Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #227 (26.12.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 26 grudnia 2011Numer 52/2011 (227)



Na drugi dzień świąt Bożego Narodzenia przypadł nam do opublikowania ostatni numer Avalon Pulse w tym roku. Z obecnym rokiem żegnamy się w bardzo dobrym stylu, ponieważ Marvel wprowadził do obiegu dużo nowych pozycji, a co za tym idzie, i ten numer ma większą niż ostatnio ilość recenzji. Zapraszam do przyjemnej lektury. A że zobaczymy się ponownie dopiero w Nowym Roku, to życzę wszystkim udanego Sylwestra i małego kaca w Nowy Rok.



Amazing Spider-Man #676
Krzycer: Doc Ock ratuje świat! Żeby móc go samemu podbić! Mam wrażenie, że Doom zrobił to wcześniej parę razy. Katapultowanie Octaviusa na ten sam poziom nadal wydaje mi się naciągane, ale fajnie było zobaczyć czym Sinister Six zajmuje się, kiedy akurat nie biją Spider-Mana. Lubię, kiedy przeciwnikom poświęca się trochę czasu poza starciami z bohaterem, więc ten numer podobał mi się bardzo. Ale chyba nigdy nie przyzwyczaję się do kreski Ramosa.

Kamyk: Przydługie wprowadzenie do powrotu Sinister Six ani ziębi, ani grzeje. Walka z Inteligencją tylko po to, aby powstrzymać konkurencję przed zdobyciem świata - nie kupuję tego. Obawiam się, że ponowne starcie Spider-Mana z Sinister Six okaże się odgrzewanym kotletem. Na razie neutralne 5/10.
Nawiasem mówiąc, kiedy to się dzieje? Inteligencja została pokonana przez Bannera i jego sprzymierzeńców w finale "World War Hulk", więc raczej nie teraz (co innego sugeruje ambicja Octaviusa, aby zdobyć świat w 2012 roku).

Arachnid: Numer Spider–Mana, bez Spider–Mana. Bardzo lubię czytać o Sinister Six i ich konfrontacja z Inteligencją wypadła bardzo przyzwoicie. To co mi się natomiast nie podobało, to rysunki i wygląd Octopusa, do którego chyba nigdy się nie przekonam. Poza tym, uzasadnienie całego tego zamieszania jest z jednej strony ciekawe, a z drugiej lekko naciągane. Ale ogólnie podobał mi się ten numer.

avalonpulse227b%20%5B1600x1200%5D.JPGAvengers vol. 4 #20
Hotaru: Powoli, z prędkością sunącego lodowca, zaczynam się przyzwyczajać do stylu Acuny. Mam przez to na myśli, że już mnie tak mocno nie drażni i nie odrzuca, ale podobać to mi się chyba nigdy nie będzie. Co do samej fabuły to - o dziwno - nie mam żadnych odczuć. Definitywnie na plus zalicza się, że Avengers nie wdawali się z Osobornem w dyskusje, ale cała reszta była jakaś tak nijaka. Totalnie bez ikry, bez emocji, toż i opinię o takim byle-czymś trudno wyrazić.
Krzycer:
Plus: Avengers nie stali i nie słuchali, jak Osborn na nich narzeka, tylko od razu coś robią.
Plus: Wewnętrzny krąg Osborna czymś się wykazuje (a przynajmniej Viper coś robi).
Minus: Media łykają kit Osborna. Steve Rogers nie potrafi odpowiedzieć. Hulked-Out HAMMER agents - znowu? Teraz na dokładkę również HAMMER Ant-Men i HAMMER Invisible Giant-Man. W końcu skończyły się pomysły na figurki, które można wcisnąć dzieciom na święta.
Ale przynajmniej nie było to tak głupie, jak się obawiałem że będzie. Dialogi nieszczególnie się poprawiły, przez cały numer uśmiechnąłem się chyba tylko kiedy Storm zapytała Rulka czy jest Wolverine'em.
Za to rysunki... Acuñie niektóre rzeczy wychodzą. Ten numer mu nie wyszedł. I tyle.
Arachnid:
Jest lepiej niż mogłoby się wydawać, ale i tak wiele brakuje. Jest co najwyżej średnio. Na plus zaliczyłbym podział grupy na dwuosobowe podgrupy i konkretne działanie drużyny, a nie tylko planowanie owych działań. Nie podobała mi się natomiast niemoc Capa na zarzuty Osborna. Chwilami mam wrażenie, że Osborn posiada nadprzyrodzoną zdolność do przekonywania ludzi do swoich racji. Rysunki także mi się nie podobały. Ogólnie spodziewałem się czegoś gorszego, a jest całkiem nie najgorzej. Mam nadzieję, że następne będą jeszcze lepsze.

Daken: Dark Wolverine #18
Krzycer: Dotąd podobało mi się podejście Williamsa do Dakena, ale w tym numerze zbyt przypominał mi Way'owego Dakena. A może to kwestia ogłupienia Runaways. Ale przynajmniej się pojawili - pierwszy raz od nie pamiętam kiedy. Brakowało mi ich, zwłaszcza Molly. A akcja na dachu w końcówce była bardzo porządna.

Daredevil vol. 3 #7
łukasz:
Numer spokojniejszy od poprzednich. Typowa zimowa wycieczka autobusowa - Matt plus kilkanaście niewidomych dzieciaków - zamienia się w szkołę przetrwania w trudnych pogodowych warunkach. Daredevil oraz jego niewidoma drużyna razem przezwyciężają wszelkie przeciwności. Wyostrzone zmysły Śmiałka zostały użyte bardzo ciekawie - "linia życia" dla niewidomych przedzierających się przez zaspy i zadymę!
Wszystko skończyło się na szczęście dobrze. A końcówka zapowiada powrót pewnej postaci z przeszłości Matta. Może symbol z uniformów Fantastycznej Czwórki, który znajduje się teraz w posiadaniu Murdocka, ma coś z tym wspólnego? Mark Waid oraz Paulo Riviera to fajny i bardzo dobry nowy duet tworzący nowe rozdziały w życiu Człowieka bez Strachu.


Fantastic Four #601
Krzycer: "Nowy" Human Torch jest jakoś nieskładnie przedstawiony. Niby ma być zahartowany po dwóch latach w Negative Zone, ale mam wrażenie, że wciąż jest raczej zagubiony. I choć "hold my Annihilus" się Hickmanowi udało, to najbardziej zapadającym w pamięć momentem było wypowiedzenie służby przez Ronana.
Kamyk:
'Hold my Annihilus' - jedna z lepszych kwestii w tym roku. Powrót Johnny'ego i reakcja otoczenia zostały poprowadzone dobrze i na całe szczęście nie zajęły pół numeru, lecz od razu wchodzimy na kosmiczne pole bitwy (bitwy, która pokazuje, że nie zawsze tam, gdzie dwóch się bije, trzeci korzysta). Miło było widzieć, że Ronan do bezmyślnych nie należy i potrafi przeciwstawić się Supreme Intelligence. Dopóki statek-miasto Inhumans nie transformuje się w gigantycznego robota, jest bardziej niż przyzwoicie, stąd też 8/10.

Fear Itself: The Fearless #5
Krzycer: Kiedy Crossbones się zrobił taki gadatliwy? Przy okazji - trzeba by wysłać petycję do Marvela, żeby już nigdy przenigdy nie pokazywali Sin w szlafroku.
I choć sama historia nadal mnie nie interesuje to spotkanie Walkirii z Thingiem i Valerią przybrało zaskakujący obrót i wypadło fajnie.

Arachnid:
Jest lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej. Historia nadal nie jest porywająca ani specjalnie ciekawa, ale w stosunku do poprzedniego numeru jest niewielka poprawa. Bardzo podobała mi się wizyta Valkyrii w Baxter Building. Obawiałem się kolejnej bezsensownej walki, a tutaj na szczęście zamiast tego otrzymaliśmy bardzo fajną scenę z Thingiem i Valerią w rolach głównych. Sceny z Crossbonesem wypadają nieźle, choć na mnie większego wrażenia nie zrobiły. Sin w szlafroku – zgadzam się z przedmówcą. NIGDY WIĘCEJ. Jeżeli chodzi o sam numer, to ogólnie jest jakaś tam poprawa, więc może się rozkręci do dwunastego numeru. Miejmy nadzieję.

Formic Wars: Silent Strike #1
Hotaru: Odpuściłbym Caracuzzo, gdyby nie jeden kardynalny błąd, który popełnił - Formidzi to rasa insektoidalnych obcych. Insektoidalnych, czyli wyglądających jak owady. A nie jak ludzie w tanich halloweenowych kostiumach. Każde pojawienie się Robala w kadrze to drzazga w mojej fanowskiej skórze. Aaron Johnston też nie rzuca na kolana - dialogi są sztuczne, a niektóre rewelacje (np. to, że Lem śledzi to, co robi O'Toole i jego ekipa) są naciągnięte jak skóra na brzuchu Bloba. Taka okazja zaprzepaszczona...
Misiael:
Po tym, jak poprzednia miniseria urwała się właściwie w połowie akcji dużo obiecywałem sobie po kolejnym numerze. Rewelacji brak, ale i tak jest świetnie - komiks czyta się znakomicie, przeplatające się wątki Victora, Mazera i Lema znakomicie się uzupełniają. Młody górnik, jak pamiętamy po zakończeniu "Burning Earth" penetruje wnętrze formidzkiego statku, natomiast oddział, w skład którego wchodzi Mazer Rackham stara się zdobyć próbkę tajemniczego gazu, jakim najeźdźca sieje śmierć i pożogę na terenie Chin. Wojna toczy się zatem na wszystkich frontach, akcja skacze z miejsca na miejsce i czytelnik zwyczajnie nie ma czasu na nudę.
Podoba mi się, że w obliczu szalejącego w Marvelu trendu obcinania wszystkich mniej dochodowych serii kronikom Enderverse udało się przetrwać. Miejmy nadzieję, że baza fanów twórczości Orsona Scotta Carda będzie na tyle mocna, by kolejne miniserie ukazywały się z podobną do dotychczasowej częstotliwością. Świetnie, że oprócz zwykłych adaptacji Card rozszerza też swoje uniwersum o nowe, nieznane nam wcześniej historie. Szkoda tylko, że nie są one tak zajmujące, jak Gra/Cień Endera czy Mówca Umarłych. Nie zrozumcie mnie źle, "Wojny Formidzkie" to świetny, znakomicie napisany komiks - ale brak w nim tego, co stanowiło o geniuszu pierwszych powieści z enderowego uniwersum. Tym niemniej - jest znakomicie.
Jedyne, co mnie w tym komiksie boli to bardzo nierówne rysunki. Wciąż żałuję, że do ilustrowania komiksowych adaptacji enderowych powieści Marvel angażuje rysowników z, co najwyżej, średniej półki. Dobrze, że przynajmniej stylistycznie na ogół pracujący przy tym segmencie komiksów inkerzy operują zbliżonym stylem, ale... Mogło być sporo lepiej. Gdyby do projektu zaangażować Billy'ego Tana, który przecież popisał się niesamowitymi okładkami byłoby sporo lepiej. Tymczasem mamy do czynienia z mocno takimi sobie rysunkami Ginacarla Caracuzzco, o którym wcześniej niczego nie słyszałem, a który może i potrafi rysować i jego nasycone szczegółami ilustracje mogą się podobać, ale momentami kompletnie nie radzi sobie z twarzami i proporcjami ciała, przez co rysowane przez niego postaci wydają się mieć niemalże karykaturalną fizjonomię. Złego słowa natomiast nie mogę napisać o koloryście, który, stłumiwszy nieco barwy, nadał komiksowi odpowiedniego klimatu beznadziei i walki z niepokonanym, zdawałoby się, przeciwnikiem.
Ogółem, komiks bardzo, ale to bardzo udany, nie tylko dla fanów Gry Endera, ale też - przede wszystkim - dla fanów dobrego klasycznego science-fiction, o które w naszych czasach coraz trudniej. Oczywiście, akcja toczy się z góry ustalonymi przez kanony tego typu opowieści torami, czyli kryzys=>beznadziejna sytuacja=>samobójcza bohaterska akcja=>cudowne zwycięstwo, ale przy dobrej konstrukcji fabularnej to nie boli. Oczywiście polecam zacząć od pierwszej miniserii.


Generation Hope #14
Hotaru: Nie wiem, co myśleć o tej serii. Z jednej strony Roberson ma fajny styl, ale nie ustrzegł się kilku błędów. Najbardziej drażniącym jest ten, że najpierw rysuje uwięzioną Pixie, kiedy zbiry atakują Światełka, a dwie strony dalej światełka zastanawiają się, gdzie jest Walijka. Więc albo są ślepi, albo Pixie nigdy nie powinno być na tamtym kadrze. Wątek Shawa w ogóle mnie nie wciągnął. Hope to nadal rozwydrzony bachor. Jedyne, co mi się podoba, to duet Kenji-Martha. Mam nadzieję, że będzie go więcej.
Krzycer:
Oj. Wystarczą mi dziwaczni łotrzy, których wymyśla Aaron. Taki fajny patent na historię - zamachowcy wykorzystujący Shawa jako kamikadze wielorazowego użytku - został zmarnowany przez te wszystkie idiotyzmy. Szkoda. Za to Kenji tworzący ciało Marcie - ciekawy pomysł. Ciekawe, czy będzie się powtarzał.
Byłbym zapomniał, ale w ostatniej chwili sobie przypomniałem - w przeciwieństwie do rysownika, który na większości kadrów pozbawił Pixie skrzydeł.

Incredible Hulk vol. 4 #3
Krzycer: ...co za bzdura. Szalony Banner jest dziwny, gamma-dziki i dość okrutny koniec, który je spotkał - jeszcze dziwniejsze... A w całym numerze zainteresowało mnie głównie to, kto właściwie dokonał podziału Hulka i Bannera.
No i jakim cudem Hulk w parę tygodni wyhodował taką bujną brodę.

Kamyk:
Nadal więcej pytań niż odpowiedzi i niestety ani Banner jako doktor Moreau nie przekonuje, ani Hulk z brodą nie przekonują. Do tego hulked-out dziki, krokodyle i inne zwierzaki sprawiają, że coraz bardziej tęsknię za Bannerem/Hulkiem sprzed paru miesięcy. Póki nie będzie światła w tunelu, daję tylko 3/10.

New Mutants vol. 3 #35
Hotaru: Mamy trochę więcej zabawnych dialogów i trochę więcej akcji. Ale nadal brakuje mi tego, czym były przesycone skrypty Zeba Wellsa - tajemnicy podążającej krok w krok za tytułowymi bohaterami. W interpretacji DnA, członkowie New Mutants są środkiem do opowiedzenia fabuły, a nie jej integralną częścią. Z numeru na numer drażni mnie to coraz bardziej.
Krzycer:
Trochę akcji, trochę humoru i Blink. Jest fajnie. Udziwniają to rysunki - konkretnie zbyt plastyczne twarze jak na mój gust - i kolejni w tym tygodniu idiotycznie przeciwnicy. Tym razem magiczny zespół sprowadzający tornada. Aj waj. Chyba najwyższa pora, by Magneto znów stał się zły, jeśli to mają być nowi wrogowie X-Men.

PunisherMAX #20
Kamyk: Wytrzymałość Franka w tej serii po raz kolejny budzi uczucie będące mieszanką podziwu i niedowierzania. Krew leje się często i gęsto, a interwencja Elektry była krótsza niż przypuszczałem, że będzie (chociaż może to i lepiej). Psychoanalityczna narracja i wspomnienia Franka to nadal mocna strona tej serii, rzucająca ciekawe światło na postać Punishera. W oczekiwaniu na finalne starcie z Kingpinem, daje 7/10.


Six Guns #3
Krzycer: Miniseria w fikcyjnym państewku, z mnóstwem nowych postaci (serio - czy ktokolwiek poza Tarantulą pojawiał się gdzieś wcześniej?) z których kilka chyba jest nowymi wcieleniami westernowych bohaterów Marvela - słowem komiks, który bardzo łatwo przeoczyć. A warto po niego sięgnąć ze względu na fajną akcję i specyficzny klimat - odrobinę mroczniejszy od większości marvelowych historii, w gruncie rzeczy bardzo westernowy. No i w środku ktoś uderza samochodem w samolot, przebijając w ten sposób Bruce'a Willisa.

Thunderbolts #167
Krzycer: Dużo nudnawej akcji, ale i trochę humoru (tylko trochę mrocznego). Najbardziej udała się sekwencja z Boomerangiem działającym "pod przykrywką".
Mimo to - ten numer podobał mi się mniej od poprzednich. Chyba zaczynam się powoli nudzić wędrówkami w czasie T-Boltów. Perspektywa przygody arturiańskiej nieszczególnie mnie zachwyca.


Ultimate Comics Spider-Man vol. 2 #5
Hotaru: Już teraz ubolewam nad tym, że kolejnego numeru nie zilustruje Sara Pichelli. Już teraz artystka potrzebowała wsparcia przy kończeniu stronic. Niby rozumiem, że tak fenomenalne rysunki zajmują trochę czasu, ale i tak chciałbym jeszcze! Po raz kolejny zaznaczę, że to najlepsza seria Briana Bendisa, jaką czytam. Po tych pięciu numerach Miles jest dla mnie naprawdę pełnokrwistą postacią, której przygody chcę śledzić przez kolejne lata.
Krzycer:
Podobały mi się reakcje otoczenia na Milesa - spotkanie ze Spider-Woman, rozmowa Fury'ego, wręczenie kostiumu (mam wrażenie, że MM ma łatwiejszy start od PP). Natomiast w czasie walki Morales zaczyna być zbyt podobny do Parkera - sypanie żartami i tak dalej... Wiem, że Spider-Man ma być zabawny, ale im bardziej Miles wypada podobnie do Petera, tym bardziej mam wrażenie, że jest mającym budzić kontrowersje chwytem pod publiczkę a nie pełnoprawną postacią. To cienka linia i właściwie nie wiem, jak Bendis powinien go prowadzić, żeby było dobrze. Dotąd było nieźle, czekam na więcej, ale wciąż nie jestem przekonany.
Spartan: Dokonało się. Po tym numerze już jestem pewien. Dobrze sie stało że Bendis uśmiercił Parkera. Nowy Spider to nowe możliwości i ten numer w pełni to pokazuje. Widać tu że Ultimate Universe ma już swoją historię i nie można ot, tak zostać nowym Spider-manem. Dodatkowo, jak zwykle rewelacyjne rysunki Pichelli, aż szkoda że nie zilustruje następnego numeru. Restart UU póki co wygląda na strzał w dziesiątkę, a takie komiksy jak ten czy kolejne numery Ultimates chce się czytać.

Uncanny X-Force #19
Hotaru: Taki epilog do "The Dark Angel Saga" był potrzebny. Nic mnie jakoś szczególnie nie uwierało, a nawet jestem ciekaw, czy Jason Aaron będzie potrafił wykorzystać kolejny nabytek w ciele uczniowskim szkoły im. Jane Grey. Sceptycznie ciekaw. Szczerze powiem, że nadal jestem trochę ogłoszony finałem poprzedniej historii, więc trudno mi skupić się na ten. Ot, eleganckie zamknięcie kilku wątków i rozpoczęcie kilku kolejnych. Nic mniej, nic więcej.
avalonpulse227c%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Dziwne rysunki - o ile Tan wstrzelił się świetnie w styl serii pod nieobecność Opeñy a Ribic świetnie go uzupełniał, o tyle pan Rodriguez mocno od niego odstaje. Ale że ten epilog Dark Angel Saga jest w lżejszym klimacie to nie razi to jakoś bardzo. Jest tu za to dużo fajnych interakcji między postaciami - drobiazgi z Deadpoolem i Sabretoothem oraz Sabretoothem i Wolverine'em wypadły świetnie, podobnie właściwie wszystko, co ma związek z Genesisem i Fantomeksem. Tylko czemu on sobie wylał piwo na głowę? Nie kumam.
Z drobnych rozczarowań - spotkaniu Kitty z Nightcrawlerem zabrakło jakiegoś zwieńczenia. Liczyłem też, że będzie więcej o Angelu i tym, co się z nim teraz właściwie stanie.
Poza tym - bez zastrzeżeń, świetne wyciszenie po świetnej historii. Następna za to zapowiada się dziwnie.
Poza tym - Beast i Shadowcat wiedzą o istnieniu X-Force a Smallville Apocalypse uczęszcza do szkoły w Westchester. Ciekawe, czy cokolwiek z tego zobaczymy w Wolverine and the X-Men.

Kamyk:
Aftermath po Dark Angel Saga wychodzi ciekawie pod względem fabuły, jednak rysunki są dosyć ciężkostrawne (zwłaszcza Wolverine). Smallville'owskie aluzje dotyczące wychowania Genesisa spowodowały lekki uśmiech, zaś przyszłość tej postaci wydaje się obiecująca. Do plusów należy też postawa Fantomexa, zwłaszcza w rozmowie z Loganem. Deadpool i jego typologia osób według kryterium zachowań łazienkowych - również dobre. Pozostałe wątki też dobrze komponują się z klimatem aftermath'u, lecz zaskakujące na tym tle wydaje się zakończenie numeru. Zobaczymy, co tym razem z tego wyjdzie. BTW: X-Force, szkoła, Avengersi, własne przygody - kiedy Logan znajduje na to czas? Przez rysunki będzie tylko 8/10.
Arachnid:
Ogólnie rzecz biorąc relacja między postaciami wypadły bardzo dobrze, rysunki niestety gorzej. Zabrakło mi w tym numerze jakiegoś większego wyjaśnienia odnośnie Warrena. Nie rozumiem jednego w zachowaniu Beasta. Kiedy Cyclops był zamieszany w sprawy X–Force to było źle. Ale kiedy Wolverine prowadzi tę grupę, która zajmuje się tym czym się zajmuje, to wszystko jest OK. Fajne wypał ten epilog. Takie uspokojenie po niesamowitej historii.

Wolverine vol. 4 #20
Krzycer: Wreszcie wrócili nieczujący bólu kanibale-rednecki! Ręce do góry, komu ich brakowało? Nie widzę.
Ale poza tym mamy początek wojny między Hand a Yakuzą, wywołanej przez nie wiadomo kogo, i to jest w miarę interesujące. Do tego dostaliśmy piękny kadr z Loganem, Melitą, Kingpinem i tłumem innych osób ściśniętych w samochodzie.
Oraz, identycznie jak pod koniec WatXM#3, po raz drugi w tym tygodniu, VC out of f-n nowhere! A więc raz jeszcze: jak? Kiedy? Dlaczego? Skąd?


Wolverine And The X-Men #3
Hotaru: Infantylna. Taka jest ta seria. Zamierzenie infantylna. Skierowana do młodych i bardzo młodych odbiorców. Powinienem móc jakoś przyjąć to na klatę i przejść do porządku dziennego, ale jakoś nie mogę. Nie potrafię brać tej serii na poważnie, za bardzo przypomina mi serie o Deadpoolu. Czy naprawdę taki ma być jeden z dwóch flagowych tytułów o mutantach?
Krzycer:
W skrócie: jest lepiej niż poprzednim razem, ale nie tak dobrze jak w pierwszym numerze. Najbardziej przeszkadza mi to, że Aaron przewidział w tej historii tylko miejsce dla części kadry i "swoich" uczniów (żeby daleko nie szukać, Hellion i Rockslide powinni się dobrze odnaleźć w tej awanturze).
Ale poza tym - numer skupia się na Quentinie i daje dobre pojęcie o tym, co Aaron chce z nim zrobić. Wydaje mi się, że spłaszcza jego postać w stosunku do tego, co było u Morrisona, ale z drugiej strony Quire spędził trochę czasu na "wyższym poziomie egzystencji", cokolwiek to znaczy, i mogło to jakoś na niego wpłynąć. Na razie nie wiem, co o nim sądzić.
Natomiast dodanie Krakoy do zespołu... jest tak absurdalne, że aż mi się spodobało. Wygląda na to, że w tej serii wszystko może się zdarzyć - zarówno na plus jak i na minus. Oby więcej było na plus.
Na koniec zostawiłem omówienie rysunków, bo to odrębny temat. Mam wrażenie, że Bachalo był ociupinkę mniej chaotyczny, niż w poprzednim numerze, za to zabrakło jakiś kadrów, które wbiłyby mi się w pamięć (tak jak lodowe golemy Icemana z poprzedniego numeru). Ale co się porobiło, że Bachalo potrzebował wsparcia dwóch innych rysowników, z czego jeden machnął chyba tylko dwie strony? I to brzydko, zwłaszcza ostatnią? Nie rozumiem. Po prostu nie rozumiem.

Na sam koniec: spojler. Sabretooth out of fu*kin' nowhere! Co? Jak? Kiedy? Myślałem, że to Loeb miał go przywrócić do życia w jakiejś niewydanej jeszcze historii.

X-23 vol. 3 #19
Hotaru: W poprzednim numerze zabrakło mi trochę emocji. Na szczęście Marjorie Liu poprawiła to tutaj. Interakcje między Laurą a Julianem były naprawdę... "gęste". Napięcie między tą dwójką było wyraźnie wyczuwalne i - co więcej - pożądane. Rysunki Sany Takedy nadały tym scenom liryczny klimat, dzięki czemu całość okazała się jedną z najlepszych emocjonalnych scen tego roku. Świetny pomysł, Marvel, żeby zamykać tą serię. Naprawdę.
Krzycer:
Jest lepiej - dużo lepiej. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby historia nie toczyła się w kosmosie, ale przynajmniej Hellion mógł się wykazać. Choć ten wątek ostatecznie potoczył się wbrew moim oczekiwaniom, ale - ot, życie. Bywa i tak.
Więc tak: kosmosowi w tym tytule mówię "nie", ale interakcje Laury z Hellionem i dziećmi oraz (jak zwykle) Gambitem były fajne. No i Jubilee załapie się na końcówkę serii. Jupi!
Na marginesie: okładka nawiązująca do "Imperium kontratakuje" - zawsze plus.

Arachnid:
Jestem zachwycony tą serią i jednocześnie jest mi bardzo smutno, gdyż nieuchronnie zbliżamy się do jej zakończenia. Co do samego numeru to jest to bardzo przyjemna lektura z przepięknymi ilustracjami. Czytając to odniosłem wrażenie, ze Laura przedstawiona tutaj i w ostatnim numerze Avengers Academy to dwie różne osoby. Oczywiście w swojej solowej serii wypada o niebo lepiej. Historia sama w sobie nie jest zła, choć mogło być nieco lepiej. Ale na szczęście dostajemy coś co nam wynagradza ten mały niedosyt. Mianowicie niezwykłe relacje pomiędzy bohaterami. No i oczywiście świetny występ dzieci państwa Richards. Bardzo rozbawiła mnie scena sprzątanie bałaganu przed przyjściem rodziców. Ogólnie rewelacyjny numer.

X-Factor #229
Hotaru: Tajemnica goni tajemnicę i to jest to, co Peter David potrafi wręcz mistrzowsko. Moja głowa roi się od domysłów, w którą stronę scenarzysta pociągnie fabułę, a jednocześnie nie łudzę się, że uda mi się zgadnąć. W poprzedniej historii rysunki Leonarda Kirka całkiem mi odpowiadały, ale to Emanuela Lupacchino odpowiada mi bardziej. X-Factor - jak zwykle - nie zawodzi.

avalonpulse227d%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Świetny numer. Jak zwykle. Do tego nie będącego w najlepszej formie Kirka zastąpiła jak zwykle znakomita Emanuela Lupacchino. A skoro już to sobie powiedzieliśmy - przejdźmy do szczegółów. Okładka jest rewelacyjna - i nie kłamie! Dalej - po tym numerze wiemy już, co właściwie dzieje się z Madroksem. Nadal nie wiemy jak ani dlaczego. Natomiast w przeciwieństwie do wielu innych historii o alternatywnych światach ta zrobiła na mnie wrażenie. Mieliśmy do czynienia z alternatywnymi wersjami znanych postaci, ale bardzo podobnymi - i znajdującymi się w podobnej sytuacji - do "właściwych". A poza tym przez całą lekturę towarzyszy mi przeczucie, że to wszystko jakoś się łączy. W końcu wizja morderstwa dokonanego na Layli i Madroksie wisi nad tytułem od 12 numeru serii (jeśli dobrze pamiętam). Wizja została przedstawiona przez Trypa, Tryp tu jest... wszystko składa się w całość. Coś mi mówi, że następna rzeczywistość, do której przeskoczył Madroks, będzie tą, w której X-Factor udało się cofnąć efekty M-Day, co doprowadziło świat na skraj zagłady.
A może inaczej - może rzeczywistości, które odwiedza Madrox, zawierają wskazówki co do tego, co wydarzy się, lub może się wydarzyć, w 616. Wtedy warto zapamiętać zwłaszcza fragment o tym, że Layla chciała zostać zamordowana.
A może się mylę i to wszystko prowadzi do czegoś zupełnie innego. Tak czy inaczej nie mogę się doczekać odpowiedzi. X-Factor nie był tak dobry od czasów sprzed "Messiah Complex" - może nawet od pierwszych dwunastu numerów cyklu.
Mam tylko nadzieję, że PAD tym razem lepiej sobie poradzi z żonglowaniem wątkami Madroksa i reszty zespołu, niż ostatnim razem, kiedy Jaime przeniósł się w przyszłość.

Kamyk: Peter David po raz kolejny sprawia, że kolejny numer X-Factor wciąga i powoduje chęć/potrzebę ponownego zajrzenia do poprzednich (czasem bardzo dawnych) komiksów z tej serii. Alternatywna rzeczywistość, do której trafia Madrox, ma swój klimat i ciekawe wersje znanych postaci. Nowe pytania powodują, że na kolejną odsłonę przygód Madroxa i drużyny czekam z niecierpliwością. A rysunki idealnie pasują do historii, co w sumie pozwala wystawić 9/10.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse227a.jpgWolverine & the X-Men #3
Autor: Chris Bachalo

Hotaru: "Pamiętacie, kiedy Wolverine był fajny? Ja też nie." Wytypowałem ten cover głównie za ten autoszyderczy napis. Fajna perspektywa na wyluzowanego Quentina też nie zaszkodziła. I odpryski Nightcrawlera.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.12.21


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.