Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #14 (22.10.2007)


Poniedziałek, 22 października 2007                                                                                        Numer: 14/2007 (14)
 

 

W czternastym Pulsie wrócimy do tłumaczenia się Briana Bendisa, który w zeszłym tygodniu przedstawiał na łamach Newsaramy uzasadnienie brutalnej sceny z udziałem Hooda i Tigry. Poza tym, tradycyjna porcja opinii o najnowszych komiksach. Za to za tydzień Pulse zyska kolejny stały element.

 


 

Hood vs. Tigra

Gil: Okay, zmuszanie Bendisa do tłumaczenia się z tej sceny najpierw mnie rozśmieszyło, a potem przyprawiło o ból głowy. Choćbyśmy nie wiem, jak bardzo żyli tymi wydarzeniami, faktem jest, że to tylko komiks i przenoszenie wydarzeń stamtąd na problemy życia codziennego jest grubą przesadą. Bendis wyjaśnił to dość dobitnie, ale jednak nie udało mu się uniknąć postawy ucznia na dywaniku u dyrektora. Jeśli twórcy mieliby się przejmować podobnymi zarzutami, komiksy szybko zeszłyby na psy i umarły w samotności, bo o czym tu pisać, skoro nie można dołożyć nikomu, bo zawsze znajdzie się jakaś mniejszość. Ani przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że Tigra obrywa, bo jest kobietą, tak samo, jak nigdy nie uważałem, że masakrowanie hord Ninja jest przejawem rasizmu wobec Azjatów. Ba! Nawet dziwne wydarzenia w komiksach Hudlina uważam za przejaw kiepskiego warsztatu, a nie jawnego rasizmu. Powiem więc tyko tyle: nie dajmy się zwariować!

Hotaru: Nie czytuję New Avengers. Kiedy jednak zobaczyłem preview z rzeczoną sceną, trochę się zdziwiłem. Nie spodziewałem się, że tak "mocna" scena znajdzie się w komiksie o superbohaterach. Gil ma rację mówiąc, że komiks to nie życie, ale w jakimś stopniu to życie odzwierciedla i się do niego odnosi. Za bardzo nie wiem, jak przekazać to, co chcę powiedzieć. Kiedy w komiksie manto dostają the Hand, nie odbieram tego jako atak na Azjatów. Kiedy torturom poddaje się geja Northstara, nie odczytuję tego jako przejaw homofobii. Kiedy najinteligentniejszym, najprzystojniejszym, najsprawniejszym człowiekiem na Ziemi okazuje się Afrykańczyk, to nie doszukuję się segregacji rasowej (no, chyba że komiks pisze rasista Hudlin - w przeciwieństwie do szanownego przedmówcy uważam nagromadzenie rasistowskich elementów w jego twórczości za niemożliwe do zignorowania). Kiedy w wielkiej superbohaterskiej potyczce zostaje poturbowana kobieta, też specjalnie nie doszukuję się mizoginizmu. A jednak już pierwszy rzut oka na panele z obijaniem Tigry obudziły mój wewnętrzny sprzeciw. I cieszę się, że Brian Bendis nie napisał tej sceny dla samego tylko "shock value", ale podszedł do zagadnienia najodpowiedniej, jak się tylko dało. Właśnie to różni go od kiepskich scenarzystów pokroju Reginalda Hudlina. A wywiadu z Newsaramą nie odebrałem jako usprawiedliwiania się - winny się tłumaczy, Bendis nie miał z czego. Dał nam tylko zajrzeć za kulisy i przekonać się, że tworzenie komiksów posiada czasami wymiar, którego niedzielny czytelnik się nie spodziewa.

S_O: Cóż, wydawało mi się, że Bendis wyjaśnił tę sprawę ustami Hooda, ale jak widać nie doceniłem (znowu) Amerykańców z mózgami przepranymi "polityczną poprawnością". Tigra weszła w drogę zorganizowanej grupie przestępczej i musiała za to zapłacić, EOT. A wypadło na nią dlatego, że Bendis najwyraźniej nie jest fanem "furry hentai", czy jakkolwiek się ta gałąź "rozrywki" nazywa.

Demogorgon: Podobała mi się scena, w której Hood skopał Tigrę. Była klimatyczna, nawet jeżeli też brutalna. Ale czegóż innego wymagać od postaci która wywodzi się z MAX'a ? Jak patrzę na to, jak Bendis tłumaczy sie przed jakimiś zwolennikami poprawności politycznej, to mi się niedobrze robi. Na miejscu Bendisa przeniósłbym tę serię do MAX'a, nawet kosztem wywalenia z niej Spider-Mana, zamiast upokorzyć się takim tłumaczeniem. Zwłaszcza, że w niedawno zakończonej historii z Punishera (Widowmaker) mamy o wiele brutalniejszą przemoc wobec kobiet i nikt nie robi awantur Ennisowi. Niekiedy ludzie zapominają, że to tylko komiksy i zachowują się, jakby ktoś im zarzucał bicie żon. Jestem zdegustowany.

Zapowiedzi na styczeń
Gil: Jak to w styczniu, mamy dużo nowości, w tym kilka zaskakujących. Szczerze nie wierzyłem w powstanie New Exiles, a teraz zaczynam się bać tego tytułu, chociaż jeszcze nie wyszedł. Niezbyt zachęcająco wygląda też Damage Control, bo ich poprzednie przygody uważam za jedną z największych chał, jakie upiekł Marvel. Ale kto wie, może umieszczenie ich w grupie Aftersmash przyniesie jakiś postęp. Najciekawiej wśród nowości wygląda natomiast Ultimate Human Ellisa, chociaż trudno na razie o jakąkolwiek ocenę. Nie zapominajmy też o miniserii z Young Avengers! Poza tym, mamy nowy tytuł z udziałem Hulka i zagadkę dotyczącą Incredible XXXX. Czyżby sprawdziły się prognozy co do rozdzielenia Hulka na zielonego i czerwonego? I wreszcie, mamy finał Messiah Complex, który z pewnością będzie wydarzeniem miesiąca.
 

Jaro: Wydarzeniem nr 1 w styczniu będzie zakończenie "Messiax CompleX", na równi z nim stawiam też pojawienie się nowego Kapitana Ameryki. Za nimi czają się gammma-tytuły - czerwony Hulk, pisany niestety (a może "stety"? Tu chciałbym się mylić) przez Loeba i ściśle tajny The Incredible Nie-Wiadomo-Kto (tu stawiam, że tytuł dostanie się Amadeusowi Cho). Trochę w cieniu tych wydarzeń będą kolejne numery all-new Spider-Mana i debiut w nich tajemniczej Jackpot i nowego przeciwnika o wdzięcznym imieniu Menace. Jeśli o Pająku mowa - bardzo interesująca wydaje się być mini-seria Spider-Man: With Great Power..., mająca opisywać rock'n'rollowe życie Petera po zyskaniu mocy, ale przed śmiercią wujka Bena. Temat wdzięczny, więc komiks może się udać. W tym wszystkim trochę ginie debiut Ultimate Apocalypse'a, który do wyczekiwanych też jednak należy. Tak czy inaczej, śmiało można powiedzieć, że styczeń zapowiada się dość dobrze. 

 

Art Arena

S_O: Jesteśmy, proszę państwa, świadkami półfinałów Art Areny. Cała czwórka zawodników jest godna tytułu zwycięzcy, ale ten może być tylko jeden! Wielki finał rozpoczyna się już w ten czwartek, więc zapnijcie pasy i... LET'S GET READY TO RUUMBLEE!!



 

Captain America: The Chosen #3
Gil: Nadal najmocniejszym aspektem tego komiksu są rysunki. Wyjaśniło się to i owo, ale chyba wolałem, kiedy były niedomówienia, bo zamiana Steve'a w Brainiaca jakoś mi nie pasuje. Mimo wszystko, doczytam do końca.

 

Captain America vol. 5 #31

Gil: Zaskoczenia nie ma, Sharon nikogo nie zabiła. Podejrzewam, że nie będzie też zaskoczenia w następnym numerze, bo cliffhangery z wystrzałem raczej do niczego nie prowadzą. Tosiek, Falcon i Black Widow w końcu składają do kupy kilka klocków - czas najwyższy. Jest kilka fajnych momentów w wizjach, które Faustus wkłada do głowy Winter Soldierowi. Zwłaszcza Cap wrzeszczący "Heil Hitler!" z pewnością zmusił przynajmniej jednego amerykańskiego patriotę do wyplucia kawy na komiks ;) Tylko nie chce mi się wierzyć, że to pranie mózgu się udało. Niestety, muszę skrytykować Eptinga za kilka paneli, na których Red Skull wygląda, jakby reklamował środki na przeczyszczenie. 

S_O: Ho ho ho, nieźle się dzieje! Wizje Bucky'ego made by Faustus zapełniają większość numeru, ale nie powiedziałbym, że to źle, bo są naprawdę świetne! Do tego drużyna Natasha+Sam+Tony powolutku do czegoś dochodzi, a Sharon... cóż... nie ma kontaktu z Polską, więc nie wie, jak bardzo do kitu jest być pielęgniarką. Ale mimo cliffhangera coś mi mówi, że się nie dowie, bo przecież Bru nie dokona aborcji na małym Kapitanku (lub Kapitance).

Jaro: Najbardziej udało się w tym numerze pranie mózgu Bucky'emu, zarówno obrazy wciskane mu do głowy, jak i konwersacje z Faustusem w momentach "przytomności". Na koniec Bucky teoretycznie się złamał, ale nie raz już takie cliffhangery widywaliśmy i strzał pewnie został oddany w kierunku Faustusa, nie Sharon. Generalnie, wrażenia po lekturze są dobre jak zwykle, rysunki Eptinga też utrzymują stały wysoki poziom. Mocny plus.

CrissCross: Numer trzyma poziom poprzednich części historii. Skupia się przede wszystkim na Buckym. Ciekawe zakończenie, zobaczymy, jak akcja rozwinie się dalej. Jeśli Sharon przeżyje to czuję, że albo ona, albo Winter Soldier zagrają tutaj jeszcze ważną rolę w finale.

MrG: Akcja w tempie, całość nadal świetna. Wydaje się niemal pewne, że Sharon przeżyje. Bru nie zakończyłby w ten sposób wątku dziecka Rogersa. Ogólnie trochę cliffhanger, ale na dobrym poziomie.

Marvel Zombies 2 #1
Gil: Kiedy już myślałem, że z tematu zombiaków nie da się nic więcej wycisnąć, Kirkman udowodnił, że jednak można. Dzięki powrotowi Philipsa, wrócił też klimat oryginalnej miniserii i to również jest plus. Fabuła jest zaskakująco ciekawa: prawie wszystko we Wszechświecie zostało pożarte, więc trzeba coś zakombinować, okazuje się, że można być zombiakiem i nie żreć mózgów, a na Ziemi sprawy się komplikują. Nie jest zbyt śmiesznie, ale ciekawie.

Demogorgon: Nigdy specjalnie nie przepadałem za zombiakami, aczkolwiek podobało mi się. Zombie Galacti wreszcie wyglądają lepiej niż w Black Panther, a zombie Thanos i Dark Phoenix dodają bandzie smaczku. Może nie jest to jakiś super-zabawny komiks, ale bardzo dobrze się czyta o rozkładających się bohaterach zjadających Ego, z głowami zaprzątniętymi jedynie myślami o tym, jak mogli go wcześniej przeoczyć. No i T'Challa został w końcu zombyfikowany. Hudlin będzie zły, jak to przeczyta ;) 

 

Marvel Comics Presents #2
Gil: Historie, które zaczęły się w poprzednim numerze, są tutaj prawie niewyczuwalne - przeczytasz, zapomnisz i idziesz dalej. Ale nie ma się co dziwić, bo na kilku stronach nie można sie spodziewać dużego postępu. Najlepiej wypada w tym zestawieniu szybka akcja Taskmastera.

S_O:
1. Jezu, nie wiedziałem, że ktoś może narysować Reeda Richardsa o twarzy gościa, którego zdecydowanie nie chciałbym zobaczyć w ciemnej uliczce. Śledztwo posuwa się powoli, a pana X nie potrafił znaleźć nawet megagógel Fantastica. Ja już teraz mówię, że to był bardzo ważny kosmita na misji pokojowej w krajach trzeciego świata.
2. WTF is going on? Ale obrazki fajne.
3. S.H.I.E.L.D. gets owned by Taskmaster. 'Nuff said. Kreska zła nie jest, tylko twarze panu Phamowi nie wychodzą.
4. Ta historia ma za zadanie przybliżyć nam postać nowego Guardiana. I dobrze, bo to przy dobrym scenarzyście może być bardzo ciekawa postać. Tylko co chodzi po głowie USAgentowi? Aha - Van Gogh na ścianie. Sweet.


Mighty Avengers #5
Gil: No dobra... że niby nabazgranie czegoś takiego zajęło panu Cho aż tyle czasu? Można wybaczyć poślizg Hitchowi, można McNivenowi, ale tutaj to jakieś nieporozumienie. Kilka pierwszych stron jest okay, ale im dalej, tym gorzej. Zdecydowanie gorzej. Sama fabuła do przodu posuwa się tylko nieznacznie, więc nie bardzo jest o czym mówić. Poza tym, że Pym to Skrull, a Ares jak zwykle zagarnia wszystkie najlepsze momenty (z jazdą na zbroi sterowanej nożem w głowie na czele). Ogólnie, nadal nie czuję, żeby do czegoś to zmierzało, co w porównaniu z New Avengers sprawia wrażenie, jakby pisały to zupełnie inne Bendisy.

Gamart: Ares w drużynie to najlepszy pomysł Marvela od ostatnich 40 lat, ta seria mogłaby być tylko o nim i nic by nie straciła. Postać jest świetnie skonstruowana i nawet jednopanelowe występy jak w Order #1 są powalające. I w tym numerze też zabiera sceny reszcie i do tego w swoim stylu rusza zniszczyć Ultrona. Numer tygodnia może nie, ale postać roku zdecydowanie. Do tego coś tam się dzieje z Ultronem i resztą, ale kto tam na to patrzy, gdy Ares działa. O, i śmierć Lindy przynajmniej mnie zaskoczyła, jakieś konsekwencje z historii będą.

Demogorgon: Ten numer w niewątpliwie wiele zalet, jak Ares, śmierć żony Boba, Ares, walka Ultronicy z Voidującym Sentrym, Ares, walka Ultronicy z Wonder Manem, Ares, Comodore 64 (zaczynałem od takich moją znajomość z komputerami), Ares... Długo by wymieniać. Ciekawi mnie tylko, czemu seria nazywa się "Mighty Avengers", zamiast "Ares & Friends". A na poważnie, to nie kupuję tego. Głowice nuklearne, pomniejszanie i wskakiwanie komuś do ciała - to wszystko pomieszane ze sobą oklepane wątki, które psują czytanie. Porównując to z New Avengers zaraz widać, do czego Bendis bardziej się przykładał. Mam też zastrzeżenia do oprawy graficznej. Cho się nie spisuje zbytnio, ale na szczęście niedługo zastąpi go na stanowisku Bagley, który z Bedinsem się umie dobrze zgrać i nie ma opóźnień.

S_O: Meh. Takie sobie. Jedyne, co ciekawe, to Ares (nie trzeba wyjaśniać, czemu) i Sentry (Don't make Bob angry. You wouldn't like him when his angry). Reszta jakoś się nie wybiła (no, może oprócz ujeżdżającej wielki, nuklearny wibrator Carol), po prostu krążyli po okolicy.
Ale że Natasha nie wie, czym jest stary, poczciwy Commodorek?

Jaro: Poprzedni numer wyszedł tak dawno, że pamiętam z niego tylko tyle, że czytanie go to była kupa zabawy. Niestety ten numer trąci zapychaczem. Jest wprawdzie kilka dobrych scen (Sentry i martwa Lindy, wszystko z Aresem), lecz mając w pamięci ostatnie numery New Avengers (bardziej mając je w pamięci, niż ostatni numer Mighty), jakoś nie mogę się do tej potężnej piątki przekonać. Minus, gdyby było w porę, byłby mały plusik, ale za długo przyszło czekać na tę zapchajdziurę.  

Hotaru: Jakoś nie mogę się przekonać do tego tytułu. Niby to Bendis, ale te jego liczne dymki z przemyśleniami bohaterów działają mi na nerwy i wybijają z rytmu. Może i takie króciutkie przemyślenia sprawdzają się w serialach typu Scrubs, ale na pewno nie tutaj. Co się tyczy samej fabuły, to bez rewelacji. Ares został przedstawiony jako skrzyżowanie Logana z Deadpoolem, niektórym może się podobać, ale ja odebrałem to za trochę przymuszony comic relief. I w końcu rysunki, przez które tak długo czekaliśmy na wydanie tego zeszytu. Nie było warto. Jeden budzący wrażenie panel, nawet jeśli jest na dwie stronice, nie może być usprawiedliwieniem aż takiego obsuwu. Średniawka.

 

New Excalibur #24
S_O: Yeah! Głośno wypowiadany monolog wewnętrzny na początek (walka Albiona z Nocturne) to najlepszy sposób, by przypomnieć ludziom z Alzheimerem, czemu Chris nie jest powszechnie lubiany. Ale poza tym (i kilkoma innymi) zgrzytem, nie jest BARDZO źle. Ostatni z Dark X-Men padli (chociaż Iceman wypompowany do cna = Lame'o), Albion pokonany, Sage sobie przypomniała, kim jest (tylko jakim cudem w ogóle zapomniała? Autosugestia?), Lionheart wróciła do swych dzieci, happy ending po prostu, brakuje tylko meczu baseballowego (albo partyjki w krykieta).


Penance: Relentless #2
Gil: Tośmy się nagadali... Konkretnie to Antonio i Normie przegadali chyba z pół numeru, a sporą cześć tych pogaduszek zajęły wzajemne docinki. Zawartość merytoryczna prawie jak w debacie przedwyborczej. W końcu, na końcu dowiadujemy się, że Baldwin chce zrobić kuku Nitro. Tego samego mogliśmy dowiedzieć się z zapowiedzi, albo kojarząc kilka numerków. Trochę męczący jest ten numer, a przy średnich rysunkach strasznie się dłuży, chociaż trzeba przyznać, że rozwałka w domu Robot Mastera poprawia nieco odbiór.

S_O: Rozmowy Starka z Osbornem nie są co prawda świetne, ale bardzo dobre - na pewno. Za to osbornowa sekretarka rządzi. A tymczasem Penance kopie metalowe tyłki bardzo wielu robotom. I jest naprawdę straszny (ale nie "Krzyk" straszny, tylko "Lśnienie" straszny) z ciągłym powtarzaniem jednego słowa.
Szkoda tylko, ze teraz mogę - z grubsza - wywnioskować, co się stanie w miniserii Namora...
 

 

Terror Inc. #3
Gil: Motywu z żabą może nie przebili, ale nadal jest dobrze. Zwłaszcza, że wiemy już, kto utrudnia życie Terrorowi. Mniej więcej tego się spodziewałem, ale wątek wprowadzony został w sposób na tyle zaskakujący i oryginalny, że nie mam zastrzeżeń. Teraz szczerze nie mogę się doczekać, jak nasz zgniłek się z tego wywinie. trzeba także podkreślić, ze Patric Zircher z numeru na numer radzi sobie coraz lepiej, a jego styl ewoluuje od znanego z C&D w stronę realizmu.

Archie: Jeśli ktoś myślał, że we wcześniejszych numerach było dużo krwi i przemocy, to po tym numerze definitywnie zmieni zdanie. Do tego dowiadujemy się, czemu to właśnie Mr. Terror został wplątany w całą sytuację i kto za tym wszystkim stoi. Dodam, że odpowiedzi nie są zbyt miłe dla głównego bohatera. Całość dopełnia świetna okładka Jeleny Djurdjevic i klimatyczne rysunki Patricka Zirchera. Już nie mogę się doczekać następnego numeru :D.

MrG: Awesome! Najlepszy komiks tego tygodnia. Nadal mroczny humor i obleśno-groteskowe klimaty. Rysunki Zirchera świetne, okładki, jak już wspomniano, też miodek, no ale to Djudrjevic.

Walter: Przeczytałem pierwszy, no fajnie, przeczytałem drugi, coraz lepiej, przeczytałem trzeci... i tak ma wyglądać komiks z serii MAX! Fabuła dość przewidywalna (przynajmniej dla mnie), ale i tak stawiająca sobie coś ambitniejszego na celu, dialogi i dowcipy świetne. Rewelka jeśli o rysunek chodzi, genialnie pasuje do pana Terrora. Boże, już nie mogę doczekać się kolejnej części.

 

Ultimate Fantastic Four #47

MrG: Miła niespodzianka na początku - rysunki Brooksa. Nie wiedziałem nawet, że się zmiana szykuje. Typowe rozpoczęcie - F4 to the rescue, szalony Rusek z tresowanym niedźwiedziem. I widać, że wkrótce wróci Thanos. Nawet dobrze. 

 

Ultimate X-Men #87

Jaro: Miła niespodzianka - wątek Stryfe'a został rozwiązany bardzo logicznie i zgrabnie, motywy Fenris ("tańsze Sentinele") również. Cable i Bishop w jednej drużynie? Przynajmniej to, że Xavier został porwany, a nie zabity, zaczyna nabierać sensu. Rysunki... Zbliżenia twarzy są całkiem niezłe, ale rysowanie postaci będących w pewnym oddaleniu z tymi śmiesznymi oczkami (zwłaszcza Dazzler wygląda komicznie) zaczyna mnie trochę denerwować. No, ale za ogólne dobre wrażenie i wyjaśnienie paru wątków - plus.

MrG: Zwyżka formy! Fabuła idzie do przodu, trup ściele się gęsto, kolejne zagadki rozwiązane, kolejne się pojawiły. Fenris, Trask i Wolfsbane (:() deceased. Stryfe okazał się sprzedawczykiem. Tylko powrót Beasta jakiś taki miałki. Ciekawi mnie, co kombinuje Bishop z Cablem. Może to ma jakiś związek z powrotem Apocalypse'a? No i rysunki, w końcu na plus.

Hotaru: Po tym, jak pan Kirman dobrowolnie wmanewrował się w tak wiele różnych wątków, nie było dobrego wyjścia. I rzeczywiście, usilnie próbując poświęcić dość czasu jednemu wątkowi, zupełnie ignoruje i pomija resztę. Nawet rozegranie tego motywu, na jakim się skupił, nie wychodzi mu dobrze. Naprawdę, ucieszę się, kiedy wreszcie ten scenarzysta odejdzie z tego tytułu. Wszyscy poprzedni nad nim pracujący mieli spójną wizję - tu jej brak. Ach, byle do Ultimatum.

 

Wolverine Origins #18
S_O: Bucky podwładnym przekozaka Romulusa? Puh-leez, Way, kończ waść, wstydu oszczędź. Może jestem uprzedzony do tego tytułu, ale sądzę, że najlepszy w tym numerze był dowcip z Furym i "tarczą". A to wcale nie był świetny dowcip.

CrissCross: Trzyma poziom, niestety. Zarówno kreska, jak i sama fabuła niespecjalnie wciągające. Szczerze mówiąc, to nie wiem, do czego to ma prowadzić. Marvelu, prosimy, zamknijcie już ten tytuł!

X-Men: Emperor Vulcan #2
Gil: W porównaniu z poprzednim numerem, spory skok formy. Wprowadzenie było strasznie nudne, ale tutaj zaczyna się już coś dziać i to coś zaskakuje in plus. Połączenie nowej rasy z kryształem M'Krann jest na tyle intrygujące, że chce mi się czekać na ciąg dalszy. Połączenie sił Starjammers i Imperial Guard jest mniej ekscytujące, ale przynajmniej usuwa z historii poczucie oczywistości dalszych wydarzeń. Najlepszą recenzją niech będzie zmiana mojego nastawienia z "nie chce mi się na to patrzeć" na "czekam na ciąg dalszy" ;)

S_O: Nienajgorszy numer. Poznajemy kilka niewygodnych faktów z historii piórogłowych, a także pochodzenie i cel ŚmierćShi'arców. Powiązanie z Kryształem M'Kraan interesujące i ciekawe, co z tego wyniknie. Ale przeteleportowanie GWIAZDY? Nie przesadzajmy, dobra?

Hotaru: Zaobserwowałem zwyżkę formy w stosunku do numeru pierwszego tej miniserii. Oczywiście, nie znaczy to jeszcze, że nagle powstał dobry numer. Nadal najeżony jest niedorzecznościami i niedopowiedzeniami. W jaki sposób Rachel mogła tak bezproblemowo skomunikować się z obcym mózgiem? Zawsze wydawało mi się, że z obcymi telepata ma trochę cięższą przeprawę. Gdzie jest logika w wypracowywaniu nowej tożsamości gatunkowej przez setkę lat, a potem skompromitowaniu jej przy pierwszym spotkaniu z obcym esperem? Niby dlaczego Lilandra miała znać zamierzchłe dzieje i genezę Imperium Shi'Ar? Tylko dlatego, że była kiedyś cesarzową? I dlaczego najpierw atak Vulcana robi na obcych zerowe wrażenie, by zaraz potem rozwodzili się nad tym, jaki to on nie jest potężny? Ech, jak wspomniałem: lepszy, ale nadal nie jest dobry.

CrissCross: Wprowadzenie trzeciej strony konfliktu nieco dla mnie niespodziewane, ale na razie nie będę tego oceniał. Może wyjdzie z tego jeszcze coś dobrego. Cały czas dostajemy kontynuację "Rise and fall...", to znaczy tak samo płytkie postaci (a może jeszcze bardziej) w tym samym otoczeniu. Kreska jak dotąd mi się nawet podobała, ale w tym numerze zauważyłem kilka zgrzytów. Jednak wyraźnego spadku ani wzrostu formy nie widzę.



 
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.10.17.
 


Redaktor prowadzący: Lex                                                                                          Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.