Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #212-213 (20.09.2011)

avalonpulse0.png
Wtorek, 20 września 2011Numery 37-38/2011 (212-213)



Problemy techniczne i merytoryczne sprawiły, że w poprzednim tygodniu Pulse się nie ukazał, a jego najnowsza odsłona wychodzi dopiero dziś. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. To, czego nie udało się zamieścić poprzednim razem, znajdziecie w tym wydaniu. Tak więc ten numer jest podwójnej objętości. Wiedząc, że wielu niecierpliwie czeka, nie przedłużajmy więc dłużej. Zapraszam do lektury.



Amazing Spider-Man #669
Krzycer: Wreszcie pojawia się jakieś realne zagrożenie. Wreszcie skończy się radosne śmiganie na pajęczynach wszystkich jak leci. Dlaczego tak późno?
Minusy tkwią w detalach - Way of the Spider wygląda strasznie nijako, i nie wiem, czy to przez brak wyobraźni Ramosa, czy to Slott wymyślił sobie pajęcze kung-fu bez żadnego pomysłu na to, jak to właściwie ma wyglądać. Na razie nie widzę żadnej różnicy przed i po treningu, poza tym, że Parker kończy walkę w jakiejś cudacznej pozie.
Z innej beczki - czy ta pajęcza królowa, która za wszystkim stoi, to ta sama potworzyca, która kiedyś zrobiła coś Parkerowi, co dało mu organiczną pajęczynę?


Fear Itself #6
Hotaru: Dziw nad dziwy - ten numer wywołał u mnie najmniej negatywnych emocji z dotychczasowych. Prawdę powiedziawszy, to najmniej emocji w ogóle. Nie wiem, czy to dlatego, że rzeczywiście jest mniej kiepski od poprzednich, czy po prostu już się uodporniłem na ten event. W każdym wypadku, na kolejny numer czekam tak, jak na poprzednie. Czyli wcale.
avalonpulse213b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Krzycer: Pamiętajmy, że mogło być gorzej - oryginalnym zamysłem Fractiona było, by Parker zdjął maskę, kapitulując.
Poza tym plusów brak, są złe dialogi, głupie zachowania postaci i kompletny brak sensu w tym wszystkim. Nie wspominając o koordynacji z tie-inami.

Wilsonon: Cap tracący nadzieje. SM chcący uciekać i zostawić bezbronnych ludzi. Dziwne przeskoki: jesteśmy nagle w jednym miejscu, nagle Puf! i pojawiamy się w drugim, nie wiedząc skąd się wzieli widoczni bohaterowie. Nie wiemy jak i kiedy wojownicy Serpenta dotarli do jego chatki. Cap, stojący na czele armi z prehistoryczną strzelbą sikającą śrutem, prowadzi ją na pewną śmierć. Tak, mistrz strategi zdecydował, że stoczą ostateczną bitwę na płaskiej równinie w walce z bogami. Konsultacja z ziemskimi intelektami także nie wchodzi w rachubę, bo po co. Lepiej zgińmy jak polscy sarmaci w potyczkach z ruskimi czołgami, trzymając szabelki w rączkach. Gratulacje dla Marvela za zatrudnianie kompletnych idiotów i kondolencje dla Immonena, że musi z takimi pracować. Ocena: 2/10 (za rysunki).
czarny_samael:
Taaak... Fraction w pełnym blasku. Do tej pory czytając jego głupoty, myślałem, że facet po prostu zlewa historię Thora, czy Odyna (ostatnie Mighty Thor). Teraz już wiem, że on po prostu pojęcia nie ma o kim pisze. Ale po kolei.
1.Cap America i 99 momentów by dać się zabić i zabrać ze sobą jak największą liczbę cywili do grobu.
2.Fantastic Four i... No właśnie. Gdzie jest FF? Thing wyzdrowiał, to mamy wszystko głęboko? Mówiąc o FF, w obecnej sytuacji z tego co widać w "X-Men", mam na myśli także Dooma. A skoro jesteśmy przy "mózgach", to co z Pymem? Rozumiem, że mu się oberwało w Dubaju, ale jego kompletny brak (jak i War Machine'a, czy Blue Marvela) jest żenujący.
3.Kuurth. Jak rozumiem, brak mocy Cyttoraka, czy pojedynek z jego nowym Avatarem nie będzie miał dla niego kompletnie żadnych konsekwencji. Nawet oczekiwanej zmiany wyglądu.
i na deser:
4.Thor i zabawy Asgardu. Odyn tworzy planetę w pierwszym komiksie, ale przejmuje się tym że nie zdoła spowodować katastrofy która zabije wszystkich na Ziemi? No i jego rozmowa z Thorem o tym, że może Thor kiedyś zrozumie o czym się myśli w takich sytuacjach, gdy będzie ojcem, a Thor mu na to że "może kiedyś". Po tym wiem, że Fraction w ogóle nie wziął do ręki żadnego numeru "Thor vol.2", bo: a)nikogo nie obchodzi Designate (Thor Girl) i b)Thor kiedyś był królem Ziemi, miał syna i później cofnął czas, zachowując jednak wszystkie wspomnienia z przyszłości (ta historia doprowadziła do Ragnaroku w Avengers Disassembled). 3/10, za kadr z Serpentem i jego The Worthy.


Fear Itself: Hulk Vs Dracula #1 (Of 3)
czarny_samael: Dobry komiks. Na plus na pewno pokazanie reakcji kolejnego regionu świata na wydarzenia FI, których brak w większej ilości jest dużym minusem eventu. Poza tym doceniam zachowanie części swojego charakteru przez Hulka, który nie ma ochoty na negocjacje. Ciekawe relacje wewnętrzne na zamku Draculi, które zaowocoują czymś nowym w świecie Marvela, takim jak badassowa drużyna wampirów. Wiem, że ten komiks jest powodowany irytującą modą na szlachetne i piękne wampiry, ale gdy pominąć tę modę, to wampiry zawsze miały potencjał, że przypomnę "Draculę" Coppoli, czy nawet pierwszego Blade'a. Dorzucając do tego występy krwiopijców w MI:13, jestem dobrej myśli.
7/10.

Hulk vol. 2 #40
colossus28: Parker dostał niefortunną postać do pisania, zwłaszcza jak ją wytarmosił Loeb, ale muszę z zadowoleniem przyznać, że podoba mi się kierunek jaki dla niej obrał. Czerwony nie przypomina góry mięcha do odwalania czarnej roboty jak to ma miejsce chociażby w bendisowych Avengerach, ale skrupulatnie i z wyrachowaniem idzie swoją ścieżką i podejmuje odpowiedzialne decyzje. Ukryty w tym czerwonym ciele Ross to twardy, doświadczony facet i widać to w poczynaniach Red Hulka. Nie oznacza to, że nie ma tu miażdżenia, ale i ono ma tutaj większy sens niż to co ostatnio wyprawia Banner.


Journey Into Mystery #627
Hotaru: Przede wszystkim - gdzie jest Braithwaite?Nie zrozumcie mnie źle, Elson okazał się porządnym zastępstwem, ale jego rysunkom zabrakło tego liryzmu, dzięki któremu seria ta utrzymuje tak specyficzny klimat. Na szczęście tego klimatu nie zabrakło w skrypcie, nawet pomimo tego, że brak w nim głównego bohatera. Nawet ja, nie śledzący blisko piekielnego zakątka uniwersum, doceniłem kilka występów gościnnych. Gillen podjął się załatania kilku z setek dziur, jakie zioną w utkanym przez Fractiona płótnie. Z jednej strony, nie wiem czy warto łatać taki łachman, a z drugiej... kurcze, same łaty mają coś w sobie.
avalonpulse213c%20%5B1600x1200%5D.JPG
Krzycer: Parafrazując kultową w pewnych kręgach komedię, Lokiego nie ma, ale też jest bardzo fajnie. Mefisto ma dużo do roboty podczas tego eventu - ale choć jego występ w New Mutants jest tu wspomniany, nie ma mowy o jego działaniach z Ghost Ridera. Ciekawi mnie, jak to wygląda od zaplecza - czy to po prostu kwestia dobrych stosunków Gillena z DnA (i brakiem takowych z Williamsem), czy przekazywanie tego typu informacji jest w rękach redaktorów...
Anyway, wizyta w Mefista w barze wypada przednio sama z siebie, a przy okazji przypomina, czemu pozostałe panteony siedzą cicho podczas FI. I ustala (raz na zawsze? może?), że prawdziwego Szatana jeszcze w komiksach nie widzieliśmy (o ile można diabłu ufać w tej sprawie). A przynajmniej, że nie był nim frajer z "Wolverine Goes To Hell". I bardzo dobrze.

czarny_samael:
Jedno pytanie: Czy nie można było Gillena zatrudnić do zrobienia choćby szkieletu całego eventu? Nie dość, że fajnie się go czyta, to jeszcze widać, że facet ma pojęcie o tym o czym pisze. Takie smaczki, jak Council of Godheads, Magistrati, Madruk Kurios (i ta widoczna w Mephisto niechęć do przyznania, że to właśnie Madruk zawsze był najbliżej tego żeby nazwać się Szatanem, co było już kilka razy potwierdzane, choćby jego ojcostwem Daimona), czy reakcja Nightmare'a są... boskie.
Trochę zaniepokoiła mnie obecność Shuma Goratha i Cyttoraka w tym gronie, ale można przymknąć na to oko, przy tak świetnym scenariuszu. Jestem zachwycony i daję
9.5/10.

Moon Knight vol. 6 #5
colossus28: Dałem szansę tej serii, ale Bendis robi wszystko bym o niej zapomniał. Piąty numer za nami, a ja wciąż nie wiem dokąd to wszystko zmierza, kto tym wszystkim kieruje i jaki ten tajemniczy król L.A. ma plan. Bendis rozwleka to wszystko do niebotycznych rozmiarów, kręci się w kółko jakby sam nie wiedział co z tym zrobić. Spector miota się po mieście nie zbliżając się do rozwiązania zagadki głowy Ultrona ani na jotę, za to sukcesem kończą się jego podchody do Echo. Na plus streetowy klimat opowieści, walka osobowości Moon Knighta i rysunki Maleeva, choć i on czasami, mam wrażenie, jakby się za bardzo śpieszył.


New Avengers #16
Hotaru: Same old, same old. I to pomimo zapowiedzi Bendisa, że dodanie Daredevila wprowadzi nowy spin do relacji wewnątrz drużyny. I że Matt nie będzie miał większego wyboru w kwestii dołączenia do Avengers. Zły jestem i to na siebie, bo setki razy obiecywałem sobie nie wierzyć Bendisowi, a potem nacinałem się na jego kolejne PR-owe kłamstewko. Fool me once...

New Avengers Annual #1
Hotaru: Jak to zwykle bywa, Bendis przestrzelił. Epickie starcie na ideologie między dwoma grupami bohaterów? Proszę. Wesołej gromady Wonder-Mana zupełnie nie znam. Ideologia w tym jest w gruncie rzeczy poryta, a Simon wykazuje zupełnie inny stosunek do Scarlet Witch, niż np. w Avengers: The Children's Crusade. A i tak koniec końców wszystko sprowadza się do młócki. Ładnie zilustrowanej, ale młócki. To nie materiał na annual, ale na fanfic. I do tego ten brak zakończenia...


avalonpulse213d%20%5B1600x1200%5D.JPGSpider-Island: Avengers #1
Pariah: To może się okazać najlepszy tytuł w tym tygodniu, co jest miłą niespodzianką, bo po tie-inach można się różnych rzeczy spodziewać. Z drugiej strony jest to jednak Chris Yost i to w najlepszej formie. Yost doskonale wykorzystuje te 20+ stron, które dostał i zamiast zapychacza dostajemy zabawną historię z przymróżeniem traktującą dość (jak narazie) infantylną temtykę Spider Island. Dość sceptycznie podchodziłem do Frog-mana na okładce, ale muszę przyznać, że jego pojawienie się było strzałem w dziesiątkę. Cieszy też, że Carol i Jessica dostały w końcu trochę miejsca dla siebie. Cieszy Clint "walczący" ze swoimi nowo zdobytymi mocami i cieszą nawiązania do tego co o Pająku i Ms. Marvel pisał Brian Reed (a co Bendis i Slott całkiem ignorują).

Archie: Głównym atutem tego komiksu jest klimat zaczerpnięty prosto z The Mighty Avengers Bendisa. To jest one-shot, więc nie mamy tutaj skomplikowanej intrygi, ale fabularnie wszystko trzyma się kupy. Jest lekko, strawnie i przyjaźnie. Yost dobrze prowadzi bohaterów. Jego Frog-Man jest sympatyczny i co najważniejsze bawi, a nie żenuje. Mając beznadziejną postać wyciąga z niej najlepsze elementy, a to dobrze świadczy o nim jako o scenarzyście. Obstawiam, że spokojnie starczyłoby mu talentu na wykreowanie nowego wizerunku i zrobienie z Frog-Mana rasowego badassa nadającego się do X-Force. Co do całości to niestety jest jedna poważna wtopa, a mianowicie monotematyczność narzekań Hawkeye'a zaczyna przeszkadzać. Warto też wspomnieć, że Yost w tym one-shocie popisał się bardzo dobrą znajomością continuity przedstawioną w przyjazny sposób. Mógłby odciążyć wypalającego się Bendisa i zostać scenarzystą jakiejś flagowej serii o Avengers. Definitywnie się do tego nadaje. Rysunki Mike'a McKone'a uzupełnione o żywe kolory należycie oddają scenariusz. Nie jest to szczyt jego możliwości i widać, że termin siedział mu na karku, ale spisał się dobrze. Patrząc po formie niektórych rysowników obecnie zatrudnionych w Marvelu to nawet można stwierdzić, że bardzo dobrze. Ten one-shot to czarny koń tego tygodnia.

Thunderbolts #163
wolvie111: Wow. Świetna, po prostu świetna rozrywka. Thunderbolts chcieli uciec, ale raczej nie przenieść się w czasie? Tak czy siak, nasi złoczyńcy mimo szczerych niechęci stali się bohaterami i to bohaterami wojennymi. Moonstone jak zawsze podnosi jakość numeru. Ostatnia scena z nią - niezastąpiona. Cały numer jak zawsze pełen akcji, fajnych dialogów i scen. W tym zadowoleniu nawet rysunki mi się podobały, świetnie wpasowują się w klimat Piorunów. Dałbym 8/10
.

Ultimate Comics Spider-Man vol. 2 #1
avalonpulse213e%20%5B1600x1200%5D.JPG
Hotaru: Nie chcę wypowiadać się o kolorze skóry nowego Spider-Mana i fakcie, że nie nazywa się Peter Parker. Dość o tym było w poprzednich tygodniach. Wypowiem się o komiksie. Komiksie, który wygląda prześlicznie. Pichelli nie tylko dała z siebie wszystko - ona przeskoczyła samą siebie. Zachwycam się każdym narysowanym przez nią (i pokolorowanym przez Ponsora) kadrem. Do tego Bendis nie zawiódł. Polubiłem Milesa. Cieszę się na myśl o kolejnej setce numerów z tym bohaterem.
Krzycer:
Jaki jest Miles Morales? Z tego komiksu się tego nie dowiemy, ponieważ więcej czasu i uwagi poświęcone zostaje pająkowi przez małe "p". I jakby mało było tego, że ugryzienie drugiego nastolatka przez kolejnego pająka jest wystarczająco nieprawdopodobne, Bendis wymyśla absurdalny w swym skomplikowaniu splot okoliczności który do tego doprowadza. Obawiam się, że jedynym sposobem, byto trzymało się kupy, jest pożyczenie wątku od JMSa i zasugerowanie jakiegoś mistycznego czynnika, zamieniającego super-pająki w zdeterminowane włochate mini-kamikadze.
Poza tym nie jestem pewien time-line'u. Jeśli dobrze rozumiem ostateczny zamysł Bendisa, ponad sto pięćdziesiąt numerów Ultimate Spider-Mana rozegrało się na przestrzeni roku (wliczając w to półroczny przeskok po Ultimatum... yeah, right). A to znaczy, że Miles został ugryziony zaraz po Parkerze, ale Ultimate Fallout #4 sugeruje, że kostium założył po raz pierwszy dopiero po jego śmierci. Mam nadzieję, że Bendis nie będzie nas teraz raczył siedemdziesięcioma odcinkami prowadzącymi do kostiumu. A poza tym wszystkim - może być. Rysunki mi się bardzo podobają.


Uncanny X-Force #15
Hotaru: Ten numer podobał mi się bardziej od poprzednich. Zaczynam podejrzewać, że wcześniej miałem po prostu gorsze dni, bo podczas lektury tej odsłony towarzyszyło mi uczucie niekłamanej frajdy. W miejscu, gdzie wcześniej czułem nużącą pustkę, tym razem znalazło się poczucie czegoś naprawdę ważnego dla bohaterów. Coś, co może być nawet epickie. Do tego przestały mnie drażnić kolory White'a, a rysunki Openy są o wiele bardziej spójne. Znów zaczynam wierzyć w tą serię.
Wilsonon:
Wszystko się krystalizuje i plany Warrena powoli sie uwidaczniają. Mamy okazje zobaczyć kilka łechcących scen: Psylocke vs. Gejsza, Deathlock vs. Femine & Death, szybka ewolucja (przypomniał mi się pewien odcinek Futuramy).
Muszę się powtórzyć i jeszcze raz pochwalić Opena'e i White'a. Tego co oni wyprawiają nie da się opisać. Ujęcia przedstawiające pojawienie się Bloba, Śmierci i Głoda oraz Archangela nie pozwalają oderwać od nich oczu. A ta kolorystyka! Wszelkie odcienie fioletu, czerwieni... Wszędzie można znaleźć choć drobną nutę tych królewskich barw.
No i podkreślmy brak Wolvie'ego. Nie przeszkadza, ale odczuwalna jest potrzeba, aby był ktoś kto potrafi przeciął się przez wszystko. Największą, jak dotychczas, wadą DAS jest to, że Wade jest od razu eliminowany i kompletnie przestał używać jakiegokolwiek rodzaju broni palnej. Najlepsza seria Marvela. Ocena: 9/10.


X-23 vol. 2 #14
Hotaru: W dalszym ciągu podoba mi się ta seria, chociaż emocji... czy też dokładniej gorzkiej refleksji, jest w tym numerze mniej. Phil Noto jakby się wyrobił i jego kadry i stronice wyglądają swobodniej, niż ostatnio. Przydała by się za to jeszcze bogatsza paleta kolorów. Na plus zaliczę jeszcze Val i Cecilię. Zapomniałem już prawie, że lubiłem te postaci. Ostatnia strona może nie zwala z nóg, ale i tak kolejnemu numerowi nie przepuszczę.


X-Factor #224.1
Hotaru: PAD nie zawodzi. Wprawdzie wybitnie czuć, że to numer wprowadzający, ale jakoś mnie to nie drażniło. Podczas lektury żałowałem za to, że to taki samotny jeździec, nie powiązany mocniej z resztą, ale ostatnia stronica wyprowadziła mnie z błędu. Jak mogłem wątpić w PADa. Artystka też daje czadu. Utożsamiam już kreskę De Landro z tą serią i mam nadzieję, że nigdzie się nie wybiera.

avalonpulse213f%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Gdyby oceniać ten numer jako zwykły numer X-Factora, to jest przeciętny. Trochę przegadany - czy raczej przenarratyzowany - ale jest w nim parę zabawnych momentów i dobrze poprowadzony Madrox, reszta została odstawiona na boczny tor. A na końcu PADowe zaskoczenie obiecujące kontynuację historii.
Ale to nie jest zwykły numer, to jest point one. I jako taki sprawdza się bardzo dobrze - mamy przedstawienie wszystkich postaci, zasugerowanie głębszej historii z łamów ostatnich siedemdziesięciu numerów, kilka niedomówień jasnych dla stałych czytelników, ale mogących zaciekawić nowych... I zakończenie, które czytelnikom nieobeznanym
z tytułem może wydać się bardzo, bardzo dziwne (cytat: "...ale to nie oni ją zabili... Prawda?").
W każdym razie, dałem ten zeszyt dwójce znajomych zaznajomionych bardzo pobieżnie z mutantami, a z X-Factor - wcale, i dostałem jedną prośbę o podrzucenie pierwszych numerów serii. 50% wciągniętych czytelników to niezły wynik, na dodatek to dziewczyna, więc liczy się podwójnie
.

X-Men Legacy #255
Hotaru: Mam wrażenie, że ten numer mógłby być epicki. Rozwija się intryga, mamy spotkanie Polaris z Magneto, kilka pojedynków, kilka ras obcych i polityczne tło. Niestety, mamy też rysunki Steve'a Kurtha. Kurcze, co się dzieje z tym artystą. Sprawdziłem i kiedyś potrafił rysować schludnie. To, co prezentuje sobą tutaj, na pewno schludne nie jest. Magneto w jego wykonaniu wygląda jak wciśnięty w czerwoną pończochę i przyozdobiony nocnikiem. To się nie godzi!
Krzycer:
Czegoś mi w tym numerze zabrakło. Jakiegoś zaskoczenia, bo w tym, że kosmiczne robaki kontrolują Havoka i spółkę zaskoczenia nie było. No i Rachel akurat obudziła się w potrzebnym momencie - tani chwyt, a na dodatek niepotrzebny, bo przecież Rogue mogłaby tak czy inaczej powalić Konia jednym dotknięciem (chyba, że w historii "Salvage" było coś o tym, że jej dotyk nie działa na kosmitów, a ja o tym zapomniałem). Za to motyw zmuszania więźnia do autotortury był udany.




Spośród okładek z poprzedniego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse212a.jpgHeroes for Hire vol. 3 #11
Autor:
Jay Anacleto, Brian Haberlin

Sc0agar4k: "Jeśli jesteś złoczyńcą, zostaniemy wynajęci, by Cię złapać." Oto główna koncepcja tej okładki. Misty Knight i Elektra z bojowymi okrzykami na ustach szykują się do ataku. Ich miejsce działania? Oczywiście, Twoja dzielnica, co jest również widoczne w tle. Macie złe intencje? Lepiej od razu zacznijcie się bać.






Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse213a.jpgX-Men: Legacy #255
Autor: Mico Suayan

Hotaru: Przyznaję, wytypowałem tą okładkę nie ze względu na jej wygląd. Bez sensu, wiem. Ale pomysł starcia Polaris z Magneto tak potężnie we mnie rezonuje, że sam fakt zilustrowania takiego pojedynku dla mnie wystarczy. Old-schoolowa epickość pełną gębą.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.09.07 oraz New Spoilerownia - 2011.09.14


Redaktor naczelny: Sc0agar4k
Korekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.