Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #200 (20.06.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 20 czerwca 2011Numer 25/2011 (200)



Dwudziestego trzeciego lipca dwa tysiące siódmego roku. Tego dnia światło dzienne ujrzał pierwszy numer Avalon Pulse. Minęły prawie cztery lata i dziś możecie przeczytać już dwusetny. Czy to wiele? Patrząc z perspektywy przemysłu komiksowego to rewelacyjny wynik. Co prawda gazeta ukazuje się co tydzień, ale obecnie niewiele jest serii komiksowych, które ukazywałyby się nieprzerwanie przez tak długi okres. Jednak wszelkie podsumowania i statystyki będzie można przeczytać w specjalnym wydaniu Pulse'a już w ten czwartek. A co w tym jubileuszowym numerze? Najważniejsze wydarzenie, które przyćmiło wszystkie inne to... powrót po dłuższej nieobecności naszego kochanego Kota. Jak wszystkie koty zatęsknił za domem. Z kwestii czysto komiksowych: kolejne części Fear Itself oraz mutanci, wielkimi krokami zbliżający się do Schizmy. Zapraszam i życzmy sobie kolejnych dwustu numerów.



Avengers Academy #15
Hotaru: Jest to pierwszy przeczytany przeze mnie komiks związany z "Fear Itself", w którym jest tytułowe zjawisko, czyli strach. W każdym innym mamy jedynie pranie po mordach, a tu proszę - jest autentyczne przerażenie, i to jeszcze w ilu odcieniach! Czy to strach Strikera przed śmiercią, czy to strach Tigry przed posłaniem dzieci ku zgubie, czy też strach Pyma przed zostawieniem młodych bez jego opieki. Oczywiście, ten numer byłby równie dobry, gdyby coś takiego jak "Fear Itself" nie istniało... nie wiem,c zy to świadczy o klasie Gage'a, czy braku klasy Fractiona. A może jednym i drugim?
S_O: Jak z każdym numerem AA, mam mieszane uczucia. Z jednej strony mamy pewien character development, z drugiej jednak - w ogóle nie podoba mi się sposób, w jaki Gage do niego doprowadza. W przypadku Strikera najwyraźniej wystrzczyło, żeby Tigra powiedziała "stop bitching!", żeby wziął się w garść. Z Mettlem sprawa jest zupełnie inna, bo Greer, ta głupia pinda, praktycznie pochwaliła go za zabicie przeciwnika. Jak myślicie, co Czerwony miał na myśli, gdy Tigra spytała go, czy będzie w stanie zrobić to znowu? Wspomnę tylko, że z niecierpliwością oczekuję spotkania Mettle'a z Sin/Skadi. Hilarity shall ensue.avalonpulse200c%20%5B1600x1200%5D%20%282%29.JPG
Undercik: Od kilku numerów Academy udowadnia, że jest najlepszym tytułem z Avengerowej rodziny, co mnie zaskoczyło. Jeżeli, część Tie-inów będzie na takim poziomie jak ten numer, to może nawet FI nie spisze na straty, bo jeśli mam czytać takie komiksy, to spokojnie mogę jakoś przeboleć główną mini. Podoba mi się wątek uczniów w Waszyngtonie. Po pierwsze - coś czego dawno nie widziałem, po prostu ratowania zwykłych ludzi. Po drugie - pokazanie jak członkowie akademii radzą sobie rzuceni na głęboką wodę. Po trzecie - nie ma głównego wroga. Mamy tylko do czynienia z redshirtowymi mechami, dzięki czemu Cage nie skupia się na walce, a na pokazaniu sytuacji bohaterów. I chaosu. I strachu. Czegoś, co Fractionowi nie wychodzi. Nie zmienia to faktu, że i tak czekam na wątek w Malezjii, który także zapowiada się smakowicie.
Wilsonon: Łapanka, akcja w stolicy i zapowiedź bitki w Dubaju. Spodobać się może jak scenarzysta pokazuje wpływ wcześniejszych doświadczeń na bohaterów. Przypominać mi w tym zaczyna Remendera. Ciało pedagogiczne jest świadome niebezpieczeństwa i aż kipi troską o studentów.
No i w końcu umierają cywile! Yeah!
czarny_samael: Dobry numer. Czytam tę serię od Korvaca i choć poszczególnych bohaterów nie bardzo trawię, to scenariusz broni komiks. Podobają mi się reakcje Strikera, który boi się śmierci, czy zawód Mettle'a kiedy zginęli cywile których bronił. Cieszę się też że Pym nie docenił Creela, IMO oni sobie sami tam nie poradzą. I chyba uderzył mnie już ten event, ale o tym przy Bendisie i Avengers. Rysunki podkreślały mroczność tej walki w Waszyngtonie i czułem różnicę między walką która tam może zostać przegrana, a tą gdzie Pym i Quicksilver musieli wygrać. Tylko jak zwykle traci taka akcja na realizmie, kiedy widzę że "strój" Tigry to wszystko wytrzymuje... 8/10 (i to jest bardzo asekuracyjna ocena) i nie mogę się doczekać walki w Dubaju.
Arachnid: Rewelacyjny numer. W końcu czuć istotę całego Fear Itself. Wszechobecny chaos i ofiary w cywilach. Do tego świetne rysunki, oddające klimat całej historii. Zadaniem studentów było ratowanie zwykłych ludzi. Niby nic spektakularnego, a czyta się to niesamowicie. Bardzo podobała mi się postawa Tigry, wysyłającej młodych na niebezpieczną akcję a także jej rozmowa z Mettle’em. Co do scen z udziałem kadry pedagogicznej to tutaj również bardzo dobrze. Zlekceważenie Absorbing Mana i ostatnia scena sprawiają, że nie mogę się doczekać kolejnego numeru. Ogólnie jest bardzo dobrze. Oby tak dalej.

Avengers Vol. 3 #14
Hotaru: Kolejny numer zawierający wszystko, do czego przyzwyczaiła nas ta seria - szkaradne rysunki szkaradnie pokolorowane, gadające głowy budujące napięcie, którego czytelnik nie czuje, wreszcie spektakularne walki, które oglądam z równą fascynacją, co burze po ciemnej stronie Neptuna. Bendisowski styl coraz bardziej mnie drażni - odnoszę wrażenie, że każdy skrypt pisany jest na jedną ograną już przy "Secret Invasion" nutę.
S_O: Huh. Czy cały tie-in do FI będzie miał taką formę? Bo jeśli tak, to trzeba Bendisowi pogratulować. Umiejętności planowania - w końcu ostatni rok spędził, wsadzając do swoich serii ten cały "ustny przekaz historyczny", żeby teraz móc go wykorzystać za każdym razem, gdy będzie chciał skorzystać ze swojego ulubionego triku.
Sam numer to nic specjalnego, ot, dwóch gości o dziwnych kolorach się tłucze. Na wspomnienie zasługuje tu jedynie sam upadek Avengers Tower, głównie dlatego, że, jeśli mnie pamięć nie myli, Wieża była jedyną budowlą w Nowym Jorku, która wyglądała na nienaruszoną w przyszłości z Ultronem. Ot, ciekawostka.
Undercik: Wow. Najlepsze rysunki Romity JR w Avengers. Jest wreszcie zwyżka formy. Na dobre wyszła krótka przerwa w rysowaniu tego tytułu. Jeśli chodzi o warstwę fabularną, także wzrost. Trochę zapachniało starym dobrym Bendisem, za sprawą formy narracji. Co prawda to jeszcze nie to co kiedyś, ale lepsze od poprzednich numerów Avengers. Walka między Rulkiem a Thingiem dobra. Kolejna rzecz, której brakuje w głównej mini - pokazanie, że godni są naprawdę potężni. No bo niby co tam otrzymaliśmy? Że Sin wyrwała rękę osobie bez super mocy. Albo, że Hulk sobie idzie, macha młotkiem i niszczy domy (jakby tego nigdy nie robił). Co prawda zburzenie Avengers Tower nie niesie ze sobą takiego dramatyzmu jak powinno, ale garstkę emocji dodają komentarze bohaterów. Numer swoją role spełnia znakomicie. Pytanie co dalej, bo w następnym numerze będzie coś zupełnie innego.
avalonpulse200d%20%5B1600x1200%5D.JPGDemogorgon: Podobało mi się, nie było tak dobre ani zabawne jak poprzedni numer, ale było okej. Przede wszystkim, widzimy tutaj do czego zdolni są Worthy a Red Hulk wychodzi tak niesamowicie bohatersko, że to aż dziwne. Oczywiście podejrzewam, że Jeff Parker w następnym numerze Hulka wyjawi jak to Rulk przeżył, ale to szczegół. Jest dobrze.
Wilsonon: Uf, nareszcie można się dowiedzieć o co chodzi w tym FI. I poczuć stawkę jaka jest na szali oraz zobaczyć zagrożenie jakim są te młotki. No i śmierć (wiem ciała nie ma i czerwony skądś tam kiedyś wyskoczy) pokazana jak trzeba. Nie podoba mi się jedynie narracja w formie urywków wywiadów. Od razu wiadomo, że postaci przeżyją chociażby po to żeby pogadać z dziennikarzem.
Rysunki... Jest drobna poprawa, ale to wciąż Romita.

czarny_samael: Starając się nie myśleć o wywiadzie, cały komiks oczekiwałem śmierci Thinga (był w tym "wywiadzie" także Cap, który przecież zginie, więc się nie sugeruję). I szczerze mówiąc, to że jej nie dostałem, wcale mnie nie martwi. Rulk oberwał i to wtedy kiedy byłem na 100% przekonany że wygra. Czuło się siłę Thinga i jego młota. Nie było gadki gdzie nie była potrzebna, było tłumaczenie sytuacji i przejmujące komentarze innych Mścicieli. Jedyne co mi się nie podobało to koniec wieży... Jakoś tego nie poczułem. Po tym komiksie, jakoś uwierzyłem że część bohaterów może przegrać. I narzuciło mi się to na czytanie innych komiksów. 8,5/10 - za przegraną Rulka dostał +1.
Arachnid: Numer zdecydowanie lepszy od poprzedniego, ale i tak na raczej średnim poziomie. Nadal nie podoba mi się sposób narracji. Te urywki wywiadów są może i oryginalne, ale mnie nie przekonują. Co do rysunków, to sztuka Pana Romity do mnie nie przemawia i pewnie długo nie przemówi. Chociaż muszę przyznać, że w tym numerze jakby lekki (znaczy bardzo niewielki, ale zawsze to na plus) wzrost formy. Jeżeli chodzi o samą historię, to podobała mi się walka Rulka z Thingiem. Nareszcie widać co umożliwiają te młoty. Niestety zniszczenie Avengers Tower nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Ciekawi mnie natomiast jak rozwiążą sprawę Red Hulka. Czy poniesie heroiczną śmierć czy też w cudowny sposób powróci? Ogólnie jest średnio, ale skoro zauważyłem wzrost u Romity to może i Bendis się poprawi. Miejmy nadzieję.

Captain America Corps #1
S_O: Serio? Dwie serie opierające się na tym samym (znany Avenger podróżuje w czasie i zbiera "swoje" wersje z różnych punktów w czasie, by powstrzymać... cośtam) ukazujące się praktycznie równolegle? Myślałem, że recykling pomysłów rządzi się jakimiś prawami...
Ale dobra, przynajmniej w szczegółach CAC różni się od Iron Age. Tu nie wiemy co prawda, o co chodzi, ale przynajmniej zespół został zebrany od razu, nie będziemy musieli więc bawić się w "gotta catch 'em all" przez następne kilka numerów.
Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy.

Captain America: First Vengeance #3
S_O: Po pierwsze - jeśli filmowy Howie Stark będzie choć trochę podobny do wersji z tego prequela, to warto obejrzeć CAFA choćby dla niego samego.
O ile "teraźniejszość" to miła, ale jednak niezbyt odkrywcza walka, to retrospekcje... Wspomniany Howard jest genialny, przypadła mi też do gustu część historii rozgrywająca się w nazistowskim zamczysku. I ta ostatnia strona... Howling Commandos out of frakkin' nowhere! Squeee!

Daken: Dark Wolverine #10
S_O: Jak poprzedni, kropkajedynkowy numer w ogóle nie przypadł mi do gustu (Daken się rzuca po całym świecie, bo jakiś stary pierdziel mu wszedł na ambicję? Need to grow up much?), tak ten... no, "podobał się" to zbyt mocne słowo. Historia jest po prostu wypełniona kliszami, ale komiks nie jest tak zły, jak za Waya. Przez jakiś czas będę śledził DDW z ostrożnym zainteresowaniem.
No i zasugerowano, że odkryjemy tajemnicę dziary Dakena. To znaczy, ja wiem, że to henna, ale czy wie to też Williams?

Deadpool MAX #9
S_O: Zmiana rysownika wzięła mnie z zaskoczenia. Jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić Maxowego Deadpoola rysowanego przez kogokolwiek poza Bakerem.
Kolejne ukłony w stronę regularnego uniwersum, cóż... miłe? Mniej miłe jest, według mnie, całkowite odejście od fabuły na rzecz jakiegoś całkiem randomowego wypadu. No, ale jeśli dobrze pamiętam zapowiedzi, w kolejnym numerze zacznie się historia z Hydrą, może więc taka cisza przed burzą była potrzebna.

Fear Itself: Home Front #3
S_O: Po kolei: historia Speedballa nadal na tym samym, solidnym poziomie, Agenci Atlasu nadal w ogóle nie przypominają siebie, a Woo już w szczególności, wizyta w Paryżu - ot, kolejna strona, zrobiona, żeby Chaykin miał co do gara włożyć, a w ostatniej historii gość, o którym nigdy nie słyszałem, wywija Spider-Mana. Ocena: coś pomiędzy "meh" a lekkim zainteresowaniem.
Krzycer:
Historia Speedballa pozostaje bardzo dobra a na dodatek wyprzedza główny event o dwa kroki - był tu już strach, teraz jest organizowanie cywilów i przywracanie nadziei. Również historia Agentów Atlasu się rozkręca - może fabuła nie postąpiła ani o krok, ale zmiany relacji w grupie to wynagradzają. Chaykin na jedną stronę niepotrzebny jak zwykle. Cardiac... pierwsze słyszę o gościu. Historyjka sztampowa. Ogólnie - jest dobrze. Niektóre tie-iny tego eventu są na tyle dobre, że powoli przestaję o nim bardzo źle myśleć.

Fear Itself: Youth In Revolt #2
S_O: Hej, to agenci FBI z lat pięćdziesiątych! Pośmiałbym się jeszcze trochę ze sceny "przesłuchania" Thor Girl, ale coś mi mówi, że to nie była niezamierzona przesada ze strony McKeevera. Crossbones zaliczył śmiesznie mało znaczący występ, biorąc pod uwagę, że jego dziewczyna jest jednym z głównych złych eventu (well, sorta), brakowało jeszcze, żeby tyłek skopał mu Frog-Man. Pozostałe wątki - meh.
Undercik:
Przeczytałem za jednym zamachem dwa numery i mnie pozytywnie zaskoczyło. Fajnie, że wreszcie ktoś zajmuje się resztkami Inicjatywy. Zastanawiam się tylko czy coś z tego będzie miało jakiekolwiek reperkusje względem samego Eventu, bo szczerze wątpię, aby udało się pokonać Juggernauta, może na chwile zając, ale na pewno nie pokonać. Szczególnie że Cain ma się jeszcze zjawić przy Utopi.
Za to przynajmniej miniseria uzupełnia braki w głównej miniserii - czyli klimat grozy, strachu i chaosu. Tak się tylko zastanawiam czy był taki zamysł, aby Ułamek pisał tylko ulotkę reklamująca Tie-iny? De Facto, nr 1 był początkiem historii, a pozostałe dwa numery, poza śmiercią Bucky'ego, zaczynają wątki dla Tie-inów.


Hulk Vol. 2 #35
S_O: Oh, wow. Praktycznie wprost powiedziano nam, że jedynym powodem, dla którego powstała ta historia, był recykling pomysłów. Jeśli Parker został przymuszony do jej napisania przez edytorów, to należą mu się brawa za okazanie cojones, jeśli zaś był to jego własny pomysł... to zasłużył na kopa w wyżej wymienione.

Invincible Iron Man #505
S_O: Mamy dwie możliwości: albo Fraction właśnie zdradził, że znajdzie się sposób, by przywrócić paryżan do życia - inaczej nie zabiłby ot, tak Detroid Steela, nie po tym, jak tak długo go wprowadzał - albo DS i panie Hammer już mu się znudziły i nie usłyszymy o nich przez następne trzydzieści numerów.
Choć w sumie, patrząc na jego Uncanny X-Men, obstawiałbym tę drugą możliwość..

Skaar: King Of The Savage Land #4
S_O: Dziura w ziemi prowadząca do kieszonkowego wymiaru or whatnot? Jasne, czemu by nie? W dodatku Designer zaczyna się robić na Invisible Woman... Ciekawe, jak Skaarowi i Ka-Zarowi, dwóm gościom w pieluchach, uda się ją/jego pokonać... Ale dowiemy się niedługo, bo pozostał tylko jeden numer.

avalonpulse200e%20%5B1600x1200%5D.JPGUncanny X-Men #538
S_O: W sumie było to oczywiste - gdy ciało ginie, moce siłą rzeczy się wyłączają. Inna rzecz, że nawet nie pomyślałem o tym, że Breakworlderzy mogą ją ożywić. I, jak ostatni idiota, dałem się złapać drugi raz na ten sam cliffhanger.
Ale dosyć o początku historii, trzeba zespoilerować jego koniec osobom, które jeszcze go nie przeczytały. Przejście Kruuna na... jaśniejszą... stronę mocy początkowo wydało mi się zbyt gwałtowne, no, ale w końcu mało co tak zmienia punkt widzenia, jak near-death experience (może poza death experience).
Jakoś nie widzi mi się też pomysł "Małego Breakworldu". Przeczuwam z nim same problemy - albo zostanie zapomniany i wróci dopiero po trzech latach, jak Sakaarczycy, albo autorzy będą musieli wykonywać jakieś fabularne akrobacje, żeby nie przerobić ich na "Ressurrect Central". Pytanie też, czy ta kwestia pojawi się gdzieś poza światem X-Men, zwłaszcza, że pewien Strażnik Wolności, Sprawiedliwości i Amerykańskiego Stylu Życia właśnie kupił farmę. Czy Breakworlderzy ożywią Capa? Czy może te śmierdzące mutki znowu będą zatajać istotne informacje przed bohaterami Marvela? Swoją drogą, teraz Wolvie pewnie będzie miał za złe Cyke'owi, że ten skremował Kurta. Hej, chyba właśnie odkryłem przyczynę Schizmy!
Krzycer:
...zaskakujące zakończenie. I nie jestem pewien, czy to komplement. Przemiana Kruuna jest absurdalna, ale może należy to podciągnąć pod transfer energii. Poza tym jednak to była całkiem fajna historia. Czuję się odrobinę oszukany tym, że reklamowano ją jako "powrót na Breakworld" a nawet "sequel runu Whedona" (prawdopodobnie parafrazuję), podczas gdy Gillen nie miał ani takich ambicji ani nawet zamiaru, ale sprawiła mi dużo frajdy. Tylko rysunki Dodsonów są... nijakie. Bardzo, bardzo nijakie. Oczywiście, lepsi nijacy Dodsonowie niż okropny Land, ale ile można?
Arachnid:
Kitty bez akwarium na głowie. Moje prośby zostały wysłuchane. Co do samego numeru to jest całkiem nieźle. Ciekawe zakończenie i ogólnie historia jako całość wypadła bardzo dobrze. Chociaż szczerze mówiąc, po zapowiedziach liczyłem na coś w stylu Astonishing Whedona , ale i tak nie jest źle. Tekst, który mnie najbardziej rozbawił: „I hate space – ninjas. I hate all ninjas.” Co do rysunków to według mnie nie jest tragicznie, ale rewelacji też nie ma. Ogólnie całkiem przyzwoita lektura.

X-Men: Prelude To Schism #3
Hotaru: Cóż, na pewno nie mieliśmy żadnej zmiany stylu w porównaniu do poprzednich odsłon. A style ten to przegadane, ciągnące się jak gluty flaki. Dobrze chociaż, że strona graficzna trzyma jakiś poziom, więc od czasu do czasu jest na czym oko zawiesić. Gdyby jeszcze te dymki dialogowe i narracyjne nie przysłaniały kadrów...
S_O: Rozumiem, że ta miniseria ma za zadanie przybliżyć nam główne postacie związane ze Schizmą, miło by jednak było, gdyby komiks dał nam jakiekolwiek pojęcie o tym, czego X-Men tak się obawiają. But, you know, no biggie, jakakolwiek informacja dotycząca tego, co może się stać, i tak byłaby małym diamencikiem w kupie łajna.
Scott się swoją drogą robi jeszcze bardziej płaczliwy od Spider-Mana.
avalonpulse200f%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Aż trudno mi w to uwierzyć, ale z numeru na numer Preludium jest coraz gorsze. Postaci zachowują się kuriozalnie, na granicy out-of-character, Scott określa Kitty jako "powerful mutant" (...niby jak?) po czym prosi Emmę, by sprawdziła "jak bardzo jest pewien podjętej decyzji", nadciąga wielkie, anonimowe zagrożenie i pojawia się kwestia ewakuacji, choć "jest już za późno" (to akurat z poprzedniego numeru) - jak może być za późno, kiedy Pixie i Magik do spółki mogłyby pewnie całą wyspę przenieść w trymiga? Ponadto, rzecz jasna, stoją i myślą i patrzą w okno przez cały numer. Z całego komiksu i jego zawartości tylko rysunki są na poziomie, reszta... Zło! Zło w czystej postaci! Swoją drogą - zazwyczaj nie kwestionuję originów postaci sprzed pół wieku, ale skoro już Jenkins postanowił owinąć wokół niego cały numer... Jaki człowiek zabiera całą swoją rodzinę na pokład samolotu bez spadochronów? Przecież Corsair nie jest zaskoczony, nie mówi "ci bumelanci z obsługi", on po prostu stwierdza - "kochanie, na pokładzie jest tylko jeden spadochron".
Co za bzdura.
Arachnid:
No i po długich rozmyślaniach przy oknie (jakżeby inaczej) nasz dzielny przywódca Cyclops podejmuje decyzję: „Zostajemy! Będziemy bronić Utopii przed....” No właśnie przed czym? 3 numery a nadal nie wiadomo o co chodzi. Obawiam się, że ta miniseria zakończy się tak, że i tak nie poznamy co jest tym zagrożeniem. Numer ten utrzymuje poziom poprzednich. Niestety jest to bardzo słaby poziom. Otrzymujemy tutaj głębokie przemyślenia Cyclopsa na temat bycia liderem i jest to przedstawione po prostu kiepsko. Scena z Emmą, która sprawdza na ile procent jego decyzja jest słuszna, wypada żałośnie. Czy jest coś pozytywnego w tym numerze? Rysunki są w miarę przyzwoite. No i podobała mi się scena kłótni Wolverine’a z Namorem. Ogólnie jest bardzo, ale to bardzo słabo.

X-Men Vol. 3 #13
Hotaru: Coś jest nie tak. Czuję, że ten komiks podobał mi się o wiele bardziej, niż powinien. Na pewno są w nim jakieś wady, ale kurcze - w obliczu tłumu zalet po prostu ich nie dostrzegam. A zalety to fajne sceny z kilkoma postaciami, świetne dialogi zarówno w części teraźniejszej, jak i retrospekcji, zgrabne dołączenie do miksu Emmy, przepiękne kolory wyczarowane przez Marte Gracia (to on czy ona?) i dynamiczne rysunki Paco Mediny. Gdyby tylko ten zespół, na czele z Yostem, mógł tu zostać na dłużej...
S_O: Nadal chała. Już pomijając paskudne gwałty na continuity i paleontologii z poprzednich numerów... Jaki ta historia ma sens? Na Utopii siedzi prawie dwustu mutantów, większość z potężnymi mocami, i nie potrafią oni pokonać grupki małp w zaawansowanych zbrojach? Tych samych, którym piątce oryginalnych X-Men najwyraźniej udało się przeginić własnoręcznie w przeszłości? I mean, what the hell?
No, ale przynajmniej Yost pokazuje, że społeczność Utopii nie jest monolitem. Jedna z niewielu dobrych stron tej historii.

Krzycer: Po powolnym początku historia przyspiesza, że aż strach. Nie wiadomo, co zrobi Magneto, Yost przypomina, że na Utopii siedzą również młodzi mutanci a pod koniec... Cóż, pod koniec wreszcie dają o sobie znać wszystkie Morlocki, Akolici i kto tam jeszcze siedzi od jakiegoś czasu na Utopii. I to jest największa zaleta tej historii. Mam nadzieję, że Yost nie zmarnuje potencjału, który pojawił się wraz z tym numerem.
Arachnid: Numer całkiem w porządku. Jest dużo akcji, która rozwija się w bardzo szybkim tempie. Jest mnóstwo bohaterów, również tych, o których często się zapomina. Rysunki też całkiem niezłe. No i zakończenie ciekawe. Ogólnie numer całkiem przyzwoity. Czekam na kolejny numer i mam nadzieję, że będzie on na jeszcze lepszy niż ten.




Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse200a.jpgHulk vol. 2 #35
Autor: Carlo Pagulayan

Hotaru: Skręca mnie. Skręca mnie, kiedy muszę wyróżnić okładkę z Hulkiem. Tym gorzej, kiedy jest to ten czerwony jak szczurze oczy. Ale cóż począć. Z jednej strony pozostałe covery Domu Pomysłów są co najwyżej średnie, a po drugie Pagulayan przepięknie stworzył efekt przejścia topora przez glob. Będę udawał, że nie wiem, kto ten topór trzyma...






Gniot tygodnia:

avalonpulse200b.jpgX-Men: Prelude To Schism #3
Autor:
Giuseppe Camuncoli, Dan Brown

Demogorgon: Muszę się zgodzić, nie było wiele dobrych okładek do wyboru w tym tygodniu. Za to kiepskich aż zanadto. A z nich wszystkich wyróżnia się ta. Tło jest niedorobione, mam wrażenie, że powstało w naprędce. Cyclops ma pozę jakby wyskoczył z szafy, próbując nastraszyć jakiegoś dzieciaka a minę jakby miał zaparcie i również wydaje się niedokończony.








Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.06.15


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.