Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #221 (14.11.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 14 listopada 2011Numer 46/2011 (221)



W poprzednim tygodniu swój start zaliczyło kilka pozycji. Jak się przyjmą wśród czytelników? Część z nich została już oceniona, dlatego warto zaznajomić się z ich oceną. Głównym wydarzeniem było niewątpliwie Point One. Szybki wgląd na wydarzenia szykowane na przyszły rok z pewnością wielu zainteresuje. Zapraszam do lektury.



Avengers Origins: Vision
Arachnid: Bardzo lubię Visiona i z miłą chęcią przeczytałem ten numer. Origin jak to origin, nie zaskakuje, nie wbija w fotel, ale przedstawia nam początki bohatera. I tutaj początek ten jest przedstawiony bardzo przyzwoicie. Zarówno, jeżeli chodzi o rysunki, jak i o fabułę. Dobry numer dla tych, którzy chcieliby zapoznać się z historią Visiona. O tym jak powstał, jak spotkał Avengers, jak sprzeciwił się swojemu stwórcy oraz przyłączył się do wspomnianej grupy.


Avenging Spider-Man #1
Krzycer:
Dużo humoru to niewątpliwa zaleta. Fajne rysunki. Natomiast historia... wiele się na razie nie wydarzyło, ale tak sobie myślę, że seria już się zapowiada na pajęczy odpowiednik "Astonishing X-Men", znaczy - historie na dużą skalę nie mające żadnego związku z tym, co dzieje się w regularnej serii. Ale zobaczymy.
EndrjuSzopen: Muszę przyznać, że się obawiałem, ale... Nie, start nowej serii z Pająkiem w roli główniej nie wypadł źle, ale z drugiej strony nie ma też szoku - chociaż mnie osobiście bardzo mocno spodobały się rysunki i jestem w nich zakochany. Nie ma jakiejś wielkiej historii, jest wszystko ładnie przedstawione, coś się dzieje... Po prostu - dobry do przeczytania zeszyt z Pająkiem, zwłaszcza po "Spider Island".

Battle Scars #1
Hotaru: W wywiadach wszyscy mówili, że w tej serii Scot Eaton przeszedł samego siebie. Nie wierzyłem, bo... sami wiecie, ile z tej marketingowej gadki później się ziszcza. Ale w tym przypadku, trafiło się ślepej kurze ziarno. Eaton wymiata. On, i Paul Monts przy kolorach. Ten numer wygląda tak dobrze, jakby rysował go Bryan Hitch w najlepszej formie. Fabuła zaś wciąga, chociaż nadal niewiele wiadomo. Rozumiem teraz, dlaczego odseparowano to od Fearless. Tamta seria się nie umywa.
Krzycer:
O, to jest to! Komiks chwyta od pierwszych stron, wycisza się w okolicy pogrzebu matki, zadaje kilka pytań a potem dostarcza bardzo dobrej akcji aż do samego cliffhangera. Ciekaw jestem, jak by te komiksy wyglądały, gdyby zrealizowano pierwotny pomysł, i Battle Scars i Fearless były jednym tytułem. W tym momencie Fearless jest koszmarnie nijaki a Battle Scars - wciągający i bardzo porządnie zrealizowany (skrypt, kreska na wysokim poziomie).

Black Panther: The Most Dangerous Man Alive #525
Krzycer: Cały numer Lady Bullseye i anonimowych ninja polujących na Black Panthera. Czyta się fajnie, a jeszcze lepiej jest w końcówce, kiedy pojawia się Typhoid Mary (może to miało być zaskakujące - na pewno zaskakuje Black Panthera - ale ktoś wpadł na to, żeby wrzucić ją na okładkę...).
Jeśli coś się mniej udało, to tylko kobieta, którą musi ratować T'Challa. Nic a nic nie przejmowałem się jej losem. Można było jakąś ciekawszą relację między nimi wprowadzić, a nie tak, że od drugiego dymka dialogowego jest już tylko "yes, my king".

Fear Itself #7.2
Krzycer: Ten komiks podkreśla dwie sprawy, które już poruszyłem w tym tygodniu.
Po pierwsze, Fraction nadal czasami wpada na fajne pomysły. Sama koncepcja tego, by znikąd objawił się Tanarus a świat uwierzył, że był tam od zawsze, jest fantastyczna, stawia mnóstwo pytań i tworzy rewelacyjną sytuację Lokiemu, który czego by w tej sprawie nie zrobił, nie obroni się przed podejrzeniami, że "kręci, bo zazdrości prawdziwemu synowi Asgardu" czy coś w tym stylu.
Niestety, nie wierzę, by Fraction zrealizował w dobrym stylu choć ułamek (ha, ha) potencjału, który w tym tkwi. No ale przyznaję, że ten komiks mu wyszedł (choć można by się czepiać dialogów <jak zwykle> i jego podejścia do Asów <też jak zwykle>).
Po drugie, z Kubertami naprawdę stało się coś niedobrego...

Arachnid: Jakoś nie przemawia do mnie ten motyw z Tanarusem, że niby od zawsze był bogiem piorunów, Avengerem itp. Za bardzo pachnie mi to "One More Day" i "It’s Magic". Z drugiej jednak strony lepsze to niż zwykłe przywrócenie Thora do życia. Niewątpliwie ma to spory potencjał, ale czy Fraction sobie z tym poradzi, tego już nie jestem pewien. Miejmy nadzieję że tak.

Ghost Rider vol. 6 #5
Krzycer: ...wyprawa motorem na orbitę z poprzedniego numeru sprawiła, że zacząłem powątpiewać w ten tytuł, a ten numer tylko mnie w tych wątpliwościach utwierdza. Jest fajnie, dopóki Alejandra smaży bandziorów i ratuje dzieci, ale od ujawnienia, że główny bandzior jest jej tatusiem jest już bardzo, bardzo marnie. Mam nadzieję, że tatuś zostanie kiedyś wskrzeszony jako demon czy coś, bo inaczej, to widzę tu dużo zmarnowanego potencjału.


Journey Into Mystery #631
Hotaru: Inkerzy i koloryści odwalają tu kawał naprawdę świetnej roboty. Dzięki tym czterem panom, strona graficzna tego numeru - pomimo tego, że odpowiada za nią Partacio (literówka zamierzona) - jest do przełknięcia. Gillen jakby minimalnie spuścił z tonu. Najlepsze są momenty z Wszechmatką - nie chce mi się wierzyć, że to był pomysł Fractiona.
Krzycer:
Deja vu. Ja już czytałem ten komiks, tak w okolicy pojawienia się Larry'ego Stromana w X-Factor PADa (ok, technicznie rzecz biorąc to było w X-Factor v1 #71, ale chodzi mi o tie-in "Secret Invasion" i kolejne numery). Bardzo dobry scenariusz, miejscami rewelacyjne dialogi i złe a miejscami naprawdę koszmarne rysunki. Oczywiście, Portacio to jeszcze nie Stroman, nie jest aż tak źle... ale miejscami niewiele brakuje.
Mimo to komiks jest super. Tylko, ten, trzeba go czytać z zamkniętymi oczyma. Albo - właśnie! - trzeba go czytać, a nie oglądać.
A tak na marginesie - teraz trzy wiedźmy rządzą Asgardem? Fraction naprawdę miewa czasami fajne pomysły (zakładam, że to jego pomysł, nie czytam Thora od dłuższego czasu).

avalonpulse221b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Magneto: Not A Hero #1
Hotaru: Sam nie wiem, co jest lepsze - kiedy Skottie Young rysuje, czy kiedy pisze scenariusze. Wprawdzie strona graficzna tego numeru jest fenomenalna - Mann prezentuje najwyższy poziom, ale i tak zastanawiam się, jak by to zilustrował Young. Może niepotrzebnie? W każdym razie czytało i oglądało mi się świetnie. Doceniam małe smaczki, np. Cyclops w stroju Magneto w scenie w obszarze astralnym. Chcę więcej!
Krzycer:
Pierwszym pozytywnym zaskoczeniem było to, czego obawiałem się po zapowiedziach - to znaczy, że zmarnujemy trzy numery na wodzenie czytelnika za nos, że niby Magneto znowu morduje, podczas gdy zapowiedzi zdążyły już ujawnić, że zobaczymy tu Josepha. Tymczasem już w tym numerze nikt nie robi z tego tajemnicy, i to pierwszy plus. Kolejne to bardzo fajne dialogi i niezły, jeśli nie zaskakujący scenariusz, oraz bardzo fajne rysunki, choć Mannowi zdarza się dodawać Magneto niezliczone ilości podbródków. Na marginesie - sceny z umysłu Magneto były rewelacyjne.
wolvie111:
Wielkim atutem numeru są rysunki Manna. Uwielbiam jego styl, który miałem okazję oglądać tylko w X-Men Legacy. Tutaj spisuje się równie dobrze. Podoba mi się jak naturalnie pokazuje postacie i ogólnie ma fajną kreskę. Poza tym zapowiada się całkiem ciekawa historia po końcówce czekam niecierpliwie na kolejny numer.
Tak na marginesie Wanda i Pietro jako małe dzieci wyglądali po prostu świetnie.

Arachnid:
Pierwszy numer i bardzo pozytywne zaskoczenie. Żadnych domysłów czy Magneto jest winny czy zrobił to o co go posądzają czy też nie, tylko od razu karty na stół i wiadomo kto za wszystkim stoi. Sesja Erica z Emmą wyszła świetnie, zwłaszcza Scarlet Witch i Quicksilver jako dzieci. Również scena z Pixie i Surge bardzo mnie rozbawiła. Ogólnie świetna lektura. Rewelacyjne rysunki, dobre dialogi i zapowiada się ciekawa historia z mistrzem magnetyzmu w roli głównej. Czekam z niecierpliwością na kolejny numer.

New Avengers vol. 2 #18
Hotaru: Deodato wraca do formy, ale jeszcze trochę mu brakuje. Stosuje zbyt dużo kresek, ale chociaż kompozycja i kadrowanie zaczynają przypominać te z Dark Avengers. A może artysta potrafi tak dobrze tworzyć tylko, kiedy ilustruje numer o Dark Avengers? Nie mi zgadywać. Scenariusz trochę naciągnięty. Gdyby komuś tak "trochę" naciągnąć gumę od majtasów, a potem puścić, to nerki miałby do wymiany. Ale to Bendis, mu wszystko wolno. Prawda?
Krzycer:
Zacznijmy od rysunków. Plus, że na niektórych kadrach Norman Osborn znowu ma twarz Tommy Lee Jonesa i ogólnie widać przejawy dawnej formy Deodato. Minus, że na pozostałych chyba inspirował się Chaykinem. Właściwie odkąd przestał rysować Thunderboltów nie podoba mi się kierunek, w którym ewoluuje jego styl.
Przejdźmy do fabuły. Nie jest źle. Bo prawda Osborn Bendisa nie zbliża się nawet do geniuszu i szaleństwa Osborna Ellisa, ale - Bendis to nie Ellis, poprzestańmy na tym. Fajnie, że wracają postaci z miniserii Osborn. Na dodatek od razu awansują do pierwszej ligi. Tym lepiej.
Minusy... obecność Skaara zupełnie mnie nie przekonuje. Oczywiście, nie usłyszeliśmy, jaką właściwie propozycję miał dla niego Osborn, ale... To po prostu nie ma dla mnie sensu. Ares w Dark Avengers miał sens, nawet Sentry, do pewnego stopnia, ale Skaar - nie.
Dalej - pigułkę, która pozwalała Venomowi podszywać się pod Spider-Mana można było dość łatwo przełknąć. To, że ta pigułka zmienia postać Ai Apaeca jest... idiotyczne. No ale dobra, Osborn ma za sobą AIM, niech będzie, że to możliwe.
Przebranie doktor Convington za Scarlet Witch - jedyny cel, jaki w tym widzę, to zaspokojenie jakiegoś fetyszu Osborna, bo sensu w tym nie ma żadnego.
Wreszcie - Ragnarok... Ile razy ten biedny klon będzie musiał ginąć? Ile razy można odgrzewać ten sam kotlet?
A propos - trochę się obawiam, że całe wskrzeszanie Dark Avengers będzie odgrzewaniem kotleta. Zwłaszcza, że nie widzę, jaki to do diabła ma sens w nowym krajobrazie 616, kiedy prawdziwi Avengers znowu są oficjalni i uznawani przez absolutnie wszystkich.

Arachnid:
Ja również nie widzę większego sensu w powrocie Dark Avengers. Owszem podoba mi się pomysł z formowaniem nowej drużyny przez Osborna, ale po co ich przebierać za Avengers. W "Dark Reign" miało to sens, tutaj nie za bardzo. Ale ogólnie komiks sam w sobie nie był zły. Ciekawi mnie bardzo jaką propozycję Osborn złożył Skaar’owi, żeby ten się przyłączył. Co do postaci z miniserii Osborn, to nie znam ich, gdyż miniserii tej nie czytałem, ale ich obecność uznaję za powiew świeżości. Rysunki też niczego sobie. Ogólnie niezły numer.

Point One
Hotaru: Pomysł nie był głupi - w jednym komiksie pokazać czytelnikom to, co będzie ich czekać w najbliższym roku. Gorzej z wykonaniem. Klamra spinająca wszystkie historyjki jest delikatnie mówiąc infantylna. Trąci złotą erą komiksów, ale w najgorszym możliwym sensie. Same historyjki są - jak to zwykle w takich przypadkach bywa - nierówne. Ta z Novą, pomimo tego, że jej autorem jest Loeb, wypadła całkiem fajnie. Zupełnie inny klimat "Age of Apocalypse" też się sprawdził, chociaż zaprezentowana na końcu drużyna w ogóle mnie nie grzeje. Podobnie jak historyjka o Pająku, chociaż graficznie prezentuje wysoki poziom. Za to historia bliźniaków jest niemal tak kiepska, jak klamra o Watcherze Brubakera. Historia duetu Bendis-Hitch zalatuje Millarem - znaczy będzie dużo, głośno i niedorzecznie. Wiem, że było coś jeszcze, ale było tak nijakie, że w ogóle nie pamiętam, co to. Ogólnie: szkolna czwóra z minusem.
Krzycer:
Zostawiłem ten tytuł na koniec, bo nie wiem jak go oceniać. W ogóle trudno cokolwiek o nim napisać, może poza tym, że klamra narracyjna jest idiotyczna. Chyba, że coś się zmieniło odkąd ostatni raz sprawdzałem, i Uatu obserwuje całą rzeczywistość, a nie tylko Ziemię.avalonpulse221c%20%5B1600x1200%5D.JPG
Oczywiście, ten segment jest idiotyczny nie tylko z tego powodu. Sam pomysł włamania do siedziby Watchera jest super. Sugestia, że takiego włamu dokonują Flip i Flap, a jeden z nich ewidentnie nie wie, co tam robi, bo drugi bez przerwy musi mu wszystko wyjaśniać - to dopiero jest idiotyczne. Wiem, że to ekspozycja dla czytelników, ale to jest tak prymitywne zagranie, że aż boli.
A, no i okładka to najbrzydsza rzecz jaką widziałem w wykonaniu Kuberta. A nawet Kubertów (dopisuję to tylko dlatego, że nie chce mi się sprawdzać który jest który). Przechodząc do pojedynczych zajawek...
- Mam nadzieję, że ten Nova to nie jest wskrzeszony Richard Rider. Nie byłbym w stanie znieść Loeb-Ridera, który podsumowuje zniszczenie planety słowami "epic fail".
Co napisawszy, muszę dodać, że nie jestem pewien, czy jestem jeszcze w stanie znieść cokolwiek Loeba.
- X-Terminated/Age of Apocalypse... Znaczy, będziemy kibicować morderczym odpowiednikom morderców z 616, mordujących mutantów (tym razem złych)? Już X-Force jest ryzykownym pomysłem, tego po prostu nie kupuję. No ale zobaczymy co z tego będzie.
Przy okazji, pierwszą połowę tego segmentu spędziłem myśląc, że Ultimate Nick Fury znalazł sposób na przetrwanie zagłady homo sapiens. Drugie pół - że mąż komisarz Gordon z Batman Beyond pomylił wydawnictwa.
- Scarlet Spider - bez zastrzeżeń. Nie mogę się doczekać tego komiksu.
- Yin & Yang - aj waj... Smells like the 90s. Poza tym - kto w Marvelu klepie taki pomysł w sytuacji, kiedy od lat nie są w stanie wydać serii Cloak & Dagger, która miałaby więcej, niż trzy numery?
- Defenders Defenestrate! Zaskakująco dobrze mi się to czytało. Czyżby Fraction odnalazł powołanie? Po tym wstępie pewnie rozczaruję się pierwszym numerem, ale kto wie?
- Age of Ultron. Bendisowi chyba naprawdę skończyły się pomysły. Niby zapowiedź czegoś dużego z Ultronem mieliśmy na rozpoczęciu "Heroic Age", ale... Nic to, może jak już dojdzie do właściwej historii pójdzie mu lepiej, niż w tym epizodzie.

Undercik: Jeżeli na podstawie tego mam wyrokować co będę czytał w 2012, to mój wybór pada na Nove, Ultrona i Scarlet Spidera. Może zerknę jeszcze na Defenders. Dwie pozostałe historie to jedno wielkie MEH. Najbardziej jednak, mimo infantylizmu, przyciągnęła uwagę historia z Watcherem. Jak już kiedyś wspominał Black Bolt, coś z Uatu zaczyna się kręcić i może być naprawdę ciekawie.

Ultimate Comics Spider-Man vol. 2 #4
Hotaru: Po raz kolejny - wow!!! Sara Pichelli wymiata. Pominę spektakularne ujęcia, przywiązanie uwagi do detali i skupię się na tym, na czym skupia się artystka - Milesie i jego oczach. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem tyle niosących tony treści ujęć na oczy bohatera. Gdyby te emocje opisywał Claremont, to na świecie nie starczyłoby na to papieru. Brawa, dla Bendisa, że pozwolił artystce zabłysnąć.
Krzycer:
Bardzo ładnie wyszły sceny z pogrzebu, choć pachną trochę retconowaniem. Ale kto wie, może gdybym wrócił do tamtych numerów USM znalazłbym małego czarnego chłopaka w tle przedstawionych tu ponownie wydarzeń?
A poza tym - jest nieźle, ale szczerze mówiąc najbardziej zainteresowała mnie końcówka.

EndrjuSzopen:
Mamy nowego Pająka w Ultimate! Może jeszcze nie ma stroju docelowego, ale już ma ciągotki do zastąpienia zmarłego Petera (żałuję, że nie miałem styczności z oryginalną pająkową serią w Ultimate), którego z resztą śmierć zobaczył na własne oczy. Dobry numer, seria idzie w dobrą stronę, aczkolwiek to wciąż jest jeszcze budowanie postaci i otoczenia, więc nie zobaczy się tam póki co większych fajerwerków.

avalonpulse221d%20%5B1600x1200%5D.JPGUncanny X-Force #17
Hotaru: Im bliżej finału, tym bardziej przekonuję się do tej historii. Początek mnie nie wciągnął, a nawet trochę nużył, teraz zaś nie mogę doczekać się epickiego (a jakże by inaczej) końca. Rysunki Openy są tak klimatyczne, że czasami słowa Remendera wydają się zbędne. Nawet kolory jakoś bardziej do mnie przemawiają, ale to może dlatego, że Dean White nie tworzył ich sam. Czekam na bad-assową Betsy!
Krzycer:
Z jednej strony - rewelacja. Akcja, konsekwencje, trupy i dominujące przeczucie, że happy endu tu nie będzie i Angel tej historii nie przeżyje (choć dialog Emmy i Scotta z epilogu "Schizmy" wskazuje coś innego).
Z drugiej strony wraca to, co nie podobało mi się na początku tej historii. AoA X-Men służą Remenderowi do podkreślania powagi sytuacji i są po kolei odstrzeliwani, podczas gdy członkowie X-Force - bici, kaleczeni mieczami i postrzeliwani - żyją i mają się dobrze. Ta historia tak mi się podoba, że aż nie chcę tego pisać, ale to jest tanie dramatyzowanie. I w dodatku wkurzające, bo - było nie było - te postaci mają po piętnaście lat i zapewne mają swoich fanów, ja na pewno bardzo polubiłem AoA Creeda za jego długi staż w Exiles i takie bezceremonialne odpalenie go w tym numerze mi się nie podoba. Gdyby chociaż ich zgony miały sens, prowadziły do osiągnięcia celu - ale nie. Giną, żeby w historii padły trupy. To mi się nie podoba. Nie podoba mi się również prowadzenie AoA Kurta. Przyznają, że AoA czytałem dawno temu i szczegóły mi się zatarły, ale nie wydaje mi się, żeby nawet tam tak lekko traktował zabijanie.
Więc to mi się w tym numerze nie podoba. Wszystko inne podoba mi się szalenie.

wolvie111:
Do zakończenia jeszcze jeden numer, ale już w tym mamy pełno akcji jak na finał przystało. Dzieje się wiele jak zawsze, krew leje się strumieniami i wszystko to ilustrowane przez genialnego Openę. Bardzo podobał mi się wątek Betsy i jej wewnętrznej walki. Trochę zaskoczyło mnie przybycie jak nigdy nic przyjaciół z AoA, ale nie będę doszukiwał się nieprawidłowości, bo tak czy inaczej Uncanny X-Force trzyma jak zawsze świetny poziom. Nowy Kurt zarzuca zabawnymi tekstami, zastępując tymczasowo Deadpoola i w sumie fajnie, że dołączy do składu na dłużej.
Arachnid:
Świetny numer. Dużo akcji, pełno krwi, trup ściele się gęsto. Do tego rewelacyjne rysunki. Świetnie ukazana wewnętrzna walka Psylocke. Jedynie Nightcrawler z AoA jakoś mi nie pasuje. Wiem, że jest to Kurt z innej rzeczywistości, ale dziwi mnie, że jego zachowanie różni się aż tak od zachowania Nightcralwera, którego znamy. Ogólnie jest bardzo dobrze. Nie mogę doczekać się finału tej historii. Seria ta utrzymuje bardzo wysoki poziom.

X-Men Legacy #258
Hotaru: Steve Kurth musi popracować nad kilkoma rzeczami: hełmem Magneto, przytwierdzaniem głów do tułowiów, i twarzami z niestandardowych ujęć (czyli nie-profil i nie-wprost). Wtedy przestanę się czepiać. Na jakiś czas. Carey niedługo odchodzi, więc jedyne, co mam mu do powiedzenia, to: WRÓĆ!

Krzycer: Zakończenie było najlepszym numerem tej historii - i to nie tylko dlatego, że wreszcie dobrnęliśmy do jej końca, po prostu ten numer mi się spodobał. Ogólnie jednak muszę powiedzieć, że Carey dołącza do Brubakera na ławce scenarzystów, którzy się przejechali na wysłaniu mutantów w kosmos.
Ale zakończenie było bardzo ładne. No i każdy komiks z moimi ulubionymi kosmicznymi śmieciarzami ma niepowtarzalną zaletę w postaci obecności moich ulubionych kosmicznych śmieciarzy.

wolvie111: Będzie krótko. Historia w kosmosie zakończona... szczerze mówiąc wreszcie! Lubię przygody drużyny Rogue, ale ta historia trochę mnie nudziła. Może kosmos jest nie dla mnie ;P . Tak czy inaczej cieszy fakt, że trójka zagubionych powróciła i czekam na kolejny numer.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse221a.jpgAvenging Spider-Man #1 (Quesada Variant)
Autor: Joe Quesada

Hotaru: Joe Quesada ma mnóstwo roboty i nie siada do kartki i ołówka za często. Kiedy jednak już to robi, to zawsze jest na czym zawiesić oko. Spidey w takiej pozie, podczepiony taką ilością linek z taką ilością splotów - to musiało być pracochłonne. Nawet jeśli Quesada siedział miesiąc nad tym jednym ujęciem, to uważam, że było warto.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.11.09


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4k Redaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.