Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #214 (26.09.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 26 września 2011Numer 39/2011 (214)



Dziś już bez problemów Pulse wychodzi w swoim tradycyjnym terminie. W tym tygodniu działo się wiele, szczególnie w otoczeniu mutantów. Bijatyki, kłótnie, wahanie. A wszystko to w pięknym graficznym opakowaniu. Zapraszam do lektury.



Avengers: The Children's Crusade #7
Hotaru: Fenomenalny numer. I używam określenia "fenomenalny", choć na usta cisną się trochę mniej politycznie poprawne superlatywy. Wszystko złożyło się w jedną spójną całość, i teraz pozostaje nam tylko wyczekiwać epickiej konkluzji. Bo co do jej epickości nikt już chyba nie może wątpić. Heinberg i Cheung zaserwowali niesamowicie smakowite danie. Mogę nie zgadzać się z zachowaniem niektórych osób (*ekhem*Cyclops*ekhem*), ale po zastanowieniu jest one spójne z tym, jakie prezentuje w innych komiksach. Pozostaje mi więc zaopatrzyć się w popcorn, rozsiąść się wygodnie w fotelu, i czekać na kolejny numer.
avalonpulse214b.JPGKrzycer: Tak, to był dobry komiks, ale parę rzeczy mi w nim przeszkadza. Rąbanina X-Men z Avengers wydaje mi się mocno naciągana, najgorzej wypada Cyclops i jego argument o "genocide" jakie Wanda urządziła mutantom (wracamy do tego, że zabranie mocy tylko w wyjątkowych wypadkach równało się odebraniu życia). Dalej mamy Wandę i to, jak... zmieniła rzeczywistość, żeby wszystkich uśpić? Z drugiej strony to, że mi to przeszkadza, może wynikać z mojej niewiedzy na temat tego, jak właściwie działają jej moce. Jeszcze dalej mamy za to Patriota, który nie tylko robi coś głupiego, ale na dodatek nie umie strzelać z łuku.
Na plus należy zaliczyć uzasadnienie shitstormu jakim było Disassembled Bendisa w taki sposób, by Wanda mogła powrócić w szeregi bohaterów Marvela bez etykietki morderczyni, cliffhanger z Victorem (przyznaję, że nie spodziewałem się tego) oraz ładne rysunki i dobre prowadzenie postaci nie wymienionych w pierwszym akapicie.
A, no i to chyba tyle, jeśli o występ X-Factor chodzi. Szkoda.

Arachnid:
Po raz kolejny rewelacyjny numer ze świetnymi rysunkami. Nareszcie wyjaśniono co tak naprawdę spowodowało Disassembled i skąd się wzięły super mega moce Wandy. Co do postaci to zachowanie Cyclopsa wydaje mi się mocno przesadzone. Nie dopuszcza on do siebie jakichkolwiek argumentów na obronę Wandy. Za to Wolverine, który wcześniej sam miał ochotę ją poszatkować, teraz wydaje się bardzo spokojny. Szczytem głupoty popisał się oczywiście Patriot, ale przynajmniej ten popis zakończył się niesamowitą sceną kończącą, przez którą z niecierpliwością czekam na kolejny numer.

Daredevil vol. 3 #4
Matt: Seria bardzo mi się podoba. Jest oldschoolowa i w bardzo przyjemnym klimacie. Matt zajmuje się pracą, ale pojawiają się także różne randomowe zagrożenia na dzielnicy więc jednym słowem obserwujemy jego codzienne życie, co jest fajne, zwłaszcza, że dawno tego nie było, a także te dwa zajęcia bardzo ciekawie się przeplatają. Na początku pomyślałem, że może przydałoby się jakieś podkręcenie akcji i stylu, coś oryginalnego co mogłoby uczynić ten run lepiej zapamiętywalnym i rozpoznawalnym, ale na koniec numeru mi przeszło, bo zadziało się coś, zawiązała się sprawa i teraz bardziej oczekuje na następny numer, z którego dowiem się, ile warte były moje domysły, które pojawiły się, chociaż sprawa nie jest wielce szokująca, ale nie są zbyt konkretne i rozwiązanie nie będzie zbyt przewidywalne. Jeszcze raz podkreślam fajność przeplatania prawniczo-kryminalnych przygód z przygodami Daredevila. Obecna formuła pasowałaby nieźle na serial tv. Sam komiks jest także napisany zgodnie z pewnymi prawidłami i akcenty zostały dobrze rozłożone. Mam nadzieje, że taki pochlebny opis będzie mógł dotyczyć następnych numerów.


Fear Itself: The Home Front #6
Krzycer: Dobra historia ze Speedballem dalej jest dobra, choć udział Sisters of Sin jest jakiś taki... mocno przypadkowy.
Historia Van Lentego rozczarowuje i przedstawia Amadeusa w wyjątkowo niekorzystnym świetle.
Dust dostaje jedną stronę z której absolutnie nic nie wynika - nie rozumiem, Marvel nie miał wystarczająco wielu reklamodawców do tego komiksu, że dał Chaykinowi wolną rękę na te jego dykteryjki?
Great Lakes Initiative (czy jak im tam) sprawili miłą niespodziankę - mam wrażenie, że ostatnio byli za często wykorzystywani, a może po prostu numer specjalny z Deadpoolem mi ich obrzydził na dłuższy czas, ale to było autentycznie zabawne.

Lokus: Ja stanę w opozycji do osób, które uważają, że historia ze Speedballem jest przyozdabiana ładnymi rysunkami. Powiem więcej, z każdym kolejnym numerem tej miniserii ilustracje Mayhewa coraz bardziej zaczyna przypominać niektóre wyczyny Olivettiego. A to źle wróży na przyszłość. Po za tym jest nieźle: dwie pierwsze historie są całkiem zgrabnie prowadzone, a dodatkowy występ GLA/GLI sprawił mi sporo uśmiechu. Stronica z Dust... to że jej nie pamiętam chyba mówi samo za siebie. Ogólnie średniaczek z tendencją zwyżkową. 5/10.

avalonpulse214c.JPGGeneration Hope #11
Hotaru: Najwyższa pora, by ktoś sprał tego irytującego rudzielca. Laurie jest głosem rozsądku w tej obsadzie i cieszę się, że wątek ten jeszcze nie doczekał się swojej rezolucji. Numer jest bardzo mocno powiązany ze Schism #4. Jest też od niego o wiele lepszy. Nie mam uprzedzeń w stosunku do Aarona, ale facet nie popisuje się w tym evencie. Gillen za to... o, to zupełnie inna bajka. Emocje w Generation Hope są autentyczne, zgodne z charakterami postaci i dotychczas ustanowioną historią. Łatwo jest im uwierzyć. Wielka szkoda, że scenarzysta odchodzi z tego tytułu. Mam wrażenie, że tylko dzięki niemu warto go czytać.
Krzycer:
...czy tylko ja mam wrażenie, że to kalka Schizm #4? Argumenty niemal identyczne, bijatyka niemal identyczna, wszystko niemal identyczne. Tylko New X-Men więcej.
Ale czytało mi się to lepiej od Schizm #4. Padają tu niemal identyczne argumenty, ale jednak bardziej przekonujące, a postaci zachowują się bardziej naturalnie (choć można by się przyczepić do tego, że to akurat Pixie wyskoczyła z tą przemową). Co tylko dowodzi, że Gillen jest zdolniejszy od Aarona, co jakąś szczególną rewelacją nie jest.

MadMarty:
Przez 1/3 numeru Pixie tłumaczy mniej doświadczonym co to znaczy być bohaterem i generalnie bryluje.
No to wracam do Schism #4 i widzę, że "Pixie was incapacitated by Sentinels". Coś mnie ominęło? Co takiego stało się pomiędzy dwiema stronami? Ale wracając do samego numeru - GH czytam raczej sporadycznie, więc kwestia czemu światełka nie mogą odmawiać Hope pozostaje dla mnie zagadką. Dziwi mnie trochę, że Laurie, która już miała epizod załamania podczas walki z Tetsuo (czy tam Zero, ale duch Akiry jest w nim silny) nagle stwierdza, że jest dzieckiem? Całość dyskusji czyta się lepiej i faktycznie mi wydaje się bardziej wiarygodne niż to co dostałem w Schism #4.

Wilsonon:
Nie lubię Hope. Odkąd pojawiła sie na Utopii, czekałem aż ktoś dokończy to co zaczęła Dani. Czekam niecierpliwie na kontynuację "kłótni" pomiędzy rudą a Laurie. Kenji dalej jest moją ulubioną postacią tej serii, ale jego argumenty lekko bym skorygował. Gillen lepiej poprowadził postacie niż Aaron. Szkoda, że niedługo odchodzi.

Heroes For Hire vol. 3 #12
Lokus: Jeśli to ostatni numer tej serii, to ja się z tego powodu cieszę. Tytuł zapowiadający się na naprawdę udaną pozycję okazał się ledwie średnim i ten numer najlepiej pokazuje dlaczego. Pomimo wielu ciekawych postaci, z których duet DnA mogli skorzystać, skupiono się głównie na duecie Misty-Paladin. I chociaż z pewnością tkwi w nich jakiś potencjał, to albo scenarzyści go nie znaleźli, albo nie umieli wydobyć tak, by zainteresować czytelników. Dodatkowo faktycznie czuć było podczas lektury małe deja vu z pierwszego numeru, tylko jakby gorzej narysowane. Nie będę tęsknić za bohaterami do wynajęcia i z pewnością nie będę dalej śledzić ich losów w Spider-Island. 3/10
.

Hulk vol. 2 #41
Krzycer: O. Stał za tym wszystkim jakiś pomysł, Parker posprzątał po Loebie i to tak, że nawet Uatu wypadł pozytywnie. Tak jak w dalszym ciągu uważam, że mamy w 616 przynajmniej o jednego Hulka za dużo (a jakby się przyjrzeć, to znalazłoby się więcej gamma-mutantów bez których mógłbym się obyć), tak Parkerowi wyjątkowo udaje się transformacja Rulka w ciekawą postać. Kto by się spodziewał?

Marvel Universe Vs. Wolverine #4
Krzycer: Jakoś wyjątkowo optymistycznie się to skończyło - nie licząc konieczność poddania Rogersa eutanazji (najlepsza scena komiksu, swoją drogą). Ciekawie poprowadzony Deadpool - pisałem to już przy okazji MUvsPunisher i Doomwar, powtórzę jeszcze raz - chciałbym, żeby Maberry przejął ongoing Deadpoola.


Spider-Island: Spider-Woman #1
Lokus: Nie czytam Spider-Island. Wcale, serio. Ale do tie-ina ze Spider-Woman zajrzałem z dwóch powodów. Po pierwsze, ponieważ bardzo lubię tę postać i uważam, że jest jej w komiksach zdecydowanie za mało. Tymczasem Fred Van Lente, czyli powód nr 2 dla którego zajrzałem do tego zeszytu, zaserwował nam standardową papkę. Nudną, mdłą, pozbawioną jakiegokolwiek charakteru. Oprócz tego nie wnoszącą absolutnie nic do fabuły i tak jak dotąd średnio udanego eventu. W dodatku nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że rysownik stara się kopiować styl Ramosa z ASM. Kompletna strata czasu. 3/10
.

Thunderbolts #163.1
Krzycer: No proszę, jednak znalazł się sposób na point one w środku historii. Wizje Songbird były cokolwiek chaotyczne, i nie wiem, co nowy czytelnik do którego ponoć skierowany jest ten numer wyciągnie z tego na temat przeszłości zespołu (zwłaszcza rozkładówka ze wszystkimi* obecnymi i byłymi Thunderboltami może tu mieszać), ale przynajmniej obecny status quo jest dobrze pokazany. Poza tym już wiemy, że anty-korporacyjny Ghost nie ma oporów przed korzystaniem z oprogramowania Apple'a.
*- wszystkich jak wszystkich... Nieobecność Charcoala można zrozumieć, ponoć Marvel miał jakieś problemy z prawami do tej postaci, ale jeśli już znalazło się miejsce dla Speed Demona i Ogre'a, to gdzie Dallas Riordan? W S-I: Spider-Woman Gypsy Moth przechwala się, że była Thunderboltką, a z całego jej pododdziału na rozkładówce jest tylko Blackheath. Skoro już i tak wrzuca się tyle postaci, o których nowy czytelnik nie będzie miał bladego pojęcia, to autorzy mogli się przyłożyć.

Ultimate Comics Hawkeye #2
Krzycer: Z jednej strony akcja rozkręca się przyzwoicie i nie ma na co narzekać, z drugiej strony Nick Fury rzuca do akcji mutantów - mam wrażenie, że jest o wiele za wcześnie na to, by tak przeplatać ze sobą tytuły Ultimate. Wiem, że po Requiem świat Ultimate ma być bardziej spójny, ale jakoś mi to nie pasuje - zwłaszcza, że nie bardzo widzę, jak to się ma do tego, co dzieje się w Ultimate X-Men. Poza tym "Ultimate X" to koszmarny kryptonim.
Ale jeśli to jedyne, do czego przyczepiam się, opisując komiks, to znaczy, że był co najmniej bardzo porządny.


Ultimate Comics X-Men #1
Hotaru: Cóż, bardzo stonowany początek. Obyło się bez trzęsienia ziemi, bez szokujących momentów i bez wybijającego ze skarpetek cliff-hangera. Całość przymuliła dla mnie rozbuchana narracja, w której grzązłem niczym w ruchomych piaskach. Ogólne wrażenia z lektury mam jednak pozytywnie. Może za sprawą rysunków Paco Mediny ślicznie pokolorowanych przez Marte Gracia. Jedyne, co bym poprawił, to rozmiar biustu niektórych heroin, który wprost eksplodował od czasu, kiedy widzieliśmy je ostatnio. Z tego co widziałem w Sieci, nie tylko mi się to rzuciło w oczy...avalonpulse214d.JPG
Krzycer: Temu komiksowi przysłużyłoby się odchudzenie narracji, tak o połowę. Poza tym jednak jest... nieźle. Nie dostajemy żadnych konkretów, tylko wstęp, ale pomysł "nie ma Instytutu, nie ma X-Men, są dzieciaki, które próbują sobie jakoś radzić" ma duży potencjał (i ot choćby dlatego nie podoba mi się, by już od początku Fury i SHIELD było po cichu po ich stronie). Pierwsza scena jest... może niepotrzebnie dramatyczna, ale może tego typu chwyty to jedyny sposób na odświeżenie kliszy "porozmawiajmy o tym, że wasze dziecko jest mutantem"? Poza tym wygląda na to, że w świecie Ultimate antymutancie gadżety można dostać w Wal-Marcie. Masowo produkowane hełmy zabezpieczające przed telepatią? W Stanach, gdzie całe gałęzie gospodarki prosperują dzięki paranoi, jest to całkiem prawdopodobna odpowiedź wolnego rynku na 'mutant menace'. (Na marginesie - W.W. Solutions? Nie pamiętam jak to było z rodzicami Ultimate Warrena - lubili czy nie lubili mutantów?)
Dalej jest słabiej - cała sekwencja z motelu służy chyba tylko temu, by przypomnieć, że nowy Wolverine może ma tylko piętnaście lat i jest blondynem, ale jest takim samym samotnym wilkiem jak jego tatuś. Hurra.
Końcówka to wynagradza - jeśli przymknąć oko na claremontowskie ilości ramek z narracją - autentycznie zabawnym Johnnym, które próbuje być mutantem, oraz obietnicą akcji w przyszłym numerze. Akurat dołączenie Johnny'ego, Bobby'ego i Kitty do obsady Ult. Spider-Mana miałem za jedną z największych zalet tamtego tytułu, więc cieszę się, że przynajmniej nadal będą występować wspólnie.

Matt:
Mocny początek, a potem sceny ze wszystkimi grupami postaci, imo dużo zostało pokazane i powiedziane. Zostaliśmy wprowadzeni w sytuację, wszystkie postacie i ich wątki się pojawiły, a także zawiązała się akcja i wiemy mniej więcej, co będzie się działo w następnych numerach. Narracja mi się podobała, bo była 100x lepsza niż ostatnimi czasy u Bendisa, gdzie postacie się przedstawiają i opowiadają swoje originy, lol.

Uncanny X-Men #543
Krzycer: Dobre zakończenie dobrego tie-inu. Ale to nie tylko rozróba z jednym z Worthy, są konsekwencje, które odcisną się na dłuższy czas - nie tylko nowy status quo Colossusa, również rozpad jego związku z Kitty (który wypada naturalnie i w niewymuszony sposób), no i nowa dynamika relacji Cyclopsa z panią burmistrz. I o ile różne poprzednie totalitarne zapędy Summersa mi przeszkadzały, o tyle ten - powtórzę się - wypada naturalnie, jako kontynuacja jego dotychczasowych działań.
(Co nie zmienia tego, że jeśli X-Men Wolverine'a wrócą do ideałów Xaviera, nieważne jak nienaturalne to będzie w przypadku Logana, to im będę kibicował).


X-Factor #225
Hotaru: Świetnie! Bezpośrednie podjęcie wątku z #224.1. Sam nie wiem czemu, ale się tego nie spodziewałem, więc jestem mile zaskoczony. Tak samo, jak rysunkami Leonarda Kirka. Wprawdzie podobają mi się, mają duży poziom (chociaż nie taki, na jaki stać tego rysownika), ale... coś mnie w nich uwiera. Pomimo kolorów Matta Milla, dzięki którym jakaś spójność z poprzednimi numerami została zachowana, czuję żal, że nie zilustrowała tego Lapucchino. Fabularnie zaś - poezja. PAD nie zawodzi.
Krzycer:
Dużo o tym, jak skoczył poziom rysunków w tej serii od mrocznych czasów Stromana i spółki mówi to, że dołączenie Leonarda Kirka do zespołu wiąże się z jego nieznacznym obniżeniem. Lubię jego kreskę co najmniej od czasów "Captain Britain and the MI-13", ale mógłby się bardziej przykładać do twarzy na drugim planie.
Tyle grafika. Fabularnie - jak zwykle - pierwsza klasa. Trochę dramatu, dużo humoru i naprawdę zaskakująca sekwencja na zakończenie.
Chciałbym tylko, żeby wątek z Guidem trochę przyspieszył - jedna, dwie sugestie na krzyż, w sytuacji, gdy chyba nie zobaczymy go przez resztę historii, to trochę mało.


X-Men: Schism #4
Hotaru: Ten komiks ssie. Na każdej płaszczyźnie i na każdym poziomie. Nie wiem, co ssie, ale robi to mokro, głośno i niehigienicznie. Nawet nie chce mi się wymieniać, co tu poszło nie tak. Nie chce mi się punktować małych zmian, które uczyniłyby ten komiks (i cały event) mniej wyciągniętym z kapelusza (i przez "kapelusz" rozumiem tu miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę). Nie chce mi się też sięgać po kolejny numer. Schism na lata świetlne zajeżdża odgórnym redaktorskim nakazem, a nie fabularną konsekwencją. Aż mdłości biorą.

Krzycer: No i w końcu wiemy, o co pójdzie. Mniej więcej. Dużych niespodzianek nie ma, "zrobiłem to, to i tamto, żeby dzieciaki nie musiały" - pamiętam, że ktoś na forum niemal słowo w słowo obstawił motywację Wolverine'a.
Małych niespodzianek jest parę - po pierwsze, wyciągnięcie Jean w rozmowie. Z jednej strony - tani chwyt, poniżej pasa. Z drugiej strony, jak człowiek jest wściekły to wyrzuca z siebie właśnie takie teksty, więc - zaliczam na plus.
Bijatyka z okładek - hej, okładki nie kłamały! - bierze się ze wspomnianej odzywki o Jean, a na dodatek stawką jest, o ile dobrze zrozumiałem, wysadzenie Utopii przez Wolverine'a, więc jest... znośna. Bardziej, niż przypuszczałem. Tak, góruje nad nimi morderczy Sentinel a oni się okładają, ale ma to sens. Wbrew pozorom.
Mimo to coś mi w tym numerze przeszkadzało. Może to, że widzimy tylko trójkę New X-Men zamiast dwudziestki. Może to, że trudno mi uwierzyć, że wszystkich sto dwudziestu "prawdziwych" x-manów znajduje się w tym momencie poza wyspą. A może po prostu to, że akcenty są jakoś nierówno rozłożone i na ostatnich stronach na dobrą sprawę zabrakło mi jakiegoś mocnego kopnięcia. Ale ogólnie - ma to sens. Aha, Alan Davis - którego styl lubię od dawna - nie powinien jednak rysować Rockslide'a i Anole'a.

avalonpulse214e.JPGMadMarty: Generalnie zgadzam się z Krzycerem - GH czyta się fajniej. Co do innych aspektów - niby ma to sens, ale jest w tym mnóstwo dziur.
Z jednej strony rozpoczynają zabieg usunięcia pasożytów z głów Emmy i spółki, a z drugiem Wolverine wyskakuje z detonatorem, który ma zniszczyć Utopię? Ale po co, skoro się stamtąd mają wynieść - niech ją sobie ten Sentinel zeżre. Gdzie są Avengers (kilka składów!)? Gdzie jest FF? Fear Itself? ale przecież Colossus leży z robalem na głowie, więc nie może walczyć z Kuurthem. Nieobecność niemal WSZYSTKICH X-Men też jest przegięta.

Wilsonon: No i nie wiem, co o tym myśleć. Czuć sztuczność w relacjach i zachowaniach, szczególnie Summersa. Na siłę i na potrzeby historii dwoje głównych bohaterów z liberalizmu przechodzą w skrajności. Scott w "dzieciaki do wojska!", Logan w "chrońmy dzieciaczki, są naszą przyszłością". I czemu jest tak mało New X-Men?
Oczywiście było pośrednie wyjście, ale nikt jego nie dopuścił. Na siłę, wszystko na siłę. Nie wiem, którą stronę wybrać. Dostaliśmy dwie szarości, zamiast bieli i czerni.
Dopuszczenie do walki samej Hope, gdy w pobliżu jest Scott, hf Wolverine'a, lot Laurie i moce Zero, wraz z jego wsparciem, wystarczyłyby na tego sentinelka. Czekanie na wsparcie byłoby problematyczne. Utopia jest zbudowana głównie z metalu, więc z czasem robot byłby coraz to potężniejszy i wyspa stawałaby sie coraz to mniejsza. Po co oni mają Danger? Drobna sugestia i za pewne cave-man zmieniłby "Destroyutopia!" na coś innego. Ile razy dom w Westchester był odbudowany? Co to za problem wysadzić wyspę lub jej wiekszą część i potem ją odbudować? Pokazac, że "nieważne co zrobicie my i tak tu zostaniemy"?

Pariah: Nie czytałem jeszcze GH, ale po lekturze Schism #4 dochodzę do wniosku, że Wolverine jest idiotą. Jego argumenty są kompletnie od czapy. X-Men zawsze wystawiali młodych mutantów do walki. Robił to Profesor Xavier u początków X-Men, potem byli New Mutants, Generation X, New X-Men, Young X-Men i w mniejszym stopniu Generation Hope. Często z konieczności (podobnie jak tu, a często w sytuacjach znacznie groźniejszych) młodzi X-Men musieli ryzykować swoje życie i jakoś wszyscy rozumieli tą konieczność, podobnie Wolverine. Tutaj nagle mu odbiło i zrobił się świętoszkowaty ? WTF !? Podobnie wypominanie Scottowi, że zabijał dla niego i wykonywał rozkazy bez zająknięcia (akurat :-P ). To mówi gość, który sam odbudował X-Force w nowej formie, bo uznał, że wbrew temu co myśli Cyke są nadal potrzebni... Debil i hipokryta. Do tego ten absuradalny pomysł z detonatorem. Na wyspie jest dość osób zdolnych stawić czoła jednemu Sentinelowi, by nie popadać w taką paranoję i nie próbować niszczyć domu wielu mutantów. Szczerze, kiedy widziałem Prelude to spodziewałem się jakiegoś straszliwego zagrożenia dla Utopii. Jeden zaaawansowany Sentinel to śmiech na sali. Niedawno X-Men odpierali całe serie Nimrodów, któe są znacznie groźniejsze... Kompletnie nie rozumiem jak Aaron chce nas przekonać do Wolverine'a i jego nowej serii.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse214a.jpgX-Factor #225
Autor: David Yardin

Hotaru: To, co Yardin wyprawia z okładkami do tej serii, jest niepojęte. Już miałem typować cover The Children's Crusade #7, kiedy zoabczyłem tą okładkę i musiałem złożyć broń. Znów autor wykazał się pomysłem i warsztatem, co skutkuje kolejną świetną i klimatyczną okładką. Czapki z głów.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.09.21


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.