Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #217 (17.10.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 17 października 2011Numer 42/2011 (217)



W Stanach zakończył się właśnie New York Comic Con. Na to co tam zaprezentowano przyjdzie nam jeszcze poczekać, za to już dziś możecie się zapoznać z najnowszym numerem Avalon Pulse. Palma pierwszeństwa zdecydowanie należy do mutantów. Historia X-Men: Regenesis przedstawiła podział i ustaliła kurs dla dalszych losów tej niewielkiej grupy. Nowy rozdział został rozpoczęty.



Amazing Spider-Man #671
Krzycer: Coś mi mówi, że to Kaine będzie latał w bluzie Bena Reilly'ego. A poza tym - nie bardzo mi się podoba ta historia. Mniejsza o to, że właściwie nie wiem kim jest Królowa, ale jeśli bohater dopiero teraz dowiaduje się, kto odpowiada za całe zamieszanie - brakuje mi tutaj jakiegoś osobistego aspektu, które miała większość najfajniejszych historii o Spider-Manie.
Poza tym - numerem Sześć w Horizon okazał się Morbius. To nie tylko nieszczególnie zaskakujące, ale i nieszczególnie interesujące.

Black Panther: The Most Dangerous Man Alive #524
Krzycer: Hej, T'Challa ma sześć rąk! To chyba podręcznikowy przykład historii, która wyglądałaby właściwie identycznie, gdyby tie-inem nie była. Obyłoby się bez dodatkowych rąk i oczu, i tyle. Na szczęście broni się sama w sobie i zapowiada jakieś ciekawe przekręty Fiska z Wakandą.

Daken: Dark Wolverine #15
Krzycer: Niemal cały numer Dakena bez Dakena, nie licząc narkotykowo-śmiercioklinicznych wizji. Ale agentka Kiel jest w stanie utrzymać numer na własnych barkach, a jej team-up z Moon Knightem jest w miarę interesujący. I w sumie szkoda, że na końcu dostajemy taki cliffhanger, jaki dostajemy.

Fear Itself: Hulk Vs. Dracula #3
Krzycer: Byłem przekonany, że będzie to kolejny tie-in który skończy się tym, że Worthy odleci na wezwanie Serpenta, odgrażając się, że "jeszcze go popamiętają". Ot choćby za zerwanie z tą formułą tej miniserii należą się dodatkowe punkty (choć to pewnie decyzja redaktorska, ew. Fractionowska, a nie Gischlera - zresztą zobaczymy, jak to będzie współgrać z finałem Fear Itself).
A poza tym jest... w porządku. Choć można się zastanawiać, jak to jest, że te marvelowe wampiry nagle są tak ograniczone, że tylko jeden klan może hipnotyzować (i jak to właściwie się ma do wszystkich poprzednich występów marvelowych wampirów, bo mam wrażenie, że te klany to Gischler wprowadził dopiero przy okazji Death of Dracula). No i dlaczego właściwie Hulkowi się udało otrząsnąć, a Thingowi w identycznej sytuacji (tyle, że bez iluzji) - nie. Jedyne wyjaśnienie jakie tu widzę, to woda na młyn Black Bolta - Hulk jest po prostu lepszy (i ma doświadczenie w walce z własnymi osobowościami).
Tak czy inaczej - nadal uważam, że jeśli Forgiven mają odgrywać jakąś rolę w przyszłości, to lepiej byłoby ich wprowadzić w komiksie, który by się na nich skupiał, a nie wrzucać ich do tej wyjątkowo egzotycznej publikacji (nie dość, że tie-in do eventu który z wampirami nie ma nic wspólnego, to jeszcze z Hulkiem...).

FF #10
Krzycer: Całkiem ładny numer na wyciszenie i budowę postaci. Wszystkie sceny międzyludzkie (lub pomiędzy Inhumanką i Kree) wypadły ślicznie. Co nie zmienia tego, że cała ta historia jest nieskończenie chaotyczna, i choć opiera się na wątkach, które Hickman buduje praktycznie od początku swojego runu, to w tym momencie autentycznie nie mam bladego pojęcia o co chodzi, co się dzieje, dlaczego oni wszyscy walczą i o co im wszystkim chodzi.


avalonpulse217b%20%5B1600x1200%5D.JPGGeneration Hope #12
Hotaru: Steven Sanders... jakoś nie podchodzi mi jego kreska. Przyznaję, sceny z zadęciem komicznym, jak ta z Noriko czy Rockslidem wychodzą mu sympatycznie, jednak pozostałe... coś mnie w nich gryzie. Głowy są zbyt długie, a szczęki zbyt kwadratowe. Za to muszę przyznać, że kadrowanie robi jak najbardziej pozytywne wrażenie. Mam świadomość, że z odejściem Gillena to może być ostatni dobry numer tej serii. Jakoś mi jej jednak nie szkoda...
Krzycer:
Ładny numer. Wydaje mi się, że obawy o poziom tego tytułu od następnego numeru są uzasadnione.
W tym - oprócz dziwacznych miejscami rysunków - nie pasowała mi tylko postawa Pixie. Biorąc pod uwagę jej mowę o byciu X-Manem z poprzedniego numeru, oraz postawę w Regenesis, to, że szykowała się do wyjazdu w tym numerze wydaje się być podyktowane tylko tym, że Gillen chciał mieć wymówkę do przemowy Hope. Ale to w sumie drobiazg.
A scena z Rockslide'em i Laurie wynagradza wszystkie niedociągnięcia.

straznik:
Ktoś powyżej napisał, że to koniec dobrych numerów. Nie czytałem pierwszych, ale mam nadzieję, że zmiana tego scenarzysty nie zmieni poziomu serii, bo o ile była znacznie jaśniejszą stroną ostatniego X-eventu to ten numer jest dobry. Naprawdę. Fajne dialogi i przedstawienie emocji bohaterów. W sumie wszystkich. Nawet miło zahacza o New X-Men. Scena na końcu też nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Ma swój urok. Czyli komiks bez wad.. a nie jest jedna. Dwie. Pierwsza to bardzo słabe rysunki. Druga jest taki krótki...

New Avengers vol. 2 #17
Hotaru: To nawet nie to, że mi się ten komiks nie podobał. On mnie po prostu nie zainteresował. W ogóle nie pamiętam, co czułem podczas lektury, więc nie wiem, co napisać w opinii. Może oprócz "godny zapomnienia".
Krzycer:
Śmiech na sali. Koszmarny numer, od wyświechtanego chwytu "nikt mnie nie słucha i mamy kłopoty" (mniejsza, że wyświechtany, ale zastosowany bez polotu, z żenującym rezultatem) przez fatalną walkę (zero pomysłu) po marnowanie iluś stron na przedstawienie wszystkiego z perspektywy Osborna i jego sojuzu, które nie wnosi absolutnie nic.
Źle się dzieje a będzie chyba jeszcze gorzej.


Punisher vol. 5 #4
Krzycer: Mam nadzieję, że Norah zagości w tym tytule na dłużej. Chyba Rucka nie ma innego wyboru - jeśli takie prowadzenie Punishera ma być kontynuowane po zakończeniu pierwszej historii, będzie potrzebna duża i zróżnicowana obsada, żeby nadrabiać to jego milczenie i wyobcowanie.
I, szczerze mówiąc, jak na razie bardzo mi się to podejście do Castle'a podoba.

Lokus: Greg Rucka robi swoje i daje nam najlepszego Punishera w uniwersum 616 od czasów wczesnego Ennisa. Nie można powiedzieć, by w tym zeszycie działo się bardzo dużo, ale za to wynagradzają nam to bardzo dobrze napisane postacie. Norah na pewno zagości w serii na dłużej i liczę na to, że jej rola nie zostanie zepchnięta na drugi plan. Pamiętam wciąż, że Rucka uchodzi jednak za specjalistę w pisaniu postaci kobiecych. Rysunkowo także na duży plus, oby tak dalej. Chyba nastały wreszcie dobre czasy dla Punishera.

S.H.I.E.L.D. vol. 2 #3
Krzycer: Ok, po wszystkich dziwactwach z poprzedniej serii sprawa staje się prosta. Newton jest zły, dzidzia-Celestial szalony i trzeba ich powstrzymać. Nadal nie wiem, do czego to ma prowadzić... i coraz mniej mnie to obchodzi.
Chyba doczytam tylko do chwili, kiedy wyjaśni się, czy gwiaździsta twarz młodego bohatera (którego imienia nie pamiętam od dłuższego czasu) ma coś w spólnego z Cosmic Awareness.


Ultimate Comics Spider-Man vol. 2 #3
Hotaru: Poezja. Czysta komiksowa poezja. Od dłuższego czasu nie jestem już nastolatkiem, ale dzięki temu komiksowi cofam się o kilkanaście lat i chociaż Miles mieszka na drugiej stronie globu, mówi innym językiem i ma inne problemy, to czuję, jakbym go znał. Jakby był moim dobrym kumplem. Bendis naprawdę się postarał. Do tego Sara Pichelli... nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek inny mógł to narysować lepiej. Jej styl aż kipi nowoczesnością, a o to chodziło w komiksie z nowym Spider-Manem na miarę XXI wieku.
Krzycer:
Czekaj, co? Czyli Miles został ugryziony - tak naprawdę - tuż przed śmiercią Parkera? Ale jego ojciec pracował w laboratorium Osborna? Kiedy Osborn na ponad pół roku przed śmiercią Parkera "zginął" (i niemal do śmierci Parkera był przetrzymywany przez SHIELD)?
Wiem, że Ultimate ma "nie być obciążone continuity", jak 616, ale czy to znaczy, że można po prostu olewać zdrowy rozsądek?
(Oczywiście to, że Bendis 150 numerów USM wpycha w mniej niż rok czasu komiksowego świadczyłoby, że tak, jak najbardziej).
Ugh. A poza tym - rysunki są nadal ładne, ale powoli zaczynam się niecierpliwić na kostium. I wydaje mi się, że - jak dotąd - przejście od Pająka-Parkera do Pająka-Moralesa wypada bardzo nienaturalnie.


avalonpulse217c%20%5B1600x1200%5D.JPGUltimate Comics X-Men vol. 2 #2
Hotaru: Jest lepiej, niż w poprzednim numerze. Ale czy jest dobrze? Nick Spencer w dalszym ciągu stosuje zbyt wiele słów, jakby zapomniał, że to medium w gruncie rzeczy graficzne. Rozumiem, że na starcie musi ustanowić kilak zasad i nakreślić ramy dla serii, ale chyba mógłby to robić nie przynudzając? Chociaż Medina i Gracia odwalają dobrą robotę. Muszę się tylko przyzwyczaić do nowego biustu Kitty i do niczego nie będę mógł się przyczepić.
Krzycer:
Tekst. Tekst. Więcej tekstu! Więcej tekstu nigdy nie nadrabiało braków komiksu. Na szczęście jest tutaj wystarczająco wiele fajnego materiału - powrót do akcji Kitty, Bobby'ego i Johnny'ego - że nawet claremontowskie ilości tekstu nie zabijają do końca frajdy z lektury.
Niestety, Ultimate Stryker nie podobał mi się od samego początku (znaczy, od Ultimatum), a i wątek głosu Boga nie rokuje specjalnie (możemy obstawiać, którego telepatę słyszała Rogue; może Xavier przetrwał w postaci astralnej?), więc moje oczekiwania co do przyszłych numerów są niezbyt wygórowane.

Matt:
Zarzuciłbym, że w przeciwieństwie do poprzedniego numeru tutaj znalazło się miejsce tylko dla jednej grupy postaci, jednak jest to uzasadnione treścią komiksu, gdyż sceny z byłymi mieszkańcami domu Parkerów to sceny akcji, niestety trochę nudnawe, ale nie wypadałoby ich przerywać, a dowiedzieliśmy się także co u drugiej ekipy. Bloków tekstu faktycznie sporo, ale całkiem fajnych, wszystko zdaje się być uzasadnione, a jedynie koślawość głównej bijatyki uznałbym za minus, chociaż niewielki. Pewnie w następnym numerze będzie przeważała obecność ekipy Jean i pojawi się Pietro, tym samym rozłożenie fabuły pomiędzy postacie się zrównoważy. Szykuje się także w dalszym ciągu coś ciekawego.

Uncanny X-Force #16
Hotaru: Opena w szczytowej formie. To rysunkom komiks ten zawdzięcza nieprawdopodobny klimat. Rysunkom i fabule, chociaż muszę wyznać, że mnie jakoś Remender nie urzekł. Zdaję sobie sprawę, że opowiada historię o naprawdę epickim rozmachu, ale jakoś emocje do mnie nie trafiają. Wiem, gdzie powinny się pojawić i w jakiej intensywności, ale sam ich po prostu nie odczuwam. Nie rozumiem nawet dlaczego.
Krzycer:
Nie czytałem jeszcze kilku tytułów, ale coś mi mówi, że Komiksem Tygodnia bezapelacyjnie będzie X-Force. To jest materiał na event, nie jakieś popierdółki które zaserwowano w Schizmie! Jeśli coś mi przeszkadza, to tylko to, że nie wiadomo kiedy właściwie McCoy sprowadził tych wszystkich imigrantów z AoA (a i zeźlenie Icemana mi trochę nie pasuje - ale za to od dawna nie mieliśmy takiego fajnego pokazu mocy Drake'a). Poza tym - pierwszorzędna jazda od pierwszej do ostatniej strony. Remender kilkunastoma numerami przebił niezliczone historie poślednich x-scenarzystów. "Apocalypse Solution" i "Dark Angel Saga" mają swoje miejsce koło AXM Whedona, czy historii Kyle'a i Yosta z New X-Men (które, dla ścisłości, wolałem od ich X-Force). Ale wciąż uważam, że historii o Deathlokach mogłoby nie być.

X-Men: Legacy #257
Hotaru: Po raz kolejny powtórzę - Carey zasługuje na lepszego niż Khoi Pham rysownika. Przyznaję, że artysta postarał się tym razem bardziej, niż ostatnio, ale to wciąż za mało. Czytam ten komiks i pamiętam, jak Shi-Ar przedstawiał Jim Lee w komiksie wydanym u nas przez TM-Semic, i nie mogę przeboleć tego, co widzę na tych stronicach. To drażni mnie tak bardzo, że aż nie chce mi się zastanawiać nad fabułą Careya. A tego Phamowi nie wybaczę.
Krzycer:
Obawiam się, że Carey jest kolejnym scenarzystą, który nie odnalazł się w kosmosie. Historia nie jest zła - było trochę fajnej akcji, jest trochę fajnych interakcji między postaciami (głównie na linii kosmiczni złomiarze - reszta świata), ale całości brakuje emocji. Carey jest najlepszy, gdy historie dotykają w jakiś sposób wnętrz jego bohaterów, a tu tego brakuje. Dobrym porównaniem byłaby historia "Salvage" - też z kosmicznymi złomiarzami, też dużo elementów sci-fi (choć akcja toczyła się na Ziemi), ale przede wszystkim chodziło tam o życie wewnętrzne Rogue i Danger. Tu, powtórzę, czegoś takiego brakuje. Jest to szczególnie rozczarowujące w wypadku Polaris i Magneto, między którymi kto jak kto, ale Carey powinien wykrzesać coś ciekawego.
No, ale to jeszcze nie koniec historii. Może się doczekam.
Podsumowując - czy to jest zła historia? Nie. Jest w porządku. Ale poniżej możliwości Carey'a, co w perspektywie jego nadchodzącego rozstania z tytułem (czy końca tytułu w ogóle, nie ogarniam tego) jest szczególnie rozczarowujące.


X-Men: Regenesis #1
avalonpulse217d%20%5B1600x1200%5D.JPGHotaru: To było do przewidzenia. "Głęboki ideologiczny rozłam" pomiędzy dwoma obozami jest tak przepastny, jak kałuża na Saharze w samo południe. Świadczą o tym chociażby motywacje przynależności bohaterów do poszczególnych obozów. A raczej ich brak. Tan... cóż, o ile jeszcze fragmenty "plemienne" mają jakiś klimat, tak cała reszta już nie bardzo. Słaby epilog do jeszcze słabszej historii.
Krzycer: Po pierwsze, Tan skończył zastępować Opeñę w UXF i skończyło się rumakowanie, mamy powrót gigantycznych głów i wątłych nadgarstków oraz innych dziwadeł.
Po drugie, pomysł z wizualizacją podziału za pomocą plemiennego starcia w kręgu pochodni jest... dziwny... ale swój klimat ma.
Po trzecie, sporo, moim zdaniem, się tu udało - sceny z Hope, Beast i Brand, rozmowy Scotta z Ororo i Emmą oraz Scotta i Logana z Psylocke, rozmowa Cannonballa z Dani oraz sprzeczka x-dzieci (choć ich podział wydaje się trochę losowy).
Po czwarte, gdzie do cholery jest Xavier?
Po piąte, co ma piernik do wiatraka, czyli wysyłanie przez Logana Polaris i Havoka do X-Factor?
Po szóste, Tan już nigdy, przenigdy nie powinien rysować Magneto.
Po siódme, X-23 bardzo wyraźnie opuściła na razie X-Men, o czym redaktorzy dotąd pamiętali (od startu swojej solowej serii nie pojawiała się w innych x-tytułach).
Po ósme, o ile argument Frenzy ma sens i wynika z tego, co działo się Legacy, tak argument Gambita... meh. Zespół z Legacy ma się rozpaść, więc się rozpadł.
Po dziewiąte - choć sceny z Hope są świetne, to nie rozumiem, czemu tę samą scenę powtórzono w obu tytułach. Tak, jest ważna dla Hope - ale nie dla X-Men jako takich. I dlatego powinna się znaleźć tylko w Generation Hope, a tu wystarczyłaby jedna strona ze skrótem wydarzeń
Po dziesiąte, powtórzę się, gdzie do cholery jest Xavier? I Legion?
Ogólnie - mimo wszystko - podobało mi się. Niektóre decyzje pozostają dziwne i arbitralne (czyt. odredaktorskie), ale na to nie ma rady.
Muszę powiedzieć, że czekam na nadchodzące historie. Podoba mi się skład z Westchester. Jeśli tylko Aaron nie będzie wszystkim kręcił wokół Wolverine'a (co, niestety, sugeruje już sam tytuł - i przeszłe dokonania scenarzysty), tylko wykorzysta potencjał tych postaci (nie zapominając o przeszłości - sami Chamber i Husk proszą się o tonę odwołań do minionych dziejów; parę scen z Gambitem i Frenzy z Legacy też wymagałoby kontynuacji), to może wyjść z tego coś świetnego.

straznik: I jak w przypadku Crossa i tutaj 'główny' nurt odstaje od Generation. A może to dlatego, że tutaj jest tego zwyczajnie zbyt dużo, a i tak parę wątków pokazano po łebkach w dodatku argumentując decyzję bohaterów bez sensu? Albo nie argumentując w ogóle... Dodatku mamy kilka nieścisłości, ale może kolejno? Pierwsza rzecz to zabieg z walką dwóch samców o przywództwo. Całkiem fajny zabieg. Chociaż Cyclops pada tam zdecydowanie zbyt często, w dodatku dwa razy, gdy przecież wychodzi na 'jego'. Ale widocznie scenarzysta uwielbia pana 'zmieniam swoje dotychczasowe poglądy i wejdę tam gdzie mnie jeszcze nie było - czyli za tydzień będę Ghost Riderem a za dwa dołączę do kolejnej edycji New Warriors". 'Plemienny' Scott odgryza się raz, ale pomijając to zabieg mimo wszystko fajny. Ma swój klimat i trzeba przyznać - oryginalne podejście. Wracając do komiksu czyli kulis tego, kto przy kim został odnosiłem wrażenie, że spora część postaci zostająca przy Scoccie robi mu wielką łaskę, czy też zostaje z litości natomiast do Wolverina spora grupa podąża z wielkim entuzjazmem, co przy np. Icemanie nie ma wielkiego uzasadnienia. Tak widzimy np. jakie podjęli decyzje Psylocke, Storm, Magik, czy np. Beast z którym wiąże nadzieję na ukazanie sceny z dzwoniącym Summersem i mówiącym "I told You so.."avalonpulse217e%20%5B1600x1200%5D.JPG. Kilka zgrzytów: Rozstanie Kitty i Pietro - trochę inaczej to wygląda niż w Uncanny. I nie mówię, że źle po prostu inaczej. Postacie z Legacy? To co dopiero wrócili z kosmosu a gluta miał na głowie Xorn, natomiast w Rogue wcielała się Mistique? Niby niewielkie, ale gorzej się ma z etatowymi mutantami z kosmosu. Brat i Lorna ot tak idą do X-Factor, bo 'przyjaciele nie wydają rozkazów jak rodzina'? A Rachel ma dość kosmosu więc wróci do uczelni? A raczej ruin. Co to za crap? Oby wyjaśnili to więcej w poszczególnych seriach. No i są New X-Men. Scenarzyści podzielili ich w bardzo ciekawy sposób. Tzn. taki jaki nie ma większego sensu. Naprawdę. Bo Rockslide chyba powinien mieć X powodów, by na wyspie zostać. A jeśli już to powinni iśc razem. Wszyscy. Nie idą. No i na deser: o ile Cannonball nie uniósł się honorem, że nie jest liderem New Mutants (a nie widać tego po rozmowie z Dani) to jest to najgłupsze rozdzielenie postaci w tej całej Schizmie. W zasadzie powinno być naście powodów by był po stronie Cyclopsa. Ale nie..
Zatem to może moje osobiste odczucia, ale mam wrażenie, że o ile scenarzysta starał się pokazać rację i siłę Wolverine to ludzie idą za nim tylko dlatego, bo.. "Fajnie wrócić do szkoły" i dla towarzystwa. Śledzić będę losy obu grup, ale kibicował jednej. Przynajmniej jeśli chodzi o ten wewnętrzny spór wywołany i wykonany w sposób po prostu mówiąc z dupy. Jak co raz bardziej z dupy jest dla mnie postać, która do setki swoich ról może w końcu dodać 'lider x-men' a obok etatów 'dyrektor szkoły dla uzdolnionej młodzieży'. I tu znów aż się prosi 'Told Ya' Cyclopsa komu Beast, Iceman i chociażby Kitty pozwolili zasiąść w fotelu dyrektorskim. Aha.. Czemu nie było Xaviera?????

Pariah: Jak dla mnie ten one-shot ma tylko jeden cel. Na siłe uzasadnić dlaczego nikt nie odchodzi od swojej starej drużyny. Tak jest z Psylocke, New Mutants i X-Men Legacy. Niezależnie od poglądów wszyscy rzucają takie teksty, by uzasadnić dlaczego zostają tam gdzie byli. Mimo to jest tu sporo bzdur. Postawy Psylocke, Emmy, Namora czy Cannonbala (sercem jest po strnie UXM, ale obecnie nie ma sił do aktywnej służby więc idzie narazie do "Casual X-Men") da się zrozumieć i są przedstawieni ciekawie. Podobnie Gen Hope i New X-Men (choć tu nie do końca o czym pisałem przy Schism #5). Kompletnie nie podoba mi się X-23 po stronie Wolverine'a, bo tak (pomimo jej postawy ppdczas udziału w X-Force), podobnie wciągniecie na jego stronę poza kadrem Chambera bez słowa wyjaśnienia... Dlaczego większosć rodziny Scotta bez słowa opowiada się po stronie Logana. To ich krewny (brat, ojciec). Mogliby chcoiaż dać mu szansę. Chciałbym też usłyszeć szczere poparcie dla Cyclopsa od kilku postaci (Wolvie trochę tego dostał), choćby od reszty jego bliskich, jak Hope czy Nate. Zdziwiło mnie bardzo, że nawet Emma nie okazała mu więcej wsparcia. Generalnie współczuję Gillenowi. Musiał napisać komiks pod publikę tak by uzasadnić wybory redaktorów, nawet jeśli te nie miały sensu...




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse217a.jpgAll-Winners Squad: Band of Heroes #5
Autor: Mico Suayan

Hotaru: Pojęcia nie mam, o czym jest ten komiks. I nawet nie chcę wiedzieć. Wystarczy, że taka okładka po prostu zwala mnie z nóg. Nie trzeba mówić, co odczuwa każda z przedstawionych tu postaci, bo emocje wprost wylewają się z kadru. Naprawdę mocne.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.10.12


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4k
Redaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.