Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse Special #14: Brian Azzarello

avalonpulse0.png
Środa, 05 października 2011Wydanie specjalne #14

Jak zwykle z Radkiem nie czujemy się kompetentni by opowiadać wam o samym Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Szczególnie, jeżeli o tę oficjalną część festiwalu chodzi - z prelekacjami i wystąpieniami różnych komiksowych mądrych głów. Moglibyśmy wam nieco opowiedzieć o afterparty - o tym jak myśleliśmy, że Simon Bisley zaraz rzuci się na naszego kolegę, o tym jak ten sam rysownik kazał mi "fuck off", żeby zaraz po tym dowiadując się, że jestem z Gdańska przytulić mnie krzycząc "I love you!"; o tym jak Grzegorz Rosiński chciał wcisnąć się nam do kolejki po piwo, a potem zrobił sobie z nami zdjęcie (dwa nawet, bo jedno - jak sam stwierdził, nie oglądając go nawet - nie wyszło za dobrze)... To był wesoły festiwal, dla mnie - najlepszy od lat, choć mam potłuczone łydki i kolano.

Przygotowując się do wywiadu z Brianem Azzarello mieliśmy dużego stracha. O tym twórcy dziennikarze słyszą demotywujące historie, bo jest naprawdę dość trudnym rozmówcą. Bardzo sympatycznym, jak pewnie sami zobaczycie, ale trudnym do rozmowy i dość oszczędnym w słowach. Już po paru pytaniach okazało się, że wywiad pójdzie nam dobrze, a Brian Azzarello nie jest taki straszny, jak nam się wydawało.

Brian Azzarello, Janek i Radek

Brian Azzarello jest znany przede wszystkim ze swoich autorskich komiksów, "100 Naboi" (z Eduardo Risso, również gościem festiwalu) i "Loveless". Oprócz tego pisał też "Hellblazera" oraz komiksy o Batmanie (m.in. "Broken City"), Supermanie ("For Tomorrow"), Spider-Manie ("Tangled Web"), Hulku ("Banner") i Luku Cage ("Cage"). Obecnie pracuje na wyłączność dla DC (o czym nie zapomniał nam wspomnieć obawiając się o to, co będzie mógł nam powiedzieć) pisząc "Wonder Woman". Już niedługo pojawi się też w USA jego nowy komiks "Spaceman" z Vertigo.

Jak pański pobyt w Polsce?
BRIAN AZZARELLO: Jest świetnie.

Dobrze bawi się pan w Łodzi?
Uwielbiam to miejsce. Już szukam nieruchomości do kupienia. Jestem tu od tygodnia.

Czy może mi pan powiedzieć, co zainteresowało pana w komiksach?
Nie wiem. Nie jestem jednym z tych ludzi, którzy chcieli pracować przy komiksach całe swoje życie. A takich jest wielu. Ja po prostu jakoś tak wpadłem w tę robotę. Ale dobrze się w niej bawię.

Interesuje ona pana jako po prostu opowiadanie historii, czy opowiadanie historii konkretnie w komiksie?
Nie, po prostu opowiadanie historii. Teraz interesuję się komiksem.

Mając możliwość zamieniłby pan to na pisanie filmów, seriali albo książek?
Może zabiorę się za te rzeczy. Możliwe, że się tym zajmę. Czy zamieniłbym to, co robię teraz na tamto? Nie, lubię opowiadać komiksowe historie.

Może mi pan coś powiedzieć o swoim podejściu do pisania? Niektórzy scenarzyści piszą każdego dnia, żeby pozostać w formie, a pan?
Tak, piszę każdego dnia.

Przygotowuje pan wcześniej historie czy po prostu zaczyna pisać?
Cóż, jeżeli piszę scenariusz to wiem dokąd zmierzam. Historia jest uformowana w mojej głowie wcześniej. To dużo chodzenia, ale uznaję to za pracę. Chodzenie w kółko i myślenie o tym, czym będzie historia. Tak mija kilka dni zanim usiądę i zacznę pisać.
[Syreny policyjne za oknem robią się coraz głośniejsze.]
O, jadą po mnie.
[Śmiech.]

Bywa, że pisze pan dla zabawy czy tylko do pracy?
Jestem wielkim szczęściarzem, bo mogę pisać dla zabawy i dostawać za to pieniądze.

Bardziej skupia się pan na historii czy fabule?
A to dla ciebie różnica?

Moim zdaniem, opowiada się historię, a fabuła jest tylko szkieletem, sposobem na opowiedzenie historii. Może zapytam inaczej: co jest dla pana ważniejsze – historia czy bohaterowie?
Bohaterowie oczywiście. Tak, dialogi. To moja robota.

Zaczyna pan od postaci?
Nie, zaczynam od zakończenia.

Więc zaczyna pan od historii i jej zakończenia?
Historia i zakończenie, tak.

I wtedy zastanawia się pan jacy bohaterowie pasują do tej historii?
Tak, jacy bohaterowie pasują do tego zakończenia.

Kiedy tworzy pan postacie, najpierw powstaje dwuwymiarowy obraz, czy znajduje pan jakieś ciekawe cechy, które chciałby pan w tych postaciach widzieć?
Cóż, jeżeli masz już zakończenie to jest pewien określony rodzaj postaci, którymi chcesz zaludnić tę historię. Wtedy zaczynasz myśleć o tym i to pogłębia bohaterów, także drugoplanowych. Okej, mamy takiego gościa – powiedzmy, że jest płatnym zabójcą. Czy on ma rodzinę? Czy ma żonę? Czy ma dzieci? Jakie są jego relacje z nimi? Właśnie tego typu rzeczy... Jeżeli tylko masz zakończenie i środek to możesz to rozwijać, i rozwijać... Te wszystkie fale do siebie pasują. Jeżeli wszystko idzie w tę samą stronę to jest dobrze.

Może mi pan coś powiedzieć o dialogach? "100 Naboi" było chwalone za pańskie dialogi, a w komiksie to bardzo trudna sztuka, bo ma się w końcu dość mało miejsca...
Zabawne, że o tym mówisz, bo jak spojrzeć na niektóre komiksy to wydaje się, że nikt nie zdaje sobie sprawy, ile ma miejsca.

Drażni to pana?
Nie potrafię sobie wyobrazić niczego bardziej spowalniającego komiks. To mnie dobija i gasi moje pragnienie czytania, kiedy przewracam stronę, a tu wszystko jest białe od dymków z tekstem, a ja nie mogę dojrzeć ilustracji. Myślę sobie, "Co u diabła?" i odkładam komiks.

Wydaje mi się, że wynika to z tego, że wielu scenarzystów wychowywało się na filmach i serialach, gdzie można sobie pozwolić na dłuższe wymiany zdań.
Ja myślę, że scenarzyści są zakochani w swoich jebanych tekstach.
[Śmiech]

Pisząc dialogi, stara się pan pisać je bardziej realistycznie czy zabawnie, interesująco? Na przykład, David Mamet pisze świetne dialogi, ale nie brzmią one realistycznie.
Ano, on nie pisze realistycznych dialogów. On pisze tak, jakbyś chciał, żeby ludzie mówili. Ludzie tak nie mówią. Chciałbym, żeby tak mówili. Bylibyśmy znacznie bardziej skuteczni jako gatunek.

Pan stara się pisać krótsze dialogi?
Krótsze. Nie chcę, żeby przykrywały za dużo rysunków. Uważam, że to bardziej wizualne medium, niż pisarskie. Z pewnością wielu scenarzystów by się ze mną nie zgodziło.

Kiedy pan pisze to stara się pan wprawić w nastrój do pisania coś czytając albo oglądając?
Nie, po prostu wstaję i piszę.

Jacyś reżyserzy czy pisarze pana inspirują?
Moja hipoteka mnie inspiruje.
[Śmiech]

Bardzo rzeczowe podejście, podoba mi się. Pytałem, ponieważ wielu ludzi porównywało pańską pracę w "100 Naboi" do twórczości Mameta czy Tarantino. Widzi pan coś w tych porównaniach?
Pewnie, czemu nie? [Śmiech] Nie wiem. Czy wpłynęły na mnie filmy Tarantino? Nie, nieszczególnie. Nie wydaje mi się. Może to to, żę dużo przeklinamy. Pozwalamy sobie na wiele "kurew", ale generalnie, w życiu, ludzie pozwalają sobie na wiele "kurew".

A teraz "100 Naboi" ma być serialem, prawda?
Ma być? Cóż, zobaczymy.

Jest pan w to jakoś zaangażowany?
Jakoś jestem, tak, ale...

Ale nie pisze pan tego?
Jeszcze nie.

Ale może pan będzie pisał?
Ale może będę.

Interesuje pana praca w telewizji?
Dlatego właśnie powiedziałem "może". Może nie będę. W tej chwili to tylko ode mnie zależy, jak mocno będę w to zaangażowany.

Chciałbym teraz zapytać o pańską pracę dla Marvela – "Cage" i "Banner"...
Jeszcze "Tangled Web".

Tak, ale ja chciałbym się skupić na tych dwóch.
A ja bym chciał pogadać o "Tangled Web".
[Śmiech]

Dobrze, co może mi pan powiedzieć o "Tangled Web"?
Myślę, że to jeden z najlepszych pojedynczych numerów, jakie napisałem.

Uważam dokładnie tak samo!
No, proszę – to tyle!
[Śmiech]

Wracając do "Cage" i "Banner". Przydzielono panu te postacie, czy chciał pan o nich pisać?
Nie, chciałem o nich pisać. Zwłaszcza w przypadku "Bannera", ze względu na Richarda Corbena.

Jemu je przydzielono?
Nie, nie. Axel [Alonso – przyp. Janek] dopiero co przeniósł się do Marvela i rozmawialiśmy o tym, jacy bohaterowie byliby fajni, jakie rzeczy byłby interesujące... Co ja zrobię, co zamierzam zbudować, stworzyć... Tak po prostu rzucaliśmy pomysłami, a on mówi: "Wyobrażasz sobie Richarda Corbena rysującego Hulka?", a ja mu na to: "Nie wyobrażajmy sobie tego, Axel. Zadzwoń do niego i zobacz, czy chce to robić. Napisałbym to w mgnieniu oka." Pracowaliśmy wcześniej nad "Hellblazerem" w DC i podobały mu się te scenariusze, więc powiedział: "Pewnie, zróbmy to".

Zamierza pan pracować z Corbenem w przyszłości?
Chciałbym. Nie wiem. Sprawiało mi to przyjemność. Myślę, że nasze wspólne historie były naprawdę dobre.

Te historie były dość ponure i przyziemne, inne od typowych superbohaterskich historii. Nie wydaje się pan być szczególnie zainteresowanym superbohaterskim gatunkiem, pomimo że od czasu do czasu pan w nim pisze.
Nie jestem. Od czasu do czasu wpadam na jakiś pomysł i myślę, "O, spróbujmy tego, zgłębmy ten aspekt, powiedzmy, postaci Batmana".

Lubi się pan skupiać na dekonstrukcji tego typu postaci?
Nie wydaje mi się, żebym poddawał te postaci dekonstrukcji...

Cóż, moim zdaniem "Banner" bardzo zajmował się dekonstrukcją postaci.
Chyba rzeczywiście, "Banner" taki był. Cóż, "Banner" to po prostu esencja całej koncepcji Hulka. Mamy takiego gościa, który zmienia się w potwora i niszczy budynki, i przez... Ile lat? Hulk latał dookoła już w latach 60-tych, a ja napisałem to jakoś w 2000-nych... Więc przez czterdzieści lat niszczy budynki, w których nikogo nie ma? To, coś o czym nigdy się nie mówiło – o tym, że w tych budynkach byli ludzie, kiedy on je niszczył. I jak duże poczucie winy musiałby nosić w sobie taki facet? Jest winny tych wszystkich śmierci. To chyba jest trochę dekonstrukcją postaci, a może to po prostu... przygnębiające?

Na pewno to nie typowa mainstreamowa opowieść.
Tak w ogóle, to co Hulk robi w Avengers? To śmieszne. Dlaczego? Jest potworem!

Nie myśli pan, że ma on bardziej superbohaterski status, ponieważ ludzie uwielbiają tragicznych bohaterów? Bo nie potrafi się kontrolować, ale chce dobrze?
Czy gdybyś ty był Tonym Starkiem, to chciałbyś go w swojej drużynie?

Nie, z pewnością nie. Ale z drugiej strony, będąc Tonym Starkiem pewnie bym imprezował.
[Śmiech]
Zamiast walczyć z bandziorami ty musiałbyś się martwić, bo niańczysz to wielkie, trzytonowe zielone dziecko, które ma napady złego humoru. To nie ma sensu!

Zagłębiał pan się w historię Luke'a Cage'a i Hulka przed pisaniem o nich?
Znałem Cage'a z dzieciństwa. Lubiłem Luke'a Cage'a.

Ale pańskie podejście do tej postaci jest dość odmienne od oryginału.
Myślę, że to, co zrobiliśmy z Cage'em oni także by zrobili, kiedy komiks powstawał pierwotnie, gdyby tylko mogli sobie na to pozwolić. To bardzo przyziemna historia, a dekonstrukcja Cage'a to świetny pomysł, coś co popieram w stu procentach. To podejście, "Jestem bohaterem, ale chcę dostawać za to pieniądze. Nie robię tego, bo jestem miłym gościem. Muszę z czegoś żyć. [pauza] Muszę spłacić hipotekę."
[Śmiech]

A czy oprócz tego są jacyś bohaterowie Marvela, którymi chciałby się pan zająć?
O rany. Nie wiem. Lubię... Shang-Chi, Master of Kung Fu. Czy bym się za niego zabrał? Nie wiem. Ale lubiłem go. Lubiłem go, kiedy Doug Moench i Paul Gulacy się nim zajmowali. To były naprawdę fajne komiksy. Takie połączenie Bruce'a Lee i Jamesa Bonda. Kapitalne!

Pańskie podejście do postaci Luke'a Cage'a i Hulka wzburzyło fanów...
I dobrze.

Myśli pan, że fani – fanboje – są zbyt zaborczy?
Tak! Dlatego nazywamy ich "fanbojami". Tak, bo są bardzo zaborczy w tych kwestiach. Słuchaj, oni chcą czegoś nowego, ale pod żadnym pozorem nie rób nic inaczej. Nie można takiej postawy popierać.

Więc nie odbiera pan tego osobiście?
Nie. Dlaczego miałbym brać to osobiście?

Fani potrafią być bardzo wredni.
Myślę raczej, że są wredni, kiedy czytasz ich wypowiedzi. Wiesz, ja tego po prostu nie czytam.

I nikt nigdy nie podszedł do pana i nie powiedział: "Jesteś do bani!"
W twarz? Nie. No, cóż, to rzadkość. Ostatnio... Byłem na konwencie w Toronto parę miesięcy temu. Taki gość podszedł do mnie po podpis i mówi mi, że nie będzie kupował "Wonder Woman", bo nie wydaje mu się, że dobrze się sprawdzę pisząc i że czytał o tym, co chcę z tym komiksem zrobić... "Horror z Wonder Woman to coś tak złego, że nie dla mnie." To mu mówię, "No to chociaż będzie dobrze wyglądało. Cliff [Chiang – przyp. Janek] rysuje naprawdę ładną Wonder Woman. Przynajmniej będzie ładne." A on krzyczy: "Nie! Wygląda za bardzo jak facet! Nie ma żadnych kształtów!" I był tym naprawdę wkurzony. Ale on to jedyny przypadek, jaki jestem sobie w stanie przypomnieć, kiedy ktoś do mnie podszedł i w twarz coś takiego powiedział. Wiesz, gdyby wszyscy lubili to, co robię, to coś byłoby nie tak. Nie można wszystkich uszczęśliwić i przy tym dobrze odwalać swoją robotę. Nie widzę tego nigdzie w kulturze popularnej – ani w muzyce, ani w filmie.

Czy odkąd jest pan bardziej znany i pisze pan więcej mainstreamowych rzeczy, jak "Wonder Woman", to czy wpływa to na pański sposób pisania?
Jedyne co zmieniam to język. Jeżeli nie zmieniam mojego podejścia to ciężko wytłumaczyć zmianę języka. To trudne, naprawdę trudne, bo "kurwa" to pierwsze, co mi przychodzi na myśl przy pisaniu, a wtedy nie mogę tego używać.
[Śmiech]
Nie mogę nawet napisać "pieprzony".

A czy posiadanie większej ilości fanów i rozpoznawalności sprawia, że ogranicza pan się w jakiś sposób?
Nie, nie. Dlaczego miałbym to robić? Nie sądzę, żeby ludzie, którzy czytają moje rzeczy chcieliby, żebym się ogarniczał. Nie chcę tego robić.

Co, tak ogólnie, sądzi pan o mainstreamowym komiksie?
Ogólnie? Nie myślę o nim zbytnio.

Po prostu podchodzi pan do niego rzeczowo?
Tak. Myślę, że to co w tym miesiącu zrobiło DC było sukcesem, pomimo płaczących dystrybutorów. Sprawiło, że nowi ludzie zaczęli kupować ich historie i sprzedali więcej produktu dzięki temu.

Czyta pan coś jeszcze z nowego DC?
Czytałem trochę, nie wszystko.

Interesuje pana pisanie czegoś większego, crossoveru, czy wielkiego wydarzenia na całe uniwersum?
Nie.

Woli pan pisać pojedyncze postacie i grupy?
Tak. Po prostu dajcie mi to zrobić dobrze. Nie chcę zaczynać następnej rzeczy.

Z pewnością fani pana dręczą.
Nie, cóż... Edytorzy również. Zaproponowali mi jeszcze dodatkowy komiks z New 52, ale im odmówiłem.

Ma pan jakieś plany na przyszłość w kwestii autorskich projektów?
Tak, "Spaceman" ode mnie i Eduardo [Risso – przyp. Janek] będzie wydany na koniec nastęnego miesiąca przez Vertigo.

O czym to jest?
To fantastycznonaukowe noir. Dzieje się w przyszłości, gdzie wiele przewidywań na temat zmiany klimatu się sprawdziło. Z tym całym ekonomicznym, politycznym i społecznym przewrotem... To dość nieprzyjemny świat.

Dziękujemy za wywiad.
Dzięki.


Rozmawiali:
Jan Steifer
Radosław Pisula


Redaktor naczelny: Hotaru
Korekta: Hotaru
Redaktor techniczny: Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.