Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #204 (18.07.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 18 lipca 2011Numer 29/2011 (204)



Wyjątkowo mocny i obfity w komiksy tydzień, a co za tym idzie, również ilość recenzji jest znacznie większa niż ostatnio. Najwięcej uwagi przyciągnął oczywiście początek Schizmy. Z innych interesujących rzeczy, warto również zwrócić uwagę na Pająka i Mścicieli. Zapraszam do lektury.



avalonpulse204b.JPGAmazing Spider-Man #665
S_O: Okej, patrząc na inne komentarze dochodzę do wniosku, że to ze mną jest coś nie tak. Zamiast zajmującej historii o związku między Peterem Parkerem, Spider-Manem i znajomymi Pete'a, o odpowiedzialności i różnych jej interpretacjach, widzę kolejną historię BatSpiderManie porzucającym swe markowe dowcipy na rzecz VENGEANCE!!!!!! (choć też prawda, że minęło już dziewięć miesięcy od ostatniej takiej akcji...). Widzę próbę przypodobania się fanbojom kopiowaniem słynnej okładki MacFarlane'a. Widzę "doretconowany" McGuffin, którego, swoją drogą, na próżno poszukiwałem w poprzednich numerach - co świadczy tylko o tym, że Slott wymyślił tę historię na poczekaniu. I to wszystko nie pozwala mi się cieszyć tym numerem.
Pete:
Oto Spider-Man, jakiego dawno nie było okazji zobaczyć. W tej serii zawsze wszystko zależało od tego, jak wyglądają stosunki Petera z bliskimi i tym razem zdecydowanie zostały ukazane świetnie. Zresztą to jeden z lepszych komiksów, na jakich położyłem ostatnio łapy, a pojawił się tu tylko zwykły napad. Dodatkowy plus to fakt, że nawet pomimo ukazania życia Spidera w New Avengers i Future Foundation, te motywy nie zdominowały jak poprzednio całych zeszytów. No i liczę, że z tego duetu Spider-Man-Venom wyjdzie coś fajnego, skoro Flash ma faktycznie zacząć liczyć się na trochę większej scenie.
Krzycer:
Dawno Slottowi nie wyszedł taki dobry, pojedynczy numer. Zresztą - dawno mu taki dobry numer nie wyszedł, kropka. A jednak - miał już gościa na tacy i poleciał do szpitala? Mógł mu przynajmniej znacznik podrzucić, skoro te nowe mają gpsy i w ogóle.
Ale to detal, reszta - świetna. Do tego old-schoolowe rozmieszczenie kadrów, z Pająkiem od czapy moszczącym się w sieciach przy każdej sposobności. Na dłuższą metę to idiotyczne, ale raz na jakiś czas mi się podoba.


Captain America vol. 6 #1
S_O: Z jednej strony cieszy mnie, że Bru wraca do wątku Barona Zemo, bo to jeden z najciekawszych ludzi ze skarpetą na głowie, jakich znam, z drugiej jednak trochę szkoda, że porzucił wątek Secret Council czy jakkolwiek się oni nazywali. No, ale może jeszcze do tego wróci...
Kolejna rzecz - Codename: Bravo. Tu też mam mieszane uczucia. Zwykle bowiem z ostrożnością (delikatnie powiedziane) podchodzę do retconów, Bru udowodnił jednak za pomocą Bucky'ego, że umie to zrobić w ciekawy sposób. Mam jednak nadzieję, że jego motywacje wykraczają poza zemstę za cockblock. No i ciekawi mnie jego związek z Jankoviczem. I sama postać Janka - choć wątpię, by zdecydowali się ukazać jego historię, mam nadzieję, że ktoś pamięta, że "Alianci" w czasie Drugiej Wojny Światowej byli właśnie tym - sojuszem wielu państw - i że Jerry (zdrobnienie od Jeremi. Mój własny, prywatny kanon) pochodził z pewnego pięknego, chwilowo w tamtym czasie nieistniejącego państwa w Europie Środkowej.
Pete:
Przypadło do gustu, bo trochę stęskniłem się już za starą bandą i tymi wszystkimi szpiegowskimi historiami. Zapowiada się na to, że seria z Capem wróci do tego, do czego przynajmniej ja już się przyzwyczaiłem - no, a przynajmniej taką mam nadzieję. Dodatkowy plus to świetna kreska. Dobrze, że jest przy czym odreagować ten cały tragiczny proces.

Deadpool vol. 2 #40
S_O: Po pierwsze - zamiast w Raft Pool trafił do psychiatryka, bo Shulkie postanowiła pobawić się semantyką... co? Już pomijając fakt, że takie chwyty zupełnie do niej nie pasują... Czemu miałaby ona stawać po stronie Wade'a? Który dopiero o mało nie doprowadził do zniszczenia pewnego miasteczka na zadupiu przez jej kuzyna? Powinna osobiście nadzorować wrzucenie go do celi i połknięcie klucza przez wartownika albo coś w tym stylu. I czemu w ogóle broni ona superłotra? Od tego jest Book!
Kolejna sprawa - Wilson ma być nadzorowany przez panią doktor, która "postanowiła zostać psychiatrą ze względu na niego" i która, jeśli wziąć pod uwagę jej dotychczas ukazane metody, jest równie szalona, jak jej pacjenci? Jejku jej, nie widzę powodu, dla którego miałbym sądzić, że cokolwiek wymknie się spod kontroli. Swoją drogą szkoda, że Biblia artystów komiksowych zabrania rysowania brzydkich kobiet, bo zupełnie nie rozumiem tych wszystkich komentarzy na temat wyglądu pani doktor.
Juz pomijam fakt, że od początku serii robienie z Deadpoola zwykłego wariata doprowadza mnie do szewskiej pasji.

Defenders - From The Marvel Vault
S_O: Jak Kurt Busiek przyznaje w przedsłowie, historia przedstawiona w tym komiksie powstała, jak to powiedział poeta, "For teh lulz". I to widać. Bardzo dobrze. Większość numeru przeczytałem, zupełnie nie łapiąc, o co chodzi, i nawet, gdy Defenders "wrócili do siebie" i starali się to wyjaśnić, nadal nic nie rozumiałem. Ale koniec końców była to całkiem miła lektura. I jak Kurt sam się pochwalił, udało mu się wcisnąć do środka stary, ale jary dowcip.

Fear Itself: Spider-Man #3
S_O: Mam wrażenie, że ta miniseria będzie jednym z jedynych jasnych punktów crossovera. Żadnych głupot, żadnego silenia się na "epickie" momenty i tylko trochę młotkowania. Cała reszta to zwykła, ludzka walka z dojmującym strachem. I choć Spidey nie poradził sobie z Angrirem tak, jak z tą starożytną kupą gruzu, do której wracam za każdym razem, kiedy Pająk walczy ze wszystkich sił, by nie zawieść tych, za których czuje się odpowiedzialny, nie jest to ważne - liczy się tylko tyle, że przezwyciężył swój strach i dał innym nadzieję - w tym mi. Nadzieję, że "odpowiedzialnego" Spidera można jeszcze dobrze pisać. Na moje można wywalić Slotta ze stołka i dać Yosta jako stałego scenarzystę ASM - dawną historią z Black Cat i kupą pieniędzy udowodnił, że potrafi pisać śmiesznego Spider-Mana, tą miniówką pokazał, że umie też wykreować poważnego.
Pete:
Rewelacja. Generalnie ta miniseria jest zdecydowanie moim numerem jeden jeśli o cały event chodzi i sposób, w jaki się kończy, tylko to potwierdza. Nawet ta narracja, która w normalnych warunkach, przy takiej jej ilości, wprowadza mnie w stan podobny do Hulka z ostatniego numeru - tutaj nie przeszkadza mi ani trochę. Wprost przeciwnie, stanowi nie tylko doskonałe wprowadzenie do historii, ale też podsumowuje to, co miało już miejsce. Sprawiając, że trzy zeszyty czyta się jakby w rzeczywistości stanowiły jeden komiks.

FF #6
S_O: Hickman grzebie w historii Kree i Inhumans. I jak zwykle, gdy się za to bierze, tworzy coś intrygującego. W sumie wydaje się logiczne, że Kree nie musieli się skupiać na zaledwie jednej rasie, badając możliwość ewolucji własnego gatunku. Wyjaśnione zostaje też znaczenie Black Boltowej "Antenki" - co od zawsze intrygowało czytelników. Pozostaje jednak jedno pytanie - WHAT THE HELL? Jasne, Hick zawsze ma u mnie kredyt i wierzę, że przekonująco wyjaśni całą tę przepowiednię w najbliższych numerach, ale mój wewnętrzny malkontent cały czas powtarza, że nie będzie to miało sensu.
Pete:
Bez szału. To nic więcej poza próbą dorzucenia do całej tej sagi Inhumans/Kree jakiegoś dodatkowego dna. Przyznam się szczerze, że spodziewałem się dużo więcej po tym, jak zakończył się piąty komiks tej serii. Ostatecznie jednak Hickman z zasady nie zawodzi, więc i tak liczę na jakieś interesujące rozwiązanie. Jeszcze na koniec - kreska Kitsona podobała mi się znacznie bardziej.

Formic Wars: Burning Earth #7
Hotaru: Czuję się trochę oszukany. Zgoda, w przypadku komiksowych adaptacji "Ender's Game" i "Ender's Shadow" również koniec pierwszej miniserii wcale nie był finałem fabuły, ale jakoś umknęło mej uwadze, że i Burning Earth będzie dopiero preludium. Nie rozumiem też, dlaczego to preludium nie skończyło się na poprzednim numerze, gdzie było coś, co mogłoby uchodzić za finał, lecz dorzucono jeszcze jeden numer, ciągnący kolejne wątki tylko po to, by je urwać. Jako zamknięta całość, miniseria w ogóle się nie sprawdzi. Szkoda.


Incredible Hulks #632
S_O: Oooo, świateeełkaaaa... Po pierwsze, nie mam pojęcia, co się dzieje, bo całą akcję, jak i rysunki Pelletiera, zakrywa mi wszędobylska zielona poświata. Po drugie, albo całe to depowerowanie postaci okołohulkowych (a dokładniej - jego tymczasowe efekty) już dawno zostało nam zespoilerowane przez Fear Itself, albo continuity całkiem się rozlatuje (może to przez to hulkowe pierdzenie swiatłem). Trochę też się boję następnego numeru, mając pamięci sposób, w jaki Umar zwykle uspokaja Hulkstera.
Pete:
Trudno ocenić komiks, kiedy brak pojęcia, co się w nim właściwie dzieje. Na szczęście do uśmiechu na twarzy wystarczył mi moment z 'Channels my power, huh?", więc nie powiem, żeby całość wypadła źle, bo ostatecznie przynajmniej poprawił mi się humor. To w końcu Hulk jest, więc czego innego można się spodziewać, kiedy Zielony zaczyna działać na pełnych obrotach. No i właściwie tyle...
Arachnid:
Nadal bardzo dobrze. Dużo akcji i dużo miażdżenia. Rysunki też całkiem niezłe. Powrót Ricka do normalnej postaci w sumie ani mnie ziębi, ani grzeje. Natomiast jeżeli chodzi o Jen, to bardzo nie podoba mi się ten pomysł. Mam nadzieję, że się okaże, iż ta przemiana nie jest nieodwracalna. Pożyjemy, zobaczymy. Ogólnie bardzo dobry numer, który utrzymuje wysoki poziom.

Journey into Mystery #625

Hotaru: Pozwólcie, że się porozpływam. Ot, tak po prostu. Liryczny klimat tego numeru odcisnął na mnie swoje piętno, i mam ochotę walnąć się na jakiejś łące i oglądać przepływające leniwie po nieboskłonie chmurki. Nie znaczy to jednak wcale, że ten numer był sielankowy! Działo się dużo, działo się ciekawie. Ale ten styl, jaki Gillen wypracował na potrzeby tej serii... palce lizać.
S_O: Po pierwsze - dawno nie byłem tak zadowolony z tego, że okładka kłamała. Przepiękny moment i chyba nawet do zobaczenia w First Lookach. Poza tym Loki odgrywający Lokiego, Tyr, któremu brakuje tylko noktowizora z trzeba światełkami (umowa z gram.pl mówi, że co najmniej raz w tygodniu musi pojawić się dowcip związany z grami komputerowymi. Po prostu wyrabiam normę. I bezczelnie kłamię), Mephisto będący... no, Mephisto... Drugi już diament w kupie łajna, jaką na razie jest FI.
Pete:
Naprawdę trudno nie lubić tego młodego Lokiego. Jego przygody to w zasadzie jeden z lepszych akcentów całego Fear Itself. No i naprawdę podobała mi się historia Serpenta. Miło wiedzieć, że ten cały strach, który wokół siebie roztacza, nie wziął się znikąd. Czekam na to, co dalej wyjdzie z tej historii, bo jestem właściwie pewien, że czego nie wymyśliłby ten dzieciak, i tak wyjdzie lepiej, niż to całe mordobicie w wykonaniu The Worthy i The Mighty.

Mystery Men #3
S_O: Wspominałem, że nie lubię retconów? Dobra, nie tyczy się to okresów takich, jak właśnie czasy Wielkiej Depresji, które mają zdecydowany niedobór superbohaterów i które potrzebują kogoś, kto je przygarnie i ukocha. A że David Liss, jak już pokazał przy Black Pantherze, świetnie sobie radzi z klimatem powieści pulpowych, nie mogło paść na lepszą osobę. Od pierwszego numeru sama historia, jak i jej bohaterowie, mnie zauroczyła, a teraz, gdy różne wątki zaczynają się zazębiać, nasi pulpowi herosi zaczynają się zbierać i są już o krok od rozwiązania sprawy... No, nie jestem całkiem pewien, czy tylko jedna, pięcioczęściowa miniseria zaspokoi mój apetyt.

New Avengers vol. 2 #14
Hotaru: Scenariusz dawał nawet radę, póki nie zaczęło się Fear Itself. Konflikt Victoria-Spider-Man i powrót Bobbi niosą ze sobą jakąś wartość, ale w chwili, gdy zaczęła się nawalanka... szkoda gadać. Za to Mike Deodato wreszcie się otrząsnął. W końcu jego rysunki (choć nie wszystkie), przypominają poziom, jaki rysownik reprezentował w Dark Avengers. Tyle dobrego...
S_O:
Oho, opętany Thing na okładce! I nigdzie indziej!
Po pierwsze - mój Boże, czy Bendis zamierza przedstawić OBIE swoje serie w ten sposób?
Po drugie - ojejku jej, spider-Man odszedł z zespołu. Ale to nie szkodzi, bo jestem dziwnie pewien, że będzie się "gościnnie" pojawiać na łamach tej serii podczas eventu, a potem i tak wróci po post-eventowych przetasowaniach. Może to ja jestem już całkiem pozbawionym złudzeń zgredziałym tetrykiem, ale nie wydaje mi się, żeby jego "odejście" miało jakikolwiek efekt.
Za to prezentacja mocy Mockingbird, a także radosna rozwałka za pomocą nazi-mecha w jej wykonaniu, ucieszyła. I to stylowe zburzenie Avengers Tower...
Pete:
W zasadzie nie muszę chyba pisać, jak wielką tragedią był dla mnie ten epizod z postrzałem Bobbi przeplatany z potwornie słabą historią Avengers Fury'ego. Jakby jednak nie było, pozwolił na to, o czym wspomina zresztą sama Mockingbird w tym komiksie - jej zmianę w prawdziwego członka tego zespołu. Mam wielką nadzieję, że nie będzie już tylko tą biedną, bitą, ostrzeliwaną i zostawianą przez Burtona na lodzie blondyną. Jako ten cały super soldier znacznie bardziej pasuje do New Avengers. Zresztą widać to już po tym, na co może sobie pozwolić w tych kilku ujęciach przedstawiających walkę z żołnierzami Sin/Skadi. No i dobrze, że wreszcie robią trochę porządku ze Spider-Manem, który z totalnego 'singla' w mgnieniu oka trafił do praktycznie wszystkich nowo powstałych zespołów.avalonpulse204c.JPG
Krzycer: Meh. Strasznie przypadkowe przejście od odejścia Spider-Mana do Blitzkriegu, oral history of the Avengers jest koszmarnie nadętą narracją, nie podoba mi się i raczej mi się nie spodoba... DnA wykorzystywali podobny chwyt w GotG z nagraniami z debriefingów, ale robili to dużo, dużo lepiej.
Skacząca jak małpa Mockingbird również mnie nie przekonuje. Pierwsza sekwencja - odejście Pająka - było fajne. W drugiej dobrze wyszedł upadek Avengers Tower, ale reszta - bardzo, bardzo przeciętnie.

wolvie111: To było coś. Byłem sceptycznie nastawiony do dania Mockingbird nowych super mocy, jednak muszę przyznać, że jest jej z nimi do twarzy... po prostu wymiata. Podobało mi się skupienie całego numeru wokół niej. Fajna akcja drużyny, dialogi Bobbi i wzruszający upadek Wieży Avengers. Rysunki bardzo dobre jak zawsze.
Arachnid:
Szczerze mówiąc, to podobało mi się. Numer skupiony przede wszystkim na Mockingbird, ale i tak całość skradła scena ze Spider-Manem. Jego konfrontacja z Victorią Hand wyszła według mnie rewelacyjnie. Co do samej Mockingbird, to nigdy nie byłem entuzjastą pomysłu, by dawać jej jakiekolwiek moce, ale jeżeli dzięki temu odegra ona jakąś istotniejszą rolę w zespole i będzie przez to ciekawszą postacią, to dlaczego nie? Byle tylko nie przesadzili z tą mocą. Jak na razie wiadomo, że potrafi wysoko skoczyć i według mnie nie wygląda to najlepiej, ale mam nadzieję, że już gorzej nie będzie. Co do narracji, to wyszło średnio. Jakoś nie przekonuje mnie taki sposób narracji. Rysunki natomiast bardzo mi się podobały. Zwłaszcza scena upadku Avengers Tower zrobiła na mnie duże wrażenie. Ogólnie dobry numer.

New Mutants vol. 3 #27
Hotaru: Mogłoby być dobrze. A jest jedynie w porządku. Z jednej strony z powodu nienatchnionych, niemal amatorskich rysunków - bardzo dobrze, że Fernandez nie zagrzeje miejsca w tej serii. Z drugiej strony skrypt DnA wydał mi się... nienatchniony. Tak, jakby scenarzyści potrzebowali osłabionego Nate'a, a ta historia służyła tylko temu, by otrzymać taki efekt. Jestem w stanie to wybaczyć, jeśli rzeczywiście potem coś z tego wykiełkuje. Zobaczymy.
S_O: I to tyle? Trochę się potłukli, trochę pogadali i... koniec? "Kumple" Sugar Mana nie mieli nawet okazji zaprezentować swoich mocy! No i Dani walcząca z Cukierkiem jak równy z równym... Nie, tak się nie robi.
Koniec końców pierwsza historia DnA w tym tytule nie zachwyciła. Nie była zła, ale nie była też niczym, nad czym można by się wzruszać. Czy to dlatego, że panowie się wypalili po wejściu w ziemską atmosferę? Czy może to New Mutants nie są interesujący? Zobaczymy w następnym numerze. Może.
Pariah:
Wydarzenia ważne i ciekawe, ale jakby trochę mało akcji. Z drugiej strony to, co mamy, jest całkiem efektowne. Cieszy powrót, jak sądzę na dobre, Nate'a Grey'a. Martwi jego zdepowerowanie. Rozumiem, że tak potężnych bohaterów ciężko prowadzić, ale szczerze liczyłem, ze jeśli ktoś dałby radę, to właśnie duet DnA... Wierzę, że nadal są w stanie ciekawie go poprowadzić. Mam tylko nadzieję, że nie zrobią z niego drugiego Cable'a.

PunisherMax #15
S_O: W teraźniejszości mało co się stało, za to w przeszłości... Cóż, najwyraźniej Frank od powrotu z Wietnamu miał w sobie coś z Punishera, potrzebował jedynie odpowiedniej motywacji. Intryguje też propozycja od Fury'ego - o co chodziło, czy nadal jest aktualna i czy to dlatego Nick pojawił się kilka numerów temu w celi Caste'a (jeśli to nie było tylko widziadło)? No i nie muszę chyba mówić, jaką reakcję wywołał widok Franka przygotowującego piknik...

Ultimate Comics Avengers vs. New Ultimates #6
Krzycer: O, zauważyli śmierć Pająka. Jak miło z ich strony. Nadal uważam, że powinna się była rozegrać tylko na kartach USM, zrobienie z tego "crossoveru" nie służyło ani jednej, ani drugiej historii. Podobał mi się motyw z super-rewolucją w Korei i Iranie, ale to właściwie jedyny pozytyw tej historii jak dla mnie. No i Millar przywalił Carol Danvers za nie bycie Nickiem Fury. Awesome [sarkzam].

bastek66: Wreszcie koniec tej męczącej miniserii. Śmierć Gregory'ego była absolutnie do przewidzenia. Za to przeżycie Scotta Langa było zaskakujące, bo Millar uwielbia ubijać świeżo wprowadzone lub dawno nieużywane postaci, może uznał, że jeden wystarczy. Mam nadzieję, że Leinil Yu od razu zabrał się za skończenie Superiora, bo to jedyna od dwóch lat ciekawa seria, którą Millar napisał.
LeGoL:
Ja rozumiem, że po wyczynach z Ultimatum i następstwach może być ciężko przywrócić Ultimates do starego poziomu, ale tylko Fury był jak za starych czasów i, choć go nie lubię, to mi się podobało. Rysunki Yu w tej serii mnie drażniły. Lubię jego kreskę, ale momentami była piekielnie nieczytelna. Nie jestem specem od plastyki, więc nie będę zakładał, czyja to wina, ale znowu jestem na nie w tym tygodniu. I gdzie ten zeszyt ma być tie-inem do śmierci pajęczaka?

Ultimate Comics Fallout #1
Hotaru: Jak na mój gust ten komiks był trochę za bardzo wyciszony. Spider-Man nie żyje, rozumiem. Trzeba przejść żałobę, to też rozumiem. Ale kurcze, dorzućcie jakąś akcję! Wiem, akcja będzie już na pierwszych stronach kolejnego numeru, ale to kolejny w tym tygodniu numer, który kuleje strukturalnie. Czyżby redaktorzy Marvela mieli wakacje? Do tego Bagley zawalił scenę, w której MJ oskarża Fury'ego. Emocje na twarzach bohaterów są wtedy tak płaskie, jak efekty 3D w "Ostatnim władcy wiatru". Liczę, że uniwersum po (kolejnym) restarcie wyglądać będzie trochę lepiej...


Wolverine vol. 4 #12
S_O: Jako, że czas goni, tym razem Wolvie kasuje parami.
Historia Gościa W Czapce nie jest tak zajmująca, jak dwie poprzednie, po części dlatego, że po prostu był on w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i wini za to Logana, ale dowiadujemy się dzięki niej trochę więcej o tym, na czym polega plan Red Right Hand i dlaczego z taką chęcią wysyłają swoich ludzi na rzeź. Na szczęście ze wspomnianych ludzi został jedynie Sharp-Gun Kid, czy jakkolwiek go nazywają, wkrótce więc doczekamy się pełnych odpowiedzi.
Pete:
Myślałem, że będzie to zaledwie kilka komiksów, w których pokażą, jaki to Wolverine jest zły. By następnie mógł okazać łaskę i odejść, zostawiając tych zrozpaczonych emerytów, "dając tym samym do zrozumienia". Tymczasem znowu ciągnie się ten motyw z Piekłem, demonami i całą resztą tego cyrku. Mamy Fear Itself, mamy Schism i Wolverine w swojej serii mógłby naprawdę zacząć robić coś konstruktywnego.
Krzycer:
W tym tempie następnym sparring partnerem Wolverine'a nasłanym przez Red Right Hand będzie albo japońska uczennica z kulą na łańcuchu z "Kill Billa" albo Fat Bastard z "Austina Powersa". Poza tym kolejna historia kolejnego członka RRH - mocny akcent w postaci mordowania bezdomnych, za to zastanawiam się, czy to, że obwinianie Wolverine'a było tu mocno naciągane, jest początkiem jakiegoś trendu.
(Na marginesie - pod jaką rezydencją protestował ów pokrzywdzony? Kolor Hulka i kostium Logana sugerowałyby, że czatował pod Instytutem, który przecież jeszcze długo powinien być tajemnicą. Ot, detal.)


X-Men: Schism #1
Hotaru: O dziwo, wrażenia z lektury mam generalnie pozytywne. Podobały mi się old-schoolowe akcenty, przepiękne kolory, to, że wreszcie wiemy, dlaczego Iceman zniknął z x-komiksów (bo siedzi na plaży i patrzy w wodę), oraz 12-latek na czele Hellfire Club. Nie podobało mi się, że Hope z kadru na kadr inaczej wygląda, że Logan jest często szerszy niż wyższy, wyjęcie z czapy Quire'a i to, jak szybko Sentinele rozpanoszyły się po świecie. Koniec końców, to porządny pierwszy numer. Nie skreślił dla mnie całego eventu, a to już jest duży plus.
avalonpulse204d.JPGS_O: Po pierwsze i najważniejsze - mały Beyonder. Nie próbujcie mi wmówić, że nie mieliście podobnych skojarzeń.
Świetny pierwszy numer. Jedną z silnych stron Aarona są świetne dialogi i tu to widać. Intryga, jak na porządną intrygę, jest intrygująca, podobnie, jak tajemniczy dzieciak. Reakcja władz najróżniejszych państw na świecie odrobinę naciągana, jednak podczas czytania jesteśmy tak wciągnięci, że ledwo można to zauważyć. Zresztą, mam wrażenie, że o to chodziło.
Przy okazji - bardzo interesuje mnie zapoczątkowany tu "związek" Wolverine'a z Idie. Jak pamiętamy, Logan ma już taki zwyczaj wybierania sobie protegowanej z każdego nowego pokolenia X-Men, a zważywszy, że Idie jest jeszcze większą dewotką od Kurta, może być ciekawie. Mam nadzieję na rozwój tego wątku. I w związku z tym obawiam się, że to ona będzie Światełkiem, które zginie w Generation Hope...

Pete: Zaczęło się dobrze, naprawdę dobrze. Wracają stare, dobre Sentinele, walka mutantów o przetrwanie, X-Men vs. rest of the world etc. Fajnie, że wciągnięto w to wszystko Hope i jej zespół, że wydarzyło się naprawdę dużo, a na dokładkę wrócił Hellfire Club. Jedno jest pewne odnośnie tego eventu - wbrew temu, do czego przyzwyczaił nas Marvel, tu łatwo będzie o kilka nieoczekiwanych epizodów. Zostaje więc tylko czekać na to, co wypłynie dalej.
Krzycer: Zaczyna się obiecująco, ale parę rzeczy mnie niepokoi. Mimo M-Day, krucjaty Purifiers i innych takich mutanci mieli przez ostatnie parę lat najlepszą sytuację pod względem stosunków na linii ludzie-mutanci. Najwyraźniej przyszła pora, by to zakończyć.
Nadal nie rozumiem, czemu pod koniec roku nowy ongoing będzie się nazywał "Wolverine and the X-Men" zamiast "Storm and the X-Men", "Beast and the X-Men" czy nawet "Magneto and the X-Men" (choć Magneto raczej zostanie z Cyclopsem). Zadaniem Aarona przy pisaniu tego eventu jest przekonać mnie - i innych czytelników, którzy mogą mieć podobne wątpliwości - że to naturalna konsekwencja rozwoju wypadków.
Przechodząc do szczegółów - najpierw plusy:
- Quentin Quire, który brzmi mniej więcej tak, jakby pisał go Morrison. A scena z ujawnianiem sekretów przez przywódców świata bezpośrednio kojarzy mi się m.in. z Emmą doprowadzającą tłum dziennikarzy do orgazmu.
- Skoro już o tym mowa, monolog Kade'a Kilgore'a po zabiciu ojca też brzmiał jak coś, co mógłby napisać Morrison.
- Relacje Wolverine'a i Cyclopsa oraz Wolverine'a i Idie.
- Sentinele - old-school!
Minusy:
- Sentinele. Messiah CompleX, Second Coming, Schism - czemu wszystkie x-eventy ostatniej dekady muszą sięgać po Sentinele? Ile można?
- Kade Kilgore i jego tajemnicza, ale najwyraźniej duża, rola. Eventy (właściwie wszystkie większe historie) są dużo ciekawsze, kiedy wykorzystują już istniejące postaci. Zdecydowanie najlepszy z nich - Messiah CompleX - nie wprowadzał ani jednej nowej postaci poza noworodkiem. Poza tym po tym, co Aaron wyprawia z Red Right Hand, trochę się obawiam innych jego nowych pomysłów.
- Cyclops chce pokazać Idie "prawdziwy świat". Ok. Za to Wolverine chciałby, żeby mogła pozostać naiwną, nieświadomą dziewczynką? Wtf? To graniczy z prowadzeniem postaci out-of-character i źle wróży temu, o czym pisałem wyżej - wiarygodności przejęcia przez Logana funkcji przywódcy. Ktokolwiek inny, może z wyjątkiem Magneto, Namora i Emmy, i nie mrugnąłbym okiem, ale Wolverine wypada w tej roli wyjątkowo dziwnie.

wolvie111: Zaczęło się. Numer całkiem niezły. Podoba mi się to, że jak na dość duży event, jakim jest Schism, czuje się powagę sytuacji czytając komiks. Jest kilka nieścisłości, jak rozprawienie się z Santinelami przez Wolverine'a i Cyclopsa w sekundę, czy żałosne obstawienie konferencji przez dwóch ochroniarzy. Podoba mi się przedsawienie relacji Logan-Idie (czternastolatka nie jest za duża na lalki?). Od strony graficznej też nie jest źle, ale nie bez minusów. Pacheco pokazał całkiem inną Hope niż ta, do której przywykłem... gdy mówi "What's going on" wygląda jak roznegliżowana 10-latka. Gdyby Emma nie nazwała jej po imieniu, nie poznałbym jej. Ogólnie numer oceniam pozytywnie... 7/10.
Arachnid: Dopiero pierwszy numer, a już bije na głowę całe Prelude. Jak na razie jest bardzo dobrze. Dużo akcji, humoru (Wolverine próbujący się wyspać) no i świetnie ukazane relacje między bohaterami. Zapowiada się całkiem dobra historia. Rysunki również bardzo dobre. Na największy plus zasługuje scena ukazania prawdziwych myśli zgromadzonych na konferencji ludzi. No i oczywiście Sentinele. Powrót Helfire Club również cieszy, tylko co to to za dzieciak? Ogólnie jest bardzo dobrze. Z niecierpliwością czekam na kolejny numer.
avalonpulse204e.JPGPariah: Podzielam obawy Krzycera co do roli Wolverine'a w Schism. O ile sam event zapowiada się super, to nadal Wolverine jako postać centralna dla grupy X-Men kompletnie mi nie leży. Wolverine jest silną osobowością, ale nigdy nie był typem przywódcy. Ludzie za nim nie pójdą... tzn. pójdą, ale może to być dość mało wiarygodne. Poza tym nazywanie komiksu Wolverine & the X-Men + dawanie jej człowiekowi piszącemu ongoing Wolverine'a grozi marginalizacją pozostałych bohaterów serii. Z drugiej strony, jak na razie Aaron zachował w 1. numerze Schism neutralność względem głównych bohaterów. Co do realacji na linii Wolverine/Cyclops-Idie to się nie zgodzę. Wolverine jest typem postaci, która sama widziała to, co najgorsze i nie chce, by musieli widzieć je inni. Sam woli nosić to brzemię. Z tego powodu chciał wykluczenia Laury i Rahne z X-Force i tą samą postawę prezentuje tutaj. Cyclops z kolei patrzy na świat do bólu pragmatycznie. Świat jest, jaki jest i się nie zmieni. Musimy się przygotować na to, co najgorsze. Dla wyższych celów zrobi wszystko, co trzeba i zaangażuje w to każdego, kogo będzie musiał. Chyba właśnie o to będzie spór. Jak właściwie mutanci powinni postępować wobec zagrożeń i jak kształtować swoją przyszłość. Wolverine będzie chciał, aby młoda generacja nie musiała się martwić o przyszłość, a Cyclops chce ich przygotować, by byli w stanie do niej dożyć.
LeGoL:
Nareszcie jestem na tak. Powrót Hellfire Club, stare dobre Sentinele i pierwsze zarysy podziału między Loganem i Scottem. Muszę przyznać, że Rosomak dawno mi się przejadł i zakładałem, że moja nerdowatość opowie się za Cyclopsem, ale z dotychczasowych zachowań to właśnie ten drugi wydaje się być nieczułym sk***synem. To trochę mi jedzie takim Starkiem z Civil War, ma gdzieś sympatie, robi to, co trzeba. Za to scena z lalką zapada w pamięć, tak że o żeż ty... Rysunki? nie przeszkadzają, lecz nie są nazbyt zachwycające. Jest dobrze, oby tak dalej.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse204a.jpgFear Itself: Spider-Man #3
Autor: Marko Djurdjevic

Hotaru: Ta okładka urzekła mnie tylko jednym elementem. Monumentalnością Thinga. Tu naprawdę widać, z jak gigantycznym przeciwnikiem mierzy się Spidey. Jak patrzę na ten rysunek, niemal widzę górę w ruchu. Świetny efekt.










Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.07.13


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: S_ORedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.