Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #144 - Daredevil vol. 7: Hardcore TP

lt144s.jpgDaredevil vol. 7: Hardcore TP
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Alex Maleev, Gene Colan, Klaus Janson, David Mack, Michael Avon Oeming, Joe Quesada, John Romita Sr., Lee Weeks
Okładka: Alex Maleev
Liczba stron: 120
Cena okładkowa: $19,99
Zawiera: Daredevil vol.2 #46-50


ArtX: Mam taki problem z Bendisem... słucham? Już to mówiłem? Aha, przepraszam. Fakt jednak pozostaje faktem i "Hardcore" jest tego doskonałym przykładem. Jak na tak wielkiego scenarzystę Bendis nie popisuje się. U podstaw historii leży powrót na scenę samego Wilsona Fiska, Kingpina. Można się więc spodziewać świetnej historii tym bardziej, że przecież scenarzysta zgarnia wszelkie możliwe nagrody za swoją pracę przy tworzeniu przygód Daredevila. Można by się spodziewać, że złoczyńca powróci z iście demonicznym planem, który zaskoczy głównego bohatera w takim stopniu, jak czytelników. Można by się spodziewać, że intryga uknuta przez Fiska będzie zakrawać na mistrzowskie posunięcie godne geniusza zbrodni. Nic takiego się jednak nie dzieje. Jedyne, co Kingpin był w stanie wymyślić (przepraszam: co Bendis był w stanie wymyślić), to napuszczenie na Matta dwójki z jego wrogów – Bullseye'a i Typhoid Mary, którzy po prostu wdają się w bijatykę z Daredevilem i jego przyjaciółmi. Czy Bendisa stać naprawdę tylko na tyle? Żadnego sprytnego planu? Żadnej błyskotliwej, zaskakującej intrygi?

Nie zrozumcie mnie źle, w "Hardcore" nie brakuje akcji, a więc teoretycznie fani komiksu spod znaku superhero powinni być usatysfakcjonowani. Jednak nazwisko Bendis zobowiązuje do czegoś więcej! A przynajmniej powinno... Tymczasem wychodzi przeciętny komiks akcji, który może, ale nie musi się podobać. Ja osobiście przez cały czas lektury czekałem na to "coś wielkiego", co scenarzysta miał zaprezentować. Mówiłem sobie "Wow! Kingpin wraca! To będzie dobre!". Ale nie było... było przeciętne, a to "coś wielkiego" w ogóle nie nastąpiło. Hej, zaraz! Przecież w ostatniej części (jubileuszowy, 50 numer serii) dzieje się coś przełomowego! Niby racja, ale czy waga tego wydarzenia nie jest trochę przesadzona? Daredevil ściąga maskę przed kilkoma bandziorami, którzy nawet nie wyglądają na grube ryby w światku przestępczym (wyglądają jak harleyowcy z baru dla motocyklistów) i pewnie mało kto im uwierzy, że widzieli twarz Daredevila, więc niewiele to zmienia, bo każdy znaczący przeciwnik Murdocka i tak już wcześniej wiedział, że to on zakłada kostium. Dlatego też miałem niedosyt po lekturze tego komiksu.

W tle mamy dalszy rozwój romansu między Mattem i Millą. Trudno jednak przypuszczać, że tylko ten jeden wątek przesądzi o pozytywnej ocenie tej historii.

Alex Maleev radzi sobie dobrze, a jego charakterystyczny styl pasuje do tej serii. Sceny walki są niezłe, ogląda się je przyjemnie. Warto wspomnieć, że w finałowym numerze, który jest zarazem 50 zeszytem Daredevila, Maleeva wspiera zespół artystów, którzy wnieśli swój wkład w popularyzację tego bohatera - John Romita Sr., Joe Quesada, Gene Colan, Klaus Janson, David
Mack, Lee Weeks; te nazwiska powinny być znane osobom orientującym się w historii Daredevila. Fakt iż pomogli przy tworzeniu jubileuszowego odcinka serii był udanym pomysłem, powtórzonym potem przy okazji numeru setnego. To jednak ciągle za mało, aby uznać historię "Hardcore" za dobrą. Może problem polega na tym, że zbyt dużo się spodziewałem, ale z drugiej strony czego można się spodziewać po komiksie nagrodzonym Nagrodą Eisnera, jeśli nie scenariuszy na najwyższym poziomie?

Osobiście nie polecam tego wydania zbiorczego. Są zdecydowanie lepsze opowieści o Człowieku Bez Strachu.


Foxdie: Obecny Bendis zagubiony w świecie Avengers, to nie ten sam stary dobry Bendis który wyniósł postać Daredevila na sam szczyt. Z recenzji Artx'a można by stwierdzić, że w "Hardcore" mamy do czynienia raczej z współczesnym poziomem scenarzysty, który pozostawia wiele do życzenia. Nie zgodzę się jednak z tą opinią.

"Hardcore" może faktycznie nie powoduje opadu szczęki jak przy czytaniu "Underboss". Nie stawia kropki nad "i" jak niezapomniane "Murdock Papers". Dlatego, że celem tej historii jest dać podwaliny pod ciąg dalszy przygód Śmiałka. Finał historii, w którym Matt Murdock ogłasza siebie nowym królem podziemia, jest epicką chwilą, na którą długo kazano nam czekać. Pokazuje, jak ewoluowała postać Daredevila. Z bohatera, który ukrywał się ciągle za zasłoną swojego kalectwa i przez ostatnie miesiące odpierał wszelkie zarzuty, jako by był nieustraszonym mścicielem, zmienia się w człowieka na tyle zdeterminowanego i pewnego siebie, że aż graniczy to z zarozumiałością. Staje się świadom, że chociaż sam pozbawiony jest strachu, to potrafi skutecznie wywoływać go u innych. Ta jedna z podstawowych ludzkich emocji, która służyła Kingpinowi jako podstawowe narzędzie w kierowaniu swoim przestępczym światkiem, w odpowiednich rękach przynosi efekt zupełnie odwrotny.

Zgodzę się, że na pewno powstało dużo lepszych historii o Człowieku Bez Strachu. Ale jeśli zaczęliście czytać run Bendisa, to ta historia jest dla Was obowiązkowa, aby zachować pełny obraz tego, co chce nam przekazać scenarzysta poprzez swoją pracę nad tytułem. Odradzam jedynie, jeśli planujecie jednorazowy zakup wydania zbiorczego z bohaterem w czerwonym kostiumie. W takim przypadku może lepiej wydajcie pieniądze na coś z Red Sonją.

lt_3pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.