Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #226 (19.12.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 19 grudnia 2011Numer 51/2011 (226)



Tak jak wspominałem tydzień temu, Avengers: X-Sanction pojawia się w dzisiejszym numerze. Jednak mimo wszystko nie jest to wydarzenie tygodnia. Jest nim mianowicie zakończenie "The Dark Angel Saga".



Avengers Academy #23
Hotaru: Wygląda na to, że Gage w ogóle nie "czuje" Laury. W jego interpretacji X-23 została sprowadzona do najbardziej podstawowych cech, które przestały być aktualne już w New X-Men Kyle'a i Yosta, że o wielopoziomowej interpretacji Marjorie Liu nie wspomnę. Szkoda. Za to "swoje" postaci scenarzysta prowadzi dobrze. O ile w poprzednim numerze fakt, że Reptil nie jest do końca sobą w ogóle mnie nie obszedł, tak teraz czuję się zaintrygowany. Porządne czytadło.
Krzycer:
Nie jestem pewien, co sądzić o tym numerze. Wprowadzenie Laury, rozmowa Strikera z jakjejtam z Power Pack, sugestie rzucane przez Reptila z przyszłości - to wszystko jest dobrze przeprowadzone. A z drugiej strony mam wrażenie, że to wszystko jest jakieś sztuczne, że postaci nie zachowują się naturalnie. Być może to kwestia wyjątkowo nierównych rysunków. Raney nieźle oddaje emocje, ale pozy, w których umieszcza bohaterów, są albo po prostu dziwne albo wręcz liefeldowsko nienaturalne.
Poza tym mam wrażenie, że Gage cofa trochę X-23 w rozwoju, ale może jestem przewrażliwiony, bo bardzo mi się podobało podejście Liu do tej postaci.


Avengers: X-Sanction #1
Hotaru: W "Second Coming" Cable rozpadł się na naszych oczach, najpierw przetrawiony przez technowirus, a potem dobity przez pole siłowe. Loeb postanowił to zignorować - w jego komiksie Nathan się nie rozleciał, a technowirus łaskawie się cofnął i dał mu jeszcze jakąś dobę n strojenie zaciętych min. Tak, fabuła jest biedna. Ale rysunki McGuinnessa, a tym bardziej kolory Hollowella, nie zawodzą. Już teraz mogę stwierdzić, że z tej miniserii nie wyjdzie nic ponad to, że Hope pojawi się na radarze Avengers.
Krzycer:
Co mi się podobało: tekst Spider-Mana o deszczu, tekst Rulka do Radioactive Mana, wyjaśnienie zmartwychwstania Cable'a (a raczej odroczenia śmierci) - pasuje do tego, co pokazano w "Second Coming", zgrzytu nie ma (o ile zaakceptujemy, że podróże w czasie to magia i działają, jak chcą).
Co mi się nie podobało: reszta. Banalne zawiązanie akcji (wrzucające Radioactive Mana do Lethal Legion bez żadnego ładu i składu), idiotyczne zachowanie Rogersa, samotnie ruszającego na poszukiwania Falcona (i nie uprzedzającego o tym nikogo). Do tego absurdalnie niewiarygodny cliffhanger. Wiadomo, że jedyny trup, jaki może paść w tej serii, to sam Cable.
Ogólnie: zaskoczenia nie ma, Loeb ssie, ludzie biją się bezładnie. A Cable jak zwykle ugrałby nieporównywalnie więcej, gdyby usiadł i pogadał z kim trzeba, ostrzegając o tym, co się stanie. Mógłby również pójść do lekarza. Ale nie, on będzie polował na Avengers, bo mają zagrozić Hope. Aj w
aj.

Battle Scars #2
Hotaru: Byłem równie ciekaw fabuły Yosta, co rysunków Eatona. Obie te rzeczy są dobre, ale nie tak dobre, jak w poprzednim numerze. W niektórych kadrach rysownik poszedł na kompromisy, a niektóre sceny wydają się wymuszone i po prostu wyjęte z czapy. Ale jako całość, komiks sprawia naprawdę dobre wrażenie, o wiele lepsze, niż równoległe The Fearless. Pod ognisko intrygi dorzucono kilka nowych szczap, więc pali się coraz jaśniej. Kim jest Marcus? Nie tylko ja nie mogę się doczekać na odpowiedź.
Krzycer:
Akcja, trochę zagadkowych sugestii, więcej akcji i wprowadzenie do następnego numeru. Trochę za dużo akcji a za mało konkretnych informacji, ale nadal podoba mi się klimat. Zagadką nie jest "kim jest Marcus Johnson" tylko "kim musi być Johnson, że taki harcerz jak Kapitan Ameryka nie chce mu tego powiedzieć". Czekam na odpowiedź - mam nadzieję, że w następnym numerze znajdą się jakieś wskazówki.

Black Panther: The Most Dangerous Man Alive #526
Krzycer: Dobry numer. Sporo akcji, ale kulminacją jest rozmowa Black Panthera z Kingpinem twarzą w twarz. Autor mógł sobie darować rozegranie tej sceny nad szachownicą, ale trudno. Bardzo podobały mi się rysunki - były wyraziste i dynamiczne. A kadr z relaksującymi się Lady Bullseye i Typhoid Mary wypadł przezabawnie.


avalonpulse226b%20%5B1600x1200%5D.JPGCarnage U.S.A. #1
Krzycer:
Jak wiadomo, przestraszyć odbiorcę można na dwa sposoby: pokazując coś strasznego lub sugerując coś strasznego. Niestety, Wellsowi to drugie nie wyszło. W miasteczku przejętym przez Carnage'a zabrakło czegoś odpowiednio sugestywnego, przestraszeni mieszkańcy to za mało.
Co za to wyszło? Interakcje między Avengers i ostatnie strony, które obiecują ciekawą jatkę w następnych numerach. Dotąd podobało mi się praktycznie wszystko, co Wells pisał w związku z Pająkiem (o New Mutants nie wspominając), więc spodziewam się, że i tym razem nie zawiedzie.

Szczepi:
Powraca dawno niewidziany naczelny świrus Marvela. I jak zwykle ma w zanadrzu pokręcony plan, który chce zrealizować. A jego składowe to pewne senne miasteczko gdzieś w USA, jego sterroryzowani mieszkańcy oraz chęć stworzenia i posiadania kraju na własność. Jestem ciekaw jak to wszystko zostanie przez Cletusa rozegrane. Do tego zapowiedź pojawienia się innych posiadaczy kosmicznych symbiontów zachęca po sięgnięcie następnego numeru. Bardzo podobał mi się Thing w wydaniu Craina i chciałbym zobaczyć, jak rysownik zilustruje Brocka, Thompsona, Nieves i Mulligana.
Również interakcje między Mścicielami też wyszły całkiem spoko. Zabawy z łukiem i komentarze Hawkeye’a na temat Bena wywołały uśmiech na mej twarzy.
Swoją drogą nie zgadzam się z opinią, że zabrakło czegoś sugestywnego, by przerazić mieszkańców miasteczka. Gdybym znalazł w swojej wannie dzieciaka oblepionego czerwonym, krwiożerczym symbiontem lub był świadkiem wcinania przez innego kosmitę surowego wołowego mięsa, wiałbym gdzie pieprz rośnie.

Venomus: Muszę przyznać, że pierwszy numer nie powalił mnie na kolana. Większość stron zajmuje Kletus siejący strach wśród mieszkańców jakiegoś zadupia albo Avengersów starających się być zabawnymi (plusy dla Hawkeye'a za zjechanie nudnego Thinga). Początkowe "starcie" drużyny z Carnage'm też nie porywa. Ale za to końcówka...SYMBIOGASM! (Eddie, Flash, Toxin, Hybrid i to nowe cuś? Brilliant!).
Cliffhanger i niezłe rysunki Craina sprawiają, że nie mogę się doczekać kolejnych numerów!


Ghost Rider vol. 6 #7
Krzycer: Kolejny komiks o którym nie wiem, co myśleć. Poprzednie numery tej serii, pomimo komicznych elementów, były mimo wszystko poważne. Ostatnie dwa były nawet śmiertelnie poważne. Teraz wpadamy w slapstik i klimaty "Deadpoola" Way'a. Miejscami było zabawnie, ale Williams chyba sam nie wie, co chce w tym komiksie osiągnąć. Nie będzie mi brakowało tego tytułu.
I skąd u diabła Hawkeye wziął talizman zdolny "wyłączyć" Ghost Ridera?


Journey Into Mystery #632
Hotaru: Po raz kolejny Kieron Gillen dostarcza produkt najwyższej jakości. Nawet tak prosty, ograny i tandetny pomysł, jak opowiastka świąteczna, w jego wydaniu jest świetnym czytadłem - przede wszystkim zabawnym, miejscami wzruszającym, ale przede wszystkim budującym postaci. Rysunki okazały się całkiem klimatyczne. I czy tylko mi Thori kojarzy się z Ahmedem, Martwym Terrorystą ("I'll kill you!")?
Krzycer:
Opowieść o tym, jak Loki szukał domu dla siedmiu diabelskich szczeniaków, jest rewelacyjna. Zabawna i z rozczulającym finałem. Nie do końca pasowały mi rysunki, ale fajnie wyszły drobne detale w rodzaju ozdób świątecznych w piekle Mefista. To zamknięta, niepozorna i niewiele znacząca historyjka, zupełnie różna od finału "The Dark Angel Saga" - ale nie mogę się zdecydować, który z tych komiksów spodobał mi się bardziej.

New Avengers vol. 2 #19
Hotaru: Deodato dostarczył nierównych rysunków, ale z ulgą stwierdzam, że najważniejszych scen tego numeru nie zawalił, wyszły mu dobrze. Podoba mi się też, że Bendis podjął próbę wytłumaczenia, po co Osborn zebrał te podróbki Avengers. Próbę toporną i nieudaną, ale świadczącą o tym, że scenarzysta nie zatracił kompletnie kontaktu z rzeczywistością i zdaje sobie sprawę z tego, kiedy jakiś pomysł jest głupi. Gratulacje?
Krzycer:
Skupmy się na pozytywach. Flirt Squirrel Girl z Daredevilem, przypadkowa wizyta Avengers na farmie, rozmowa Cage'a z Jessicą o groźbach Osborna i Tommy Lee Jones jako Osborn - te elementy wypadły dobrze.
Reszta... nie bardzo. "If I told you I wouldn't seem so mysterious" - nie wiem, kogo Bendis próbuje zrobić z Gorgona, ale nie podoba mi się to. Fajnie, że nowi Dark Avengers zgłaszają obiekcje do planu Osborna, ale czemu przystają na idiotyczne wyjaśnienia? Czemu media łykają słowa Osborna, który uciekł z więzienia? Jakim cudem Avengers przeżyli eksplozję z końcówki poprzedniego numeru? Czemu Daredevil nie dzieli się swoimi podejrzeniami na temat Hand skoro widzi, że przynajmniej Spider-Man nie jest jej pewny? Czemu ten komiks sprawia wrażenie, jakby został napisany na odwal się?
A z zarzutów absurdalnych: czemu okładka kłamie a Deodato nie rysuje już tak, jak kiedyś ("T
hunderbolts"-kiedyś)?

Ultimate Comics X-Men #4
Hotaru: To już czwarty numer tej serii, i czwarty numer, w którym poziom oprawy graficznej bije na głowę poziom scenariusza. Spencer za dużo buduje na fundamencie pozostawionym przez Loeba. Fundamencie z przegniłych, przegryzionych do połowy pali. Klimat za bardzo przypomina mi to, co działo się podczas "Ultimatum". A to bardzo, bardzo źle. Czytać jednak będę dalej. Żeby popatrzeć na rysunki Mediny, bo jest na co.
Krzycer:
Konfrontacja Johnny'ego z Kitty wyszła dobrze. Cień podejrzeń rzucony na Rogue - na razie mi się podoba, mam tylko nadzieję, że Spencer jej nie ogłupi zanadto. I tak, zdradę X-Men, bo odkryła Boga uznam za ogłupianie.
Wątki Strikera są w porządku - ani szczególnie udane, ani szczególnie głupie.
Szczególnie głupie jest za to wszystko, co ma związek z prezydentem i Quicksilverem.
Ogólnie: fajnie, że ruszono świat Ultimate. Niestety, Ultimate X-Men pozostają jego najsłabszą częścią.


Uncanny X-Force #18
Hotaru: Scena, w której Betsy i Warren przeżywają całe swoje życie, chwyta za serce. Jest to bezsprzecznie najlepsza scena tego numeru i tej historii. Dlatego omal nie wpadłem w furię, kiedy kilka stron dalej Remender stchórzył i zaprzepaścił wszystko, co wcześniej tą sceną zbudował. Obraziłem się na niego. Za to na Openę obrażony być nie mogę. Przeszedł samego siebie.
Krzycer: Dla mnie ten numer był trochę zbyt chaotyczny. Wiadomo, ogromne stawki, napięcie, walka - chaos jest tego częścią. Również zakończenie ma być nie do końca jasne. Ale jeśli przeczytałem cały numer i nie wiem, kto właściwie w tej historii poległ, a kto nie, to coś jest jednak nie halo (nie mam na myśli Warrena, tylko postaci z AoA, które służyły za mięso armatnie - ale w tym numerze o niektórych jest powiedziane, że żyją?).
Za to cała reszta - akcja, wprowadzenie nastoletniego En Sabah Clarka Kenta i rzucenie go do boju, wykończenie Archangela i piękna sekwencja pożegnania go przez Psylocke fałszywym życiem, które mogli przeżyć. Ta scena jest ukoronowaniem całej historii... i dlatego nie wiem, co sądzić o samej końcówce. Wydaje mi się niepotrzebna. To byłby piękny koniec Warrena - i jako Archangela, i jako Angela. Niepotrzebnie przeżył tę historię (jeśli naprawdę ją przeżył, bo w okolicy byli telepaci i Fantomex ze swoimi zmyłkami, więc nigdy nie można być pewnym tego, co się wydarzyło).
avalonpulse226c%20%5B1600x1200%5D.JPGDo tego Remender sieje fajne wątki na przyszłość - Genesis i ewentualne dziecko Pestilence. Mam nadzieję, że jego run potrwa na tyle długo, by zdążył pokazać, co się z tym będzie działo.
Kompletnie na marginesie - wzmianka o opiumowych hajach Apocalypse'a mnie rozłożyła.

Szczepi: Odkąd zobaczyłem pierwsze zajawki dotyczące zakończenia „The Dark Angel Saga” byłem święcie przekonany, że Warren dołączy do Thunderbirda, Nightcrawlera, Banshee i innych X-Menów, których nie ma już wśród nas. Jak się okazuje, żeby pokonać wroga nie trzeba koniecznie odbierać mu życia. Bardzo podobały mi się sceny z życia rodzinnego Psylocke i Angela, które nie dane im było wieść. Cóż w końcu to Rick Remender ;) . Walki były nieco chaotyczne, ale przynajmniej przedstawione dość sensownie. Z kolei rozbawiło mnie też kilka innych rzeczy – Deathlok przekonujący samego siebie, że miłość jest najważniejszą rzeczą we wszechświecie, nastoletni Genesis, Ma i Pa Kent oraz wujek Charlie w wirtualnym „Smallville” oraz wspomniane przez Krzycera jazdy opiumowe Apocalypse’a.
wolvie111:
Jestem pod ogromnym wrażeniem. Dostałem wszystko to co uwielbiam. Epickość, akcję, wzruszenie, zwroty akcji, genialne rysunki i mocną kobiecą postać- Betsy pisana przez Remendera i rysowana przez Opene jest wspaniała (wiem, że się powtarzam, ale w Avalonach 2011 musi być dla niej chociaż nominacja), wspaniała jak i cała ta seria i właśnie zakończona historia. Nie mogłem się doczekać końcówki "The Dark Angel Saga" i ten numer jest bardzo dobrym zakończeniem do tak dobrej historii. Wyjaśnił się wątek z Apocalypsem, który daje perspektywy na kolejne interesujące historie.
Samo rozwiązanie choć mogło być oczekiwane, przedstawione jest bardzo dobrze... historia Psylocke i Angela naprawdę świetna i wzruszająca. I ta kreska Openy... chyba dawno tak się nie ekscytowałem komiksem :D
.
Archie:
Historia Genesisa pięknie została wprowadzona od samego początku. Bardzo popieram tę przemianę. Liczę, że ten wątek będzie prowadzony dłużej i dostaniemy coś w stylu dziedzictwa Apocalypse'a vs. jego nowe oblicze. Mam nadzieję, że Genocide przeżyje i w przyszłości będziemy mieli jego starcie z Genesisem. Patrząc na finał "The Dark Angel Saga", liczyłem na taki pojedynek tajnej broni Fantomexa z Archangelem i niestety obstawiałem śmierć tego drugiego. No i stało się, ale Remender mnie zaskoczył finałem. Jestem wdzięczny, że nie ukatrupił mojej ulubionej postaci z X-Men. Teraz nasuwa się pytania: Czy Archangel na chwilę obecną całkowicie umarł? Czy Warren może się transformować? Mam nadzieję, że będzie miał tą możliwość. Po rysunkach widać, że skrzydła zmartwychwstałego Worthingtona wyglądają trochę metalicznie choć nie tak jak te Archangela. Ciekawi mnie jak ten wątek zostanie rozwiązany. No i dlaczego Archangel począł dziecko z Pestilence? Przecież zmiana Psylocke na swoje podobieństwo była idealną okazją na coś takiego. Po co zapładniać jakąś służącą skoro ma tu swoją idealną kandydatkę? Po powrocie do dawnej osobowości Psylocke mogłaby się dowiedzieć za jakiś czas, że jest w ciąży i ta niepewność czy to potomek Archangela czy Warrena. Nie podoba mi się to rozgraniczenie, bo wolałem wcześniejszą interpretację, że Archangel to wku%$#*^y Warren, ale trzeba przyznać Remender sobie radzi ze swoją wizją. Mam nadzieję, że będzie w tym tytule na tyle długo, że zdąży domknąć wszystkie wątki do końca. Patrząc na obecną numerację to pewnie zejdzie mu tak jeszcze ze 20 numerów. Niewątpliwą wadą finałowego zeszytu jest chaos, na który zwrócił uwagę Krzycer. Tak jak wcześniej można było to tolerować, bo toczyła się wielka bitwa, tak pod sam jej koniec wypadałoby wszystko uporządkować i jasno powiedzieć, kto z AoA przeżył, a kto nie. Pewnie dostaniemy to w następnym numerze, ale wolałbym mieć to podane teraz. Niewątpliwą wadą jest też brak skrzydeł u Warrena w utopijnej rzeczywistości. Ogólnie rzecz biorąc jest dobrze i z niecierpliwością czekam na kolejny numer. Szkoda, że Marvel zamiast promować takie historie, woli postawić na jakieś beznadziejne eventy, gdzie fabuła to tylko pretekst do wielkiej bitki X-Men z Avengers.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse226a.jpgCarnage, U.S.A. #1
Autor: Clayton Crain

Hotaru: Przyznaję, że do Amerykanów jako narodu mam dość krytyczny stosunek. Dlatego wytypowałem tą okładkę, chociaż zapewne moja jej interpretacja w ogóle nie pokrywa się z tym, co planował autor. Ale to chyba dobrze, kiedy coś zaczyna żyć własnym życiem, prawda?









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.12.14


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.