Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #193 (02.05.2011)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 maja 2011Numer 18/2011 (193)



Majówka trwa w najlepsze. Ludzie grillują, odpoczywają na łonie natury lub wybierają się do kina, by podziwiać najnowsze dzieło Marvela, mianowicie Thora. My tymczasem skupimy się, jak co tydzień, na komiksach. Znów spora część dotyczy mutantów (w tym ostatnie części Age of X), rodzina Spider-Mana również ma kilka swoich pozycji. Nie mogło zabraknąć również silnej grupy skupiającej wokół siebie Mścicieli. Z racji trwających THORSDAYS, dzisiejszy Pulse również w trochę odmienionej wersji.



Age Of X Universe #2
Hotaru: Mając na uwadze charakter świata Age of X rozumiem, dlaczego nie było większej ilości tie-inów. Ten nie wypadł za dobrze. Z jednej strony rysunki Phama były w najlepszych momentach średnie, a z drugiej fabuła okazała się topornie moralizatorska i przegadana. Wydawało mi się, że te postaci zachowają się bardziej nieprzewidywalnie. Za to backup story z Dazzler i Stephenem Strange mi się spodobała. Tak, jest prosta i niezobowiązująca, ale też absorbująca i z fajnym twistem. Jeśli przeczytaliście pierwszy numer, to wypada dotrwać jeszcze jeden, w przeciwnym wypadku - odpuśćcie sobie.

Amazing Spider-Man #659
Krzycer: Jest tu jeden fajny moment, gdy zgrany, old-schoolowy do bólu scenariusz okazuje się zasłoną dymną. Jest też parę celnych złośliwości pod adresem starych (baaardzo starych) historii. A przede wszystkim są tu lepsze interakcje Pająka z FF niż w poprzednim numerze, czy raczej - nie ma tu idiotyzmów które pogrzebały tamten.
Jest za to pijana Carlie Cooper. Yay? Choć przyznaję, że pomysł ozdobienia się Goblinem komuś na złość mi się spodobał.

Mr. M.: Po bardzo słabym numerze poprzednim Slott ponownie tworzy dobry scenariusz. Po pierwsze cieszę się, iż wątek Future Foundation nie jest, jak wyglądało na początku, tylko pretekstem do pokazania Spideya w nowej drużynie, lecz rozwija dość ciekawy wątek, który dość nieciekawie się zaczął. Sinister Six pojawiają się niespodziewanie i mimo że nie jestem w stanie do końca przyjąć do wiadomości, iż Doc Ock i spółka wiedzą o dawnych przygodach F4, to ich pojawienie się pozytywnie zaskakuje. avalonpulse193b.JPGDobrze oraz momentami też śmiesznie wypadają dialogi wewnątrz grupy i w końcu poruszona zostaje możliwość odtworzenia spider sense - przecież Mr. Fantastic i jego rodzina są idealni do tego zadania. Peter powinien zapytać ich o pomoc już przy pierwszej okazji. Gorzej wypada wątek z Carlie. Nigdy jej nie lubiłem, a teraz nie lubię jej jeszcze bardziej. I to w chwili, gdy myślałem, że zaczynam ją akceptować. Co prawda jest to mocno subiektywny minus, ale psuje mi ona odbiór komiksu. Pajęczak powinien znaleźć sobie inteligentniejszą partnerkę i taką, która nie sięga po alkohol. Dodam jeszcze, iż nieźle Dan lawiruje między wielkim kiczem, a dobrą historią.
Szkoda, że nie ma wątku Wraith, lecz w zamian za to pojawia się Jackal i wstęp do Spider Island. Wygląda dość intrygująco, choć zapowiedzi nie nastrajają mnie nazbyt pozytywnie do tego story arcu. Na razie nie ma co oceniać.
Na deser druga część team-upu z Ghost Riderem. Trochę humoru, trochę akcji, demon – do niczego to nie prowadzi, ale jest to miła lektura z dwoma superbohaterami, którzy należą do moich ulubieńców.

Arachnid: Jest nieco lepiej niż poprzednio, choć nadal czegoś mi tu brakuje. Pijana Carlie wyznająca zasadę "Na złość chłopakowi wytatuuję sobie goblina", trochę to dziwne, ale różne rzeczy ludzie robią po pijaku. Z niecierpliwością czekam na reakcję Petera. Ogólnie - nie jest źle. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

Avengers Vol. 4 #12.1
Hotaru: Interesujący zabieg - poziom strony graficznej idealnie współgra z poziomem scenariusza. Z początku, kiedy intryga się zawiązuje (i co to za intryga!), rysunki są dokładne, kadrowania ciekawe, przez co i wrażenia jak najbardziej pozytywne. Z upływem stronic, kiedy poziom fabuły pikuje, i artysta zaczyna olewać staranność i przykładanie uwagi do detali. Świetny przykład na równię pochyłą.
Krzycer:
O, Bendis jednak czyta czasem cudze komiksy i powrót ma sens. A ponieważ to .1 to można podciągnąć nienaturalne interakcje (a raczej ich brak) Brand z Wolverinem i zwłaszcza Beastem pod niechęć do obciążania startowego numeru nadmierną ilością odniesień do innych tytułów.
Ale już wykorzystanie Intelligencii, w tym składzie, jest chyba karygodne. MODOK ostatnio był zwykłym człowiekiem, jeśli dobrze pamiętam. Zresztą wszyscy siedzą u Bannera, bodajże poza Wizardem?
Do tego Hitch brzydko wykręca ręce bohaterom i idiotycznie ustawia postaci w locie.
Ogólnie - jest przeciętnie, Bendis znowu ładuje do komiksu postacie na obecność, których nie ma żadnego pomysłu... Ale powrót daje możliwości na przyszłość. No i wreszcie poświęcił trochę miejsca Spider-Woman, którą zaniedbywał odkąd jej serię skasowali.
avalonpulse193c.JPG
Mr. M.: Po raz pierwszy w serii Spider-Woman miała swoje pięć minut. Wreszcie. Zdecydowanie za dużo czasu spędza będąc jedynie tłem. Z innej beczki, jeszcze niedawno Thing zbeształ Spider-Mana za użycie kostiumu z logo F4, twierdząc, że nie wolno go już używać po śmierci Johnny'ego, a tutaj sam nosi koszulkę Fantastic Four. Chyba Bendis nie czyta The Amazing Spider-Man. Numer, jako całość wypada lepiej niż którykolwiek poprzedni numer reaktywowanych Mścicieli, duża w tym zasługa rysunków, które tym razem nie są, mówiąc wprost, brzydkie. Niestety JRJR wróci niedługo i znów Avengers stracą ponad 50% jakości. Sam wątek inteligentnych przestępców, którzy nie są nazbyt inteligentni nie jest genialny, lecz cieszę się z powrotu Ultrona i wyglądam, udanych mam nadzieję, historii z jego udziałem. Patrząc na numer pod kątem inicjatywy point one, wcale nie czułem, że jestem wprowadzony w świat Avengers, miałem wrażenie, jakbym po prostu czytał kolejny nr historii. Nowy czytelnik za dużo się nie dowie, prócz faktu, że istnieją Avengers i S.W.O.R.D. Za minus uważam wymieszanie w .1 różnych drużyn Avengers, skoro Sekretni mają swój własny point one, to tutaj należało się skupić na jednej, tytułowej drużynie. Wypadłoby lepiej jako wprowadzenie do Avengers.
Arachnid: Średni to chyba najodpowiedniejsze określenie tego numeru. Spider–Woman w końcu z jakąś istotniejszą rolą. Cieszy mnie bardzo, że nie zapomniano, że nadal pracuje ona dla S.W.O.R.D. W ogóle, obecność agentki Brand i przypomnienie czytelnikom o czymś takim jak S.W.O.R.D. jest na plus. Spider–Man chwalący się swoimi osiągnięciami w "World of Warcraft" - było to całkiem zabawne, ale nie aż tak jak Steve, który żartu nie zrozumiał. Niestety, komiks ten ma również mnóstwo wad. Skład Inteligencii to przekreślenie wszystkiego o czym czytaliśmy np. w przygodach She–Hulks. Poza tym znów mamy zbyt wiele postaci, które nic nie wnoszą do historii. Kolejna wada to Steve Rogers, który jako szef wszystkich szefów nie ma pojęcia o organizacji takiej jak S.W.O.R.D. Wydaje mi się, że na swoim stanowisku powinien o tym wiedzieć, a przynajmniej nie odstawiać wielce zaskoczonego. Co do rysunków, to nie jest tragicznie, ale też bez rewelacji. Po prostu średnio. I rysunki i cały komiks.

Captain America #617
Mr. M.: Bucky nadal spędza czas w gułagu, który prawie niczym się nie różni od czasu, który spędzał w poprzednim numerze. Zostają jednak zarysowane dodatkowe relacje i pojawia się Boris, dawny Titanium Man. Samego Bucky'ego zaczynają też dręczyć wspomnienia z czasów Winter Soldiera. Momentami jest nieco zbyt pusta ta opowieść, ale jako całość czyta się dobrze, choć finał można przewidzieć. Punkt drugi programu to Black Widow i Maria, które potajemnie (przynajmniej na początku) szukają informacji na temat sprawy Bucky'ego i znajdują trop. Czyta się szybko i przyjemnie i okazuje się, że we wszystko zamieszany jest Red Barbarian. Pamiętacie go? Lubię nawiązania do starych komiksów, więc liczę to jako plus. Punkt trzeci, i ostatni, programu to Rogers, nadal zastanawiający się nad powrotem do flagowego stroju i prowadzący własne śledztwo w sprawie Bucky'ego. Przerwane przez Rosjanina w zbroi. To najgorsza część komiksu, pozbawiona emocji, przewidywalna w sferze przemyśleń Steve'a. Nadal uważam, że nie powinien on wracać do kostiumu, ale wątek prowadzony od jakiegoś już czasu, nie mówiąc o zapowiedziach na przyszłość, nie daje złudzeń. 617. numer Captain America jest więc całkiem niezły, lecz przydałoby mu się więcej emocji i suspensu. Zdecydowanie więcej.


FF #2
Mr. M.: Hickman jest kolejnym scenarzystą, który podnosi poziom scenariusza względem poprzedniego numeru. Główny czas akcji spędzamy na poznawaniu relacji wewnątrz grupy. A te są prowadzone dobrze, czasami z wątkiem humorystycznym. Na koniec Jonathan serwuje nam twist wychodzący z umowy zawartej w serii Fantastic Four. Mimo że fabularnie jest to tylko jeden krok do przodu, to całość wypada przyzwoicie, budując relacje na przyszłość serii.

Incredible Hulks #627
Arachnid: Tutaj również bez większych rewelacji. Pomysł na szpiegowski klimacik jest dobry, choć mógłby być zdecydowanie lepiej prowadzony. Szybkie przemiany Bannera i Hulka wypadają całkiem przyzwoicie, zwłaszcza przy ubraniu z niestabilnych cząstek. Wątek mitologiczny chętnie zamieniłbym na jakiś inny, bardziej przyziemny, ale ogólnie nie jest źle. Amadeus Cho daje radę, czego nie mogę powiedzieć o Red She–Hulk, która nadal mnie irytuje. Ogólnie jest nieźle. Rysunki też całkiem niezłe. Jestem ciekaw kolejnego numeru, żeby zobaczyć jak ułoży się współpraca między naszym zielonym bohaterem i jego czerwoną żoną (lub byłą żoną, sam się już pogubiłem).


Mighty Thor #1
Mr. M.: Gillen zaczął nową przygodę z Thorem w świetnym stylu, a Fraction zaczyna nową przygodę Thora, jak na niego przystało, bez polotu. Fakt, są dobre pomysły: Galactus mający pożreć Asgard, szykuje się walka Thor vs. Silver Surfer, poruszona jest kwestia boskości bogów i obecności tego jedynego w świecie, w którym przebywają istoty z Asgardu. Są to plusy, lecz historia w ogóle nie trzyma w napięciu, nie czuję żadnego zainteresowania, nie mam chęci zobaczenia jak się dalej potoczy akcja. Wszystko jest jakieś mozolne. Jedyne emocje wzbudziło we mnie pojawienie się Lokiego. Pomyślałem wtedy: „Matt, zostaw Lokiego, zostaw go Gillenowi”. Czyli nowa seria o Thorze wypada słabo, ale było to do przewidzenia.


Namor: The First Mutant #9
Krzycer: Namor ma problem, jego laska ma problem, Loa ma problem, ale o nim nie mówi, a pod koniec pojawia się Spock Prime.
Podróże w czasie. Jupi. To nie może się źle skończyć.
Poprzednia historia nawet mi się podobała, ta zaczyna się wyjątkowo marnie... Ale może coś z tego będzie. Przyznaję, że wizja zniszczenia Utopii działa na wyobraźnię.


New Mutants Vol. 3 #24
Hotaru: Wielka szkoda, że tego finału nie narysował Clay Mann. Ponownie, Kurth jest całkiem wprawnym rysownikiem, ale to jednak nie tak liga. podczas lektury odniosłem wrażenie, że fabuła straciła trochę ze swej mocy przez średnie ilustracje. A mocy jej nie zabrakło. Owszem, to przede wszystkim naparzanka, ale muszę przyznać, że całkiem emocjonująca. Poza tym, uwielbiam takie finały, które okazują się dopiero początkami. Bo sądząc po ilości wątków, jakie Carey nie zamknął, to jeszcze długi czas będziemy mieli do czynienia z konsekwencjami tej historii. I to świetnie, bo była przednia.

Osborn #5
Mr. M.: Z wielkim żalem przychodzi żegnać się z miniserią o Normanie Osbornie. Od początku do końca prezentowała wysoki poziom fabularny i rysunkowy, tak że trudno jej cokolwiek zarzucić. Fakt, że zdarzały się drobne potknięcia, niektóre momenty prawdopodobnie mogły być lepiej rozwiązane, lecz są to jedynie drobne uwagi, nie wpływające znacząco na efekt finalny. W ostatnim numerze, Osborn jak zwykle wychodzi na inteligentniejszego od typowego bad guya, który nigdy się nie poddaje. Jego prowadzenie, prowadzenie panny Winters i innych jak zwykle wypada świetnie. Dalej miniseria trzyma w napięciu, a próba zakamuflowania tajnego więzienia jest dobrze ukazana. Teraz, gdy Osborn się skończył, mam nadzieję, że wysoki poziom opowieści o Normanie zostanie utrzymany. Wypada czekać, aż postaci które uciekły z więzienia z Osbornem również gdzieś się pojawią. Slott twierdził niedawno, że być może je wykorzysta. Oby tak się stało, gdyż tkwi w nich spory potencjał.
Krzycer:
Ta mini to chyba największe zaskoczenie tego sezonu, Kelly Sue DeConnick objawiła niezwykły talent. Dość powiedzieć, że zakończenie nie rozczarowuje. Było w sumie przewidywalne, ale Osborn jest poprowadzony tak dobrze, że fabuła mogłaby się opierać na samych wyświechtanych kliszach, a i tak by mi się spodobało.
Za to nie podobają mi się rysunki Emmy Rios. Generalnie, jeszcze nie było komiksu rysowanego jej ręką, który fajnie by mi się oglądało. Za to okładka jest rewelacyjna.


Speaker For The Dead #4
Hotaru: Świetny numer. Nie zabrakło emocji pomiędzy członkami rodziny Ribeira, a Andrew zaczął namawiać włodarzy kolonii Milagre do buntu przeciwko Gwiezdnemu Kongresowi. Wreszcie dowiadujemy się, dlaczego prosiaczki zamordowały Liba i Pipo, a także że informacyjna tama, jaką utrzymywali przed nimi ksenolodzy, wcale nie była tak szczelna, jak im się wydawało. Rysunki Mhana są dobre jak zawsze, ale zwróciłem też uwagę na użycie rastra - bardzo mi to przypadło do gustu, bo przypomina mi pracę Fiumary przy Ender's Shadow. Zacieram już ręce czekając na numer następny.


avalonpulse193d.JPGSpider-Girl vol. 2 #6
Mr. M.: Do momentu pojawienia się Hobgoblina czyta się kolejny numer pajęczej dziewczyny całkiem przyjemnie. Rozwija się wątek Raven, lepiej poznajemy Anyę i jej otoczenie, interakcje między postaciami wypadają naturalnie. Słowem - przyjemna lektura. A potem jest gorzej. Spider-Girl opiera się sonicznemu atakowi dzięki gumie do żucia, przy okazji zajmuje się Hobgoblinem tak dobrze, że Spider-Man może poczuć się zawstydzony. Zresztą Pajęczak się tutaj pojawia i faktycznie się taki czuje. Niestety nie mogę zaakceptować faktu, że Goblin był tak słabym przeciwnikiem wobec Spider-Girl. Przecież ona nawet nie ma super siły. więc jej ciosy nie powinny zrobić na nim wrażenia. No i Twitter. Jak zawsze mnie irytuje. Po jej tweetach już każdy, inteligentniejszy bad guy powinien się zorientować kim jest Spider-Girl. Numer więc średni, lecz wygląda na to, że kolejny story arc wypadnie lepiej. I, jeśli dobrze pamiętam, będzie to chyba ostatni w tej serii, przydałoby się więc zakończyć ją w dobrym stylu.

Krzycer: Mniejsza o to, że Twitter feed jako narracja irytuje. Mniejsza o to, że średnio inteligentny villain wiedząc, że Anya dopiero co straciła ojca ma już bardzo dużo wskazówek, by odkryć jej tożsamość... Ale przecież wyśledzić kogoś w sieci nie jest trudno przy odrobinie samozaparcia i sam pomysł relacjonowania na bieżąco wszystkich swoich poczynań jest idiotyczny.
Za to starcie z Hobgoblinem wyszło całkiem fajnie. W gruncie rzeczy, to walki są najlepszą częścią tego komiksu - nadal wspominam wyjątkowo fajną konfrontację z Kravinoffówną z poprzedniego numeru.


Uncanny X-Men #536
Krzycer: Są tu ciekawe rzeczy - nowa sytuacja Breakworlderów, to jak przystosowują się do nowej sytuacji, Cyclops mówiący o tym, że X-Men muszą być odpowiedzialni za swe czyny, Kruun prezentujący właściwości dziwnego metalu Magneto - to wszystko mi się podobało. W związku z tym byłem rozczarowany wyjątkowo banalnym zwrotem akcji pod koniec.
Pociąga on zresztą za sobą sporo ewentualnych wad - ewentualnych, bo być może zaradzi im następny numer. Ale jeśli nie, to: Magneto jest idiotą, bo dał się podejść, Cyclops jest idiotą, bo nie upilnował Kruuna, a Emma jest niekompetentna, bo miała wszystkich przeskanować.
Poza tym Gillen zwraca uwagę na ciekawą kwestię - "po co rasie, która nie ma szpitali, umiejętność wskrzeszania" - by udzielić zupełnie nieprzekonującej odpowiedzi...
Podsumowując - zaczyna się dobrze, kończy banalnie. Zobaczymy, co dalej.


Venom Vol. 2 #2
Krzycer: A to z kolei fajne było. Finał krwawych łowów, wyczerpana ofiara i szalony myśliwy... Fajny klimat, fajne rozwiązanie. Nie przekonuje mnie jak na razie Tajemniczy Zły w Kowbojskim Kapeluszu, ale może to po prostu poromulusowy uraz do tajemniczych złych pociągających za sznurki.

Mr. M.: Nie mogłem się wczuć w tę historię. Pojawienie się Kravena, którego według mnie powinno się zostawić w spokoju, do momentu aż komuś do głowy wpadnie pomysł na historię o poziomie "Kraven's Last Hunt", nie wzbudza emocji, gdyż i tak cichy głosik z tyłu głowy mówił, że z walki nic nie wyniknie, bo Łowca, jeśli zrobi coś ważnego, to w Amazing Spider-Man. Również za dużo ramek z myślami niepotrzebnie spowalniało akcję. Poza tymi dwiema wadami, cała reszta wypadła przyzwoicie. I cliff hanger także mi się podobał. Oczekiwałem jednak znacznie więcej. I czyżby Remender miał zamiar wprowadzić licznik misji Flasha? Byłoby dobrze.

X-23 Vol. 2 #9
Hotaru: Nie czytałem poprzedniej odsłony "Collision", ale o dziwo nie miałem żadnych problemów z połapaniem się w fabule. To może dobrze świadczyć o umiejętnościach Marjorie Liu. Ale może też świadczyć o tym, że poprzednia część historia była nudna jak flaki z olejem. Zapowiada się też na to, ze finał będzie przede wszystkim nawalanką, więc chyba go sobie daruję. Szkoda też, że Ryan Stegman nie zdołał zilustrować całego numeru. Jego kreska przypadła mi do gustu, pomimo jej całej "cukierkowatości". Buffagni jest OK, ale jednak zmiana stylu na gorszy jest odczuwalna.
Krzycer:
Poprzedniego numeru Dakena nie udało się przebić, również dlatego, że nastąpiło tu wyciszenie przed finałem. Ale scena operacji na Laurze ("This is what makes science fun!") zrobiła na mnie wrażenie. No i Daken, jak to ma w zwyczaju, zmienia strony. Chyba. A może nie. Jego rozmowy z Colcordem wskazywały na zupełnie inny charakter ich związku niż wyjaśnił Laurze. Na razie jednak nie wiem czy to dlatego, że znowu wciska jej kit, czy może wynika to z niedopracowanego scenariusza. A może to ja źle wszystko interpretowałem.
Poza tym dostajemy dwa tajemnicze interludia z zakapturzoną kobietą na molo. Miss Sinister byłaby bledsza, więc kto to może być? Czyżby Liu sięgnęła po Kimurę? Bo gdyby to była całkiem nowa postać, to po diabła ją zasłaniać?
Za to rysownik niekonsekwentnie rysuje źrenice. Przywykłem do magicznych masek bielących oczy, ale Laura maski nie ma, a źrenice pojawiają się i znikają...


X-Men Vol. 3 #10
Hotaru: Ale dramat. Nie wiem, co jest nie tak, czy w tym numerze zareagowałem na jakiś przekaz podprogowy, bo nie spodobał mi się tak bardzo, że aż mnie to dziwi. Każdy kolejny kadr wywoływał parsknięcie pogardy, a dialogi... Zgroza. Nie wiem, jak ktoś mógł skopać team-up Emma - Spider-Man. Przecież to zestawienie niesie ze sobą gigantyczny komediowy potencjał. Dlaczego więc Gischler go zignorował, a nawet poszedł w przeciwnym kierunku. Że już nie wspomnę o jaszczurzych X-Manach, którzy mogliby się podobać w komiksie celowanym w sześciolatków. Porażka na całej linii. Tak, graficzna również.

Krzycer: Trochę za szybko poszło w finale. Mimo wszystko, Dark Beast mógłby być również fizycznym zagrożeniem. Ale może nie było takiej potrzeby, w końcu starć tu nie brakowało. Jak na sequel "Shed", za mało tu napięcia między Pająkiem a Jaszczurem. Z drugiej strony - co jest tu zresztą wspomniane - Jaszczur był po drodze wepchnięty w tę idiotyczną historię z minigoblinem, więc to co jest tutaj to i tak poprawa.
Ogólnie - podobało mi się od pierwszego do ostatniego numeru. I jeszcze raz powtórzę, że nie miałbym nic przeciwko temu, by ta seria opierała się na domykaniu wątków spoza mutanciego świata.
Poza tym team-up Emmy z Pająkiem wyszedł fajnie.





Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse193a.jpgFF #2 (Thor Goes To Hollywood variant)
Autor:
Greg Horn

Sc0agar4k: Patrzę na tę okładkę i myślę: Robin Hood. Przyglądam się jednak bardziej i stwierdzam, że bardzo się mylilem. Przecież to kultowa już scena unikania pocisków z Matrixa. Loki wypuszcza w kierunku Thora kilka strzał, a ten stara się, by go nie trafiły. Okładka emanuje dynamizmem. Lot strzał, uchylający się Thor. To pozwala sobie wyobrazić, jak bóg piorunów podnosi się i ciska w brata Mjonirem. Po prostu mistrzowskie wykonanie.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2011.04.27


Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: PuppetMasterRedaktor techniczny: Sc0agar4k

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.