Avalon » Publicystyka » Artykuł

Historia Marvela: rok 1958 - Wegetacja

1958 - Wegetacja

Po szaleństwie wydawniczym lat czterdziestych i pięćdziesiątych, rok 1958 jest wyjątkowo przyjemny i prosty do opisania. Zamiast osiemdziesięciu zupełnie nieregularnych i znikających błyskawicznie tytułów, tylko kilkanaście regularnie wydawanych serii to relaksująca sytuacja.

Dodatkowo niewiele działo się w samym wydawnictwie - rok wcześniej przeprowadzono grupowe zwolnienia i podobno przez pewien czas Stan Lee musiał radzić sobie praktycznie sam z przygotowywaniem materiałów do druku. Wraz z upływem czasu kończyły się zapasy sprzed Implozji i Martin Goodman wydawał zgodę na ponowne zatrudnienie redaktorów i artystów, ale był to powolny proces. Dzięki temu spokojowi w repertuarze i życiu wydawnictwa jest okazja przyjrzeć się dokładniej co w 1958 roku znalazło się w poszczególnych tytułach Marvela. Szesnaście serii, które tworzyły ofertę Goodmana po nawiązaniu współpracy z Independent News podawałem już w przy opisie roku 1957. W 1958 roku zaszły cztery korekty: zakończono dwie wojenne serie (Marines in Battle i Navy Combat), przeznaczonego dla dzieci Homera, the Happy Ghost oraz Miss America Magazine. Na ich miejsce weszły cztery serie z gatunku horrorów: Journey Into Mystery (powrót po ponad rocznej przerwie), Strange Worlds, Tales to Astonish i Tales of Suspense.

Zacznijmy więc od rosnących w siłę horrorów, które zresztą prywatnie uważam za najciekawszy ówczesny gatunek, przede wszystkim ze względu na zróżnicowanie historii. Do tego gatunku zaliczam wszystkiego rodzaju opowieści z elementami fantasy, science fiction, grozy (dobrze pasują również słowa "mystery" i "strange").

Strange Tales - seria o najdłuższym stażu, do 1958 roku ukazało się już ponad 60 numerów. Wprowadzanie Comics Code znacząco wpłynęło na ton historii i coraz częściej kończyły się one happy endem (aczkolwiek przeważnie zaskakującym). W #63 mamy tego typu historię, gdy pewien uczciwy i pomocny kucharz Joe najpierw gości za darmo nieznajomego, a następnie rzuca się do wody, gdy sądzi, że tamten chce się utopić. Okazuje się, że nieznajomy pochodził z Atlantis i został wygnany z podwodnej ojczyzny. Jego pobratymcy odmawiają mu prawa do powrotu, a śledzący ich spotkanie Joe traci resztki powietrza i zaczyna tonąć. Na szczęście budzi się w szpitalu i z zapałem przekonuje doktora, że widział mieszkańców podwodnego świata. I tu zaskoczenie - doktor jest jednym z atlantów (wyglądem identyczni jak ludzie w tej wersji podwodnego świata, Namora oczywiście nie uświadczymy w tej historii), który informuje Joe, że telepatycznie sprawdzili jego umysł. Ponieważ jest on wolny od zła, oferują mu pozostanie w doskonałym podwodnym mieście, na co Joe z radością przystaje.

strange_tales_63.jpg

Ciągle sporo historii opowiadało o karze dla chciwych i nieuczciwych, często dość perfidnych i zaskakujących. Ponieważ zgodnie z nowymi wymogami, za zło nie mogły być już odpowiedzialne wilkołaki, wampiry, czy zombie, trzeba było szukać bardziej kreatywnych pomysłów i tak na przykład w #65 główny bohater ucieka przez zemstą potężnej... sekwoi! Najpierw powoduje upadek majestatycznego drzewa, które niszczy jego dom. Za zdobyte z ubezpieczenia pieniądze przenosi się do miasta, ale tam czekają na niego pałające chęcią zemsty przedmioty wykonane z drewna - winda, drabina, wreszcie rama obrazu. Bohater wydaje wszystkie oszczędności i kupuje statek, żeby na morzu odizolować się od drewna - niestety już po wypłynięciu w morze orientuje się, że pokład i stery zostały wykonane z sekwoi, która ma go teraz w potrzasku...

strange_tales_65.jpg

World of Fantasy - antologia od dużo mniejszym dorobku, zadebiutowała w 1956 roku i "dożyła" zaledwie 19 numerów. Został po niej jednak trwały ślad w postaci bohatera o uroczym pseudonimie Shrunken Bones. Wspomniany Jerry Morgan zadebiutował w #11, wydanym w ostatnich dniach grudnia 1957 roku. W pierwszej historii był naukowcem pracującym nad substancją zmniejszająca człowieka. Jest nieświadomy, że jego preparat działa i zarzuca pracę (głównym wątkiem jest historia jego brata przestępcy, który przerażony chwilowym zmniejszeniem oddaje się w ręce policji). Morgan powrócił w Defenders #21, wydanym w 1975 roku! Zaskakująco duża przerwa - ciekawe, który z twórców pamiętał o tej postaci? W World of Fantasy znacznie częściej niż w Strange Tales pojawiały się historie "kosmiczne" i z odległej przyszłości.

coverJourney Into Mystery - powróciła do oferty Marvela wydanym w lipcu 1958 roku #49. Okładka autorstwa Joe Maneely'ego reklamuje historię "City of Giants", która otwiera album. Jest to dobry przykład tego, co często złości nas współcześnie, czyli braku związku okładki z zawartością komiksu. Taka praktyka była stosowana od dawna, okładkę często tworzono przed przygotowaniem samego komiksu. Kilka lat później, gdy w Tales of Suspense #39 debiutował Iron Man, okładkę stworzył Jack Kirby, przedstawiając pierwszą wersję bohatera w szarej zbroi. Wnętrze numeru ilustrował Don Heck, który bardzo szanował Kirby'ego, ale miał inny pomysł na wygląd bohatera. Wracając do JiM #49 - okładka sugeruje, że główny bohater zmienia się w giganta i terroryzuje miasto. Tymczasem, jest właściwie na odwrót. Owszem, Eric Wolton wynalazł eliksir umożliwiający powiększanie się, ale używa go do uczynienia gigantów z innych mieszkańców swojego miasta. Wykorzystuje ich olbrzymie rozmiary i okrada ich, wymykając się nieporadnym olbrzymom. W finale jednak i on się powiększa, po czym zostaje ujęty przez mieszkańców. Druga historia komiksu jest dość oryginalna i kończy się filozoficznym twistem. Do niewielkiego miasteczka przybywa doktor ze złotą maską zakrywającą twarz. Mimo sukcesów i wielkiego zaangażowania pojawiają się podejrzenia i ostatecznie tłum zmusza go do odsłonięcia twarzy. Okazuje się, że pochodzi on z kosmosu i przybył pomagać Ziemianom, ale podejrzliwość mieszkańców dowodzi tego, że są niegodni. Oznajmia, że tak naprawdę, to maska została zdjęta nie jemu, lecz mieszkańcom i opuszcza zakłopotanych ludzi. Autorem scenariusza i rysunków był czarnoskóry Alfonso Greene, którego krótka biografia jest warta uwagi.

Strange Worlds - w 1958 roku ukazały się dwa pierwsze numery tej serii. Najwyraźniej nie rokowała dobrze, bo zaledwie po pięciu numerach została zakończona, mimo tego, że tworzyli w niej Stan Lee, Jack Kirby, Don Heck, Steve Ditko, John Buscema, czy Joe Sinnott, czyli czołówka ówczesnego Marvela. Podobnie jak World of Fantasy zdecydowanie nastawiona na science fiction, ale czy to mogło być przyczyną niepowodzenia? Chyba nie, bo akurat w tamtym okresie science-fiction stawało się coraz popularniejsza w innych mediach. Na dodatek Tales to Astonish i Tales of Suspense przetrwały, a ich tematyka była analogiczna do Strange Worlds i World of Fantasy. Może po prostu Goodman chciał trochę zrównoważyć ofertę i w 1959 roku w miejsce pechowej dwójki wprowadził dwie serie o nastolatkach.

Tales to Astonish i Tales of Suspense - siostrzane tytuły, które zadebiutowały pod koniec 1958 roku. Początkowo przeważała w nich tematyka science-fiction - sporo było historii rozgrywających się w przyszłości. Ludzkość musiała na przykład przeciwstawić się inwazji dwuwymiarowych żołnierzy ukrywających się na billboardach (Tales to Astonish #1). Tak, dwuwymiarowych żołnierzy ukrywających się na billboardach...

tales_to_astonish_1.jpg


Na chwilę przeskoczmy do lat sześćdziesiątych: wielkim hitem będą w nich ponownie superbohaterowie, a ponieważ umowa z Independent News nie ułatwiała tworzenia nowych serii, to trzeba było zmieniać repertuar już istniejących. I tak, głównym bohaterem Strange Tales zostanie Human Torch (od #101), który rok później będzie dzielił ten tytuł z Doctorem Strange (a później na łamach tej serii będzie można podziwiać błyskotliwy run Jima Steranko o Nicku Furym). Tales to Astonish od #35 skupił się na Ant-Manie (później towarzyszyła mu Wasp), a od #59 regularnie pojawił się tu również Hulk. Rok po debiucie tego drugiego, Ant-Mana zastąpi Namor. W Tales of Suspense #39 zadebiutował Iron Man, który stał sie głównym bohaterem tego tytułu. Po dwudziestu numerach dołączył do niego Kapitan Ameryka. Stosunkowo najmniej zmian czekało Journey Into Mystery, na łamach którego w #83 zadebiutował Thor i który do końca istnienia opisywał przygody Asgardczyków.

Wróćmy jednak do 1958 roku i przyjrzyjmy się innym gatunkom w ofercie Marvela:
- westerny: Gunsmoke Western, Kid Colt, Two-Gun Kid, Wyatt Earp
Pierwsza z wymienionych serii była w 1958 roku typową antologią, w której występowała cała plejada najpopularniejszych kowbojów Marvela, na czele z Kid Coltem i Wyattem Earpem. Pozostałe trzy tytuły skupiały się na tytułowych bohaterach, ale znajdowały się w nich miejsca na gościnne występy innych rewolwerowców. Z trójki posiadających własne serie najciekawszą postacią był Kid Colt, szlachetny rewolwerowiec, który niesłusznie został uznany za przestępcę. Ta okoliczność pozwalała na lekkie urozmaicenie historii, które mogły być odrobinę mniej przewidywalne i sztampowe. Kid Colt przetrwał praktycznie bez przerwy aż do 1979 roku, czyli ponad trzy dekady, co jest naprawdę imponującym wynikiem. Westerny miały jeszcze przez kilka lat zapewnioną dobrą pozycję w ofercie Marvela - w końcówce lat pięćdziesiątych co czwarty komiks Marvela należał do tego gatunku.
 
- wojenne: Battle, Marines in Battle, Navy Combat
W odróżnieniu od westernów, ich czas dobiegał końca. Do 1959 roku przetrwał jedynie Battle, który ostatecznie zniknie z oferty Marvela na początku 1960 roku, kończąc erę komiksów wojennych lat pięćdziesiątych. Ich popularność eksplodowała w pierwszej fazie wojny w Korei i utrzymywała się przez kilka lat na niezłym poziomie mimo zmęczenia społeczeństwa nieudaną kampanią. Podobnie jak w przypadku westernów, historie były mocno przewidywalne i szablonowe. Opowieści rozgrywały się w XX wieku (Korea, I i II Wojna Światowa) i wcześniej (np. Wojna Secesyjna), ale nie miało to specjalnego przełożenia na ton historii. Zawsze był jasny propagandowy podział dobrzy-nasi i źli-obcy oraz brak realizmu.

- romanse: Love Romances, My Own Romance
Po ponad dekadzie obecności w wydawnictwie Martina Goodmana, niewiele zmieniło się w tym gatunku. Najważniejsze założenia tych opowieści pozostały bez zmian i pochwalały "grzeczne" kobiety, które mogły liczyć na wymarzonych partnerów. Niezależne kobiety nie miały szczęścia i przeważnie kończyły samotne, z zazdrością patrząc na spokojne kury domowe, które mogły całymi dniami przygotowywać mieszkanie na powrót idealnego męża. Pomijając tą specyfikę, warto zwrócić uwagę na to, że ówczesny Marvel miał zdecydowanie więcej komiksów opowiadających o kobietach i do nich skierowanych. W 1958 roku serie, w których głównym bohaterem była kobieta stanowiły ponad 35% oferty wydawniczej. Nie do pomyślenia we współczesnych nam czasach.

cover cover cover

- komiksy o nastolatkach: Millie the Model, Miss America Magazine, Patsy and Hedy, Patsy Walker
Po lekkim zepchnięciu na drugi plan w połowie lat pięćdziesiątych, komiksy o nastolatkach powracały do łask Martina Goodmana. Proste humorystyczne historyjki przypominają współczesne nam komiksy wydawnictwa Archie. Zresztą nie jest to przypadek, Dan DeCarlo, długoletni twórca sukcesu modelki Millie, w końcówce lat 50 przeniósł się właśnie do Archie Comics i z wielkim powodzeniem rozwijał tamto wydawnictwo. W zdecydowanej większości komiksów z tego gatunku, głównymi bohaterkami były przedstawicielki płci pięknej - mężczyźni (a częściej chłopcy) byli na drugim planie i przeważnie służyli jedynie do przedstawienia zabawnych zalotów. Komiksy o nastolatkach zdecydowanie różniły się od romansów, były znacznie bardziej pogodne, wyluzowane i paradoksalnie... romantyczne. Co ciekawe, w komiksach tego typu regularnie można było znaleźć informacje, że strój bohaterek w konkretnej historii został zaprojektowany przez czytelniczki.

- oraz dziecięcy Homer, the Happy Ghost.
W latach pięćdziesiątych Atlas eksperymentował z wydawaniem zabawnych komiksów przeznaczonych dla najmłodszych, ale nigdy nie były one istotnym punktem w ofercie wydawnictwa. Homer był ostatnim tytułem tego typu. Mocno inspirowany przygodami popularnego już wówczas Kacpra, nie powtórzył jednak jego sukcesu. Historyjki były całkiem zabawne i powinny zadowolić najmłodszych czytelników, ale Goodman chyba nigdy na poważnie nie chciał zająć się tym gatunkiem i rzucić wyzwanie dominującemu na tym polu Dellowi.

Z punktu widzenia historii Marvela, jedyne istotne wydarzenie 19Joe_Maneely.jpg58 roku było tragiczne. 7 czerwca zginął Joe Maneely (zaledwie trzydziestodwulatek chwili śmierci), jeden z czołowych rysowników Atlas Comics i ulubieniec Stana Lee. Zajmował się właściwie wszystkimi gatunkami, od westernów, poprzez romanse do horrorów. Prawdopodobnie najlepiej zapamiętany zostanie jako twórca pierwszych przygód Black Knighta oraz Yellow Claw #1. Był niewątpliwie wschodzącą gwiazdą, łącząc wysoką jakość pracy z dużą szybkością. Nie ma wątpliwości, że gdyby dożył lat sześćdziesiątych, to byłby odpowiedzialny za stworzenie nowych superbohaterów Marvela.
O śmierci artysty krąży wiele plotek i oskarżeń. Niektórzy sugerują, że mogło być to samobójstwo, ale wydaje się, że to szukanie sensacji. Maneely był szczęśliwie żonaty z piękną ukochaną jeszcze z czasów dzieciństwa. Owszem, Implozja Marvela spowodowała, że musiał szukać innych pracodawców, ale w połowie 1958 roku sytuacja zaczynała się stabilizować i rysownik powrócił już do współpracy ze Stanem Lee.
Wbrew niektórym publikacjom, Maneely nie zginął pod kołami samochodu, ani w metrze - jego śmierć nastąpiła w kolejce podmiejskiej, którą wracał do domu. Przemieszczając się między jej wagonami stracił równowagę i spadł na tory. Według jednego z kolegów, kilka dni wcześniej zgubił okulary i skarżył się, że słabo bez nich widzi, ale czy miało to decydujący wpływ nigdy się nie dowiemy. Podobnie jak to, ile wypił tego wieczoru - wracał z piątkowego spotkania w barze z innymi twórcami.
Pojawiły się również głosy, że nieszczęśliwy wypadek był spowodowany przemęczeniem, wynikającym z przepracowania. Te głosy pochodzą głównie od zwolenników Jacka Kirby'ego i przeciwników Stana Lee. Nie są jednak zbytnio przekonujące - Maneely z pewnością był mocno eksploatowany przez redaktora naczelnego Marvela, ale kilka lat wcześniej.

Lex
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.