Avalon » Publicystyka » Artykuł

Bishop - wojownik zagubiony w czasie

Umięśniony olbrzym ze spluwami o rozmiarach dwupoziomowych lodówek z zamrażarkami i do tego z przyszłości. Zróbmy z niego Murzyna, by dodać szczyptę politycznej poprawności i zyskamy więcej fanów. A jeszcze więcej jeśli X-Maniacy będą się z bohaterem identyfikować. Chwila, fani... identyfikować - jest! Będzie fanem X-Men! Tak narodził się Bishop.

Umięśniony olbrzym ze spluwami o rozmiarach dwupoziomowych lodówek z zamrażarkami i do tego z przyszłości to pomysł, który już gdzieś widzieliśmy. No, dobra, zróbmy z niego murzyna to poprawimy nieco średnią politycznej poprawności mutantów (afroamerykanką jest tylko Storm) i zyskamy więcej czarnych fanów. A jeszcze więcej jeśli X-Maniacy będą się z bohaterem identyfikować. Chwila, fani... identyfikować - jest! Bishop będzie fanem X-Men! Trudno wyczuć, który z chwytów zaowocował najmocniej ważne, że efekt okazał się donośny - prawie dokładnie po ośmiu latach od swojego debiutu Bishop dostał własną comiesięczną serię. A zaczęło się tak...

BISHOP - WOJOWNIK ZAGUBIONY W CZASIE

Jak to się robi w... X-Menach
Pomysł szefów Marvela był prosty: X-Maniacy kupują jeden tytuł o przygodach mutantów miesięcznie, kupią i dwa. W ten sposób na przepełnionym amerykańskim rynku w listopadzie 1991 roku obok Uncanny X-Men pojawia się równoległa seria o nieskomplikowanym tytule X-Men. Pierwszą powierzono Whilce'owi Portacio, który przyszedł z X-Factor, drugą objął - wówczas u szczytu popularności - Jim Lee. Ci znakomici, hiperrealistyczni rysownicy mieli głowy pełne pomysłów i wątków przyszłych odcinków, więc pozwolono im trochę poimprowizować ze scenariuszami. Efektem takich zabiegów był, do dzisiaj modny numer sprytnego podniesienia sprzedaży komiksu: mamy okazję - dodajmy mutanta. Okazja - nowy tytuł. Od nowego mutanta lepszych jest czterech: jeden dobry, jeden zły, a dwóch po chwili ubijemy i będzie dramatycznie. A dokładniej...

Niecny Fitzroy czyli podróże w czasie jednostronne
W naszym czasie pojawia się zielonowłosy psychopata z przyszłości tradycyjnie już opanowany żądzą władzy nad światem, a dodatkowo będący szczęśliwym posiadaczem całej kupy futurystycznych gadżetów. Trevor Fitzroy, oprócz seksownie przezroczystego, wieloczynnościowego kombinezonu jest również mutantem o fajnych mocach otwierania czasowych portali. Moce fajne są dla posiadacza, a niezbyt miłe dla ludzi, z których to energii życiowej korzysta otwierając takie międzywymiarowe przejścia. Z tym ostatnim zgodzą się na pewno Hellions (grupa młodych mutantów pod kierownictwem White Queen, czyli Emmy Frost), których to szeregi Fitzroy mocno uszczuplił używając ich jako baterii do otwarcia kolejnego portalu. Wtedy to właśnie próbował sprowadzić sobie z przyszłości nowych podwładnych, a któż byłby lepszy niż stado mutantów-recydywistów. Nie przewidział jednego. Tam gdzie znika kupa przestępców, tam pojawia się policja z pytaniem: Co jest grane? Policja przyszłości do spraw mutantów zwie się XSE (Xavier's Security Enforcers), a jej członkowie nie lubią się zbytnio z zielonowłosym świrusem. Troje z nich - Bishop, Malcolm i Randall nie waha się podjąć pościg przez portal, który prowadzi ch.., to znaczy Bóg wie gdzie i w ten sposób dostają się do XX wieku. Kłopot w tym, że przejścia Fitzroya to droga w jedną stronę, więc chłopaki z XSE są uwięzieni w naszych czasach. Ponieważ jednak obowiązki zawsze traktowali nieprzytomnie poważnie, bez chwili zastanowienia podejmują rozległą exterminacje zbiegów.
Co robią w tym czasie X-Men? Najpierw próbują powstrzymać rzeź Hellionów, a potem nie gorszą jatkę mutantów z przyszłości. W całym zamieszaniu źli się wkurzają i zabijają Malcolma i Randalla; Bishop się wkurza i zabija złych, a X-Men też się obrażają, bo piąte przykazanie to nie zabijaj. Podążając zgodnie z zasadą: nie możesz pokonać, to się przyłącz; Bishop dołącza do X-Men (wówczas do tzw. Złotej Formacji). Ale tak właściwie to skąd on się wziął?

Czas przeszły - czas przyszły
Jim Lee i Whilce Portacio (z pomocą długoletniego scenarzysty X-men, Scotta Lobdella) w 287 numerze Uncanny X-Men (polski X-Men #30) szkicują całkiem dokładnie wizję przyszłości, z której pochodzi Bishop. John Ostrander, scenarzysta wszystkich mini-serii z naszym "bambusem", w tej zatytułowanej XSE rozwija ich pomysły i opowiada mniej więcej taką historyjkę:
Bishop pochodzi z przyszłości, a dokładniej z końca XXI wieku. Razem ze swoją siostrą Shard wychowywali się w Obozie Przesiedleńczym dla Mutantów. Pewnego razu odkryli, że uznawani za patriotów radykalni Exhumes są zwykłymi zbirami, przed którymi chronią ich prawdziwi bohaterowie, uważani za hycli i zdrajców policjanci z XSE. Bishop już wtedy wiedział, że zostanie jednym z nich. Jego białowłosa babka (czyżby Storm!?) od małego karmiła go opowieściami o legendarnych X-Men, prowadząc stałą indoktrynację na temat ideałów Charlesa Xaviera o pokojowej koegzystencji ludzi i mutantów.
Spółka z.o.o. pt. XSE przejmuje pomysły na życie X-Men i wprowadza je w czyn w imię zasady: mutanci pilnują mutantów dla dobra ludzi i mutantów. Organizacja ta została zainicjowana przez Genesis (alter ego Forge'a), a założona przez Hecate, która stanęła na jej czele. W czasie Rebelii Summersa obie rasy, ramię w ramię skopały tyłki zagrażającym całemu światu Sentinelom, co udowodniło weteranom owych walk, że jak się chce to się da. To oni byli pierwszymi Enforcerami XSE, którzy zamknęli Obozy i zaczęli poszukiwać nowych talentów. W czasie tych poszukiwań trafili na Bishopa, jego młodszą siostrę Shard oraz Trevora Fitzroya - nieślubnego syna wpływowego biznesmena Anthony'ego Shawa (który stoi na czele osławionego Hellfire Club!). Jak się domyślacie już wkrótce nasz bohater tak szlachetnie narozrabiał, że musieli z niego zrobić najmłodszego kadeta w historii firmy (rok później rekord ten pobiła Shard).
Czas sobie płynie, a Bishopowi rośnie broda i długie włosy. Jako świeżo upieczony dowódca oddziału musi sobie skompletować swój dream team. Szczęśliwymi zwycięzcami castingu są Malcolm i Randall. Pierwszy to syn bogatego biznesmena, który bardzo chce udowodnić, że jest OK bez kasy tatusia. Zawsze w zgodzie z kodeksem jest idealną przeciwwagą dla Randalla. Ten to z kolei niesubordynowany rozrabiaka, wygłupiający się w najkrwawszych sytuacjach (dodatkowo rzucając dookoła złote myśli ulubionych X-Manów). Ta trójka bardzo się zżyła i po śmierci swoich podwładnych Bishop długo nie mógł się pogodzić z myślą, że z jego winy znów zginęli bliscy mu ludzie. Znów?

Shard - młodsza siostra Bishopa
W zeszycie 314 Uncanny X-Men z pomocą Scotta Lobdella na świat przyszła siostra Bishopa. Tak jak Havok miał zawsze kompleks bycia w cieniu brata Cyclopsa, tak samo jasnowłosa Shard od początku była "młodszą siostrą Bishopa". Mimo, że to z jego inicjatywy znalazła się w XSE, nigdy nie była tak żarliwą zwolenniczką marzenia Xaviera jak on. Potem jak jej się spodobało, na każdym kroku próbowała wykazać swoją samodzielność i udowodnić, że jest lepsza niż Bishop. Samotne akcje uchodziły czasem płazem, choć chorobliwie opiekuńczy względem niej braciszek nie był specjalnym pasjonatem tego typu przejawów "buntu". W wiecznej pogoni za awansem potrafiła wiele poświęcić, zaryzykować i wymyślić. Jednym z jej projektów była fotonowa forma życia naśladująca któregoś z agentów XSE, co mogłoby uzupełnić dziurawe ociupinkę flanki formacji. Bishop obalił rozsądnymi argumentami ów projekt czego Shard nie mogła długo mu wybaczyć, bo zniweczył jej szansę na kolejny awans. I to był początek jej końca.
Kiedy Fitzroy odszedł z XSE zaczął bardzo rozrabiać, co niedoszłym towarzyszom broni nie było na rękę, dlatego co i rusz próbowali dać mu po łapach. Sytuację utrudniał dobrze ustawiony staruszek tegoż oszołoma, ale i jego wtyki powoli wysiadały, bo synalek wykazywał sporo inicjatywy w wymyślaniu nowych czynów niegodziwych. Shaw zagroził w końcu, że następny proces to już będzie przegięcie pały, więc gdy frywolny Trevor ponownie został schwytany przez XSE postanowił iść z Bishopem na układ. Ten w życiu by się nie zgodził, gdyby nie ostatnia utarczka z siostrzyczką. Stwierdził: "Jak się uda, to może Shard dostanie swój awans i da mi spokój". Jak pomyślał, tak zrobił i w zamian za uwolnienie, dostał od Fitzroya namiary na domniemaną kryjówkę Exhumes. Shard szczęśliwa z obrotu sytuacji bez wahania zrobiła nalot na... siedzibę Emplates. Wampiry szpiku kostnego mutantów bardzo szybko pokonały niewielki oddziałek XSE i przemieniły go w swoich pobratymców. Zespół Bishopa odrobinkę spóźnia się z ratunkiem, a zasada postępowania z Emplates jest jedna: przemienionych nie da się uratować - zabić!
Bishop, jako dobry brat plan ma inny i udaje się do tajemniczego Świadka LeBeau (alter ego Gambita), z którego pomocą możliwe jest zapakowanie umysłu Shard do wymyślonego przez nią interaktywnego hologramu. Świadek mówi: spoko, ale przez rok pracujesz dla mnie i rzucasz XSE. Co zrobił Bishop? No, przecież wiecie. LeBeau to szara eminencja przyszłości - "Jestem więźniem i więzieniem" mamrocze enigmatycznie jedyny świadek upadku X-Men. Był jednym z nich, a potem ktoś ich zdradził i wybił od środka. Ale wiedza oznacza władzę, więc LeBeau nie udziela jej byle komu. Bishop, mądra głowa wyciąga jednoznaczny wniosek - tylko on ocalał z rzezi X-Men, więc to on musi być zdrajcą, mimo, że okazuje się, że to właśnie Świadek wychował Bishopa zanim zajęła się nim babka. Jak się pewnie domyślacie nie osłodziło to stosunków interpersonalnych pomiędzy agentem XSE, a Gambitem w XX wieku.
Co robił przez ten rok dla LeBeau nie wiadomo, pewnikiem nic chlubnego, ale zamierzony efekt osiągnął: dostał projektor z hologramem siostry. Po przejściu do teraźniejszości, z pomocą Forge'a Shard "udoskonalono" transformując ją w formę życia opartą na fotonach. W zasadzie daje jej to wszelkie przymioty zwykłego ludzia oraz dodatkowo zapewnia czasową utratę stabilności ciała na życzenie klienta. Oczywiście Shard wykazuje swoją niezależność i mimo próśb brata nie wstępuje do X-Men, lecz do X-Factor.
Bishop po przejściu do naszej ery przez chwilę nie mógł uwierzyć, że oto spotkał swoich idoli, co prowadzi do małej naparzanki, ale to w końcu normalka. Ostatecznie z pomocą Profesora X (mile połechtanego wizją przyszłości, gdzie został doceniony) decyduje się porzucić swoje metody Judge Dredda ("I am the Law") i wstąpić do bezkrwawych z definicji X-Men. Oczywiście mieszkanie z żywymi legendami w zamierzchłej przeszłości do łatwych nie należy, dlatego Bishop dosyć długo będzie miał wątpliwości co do swego miejsca wśród uczniów Xaviera.

Legiona przypadki czyli skutki igrania z czasem
Pamiętacie o co chodziło w crossover The Age of Apocalypse? W skrócie: Legion to syn Xaviera, który ma najebane do czachy (termin naukowy - roztrojenie jaźni), więc cofa się w czasie. Chce on zabić Magneto, bo w ten sposób tata kłopotów będzie mieć mniej. Niestety chybia i ginie Xavier. Efekt? Nie ma Legiona, nie ma naszej rzeczywistości, nie ma X-Men. Jakby bajzlu było mało, budzi się Apocalypse i już zupełnie nie jest w pytę. Z całej ekipy ratowniczej do przeszłości (Psylocke, Iceman, Storm i Bishop) zostaje nam tylko Bishop. Próbuje oczywiście Legiona powstrzymać, ale wychodzi mu niewiele i zaczyna się Wiek Apokalipsy.
Po, bagatelka, dwudziestu latach Bishop spotyka Magneto i... jego X-Men. Po śmierci swojego przyjaciela Xaviera, Mistrz Magnetyzmu poprzysiągł walczyć o pokojową koegzystencję ludzi i mutantów - marzenie Profesora X. Idzie mu trochę gorzej niż Xavierowi, bo Apocalypse włada już połową świata, a drugiej też niewiele brakuje. Bishop przekonuje Magneto, że ten świat jest be, i po złożeniu tego i tamtego chłopaki z X-Men wysyłają go z powrotem w przeszłość i przekonują Legiona, co by nikogo nie zabijał, bo skutki będą opłakane. Legion się zgadza a chwilę późnij ginie dramatycznie skonsumowany przez własną moc (chlip!).
Taka temporalna rozróbka nie może się obejść bez reperkusji i Bishop będzie przez długi czas nękany wspomnieniami z Wieku Apokalipsy, których nigdy nie przeżył. Żeby było wpytniej wszystkie jelenie, które uciekły z rzeczywistości AOA będą chciały urwać mu głowę (i nasikać w... - ups, zapomniałem się), żeby nie odkrył, że istnieją. Notka dla fanów: mniej więcej w tym czasie (druga połowa 1995 roku) Bishop zmienia ciuchy firmowe. Notka dla fanek: mniej więcej w tym czasie (o zgrozo!) Bishop obcina swoje rozkoszne loczki i goli się na zero.

Update czyli zagubieni w kosmosie
Kiedy Phalanx (kosmiczna rasa żarłocznych, cybernetycznych pasożytów) znów zagrozili istnieniu wszechświata (no, kto by się spodziewał?) bohaterscy X-Men z Bishopem w składzie udają się w przestrzeń międzygwiezdną, aby wygnać owe okropieństwa za siódmą górę i rzekę. W tym zbożnym zajęciu wspomaga ich Deathbird (siostra Lilandry, królowej kosmicznej rasy humanoidów - Shi'ar) bezpośrednio zainteresowana, bo to jej ojczysta planeta zagrożona jest najsamprzód. Wszechświat ku ogólnemu zaskoczeniu i konsternacji zostaje na nowo uratowany, a niepokonani mutanci wracają na Ziemię. Jakkolwiek Bishop gubi się po drodze z czynnym udziałem zakochanej po uszy Deathbird, która to wybrała sobie owego X-Mana na przyszłego cesarza u swego boku (oczywiście jak tylko odbierze tron z rąk swojej siostry).
W tym czasie scenarzyści X-Tytułów nie bardzo wiedzieli co z tym otwartym wątkiem dalej począć, więc odpuścili go sobie na dobre półtora roku, nieśmiało przebąkując, że Bishop jest w drodze na Ziemię. W międzyczasie (a dokładnie w numerze 358 Uncanny X-Men) pojazd naszych kochanków zostaje zestrzelony i jesteśmy świadkami przygody na planecie handlowej, którą to nasi bohaterowie ratują przed straszliwą inwazją. Potem obserwujemy jeszcze jedną "wspaniałą" przygodę dodatkowo uświetnioną jeszcze wspanialszą mangową kreską, kiedy to Bishop i Deathbird trafiają do kolejnej alternatywnej rzeczywistości, a właściwie przyszłości. Na początku oneshota Team X 2000 przenosimy się na Ziemię okupowaną przez Imperium Shi'ar, aby na końcu odkryć, że z pomocą naszych bohaterów znów jesteśmy wolną planetą. A potem już tylko pół roku i...

Bishop is back!
Krzyczy okładka 92-go X-Men. Scenarzysta Alan Davis nie wymyślił jednak wiele więcej niż owo hasło. Deathbird i Bishop trafiają na ślad zmutowanego ludzkiego DNA i resztki obcej cywilizacji. Ale zanim zdążą się tym nacieszyć (a scenarzyści rozwinąć wątek) Deathbird porzuca Bishopa (kobieta zmienną jest), a ten budzi się nagle na Ziemi. Ponieważ jednak w międzyczasie Xavier rozwiązał X-Men, Bishopowi nie pozostaje nic innego jak tylko zebrać manatki i dokończyć polowanie na Fitzroya. Zadanie nie jest błahe bowiem ów zielonowłosy jegomość świeżo okrzyknięty Chronomancerem przenosi się (no, gdzie?) do alternatywnej rzeczywistości. Nasz niezłomny bohater oczywiście rusza za nim w pościg, bo może włosy to mu odrosły, ale rozum nie bardzo. I to jest punkt wyjściowy debiutującej we wrześniu 1999 roku serii pt. Bishop - The Last X-Man.
Bishop - podróżnik w czasie, Bishop - X-Man, wojownik o pokój między ludźmi i mutantami. Po odrzuceniu wszelkich kalek i zabiegów kosmetyczno-komercyjnych jest nikim więcej jak uwspółcześnionym Odyseuszem - wiecznie zbłąkanym podróżnikiem, który poszukuje drogi powrotnej do upragnionej Itaki. Odwiedza wiele dziwacznych miejsc i spotyka niezwykłych ludzi, ale w przeciwieństwie do bohatera Homera pewnie nigdy nie odnajdzie domu. Nie pasował do swojej epoki marząc o epoce herosów. Kiedy ich poznał przekonał się, że do życia z nimi też nie pasuje. W końcu porzucił także X-men, aby wyruszyć w najpewniej nieskończoną krucjatę przeciwko swojemu przeciwnikowi. Czy schwytanie go ułatwi powrót do przyszłości, czy choćby pogodzenie się z rzeczywistością? Pewnie nie, dlatego jeszcze długo Bishop pozostanie wojownikiem zagubionym w czasie.

Świadek (The Last X-Pert) LeBeau

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.