Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #208 (15.08.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 15 sierpnia 2011Numer 33/2011 (208)



Duża liczba naszych stałych recenzentów korzysta z dobrodziejstw urlopów, wakacji, bądź też innych form spędzania wolnego, dlatego też dzisiejszy Pulse po raz kolejny skromny. Mam jednak nadzieję, że i tak chętnie do niego zajrzycie. Przyjemnej lektury.



Amazing Spider-Man #667
S_O: W odpowiedzi na zeszłoroczny event "Wszyscy są Green Lanternem" i późniejszym "Wszyscy są Batmanem" ze stajni DC, Marvel odpowiada nie tylko eventem "Wszyscy są Thorem", ale teraz, także, "Wszyscy są Spider-Manem"! Że co, że uogólniam? Może trochę, ale naprawdę zaczynają mnie męczyć wszystkie te recyklingowane pomysły. Zwłaszcza, że, jak już ktoś na forum zauważył dobrych kilka miesięcy temu, TO JUŻ BYŁO, napisane przez Roberto Aguirre-Sacassę podczas jego runu w Sensational Spider-Man. Ale hej, po co pamiętać jakąś dobrą historię, skoro można ją przerobić na rozdmuchany event ("Vampire State"? Co to takiego?)?
Choć muszę przyznać, że podoba mi się pomysł zebrania najgorszych z najgorszych i wręczenie im mocy Spider-Mana, by siać zamęt i zniszczenie. Mniej podoba mi się przerobienie Jackala na dowcipnisia, nieustannie rzucającego żartami. Z których połowa jest wzięta z żargonu licealnego nauczyciela. Przypomnijmy - Miles Warren był wykładowcą na uniwerku. Właśnie to mnie gryzie.
I jeszcze końcówka numeru, gdzie bohaterowie stają w kolejce, żeby natłuc prawdziwemu Spiderowi. Jasne, wiem, to on chodzi od herosa do herosa i zbiera bęcki, ale nadal wygląda to jak coś żywcem wzięte z "Three's Company".

Deadpool Vol. 3 #41
S_O: Jakoś niespecjalnie wierzę w to, że "innowacyjna" kuracja pani doktor, polegająca na dobrą sprawę na oglądaniu zdjęć trupów, w prawdziwym świecie zadziałałaby na zatwardziałych szaleńców, którymi się zajmuje. Czy wyrażenie "guro porn" (googlujcie na własną odpowiedzialność) kiedykolwiek obiło się Wayowi o uszy? Czyli, krótko mówiąc, jest to kolejny komiks, w którym autor cały czas pisze o tym, jak dana postać jest świetna, genialna i w ogóle, bo za chińskiego boga nie jest w stanie tego pokazać. Figures.
Swoją drogą, miałem rację - pani doktor jest równie szalona, co jej pacjenci. Ale nie pogratuluję sobie domyślności, bo wyglądałbym wtedy jak gość, który jest dumny z tego, że potrafi unieść więcej niż mrówka.


Fear Itself #5
Hotaru: Dziwne. W tym numerze coś mi się spodobało. Nie spodziewałem się tego. I nie mam nawet na myśli kolorów Laury Martin, ale fragment napisanego przez Matta Fractiona skryptu. Shocker, right? Chodzi o Franklina. Przestałem czytać Fantastycznych po kilku numerach Hickmana, więc nie wiem, czy to coś nowego, ale dla mnie to wypas. Nie mogę już się doczekać, aż blondasek namiesza w całym uniwersum. I mówię to bez cienia sarkazmu.
S_O: Oho, wygląda na to, że FRACTION! CZYTAŁ! 300!
Poza wszędobylskimi zrzynkami z Leonidasa dialogi wyglądają tak, jak zwykle - wyprane z uczuć, zupełnie nie pasujące do charakteru postaci ani do powagi sytuacji... No i na koniec wchodzi Franklin ex Machina z siostrą, która również zachowuje się jak po lobotomii (przynajmniej nie skacze po łóżkach). Pytasz, czy pamiętamy, jak obiecałeś nigdy nie używać swoich mocy, Frank? Bardzo mi przykro, ale NIE, BO NIGDY NIC TAKIEGO SIĘ NIE STAŁO, a u Hickmana cały czas ich używasz.
avalonpulse208b.JPG
Co gorsza, dzieciaki Richardsów wyskoczyły, dosłownie, z nikąd. Może, gdyby w tie-inie FF chociaż o nich wspomniano, zamiast wałkować po raz setny temat "Thing ma zły dzień" przez dwadzieścia stron, niesmak byłby nieco mniejszy.
Swoją drogą, w ostatnim numerze "Vanilla Avengers" gadające głowy zadały retoryczne pytanie - jeśli Mjolnir zmienia zwykłego gościa w potężnego boga burz i piorunów, to co podobny artefakt uczyni z siłaczem? Najwyraźniej da mu wytrzymałość ceglanej ściany, którą można rozwalić jednym ciosem młota.
A propos rozwalania czegoś jednym ciosem... Teoretycznie scena z roztrzaskaną tarczą Capa mogłaby być poruszająca, w każdym razie za Wielką Wodą. Miejmy nadzieję, że nic tego nie zepsuje, jak na przykład wyraźnie dziejąca się już po evencie historia ze Stevem, w której tarcza jest w idealnym stanie OH WAIT.

bastek66: Komiks kontynuuje tradycję innych komiksów Fractiona, jest przegadany, nadęty i nudny. Do tego pełen typowych zagrań jak tarcza Capa łamiąca się przy każdym ważniejszej historii. Uratowanie Thinga odbyło się w tak prostacko łatwy sposób, że nie mam słów, jak Hickman mógł się na to zgodzić. Nawet ostatnia strona ocieka beznadziejnością.
lunatik8: Czytam, ale chyba tylko z przyzwyczajenia. Uratowanie Thinga może i było prostackie, ale pokazuje błąd w podstawowym założeniu eventu, tzn. ani Serpent ani Worthy nie wydają się potężniejsi od innych powerhousów. Ba, jedynie Thingowi na początku eventu udało się pokazać, że młotek to nie zabawka.

Fear Itself: Uncanny X-Force #2
Hotaru: Po lekturze pomyślałem sobie "jak to możliwe, że Remender tak skopał zespół, który sam stworzył?". A potem zobaczyłem, że to nie on jest scenarzystą i odetchnąłem z ulgą. Strasznie mnie wynudził ten komiks. Do kiepskiej fabuły dochodzą nienatchnione rysunki. Ciężko mi to przechodzi przez gardło, ale w tym tygodniu nawet numer Fractiona był lepszy.
S_O: Mam mieszane uczucia. Niby z jednej strony mamy tu przynajmniej z tytułowym strachem, a w każdym razie wykorzystywaniem wszechobecnego strachu dla własnych celów, ale z drugiej... meh. W ogóle nie czuć powagi sytuacji. I jeszcze fakt, że główny zły nie grozi zabiciem kogoś innego, lecz siebie i sobie podobnych wariatów? Zamiast ścigać gościa, Logan i spółka powinni się rozsiąść, otworzyć kilka browców i czekać, aż załatwią sprawę za nich.

Incredible Hulks #634
S_O: Oh, wow. BB, nie mówiłeś, że zostałeś scenarzystą dla Marvela. Nie mam zielonego pojęcia (did you get it?), co tu się wyprawia, oprócz tego, że najwyraźniej Hulk jest tak wściekły, że pierdnięciem gasi słońca. Ale nadal pierdzi tak, żeby sprawiedliwi poczuli najwyżej lekką bryzę, w dodatku świecąc się jak psu (temu gamma-psu z filmu Anga Lee) jajca. Podładowywanie Hulkstera oficjalnie osiągnęło niedorzeczne rozmiary, przez co przestaje być interesującą postacią, a zaczyna być... nie wiem, czym. Ale gdy frustracje seksualne dają bohaterowi taką moc, że może pokonać każdego, najwyższa pora porzucić serię. Cieszę się, że to przedostatni numer.

Iron Age #3
S_O: Okej... Tony przyznaje, że nie spał od kilku dni, więc wkrótce powinien zacząć się robić paranoidalny i mieć omamy, zwłaszcza w swoim osłabionym stanie (f****n' human body, how does it work?). Nadal uważam, że powinien móc się przespać, zabrać się za robotę metodycznie i powoli... Nadal jest w przeszłości, nic nie sugeruje, że McGuffinom, których poszukuje, nagle wyrosną nóżki. Dlatego sam pomysł na tę historię jest chybiony.


New Avengers Vol. 2 #15
Hotaru: Wow. Mary Wiewiór Sue do ataku. Nieźle się uhahałem, serio. Ten komiks jest tak głupiutki, że aż fajny. Dobrze widzieć, że chociaż czasem Bendis nie bierze siebie na poważnie. To woda na młyn fanów wiewiórzastej na następną dekadę. Rozumiem już, dlaczego w każdej hipotetycznej walce zwycięzcą jest Squirrel Girl.
S_O: O mój Boże. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Kolejny raz, gdy internetowa popularność postaci wraca, by ugryźć nas w tyłek. Tak, SG jest kompletnym badassem, który roznosi Doctora Dooma, Bi-Beasta i podobnych tytanów... W historiach, które nie mają być brane na poważnie. Przerabianie jej na ninję mogącą stawić czoła Wolverine'owi czy oddziałowi nazi-botów... to jest po prostu niewłaściwe.
bastek66: Po czym poznać, że Bendis nie ma pomysłu na komiks? Korzysta z tego samego zabiego, co od początku Avangers vol.4, wywiad z gadającymi głowami. Niestety zaczyna się to już przejadać, Bendis-talk już nie działa tak dobrze jak kiedyś. Zdecydowanie za dużo miejsca zostało poświęcone na otwarcie. Pokazywanie jaka ze Squirrel Girl niepokonana postać, zdecydowanie nie pasuje do "poważniejszych" komiksów superbohaterskich. Deodato dalej partaczy przesadzając z ilością tuszu.
avalonpulse208c.JPG

New Mutants Vol. 3 #29
Hotaru: Po pierwszym szoku, jakim były projekty postaci i ilustracje Davida Lafuente, doszedłem do wniosku, że ten komiks mi się podoba. Zgoda, Sunspot wygląda jak Dark Beast, Hela ma twarz jak konik morski, a Nate zarąbał nieużywane image inducer Nightcrawlera, żeby wyglądać jak bliźniak Pudziana, lecz fabuła... to DnA pełną gębą. Humor, sens, rozwój postaci - czego chcieć więcej?
S_O: Uuuugh... To nie jest dobra kreska. Czy Lafuente miał zły dzień, czy moje wspomnienie miniserii z Hellcat jest wyidealizowane? Sama fabuła jednak... intrygująca. Czy ma to związek z tym, co działo się w Journey into Mystery? Byłoby miło, gdyby coś, COKOLWIEK w tym evencie trzymało się kupy. Ale ten twist pod koniec... cholera, pewnie po Necroshy i technowirusie pozostała Cypherowi włączona autokorekta. Cholerna autokorekta...

Punisher MAX Vol. 2 #16
S_O: Oh, wow. To się nazywa kopnięcie prosto w jaja. Frank jest już na dnie, ale przeżył już swe katharsis, więc może być dla niego tylko lepiej. A dla czytelnika wystarczy, by było nadal równie dobrze.

Spider-Island: Cloak And Dagger #1
S_O: Bohaterowie na telefon? Nawet ciekawy pomysł, z taką chmarą herosów w NY duet mógłby dość często pojawiać się gościnnie w innych seriach - na przykład, gdy zostają wynajęci do zbadania sprawy, nad którą pracuje już inny heros (team-up!). Swoją drogą, czy to nie w ten sposób doczekali się swego ostatniego udanego występu, jeszcze w pierwszych Runaways?
Swoją drogą, ciekawy pomysł z Tandy na uniwerku. Może rozwinie się jako postać. Na razie udam, że nie widzę związku z evencikiem.


Ultimate Comics Fallout #5
Hotaru: Układania ultimate klocków ciąg dalszy. I nawet wprawnie to wyszło. Wprawdzie plan Pietro trąci raczej odgrzewanym przeżutym kotletem, niż świeżą miętą, a Fury zachowuje się, jakby ubyło mu jedno jajo, ale co z tego. Grunt, żeby był dobry grunt. Pod nowe historie, ma się rozumieć. Może i jestem naiwny, ale nadal wierzę, że to się może udać.

Vengeance #2
S_O: Nadal nie mam pojęcia, o co się rozchodzi. To tyle. Nie ma czego komentować, bo nic się nie dzieje. Ludzie siedzą w koło i gadają o tym, jak nikt ich nie kocha. I czy Casey ma jakiś fetysz związany z duszeniem? Bo to już drugi jego villain ze stryczkiem noszonym jak krawat.


X-Men Legacy #253
Hotaru: Pamiętacie czasy, kiedy Pham potrafił rysować? Bo ja nie. Znaczy, wiem, że kiedyś jego rysunki były... no, na poziomie, i że to było jeszcze przed Mighty Avengers, ale nie mogę sobie przypomnieć, jak ten poziom wyglądał. Zastanawiam się, co się z nim stało? Chociaż Carey nie zawodzi. Historia nie kończy się wprawdzie nokautem, ale punkt wyjścia pod kolejną historię został ustanowiony. Nie muszę chyba mówić, że już zacieram ręce na myśl o powrocie Polaris, Havoka i Rachel?
S_O: I koniec. Sprytnie rozegrany - nie domyśliłem się, jaki jest plan X-Men, przynajmniej dopóki "Legion" nie zwrócił się do swego ojca po nazwisku. Miło, gdy autor pozostaje nieprzewidywalny do prawie samego końca. Ucz się, Way.
I od razu wskakujemy w następną historię. Nie wiem, czemu, ale miałem nadzieję, że razem z Rogue zabierze się w kosmos X-Club. Oh, well, ta grupa też jest niezła.


X-Men Vol. 3 #15.1
Hotaru: Wow. Inicjatywa "Point One" w tym wypadku chyba minęła się z celem. Chyba, że numer ten ma pokazać potencjalnym czytelnikom, że po tej serii mogą spodziewać się płytkich historii, spartolonych charakteryzacji, i emocji na poziomie "Mody na Sukces". Chwila... w sumie by się zgadzało. Zwracam więc honor: Gischler - dobra robota!

S_O: Ta historia ukazuje dokładnie, na co można liczyć w serii - gościnne występy i całkowicie przypadkowych łotrów. Tęsknię za czasami, gdy X-Men mieli swoją galerię przeciwników. Teraz połowa sama należy do X-Men, a reszta jest martwa. Z klasycznych wrogów pozostał chyba tylko Mojo. To smutne, tak naprawdę. Nic dziwnego, że X-Ludzie zaczęli się żreć między sobą.
Ale odchodzę od tematu. Numer był meh, a rozwiązanie przedstawionego problemu dosłownie podane na tacy. Swoją drogą, gdyby X-Men nie przybyli i nie trzeba im było tłumaczyć całej historii, miejscowi pewnie zdążyliby sami rzucić tę magiczną pieczęć i obyłoby się bez walki z demonami. Huh.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse208a.jpgNew Mutants vol. 3 #29
Autor: David Lafuente

Hotaru: To wyróżnienie nie tyle samej okładki, co odwagi. Odwagi, by zagrać fair. Bo dzięki temu coverowi, od razu wiadomo, co kryje się w środku. A nie są to estetyczne kadry Leonarda Kirka, czy też kryjące w sobie potencjał linie Steve'a Kurtha. Nie, w środku czekają na nas kreskówkowe karykaturki. I nie ma co do tego wątpliwości.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.08.10


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.