Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1959 - Urodziny bez fanfar

1959 - Urodziny bez fanfar

Rok 1959 nie obfitował w wiele istotnych wydarzeń i był kolejnym rokiem stopniowego wychodzenia z zapaści wydawnictwa Martina Goodmana. Dwudzieste urodziny nie były hucznie obchodzone, bo sytuacja Marvela nie dawała powodów do świętowania.

W ofercie wydawniczej pojawiły się zaledwie dwie korekty - w miejsce antologii science-fiction Strange Worlds i World of Fantasy pojawiły się dwie serie o nastolatkach. A Date with Millie była spin-offem Millie the Model, której tytułowa bohaterka, była prawdziwą gwiazdą w swoim gatunku. Zadebiutowała w 1945 roku, na fali dziewczęcej rewolucji w Timely Comics i zyskała większą popularność, niż większość jej równolatek. Sympatyczna blondynka nie dość, że przetrwała lata pięćdziesiąte, to jeszcze miała kilka spin-offów poza swym głównym tytułem. A Date with Millie po zaledwie siedmiu numerach zmieniła nazwę na Life with Millie, a po kolejnych trzynastu na Modelling with Millie. Pod tą ostatnią nazwą dotrwała do #54 i w 1967 roku zakończyła swoją historię. Główny tytuł doczekał się aż 207 numerów i przetrwał aż do 1973 roku, co jest naprawdę świetnym wynikiem - niewiele serii może się pochwalić 28-letnim nieprzerwanym okresem wydawania. Co ciekawe, pierwszy prawdziwy annual Marvela, to właśnie Millie the Model Annual z roku 1962. Wcześniejsze annuale, których kilka wydał Marvel były jedynie zbiorczym przedrukiem wcześniejszych historii.

Dla odmiany, Kathy, opowiadało o sympatycznej nastoletniej blondynce... Chociaż trzeba przyznać, że jednak była pewna różnica - główna rywalka (nieodzowny element tego typu historii) Millie była ruda, a w przypadku Kathy czarnowłosa. Seria przetrwała 27 numerów i ostatecznie zniknęła pod koniec 1963 roku. Była to już era Silver Age i na jej miejsce do oferty Marvela wszedł Daredevil.

Ponieważ znów niewiele działo się w samym wydawnictwie, jest okazja, żeby dokładniej przyjrzeć się zawartości komiksów, a konkretnie przedstawicielom dwóch gatunków: horrorów i komiksów wojennych. Ten drugi był już o krok od wymarcia, za to opowieści grozy zyskiwały na sile.

Wojenne historie prezentowane w komiksach Marvela były do bólu sztampowe. Można nabrać wrażenia, że wszystkie opowieści dotyczące amerykańskich żołnierzy są identyczne. Bohaterstwo, świetne wyszkolenie, braterstwo, altruizm, walka o wolność - lista cnót wojaków Wujka Sama jest bardzo długa. Z kolei przeciwnicy byli idiotami, ewentualnie przebiegłymi i chytrymi okrutnikami. Trochę ciekawiej bywało, gdy opowieść nie dotyczyła bezpośrednio USA. W 1959 roku można było na przykład przeczytać o bohaterskiej postawie Węgrów w 1956 roku (Battle #65). Z kolei Battle #66 zawiera bardzo ciekawą historię "Man with a Beard!", która przedstawia życiorys ... Fidela Castro! I nie jest to krytyczna biografia dyktatora, tylko dość przychylna historia rewolucjonisty walczącego o wolność... Oczywiście, trzeba pamiętać, że Castro przejął władzę na Kubie kilka miesięcy wcześniej i dopiero zaczynał ją umacniać, jednocześnie eliminując zwolenników demokracji.

castro.jpg

Z kolei w #67 tej serii znalazł się mały akcent polski. Historia opowiada o Amerykaninie pochodzenia japońskiego, który w czasie II Wojny Światowej walczył z nazistami. Ponieważ łudząco przypominał japońskiego oficera (zapewne zgodnie z zasadą, że dla białych wszyscy "skośnoocy" są tacy sami...), który wpadł w ręce aliantów i potem zginął podczas ucieczki (oczywiście...), został wyznaczony do misji specjalnej. Zajął miejsce wspomnianego oficera i poprowadził oddział Japończyków prosto w zasadzkę. Polski akcent pojawia się na ostatnim kadrze, widocznym poniżej, gdzie znaleźliśmy się w dość ciekawym zestawieniu, wśród nacji jawnie skonfliktowanych z Ameryką...

polska.jpg

Z kolei w horrorach wyraźną przewagę zyskiwały historie science fiction, które wyparły fantasy. Był to efekt zmieniających się zainteresowań społeczeństwa, ale również wprowadzenia Comics Code, który mocno ograniczył możliwości korzystania z paranormalnych elementów opowieści. W 1959 roku najczęstszym motywem przewodnim horrorów był inwazja z kosmosu. Zagrożenie z zewnątrz przedstawiano na wszystkie możliwe sposoby, niekiedy dość absurdalne. Czasem ludzkość ratował deszcz (Journey into Mystery #52), czasem brak deszczu (JiM #56), tudzież potęga ludzkich uczuć (Strange Tales #73) lub wiary (Tales of Suspense #3). Może ciężko w to uwierzyć, ale czasem wystarczało światło (Tales of Suspense #7), a nawet wystrzelony w kosmos pies (Tales of Suspense #8). Nie brakowało też problemów z ogromnymi zwierzętami: gorylami, mrówkami, dinozaurami, ośmiornicami i wieloma innymi. Niełatwo było też z florą - w kosmosie znajdowano hipnotyczne kwiaty (Tales of Suspense #3) oraz krewniaków entów (Tales of Suspense #4).

Eksplorowano wiele typowych tematów science-fiction:
cover- paradoksy związane z podróżami w czasie - np. często bohater cofa się do odległych czasów w celu spotkania jakiejś znanej osoby. Gdy okazuje się, że szukany człowiek nie istniał, na skutek zbiegu okoliczności okazuje się, że to nasz bohater zostanie w przeszłości i przyjmie miano legendarnej postaci. Trochę bardziej oryginalnie było, gdy bohater walczył z samym sobą w przeszłości (Tales of Suspense #3). Zabawnie było również, gdy uciekający przed karą śmierci szpieg przeniósł się w czasie do XVIII wieku - niestety do ciała Benedicta Arnolda, słynnego amerykańskiego zdrajcy, tuż przed jego aresztowaniem... (Tales of Suspense #5).
- roboty jako służący ludzkości. Tutaj cała masa pytań o to, czy roboty mogą mieć uczucia i czy są zagrożeniem dla ludzi. Dodatkowo sporo było historii, gdzie dopiero na samym końcu dowiadywaliśmy się, że bohater jest (humanoidalnym) robotem (np. Tales of Suspense #3). Powracał też temat zastępowania ludzi przez roboty w pracy. Co ciekawe przeważnie zaczynały się od negatywnych emocji pokrzywdzonego człowieka, a kończyły się pochwałą robotów, które okazywały się w zaskakujący sposób bardzo przydatne (Tales of Suspense #4).
- szaleni naukowcy, którzy swoje wynalazki wykorzystują do niecnych planów. I tak niejaki Sydney Burr sprawił przypadkiem, że czas stanął w miejscu - wszyscy ludzie zamarli sparaliżowani. Wynalazca postanowił skorzystać z okazji i dokonał wielu rabunków korzystając z bezkarności. Jego zdziwienie było wielkie, gdy czas znowu zaczął normalnie biec, a do niego natychmiast przyszli stróże prawa. Okazało się bowiem, że mimo tego, że inni ludzie nie mogli się ruszać, to ich umysły i oczy pracowały, więc pechowy naukowiec dokonał swoich rabunków na oczach dziesiątków świadków... (Tales to Astonish #4).

Na koniec jeszcze trzy ciekawe historyjki z 1959 roku:

Tales of Suspense #7
"My Name is Robot X". Przestępca bez skrupułów używa robota do pomocy w przestępstwach. Biedny robot próbuje przekonać swojego właściciela, że zachowują się nieodpowiednio, ale ten pozostaje głuchy na skargi sługi. Źle traktuje, poniża i naśmiewa się z bezwolnego robota, ale wkrótce czeka go za to kara. Podczas skoku na bank wzywa robota do odgięcia krat, ale okazuje się, że ten stoi bez ruchu. Kryminalista nie dbał o niego i zapomniał go naoliwić, co doprowadziło do awarii jego obwodów. Uwięziony w banku przestępca trafia do więzienia, a robot do lepszego właściciela.

coverTales of Suspense #8
"Monstro... The Menace From the Murky Depths!"
W pewnym nienazwanym nadmorskim kraju komunistycznym, mieszkańców portowego miasteczka zaczyna atakować gigantyczna ośmiornica. Sytuacja jest na tyle trudna, że Rosjanie decydują się wezwać na pomoc naukowca z USA, który wkrótce przybywa na miejsce. Dzielny ekspert wykonuje testy na potworze i oznajmia, że trzeba poczekać 24 godziny a problem rozwiąże się sam... Taka propozycja nie odpowiada komunistom, którzy podejrzewają spisek, więc Amerykanin musi uciekać z miasta niszczonego przez macki potwora. Następnego dnia okazuje się, że słowa naukowca potwierdziły się i ośmiornica zmniejszyła się do normalnych rozmiarów, a on sam został ogłoszony bohaterem. Po powrocie do USA wytłumaczył przedstawicielowi władz, że odkrył, że za mutację zwierzęcia odpowiadało promieniowanie, które z kolei było efektem tajnych prób nuklearnych. Wiedział, że wkrótce efekt radiacji zniknie, więc wystarczało poczekać. Teraz zamierza powrócić do zniszczonego miasta jako bohater i ujawnić przyczynę problemów, demaskując ukryte testy nuklearne.
Nie wiem co jest zabawniejsze w tej historii: hipokryzja (amerykanie wykonali w latach 50. zdecydowanie więcej testów nuklearnych niż komuniści) czy bezmyślność (radioaktywność znika po kilku dniach...?). Chyba idą w parze, bo przecież w latach 50. w USA podczas wybuchów nuklearnych testowano wpływ promieniowania na żołnierzy, co wielu przypłaciło poważną utratą zdrowia...

Tales to Astonish #3
"I Escaped to the Stars"
Odległa przyszłość, rok 3095. Pewien przestępca zostaje schwytany podczas rabunku z bronią w ręku i zostaje skazany na dożywocie w izolatce. Przerażony tą okrutną karą ucieka policjantom i dostaje się na pokład pustej rakiety. Odpala silniki i opuszcza Ziemię zachwycony swoim sprytem. Jego radość jeszcze rośnie, gdy odkrywa, że w ładowni ma zapasy jedzenia na resztę życia. Poznaje również cel podróży statku - ma on zaprogramowany lot do najdalszych zakątków kosmosu w celach badawczych i nigdy nie powróci na Niebieską Planetę. Skazaniec jest tym zadowolony. Liczy, że może kiedyś znajdzie zamieszkały świat, na którym nikt nie będzie wiedział o jego winie. Cieszy się, że zamiast więzienia ma możliwość podróżowania po wszechświecie. Tymczasem na Ziemi, sędzia zapisuje w notatkach, że wyrok na przestępcy został wykonany - pozostanie on osamotniony do końca życia. Jednocześnie wyrok nie jest taki okrutny, bo nie odebrano mu nadziei, czyli najcenniejszej rzeczy, którą posiada człowiek.

Lex
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.