Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #199 (13.06.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 13 czerwca 2011Numer 24/2011 (199)



Poniedziałek trzynastego nie jest tak straszny jak jego odpowiednik w piątek, jednak trochę musiał wystraszyć wszystkich, bowiem dziś w naszej gazecie tylko trzech recenzentów przedstawia swoje opinie. Skupiają się na najnowszym numerze New Avengers oraz na jubileuszowym numerze X-Men Legacy. A już za tydzień swój jubileusz będzie obchodzić nasza gazetka. Zapraszam już dziś.



Annihilators #4
Krzycer: Zagrożenie ze strony Skrullów... Trudno mi je traktować poważnie. Sama historia szczególnie ciekawa nie była. Wykonanie było porządne, z tej strony nie mam się do czego przyczepić. Po prostu Annihilators - każdy z osobna i jako zespół - nie są nawet w przybliżeniu tak interesujący jak Guardians of the Galaxy, niestety.
Za to historia z Grootem i Szopem - rewelacyjna jazda bez trzymanki, od pierwszej do ostatniej strony. Z klaunami. Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie do Earthfall znajdą się w głównej historii.


Fear Itself: Fearsome Four #1
Krzycer: Po kilku, może kilkunastu stronach odpuściłem sobie lekturę. Punkt wyjścia całej historii - wpływ pojawienia się nowego Boga Strachu na Man-Thinga - jest nawet ciekawy, ale wykonanie mnie odrzuciło.
Za to absurdalnie zauroczył mnie monolog Howarda sprowadzający się w jednym punkcie do "od miesięcy telewizja karmiła nas strachem, ale herosi wkrótce spuszczą mu łomot".


Formic Wars: Burning Earth #6
Hotaru: Ten projekt miał ogromny potencjał. Niestety, wygląda na to, że pozostanie niezrealizowany. Kuleje zarówno fabuła (szczególnie pod względem struktury), jak i rysunki (tak wielu owadzich Formidów niezgodnych z wersjami już ustanowionymi dawno nie widziałem). Wielka konfrontacja ludzi i obcych z każdym numerem stawała się coraz mniej emocjonująca, by wreszcie w tym numerze zbyć ją lekkim wzruszeniem ramion. Postaci, szczególnie Imali i Victora, zostały pozbawione potencjału na głębię, a ta pierwsza została też pozbawiona rozumu. Na co to wszystko? Szczerze wątpię, czy ostatni numer zdoła odwrócić trend.

Iron Age Alpha #1
Krzycer: Tradycyjne "to ja, przybyłem z przyszłości, by cię ostrzec przed zgubą", ale z twistem - akcję oglądamy z perspektywy przyszłego (teraźniejszego) Tony'ego który będzie musiał zapobiec zagładzie świata z "pomocą" Iron Pimpa z okresu Demon in the Bottle. To samo w sobie może być ciekawym rozliczeniem bohatera z przeszłością. Dodać do tego naprawdę poważne zagrożenie w postaci Dark Phoenix i okazuje się, że mamy składniki na smakowitą historię. Ponieważ wynik można obstawić z góry - nic z tego ostatecznie nie zaistnieje w linii czasowej 616 - pozostaje kwestia wykonania. W tym numerze jest trochę nudnawo, ale od następnego może być bardzo dobrze.


Incredible Hulks #630
Krzycer: Ostatnia historia Paka zaczyna się... Obiecująco. Studnia życzeń - to ma potencjał. Miałem napisać, że Pak przeczytał run PADa, ale oprócz kilku luźnych nawiązań i pojawienia się Armageddona (czy jak temu kosmicie jest na imię) na ostatniej stronie nic z tego nie wynika. Ale ten numer klimatem przypomina mi właśnie niektóre historie Davida.
No i kadr z "Three years of law school finally pay off" był piękny.

Arachnid: Po zabawach w szpiega, dostajemy pierwszą część historii "Heart of the Monster" i jak na razie jest bardzo dobrze. Ciekawa historia i świetne rysunki. W interesujący sposób przedstawiono Bannera i jego reakcje po odejściu Betty. Bardzo dobry występ zaliczyła także Monica Rappaccini. Cieszy fakt, że nie zapomniano o jej przeszłych relacjach z Bruce’em. Podobał mi się również występ, jedynej właściwej w moim przekonaniu, She-Hulk. Scena, w której Jen ripostuje Amadeusa była bardzo zabawna. Rozbawił mnie również sam Amadeus, który swoim gadaniem zaczął irytować Bannera. Ogólnie bardzo dobry numer z miłymi dla oka rysunkami. Zakończenie zachęca do sięgnięcia po kolejny numer.

Journey Into Mystery #624
Hotaru: To wprost niesamowite, jak bardzo mi się ten numer podoba. Przyznam, że zacząłem wątpić w talent Gillena po tym, jak zacząłem czytać jego Generation Hope i Uncanny X-Men (chociaż i tak jest niewspółmiernie lepsze od tego, co zaprezentował Fraction). Niepotrzebnie. Scenarzysta nie tylko ma plan na cały swój run, ale jeszcze potrafi go wprawnie realizować. Ze świetnym scenariuszem fajnie współgra warstwa graficzna, niemal pozbawione tuszu rysunki Braithwaite nadają całości eteryczny klimat. Do tego jest to tie-in Fear Itself - kto by się spodziewał, że ten event spłodzi coś dobrego?

Mystery Men #1
Krzycer: Wolałbym gdyby ktoś się wziął za dokończenie The Twelve - lata 30. i 40. 616 powoli zaczynają się zapychać maskami i pelerynami - ale pierwszy numer jest całkiem, całkiem. Jedzie samymi kliszami, ale łączy je w dość efektowny (może nawet oryginalny?) sposób. Ciekawi mnie, czy autor będzie konsekwentny w przedstawianiu reakcji otoczenia na afroamerykańskiego nadczłowieka w tamtej epoce.
Poza tym fajnie znowu zobaczyć rysunki Patricka Zirchera. Od Terror, Inc. to chyba jego najlepsza praca.
Jeszcze słówko o kliszach - na razie przeszkadza mi tylko postać siostry zamordowanej.


New Avengers Vol. 2 #13
avalonpulse199b.JPGHotaru: Jedyna rzecz warta w tym numerze - i całej tej historii - uwagi, to wątek poboczny z Victorią Hand. Wątek konfrontacji z Superią i agentami H.A.M.M.E.R. jest tak koślawy, że aż nie wiem, czy infantylny, czy groteskowy. Wątek retrospekcyjny zaś... Cóż, nie wiem, jak jest. Tak mnie wynudził, że już go nie pamiętam. Mike Deodato dawno nie odwalał takiej fuszerki. Prawie jakby miał pomysł, jak poszczególne sceny powinny wyglądać (i to dobry pomysł), po czym nie chciało mu się go realizować i porzucał go w pół drogi. Chciałem uczynić to samo z tym komiksem...
Krzycer: Tak sobie myślę, że cały ten szajs z rysunkami Chaykina powinien być skrócony i ukazać się w całości w jednym numerze, na przykład poprzednim. Wtedy bolałoby mniej, a może i jakieś zaskoczenie by było przy czytaniu części umieszczonej w teraźniejszości.
Poza tym... Jest nijak. Deodato na co drugim kadrze umieszcza zespół tak, jakby im ktoś robił grupowe zdjęcie, a zbliżenia są popsute przez dziwne kolory. Nie przyłożył się również pan od dymków - głowę daję, że kiedy stoją nad łóżkiem Mockingbird doktor Strange wypowiada kilka kwestii Fury'ego.
Do tego dochodzi tradycyjne bendisowe wypalenie - ma za dużo tytułów na głowie, a w większości z nich ma za dużo postaci i nie ma już serca do detali. Jessica mówi mężowi, że Spider-Man wbrew pozorom "jest jakimś mądrym naukowcem", choć a) Pająk należy do FF i b) Jessica zna go od liceum. Potem mamy ekspozycję na temat tego, kim jest Victoria Hand. Ok, takie prawa ongoingów. Tylko czemu pytanie "kim jest Hand?" zadaje Spider-Woman, która była w zespole przez cały Dark Reign? Mam wrażenie, że tego typu irytujących nieścisłości było jeszcze więcej, ale nie chce mi się znowu przeglądać numeru by je wyłapać. Marna ta historia była i tyle.

Arachnid: Muszę powiedzieć, że po poprzednich bardzo słabych numerach spodziewałem się czegoś równie słabego. A tu czytało mi się to całkiem dobrze. Oczywiście jest sporo wad i nadal uważam, że pan Bendis traci formę, ale mimo to numer ten podobał mi się. Zwłaszcza scena przesłuchania bardzo mi się podobała. Zakończenie sprawy z Superią też wyszło nienajgorzej. Natomiast jeżeli chodzi o Mockingbird, to mam nadzieję, że nie zaczną z nią kombinować i nie obdarzą jej jakimiś mega super zdolnościami. Co do historii z przeszłości to jak dla mnie była ona całkowicie niepotrzebna. Mogliby ją upchnąć do jednego numeru, ale wtedy byłby to chyba najgorszy numer serii. Jeżeli chodzi o rysunki to tak samo jak w poprzednich numerach: teraźniejszość – całkiem OK, przeszłość - Zupełnie nie OK. Ogólnie cała historia, przedstawiona tutaj i w poprzednich numerach wyszła bardzo słabo. Miejmy nadzieję, że następne będą lepsze.

Ultimate Comics Spider-Man #159
Hotaru: "Death of Spider-Man" to niekoniecznie "Death of Peter Parker" - wydaje się coraz dosadniej naprowadzać Bendis. Nie jestem jednak pewien, czy to nie jest jakaś subtelna gra z czytelnikiem. Gdyby to był tytuł o Mścicielach skreślił bym taką możliwość, ale to Ultimate Spider-Man - jedyny komiks, w jakim BMB trzyma poziom. Pewnie, może drażnić wyłączenie z gry Icemana i Human Torcha, ale scena z May Parker pozwala to niedociągnięcie wybaczyć. Rysunki Bagleya są - jak zwykle - dobre, ale przyznam, że tęsknię do Sary Pichelli. Jestem ciekaw, jak te sceny wyglądałyby w jej wersji. Cóż, nie będę czekał długo.
Krzycer:
No dobra, jest napięcie, jest desperacja, są reakcje cywilów i jedna z najlepszych scen z całej serii w wykonaniu cioci May. Cliffhanger przewidywalny.
To jest dobry numer. Buduje dobre podstawy pod coś, co może, choć nie musi, wydarzyć się w następnym numerze. Daje nadzieję, że Bendis nie rozmienił jeszcze do końca swojego talentu na drobne.
Ale przeszkadzają mi dwie rzeczy. Po pierwsze - i chyba się powtarzam - razi mnie proste usunięcie Icemana i Human Torcha z gry w poprzednim numerze. Już lepiej byłoby w ogóle ich nie wprowadzać. Mogliby po prostu przybiec pod koniec następnego numeru (cokolwiek się w nim wydarzy). A jeśli już Bendis postanowił ich wprowadzić i pozbawić przytomności, to mógł im pozwolić wyłączyć z gry któregoś z szóstki, żeby nie wyszli na frajerów (swoją drogą Google mówi mi, że lód nie przewodzi prądu, co stawia pod znakiem zapytania to, co Electro zrobił Icemanowi).
Po drugie, reakcje sąsiadów są naturalne, konsekwencje dramatyczne, ale... Czemu właściwie Peter nie ma na sobie maski? Można to było dramatycznie pokazać, uzasadnić, bo ja wiem, tym, że po postrzale ma trudności z oddychaniem. Mógł ją stracić w czasie starcia z szóstką. Goblin mógł mu podpalić. Cokolwiek.


Wolverine Vol. 4 #10
Krzycer: ...Czyli Red Right Hand to masa anonimowych ludków, którzy oberwali rykoszetem od życia Logana. W sumie w poprzednich numerach były wskazówki, że tak się sprawy mają.
To w sumie niezły pomysł, z autentycznym potencjałem dramatycznym.
Tyle tylko, że Aaron buduje takie podstawy pod historię, a potem atakuje nad małpą obdarzoną atomowym kopnięciem i już nie wiem, czy cokolwiek z tego można traktować poważnie.


avalonpulse199c.jpgX-Men Legacy #250
Hotaru: Tym numerem Carey bardzo zgrabnie pokazał, co będziemy mogli oglądać na przestrzeni kilku(nastu) następnych numerów Legacy. Jakbyście mieli jeszcze jakiekolwiek wątpliwości - bardzo mnie to zaintrygowało. Zarówno wątek zbiegłych alterów Legiona, jak i preludium do późniejszej przygody w kosmosie tylko zaostrzyły mój apetyt. Z rozkoszą obserwowałem, że Xavier jest nadal nabzdyczony na Frenzy. Jedyny minus to osoba rysownika - Khoi Pham ostatnio wymiatał w Incredible Hercules. Epoki temu. I chociaż jego prace nie są tragiczne, to i fajnymi też ich zdecydowanie nie można nazwać. Carey zasługuje na lepszego rysownika - Clay Mann wróć!
Krzycer: Hm. Po jubileuszowym numerze spodziewałem się historii z wykopem. Z drugiej strony kiedy Fraction kopał przy okazji 500 numeru Uncanny, to aż zęby bolały...
Mniejsza o to. Carey otwiera polowanie na zbuntowane osobowości Legiona. Jeśli ich wchłonięcie na powrót daje Davidowi ich umiejętności, to sam Time-Sink daje mu niesamowite możliwości, fajnie pokazane podczas pościgu. Przy okazji nowy zespół ma okazję się pokazać. Zapowiada się fajnie.
Swoją drogą, jeśli chodzi o dobór umiejętności w zespole, to znalazłoby się w nim miejsce dla Chambera. Natomiast pod względem charakterów i relacji byłby chyba kwiatkiem do kożucha.
Druga część komiksu bawi się odwróconą narracją, która daje bardzo fajny efekt, oraz drażni paroma sugestiami na temat losów grupy Havoka. To znaczy drażni, bo ciekawi, a nie daje żadnych odpowiedzi. Jeśli dobrze kojarzę zapowiedzi najbliższe trzy numery to polowanie na osobowości Legiona, więc jeszcze trochę poczekamy na kosmos...
Trzecia część - przedruk claremontowego numeru New Mutants - bawi czytana współcześnie dzięki złemu Arabowi bez twarzy, który wtargnął na cudze terytorium, żyjące dotąd w spokoju. A jednocześnie pokazuje, że Claremont kiedyś pisał dobre historie (choć zasypywał je tymi samymi ilościami tekstu, co obecnie).
Uwagi techniczne - Steve Kurth nie powala, ale jego rysunki nie przeszkadzają w odbiorze. Natomiast to, co Khoi Pham robi niektórym bohaterom woła o pomstę do nieba. Pierwszy kadr z Xavierem powala na ziemię. No i niektórzy artyści powinni móc się przyznać przed samym sobą, że nie potrafią narysować Magneto w hełmie - więc nie powinni tego robić.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse199a.jpgAnnihilators #4 (Variant cover)
Autor: Skottie Young

Hotaru: Nie narzekam na to, czego Timothy Green II dokonuje wewnątrz numeru w historii z Rocketem i Grootem. Wspominałem już, że o ile jego ludzie są koślawi, tak szopy i enty ma opanowane do perfekcji. Ale i tak po zobaczeniu tej okładki nie mogę się nie zastanowić, jak ta historia wyglądałaby w interpretacji Skottiego Younga. I chociaż nie mam szczególnie wizualnej wyobraźni, mogę wam powiedzieć - fenomenalnie!







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.06.08


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.