Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #223 (28.11.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 28 listopada 2011Numer 48/2011 (223)



Ostatni listopadowy Pulse w dużej mierze poświęcony jest dwóm wydarzeniom. Pierwszym z nich jest jubileuszowy, sześćsetny numer Fantastic Four, drugim raczkujący dopiero Wolverine and the X-Men. Co je łączy? To, że nasi recenzenci poświęcili im najwięcej uwagi. A jakie są różnice? Jeden z nich można nazwać hitem tygodnia, drugi już niestety nie. Zapraszam do lektury.



Annihilators: Earthfall #3
Hotaru: Czytało mi się całkiem przyjemnie. Konfrontacja Rogersa i Ronana dała do myślenia i świetnie zobrazowała różnice między idealizmem jednego, a twardym realizmem drugiego. O ile jednak fabuła trzyma poziom, o tyle rysunki Huata zanurkowały w dół. Dawno nie widziałem tak brzydkiej Ms. Marvel. Czyżby artysta musiał nadgonić jakiś termin, czy po prostu stracił do tego zajęcia serce? Historia towarzysząca z Rocketem i Grootem za to wygląda świetnie. Ale już tak nie bawi...
Krzycer:
Od Thanos Imperative w komiksach DnA czegoś mi brakowało, jakichś wyrazistych, mięsistych momentów. Rozmowa Capa z Ronanem to krok w dobrym kierunku. Annihilatorzy nadal mi zwisają i powiewają, wciąż czekam na powrót Star-Lorda i spółki, ale przynajmniej ten numer był na odpowiednim, kosmicznym poziomie. Za to rysunki... nie wiem, co się stało rysownikowi, ale jest wyraźna zniżka. Ogólnie: to było dobre! Niestety Szop i Groot dalej rozczarowują.
czarny_samael:
Normalnie, czytałoby się ten komiks z czystą przyjemnością. Quasar przekonujący Capa, że należy zabić małego Magusa, idiotyczne (i tak pokazane) uwagi i pretensje Avengers, miazga z Capa w jego dyskusji z Ronanem, utarcie nosa Avengers, itd. Jednak, kolejny globalny atak na Ziemię, kolejna ważna rola (taka sama zresztą) Ronana i kolejne użycie Sentrych w jednym tygodniu to za dużo. Co ważne, wszystko pokazane o wyraźny poziom niżej od tego co można było zaobserwować w Fantastic Four #600. Ten komiks wydawał się po prostu biedny.
Do tego po raz kolejny miałem wrażenie, że rysownik koniecznie chce, by wszystkie twarze w komiksie były wyraziste. Nie jest to jeszcze karykatura, ale mam wrażenie, że w ostatnim numerze tej miniserii twórca może przekroczyć granicę. 8/10.


Astonishing X-Men vol. 3 #44
Hotaru: Przy pierwszej lekturze, nie wiedziałem, co o tym komiksie sądzić. Klimat historii okazał się zupełnie inny od tego, którego się spodziewałem. A jednak przy drugim podejściu bawiłem się świetnie. Przyznaję, że Mike McKone poszedł w niektórych kadrach na kompromisy, ale jego Storm jest przepiękna, więc jestem skłonny mu to wybaczyć. Pak na stanowisku scenarzysty nie zawiódł, ale też nie przekonał. Wydaje mi się, że wiadomo, w którym kierunku zmierza historia i mam nadzieję na kilka nieprzewidzianych zwrotów. Ciekawe, czy je dostanę.
Krzycer:
Ojej. Do Storm nie można się przyczepić, bo okazała się alternatywna, ale czy wszyscy inni bohaterowie tego komiksu byli sterowani przez jakiegoś wrogiego telepatę? Bo nikt tu się nie zachowywał jak należy. Do tego kuriozalne odbijanie piorunów optycznymi blastami, niezbyt interesujący alternatywny świat i o! Nightcrawler z "X-Men: Evolution". Ogólnie: to było dziwne.

Daken: Dark Wolverine #17
Krzycer: No dobra, zły półbóg-aktor pogrywa sobie z Dakenem i całkiem fajnie się to czyta. Szkoda agentki Kieł, ale może jeszcze jej się poprawi. Runaways zdążyli się pojawić i na razie tyle.
Jednego jednak nie kupuję: po raz piętnasty mamy podkreślone, że Daken nie ma teraz healing factora. I mimo tego, że zostaje postrzelony, ma złamaną rękę i co chwila wysuwa szpony - nadal biega i skacze, choć powinien zdychać z upływu krwi a przynajmniej stracić przytomność? Ogólnie: historia zaczyna się przeciągać. Przyda się szybkie zakończenie. Poza tym jest nieźle.


Fantastic Four #600
Krzycer:
Powoli zaczynam się w tym chaosie łapać. Wciąż nie wiem, o co chodzi Inhumans, ale trudno, da się bez tego żyć. Zresztą w tym numerze na pierwszy plan wysuwa się powrót Johnny'ego. Niestety, jedyne zaskoczenie wiąże się tylko z tym, że nastąpił tak szybko. Poza tym dość sztampowe wrzucanie na arenę, ucieczka, walka o władzę (przepychanie się przy cosmic rodzie wyszło dość komicznie). Na plus zmartwychwstania z brzuchem pełnym robaków.
Na bardzo duży plus historyjka o tym, jak Franklin bawi się swoim światem i poznaje tajemniczego nauczyciela.
Ogólnie: to jest dobrze skonstruowany numer. Jednak mam z nim podobnym problem, co z finałem Secret Warriors. Po drodze przestało mi zależeć.
avalonpulse223b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Szczepi: Mam mieszane uczucia co do tego jubileuszowego numeru. Z jednej strony fajnie została przedstawiona historia Human Torcha tuż po zamknięciu się za nim portalu do Negative Zone. Niczym w filmie „Gladiator” Ridleya Scotta Johnny ulega przemianie z zabawki Annihilusa, która ma dostarczyć gawiedzi rozrywki po tego, który z pomocą swoich towarzyszy, odnosi zwycięstwo nad tyranem. Z drugiej strony zaś czuję się nieco oszukany, że Torch tak szybko wrócił z zaświatów. Jak to mawiał jeden ze scenarzystów komiksowych, fani, gdy tylko jakaś postać umiera, włączają stopery i odliczają czas do jej zmartwychwstania. Wierzę jednak w talent Hickmana, który zapewne ma jeszcze jakiś plan odnośnie całej obsady Fantastic Four i FF.
czarny_samael: Najpewniej komiks tygodnia. Tak powinno się pisać jubileuszowe komiksy. Podobało mi się prawie wszystko.
Naprawdę dobre wytłumaczenie losów Human Torcha. Napięcie i nastrój, które towarzyszyły tej historii były na poziomie najlepszych czasów Novy (i wewnętrzna zmiana Johny'ego bardzo mi przypominała właśnie Richarda, szczególnie ironia scenarzysty, który ustami Human Torcha pyta Spider'a co on ma na sobie). Kolejnym mocnym punktem były wszelkie tłumaczenia wydarzeń w Negative Zone, przede wszystkim pojawienie się królów Inhumans.
Co do Inhumans, to nareszcie mamy reakcję Medusy na nowe żony Bolta, który w końcu pokazał ludzką stronę od swojego powrotu, co może oznaczać, że to naprawdę on, a nie jakaś bestia z Cancerverse kontrolująca jego ciało.
Nie mam też już wątpliwości co do motywów Ronana i Crystal, bo bałem się, że ta ostatnia zgodziła się na eksterminację jej rasy już w poprzednim Fantastic Four. Walka między bohaterami na Ziemi z armią Kree na bardzo wysokim poziomie, głównie z uwagi na pokazanie siły Sentrych, które ostatnie występy miały na miernym poziomie.
Po raz kolejny chce się powiedzieć "nareszcie" czytając ten komiks, w tym przypadku zostały poruszone kwestie mocy Franklina, pochodzenie kultu Annihilusa na Ziemi, czy nawet strach Galactusa przed otwartym konfliktem z Asgardem, za co jestem tak wdzięczny, że daję temu komiksowi 9,5/10 za treść.
Rysunki świetnie komponowały się z treścią, były naprawdę przekonujące, jak choćby kąt odbicia pocisków od Sentrych, czy kolejne novy Torcha. 8,5/10. Za całość 9/10.

Mighty Thor #08
Undercik: O! Nie było tragicznie. Zerknąłem tylko ze względu na Tanarusa i spodziewałem się standardowego poziomu Ułamka. Jest jednak lepiej. Nie żeby było dobrze, jest po prostu tak sobie. Nie mniej zastępca Thora jak narazie to jedno wielkie MEH. O wiele lepiej wypada Loki, który i tak jest rewelacyjnie pisany u Gillena. Znając tendencje Fractiona, kolejne numery będą poziomem szły w dół, więc nie wiem czy sięgnie po kolejny zeszyt. Dla samego Lokiego wystarcza mi przecież Journey Into Mystery.
Krzycer: Mighty Tanarus! Fraction nie jest Loebem i od razy wykłada karty na stół, co należy mu chyba zaliczyć na plus. Przy okazji widać już, że Tanarus w przyszłości pewnie wywinie swoim pobratymcom to, co Skrull-Vell Skrullom.
Nie mam zastrzeżeń co do pomysłów. Dialogi, jak zwykle, fractionowskie, ale znośne. Za to Loki, który krzyczy do Tanarusa "I'll kill you! I'll kill you!"... no, powiedzmy, że nie jest to Loki, któremu kibicuję w Journey Into Mystery i tyle.
Ogólnie: zajrzałem z ciekawości, wiem już, o co biega z Tanarusem, mogę wrócić do nieczytania tej serii.

czarny_samael: Najprawdopodobniej dzięki rewelacjom z Fantastic Four #600, ale od razu mi się lepiej czytało Fractiona. Jakby bez świadomości, co on próbował zrobić z Galactusem. Kilka zabawnych momentów, jak występy Tanarusa, czy Surfera, świetne wyjście z iluzjami, które wiele tłumaczy i plany na utworzenie republiki Asgardii to duże plusy. Tak samo jak wrogość Lokiego wobec wszystkich i całokształt Ulika.
Boli mnie jednak, że jakoś zapomniano o Valhalii i wrzucono bez zdania racji Demogorge'a w to miejsce. Jednak, po tym tygodniu, widzę, że nie tylko Gillen naprawia błędy po Fractionie i że prędzej czy później ktoś też się tym zajmie, jeśli będzie taka konieczność. A sam Ułamek przecież też ledwo zdążył to poruszyć. 7,5/10 (z opcją na 5/10, jeśli sam Fraction w najbliższych 2-3 numerach nie wyjaśni akcji Demogorge'a).
Rysunki wydają się być sztuczne, na siłę mające wyrażać nie wiadomo co. Zdecydowanie mi przeszkadzały. 6,5/10. 7/10 za całość.


Ultimate Comics Hawkeye #4
Krzycer: Pierwsze w tym tygodniu: ...że co? Finał przegadany, co nie jest wadą samą w sobie, ale brakuje mi pokazania jakichkolwiek konsekwencji. Co on znaczy dla mutantów pod wodzą "Karen Grant"? Jak to się ma do wydarzeń z Ultimates pewnie zobaczymy na łamach Ultimates, ale... no właśnie. UC Hawkeye nie jest samodzielną historią, jest wypełnieniem, na które Hickman pewnie nie miał miejsca w głównej serii, ale którego rezultaty zobaczymy dopiero tam. I to mnie rozczarowało.
Za to duży plus za Hulka, który wyskoczył po kubek kakao.
Ogólnie: do Xorna nie powinno się wracać. Ultimate Xorn przyniósł ze sobą wszystko to, co znamy z 616. Chaos, zamieszanie i przeczucie, że udzielanie odpowiedzi na pytania, które pozostawiła lektura, tylko pogorszy sprawę.

Vengeance #5
Krzycer: Drugie w tym tygodniu: ...że co? Przynajmniej wątek obozu koncentracyjnego, dotąd pokazywany w retrospekcjach, wreszcie pojawił się w teraźniejszości. Ale jeśli cała historia ma służyć stawianiu pytań o znaczenie dobra i zła we współczesnym świecie... to co w niej robi alternatywny wymiar pełen duchów deptanych przez giganta? Masters of Evil zniknęli zupełnie (poza Black Knight) i dobrze, bo tylko potęgowaliby chaos. Którego i tak jest tu dużo. Trzymając się najprostszych wątków: fajnie było zobaczyć Hellstorma i She-Hulk w akcji, a jej krótka interakcja z Miss America wywołała uśmiech na mojej twarzy.
I to niemal wszystko, co w tym komiksie miało sens.
Ogólnie: po pięciu numerach nadal nie wiem, czy mam do czynienia z dziełem geniusza, czy koszmarem sennym pijanego cukiernika. Liczę, że ostatni numer to wyjaśni, ale tracę nadzieję.


avalonpulse223c%20%5B1600x1200%5D.JPGWolverine And The X-Men #2
Hotaru: Jason Aaron powinien pisać jakąś serię komediową... bo tylko w zabawnych scenach trafia w dziesiątkę. Wszystkie pozostałe zgrzytają. Może to z powodu koszmarnie nieczytelnych rysunków Bachalo, a może koszmarnie nieskładnego skryptu - nie wiem. O ile jednak przy pierwszych numerach można było mieć wątpliwości, który tytuł o mutantach będzie lepszy - Uncanny czy ten - tak teraz pewniak jest jeden. Kieron Gillen na prezydenta!
Krzycer: Trzecie w tym tygodniu: ...że co? Mniej ze względu na chaotyczną zawartość (chaos przejawia się głównie w rozczarowujących rysunkach Bachalo), bardziej ze względu na duży spadek poziomu w porównaniu z poprzednim numerem. Mimo to nie oceniam go aż tak źle, jak przedmówcy. Akcja - kiedy da się ją odcyfrować z rysunków - jest dość fajna, Iceman pokazuje, co potrafi, jest parę dobrych dialogów. I jest, niestety, Hellfire Kindergarden.
Głównym problemem - na który co jakiś czas zwracam uwagę przy Spider-Manie Slotta - jest to, że autor zdaje się nie dostrzegać różnicy pomiędzy "zabawne" a "niepoważne". Oczywiście to, że komiks jest niepoważny nie musi być wadą - Aaron pisze piękną pulpę, ot choćby historię, która teraz rozgrywa się na łamach solowej serii Wolverine'a. Ale tutaj... Kade Kilgore, zdaje się, ma być poważnym przeciwnikiem. Przemowa o poparzonych twarzach dzieci, uświadamiających Loganowi jego porażkę, na pewno to sugeruje. Z drugiej strony... armia Frankensteinów, Sauron, Wendigo i Krakoa z próbówki. Przypomina mi się polonistka z podstawówki ucząca o zasadzie decorum. Aaron jej nie przestrzega. I znowu, to nie musi być wada, to może dawać fenomenalne rezultaty. Tutaj nie daje. A gdyby formować konkretne zarzuty wobec tego numeru, to mam takie:
Fajnie, że Iceman pokazuje, co potrafi, ale skąd sugestie, że to takie zaskakujące, i że Iceman jest postrzegany jako żałosny X-Man? To tak, jakby Aaron ostatni kontakt z tym bohaterem miał wtedy, kiedy Bobby jeszcze rzucał śnieżkami.
"Chronić dzieciaki, muszą być przerażone" - Logan może to sobie powtarzać, ile wlezie, ale mam nadzieję, że scenarzysta pamięta, że te dzieciaki walczyły z Purifiers, Marauders i Belasco. A skoro już o tym mowa, to gdzie one w ogóle są? Bo oprócz Idie, Broo i jednego kadru z Rockslide'em i Anole - nie ma ich, wyparowali (no, może pojawiają się w tle, ale Bachalo się nie postarał i nie potrafię ich nawet rozróżnić). Nieładnie.
Kade Kilgore i spółka są nudni. Jedyne, co mnie w nich ciekawi, to to, co Logan im zrobi, bo nie wyobrażam sobie, by Marvel opublikował komiks, w którym Wolverine sniktuje dzieci. Nawet złe dzieci.
Ogólnie: niepokojący numer. Mam nadzieję, że nie wyznacza trendu na przyszłość.
Przy okazji - to zabawny zbieg okoliczności, że Iceman pokazuje, co potrafi, w identyczny sposób, w jaki dwa miesiące temu opisał to Remender na przykładzie AoA Icemana.

Szczepi: Jakiś czas temu w moim mieście zorganizowany został pokaz pod wiele mówiącym tytułem Najgorsze Filmy Świata. Podczas tej imprezy wyświetlane były amerykańskie filmy z lat 50., 60. i 70. ubiegłego wieku, które były koszmarne pod względem fabularnym, aktorskim, wykonania, itd. Dlaczego o tym piszę? Bo drugi numer przygód Wolverine’a i jego uczniów właśnie taki jest – pod względem graficznym Bachalo ssie, pod względem fabularnym i „aktorskim” - nastoletni Hellfire Club, którzy mieli być w założeniach Aarona zabawni, nie są śmieszni, a raczej strasznie groteskowi, zwłaszcza ta dziewczynka, która chce zrobić krzywdę zwierzątkom w swoim zoo. Kiepski jest też plan dzieciaków związany z maltretowaniem Logana i jego podopiecznych. Fajny motyw był jedynie ten związany z mocą Icemana. Wiadomo już skąd jego wersja z Age of Apocalypse nauczyła się tej sztuczki.
avalonpulse223d%20%5B1600x1200%5D.JPGczarny_samael: Mówiłem, że to będzie Krakoa. Beznadzieja. Wolverine jako lider szkoły jest żałosny. W ogóle nie ma żadnej taktyki poza "Ochraniajcie dzieci! Ochraniajcie dzieci i uciekajcie!"
Nic tylko "Run bit*h, run!" ze "Strasznego Filmu 2" mi się przypomina. Tamten film miał tyle samo sensu. Swoją droga, jak tak dalej by poszło, to ciągle uciekając po świecie najdalej w 6-ym numerze znów byliby na Utopii.
Cyke rozwiązałby ich problemy, Wolvie by go ochrzanił, że dzieci były w niebezpieczeństwie, Beast że zabił ich wrogów, a Storm, że Scott znów tworzy drużynę zabijaków.
Inne kwiatki, jak Kitty bez żadnego oburzenia przyjmująca pocałunek Bobby'ego (jakby Colosa nigdy w jej życiu nie było), armia Frankesteinów z miotaczami ognia, Krakoa wyłażąca z podziemi, czy inspektorzy zmieniający się w Saurona i Wendigo mówią same za siebie.
Jedyne co mi się podobało to, to że w końcu ktoś pamiętał o potędze Icemana. Za to komiks zdobywa dodatkowe 2 punkty i ma ich w sumie za treść... 2.
Rysunki był tragiczne, nieczytelne, karykaturalne, po prostu straszne. 0/10 za tę część, co średnio daje nam: 1/10.
P.S.Zapowiedzi o następnych komiksach z końca komiksu,"MORE FROM TEAM WOLVERINE", mamy Wolverine'a, Legacy i X-Force. Co może oznaczać koniec X-Factor skoro nie są już nawet wymieniani wśród grup "wolverinowych".
Po skasowaniu Dakena i X-23, mamy totalne zredukowanie komiksów około loganowych, co może oznaczać połączenie tych dwóch grup komiksowych. Jednak do tego ktoś musiałby odpaść, by były po 4 serie... BTW, ktoś zauważył, że większość scenarzystów opowiada się po jego stronie?
Meister: Po pierwszym numerze byłem pozytywnie nastawiony do tej serii i naprawdę nie mogłem się doczekać kolejnego. Wiedziałem, że będzie rozpierducha, ale miałem nadzieję tylko na najwyżej pół numeru i koniec. A tutaj mamy siekanie pojawiających się znikąd bezsensowych przeciwników i odpychające rysunki Bachalo, przez którego całkowicie już nie wiadomo o co chodzi. Czy naprawdę już w drugim numerze musiało dojść do takiej rozwałki? Nie mogli przez dobrych kilka numerów pociągnąć coś na kształt New X-Men: Academy X? Pokazać życie na uczelni, relację pomiędzy uczniami, oraz nauczycielami. Słowem, po prostu rozwinąć ten tytuł. Najwyraźniej Marvel uważa, że skoro główną postacią w tytule jest Wolverine, to numer bez mordobicia, to numer stracony.
Daję 4/10, bo ciągle wierzę w tą serię i dalej czekam na kolejne numery. Niech tylko zmienią rysownika. W końcu paru ludzi ma teraz nieco mniej do roboty, przez te anulowane serie.
venom: Po przeczytaniu tego komiksu nasuwa mi się jeden wyraz – chaos. Wszystko jest tak w nim chaotyczne – poczynając od wyskakujących wrogów z każdego kąta prawie (w kolejnym numerze okaże się, że pewnie zza rogu wyskoczy wyhodowany przez dzieciaki Mr. Sinister a potem z nieba nagle spadną Marauders... – nic mnie już nie zdziwi po tym numerze) aż po rysunki. Dzieci jako wrogowie się nie sprawdzają, są po prostu nudni. Poza tym, jak już ktoś napisał – pewnie nikt ich nie uśmierci w dodatku a przydałoby się... Mam jednak nadzieję, że już wkrótce pójdą w zapomnienie. Jak również mam nadzieję, że szybko zapomnę o tym numerze... Jedyny plus to Iceman, innych plusów nie zauważyłem No, ale może zbyt mocno rozpraszały mnie koszmarne rysunki, sam już nie wiem...
colossus28: W końcu po tylu niepochlepnych opiniach postanowiłem zasiąść i przeczytać ten komiks. I, rzecz jasna z większością zarzutów nie sposób się nie zgodzić, jednak ocena całego numeru w moim przekonaniu nie jest taka zła. Najpierw bezsprzeczne minusy: Bachalo, Bachalo i jeszcze raz Bachalo, nigdy nie byłem fanem jego kreski, ale tutaj przeszedł samego siebie. Niestaranne, byle jak nabazgrane bohomazy trudne do odczytania.
Drugie zastrzeżenie to Hellfire Club i jeśli poprzednicy zarzucali im nudę to z tym się nie zgodzę ale w sposób w jaki przygotowali atak na szkołe...toż to geniusze przez wielkie G, wybitni taktycy i dalekosiężni stratedzy. Biorąc pod uwagę ich wiek staje się to niepoważne i niestety śmieszne.
Mimo tych kilku obiekcji komiks nie jest taki tragiczny, jest kilka ciekawych momentów i w miarę się to czytało. Lepszy niż "jedynka", jednak kolejny numer musi podnieść poprzeczkę jeśli mam pozostać przy tym tytule.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse223a.jpgAstonishing X-Men vol. 3 #44
Autor: Mike McKone

Hotaru: Namiętna, intrygująca i - mając na uwadze związki, w których są obie postaci - totalnie niegrzeczna. Ta okładka sprawiła coś, o czym Greg Pak mógł tylko marzyć: rozpaliła umysły fanów i skłoniła ich do zainteresowania się - nie oszukujmy się - podupadającym tytułem. Pak dostał szansę i teraz musi ją wykorzystać.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.11.23


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4k Redaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.