Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #222 (21.11.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 21 listopada 2011Numer 47/2011 (222)



Dzisiejszy Pulse ma taki swój mały, skromny jubileusz. Otóż w dniu dzisiejszym wychodzi jej dwieście dwudzieste drugie wydanie. Jakby nie patrzeć jest to spore osiągnięcie, ale to wyłącznie wasza zasługa. A co w najnowszym numerze? X-Factor PADa dalej w wysokiej formie, Avengers pod ostrzałem krytyki oraz Generation Hope wywołujące mieszane uczucia. Zapraszam do lektury.



Amazing Spider-Man #674
Szczepi:
Czytając ten komiks przypomniały mi się dawne czasy, gdy w moje łapki wpadł wydany przez TM-Semic starusieńki The Amazing Spider-Man 5/90 bodajże, w którym po raz pierwszy pojawili się Vulturions, czyli czwórka drobnych przestępców (Honcho, Gripes, Pidgeon i Sugar Face), którzy wykorzystywali sprzęt Sępa do swoich niecnych celów. Oczywiście staruszkowi nie za bardzo się to podobało i srogo ich ukarał. Wracając do komiksu, fajnym pomysłem jest nadanie nowym Sępowcom imion aniołów, jak i broń, jakiej używają. Do tego rysunki Giuseppe Camuncoli bardziej pasują do tej mrocznej historii niż komiczna kreska Ramosa. Odkąd na stołek scenarzysty zasiadł Dan Slott, bardzo przyjemnie mi się czyta przygody Pająka. Oby tak dalej.
EndrjuSzopen: Tak, można śmiało powiedzieć 'wiwat', bo "Spider Island" zakończone i wracamy do życia codziennego. Jaki jest świat Pająka po tym wydarzeniu? Jak dla mnie zdecydowanie lepszy niż podczas jego samego, lepiej się to czyta, sam zeszyt nie odpycha, ani nie ma poczucia - jak to było przy SI często - że chce się już dojść do końca, żeby mieć tu za sobą. Rysunki też mi się podobają i dla mnie bardziej pasują do Pająka niż te Ramosa (chociaż on ma bardzo charakterystyczny sposób, jednak wtedy wszystko wygląda mało poważnie...). Ten numer zalicza u mnie plusa, ale zastanawia mnie jedna rzecz - dlaczego spróbowano zrobić z tożsamości szefa latających nastolatków taką tajemnicę i 'ostatnio-kadrowy-szok' skoro to było na 99% pewne, że jest nim Vulture...?

Avengers vol. 4 #19
Hotaru: Zastanawiam się, czy jest w tym numerze cokolwiek, co by mi się podobało. I nie znajduję takiej rzeczy. Nie podoba mi się toporny styl Acuny - grube kreski, plamy jednorodnych kolorów, symboliczne tła. Nie podoba mi się sposób, w jaki wprowadzono Storm ("You rang?" - serio, toż to kwestia Igora, garbatego przydupasa jakiegoś nieudolnego złoczyńcy!) i Visiona. Mamy już wypasionego Visiona w Young Avengers, bo cholerę restartować stary model? No, chyba że zgon w Children's Crusade zaliczy właśnie android... Ale to i tak nic w porównaniu z ostatnią stroną. Jeśli kolejny numer zacznie się od pogadanki z Normim, a nie jego natychmiastowego zakucia, to echo mojego facepalma będzie słyszalne na Księżycu. I tak, wiem że tam nie ma atmosfery.
Krzycer:
Zacznijmy od pozytywów - nie ma ich wiele, pójdzie szybko. Kadr z wejściem Storm Acunie się udał. Reakcja Cage'a i Jessici udała się Bendisowi. Flirt Hawkeye'a ze Spider-Woman miał być kiczowaty i na tym polegał jego urok. Dialog Logana ze Spider-Manem kiedy nie wyszli na konferencję prasową był zabawny.
Co mi się nie podobało... Ten numer w pigułce zawiera to, co od dawna nie leżało mi w komiksach Avengers (a do "Regenesis" również w wielu mutancich tytułach). Zupełnie nie ma poczucia, że Avengers są drużyną. Jest jakiś konglomerat, z którego Cap America swobodnie dobiera sobie ludzi. Oczywiście, jeśli Kapitan Ameryka mówi "skacz" Jankesi pytają "jak wysoko?", ale zwerbowanie Storm odbywa się bez żadnych emocji. Wyciągnięcie Visiona z dupy jest jeszcze gorsze, bo do dupy właśnie.
avalonpulse222b%20%5B1600x1200%5D.JPG Teraz otwieramy nawias, albo przesuwamy wzrok na margines, i zaczynamy minifelieton.
'And there came a day, a day unlike any other'. Tak to się zaczęło, i coś z tego powinno zawsze być obecne przy formowaniu drużyny. Bendis pamiętał o tym zaczynając pisać New Avengers. Jasne, że nie każda drużyna, czy nawet konkretniej - nie każde przetasowanie w drużynie musi się brać z jakiegoś zbiegu okoliczności, przypadkowego spotkania podczas reakcji na zagrożenie. Ale coś jednak powinno tych ludzi zjednoczyć. Wspólna walka jest dobrym sposobem. Nie, żeby budowanie drużyny na zasadzie "ten się przyda, ten jest silny a ten to mój przyjaciel" było złe. Nie wiem ile filmów o napadzie na bank zaczyna się od tego, jak pomysłodawca rekrutuje ekipę - ale są filmy, w których zbieranie zespołu jest najfajniejszą częścią.
Zbieg okoliczności, przeznaczenie, realizacja czyjegoś planu - to wszystko są sprawdzone pomysły na zebranie drużyny. Z każdego można bardzo dużo wycisnąć.
Storm, która przylatuje, bo Cap do niej zadzwonił, Stark wyciągający Visiona z szafy oraz Logan i Spider-Man odchodzący, bo nikt o nich nie pomyślał, to nawet nie jest pójście po najmniejszej linii oporu, to jest po prostu kompletny brak pomysłu.
Nieważne jednak, w jaki sposób zgromadzi się drużyna - dopóki nie sprawdzi się w boju, dopóki nie pojawią się więzy przyjaźni/rywalizacji/czegokolwiek pozostaje tylko zgromadzeniem ludzi/hobbitów/elfów a nie drużyną. I tu możemy zamknąć nawias i wrócić do recenzji...
...bo Bendis nie jest już w stanie pisać komiksów drużynowych. Nie ma w jego tytułach rozwoju postaci, nie ma jakichkolwiek głębszych interakcji. Rozmienił swój talent do pisania dialogów na drobne, interakcje między jego bohaterami ograniczają się wyłącznie do banteru, dowcipów, docinków, dowcipasów i sucharów.
Wracamy do felietonu! Czy to źle, że komiks jest zabawny? Oczywiście, że nie, nie było chyba jeszcze numeru X-Factor, przy którym bym się nie zaśmiał, a przy niektórych boki zrywać od pierwszej do ostatniej strony. Ale humor X-Factor opiera się nie tylko na dialogach, postaci się poprzez niego wyrażają, a przede wszystkim - są to bohaterowie z krwi i kości, wielowymiarowi, mający swoje przyzwyczajenia, nastroje, problemy, emocje.
avalonpulse222c%20%5B1600x1200%5D.JPGWracamy do recenzji! Banter Bendisa nie jest wisienką na torcie czy lukrem na ciastku. Nie ma żadnych fundamentów, drugiego dna - pod wierzchnią warstewką humoru nie ma jakichkolwiek emocji. I nie było już od bardzo dawna. Nie mam pojęcia, co się stało ze scenarzystą, który kiedyś kreował takie postaci jak Jessica Jones na początku swojej kariery (Alias, ew. jeszcze Pulse).
Jedyna inkarnacja Avengers pióra Bendisa, która wg. mnie była drużyną z krwi i kości - to znaczy, wiedziałem dokładnie, czemu akurat ci bohaterowie ją tworzą, czemu ich obecność w zespole na tym etapie ich życia ma sens - to byli "sekretni" Avengers tuż po Civil War.
Teraz jedynym powodem, dla którego ci ludzie są Avengerami jest najwyraźniej to, że wpadli do głowy Kapitanowi Ameryce i akurat stali w Avengers Mansion. Nie podobało mi się to, kiedy tłum mutantów zaludniał Utopię i stronice X-Men/Uncanny X-Men. Im chyba pomogło "Regenesis". Miałem nadzieję, że przetasowania w zespołach pomogą Avengers, ale jeśli to ma tak wyglądać... Cóż, zawiodłem się. Bardzo.
Nie wspomniałem w tych wywodach o Daisy Johnson/Quake, bo akurat jej dołączenie do zespołu, zaskakujące ją samą, mi się spodobało.
Nie podoba mi się za to przeczucie, że Bendis jest już na etapie ignorowania wszystkiego, czego sam nie napisał, w tym Secret Warriors.

Undercik:
Avengers już dawno popadli w przeciętność i ten numer tego nie zmienia, tak samo jak nic nie zapowiada tej zmiany. Vision i Storm wzięci z dupy. W sumie to i tak dobrze, że Bendis przy promocji tego numeru nie dodał x-years making, no bo przecież Stark robił Visiona na boku już od nie wiadomo kiedy (pewnie Bendis planował to jeszcze przed zaczęciem pisania dla Marvela :P ). Jedyne małe plusy, to IMO relacje między postaciami New Avengers. Zresztą ich seria jest trochę lepsza od tej bez przymiotnikowej. Tak się zastanawiam, czy nie lepiej byłoby głównych Mścicieli oddać innemu scenarzyście, a tylko nowych zostawić dla BMB? Przydałby się jakiś powiew świeżości.

Avengers Academy #22
Hotaru: To seria o aspirujących na przyszłych Mścicieli dzieciakach, ale niezaprzeczalnymi gwiazdami tego numeru byli Magneto i Quicksilver. Spotkanie ojca i syna było dla mnie tak wciągające, że zaczęły mnie irytować sceny z dzieciakami. Serio, Gage uczynił postaci drugoplanowe o wiele bardziej fascynujące, niż główną obsadę. To nie zarzut, ale kolejny numer, w którym Erica już nie będzie, wyda mi się zapewne wybrakowany. Czyżby scenarzysta strzelił sobie w stopę?
Wilsonon:
Oho, Finese w końcu pokazała trochę emocji. Jednak nie jest kompletnie jałowa, jeżeli chodzi o te kwestię. Spotkanie rodzinne Maximoffów jak zwykle jest bogate w ciekawe wymiany uszczypliwości i uprzejmości, co jest niezwykle kontentujące. Dialogi jak zwykle dobre.
Co może się nie podobać? Telepatka nie wyczuwa dwóch osób na dachu, w sytuacji, gdy znajduje się w nowym pomieszczeniu, w którym doszło do niecnego czynu. Kilku nauczycieli nie zauważa braku dwóch z najważniejszych uczniów swojej szkoły. Metalowy kijek pokonuję drogę kilku metrów i trafia w głowę Magneto. Emma daję sie podejść od tyłu. Jak powinien zachowywać się prawdziwy telepata mieliśmy pokazane w XML. Skany otoczenia, zapoznanie sie z ludźmi przed ich spotkaniem np. w ich śnie. Gage niedługo będzie pisał tytuł po Carey'u, a widze, że jeszcze niczego nie czytał. Te postacie mają lata doświadczeń i były "złymi", a dają się zalatwić jak amatorzy, którzy ze swoich mocy korzystają tylko wykonując najprostsze sztuczki. Litości.
6/10. Ocena mniejsza o "2" za zlekcewazenie umiejętności członków obecnie najsilniejszego ziemskiego teamu w Marvelu.


Generation Hope #13
Hotaru: Od samego początku miałem co do tej serii mieszane uczucia. Główna bohaterka działa mi na nerwy, a z jej przybocznych potencjał dostrzegam jedynie w Kenjim. Czytałem jednak każdy kolejny numer, bo Kieron Gillen przemycał w swoich skryptach coś, co dawało podczas lektury satysfakcję. James Asmus nie przemyca, nawet nie próbuje. Jedyny plus tego tytułu, to w tej chwili rysunki Robersona pokolorowane przez Charalampidisa. Nie jestem pewien, czy to wystarczy, żeby zatrzymać mnie przy tej serii.
Szczepi: Kolejny numer przygód podopiecznych Hope pod kierownictwem Jamesa Asmusa zapowiada się intrygująco. Co mi się w nim podobał to: pączkujący romans pomiędzy Zero a No-Girl, Primal wpadający do pomieszczenia z Cerebrą i oferujący Stepford Cuckoos „bliższą znajomość” oraz Shaw w roli zamachowca-samobójcy. Ciekawe, czy Sebastian będzie tak samo potężny jak jego filmowy odpowiednik. Co mi się bardzo nie podobało to to, w jaki sposób Magneto dał się podejść Kenjiemu. To już drugi raz, jak Mistrz Magnetyzmu, przed którym drżeli wszyscy Homo Sapiens na Ziemi, dostaje bęcki od małolata. Ech, Eric chyba nieco zdziadział odkąd wstąpił w szeregi X-Men.
Wilsonon: Ha! Po tekście Velocidada o Boom-Boom aż musiałem sobię odświerzyć Nextwave :) .
Jedyny minus to podobne jak w AA lamienie Magneto: "O nie! Leci ku mnie organiczno-metaliczna masa! Co mam zrobić? Poczekam aż trafi mnie w twarz a dopiero potem się nią zajmę!". Miałem nadzieję, że jak Magneto przejdzie na jasną stronę mocy (no dobra, trochę szarą) to nie stanie sie to, co dzieje się zawsze w takich sytuacjach. Że nagle nie straci 70% swoich mocy i nie będzie obrywał po tyłku. Asmus niezwykle mile mnie zaskoczył:
avalonpulse222d%20%5B1600x1200%5D.JPG- Zero i Marta? Jak najbardziej na tak! Myślę, że ich wkład w konwersacje będzie podobny do Szopo-Grootowego, tylko z tą różnicą, że nie będziemy słyszeć "I'm Groot!".
- Hope dalej jest suką i to dobrze. Niech coraz więcej osób będzie przeciw niej, plus niech Kukułki dadzą jej miesięczną dawkę koszmarów lub cotygodniowy mini wylew.
- Dialogi - zmiana scenarzysty nie jest mocno odczuwalna.
- Shaw jako kamikadze wielokrotnego użytku! Yeah! Czemu nikt o tym nie pomyślał? "Jezu! Znów moje knowania zostały udaremnione, ale dzięki kamizelce podszytej plastikiem ich "wielkie zwycięstwo" zmieni sie w "pyrrusowe zwycięstwo"!".
- Rysunki - dają więcej powagi całej historii i świetnie przedstawiaja mojego ulubionego nihilistę. Liczę na więcej podobnych numerów. 8/10
.
Pariah:
Mam mieszane uczucia. Jest tu sporo fajnych pomysłów, takich jak relacje Kenjiego i Marthy czy Pixie i Gabriela oraz Sebastian Shaw jako suicide bomber :) . Mimo to postacie wydają się spłaszczone w porównaniu do tego, w jaki sposób pisał je Gillen. Hope zawsze była twardogłowa, ale okazywała ludzkie uczucia. Laurie znajdowała wspólny język z Kenjim, ale nic ponadto nie wynikało z wcześniejszych historii. Hope może i trenuje swoją drużynę, tak jak Cable trenował Ją, ale nie przeceniałbym ich szans w sparingu z doświadczonymi X-Men i to w takim składzie... Mimo to jest lepiej niż się spodziewałem. Nie jest to na szczęście poziom "Escape from Negative Zone" i może jeszcze wyjdzie z tego coś dobrego.
venom:
Kolejny dobry numer. Już od pewnego czasu lubię tę serię. Relacje pomiędzy poszczególnymi członkami grupy są zawiłe, co dodaje fajnego klimatu. Dołączenie Marthy to kolejny plus, swoją drogą zastanawiam się, czemu X-men nie sprawili jej jakiegoś ciała, w końcu już wiele rzeczy robili, więc czemu nie umieścić mózgu w jakimś ciele? W każdym razie numer na plus – ćwiczenia z X-menami fajne, zwłaszcza rozwalił mnie Namor walczący z zębatą rybą, po tym jak Pixie posypała go swoim pyłkiem tworzącym iluzje oraz fajna scena pomiędzy Magneto a Zero. Hope robi się coraz ostrzejsza, dziwi mnie jedynie, że np. Three-In-One tak łatwo dały za wygraną i nie chciały jakoś wyrównać rachunków z Hope za złe potraktowanie ich siostry, w końcu też kiedyś były twarde, ale chyba zmiękły coś ostatnio i służą jedynie jako podnóżki dla Emmy i Scotta, buu...

New Mutants vol. 3 #34
Hotaru: Powoli to do mnie dociera - DnA nie mają pomysłu na tą serię. Po fenomenalnym zwieńczeniu historii Zeba Wellsa, i świetny "Age of X" Careya, najnowsze napisane przez Abnetta i Lanninga numery wydają się... nienatchnione. Lawirują na granicy nudy, brak im dreszczyku emocji i jakiegoś wątku, który służyłby za szkielet. Jeśli tak mają wyglądać kolejne numery, to może jednak lepiej, jeśli i ta seria trafi do wydawniczego Limbo.
venom:
Wyprowadzka z Utopii służy New Mutants, zaczyna być ciekawie. Do tej pory słabo poznałem postać Blink – znam ją tylko z "Necroshy", będę miał zatem okazję by poznać ją lepiej. Poza tym traktuję ten komiks jako wstęp do, mam nadzieję, ciekawej historii. I wreszcie rysunki w tej serii jak dla mnie bardziej znośne niż w historii rozgrywającej się w piekle, gdzie bardzo często drażniły mnie. Jestem na tak, oby tylko kolejny numer nie zawiódł moich oczekiwań!

Ultimate Comics X-Men vol. 2 #3
Hotaru: Spencer nadal mnie nie przekonuje. Jego Morning Glories - też o młodych wyrzutkach w śmiertelnie wrogim środowisku - jest fenomenalnym komiksem. Niestety, tutaj nic z tych rzeczy nie doświadczam. Sposób, w jaki Pietro dostał się w łaski Prezydenta US of A jest dla mnie totalnie nie do przyjęcia, a ta frustracja rodzi kolejne. Gdyby nie fajne rysunki Paco Mediny, Juana Vlasco i Marte Gracii, chyba darowałbym sobie tą serię. Kto wie, może scenarzysta się jeszcze wyrobi?

Venom vol. 2 #9
Szczepi:
Rick Remender, obok Mike’a Careya, Petera Davida i Kierona Gillena, staje się powoli moim ulubionym scenarzystą komiksowym. Uczynił z trzecioligowej postaci jaką był Flash Thompson, bohatera wielowymiarowego, z krwi i kości, z którym można się identyfikować i przejmować się jego losami. Ten komiks pokazuje, że nieważne, czy w wyniku wypadku otrzymałeś pajęcza moc, czy też tajna organizacja rządowa dała ci zabójczego symbionta za partnera, ciąży na tobie taka sama odpowiedzialność. Z drugiej strony jednak Thompson musi się bardziej pilnować niż Parker, aby kosmita nie zawładnął jego umysłem. Chociaż, gdybym był na miejscu Venoma, też bym zrobił kuku Hijackerowi.
EndrjuSzopen: Ta seria po prostu zadziwia mnie swoim przyciąganiem. Mianowicie - jako osoba śledząca zeszyty z Pająkiem nie czekam na kolejne numery TASM z takim zniecierpliwieniem, jak w przypadku czekania na kolejne numery Venoma... Nawet mimo tego, iż zazwyczaj uważałem, że herezją jest ktoś inny jako nosiciel symbiota! Ale trzeba przyznać, Venom to bardzo stała na wysokim poziomie seria z dobrze prowadzoną historią i odpowiednimi do tego rysunkami, a także z ogólnie dość poważnym klimatem, a ten numer... Może nie dzieje się tam wiele rzeczy, które zaważają na postaci głównego bohatera, ale obserwowanie jego rozwoju, jego rozterek, psychiki, powolnemu uleganiu mroczności Venoma... Czyta się wspaniale, czekam na ciąg dalszy.

Wilsonon: Numer przejściowy, ale dający wiele przyjemnościz samego czytania. Nie ma tu pedalskiego "uratowani w ostatnim momencie" jak w TASM i tego, że zbój trafia do pudła lub ucieka. Wszystko kończy się z "SCCHOMP".
Gdy jeszcze Remender przejmie SA to myślę, że bardzo mocno rozwinie skrzydła mają pod swoją piecza najbardziej bad-assowe serie wydawane przez Marvela. Sprawnie ciągnie długoterminowe wątki i przepełnia swoje prace ciągłą akcją. Mam nadzieję, że za jakiś czas odpowiedzialnym za tworzenie głównego nurtu bedzie właśnie on. 8/10.


X-23 vol. 3 #17
Hotaru: Teraz, kiedy wiemy, że to ostatnie numery tej serii, doceniam je jeszcze bardziej. Sana Takeda jest stworzona do ilustrowania takich historii, jej kolory podkreślają klimat poszczególnych scen. Scena z Hellionem aż ocieka smutkiem, jest nim nabrzmiała, a pojawienie się Val i Franklina wprowadza fajny element komediowy. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć, jak Liu połączy oba te sprzeczne wątki w kolejnym numerze.
Krzycer:
Po słabszej historii z cosmic force mamy powrót do szczytowej formy. Śliczne rysunki, rewelacyjnie poprowadzone postaci, Franklin i Valeria dostarczający humoru - absolutna rewelacja. Utrata tego tytułu będzie dużo bardziej bolesna, niż spodziewałbym się jeszcze parę numerów temu. Pozostaje mieć nadzieję, że Gage przynajmniej przejrzał zawarte tu historie i orientuje się, że X23 nie jest po prostu Wolverine'em z pępkiem na wierzchu.
Wilsonon:
Złość i gniew wynikająca z zamknięcia tej serii wzmogła się jeszcze bardziej po przeczytaniu tego numeru. Piękne pastelowe rysunki wspaniale integrują się ze scenariuszem, plus Valeria jest so adorable, że szok. Nareszcie mamy ciąg dalszy relacji z Helionem.
X jako opiekunka sprawdza sie świetnie, co rokowałoby na później kolejnymi gościnnymi występami FF., ale nie... Cancelujmy dalej świetne tytuły, ponieważ amerykanie nie mają żadnego gustu i wolą wypelniać swoje półki Fractionowo-Loebowskim gównem. Nie moge się doczekać ostatnich trzech zeszytów. Także nie chcę aby wyszły, ponieważ będzie coraz bliżej jej końca. 9/10
.

X-Factor #227
Hotaru: Jak on to robi? Nie wiem, czy chcę odkryć mechanizmy ukryte za sceną, bo chyba efekt oglądany z widowni jest dość satysfakcjonujący. Dlatego pozostaje mi tylko - po raz kolejny - pogratulować Peterowi Davidowi talentu i - po raz kolejny - przyznać, że mnie totalnie zaskoczył. Mam tylko nadzieję, że Marvel nie będzie tak bezdusznie nastawiony na biznes, żeby anulować i tą serię
.
avalonpulse222e%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Numer utrzymuje dotychczasowy poziom historii niemal do samego końca. Potem nadchodzi niespodziewany zwrot akcji... i robi się dużo dziwniej, niż zwykle. Rzadko kiedy lektura tego tytułu pozostawia tyle pytań. Kluczowe brzmi "czy właściwie zrealizowano obietnicę z zapowiedzi"? Szczerze mówiąc - nie wiem.
Z drugiej strony jeśli już wprowadzać scenę, której czytelnicy spodziewają się od ok. 60 numerów to chyba właśnie tak, żeby nic nie było jasne i - o zgrozo - przewidywalne. No więc... przewidywalny to ten numer nie jest. A było powiedziane - x-pect the un-x-pected.
Swoją drogą PAD chyba zorientował się, co się w Marvelu dzieje. Kwestia B.B. 'what a hit! It'll run for years!' brzmi trochę jak zaklinanie rzeczywistości. Z drugiej strony ten run trwa już ładnych parę lat - po Hulku chyba żadnej innej marvelowej serii PAD tak długo nie pisał.

Szczepi:
PAD w dobrej formie. To co najbardziej mnie zachwyciło w tym numerze to: humor (rozmowa Longshota i Hangmana na temat śmierci Davida Carradine’a rozwaliła mnie na łopatki), konsekwentne trzymanie się raz rozpoczętych wątków i szacunek do continuity (wzmianka o Namorze i jego firmie oraz „bezduszny” Strong Guy ratujący sytuację) oraz suspens, nieodłączny towarzysz Madoxa i spółki. Końcówka numeru przywodzi na myśl legendarny serial Twin Peaks. Czekam na więcej.
venom:
Jak zwykle ten numer nie zawodzi. X-Factor to jedna z najlepszych serii z X w tytule jakie jest mi dane czytać. Jest akcja, jest dowcip, jest powaga i jest zaskoczenie na końcu. Patrząc na końcówkę ma ochotę się powiedzieć „WTF?” – oczywiście w pozytywnym znaczeniu! Po przeczytaniu pierwsze odczucie – czemu ten komiks ma tak mało stron, chcę więcej – nie dość, że wciągający scenariusz, to i rysunki bardzo mi odpowiadają... Stanowczo chcę więcej takich komiksów!

X-Men vol. 2 #21
Hotaru: Will Conrad ma przed sobą świetlaną przyszłość. Fabuła Gischlera nie rzuca na kolana, ale interpretacja przez rysownika niektórych scen wgniata w fotel. Przebudzenie Domino i jej uwolnienie się to graficzny majstersztyk, obmyślony w najdrobniejszym szczególe i zrealizowany z lekkością wodorowej chmurki. Póki Conrad rysuje, jest sens wydawania tej serii.

venom: Podoba mi się, wreszcie duże elektroniczne puszki są przygotowane do czegoś innego niż polowanie na mutantów. Właściwie jak dla mnie to fajny pomysł, choć skończy się pewnie jak zwykle Sentinels kontra X-men. Troszkę roboty mi się już przejadły, ale w tej historii jak na chwilę obecną nie drażnią a to dobrze. Nadal podoba mi się skład grupy, chciałbym by taki pozostał na dłużej, niektórym z obecnych postaci w tej historii przyda się pobyć na pierwszym planie a nie jako tło w jakichś wydarzeniach – np. mówię tu o Warpath’u i Jubilee czy Storm. W każdym razie jest ciekawie i oby tak dalej.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse222a.jpgThe Punisher vol. 5 #5
Autor: Marco Checchetto

Hotaru: Sama poza, w jakiej artysta umieścił Franka zwiastować by mogła dość schematyczną okładkę, artysta jednak uniknął kalek. Kolorystyka i małe detale, takie jak powściągliwy wyraz twarzy, przedmiot trzymany w dłoni, broń zatopiona gdzieś w błocie obok i wreszcie odbicie w kałuży czynią z tej okładki intymny i emocjonalny obrazek. Wątpię, czy zawartość numeru będzie w stanie dorównać poziomowi reprezentowanemu przez cover.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.11.16


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4k Redaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.