Sinistera, bo pokazuje, że zło ma we krwi i nie ma tu żadnej głębokiej filozofii. Jak sam mówi, robi to, bo lubi i dobrze się bawi, kiedy to robi. :D To jest dopiero kozacka postawa. Warren jako Apocalypse również wymiatał. Nie był zły dla zasady jak En Sabah Nur, nie miał wrogich uczuć względem dawnych kompanów. Był po prostu w 100% przekonany, że miał rację i to robiło znacznie większe wrażenie, niż wszystkie pokazy siły.
Arachnid: Dark Archangel. Za najlepszą historię, w której pokazał swój olbrzymi potencjał. Był bezwzględny, nieobliczalny, zimny, wyrachowany. Po prosty ZŁY. Miał świetny plan, który w spektakularny sposób realizował. Poza tym w niebanalny sposób przegrał i zakończył swój żywot (Archangel, nie Warren). Takiego typu villainów potrzeba w Marvelu.
wolvie111: Trudny wybór. Całkiem pominąłem w tym roku Crime Mastera, bo go wcale nie kojarzę. I jeśli chodzi o resztę, to każdy mógłby dostać mój głos. Annihilus za śmierć Human Torcha (rzekomą), Doom za FF, Osborn znów wrócił ze swoimi Dark Avengers, a wcześniej utrzymał swoją miniserię. Jeśli chodzi o Sinistera, to podoba mi się jego nowy wizerunek, ale nie było go za wiele, jak na razie. Bardzo podobał mi się Archangel. On, tak jak i Moira, przemienili się z bohaterów w złoczyńców z krwi i kości. Chyba zaskoczę sam siebie i zagłosuję na Moirę, ponieważ to, jak nagle stała się głównym złoczyńcą, odpowiedzialnym za "Age o X" było zaskoczeniem. Sporo narozrabiała i to w dobrym stylu. Tuż za nią Archangel i Annihilus.
Szczepi: Statuetkę Avalona 2011 za tytuł Najlepszego Villaina otrzymuje Dark Archangel za próbę (w wyrafinowany sposób) zrobienia drugiego Age of Apocalypse. Niestety, nie udało mu się, ponieważ jego kumple z X-Force okazali się być od niego silniejsi, sprytniejsi i zaradniejsi (hi Fantomex). Mimo tej porażki i spektakularnej "śmierci" mój głos idzie na mrocznego Warrena.
Archie: Norman Osborn przeżywał falę świetności podczas rządzenia T-Bolts oraz będąc u sterów Avengers. Teraz powrócił z pomysłem na przywrócenie H.A.M.M.E.R., w którego skład wchodzą Hand, A.I.M. oraz HYDRA. Do tego powołuje nowe wcielenie Dark Avengers, a sam staje do medialnej potyczki z Avengers. Bendis wraca do swojego najciekawszego pomysłu i zapowiada się ciekawie, ale Dark Reign już było, a Osborn już rządził. W zeszłym roku pojawił się inny ciekawy złoczyńca. Dlatego mimo mojej sympatii do Osborna, oddałem głos na Dark Archangela. Nie podoba mi się takie jednoznaczne rozgraniczenie na osobowości Archangela i Angela, jakie zaserwował nam Remender. Wolałem, kiedy złe działania Warrena były spowodowane kontrolą Apocalypse'a, a Worthington będąc w formie Archangela był nadal sobą, tylko że dochodziły do tego agresja i żądza krwi. Nie mniej jednak, Dark Archangel jest ciekawym villainem, który w zimny i zaplanowany sposób wprowadzał swój plan w życie. Godnie przejął schedę po swoim poprzedniku i stwórcy, a podczas walk pokazywał pełen potencjał. W trakcie czytania historia była emocjonująca mimo, że wiadomo było, kto polegnie. Nie mniej jednak, bohaterowie nie pokonali go ot tak, po prostu - musieli się porządnie namęczyć. Liczę, że jako wyrachowana postać miał plan zapasowy, który jeszcze powróci na łamach Uncanny X-Force. Apocalypse byłby z niego dumny ;-).
Hotaru: A mój głos idzie na Moirę - architektkę "Age of X" i wszystkich wspaniałości, jakie mieliśmy okazję oglądać za sprawą tego eventu. Do tego nie jest to standardowy złoczyńca... ba, nawet nie jest kompletny. Jej motywacją nie było bogactwo, czy władza nad światem, a jedynie przeżycie i uczynienie swego nosiciela szczęśliwym. To, że w konsekwencji cały wszechświat trafił do pudełka, to tylko efekt uboczny.
Sc0agar4k: Dark Archangel był bezapelacyjnym villainem w zeszłym roku. Poprzednicy napisali już praktycznie wszystko na ten temat, dlatego nie mam nic więcej do dodania. Prawdziwy złoczyńca z krwi i kości.



Wydarzenie Roku

http://www.marvelcomics.pl/wysiwyg/publicystyka/Avalony%202011/a11.jpg

Pazerny Rick Remender zagarnął i to trofeum. Uznaliście, że jego praca nad Uncanny X-Force i Venom to gwarancja wysokiego poziomu kolejnych podejmowanych przez niego projektów, z Secret Avengers na czele.


Lokus: Wymienione powyżej wydarzenia tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że to był tak lichy dla Marvela rok, że nie ma na co tu zagłosować. Serio, jeśli można "Powierzenie różnych "tajnych" serii Rickowi Remenderowi" uznać za jakkolwiek istotne wydarzenie, to wiedzcie, że coś się dzieje. A w zasadzie nie dzieje.
Łukasz: Powierzenie różnych "tajnych" serii Rickowi Remenderowi. Były animator oraz rysownik który wniósł powiew świeżości w pisaniu takich postaci jak Venom oraz Archangel.
Raptorius: Powierzenie różnych "tajnych" serii Rickowi Remenderowi. Świeże, ciekawe spojrzenie na Marvelowych tajniaków.
redevil: Dobre zeszłoroczne filmy, jak każdy rok przyniósłby takie ekranizacje - to ja poproszę.
Wilsonon: Powierzenie różnych "tajnych" serii Rickowi Remenderowi. Dziś tajne serie! Jutro Avengers!
Krzycer: Remender w Avengers (głównych i New) to coś, na co czekam. Ale najfajniej Marvelowi w ubiegłym roku wyszły filmy. Tyle tylko, że najlepszy był ten, którego Marvel nie realizował bezpośrednio - "X-Men: First Class".
lastavenger
: Dobre filmy. Pozostałe wydarzenia ledwo zasługują na wspomnienie (jak dla mnie jedyne co jeszcze zasługuje to odświeżenie Ultimate), co sugeruje słaby rok Marvela.
colossus28: Powierzenie różnych "tajnych" serii Rickowi Remenderowi to był strzał w dziesiątkę.
wolvie111: Głosowałem na tajne serie Remendera, chociaż Point One równie dobrze mógłby mieć mój głos. Na pewno nie dobre filmy w tym roku, bo "Thor" i "Captain America" nie spełnili moich oczekiwań. Tyle tam dobrych aktorów, a wyszło tak przeciętnie. Studio powinno przestać skąpić i dać reżyserom wolną rękę, bo właśnie przez brak tej swobody Aranofsky zrezygnował z Wolverine'a (a mogło być tak pięknie). "First Class" za to okazało się bardzo przyzwoite.
Darth: Pewnie zaraz wyjdę na jakiegoś fanboya, ale zdecydowanie postawię na: Powierzenie różnych "tajnych" serii Rickowi Remenderowi. Nie mogę się doczekać jego Secret Avengers, po których już teraz obiecuję sobie bardzo dużo.
Arachnid: Dobre tegoroczne filmy. Zastanawiałem się jeszcze nad: "Powierzenie różnych "tajnych" serii Rickowi Remenderowi" i uważam, że był to strzał w dziesiątkę, ale tegoroczne filmy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Poza tym, swoje uznanie dla Remendera wyraziłem już głosując na niego przy scenarzyście roku. Tegoroczne filmy były świetne. I jak przy "Thorze" i "Capie" spodziewałem się tego, tak przy "First Class" zostałem bardzo, ale to bardzo pozytywnie zaskoczony.
malpiszon: Rok 2011 był rokiem dla Marvela kiepskim. Teraz, kiedy w świecie komiksu DC zostawiło go w tyle, a historie są kiepskie, tylko filmowe uniwersum ratuje Marvelowi wizerunek. Zwłaszcza jeśli przyrównamy filmy o bohaterach Marvela, do Green Lanterna.
Archie: Głos na Powierzenie różnych "tajnych" serii Rickowi Remenderowi. Perypetie Venoma mnie nie przyciągnęły, ale Uncanny X-Force jest najlepszym przykładem na to, co ten scenarzysta może zrobić, kiedy ma wolną rękę. Choć z drugiej strony, przygody Franken-Castle'a też były tego przykładem :-/. Mam nadzieję, że w Secret Avengers będzie mógł zaplanować jakąś większą historię, w której pokaże się od jak najlepszej strony.
(od)wieczny: Remender... tylko dlatego, że pozostałe opcje były jeszcze gorsze...
bastek66: Dobre filmy, reszta wydarzeń strasznie naciągana. Trzeba przyznać, że to był słaby rok dla komiksów Marvela.
Hotaru: Odświeżenie imprintu Ultimate. Remender mnie do siebie nie przekonał, tegorocznych marvelowych filmów nie widziałem, Point One był nierówny, a "Castle" nie oglądam. Stąd wytypowanie restartu linii Ultimate. Linia ta była przez ostatnie lata kompletnie niszczona za sprawą Jepha Loeba i jego "Ultimatum". Może i nie powstała, jak feniks z popiołów, ale sama postać Milesa Moralesa jest dostatecznym usprawiedliwieniem tego głosu.
Sc0agar4k: W minionym roku zagościłem w kinie kilkukrotnie. Trzy razy były to pozycje związane z Marvelem, dlatego Dobre zeszłoroczne filmy mają mój głos. Dwa z tych trzech filmów recenzowałem, więc można samemu sprawdzić jaką była moja ich ocena. Choć, skoro głosuje na nie, to chyba wiadomo.
Undercik: Dobre zeszłoroczne filmy. Nadal odczuwam potrzebę aby zrehabilitować się wobec "X-Men: First Class", którego do czasu trailera nie doceniałem. Ba! Wróżyłem, że wyjdzie kupa. Wyszedł jednak najlepszy film oparty na komiksie Marvela. A "Thor" i "Captain" mi się podobały. Szkoda tylko, że wymuszono 3D.



Najlepsza Okładka

cover

X-Factor #220 - 3
Generation Hope #9 - 2
Uncanny X-Force #14 - 2
X-Factor #228 - 2

Avengers: The Children's Crusade #6 - 1
Daredevil #7 - 1
Dorothy and the Wizard in Oz #3 - 1
FF #12 (Gabriele Dell'Otto Variant) - 1
Formic Wars: Burning Earth #4 - 1
Hulk Vol. 2 #32 - 1
S.H.I.E.L.D. vol. 1 #6 - 1
Uncanny X-Force #18 variant - 1
Venom vol. 2 #2 - 1
Venom vol. 2 #5 - 1

Tym razem postanowiliście docenić X-Factor, a dokładniej okładki tej serii autorstwa Davida Yardina, który w czołówce umieścił aż dwie swoje prace. Wygląda na to, że Waszym zdaniem to klimat najbardziej się liczy przy tworzeniu komiksowej okładki.


Łukasz: Uncanny X-Force #18 Wariant okładki do dodruku. Jerome Opena i ostatnia scena historii "The Dark Angel Saga" - cud, miód i orzeszki. :)
Vóyek: Generation Hope #9 - trochę minimalistyczna, ale za to jak wymowna - nie potrzeba fajerwerków, żeby było pięknie.
Krzycer: X-Factor #220. David Yardin jest okładkowym cudotwórcą. W ogóle X-Factor dzięki niemu ma jedne z najlepszych marvelowych okładek.
colossus28: Długo nie mogłem się zdecydować, propozycję Krzycera oraz Globiego mnie kusiły jednak postanowiłem dodać coś od siebie - Venom vol. 2 #5.
Darth: Najlepsza okładka? Pierwsza myśl jaka przeszła mi przez głowę: "To musi być coś Davida Yardina". Poważnie, facet robi okładki proste, ale znakomite pod względem pomysłu oraz wizualizacji. Niepojęty majstersztyk. Zresztą zobaczcie sami. Głos na X-Factor #220.
wolvie111: Przeglądałem okładki i choć jest sporo fajnych, to dodam swój kolejny głos dla Uncanny X-Force i głosuję na Uncanny X-Force #14.
Misiael: A ja zagłosuję na okładkę z kontrowersyjnej dla fanów Orsona Scott Carda miniserii Formic Wars: Burning Earth, konkretnie z numeru czwartego. Cudo po prostu.
medyk: Uparłem się, żeby zagłosować na którąś z okładek Yardina. Wybierałem spośród X-Factor #220, 224 i 228. Ta z witrażem lepiej prezentowała się w zapowiedziach, finalną wersję psuje napis na dole okładki. Tej z Rahne nic nie mogę zarzucić, ale ostatecznie wybieramX-Factor #228. Nie chcę za dużo spojlerować tym, co nie czytali, napiszę więc tylko tyle, że świetnie pokazano zaskoczenie na twarzy Madroxa.
lastavenger: Głos na X-Factor #228. Jako że nie ma ciekawszych propozycji, a ta jest świetna.
Arachnid: Avengers: The Children's Crusade #6. Ta okładka zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Jimmy Cheung nie zawiódł i tym razem. Okładka ta byłaby świetnym plakatem promującym tę miniserię.
Archie: Mój głos idzie na FF #12 (Gabriele Dell'Otto Variant). Jestem fanem minimalistycznych strojów FF. Na tej okładce nie dzieje się nic niezwykłego, ale jest ona chwytliwa. Koncepcja jest prosta i lekko futurystyczna, drużyna prezentuje się znakomicie, a jej członkowie mają dobrze oddane indywidualne charaktery. Do tego rysunek jest schludny i dobrze pokolorowany.
Szczepi: Venom vol. 2 #2 - Bardzo udany homage dla twórcy Venoma Todda McFarlane'a. :)
Mieszko: Hulk vol. 2 #32 - okładka ma w sobie to "coś" wartego wyróżnienia.
(od)wieczny: Carnage, U.S.A. #1. Zawsze byłem fanem rysunków Claytona, często nierównych i mało czytelnych z trakcie ruchu, jednak okładki zawsze miał "wyśmienite" dla mojego oka... Moja sympatia do symbiontów nie mu tu nic do rzeczy... Tu niestety miałem dylemat i mały problem do której daty zaliczyć ten cover 2011/2012, ale jako że przeczytałem go w 2011 to zaliczyłem go właśnie do tego roku. :P Jeśli jednak ktoś będzie miał wątpliwości i się ze mną nie zgadzał to Generation Hope #9 jest alternatywą mojego głosu.
Hotaru: Głosuję na X-Factor #220. Przytoczę swoją opinię z Pulse'a: Może dlatego, że zostałem wychowany w tym kraju, ale witraże kojarzą mi się jednoznacznie. Kiedy więc widzę tak silnie oddziałująca kompozycję - rozświetlone witraże zawieszone w czerni, z moimi ulubionymi bohaterami, balansującymi na krawędzi obrazoburstwa, wprost nie mogę szatańsko nie zachichotać. Wielki szacun dla Yardina - tym rysunkiem udowodnił, że jest tak dobrym rysownikiem, jak Peter David scenarzystą.
Sc0agar4k: Głos na S.H.I.E.L.D. vol. 1 #6. Podobnie jak u Hotaru, moja opinia z Pulse'a: "Bardzo podoba mi się ogólna koncepcja tej okładki. Lekko uśmiechnięty da Vinci, powaga Newtona, Nostradamus spoglądający w przyszłość i zamyślony Leonid. Całość dopełniają poszczególne atrybuty powiązane z każdą postacią. Szkice, godło, łańcuchy i gwiazdy. Bardzo klimatyczna okładka."
Undercik: Dorothy and the Wizard in Oz #3. Wszystkie okładki do miniseri ze świata Oz są rewelacyjne, ale to ta najbardziej zapadła mi w pamięci.



Najlepsza Scena

sc1m.jpg

Fałszywe życie Warrena i Elizabeth - 6
Deadpool karmi Archangela mięsem odcinanym z własnej ręki - 5
Finał The Thanos Imperative - 3

Annihilus pokazuje Richardsowi podarty trykot Human Torcha - 1
Fantomex zabijający małego Apocalypse'a - 1
Frank pakuje kulkę w łeb Rogersa - 1
Serpent mówiący "Indeed" w odpowiedzi na pozdrowienie Odinsona - 1
Śmierć Archangela z rąk Psylocke - 1

Festiwal miłości na cześć Ricka Remendera i Jerome'a Openy ma się ku końcowi. Na odchodne postanowiliście jeszcze oddać 13 głosów na sceny z serii Uncanny X-Force, w tym dwie z nich umieściliście na dwóch pierwszych miejscach. A gdzie umiar, ja pytam?


Undercik: Annihilus pokazuje Richardsowi podarty trykot Human Torcha. Patrząc na tą stronę miałem po prostu chęć wejść do komiksu i przywalić jak najmocniej w jego owadzią mordkę.
Łukasz: Śmierć Archangela z rąk Psylocke. Jakże wymowna, piękna, brutalna, prosta, szokująca i nieuchronna. :) Czegóż chcieć więcej?
straznik: Finał The Thanos Imperative , czyli zryw Novy i Star-Lorda by powstrzymać Thanosa + ostatnia strona crossa - Słowa szopa przy ich pomniku. Tak powinny wyglądać epickie śmierci.
Vóyek: Uncanny X-Force #4 - scena, w której Deadpool karmi Archangela mięsem odcinanym z własnej ręki - takiego Wade'a lubię, kiedy robi coś szalonego, ale z jakimś sensem, a nie przygłupa, którego robi z niego Way.
Wilsonon: Fantomex zabijający małego Apocalypse'a. Cały numer czytałem w wielkim napięciu, nie wiedząc, kto tego dokona. Nie spodziewałem się Fantomexa.
Krzycer: Może to dlatego, że komiks dopiero co miał swoją premierę i wspomnienie jest świeże - ale mój głos idzie na fałszywe życie Warrena i Elizabeth, którym Psylocke żegna Archangela. Cicha, pełna emocji scena, która wcisnęła mnie w fotel bardziej od najbardziej napakowanych akcją i wybuchami bijatyk.
lastavenger: Finał The Thanos Imperative - szkoda, że następne dzieła DnA nie wywołują takich emocji.
wolvie111: Miałem poczekać jeszcze z głosowaniem, ale chyba już jestem zdecydowany. Ogólnie to całe Uncanny X-Force było genialne, więc oczywiście i scenę wybiorę z tej serii. Myślałem nad zabiciem Apocalypse'a przez francuzika, ale głos jednak oddam na fałszywe życie Betsy i Warrena, czyli piękne pożegnanie (potem niepotrzebnie popsute), na którym autentycznie się wzruszyłem. Swoją drogą to szkoda, że Psylocke jest bez nominacji w tym roku.
colossus28: Archangel karmiony ciałem Deadpoola. Ech, ciary miałem jak to zobaczyłem. Moja żona stwierdziła, że to chore, kiedy jej to pokazałem i nie sposób się z nią nie zgodzić. Chore, ale jednocześnie jakże absolutnie niesamowite.
Darth: Najlepsza scena roku, to zdecydowanie to finał "The Dark Angel Saga", a konkretnie "śmierć" Archangela z fałszywym życiem Betsy i Warrena. Piękne wzruszające pożegnanie, pełna emocji i pozbawiona zbędnych scen lub dialogów. Nawet ostateczny los Angela tego nie psuje. No dobra, może trochę. Ale mimo to, nadal zapada w pamięć.
Arachnid: Fałszywe życie Betsy i Warrena. Scena tak piękna i wzruszająca, będąca wspaniałym pożegnaniem umierającego Warrena. Scena zupełnie różniąca się od wszystkiego z "The Dark Angel Saga". Pełna emocji i niesamowita w swojej prostocie. Bez zbędnych słów. Scena ta na długo pozostanie w mojej pamięci, jako najlepsza, najpiękniejsza i najbardziej wzruszająca.
Archie: Deadpool karmi Archangela mięsem odcinanym z własnej ręki. Vóyek idealnie określił kwintesencję tej sceny. "Nom-nom". ^^
Lotar: Mało czytałem komiksów z zeszłego roku, więc wybieram scenę, w której Franek pakuje kulkę w łeb Rogersa (Marvel Universe vs Wolverine).
Hotaru: Fałszywe życie Betsy i Warrena. Zgoda, nie jest to może oryginalne zagranie - bez zbytnego zastanawiania się mogę wskazać chociażby identyczny zabieg, jaki Serafina zafundowała Cannonballowi w X-Men Mike'a Careya, ale to tutaj Remender wykorzystał cały jego potencjał. Świadomość, że tym subiektywnym latom towarzyszy śmierć Warrena, czyni tę scenę jeszcze bardziej tragiczną i wręcz naładowaną emocjami. Szkoda tylko, że potem wydźwięk tej sceny osłabł, kiedy okazało się, że Angel przeżył...
Ganfrod: Deadpool karmi Archangela mięsem ze swojej ręki. Czemu niby najlepsze sceny muszą być związane ze śmiercią jakiegoś bohatera? Scena karmienia jest inteligentna, śmieszna i po prostu dobra. Mało takich scen, kiedy nikogo się nie zabija, a jednocześnie pokazuje dość ciekawe interakcje między bohaterami. I ten Deadpool... jaki on opiekuńczy.

Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.