Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #209 (22.08.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 22 sierpnia 2011Numer 34/2011 (209)



W tym tygodniu, podobnie jak w wielu poprzednich, króluje Fear Itself. Dodatkowo dwie pozycje dotyczące "Schism" oraz ostatni numer Ultimate Comics Fallout. I to niestety wszystko. Ale może jakość jest lepsza od ilości? Zapraszam do lektury.



Avengers Academy #18
Hotaru: Cóż mogę powiedzieć, poza tym, że dla mnie to jedyna (obok Journey into Mystery) część Fear Itself warta czytania? I to dlatego, że skupia się na bohaterach komiksu, a nie na rozdmuchanym i nudnym evencie. W dalszym ciągu nie mamy zapowiedzianego zgonu, co mnie trochę wkurza, bo wolałbym już wiedzieć, z kim przyjdzie mi się pożegnać. A tak, każdemu kadrowi towarzyszy refleksja, czy przypadkiem nie oglądam danej postaci po raz ostatni...
Krzycer:
Dzieciaki zaczynają się odgrywać, udowadniając, że idiota z potężnym młotkiem pozostaje idiotą. Tak czy inaczej - nadal jest dobrze, zobaczymy, jak będzie dalej.
Arachnid:
Tutaj nadal dobrze. Uczniowie akademii radzą sobie świetnie i to bez pomocy kadry pedagogicznej. Rysunki jak zwykle miłe dla oka. Ogólnie jest bardzo dobrze. Ostatnimi czasy jest to chyba najlepsza seria z "Avengers" w tytule.

Avengers vol. 4 #16
avalonpulse209b%20%5B1600x1200%5D.JPGHotaru: All-time-low. Serio, często jechałem po tej serii, ale ten numer pokazał, że nie ma dolnych granic możliwości Bendisa i Romity. Fabuła jest tak biedna, że aż nie wiem, od której strony zacząć ją krytykować, a "rysunki" straciły prawo do tego określenia wraz z pojawieniem się na stronicach bazgroła reprezentującego Victorię Hand. To jest tak złe, że aż zabawne. Szkoda jednak, że niektórzy fani będą się śmiali przez łzy.
Krzycer: Brzydkie rysunki, gadające głowy i event, którego timeline nie ma za grosz sensu - nie wiem, gdzie te wszystkie tie-iny mają się mieścić w wydarzeniach głównej serii, gdzie na razie minął może dzień. A sam numer? Bardzo, bardzo nijaki.
Poza tym Daisy Johnson wyskakuje jak filip z konopii i coś mi mówi, że Bendis oleje sikiem koszącym wszystko, co przytrafiło się tej postaci między SI a FI (znaczy, serię Hickmana).
straznik: Historia słaba i nieco bez sensu. Chyba, że Daisy dołączy do jakiegoś zespołu Avengers? (Przy okazji, czemu nie walczą Secret Warriors? Czy coś przegapiłem?) A rysunki są po prostu tragiczne (a myślałem, że nie przebije nic tych ze Schism).
wolvie111: No proszę. Wszyscy herosi zajęci są nazistami i ratowaniem ludzi. Miasta płoną i toną, a Steve znajduje jednak czas na ważną ponoć misję i wybiera się do Szwecji. Zabiera ze sobą za to trzy laski, których urok został niestety doszczętnie zabity przez Romitę. Sama akcja w zamku bije o kant d----. Cap bije w chwilę ponoć silniejszego przeciwnika, a Hill i Hand uciekają przed nazistami, którzy ścigają je w żółwim tempie i wyglądają jak wesoła grupa cyrkowa. Całość kończy jedna z dzieciaków Fury'ego i do tego dochodzi ni stąd ni zowąd dzikie szaleństwo Steve'a.
Nie sprawdził się tu sposób narracji, który ostatnio stosowano, bo jak dla mnie to było trochę przynudzanie na zapełnienie kilku stron. Numer przeciętny.
Arachnid: Niestety, bardzo kiepsko. Narracja nadal bez zmian. Te gadające głowy zaczynają mnie nudzić. Rysunki także bez zmian. Wciąż tragiczne. Fabuła też do bani. Jak widać Bendis nie odzyskuje dawnej formy. Niestety.

Fear Itself: Deadpool #3
Lex:
Koniec miniserii i jestem zaskoczony, bo... trochę mi szkoda. Nie spodziewałem się wiele po tym tytule, ale ten numer podobnie jak poprzedni okazał się całkiem przyjemny. Oczywiście nie ma żadnego wpływu na główny wątek FI, ale momentami jest naprawdę zabawny.

Fear Itself: Home Front #5
Lex:
Historia Speedballa trzyma swój poziom - jest nudna i męcząca. Marvel próbuje pokazać, że jest na czasie i na bieżąco z siecią - nie wiem, po co... Wszystko to w landrynkowym sosie, z dzielnymi bohaterami i nawet amerykańską flagą...
Druga historia rozpoczyna się intrygująco. Piątka intrygujących bohaterów wywołała moje zainteresowanie. Tylko czemu herosi musieli zacząć tłuc się ze sobą, zamiast rozejrzeć się, gdzie się znaleźli? Ach, przecież jeszcze dwa numery trzeba czymś zapełnić, więc ten właściwie był na rozgrzewkę. Na razie niewykorzystany potencjał.
Strona z Mr. Fearem to chyba najlepszy moment numeru, nie dlatego, że jest jakaś fantastyczna, ale po prostu dobra. Chaykin trzyma wysoki poziom swojej dział(ecz)ki.
O American Eagle nie ma co pisać - słaba historia, o której szybko zapomnimy. Tylko ten wesoły grill w finale mnie zastanawia: czy pochowali martwego szeryfa przed tą imprezką? Bo szerokie uśmiechy wszystkich mieszkańców sugerują, że szybko zapomnieli, że jednak ktoś zginął... Numer słaby, z pewnością były lepsze w tej miniserii.


Generation Hope #10
Hotaru: Nie wiem, czy wychodzi moja awersja do religijnych dewotek, ale Idie z każdą kolejną stroną dryfowała mi w kierunku przerysowanej karykatury doprawionej zidioceniem. Najbardziej podobały mi się aluzje do mutanciej przeszłości, czy to New X-Men Yosta i Kyle'a, czy też wątku z Rachel. Sam materiał Schizmy, który miał tu zdecydowaną przewagę, wydał mi się niestety nienatchniony i sztuczny. Ale i tak wrażenie było lepsze niż w głównej miniserii.
Krzycer: Od kilku numerów mam wrażenie, że każdy kolejny jest najlepszym dotychczasowym. I w takiej sytuacji ogłaszają czytelnikom, że Gillen się pożegna z tym tytułem? Bardzo niefajnie. Trzeba się cieszyć póki można - a jest czym.

Invincible Iron Man #507
Lex:
Akcja mocno zwolniła w tym numerze, właściwie nie ruszyliśmy do przodu względem poprzedniego odcinka. Pozostaje czekać na kulminację wydarzeń. Ciągle pozytywnie zaskakuje mnie kreska Larrocki.


Journey Into Mystery #626
Hotaru: Jak zwykle po lekturze tego tytułu, jestem zachwycony. Gillen znalazł świetną receptę na młodego Lokiego. Do tego jego scenariusz napakowany tym, czego w ogóle nie ma w głównej miniserii - emocjami. Do tego jest ich cała masa, w różnych odcieniach i smakach. Braithwaite utrzymuje stały dobry poziom rysunków, podoba mi się klimatyczna praktycznie nieobecność tuszu. Dzięki temu strona graficzna odzwierciedla "podaniowy" charakter skryptu. Nie wątpię, że o planie Lokiego będą w przyszłości śpiewać po karczmach pieśni.
Krzycer:
W dalszym ciągu to najlepsze, co przyniósł ze sobą Fear Itself. Choć gdy zabrakło Heli i Mefisto zrobiło się trochę nudniej. Przynajmniej jest jakaś koordynacja między tą serią a New Mutants, co nie było oczywiste.
Tak czy inaczej, ostatnia strona zapowiada, że będzie się działo.

Thunderbolts #162
Krzycer: O ile zakład, że Parker dążył do Giant Size Man-Thing, odkąd zaczął pisać ten tytuł? Abstrahując od tego wątpliwej jakości dowcipu - jest dobrze. Dzieje się dużo, dość chaotycznie, ale o to w tym wszystkim chodzi. No i wreszcie sugerowany wątek poboczny z Zemo zaczyna czymś owocować. Jest fajnie, czekam na więcej... i dziwię się, że nadal nie padł żaden trup w składzie B.
wolvie111:
Główną z wielu zalet numeru jest moim zdaniem rysownik. Chciałbym, żeby zajął się na stałe serią. Co do strony fabularnej, to podobała mi się cała walka Piorunów ze zmutowanymi żabami. Dużo scen walki i zwrotów akcji jak zawsze i to w tej serii najlepsze. Teraz czekam na kolejny numer z niecierpliwością, bo ucieczka wydaje się jak najbardziej serio i będzie ciekawie.

Ultimate Comics Fallout #6
Hotaru: Ten numer podobał mi się mniej, niż poprzednie. Każda z historii służyła za swoisty finał dla różnych wątków rozmieszczających klocki na planszy na potrzeby przyszłych historii. Odnoszę jednak wrażenie, że wystarczyłyby zwięzłe kropki, a nie takie przegadane rozlazłe opowiastki. Roniący łzy Nick Fury to jeden z bardziej nienaturalnych widoków, jakie widziałem w komiksach Ultimate. A czytałem Ultimate Doom, gdzie głównym wątkiem była inwazja z innego wymiaru. Nie tracę jednak nadziei, że zrestartowana linia będzie reprezentować o wiele wyższy poziom.

Uncanny X-Men #542
Krzycer: Dużo fajnych pomysłów w tych pojedynczych kadrach przedstawiających kolejne plany. Przyznam szczerze, że chętnie zobaczyłbym niektóre z nich przedstawione szerzej - takie jak występ gościnny Siryn czy Gambita detonującego Rockslide'a. Ale wszystko to spełza na marne, Juggy jest niepowstrzymany. Ale to nie wszystko, co dostajemy w tym komiksie. Jest jeszcze mistyczna podróż Colossusa i spółki - ten wątek jest do bólu przewidywalny i nie byłoby tu żadnych zaskoczeń nawet, gdyby teasery nie zdradziły rezultatu parę miesięcy temu - dylematy pani burmistrz i Cyclopsa (rzucające fajny cień na ich dotychczasową, nudnie doskonałą relację) i wreszcie dziwne jazdy Emmy w szpitalu, które mają swój klimat. Ogólnie - dobrze jest. I nawet "rysunki" Landa tym razem nie przeszkadzały mi jakoś szczególnie.
avalonpulse209c%20%5B1600x1200%5D.JPG
wolvie111: Jestem trochę zaskoczony. A to dlatego, że numer przypadł mi gustu jak dawno tego nie było w przypadku tej serii. Podoba mi się, jak pokazane jest starcie mutantów z Juggernautem, z lekkim przymrużeniem oka. Cyclops nie żartował, mówiąc o wielu opcjach, jakie rozmyślał. Niestety wszystkie znów spalone na panewce. Za wyjątkowe można uznać rysunki Landa, które mnie nie drażniły jak zawsze. Widocznie z okazji FI się postarał :). Minusem numeru jest Emma, która postanawia "pod wpływem" udusić Hope poduszką. Scena wygląda po prostu śmiesznie. Gillen konsekwentnie robi z niej płytką i zniewieściałą dziewuchę (która w tym wypadku nie potrafi użyć diamentowej pięści).
Numer nie zawiera takiej dramaturgii jak inne z FI, ale nie jest to jego wada. Za to wątek Colossusa pokazuje, że w następnym numerze będzie porządne mordobicie. Czekam więc... z cierpliwością. Numer oceniam pozytywnie.

Arachnid: Czyli 42 sposoby na pokonanie Juggernauta. Szkoda, że przedstawili tylko kilka i to dosyć ubogo, ale i tak podobało mi się to najbardziej z całego numeru. Co do podróży Colossusa, Magik i Kitty to także wyszło to nie najgorzej. Co prawda zakończenie było bardzo przewidywalne, ale i tak jest całkiem dobrze. Rysunki również znośne. Ogólnie całkiem przyzwoity numer.
lunatik8: Nie czytuję X-Manów, ale jakoś mnie zachęciliście do tego numeru. I powiem jedno, od czasu walki Thinga z Rulkiem nie widziałem tak dobrego pokazu mocy młotka. Tamta walka i ta różnią się wszystkim, tam był wielki pokaz siły i wszystko traktowane na poważnie. Tutaj Juggy tylko idzie i to nawet zbytnio się nie śpieszy. Nawet mimo humorystycznego aspektu powstrzymywania niepowstrzymywalnego dało się wyczuć realne zagrożenie.

X-Men: Schism #3
Hotaru: Nie lubię kreski Acuny. Retro-klimat, zamaszyste i grube linie tuszu, i częste kadry, którym wiele brakuje na wielu płaszczyznach. Pomimo tych wad, rysunki nie ciągną komiksu w dół. Bo on już się tam znajduje. Skrypt Aarona jest naciągany jak guma w stringach zawodnika sumo. Podejrzewam, że dyskusja między Loganem i Summersem miała być emocjonująca, ale wyszła po prostu śmiesznie. Co gorsza, Wolverine wyrasta na hiper-hipokrytę. Chyba, że taki jest zamysł co do "filozoficznego rozłamu" między mutantami - jedni starają się być fair, a dla innych obłuda to nowa życiowa ścieżka. W takim wypadku - dobra robota!

Krzycer: Tradycyjnie już w przypadku tej miniserii, numer jest nierówny. Do wad zaliczyłbym prawie wszystko związane z Bandą Czworga Kade'a, rysunki Acuñy (zwłaszcza to, jak rysuje dzieci) i powrót jetpacka. Do zalet - mimo wszystko konfrontację Emmy i Magneto z dzieciakami, cały wątek z Idie i kolory Acuñy. Ogólnie nadal jest nieźle, i choć dzieciaki Kade'a są irytujące to jeszcze żywię nadzieję, że coś z nich będzie, bo ewidentnie nie zależy im na eliminacji X-Men, więc Aaron ma w rękawie jakiś pomysł, którym chce nas zaskoczyć.
No i nadal czekam na to, co ostatecznie podzieli mutantów - jak dotąd Logan ze Scottem bardziej się gryźli np. o obecność X-23 w X-Force, więc niczego nadzwyczajnego tu nie ma.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse209a.jpgX-Factor #224
Autor: David Yardin

Hotaru: Yardin po raz kolejny stworzył prostą kompozycję, aż ociekającą emocjami: miłością matki do dziecka, a także strachem, czy to dziecko jest rzeczywiście tym, czym nam się wydaje, że jest ("Dziecko Rosemary" anyone?). Widać w prostocie siła.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.08.17


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: S_ORedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.