Avalon » Publicystyka » Artykuł

Dlaczego "X-Men: Pierwsza Klasa" nie podbił kin?

W swojej kilkudziesięcioletniej karierze, Dzieci Atomu zostały wielokrotnie przeniesione na duży i mały ekran. Kolejną "cegiełką" jest film Matthew Vaughna - "X-Men: Pierwsza klasa" ("X-Men: First Class"). Założenie twórców było banalnie proste: przenieśmy akcję w czasie, do początku przyjaźni Charlesa Xaviera i Erika Lehnsherra. Mogłoby się wydawać, że to genialny pomysł, który wprowadzi odpowiednią dawkę świeżości do uniwersum mutantów, jednak coś poszło nie tak, jak trzeba. Kosztująca około 160 milionów dolarów produkcja zarobiła - na całym świecie - raptem 360 milionów.
W swojej kilkudziesięcioletniej karierze, Dzieci Atomu zostały wielokrotnie przeniesione na duży i mały ekran. Kolejną "cegiełką" jest film Matthew Vaughna - "X-Men: Pierwsza klasa" ("X-Men: First Class"). Założenie twórców było banalnie proste: przenieśmy akcję w czasie, do początku przyjaźni Charlesa Xaviera i Erika Lehnsherra. Mogłoby się wydawać, że to genialny pomysł, który wprowadzi odpowiednią dawkę świeżości do uniwersum mutantów, jednak coś poszło nie tak, jak trzeba. Kosztująca około 160 milionów dolarów produkcja zarobiła - na całym świecie - raptem 360 milionów.

Można powiedzieć, że to całkiem niezłe osiągnięcie... Racja, choć w porównaniu z Iron Manem (2008) Jona Favreau (585 milionów dolarów przychodu przy podobnym budżecie), to kiepski wynik. Poniższy tekst ma za zadanie przedstawić czynniki, które mogły wpłynąć na taki, a nie inny efekt końcowy. Jest to oczywiście zestaw w pełni subiektywny, więc każdy ma prawo się z nim nie zgadzać, czy też uznać za stek bzdur. Nie jest to również recenzja filmu, tylko próba wejścia w umysły współczesnych kinomanów, którzy woleli spożytkować swoje pieniądze w inny sposób.

02.jpg
© 2011 - 20th Century Fox

1. SIŁA PRZYZWYCZAJENIA

Cztery filmy w ciągu dziewięciu lat - widzowie niewątpliwie zdążyli się już przyzwyczaić do aktorów i aktorek, wcielających się w ich ulubione postacie. A w "Pierwszej klasie" cała obsada została wymieniona! Pomijam tu dwa króciutkie epizody, których jednak nie będę zdradzał. Wielbiciele komiksów i filmów zarazem nie mieliby z tym problemów, ponieważ w "historiach obrazkowych" wygląd postaci (twarze) poddawany jest zmianom niezwykle często – w zależności od aktualnie zatrudnionego rysownika. Gdyby to tylko "komikso-kinomani" udali się na seans, wpływy z kin byłyby jeszcze mniejsze.

Postawmy się teraz w roli fanów wyłącznie filmów. Nagle dowiadują się, że powstaje nowa odsłona przygód mutantów. Potem pojawia się informacja, że nikt ze starej gwardii w niej nie wystąpi. Automatycznie włącza się wówczas postawa pełna rezerwy do tego pomysłu, zaś komentarze w stylu: "Bez Wolverine'a to nie to samo" czy "Facet od romansidła ma zagrać Xaviera?!" są na porządku dziennym. Podobna reakcja pojawia się, gdy dany aktor zostaje zastąpiony - w kontynuacji jakiegoś filmu - przez kogoś innego. Tak jak miało to miejsce w przypadków filmów o Tonym Starku, gdzie w rolę Jamesa Rhodesa najpierw wcielił się Terrence Howard, a potem Don Cheadle.


2. ZMĘCZENIE MATERIAŁU

Pięć (lub więcej) odsłon cechuje tak zwane filmowe tasiemce, w których makabra odgrywa główną rolę. Takie serie jak "Piła" ("Saw"), "Koszmar z ulicy Wiązów" ("A Nightmare on Elm Street"), czy "Halloween", to jednak nie jedyne przypadki. "Gwiezdne Wojny" ("Star Wars") czy "Dawno temu w Chinach" ("Once upon a time in China") również wielokrotnie gościły na ekranach. Przy piątym podejściu, opowiedzenie nietuzinkowej i oryginalnej historii jest niezwykle trudne.

Współcześnie jesteśmy bombardowani dziesiątkami informacji, mamy coraz więcej obowiązków i ciągle gdzieś się śpieszymy. Tym samym, musimy dokonywać coraz większej selekcji materiałów. Wiele osób, znających poprzednie filmy, zapewne nie miało ochoty kolejny raz oglądać tych samych bohaterów, tylko w innym opakowaniu. W kinowym repertuarze zawsze znajdzie się jakaś nowa produkcja. Poza tym relacja między Erikiem a Charlesem została już nakreślona w trylogii X-Men. Ta sama "przypadłość" zaważyła o losie "X-Men Geneza: Wolverine" ("X-Men Origins: Wolverine") (2009). Pochodzenie zadziornego Kanadyjczyka ukazano już wcześniej w wystarczającym stopniu. Czemu nie zastosować posunięcia z filmu "Incredible Hulk" ("The Incredible Hulk") (2008) Louisa Leterriera, gdzie w czołówce filmu przypomniano historię Bruce Bannera? Najlepszym rozwiązaniem byłoby nakręcenie czwartej części i wplecenie w fabułę retrospekcji z młodości Xaviera i Lehnsherra. A tak widzowie oglądają (o ile zdecydują się na seans) ponad dwugodzinną powtórkę z rozrywki.


3. ZMIANA ZMIANĘ POGANIA

"Pierwsza klasa" przebyła bardzo długa drogę od szkiców koncepcyjnych do produktu końcowego. Na początku za kamerą miał stanąć Bryan Singer – autor dwóch pierwszych filmów. Zaangażował się jednak w inny projekt, by z czasem przyjąć posadę producenta kolejnego filmu o mutantach. Wiele osób uzna to za minus, ale z drugiej strony jego przygoda z Człowiekiem ze Stali - "Superman: Powrót" ("Superman Returns") (2006) - nie wypadła najlepiej. Tym samym nie ma pewności, że zdołałby powtórzyć sukces swoich poprzednich dzieł.

Matthew Vaughn mógł więc czuć się cały czas obserwowany i pragnął pogodzić swoją wizję z tą Singera. A jak powszechnie wiadomo (a przynajmniej powinno być) "gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść". Poza tym, jak przyznali sami twórcy, scenariusz był wielokrotnie poprawiany, by zmieścić się w budżecie. Odczytać to można tylko w jeden sposób – wyrzucano kolejne elementy, aby zaoszczędzić pieniądze. Kino nie jest jednak medium, które "lubi" takie praktyki. Oglądając film można to dostrzec od razu. Nie ze względu na jakieś "braki" fabularne - gdyż tych trudno się doszukać, ale raczej mniejszy (niż w innych odsłonach) rozmach. Dodatkowo Vaughn - momentami - pomija całkowicie informacje zaprezentowane w innych odsłonach sagi. Dla przykładu, Hank McCoy w "Pierwszej klasie" dopiero staje się Bestią, a w "X-Men 2" (2003) pojawiał się w jednym z wywiadów w ludzkiej wersji.

Innym przykładem jest postać Emmy Frost, która tutaj jest dorosłą kobietą, a w "Genezie" była nastoletnią dziewczyną. Niby szczegóły, ale wierni fani wyłapują takie nieścisłości w mig.

03.jpg
© 2011 - 20th Century Fox

4. A PO CO NAM WIDOWISKOWOŚĆ?

Mutanci automatycznie nasuwają jedno skojarzenie – widowiskowe bitwy. W tym filmie zostały jednak dopasowane do okrojonego budżetu, pomijając finał, który i tak wypada marnie w porównaniu z innymi produkcjami z uniwersum X-Men. W dziele Vaughna brakuje scen zapadających w pamięć, może poza końcowym trikiem z monetą. Nie należy również mylić widowiskowości z jakością efektów komputerowych - te bowiem wykonano znakomicie.

Oczywiście rację mają osoby uważające, że dobry film nie musi wbijać pod tym względem w fotel, ale <dobry film na podstawie komiksu> już tego wymaga.

Wytłumaczenie - pomijając kwestie finansowe - jest bardzo proste: tworząc wielkie widowisko, które ma opanować umysł widza, można zapędzić się w kozi róg. W kontynuacji trzeba będzie przecież podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej. A współcześnie, historie o superbohaterach raczej nie powstają tylko w jednej części. Podobna sytuacja miała miejsce po premierze czwartej części "Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach" ("Pirates of the Caribbean: On Stranger Tides") (2011), gdy wielu fanów było rozczarowanych. Trylogia Gore'a Verbinskiego przyzwyczaiła ich bowiem do wizualnej uczty. Film Roba Marshalla nie był zły, ale pod względem widowiskowości zawiódł na całej linii.


5. LATA 60.? PRZECIEŻ TO PREHISTORIA

Ukazanie młodych bohaterów uniwersum wiązało się z umieszczeniem akcji w przeszłości, a dokładniej w latach 60-tych XX wieku. Wplecenie historii w kryzys kubański było niezwykle zręcznym posunięciem. Jednak czasy Zimnej Wojny i hipisów nie każdemu mogą przypaść do gustu, a już szczególnie urodzonym po latach 80-tych kinomanom - nie oszukujmy się, przede wszystkim młodzież chodzi do kina na takie filmy. Twórcy chcieli połączyć nowoczesność ze stylistyką tamtych lat.

Dodatkowo Matthew Vaughn jest entuzjastą pierwszych filmów o przygodach agenta 007, Jamesa Bonda. Każdy kto zna np. "Doktora No" ("Dr. No") (1962) z Seanem Connerym, od razu rozpozna podobieństwa. I tu leży pies pogrzebany, bo nawet agent Jej Królewskiej Mości został poddany wielu przemianom, by dopasować się do upodobań mas. Twórcy nowych filmów o Bondzie robią więc coś zupełnie odwrotnego, niż Vaughn ze swoją ekipą. Dla wielu widzów ówczesne stroje, meble itd. mogą wywołać uśmiech na twarzy, co jest w stanie skutecznie "zaburzyć" odbiór.

04.jpg
© 2011 - 20th Century Fox

6. KIM JEST MICHAEL FASSBENDER?

Podobno dobrze dobrana obsada to połowa sukcesu. Do "X-Men: Pierwsza klasa" nie wybrano złych aktorów, ale i żadnej gwiazdy. Przyjrzyjmy się głównym postaciom.

KEVIN BACON (Sebastian Shaw) – to najmocniejsze nazwisko filmu, a właściwie najbardziej znane (dla entuzjastów kina). Aktor ten wielokrotnie udowodnił, że jest świetny w tym co robi, posiada dobry warsztat i nie boi się różnorodnych ról - od fryzjera w "Salonie piękności" ("Beauty Shop") do miłego inaczej porywacza w "Dzikiej rzece" ("The River Wild"). W ostatnich latach jego gwiazda jednak przygasła. Możliwe, że występ w "Pierwszej klasie" zwiastuje spektakularny powrót do Fabryki Snów, czas pokaże. Film niewątpliwie przedstawi go również nowej grupie widzów, którzy nie mają pojęcia kim jest.

MICHAEL FASSBENDER (Magneto) – w tym przypadku występuje odwrotna sytuacja jak u Kevina Bacona. Fassbender dopiero zaczyna świecić na gwiazdorskim nieboskłonie. Mała rólka u Quentina Tarantino w "Bękartach wojny" ("Inglorious Basterds") (2009), występ w "Centurionie" (2010) czy "Głodzie" ("Hunger") (2008) Steve'a Mqueena (by wymienić tylko kilka), to nie role, które przyciągają widzów do kin. Jego pozycja w Hollywood systematycznie się umacnia i zapewne po premierze "Prometeusza" ("Prometheus") (2012) Ridleya Scotta liczba zer w otrzymywanych przez niego czekach szybko się zwiększy, a tym samym będzie bardziej opłacalny.

JAMES MCAVOY (Charles Xavier) – to chyba najbardziej kontrowersyjny wybór z całej obsady. Po pierwsze, za namową reżysera, aktor zupełnie odciął się od kreacji Patricka Stewarta. Tym samym, powstała zupełnie inna postać i to nie tylko pod względem wyglądu. Xavier w "Pierwszej klasie" jest więc wyluzowanym podrywaczem - również geniuszem - przesadnie troszczącym się o swoje włosy. Właśnie - włosy. Charles Xavier był łysy, koniec, kropka. Gęsta czupryna, która przyozdabia głowę McAvoya na plakatach, u niektórych fanów budzi swoisty niesmak. Obok wózka, to jego element charakterystyczny, tak jak niebieska, a nie np. różowa Mystique. Niby mała zmiana, ale to już nie to samo. Problem w tym, że rolę Patricka Stewarta mógłby zagrać tylko Patrick Stewart. Dzięki filmowi "Tron: Dziedzictwo" ("Tron: Legacy") (2010) wiemy, iż można odmłodzić aktora w wiarygodny sposób, a technika przecież nieustannie ewoluuje... Niestety taki zabieg byłby kosztowny, a budżet już i tak był mocno ograniczony.

Co do reszty obsady - wypełniają ją niemal same mało znane twarze. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby choć jedna z nich była charyzmatyczna i elektryzująca. Nikt z młodych aktorów nie zapisuje się na stałe w pamięci widza. Tak samo jak trójka głównych nazwisk - nie są niestety w stanie przyciągnąć ludzi do kin. A największe gwiazdy-magnesy takie jak np. Tom Cruise, Will Smith czy Johnny Depp nie pasują do tego uniwersum, nawet w pełnej charakteryzacji. Nie wspominając już o astronomicznych gażach, które kwalifikują ich jako "zbyt drogich".

Wszystkie powyższe elementy bledną jednak w obliczu decyzji, która (na szczęście) nie zapadła. Mianowicie, w pierwotnej wersji film miał być utrzymany w konwencji... sagi "Zmierzch". Byłby to przysłowiowy strzał, ale nie w stopę, a w głowę każdego fana mutantów. Wątpliwości nie ulega również fakt, że powstanie kontynuacja. W końcu film się zwrócił i zarobił ponad drugie tyle.

Ciąg dalszy przygód Dzieci Atomu może osiągnąć znacznie lepszy wynik finansowy. Wieść gminna niesie, że fabuła ma zostać powiązana z zamachem na prezydenta Kennedy'ego. Wydaje mi się, że jest to temat, który (współcześnie) lepiej funkcjonuje w ludzkich umysłach, niż kryzys kubański. Mimo, iż pamiętliwi kinomani wiedzą, że JFK zabił Komediant, co widzieliśmy w filmie "Watchmen" (2009), to kino nie zna przecież żadnych granic. Do czasu rozpoczęcia prac nad kontynuacją, obsada zapewne zdoła już umocnić swoją pozycję w Fabryce Snów, choć zapewne schwarzcharakter powinien przypaść w udziale jakiejś gwieździe. Poza tym, najważniejsze postacie i relacje między nimi zostały już przedstawione, co pozwoli twórcom rozwinąć skrzydła. Oby, jak w przypadku "X-Men 2" (2003), była to naprawdę dobra produkcja.

Wszystkie informacje o budżetach i przychodach filmów pochodzą z serwisu imdb.com.

Autor: Loganek

01.jpg

Korekta: Morganka
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.