Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #201 (27.06.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 27 czerwca 2011Numer 26/2011 (201)



Dwieście numerów za nami, pora rozpocząć trzecią setkę. Tak jak było do przewidzenia, najwięcej emocji w poprzednim tygodniu przyniósł ostatni numer Ultimate Comics Spider-Mana. Wydarzenie, do którego tam doszło, przyćmiło wszystko inne. Zapraszam do lektury.



Captain America #619
S_O: Okej, pogubiłem się. Bucky ucieka z łagra, ale że nie poczekał, aż cała sprawa z wrobieniem go wycieknie, wywołał dyplomatyczny skandal i nawet, jeśli Steve z Furym uratują mu tyłek, nie będzie już mógł nosić flagi. A tymczasem w bliskiej przyszłości Bucky - jako Cap - walczy z Sin/Skadi w Waszyngtonie i ginie. Więc albo brakuje tu gdzieś jeszcze jednego rozdziału (bo że zostanie to wytłumaczone w następnym numerze jakoś nie wierzę, zważywszy na fakt, że restartują/przemianowują i co tam jeszcze serię), co jest bardzo dziwne, zważywszy, że Fear Itself miał (jeśli dobrze pamiętam) być początkowo mini-crossoverem między Thorem i CA... albo James został wysłany na Sybir już po FI, a to, co mu się stało w Fear Itself #3... "'S a flesh wound".
I ten jeden problem nie pozwala mi na obiektywną ocenę numeru.


Carnage #5
S_O: Kolejny symbiot? Wells przygotowuje następną miniserię, więc przeżyje co najmniej tyle, co Toxin.
Finał, jak cała miniseria, był szybki, brutalny i całkiem nieczytelny (ze względu na kreskę Craina). Twist pod koniec naprawdę mnie zaskoczył, a szaleństwo Cletusa i Shriek było naprawdę wyczuwalne... Ale to chamskie "to be continued" pod koniec mnie rozczarowało.

Deadpool vol. 2 #39
S_O: Hulk w końcu przerobił Deadpoola na kleksa... a ten nawet z tego odrósł? Bullshit wielkości Wolverine'a odrastającego ze szkieletu. Inna rzecz, że jakby Wade naprawdę chciał zginąć, to mógłby uwiązać sobie koło młyńskie u szyi albo szarpnąć się na gustowne betonowe pantofelki i wskoczyć do rzeki albo co. Nieważne, jak zakręcony ma czynnik gojący, nie wyleczy sobie płuc pełnych wody. A to oznacza, że cała ta historia, jak wszystkie poprzednie, nie miała sensu.
A propos braku sensu - czemu wsiadł do autobusu razem z dzieciakami, którym kazał uciekać przed ścigającym go Hulkiem?


Incredible Hulks #631
Arachnid: Bardzo dobry numer, choć poprzedni bardziej mi się podobał. Mnóstwo akcji, ciekawe walki i spora dawka humoru. Rysunki również całkiem przyzwoite. Zastanawia mnie jedynie olbrzymia niechęć Hulka do przemiany w Bannera. Szybkie przemiany z poprzednich numerów nie stanowiły problemu, a mnie osobiście bardzo przypadły do gustu. Ogólnie bardzo przyzwoita lektura. No i zakończenie zachęcające do sięgnięcia po kolejny numer.

S_O: Hej, Greg, jednak jakieś trzy, cztery lata za późno na cameo Obamy. Chyba, że chciałeś się załapać przed końcem kadencji.
Pomysł na historię jest potwornie (get it?) ograny - "używamy jakiegoś gadżetu, żeby ściągnąć największych przeciwników Hulka, których jeszcze nie skasowaliśmy!" - a i wracanie do pomysłu z super-mózgiem Sałaty jakoś mi nie leży. Tym niemniej, Hulk wesoło miażdży wszystko wkoło, czego chcieć więcej?


Iron Man 2.0 #6
S_O: Zaraz, to nie jest Dragon Ball...
Mam wrażenie, że Immortal Weapons trafili do tej serii, bo GDZIEŚ musieli ich wsadzić, a Rhodey nie miał za bardzo co robić. Czy powinien pomóc jednemu ze swych najstarszych przyjaciół walczyć z gościem zamieniającym wszystkich w kamień i dwoma żądnymi zemsty babami? A może powinien bronić stolicy kraju z resztą swojej drużyny? Nieee, wrzućmy go do kotła w grupą mistrzów kung fu. Ta, to ma sens.
Może oceniłbym ten numer lepiej, gdyby COKOLWIEK się w nim działo. Ot, Creel podniósł młotek, zajęło mu to jakieś piętnaście stron. I jeszcze pokrótce przypomniano nam, jak się nazywają Bronie. I to - serio - wszystko.

Lex: Bez rewelacji. Najciekawszą informację (kto podniesie młot) zaspoilerowały nam wcześniejsze komiksy. Jestem zaskoczony tym, jak płaski i nieciekawy jest w tym komiksie Iron Fist i w sumie reszta Immortal Weapons. To, że War Machine budzi u mnie ziewanie, nie jest niczym nadzwyczajnym, ale Danny jest przeważnie dużo ciekawszym bohaterem. No i to, co S_O napisał: NIC się nie dzieje...
Podobnie jak w poprzednim numerze najciekawsze są fragmenty z Sun Wukongiem, ale to jedyny pozytywny akcent tego numeru. Tytułowego Strachu nie zauważyłem.


Mighty Thor #3
czarny_samael: Jestem zaskoczony. To było... dobre. Owszem, jak zwykle Fractiona trochę poniosło, ale numer nie był ani szczególnie głupi, ani nudny. Wątek tego ziarna interesuje mnie coraz bardziej, a przemowa Surfera i odpowiedź Odyna przekonująca. Obie strony mają swoje racje, ale o ile w kontekście poświęcenia Sakaar autorowi udało się mnie przekonać co do słuszności decyzji, o tyle tutaj zamiar wydaje się być inny. Mianowicie czytelnik nie ma jednoznacznie opowiedzieć się po jednej ze stron, choć oczywiście sam fakt pożądliwości Galactusa daje mu u czytelnika minus. Ten numer podoba mi się jednak z uwagi na inne aspekty. 1. Uszanowano moc Surfera i prędzej Thor sobie rozbija na nim głowę, niż naprawdę wyczynia niechcącemu walczyć Surferowi krzywdę. 2. Pokazano, że Asgardianie mają potężną broń, co poniekąd usprawiedliwia Siege i fakt, że Osborn mógł się z nimi mierzyć - kwestia zaskoczenia. 3. Widać potwierdzenie, że bogowie ziemscy są szczególni. Tzn. to nie przypadek, że Ziemia tak często jest napadana i udaje jej się obronić, a taki Odyn może rozwalić galaktykę. Rysunki również mi się podobały, gdyż oddawały nastrój komiksu, który był raczej wstępem i służył udzielaniu informacji. 9/10 i czekam na więcej takich komiksów w wykonaniu Ułamka.

S_O: Okej, czy nie jest przypadkiem tak, że Galactus jest siłą natury i jego dieta jest związana z utrzymaniem równowagi w kosmosie? Inaczej mówiąc - czy gdyby zeżarł to cholerne ziarno i najadł się po wsze czasy, Stworzenie wymknęłoby się spod kontroli i doprowadziłoby to do jakiejś kosmicznej apokalipsy? Just asking.
Wybuchnąłem też śmiechem (choć może nie z tych samych powodów, na jakie liczył Fraction), gdy zobaczyłem broxtonowego księdza mówiącego praktycznie "GTFO or imma gonna smite yo ass" do istoty, która mogłaby go zniszczyć machnięciem ręki. I tak ma szczęście, że trafił na robiącego za comic relief Volstagga.

Namor: The First Mutant #11
S_O: I... koniec serii. Finał wywołał we mnie takie same odczucia, jak pozostałe numery - a które można sprowadzić do prostego "meh". Nic ważnego się nie stało, nikt ciekawy nie umarł (no, może poza hippisowskim szamanem, który i tak pasował do reszty Atlantydy jak pięść do nosa). Jedyna zmiana to fakt, że jedna z młodych mutantek, o której i tak nikt nie będzie pamiętał za pół roku, nauczyła się oddychać pod wodą, a sam Namor został zacockblockowany przez własnego syna z przyszłości.


New Mutants vol. 3 #26
Hotaru: Chciałbym napisać, że Abnett i Lanning zasługują na lepszego rysownika niż Leandro Fernandez, ale tego nie napiszę. Bo na razie nie wiem, czy zasługują. Ten numer to po prostu porządne czytadło - nic nadzwyczajnie dobrego, ani nic nadzwyczajnie kiepskiego. Czuć różnicę w sportretowaniu postaci między poprzednimi scenarzystami, a obecnym teamem, lecz nie jestem w stanie powiedzieć, czy to różnica na lepsze. Pozostaje poczekać jeszcze kilka numerów.
S_O: Najpierw Mantis mówi o sobie w pierwszej osobie, a teraz Sugar Man robi przerwę między pierwszym a drugim słowem w zdaniu? This is an outrage! DnA to oficjalnie najgorsi scenarzyści w Marvelu!
Ale poważnie... Jest to na dobrą sprawę pierwszy numer tej historii (poprzedni to właściwie bardziej prolog, jakby się tak zastanowić), wiadomo więc, że będzie dopiero kłaść podwaliny pod akcję - którą zobaczymy w następnym numerze. Mam tylko jeden problem (jeśli nie liczyć zaszlachtowania maniery językowej kolejnej postaci) - skąd im się nagle wzięło "Osborn Central" w tej całej opuszczonej rezydencji? Przecież Normie większość czasu spędzał w Avengers Tower. Abnett z Lanningiem mogli poświęcić kilka dymków więcej i, nie wiem, przerobić tamtą chatę na starą bazę tych ESP-ów z miniserii Dark X-Men albo co. Poza tym jednak - solidne czytadło.

Silver Surfer vol. 5 #5
S_O: Oh, wow. Galactus - the Dovourer of Worlds and the biggest passive-agressive cockblocker EVER.
Seria była całkiem ciekawa - ale jeśli nie jest się fanem Silver Surfera, raczej do jednokrotnego przeczytania i zapomnienia. Do zapamiętania jedynie High Evolutionary - a i to tylko pod warunkiem, że jeszcze kiedyś wróci.

Thunderbolts #159
S_O: Huh. Man-Mountain Mario? Mamma mia!
Podwójny numer, wiele historii, przyjrzyjmy się im po kolei:
Część główna skupia się przede wszystkim na grupie Beta i ich próbach uwolnienia się ze smyczy T-Bolts. Mam dziwne wrażenie, że jeszcze przed końcem roku któryś z nich (stawiam na Shockera) wywinie numer a'la oryginalni Bolci. Just sayin'.
Historia druga - "Poundcakes" w znaczeniu "stara znajoma Songbird"? Jeśli wątek jej współpracy z Moonstone będzie kontynuowany, może być ciekawie. Poza tym jednak - meh.
Historia trzecia i Walker (teraz dopiero zauważyłem ironię w tym nazwisku) badassuje na wózku bardziej, niż jakikolwiek łysol nazwany na cześć brytyjskich filozofów. Miło też popatrzeć, jak z przypadkowego więźnia wyłazi czasem porządny człowiek.
Czwarta i ostatnia - wtf, seriously. Man-Mountain Mario. Tylko tyle komentarza.


Ultimate Comics Avengers vs New Ultimates #5
evans: No i pojawił się Spider trzymany w ukryciu, ale nadal nie wiem, jakie ma moce i po co on komu. Coś tam mówi, to ludziom głowy rozsadza :D. Tyle wiadomo, że jest Azjatą. I nie podoba mi się to rozwiązanie, że każdy może sobie od tak wziąć tabletkę i jest Hulkiem na 24h. I mimo wszystko myślałem, i chyba ciekawiej by było, jakby jednak całe machlojki starszego Starka wyszły na jaw później. Żeby trochę się bohaterowie pomęczyli, poszpiegowali i pospiskowali, zanim dojdzie do ogólnej nawalanki i zrzucenia z 'tronu' Gregory'ego.


Ultimate Comics Spider-Man #160
avalonpulse201c%20%5B1600x1200%5D.JPGHotaru: Zrobili to. Kto by się spodziewał. Owszem, po historii o tytule "Death of Spider-Man" można spodziewać się śmierci Spider-Mana, ale wcale nie utożsamiałem jej ze śmiercią Petera Parkera. Do tego stopnia byłem pewien swego, że w dalszym ciągu spodziewam się jakiejś zagrywki, która byłaby w bardzo bendisowskim stylu. Ale mogę się mylić. Sam numer był... w porządku. Nie powalił mnie na kolana ani rozwiązaniami fabularnymi, ani też szczególnie emocjami, jakie wylewały się ze stronic. Drażni nieobecność Icemana, ciągle otwarte usta Mary Jane (poza momentami, kiedy wpycha język w usta Petera), a nawet to, że Bagley na pewnych kadrach rysuje w stylu Marka Brooksa. Stylu, który lubię, ale tutaj wypadł... fałszywie. Reasumując - dobry komiks. Mógłby być lepszy.
Undercik: Najlepszy numer spośród całej historii "Death of Spider-Man". Bardzo dobrze napisany i narysowany numer. Naprawdę mi się podobało. Jest tylko jeden problem, co dalej? Mimo wzlotów i malutkich schyłków, seria była bardzo dobra, bo miała świetnego głównego bohatera i świetne postacie poboczne. A co teraz? Większość wyemigruje do X-Men, a Peter będzie wąchał kwiaty od spodu. Czy nowy Spider-Man zaciekawi mnie tak, jak poprzedni?
Poza tym denerwuje mnie ostatnio, że Marvel na siłę próbuje zmienić Ultimate z odświeżonego 616 w zupełnie inne uniwersum.

Co nie zmienia faktu, ze nadal liczę na to, że Parker przeżyje i otrzymamy Peter Parker: Agent of S.H.I.E.L.D..
evans: Wszystko mi się w nim podobało, szkoda, że Parker umarł, ale świetny komiks na pożegnanie. Chociaż są pewne głupie błędy: Johnny, ok, Norman "wessał" jego energię i tutaj nie mam zastrzeżeń, ale co się stało z Bobbym? Czy Bendis nie czytał komentarzy fanów, że sposób, w jaki go załatwił Electro, jest sprzeczny z prawami fizyki? Myślałem, że chociaż teraz da mu szansę i jakoś pomoże Peterowi, a tak to cały numer przeleżał nieprzytomny. I mimo tego, że Parker jest najświętszym bohaterem, to fajnie by było, jakby przed śmiercią zabił Osborna, a tak to kicha. Nie dość, że Norman zabił Petera, to jeszcze może się mścić na jego rodzinie.
chimp: No proszę! Marvel tym razem nie wciskał nam kitu. Bendis tym razem nie zawiódł. Ciekawa walka między Peterem a Osbornem, realistycznie przedstawione zachowania postaci oraz śmierć głównego bohatera powinny wystarczyć za rekomendacje. A jak dodamy jeszcze bardzo dobrą oprawę graficzną numeru, to już mamy hiciora. Bez wahania daję temu numerowi ocenę 9/10. I tylko jedna rzecz mnie zastanawia - kiedy Mary Jane nauczyła się jeździć ciężarówką?avalonpulse201b%20%5B1600x1200%5D.JPG
bastek66: Nic mnie ten zeszyt nie ruszył. Może by było inaczej, gdyby po Ultimatum Spidey był ciekawszy, niestety. Historia Loeba była okropna, nie wiadomo dlaczego Bendis chciał równać do niego, dostaliśmy najpierw zapowiedzi zmiany głównego bohatera, oczywiście były one całkowicie naciągane. Restart - paskudne rysunki, słabe historie, chodzenie z Gwen, która była jak jego siostra, nadzieja na lepszą przyszłość/coś nowego pojawiła się, gdy Jameson poznał tożsamość - bezpośredni postrzał w głowę, który przeżył. Po co to w ogóle było? Niestety, dalej nie jest lepiej, Gwen odchodzi, numeracja zsumowana, więc potrzebna lekka modyfikacja status quo - nauczmy Pajączka bycia superbohaterem. Ostatecznie żadnej nauki nie było, bo cała historia opierała się na przepotężnym artefakcie, oczywiście rozwalenie okolicy było jedynym widocznym skutkiem. Przy okazji - Gwen wróciła do domu, MJ za to do Petera. Wreszcie pojawiła się szansa na starego dobrego USM, niestety, Śmierć Pająka już była zapowiedziana. Szesnaste urodziny głównego bohatera - nowe webshootery, których nawet nie użył. No i mamy tę nieszczęsną "Death of Spider-Man", Bagley rysuje, powinno być dobrze. Norman przeżył, Bendis tym sprawił, że jedna z najlepszych jego historii jest nic nie warta. Dalej było już tylko nawalanie i padnięcie z wycieńczenia, obrażeń i utraty krwi. To są powody, dlaczego ten komiks nic nie ruszył. BMB przez ostatnie dwa lata nie dał chwili wytchnienia, zabrakło tego, co było mocą przez 130 numerów - długich, dobrych historii ze świetnymi rysunkami. Ultimate Spider-Man było wspaniałe, na pewno kiedyś będę miał w końcu wszystkie tomiki starego, dobrego Spideya ładnie na półeczce, ale na nowym Pająku stawiam kreskę.

Wolverine vol. 4 #11
S_O: Wiem, że to odpiero druga część historii, ale zaczyna to wyglądać jak robione na jedno kopyto.
Przeszłość Wdowy intrygująca - i całkiem mocno powiązana z przeszłością Wolverine'a, nawet zanim zabił on jej ojca. W dodatku ojciec Starca współpracował z Hudson Bay Company... Zaczynam podejrzewać, że wszyscy członkowie Red Right Hand są związani z Loganem w sposób, którego się nawet nie spodziewają.
No i siurpryza w postaci Victorii Creed... jeśli to naprawdę ona. Bo możliwe, że przywódca RRH ma już takiego fioła na punkcie Wolviego, że zmusza innych do zatłuczenia przypadkowych babć na śmierć. Może zobaczymy w następnym numerze...


X-Men: Legacy #251
Hotaru: Zaiste, nie wiem, co się stało z Khoi Phamem. Wciąż nie mogę wyjść z szoku, jak bardzo jego styl się stoczył od czasów Incredible Hercules. Oprawa graficzna tego numeru jest szkaradna. Żeby być fair dodam jednak, że równie kiepską robotę odwalają inkerzy i kolorysta. Chociaż skrypt jest całkiem fajny. Nie rzuca wprawdzie na kolana, ale niesie ze sobą obietnicę czegoś więcej. Znając jako tako Careya jestem spokojny, że ta obietnica zostanie spełniona.

S_O: Okej, scena pocałunku wyskoczyła znikąd... ale została wytłumaczona. Chociaż... jeśli Susan is Sunshine wzmacnia emocje... to COŚ tam musiało między nimi być...
A skoro już o uczuciach mowa - niezły plan Gambita, być rebound guyem dla Rogue. Classic.
Co do samej walki ze zbuntowanymi świadomościami... Styx nadal jest creepy, ale SiS przebiła go swym niedorzecznie szerokim uśmiechem. Swoją drogą, najwyraźniej następny w kolejce do zabsorbowania jest sam Styx, którego uważałem bardziej za "finałowego bossa". więc może pozostali są jego pomagierami, kto go tam wie.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse201a.jpgMighty Thor #3
Autor: Olivier Coipel

Hotaru: Zespół Coipel-Morales-Martin przyzwyczaił już nas do fenomenalnego poziomu oprawy graficznej. Nie inaczej jest i tym razem, pomimo tego, że tak naprawdę oprócz pomysłu nie ma tu wiele do podziwiania. Sam pomysł jednak niesie ze sobą wystarczające pokłady frajdy, by obdzielić nią kilka inna innych okładek.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.06.22


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: S_ORedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.