Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #228 (02.01.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 stycznia 2012Numer 1/2012 (228)



Gorączka sylwestrowej nocy za nami, pora na pierwszy numer Pulse'a w 2012 roku. I jak to bywa wraz z nastaniem nowego, trzeba pożegnać się ze starym. W tym wypadku jest to pożegnanie Mike'a Carey'a i jego wieloletniego runu na łamach X-Men: Legacy. Również dwie miniserie dotarły do końca. Mianowicie: Annihilators: Earthfall oraz Vengeance. Najbardziej kontrowersyjnym numerem okazała się ósma część Avengers: The Children's Crusade.



Annihilators: Earthfall #4
Hotaru: Nie przekonał mnie ten finał. Było kilka naprawdę fajnych zagrań, ale koniec końców sposób, w jaki pokonano Magusa i to, co z nim potem zrobiono, nie przypadły mi do gustu. Podobnie jak rysunki, które były najgorsze z dotychczasowych. A może to ja nie zwróciłem dotychczas uwagi na te wydatne szczęki? W każdym razie, chyba wolę zapomnieć o tej mini i czekać pełnoprawnego restartu kosmosu Marvela.
Krzycer:
Czy mi się wydaje, czy Magus stracił kilkadziesiąt punktów IQ od czasu śmierci z rąk Cancerverse Mar-vella? Ma niezły plan, świetne zabezpieczenie (przynajmniej przed Avengers), i sam z niego rezygnuje, "bo w ciele Gladiatora nic go nie ruszy"? Gdyby DnA jakoś to uzasadnili, ale nie - nic nie wskazuje na to, by "rozwodniony" Magus był w jakikolwiek sposób słabszy, nie ma powiedziane, że skoncentrowanie swojego jestestwa (lubię to słowo) w jednym ciele cokolwiek mu dawało. Nie ma żadnego powodu, by to robił - a zostaje pokonany tylko dlatego, że to zrobił.
Aj waj. Obawiam się, że Bendis nie jest jedynym scenarzystą, który się wypalił w tym roku.
Poza tym było nieźle, trochę fajnych dialogów, dobrze poprowadzony Quasar - ale powyższe (i głupiutka i niesatysfakcjonująca historia z Szopem i Grootem) sprawia, że nie mogę dobrze ocenić tego komiksu.


Astonishing X-Men vol. 3 #45
Hotaru: To nadal nie jest poziom Whedona i Cassadaya, ale ten numer miał niewątpliwe dwie zalety - Kurt a'la "X-Men: Evolution" i tożsamość Saviora. Ta pierwsza przypomina mi miłe chwile, jakie spędziłem z serialem, a druga jest tak rozkosznie oczywista i zaskakująca zarazem, że aż nie mogę jej nie skomplementować. Ciekaw jestem dalszego biegu wydarzeń, choć nie wstrzymuję oddechu.
Krzycer:
O, choć Kurt chyba tylko wygląda jak ten z "Evolution", to Emma jest ze świata steampunk X-Men, który Ellis pokazał w jednej z historyjek z AXM: Ghost Boxes. Chwilę mi zajęło, zanim się zorientowałem.
Poza tym jest nieźle. W poprzednim numerze nic nie trzymało się kupy, tu jest dużo lepiej pod tym względem. Są tylko dwa konkrety, którymi chcę się zająć.
Pozytywny:
przez cały numer zastanawiałem się, kim właściwie jest Savior. Nikt mi nie pasował, w końcu byłem przekonany, że on jeden jest nową postacią, a nie alternatywną wersją kogoś znanego.
Byłem więc kompletnie zaskoczony... co tylko pokazuje, że wystarczy dać Xavierowi perukę, by był nierozpoznawalny. Magia!

Negatywny to stos wizjerów pozostały po "wyczerpanych" Cyclopsach. Pak robił research do Magneto: Testament, więc wątpię, by skojarzenie ze stosami przedmiotów pozostałych po ofiarach Oświęcimia było przypadkowe. Wydaje mi się niestosowne i nie na miejscu w rozrywkowym czytadle (bo to jest poziom tego komiksu i wątpię, by sam Pak aspirował do napisania w tej historii czegoś ponad to). Ale poza tym - jest porządne rozrywkowe czytadło.

Avengers: The Children's Crusade #8
Hotaru: Mam w stosunku do tego numeru mieszane uczucia. Nie dotyczą one oprawy graficznej - zespół Cheung-Morales-Ponsor są tak fenomenalni, jak zawsze. To do skryptu mam pewne zastrzeżenia. To, jak Billy i Tommy ujęli się za swoją matką, wypominając Cyclopsowi-mam-zawsze-rację i Mścicielom ich hipokryzję, to coś, co sam chciałbym zrobić. Ale scena z jestem-wielki-jak-moje-ego-Doomem za bardzo trąciła myszką. Za to za sprawą ostatniej strony - i wszystkich poprzednich numerów - nie mogę się doczekać, aż przeczytam finałowy numer.
Krzycer: Plus: sensowne podejście do winy Scarlet Witch i tego, co z nią można zrobić. Fajne rysunki. Scena z przywróceniem Beastowi ludzkiej postaci. Swoją drogą, stosunek zmarłych X-Men/Avengers, których obiecuje wskrzesić Doom, wynosi 2:1; tak mało Avengers poległo?
Minus: idiotyczna bitwa z pięćdziesięciometrowym Doomem, idiotyczne "odwracanie uwagi", idiotyczny zgon (jeśli okaże się permanentny).
Jeszcze się nie zdecydowałem, jak ocenić monolog Dooma z końcówki numeru - trzeba poczekać, aż wyjaśni się, czy bredził, czy mówił prawdę... Jeśli tak, to jest to niepotrzebne wywracanie kota do góry nogami na miarę Loebowego "Doom stał za Ultimatum". Zobaczymy.
avalonpulse228b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Matt: Tyle czekałem, a tutaj taki słaby numer. Scenarzysta przesadził z ilością typowych komiksowych bzdur. 50 osób bije Dooma, ale YA muszą go zaatakować, żeby "odwrócić jego uwagę". Kiedy już dochodzi do "odwracania uwagi", to niespecjalnie wiadomo co się dzieje z całą bandą herosów, za to jedna ginie. Jak wcześniej bronił się przed dużo groźniejszymi przeciwnikami w liczbie 50-ciu, że żadnemu nie zrobił krzywdy? Może zależało mu, żeby zabić tę niegroźną dziewczynkę? Niby podobne sytuacje były także we wcześniejszych numerach ale tutaj zaczęło mi to przeszkadzać tak bardzo.
łukasz:
Numer w ponad połowie poświęcony na długie dialogi między postaciami, grupami bohaterów. Wielka Moc Dooma kontra połączone siły X-Men/Avengers daje prawie pewny zgon wśród członków innej grupy czyli Young Avengers. Wykorzystanie w walce przeciw Doomowi starego zagrania, znanego z palety umiejętności walki wszystkich Ant-Manów czyli wlecenie do głowy na owadzie, tym razem jednak nie zadziałało. Przepiękne rysunki Cheunga to nadal wizytówka tej mini. Energia, która została uwolniona z ciała Dooma dzięki zaklęciu, magii Wicanna i jego matki Scarlet Witch, może jeszcze w przyszłości odegrac jakąś znaczącą rolę (podobnie jak energia, która na koniec "House of M" otaczała Ziemię w formie wiru).
Akcja ratunkowa córki w obronie jej ojca, sądząc po cliffhangerze, oznaczała jej zgon. Ten konkretny numer to jednak nieco zbyt duży chaos, zbyt duża ilośc postaci, które nie dostały ani jednej kwestii bądź służyły jedynie jako tło w potyczce z doładowanym Victorem. Przed nami już tylko jeden numer tej historii na który czekam z niecierpliwością oraz pewnością, że Allan Heinberg zaprezentował nam najlepszą w historii mini - ba nawet historię o kolejnym pokoleniu Mścicieli :)
.

FF #13
Krzycer: Last stand Dooma! Pewnie nie, ale ostatnia strona sprawia, że mam wysokie oczekiwania względem następnego numeru (do przebicia jest tegotygodniowe Uncanny X-Men). W ogóle interakcje Dooma z Valerią były bardzo fajne. Reszta komiksu... Dużo ekspozycji, mało emocji (zwłaszcza w starciu z Celestialami - poza akcją Franklina nie było tam nic ciekawego).
Rysunki nadal koszmarne. Jeśli Juan Bobillo zostanie na stałe przy tym tytule, ma mój głos w przyszłorocznych Zvalonach.

Secret Avengers #20
Krzycer: Warren Ellis o podróżach w czasie. A raczej o trudzie, który należy w nie włożyć, a który jest olewany przez większość twórców popkultury. Historia nie porywa, ale ma fajny klimat, fajny humor (zwłaszcza wszystko związane z Kongo) i fajne rysunki Maleeva. Wciąż życzyłbym sobie, żeby Ellis napisał jakąś większą historię, ale jeśli zamiast tego dostaliśmy kilka świetnych, zamkniętych w pojedynczych numerach historyjek, to też nie ma na co narzekać.
W ogóle, skoro już życzę sobie różnych rzeczy, to fajnie by było, gdyby Brubaker w ogóle się nie zabierał do tego tytułu, a Remender zastąpiłby pracującego nad nim od początku Ellisa. Ale gdyby babcia miała wąsy toby była windą, etc.


Ultimate Comics: Ultimates #5
Spartan: Ten numer przypomniał mi Ultimates Millara. Tak jak i tam, tak i tu nie trzeba napakować numeru akcją, by było ciekawie. Ten numer to takie uspokojenie sytuacji, danie drugiego oddechu przed ostatecznym rozwiązaniem. Wszystkie rozpoczęte wątki zostały tu lekko pchnięte do przodu. Naprawdę Hickman zaskakuje mnie bardzo pozytywnie. Co do rysunków to wolę te Ribicia, ale i Peterson spisał się bardzo dobrze.

avalonpulse228c%20%5B1600x1200%5D.JPG
Ultimate Comics: X-Men #5
Hotaru: W dalszym ciągu Nick Spencer mnie nie przekonuje. Ale kilka scen mi się spodobało. Wszystkie nie dotyczyły głównych bohaterów. Quicksilver tam bardzo działa mi na nerwy, że aż mnie kusi, żeby omijać kadry, na których się znajduje. Nie robię tego tylko dlatego, że tak ładnie wyglądają. Paco Medina pozostaje jedynym powodem, dla którego sięgam po ten komiks.
Krzycer:
Ok, Rogue chce być normalna. Niech będzie. Nadal wolałbym, gdyby obyło się bez głosu Boga, chyba, że to będzie wyjaśnione Apocalypse'em czy czymś takim. Nadal nie rozumiem, jakim cudem nowojorczycy stoją i słuchają Strykera, który przed chwilą na ich oczach wymordował policjantów. Swoją drogą zastanawiam się, czy "uzdrawianie" mutantów przez Strykera nie zostanie aby wyjaśnione nanosentinelami, jak u Morrisona. W każdym razie - ten wątek jest nieźle poprowadzony, choć do ideału daleko.
Za to wszystko w Białym Domu nadal jest piramidalnie głupie. Mam nadzieję, że naprawdę w grę wchodzi jakaś telepatia, sugestie podprogowe czy cokolwiek takiego.

Spartan:
Ten numer to bardzo pozytywne zaskoczenie. Dotychczas ta seria była tylko poprawna, ale po tym numerze zapowiada się ciekawie. Podoba mi sie wątek Strykera, ktory staje się naprawdę interesującym przeciwnikiem. Co do Quicksilvera to jego argumenty trafiają nie tylko do Obamy, ale powoli również do mnie. Rysunki jak zwykle bardzo przyjemne. Jak dla mnie bardzo miła niespodzianka.

Uncanny X-Men vol. 2 #3
Hotaru: Spodziewałem się trochę... o wiele więcej po Kieronie Gillenie. W Journey into Mystery każdy jego skrypt jest świetny, w Generation Hope zdołał utrzymać moją uwagę pomimo głównej bohaterki, której nie cierpię. Tutaj jest kiepsko. Cała konfrontacja z Sinisterem - z wyłączeniem sceny z Danger - mnie znudziła, a scena, ku której budowały dwa poprzednie numery, czyli konfrontacja z Celestialami zasłużyła na beznamiętne "ujdzie". Wypadek przy pracy?
Krzycer:
Fajny numer. I nawet Hope polubiłem, bo z dwoma spluwami była tak rysowana, że zaczęła mi się kojarzyć z Hoodem. Plan Sinistera się wali, ale nie do końca - wygląda na to, że nowy Essex specjalnie pozbawił się regeneracji i liczy na to, że kolejne zgony uczynią go doskonalszym. Swoją drogą - jak szybko ta jego maszynka do mięsa jest w stanie wypluwać nowe klony? To jest absurdalne.
Z drobnych detali, które bardzo chcę wspomnieć - Hope przerywająca rozmowę, by odstrzelić Sinistera; Emma godząca się na utratę absurdalnej ilości krwi, by wyłączyć Sinistera z gry oraz Danger zapraszająca go do Danger Room spodobały mi się bardzo. Co prawda Emma za długo pozostawała w ludzkiej formie, ale może to wina rysownika.
Drobnym detalem oczywiście nie jest finałowa wojna nerwów rozegrana między Extinction Teamem a Celestialami. Nie chcę się wdawać w rozważania, na ile to miało sens, i czy ta garstka mutantów mogłaby faktycznie im zagrozić, gdyby przyszło co do czego (nie znam się na Celestialach, poza tym coś mi mówi, że ktoś zrobi to za mnie) - ważne, że scena miała odpowiednie napięcie. I klimat. I niesamowicie sugeruje potęgę tego zespołu. Na ile słusznie? Patrz poprzedni nawias.

Vengeance #6
Krzycer: No i koniec. I, niestety, wyszła bezładna, chaotyczna... bzdura. Ratując pozytywy - Young Masters of Evil jako plan wyłonienia najsilniejszego młodego zbira przez Zodiaka - świetny pomysł. Czekam, aż ktoś tego Casey'owego Zodiaka wykorzysta. Poza tym... no, było parę fajnych scen.
Ale poza tym... obawiam się, że za dużo tej historii zostało w głowie scenarzysty, który nie zdołał przekonująco przelać na papier tych pomysłów. I choć sam pomysł grupy "młodych, zdolnych", którzy robią, co trzeba, próbując nie dać się wciągnąć w absurdy świata superbohaterów jest niezły, o tyle wykonanie... Nie jestem w stanie polubić nikogo z tych aroganckich szczeniaków (z wyjątkiem Angel i Beaka, których lubiłem już wcześniej). I w sumie nie miałem kiedy, bo w tych sześciu numerach działo się zdecydowanie za dużo. Na postaci nie zostało czasu. Innymi słowy - nie udało się. A szkoda.


X-Men: Legacy #260
Hotaru: Koniec pewnej ery. Mike Carey zaczął fenomenalnie, i chociaż miejscami zaczynałem w niego wątpić (kiedy za bardzo skupiał się na Xavierze), to jednak muszę przyznać, że okazał się jedną z najlepszych rzeczy, która spotkała Marvela w ostatniej dekadzie. Będę za nim tęsknić, a ten numer tylko mnie w tym utwierdza. Carey - całkiem zasadnie - skupił się na postaciach i trochę nostalgicznie, jakby nie wierzył, że ktoś go godnie zastąpi, pozamykał najważniejsze wątki. Rozmowa Rogue z Cyclopsem była naprawdę mocna i mam nadzieję, że okaże się prorocza - ktoś wreszcie powinien spuścić trochę powietrza z tego nadmuchanego balonu, jakim jest Scott. Khoi Pham nie zepsuł całości i w sumie więcej już od niego nie oczekuję. Zastanawiam sie, czy to ostatni dobry numer Legacy?
Krzycer:
Zwieńczenie runu Carey napisał tak, jak cały run: koncentrując się na postaciach, a nie fajerwerkach. I za to go lubię. I choć boję się, że teraz nie pozostanie nic innego, jak obserwowanie, jak inni scenarzyści cofają te postaci w rozwoju lub zwyczajnie ignorują te historie - to będą one dobrą podstawą dla następnego utalentowanego scenarzysty.
Ale gdybym miał się do czegoś przyczepić (a do tego głównie są spojlerownie ;) ), to Ariel jakoś wyjątkowo szybko wróciła do formy. Chyba, że jej rasa szybko się leczy. Cholera wie. Nikt jej nie widział od lat '80.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse228a.jpgUltimate Comics Ultimates #5
Autor: Kaare Andrews

Hotaru: Kaare Andrews zdążył nas przyzwyczaić do bardzo charakterystycznego stylu (choćby Astonishing X-Men: Xenogenesis), dlatego fakt, że powierzono mu okładki do zrestartowanego uniwersum Ultimate i to, jak te okładki wyglądają, jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Pozytywnym, jeszcze dodam. Patrząc na tą okładkę aż chcę zacząć czytać komiks.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.12.28


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: Sc0agar4k
Redaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.