Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #205 (25.07.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 25 lipca 2011Numer 30/2011 (205)



Ostatni lipcowy numer Pulse'a przynosi kolejną dawkę recenzji dotyczących Fear Itself. Najwięcej uwagi zostało poświęcone dwóm seriom o Mścicielach. Na szczęście nie zabrakło też komiksów nie powiązanych z tym eventem.



Avengers Academy #16
avalonpulse205b.JPGHotaru: Wynudził mnie cały fragment z Pymem. Jakoś nie potrafię wykrzesać z siebie ani krztyny sympatii do tej postaci, więc "heroiczne" wysiłki Hanka oglądałem z równym zaangażowaniem, jak i muchę z uporem godnym lepszej sprawy próbującą wylecieć przez zamknięte okno. Za to fragment z Veil... cóż, przyznaję, że nie był najbardziej oryginalny, ale nie można mu odmówić potężnej dawki dramaturgii i emocji. Rysownik też tak musiał myśleć, bo ilustrował te fragmenty o wiele bardziej starannie. Raney jak chce, to potrafi.
S_O: W końcu nie dowiedzieliśmy się, co takiego młotkowe małżeństwo robiło w Dubaju, poza daniem wymówki Pymowi do przerobienia wieżowców na Gwiezdne Wrota (serio, spójrzcie na mapę świata. Jeśli Tytania i AM zaczęli swą wędrówkę w Pekinie, to dokąd mogli podążać, jeśli po drodze mijają Dubaj?). Inna rzecz, że Pym znajduje się o krok od śmierci. Szkoda, że już zdążyli zespoilerować fakt, że przeżyje event, bo gdyby tego nie zrobili, może bym się tym przejął. A w drugiej części, którą napisał M. Night Shamamalama-sama-kun, Veil wychodzi na pierwszy plan i dostaje kopa w emocjonalne jaja. Dobrze, że nie pojawiła się Tigra, znowu zapewniając, że zabijanie nazistów podczas wojny jest w porządku. Mam nadzieję, że jak Pym wróci, to ją bitchslapnie.
wolvie111:
Naprawdę świetny numer. Jeszcze niedawno nie spodziewałem się takiej reakcji po przeczytaniu tego tytułu. Sama walka Ant-Mana i Absorbing Mana nie zrobiła takiego wrażenia, jak historia Veil. Tu na prawdę widać wojnę, chaos, śmierć i smutek. Giną ludzie, a dzieci tracą matki. Studenci dostają lekcje, jakie będą pamiętać na zawsze i po których zmieni się ich spojrzenie na świat. W sumie to nie spodziewałem się, że Veil potrafi tak szybko kogoś uśmiercić... pokazuje to, jak duży potencjał ma ta postać. Rysunki nie były najlepsze, ale nie przeszkadzały. Chyba się przyzwyczajam. Numer oceniam wysoko.
Arachnid:
Numer ten zrobił na mnie przeogromne wrażenie. Pierwsza część, skupiająca się w głównej mierze na walce Giant-Mana z Absorbing Manem, była przedstawiona znakomicie, a jej zakończenie było niezwykle ciekawe. Szkoda tylko, że druga walka - Justice i Quicksilver versus Titania - była taka krótka. Jeżeli chodzi o drugą część numeru, to muszę przyznać, że szczęka mi opadła, gdyż takiego obrotu spraw się nie spodziewałem. O ile sceny z Giant-Manem bardzo mi się podobały, to te z Veil biją je na głowę. Były po prostu niesamowite. Jest to zdecydowanie numer tygodnia. Niezwykła historia ze świetnymi rysunkami. Naprawdę warto.

Avengers vol. 4 #15
Hotaru: Nie jestem jedynym, któremu "gadające głowy" Bendisa się przejadły. Może gdyby jeszcze gadały własnymi głosami, a nie generic pseudo-funny-Bendis-banter, to jeszcze bym to przemilczał, a tak... ktoś musi dać scenarzyście subtelnie znać, że co za dużo, to niezdrowo. Subtelnie, czyli nagrać te wszystkie kwestie gadających głów z tego roku i puszczać Bendisowi non-stop na pełny regulator, póki własną krwią nie podpisze zobowiązania, by nie korzystać z tego środka częściej niż raz na dwa miesiące. Co się tyczy oprawy graficznej, to dochodzę do wniosku, że nie byłoby źle, gdyby kolorami zajął się ktoś inny. To barwy sprawiają, że całość jest miejscami nieczytelna. Ale i tak jest o wiele lepiej, niż za czasów Romity. O fabule się nie wypowiadam, nie jest tego warta.
avalonpulse205c.JPGS_O: Małe te kadry. I nieczytelne. Styl Bachalo może się Wam podobać lub nie, ale jedno jest pewne - Jackiem Kirbym to on nie jest. Ale mam pomysł, jak można było łatwo sprawić, by ten numer był bardziej czytelny. Nazywa się: NIE MARNOWANIE PIĘCIU STRON NA CHOLERNE GADAJĄCE GŁOWY!!! To nazwa robocza, wkrótce powinienem wymyśleć coś bardziej wpadającego w ucho.
Sama historia? Meh. Grupa zwykłych postaci nie daje rady potężnej istocie z magicznym młotem. Surprise, surprise. No i Bendis kreuje swoją ulubienicę na najlepszego Avengera od czasu Luke'a Cage'a. Jedyny plus tego numeru jest taki, że w jego połowie nie pojawił się Eternity i nie oświadczył, że Spider-Woman jest Adventurerem Supreme albo czymś w tym stylu.
Krzycer:
Wiele razy pisałem, jak irytuje mnie ta narracja, ale w tym akurat numerze zdaje mi się, że ten chwyt działa.
Przynajmniej miejscami - kiedy Ms. Marvel nie pyta od czapy "What was that" i kiedy Bendis nie wciska nam do gardeł łopatą, że uratowanie dzieci było dużym momentem dla Spider-Woman.
Abstrahując od tego, walka z Hulkiem była całkiem, całkiem. Bachalo chaotyczny jak zwykle, ale niektóre kadry - Hulk w płomieniach po eksplozji ciężarówki - to jego najlepsze rysunki od dłuższego czasu.

wolvie111: Nie powiem, że spodziewałem się, że Mściciele pokonają Hulka, ale przy okazji tej walki wspomnę, że trochę już denerwuje mnie ta bezsilność bohaterów wobec Worthy. Rozumiem, że jeszcze sporo czasu do zakończenia FI, ale po prostu mnie to irytuje. Oczywiście trochę go sprali, Spider-Woman wreszcie się pokazała, ale numer nie zachwyca. Co do rysunków, to z pewnością jest lepiej niż z Romitą, ale szału nie ma. Styl Bachalo jest bardzo specyficzny... momentami nie można się połapać w tych rysunkach. Ogólnie to raczej na plus.
Pariah:
The Avengers o dziwo też całkiem przyzwoity. Co prawda narracja nadal trochę irytuje i zajmuje jak dla mnie za dużo miejsca, ale z kolei walkę z Hulkiem czyta się bardzo przyjemnie. Nie liczyłem, że pokonają Uber-Hulka (generalnie nie wierzę, że któryś z Worthy padnie przed "wielkim finałem"), ale cieszyło mnie, ze nawiązali z nim interesującą walkę, pomimo jego legendarnej (czyt. drętwej) niezwyciężalności.
Podsumowując cieszy mnie, że bohaterowie nawiązują walkę z "Big Nasties". Smuci, że na żadnego nie znajdą sposobu i Fraction zamierza uciec się do tak naiwnego rozwiązania konfliktu, jak danie naszym herosom ich własnych "młotków" jako remedium na potężnych przeciwników.

Arachnid:
Mnie osobiście to nie zachwyciło. Walka z Hulkiem nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Rysunki były brzydkie, a przynajmniej mi się nie podobały (co prawda nie jest to Romita, ale i tak według mnie jest słabo). No i nadal ta nieszczęsna narracja, która powoli zaczyna mnie już męczyć. Natomiast podobało mi się to, że poświęcono Spider-Woman więcej czasu niż zazwyczaj. Ogólnie jednak numer ten niezbyt mi się spodobał. Mam nadzieję, że kolejne będą lepsze.

Daredevil vol. 2 #1
S_O: Początek nowej serii... na razie nic specjalnego się nie wydarzyło, choć scena na sali sądowej i odwiedziny pani McDuffie mogą sugerować, że sporo w życiu Matta się zmieni. Nie, żeby między końcem Shadowland a tym numerem żadnych zmian nie było - lojalnie uprzedzam wiernych fanów runów Bendisa i Brubakera, DD nie jest już wiecznie ponurą postacią, którą znacie. I byłbym w stanie to zaakceptować, gdyby nie fakt, że podane w komiksie wytłumaczenie to "LA LA LA, NIE SŁYSZĘ CIĘ!!". Classy.
Krzycer:
Jakby to ładnie ująć... Zacząłem czytać Daredevila podczas runu Brubakera. Wtedy to przekonałem się, że Wolverine'owi daleko do bycia "bohaterem, który ma najbardziej przerąbane", jak to kiedyś postulował Bendis. Takiego Daredevila poznałem, taki komiks polubiłem.
W związku z tym to, co się tu dzieje... Może tak: gdyby ten komiks wyszedł zaraz po Shadowlandzie wątpię, by ktokolwiek mógł zaakceptować taką zmianę w prowadzeniu postaci. Ale od Shadowlandu trochę czasu minęło i szok jest nieco mniejszy.
Ot, na poziomie pajęczego Brand New Day. A jak wiemy, Brand New Day to parę klejnotów w kupie kompostu.
Co podsumowuje moje wrażenia z lektury tego numeru. W szczegółach - podoba mi się to, jak rysunki pokazują, na czym koncentrują się zmysły Daredevila. Nie podoba mi się cała reszta.


Fear Itself: Deadpool #2
S_O: Czy ktoś może mi wytłumaczyć, czemu banda wilkołaków obrała sobie na cel jakieś małe miasteczko na zadupiu? Poza tym jednak, całkiem miła historia. Żadnych głupkowatych kosmitów, żadnych pseudofilozoficznych wynurzeń, żadnego zżynania memów (przynajmniej ja żadnych nie zauważyłem), jedynie Deadpool po staremu wykorzystujący sytuację, żeby naciągnąć ludzi i trochę zarobić. Mogłoby być lepiej, ale nie jest źle.

Fear Itself: Fearsome Four #2
S_O: Nadal nie mam pojęcia, o co chodzi. Serio. Zielonego (wybaczcie dowcip). Mogę jeszcze zrozumieć, że pojawienie się "Nowej Fantastycznej Czwórki" ma coś do czynienia z Man-Thingiem grzebiącym w Nexusie Rzeczywistości, ale czemu Psycho-Man postanowił się ograniczać do jedynie strachu? I czy tylko mi się wydaje, że jego pomysł jest naprawdę mało oryginalny? "Zbuduję wielką bombę, muahaha!" I co z tą jego armią?

Fear Itself: FF
S_O: "Siła naszej przyjaźni na niego nie działa! Szybciej, więcej przyjaźni!" - Tak mógłbym w jednym zdaniu streścić ten numer. Albo tak: "FF próbuje powstrzymać opętanego Thinga, ale im się nie udaje, bo bez tego nie byłoby eventu". Krótko mówiąc, nie jestem pewien, czy nawet najbardziej utalentowany scenarzysta byłby w stanie napisać coś wartego przeczytania. Bunnowi się nie udało.
Krzycer:
...no i wyjaśniło się, czemu Thinga oplotły paszcze. Już wolałbym, żeby pozostały nieme, bo efekt jest idiotyczny.
No i to, na co narzekałem w wątku o FI - czy Worthy są kompletnie przejęci, czy standardowo opętani, czy młotki po prostu ich denerwują - bo co komiks to jest to inaczej pokazywane. To, co widzimy tutaj, nieszczególnie mi pasuje.
No i... sama jedna Sue niemal położyła dopakowanego Thinga? Biorąc pod uwagę, jacy to oni mają być niby groźni, to jest to cokolwiek idiotyczne. Poza tym łudziłem się, że naprawdę ubiją Alicję, a tak, to ten one-shot nie ma ani jednego mocnego punktu.


Fear Itself: Home Front #4
S_O: Spośród przedstawionych w tym numerze herosów tylko Speedball ma jaja. A gdy coś takiego ma miejsce, oznacza to, że dla pozostałych bohaterów nadszedł czas, by odwiesić trykoty. Inna rzecz, że Gage'owi udało się przyciągnąć moje zainteresowanie i naprawdę nie mogę się doczekać kolejnej części historii.
U Agentów Atlasu Jimmy Woo nadal zamiast proaktywnego przywódcy, jakim go znamy z serii Parkera, jest zamkniętym w sobie eskapistą, co jest naprawdę denerwujące dla człowieka, który lubił oryginalną serię (i drugą. I trzecią).
Blue Marvel nadal jest przedstawiany przez swego twórcę jako najlepszy bohater wszechczasów, mimo, że wkracza do akcji dopiero wtedy, gdy niebezpieczna substancja, którą sam sprowadził, wymyka się spod kontroli... Ale za to okazuje się, że był więźniem w Wietnamie czy gdzieś tam. I jestem pewien, że nie zdradził niczego prócz swego imienia i stopnia.
A u Chaykina jakiś atlantydzki redshirt zastanawia się, po której stronie powinien być, gdy już zginie.

Herc #5
S_O: W końcu jakieś wytłumaczenie a propos tego, czemu żaden inny panteon nie wtrąca się do walki z Serpentem (choć sam nie wiem, jak to się ma do Chaos War...). Do tego interesujące przymierze z grupką łotrów (strange bedfellows indeed... Choć akurat do tego Herc powinien być przyzwyczajony. Wink, wink, nudge, nudge). No i magiczne metro... Aż chce się sparafrazować pewien internetowy mem... koniec końców, całkiem niezły tie-in, choć brak związku z eventem na pewno by mu nie zaszkodził.
Arachnid:
Nadal jest to bardzo przyjemna lektura. Dużo akcji, interesujące sojusze i przyjemne dla oka rysunki. Do tego jeszcze dobre dialogi oraz ciekawe walki. Czego chcieć więcej? A jednak czegoś mi tutaj zabrakło, lecz do końca nie wiem, czego. Dlatego też numer ten jest tylko bardzo dobry, a nie rewelacyjny. Ale i tak seria utrzymuje wysoki poziom, więc z niecierpliwością czekam na kolejny numer.

Hulk vol. 2 #37
S_O: Jeśli ktokolwiek, gdziekolwiek, kiedykolwiek się zastanawiał, jaki był sens ponownego przedstawiania walki Rulka z Angrirem... Najwyraźniej przez gadające głowy w Avengers #14 zabrakło miejsca na pokazanie, że cały czas kręcili się tam również MODOK i Black Fog. I choć pan z wodogłowiem przez większość czasu zajmował się tym, co umie najlepiej - gadaniem - czytało mi się ten numer całkiem miło. Może ma to związek z tym, że bardziej, niż los Rulka, interesuje mnie, czy MODOK i Zero/One połączą siły, czy staną się rywalami.

Invincible Iron Man #506
S_O: No, to mamy wytłumaczenie, skąd się wezmą gadżety Mighty i czym właściwie są - magiczną technologią. Swoją drogą szkoda, że Stark nie odpalił Internetu w swojej puszcze i nie sprawdził, jakie ofiary najbardziej lubi Odin - z chęcią zobaczyłbym wiszącego na drzewie (dopóki nie zdejmie go jakiś bardziej utalentowany scenarzysta).
Tymczasem do Paryża wyrusza grupa Detroid Steeli (dobra, przyznaję, nie miałem racji, Fraction o nich nie zapomniał) z, zasadniczo, jednym rozkazem - zabić wszystko, co jeszcze żyje. Ojej, nie widzę, jakim cudem coś mogłoby pójść źle. Za to Grey Gargoyle znalazł sobie kotka, teraz więc tak jakby jestem po jego stronie.
Acha, jeszcze jedno - sceny z Morii były dość denerwujące, zwłaszcza to przeklinanie za pomocą run (mimo, że na przykład imiona były już pisane alfabetem łacińskim), choć to, co najbardziej zraniło mój mózg, to fakt, że kurduple nazywają Starka "białasem" (choć też dobrze, że nie użyli słowa "cracker". Choć może musiałbym rozszyfrować runy). Hej, Fraction: ᚠᚨᚲ ᛁᚢ!
Swoją drogą, wolę krasnoludy z "Oglafa".

Iron Man 2.0 #7
S_O: Huh. Dobra, z jednej strony fajnie, że rozwinięty został wątek białego Iron Fista, sama walka jednak w ogóle nie wzbudziła mojego zainteresowania. Może to z powodu paskudnie statycznych obrazków Olivettiego, może dlatego, że Spencer po prostu nie ma w sobie tego "czegoś"... nie wiem. Mam tylko nadzieję, że gdy już ta magiczna historia, której preludium zostało tu przedstawione, nadejdzie, zajmie się nią jakiś lepszy scenarzysta.
Krzycer:
Straszne marnotrawstwo. No i jakim cudem siedmiu bohaterów z mocami o azjatyckim backgroundzie mogło nie słyszeć o Sun Wukongu? A potem dochodzimy do "Immortal Weapon of Agamotto" i historia przekracza skalę debilizmu, którą zazwyczaj przykładam do komiksów. Co źle wróży nadchodzącym Defenders, bo to pewnie o to chodzi...

Marvel Universe vs. Wolverine #2
S_O: Czyli to to samo uniwersum, co poprzednia miniseria. Okej. Z jednej strony miło, że Maberry wraca do historii, teraz jednak wiemy, że cokolwiek Wolvie zrobi, nie uda mu się odnaleźć leku na czas. To jednak nie znaczy, że nie ma po co czytać pozostałych dwóch numerów - w końcu nie liczy się cel, lecz sama wędrówka, a pierwsze dwie jej części były naprawdę interesujące.
Krzycer:
Wszystko fajnie, jest niepokój, suspens i pozytywnie skory do pomocy Punisher (spodziewałem się dziesięciu stron walki między nim a Loganem). Tylko... kiedy Thing zdążył sprawić sobie naszyjnik i przygruchać Lyrę i Srulkie? Chyba, że wgapiał się w Spidera dla zmyłki, a tak naprawdę od jakiegoś czasu był pod wpływem wirusa...

Skaar: King Of The Savage Land #5
S_O: Rob Williams zyskuje u mnie plusa za tę miniserię. Choć zabrakło w niej Mieka i jego robali, które, jeśli dobrze pamiętam, były głównym powodem, dla którego Skaar został w Savage Land, historia była ciekawa, pełna zaskoczeń i interesujących postaci. Jedynie śmierć głównego antagonisty nieco zawodzi. No i przedstawienie Ka-Zara Juniora jest zupełnie inne niż w nowej miniserii Ka-Zara. Ale tam dzieciak jest do bani, wolę tutejszego.

Thor: Heaven & Earth #1
S_O: Kolejna historia osadzona "kiedyś, lecz nie wiadomo, kiedy". I kolejna w tym tygodniu ilustrowana przez Olivettiego. Ech...
Scenarzysta wrzuca nas w środek historii, nie dając żadnego wytłumaczenia, w jakiej sytuacji znajduje się Asgard, kim są najeźdźcy ani czemu Loki jest uwięziony. Niestety, nie każdy jest Robem Rodim i nie każdemu uchodzi to na sucho. Zobaczymy, jak Jenkins z tego wybrnie.

Ultimate Comics Fallout #2
Hotaru: Jedyna dobra historia tego numeru to ta z Kapitanem. Były tu autentyczne emocje, będące konsekwencją wcześniejszych wyborów. Dwie pozostałe historie są, w najlepszy wypadku, średnie. Zupełnie nie mogłem się odnaleźć w głowie Thora i nie mam zielonego pojęcia, czemu ta opowiastka miała służyć. Zaś ostatni fragment z Rogue, cóż... sam scenarzysta napisał w boksach narracyjnych, że nie wie, skąd te emocje. Czytelnik też nie wie. I chyba wcale go to nie obchodzi...

Krzycer: Trzech scenarzystów, trzech rysowników - nie mogło się skończyć inaczej, niż przedziwnym miszmaszem. Najlepiej wypada segment z ciocią May policzkującą Kapitana Amerykę. Zwidy (albo i nie) Thora o Walhalli wyjątkowo mi tu nie pasują, a już 16-letni Peter Parker z kuflem w ręku jest kompletnie nie na miejscu. Poza tym - czy tylko mi się wydaje, że Hitch narysował tu Cyclopsa 616 z początku lat 90.?
Wreszcie długi segment z Rogue, wprowadzający do nowych Ultimate X-Men. Z jednej strony Ultimate Rogue nigdy szczególnie religijna nie była, z drugiej - można to podciągnąć pod reakcję na śmierć najbliższych. Ogólnie - nic interesującego.


avalonpulse205d.JPGUncanny X-Men #541
S_O: Dobra, ten numer miał tylko jeden cel - pokazać, że stare sztuczki nie działają na nowego Juggera. Może rzeczywiście zostało to za bardzo przeciągnięte, i może wysyłanie PRZEKLĘTEGO MESJASZA MUTANTÓW przeciw niepowstrzymanemu przeciwnikowi, choć Scott sam powiedział, że nie chce wysyłać tam poozostałych dzieciaków, nie był najlepszym ruchem ze strategicznego punktu widzenia (choć z drugiej strony Hope przez większość życia trenowała pod okiem Cable'a, może więc Cyclops w końcu uznał, że nie trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem), ale numer nadal mi się podobał (choć też prawda, że nie jestem obiektywny, bo każda historia Gillena już na początku dostaje u mnie gigantycznego plusa). Nie mogę się doczekać kolejnej części i wyjaśnienia, co właściwie stało się z Emmą.
wolvie111: No i zaczęła się walka z Juggernautem. Tylko jakoś tego nie odczuwam w tym numerze. Plan: pozbyć go hełmu i zaatakować psychicznie...od razu wiadomo, że to nie wypali. Czegoś w tym stylu próbowali Thunderbolts ostatnio chyba. To co uznałbym za minus numeru (oprócz rysunków oczywiście) jest wykorzystanie Hope. Scott nie zaryzykowałby życia swoich studentów, ale wysyła Mesjasza Mutantów? W sumie było to pierwsze tak bezpośrednie wykorzystanie i pokazanie jej mocy... miała to nieszczęście, że ilustrował to Land (od razu przypomniała mi się Rogue z Second Coming). Plusem mogą być dialogi, wyjątkowo dobre i... Emma w stroju kowbojki? Ogólnie nie było źle i czekam na kolejny z wielu planów Cyclposa, jak sam zapowiadał. Dałbym 6/10.
Arachnid:
Zrobiło to na mnie wrażenie. Niestety negatywne. Zachowanie mutantów było dla mnie bardzo dziwne. Bo niby skąd pewność, że wzmocnionego Juggernauta z młotkiem można pokonać w identyczny sposób jak zawsze, tzn. hełm z głowy, telepatyczny atak i po sprawie? Ale z drugiej strony lepsze takie działanie niż stanie przy oknie i rozmyślanie. Rysunki także nie zachwycają. Ogólnie nie jest tragicznie, ale dobrze też nie jest. Miejmy nadzieję, że wkrótce się poprawi.

X-Factor #222
Hotaru: Jak zwykle fenomenalny numer. Z jednej strony Lupacchino wróciła do ołówka i nie zawodzi. Nawet nie potrafię wyrazić, jak bardzo się cieszę z tego, że X-Factor porządnie wygląda. Peter David trzyma zaś stały wysoki poziom. Przekomarzanie się postaci jest przesympatyczne, a intryga... cóż, intrygująca. Mam za to dziwne wrażenie, że powinienem znać zmiennokształtnego faceta z końcówki numeru. Dlaczego więc go nie kojarzę? Hmm...


X-Men vol. 2 #15
avalonpulse205e.JPGHotaru: Cóż, jeśli o wartości historii świadczy jej zakończenie, to ta koniec końców okazała się niewiele warta. Oczekiwałem czegoś epickiego, niosącego ze sobą jakieś ważkie konsekwencje, a nie przegadanej bijatyki i dodania gadającej małpy do katalogu przeciwników mutantów. Nawet Medina jakoś spuścił z tonu. Wprawdzie Marte Gracia dwoi się i troi, by kolorami wydobyć z tych szkiców głębię, ale jednak spadek formy jest zauważalny. Podobnie jak i bezcelowość tej całej historii. Po Yoście spodziewałem się o wiele więcej.
S_O: Czytam inne komentarze i nie mogę zrozumieć, czemu ludzie są zawiedzeni ostatnią częścią tej historii. Ja byłem zawiedziony od początku, ten numer wcale nie był gorszy od pozostałych. Przeciwnik z niedorzecznym poziomem mocy i całkowicie niezgodnym z continuity originem (stworzony ponad dwa miliony lat temu przez Eternala, członka rasy, która powstała niecały milion lat temu...), całkowicie nieświadomy faktu, że jeśli wprowadzi swój plan w życie, zabije nie tylko ludzkość, ale i mutantów (dwieście osób to za mało, by utrzymać gatunek przy życiu - Yost z Kylem sami to napisali podczas Second Coming!), niewiele wnoszące retrospekcje (przynajmniej wyjaśnili Sentinela z pierwszej części, więc nie mogę się czepiać, że podczas nich całkiem olali continuity), urwany wątek rebelii Toada... Yost musiał nie być w formie.
Krzycer: Oj, cliffhanger poprzedniego numeru kazał mi spodziewać się czegoś dużo więcej po Magneto. No i - co się stało z rewoltą Toada i Morlocków? Dla mnie to był najciekawszy wątek historii zmutowanych australopiteków.
Do tego te deklaracje na końcu - "mutanci was nie potrzebują, mają nas" - w sytuacji, gdy gatunek od dłuższego czasu stoi na progu zagłady...
To nie była zła historia, ale po Yoście - a zwłaszcza po tym numerze - spodziewałem się dużo więcej.

wolvie111: Koniec historii. Jak dla mnie to wszystko zostało zbyt gładko i bezboleśnie rozwiązane. Grupa Toada, która miała bardzo duże znaczenie w ostatniej historii, teraz całkiem znikła, obiecujący wątek Magneto spalony na paniewce. Ogólnie nie było źle, a poza tym ta historia dostarcza X-Men nowego wroga, bo jak widać przywódca Evolutionaries ma się całkiem nieźle i będzie się mścił.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse205a.jpgGeneration Hope #9
Autor: Salvador Espin

Hotaru: Dobrze jest od czasu do czasu zobaczyć niewyzywającą, wręcz rezonującą ciszą okładkę. Espin dokonał czegoś naprawdę fajnego. Świetny pomysł, jeszcze lepsze wykonanie - nie mogę się napatrzeć na te smugi dymu. Bardzo fajna okładka.









Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.07.20


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: S_ORedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.